o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

wtorek, 2 sierpnia 2011

Tadeusz Korzeniewski, 2009


Kilka ogólnych


Internet i zwłaszcza w Polsce Salon24 sprawiły, że wielu zwykłych inteligentnych ludzi poczuło się jakby siedzieli nad mapami w Belwederze z Komendantem.
Tymczasem w większości nawet tzw. znani blogerzy to osobowości na poziomie, powiedzmy, województwa, max, nie Polski. Polska to za duże wiatry dla nich. Nie dziwota, że ich czasem z placu poważniejszych wspólnotowych gier pozycyjnych jak kłąbki wełny zdmuchuje.
W latach 80. kelnerowałem w nowojorskich restauracjach i miałem tzw. back waitera, kelnera donoszącego z kuchni. Kolo był prosty wieśniak z jednego z krajów pogranicza Europy i Azji. Pracowałem z nim ponad rok i do końca nie mogłem oduczyć popychania palcem np. liścia sałaty, bo ten zsunął się na brzeg talerza podczas przynoszenia. I to we wnętrzu restauracji się działo, kiedy postawił on już tacę na stojak i miał podać. Chłopak miał to po prostu naturalnie. W gorączce tzw. rushu restauracyjnego, pośpiechu, stawał się jaki był. Tak sobie o nim myślę - Mike miał na zamerykanizowane imię - ostatnio, kiedy widzę jak nasi blogerzy zawalają super skomplikowane i subtelne gry na najwyższym poziomie polskiego przeznaczenia.
Trzeba znać swoje miejsce.
Internet to dziecko w powijakach, może nie wyszedł jeszcze z łona. Najwyżej raczkuje. Kiedy podrośnie, utrzęsie się, stężeje, wiele z tych egalitarnych dzisiejszych podniecanek okaże się jazdą na dużych obrotach w miejscu.
Masowo wzięci blogerzy, forumowicze, dobrzy są w podchwytywaniu odsuniętych ważnych problemów, wykładaniu ich na tapetę. Dobrzy w podszczypywaniu tzw. zawodowców za tchórzostwo obywatelskie czy zwykłe intelektualne lenistwo. Zawstydzaniu ich; zbyt często będące jednak przy tym kanibalizmem light, mentalnym dziobaniem do krwi. Konsumeryzmem po prostu. Konsumeryzmem stojących obywatelsko nierzadko na wyższym poziomie, ale intelektualnie gorszych.
Użyteczni są także blogerzy i forumowicze jako robiące dziobkami kury kręcące się po obejściu, znoszące na tuptających gorliwie nożynach to robaczka smacznej wiadomości stąd, to ziarnko uzupełniającego fakciku stamtąd, to ciekawe zdziebełko tego, to kamyczek tamtego. Można wybierać, zamiast samemu czas tracić.
Ale nie są i nigdy nie będą w stanie wypracować idei, myśli. Na to trzeba znacznie ponadprzeciętnej inteligencji i długoterminowego przyłożenia. A bez myśli nie ma kultury. Nie ma zasadniczej artykulacji problemów wspólnoty. W ogóle sprawy człowieka.
Tak że "blogerzy". Zsiądźcie nieco niżej na tej grzędzie.

16.08.2009   http://www.dowyoming.pl/2011/06/kilka-ogolnych.html

APPENDIX.

Pył na wietrze. Antologia przez drabikpanytv

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

1.VIII. w Rzplitej, pod tamtą okupacją

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhzNLnM_WJE4f3FThuZh_5_Ska_bUtHdOL3Mw-IhFgkC0MpkmyLWzl3qVR51azV3UpCKyL6bGcmuivQzU2YlERJ_JpB9vV52vrc6lbkBItObHZpC3JTwkyOdaQhp93zFw9yp1tk8MnBgEXN/s1600/scan0003.jpg

Wspomnienia z Powstania Warszawskiego -

Informacja dla nowych Czytelników : kontynuuję cykl wspomnień, który zaczęłam publikować w ubiegłym roku. Zainteresowanych odsyłam do Części 1.
Jerzy Grabowski plut. pchor. "Kmicic" bat. "Ruczaj" kompania "Cegielski"

Atak na siedzibę SS w Alejach Ujazdowskich
1 sierpnia 1944 r ok. godz. 15.30 zarządzono zbiórkę naszej kompanii "Cegielski" w ogrodzie willi prof. Szymańskiego przy ul. Parkowej 32. Teraz dopiero widzimy się wszyscy razem po raz pierwszy. Dotychczas nie pozwalały na to prawa rządzące konspiracją. U wielu z nas wielkie zdziwienie i dumę zmieszaną z podziwem wywołuje wyniesiony ze skrytki ciężki moździerz M-III produkcji angielskiej. Zdajemy kenkarty i otrzymujemy biało-czerwone opaski z orłem w koronie i literą WP na białym polu i z numerem plutonu na czerwonym polu. Rozkazem ppor. "Jasieńczyka" moja drużyna zostaje powiększona o pieciu chłopców z drużyny poległego w czasie patrolu w dniu 31 lipca kpr. pchor. "Sosny". Pozostali zasilili druzynę pchor. "Chochołowskiego" i "Rawicza". Ustawiamy się plutonami i drużynami. Jest nas łącznie 69 oficerów i żołnierzy i 8 sanitariuszek.
Ppor. "Sławek", zastępca dowódcy kompanii, wydaje komendę:
- Baczność!
Przed front kompanii wychodzi kpt. "Cegielski" i uroczyscie odczytuje rozkaz. Rozkaz brzmi:
- Godzina "W" - godzina 17.00.
Jednocześnie kpt. "Cegielski" zarządza gotowość bojową, ustalając godzinę wymarszu na godzinę 16.00.
Zaraz po zbiórce odbywa sie krótka odprawa dowódców plutonów i drużyn, na której kpt. "Cegielski" omawia cel naszego ataku oraz podaje kierunki natarcia sąsiednich oddziałów.
Kompania nasza ma najpierw atakować od strony Ogrodu Botanicznego budynki dawnego Głównego Inspektoratu Sił  Zbrojnych, zajęte obecnie przez oddziały SS, a później atak ma byc skierowany na gmach gestapo przy al. Szucha 23.  Łącznie z nami obiekty te będą atakować inne oddziały naszego VII zgrupowania od ul. Bagatela, ul. Litewskiej i od strony ul. 6 sierpnia i Koszykowej.
Zaraz po odprawie, punktualnie o godz. 16.00, opuszczamy miejsce koncentracji. Wychodzimy na ul. Sienkiewicza, dalej idziemy ul. Parkową wzdłuż ogrodzenia Parku Łazienkowskiego w kierunku ul. Podchorążych. Jest pogodnie, ciepło, a na ulicy pusto. Pierwszych przechodniów spotykamy dopiero na ul. Podchorążych, gdzie ruch jest nieco wiekszy. Przechodnie przystają zdumieni na nasz widok, a widok to od pieciu lat naprawdę niespotykany. Duża grupa mlodych ludzi z biało-czerwonymi opaskami na ramionach, niektórzy w wojskowych czapkach, z nieukrywaną bronią w rękach, to widok, ktory wielu ludziom wyciska łzy szczerego wzruszenia. Uśmiechają się do nas życzliwie, a my, równie wzruszeni jak oni, odpowiadamy nie mniej szczerymi uśmiechami.
Z ul. Podchorążych skręcamy w otwartą żelazną bramę i marszem ubezpieczonym po obu stronach głównej alei idziemy w kierunku Palmiarni. Park Łazienkowski jest pusty i cichy. Gdzieś z głębi parku dochodzą pojedyncze odgłosy ostrzenia kos, a powietrze nasycone jest zapachem świeżo ściętej trawy. Po chwili spostrzegamy kosiarzy i zbliżamy się do nich. Reagują na nasz widok podobnie jak przechodnie z ul. Podchorążych, ale na twarzach niektórych spostrzegam także strach. Atmosfera polepsza się, kiedy podchodzą do nich żołnierze mojej drużyny: kpr. "Ułański", strz. "Klon", strz. "Rudy", strz. "Skrzetuski" i strz. "Brudas". Są to ich koledzy z pracy, pracownicy Zakładów Zieleni Miejskiej. Następuje krótka rozmowa, w wyniku której w kilka chwil później przyjeżdża konna furmanka. Ładujemy na nią nasz moździerz i skrzynki z granatami. To znakomicie ułatwia nam dalszy marsz. Obok Palmiarni skręcamy nieco w prawo. Zmusza nas do tego otwarty teren głównej alei dobrze widoczny z zajetego przez Niemców Belwederu.
Nagle ciszę parku przeszywa odglos strzału. Rozlega się komenda:
- Padnij!
Przylegamy do ziemi i kryjemy się w najbliższych krzewach. Ledwie padłem na ziemię, kiedy w bardzo bliskiej odległości następuje wybuch. Przywieram jeszcze mocniej do ziemi. W pierwszej chwili jestem przekonany, że zostaliśmy spostrzeżeni przez Niemców. Zastanawiam się, dlaczego rozpoczęli swoją akcję od granatów. Ale po wybuchu nastepuje znowu cisza. Mimo to nie pada komenda: powstań! Jesteśmy zdezorientowani i zapewne wszyscy zastanawiają się, co bylo przyczyną tego niespodziewanego incydentu. Nadal cicho. Po chwili ciszę przerywa nawoływanie sanitariuszki. Potem słyszę głos kpr. "Ułańskiego". Czołgam się w kierunku głosu i widzę kpr. "Ułańskiego" leżącego w dość dziwnej pozycji. Ma poszarpane nogawki spodni, z których przezierają poranione nogi. Jest również ranny będący blisko "Ułańskiego" strz. "Klon". Nadbiegają sanitariuszki, patrolowa "Iga" i "Jola", i przystępują do opatrywania rannych. Rany kpr. "Ułańskiego" okazują się dość poważne, natomiast strz. "Klon" raniony jest niegroźnie.
Nadal w parku panuje cisza i nic nie wskazuje na to, aby wybuch pociagnął za sobą jakieś konsekwencje.
Okazało się, że wybuch spowodowała "filipinka" uczepiona na pasku spodni kpr. "Ułańskiego", kiedy ten wykonując rozkaz "padnij", pośliznął się i padając zaczepił o wiszącą u pasa "filipinkę", a ta, jak to dość często bywało z tego rodzaju granatami... wybuchła. Kilku ogrodników pobiegło sprowadzić drugą furmankę, która zabierze "Ułańskiego". Sanitariuszki pozostają przy rannych, a my ruszamy dalej.
Później dowiedzieliśmy się, że "Ułański" został przewieziony do parkowych pomieszczeń gospodarczych, a potem dostał się do szpitala. Natomiast obie sanitariuszki zaginęłu na terenie Łazienek. Los ich jest dotychczas nieznany. Znaleziono jedynie torbę sanitarną patrolowej "Igi". Prawdopodobnie zostały zastrzelone przez Niemców, których placówki znajdowały się przy ul. Agrykola.
Już bez przeszkód docieramy do Pomarańczarni położonej u podnóża skarpy Ogrodu Botanicznego. Tu zdejmujemy z wozu moździerz, gdyż dalsza droga wiedzie dość stromą i wąską alejką. Tu wóz na nic się nie zda.
Do Ogrodu Botanicznego wchodzimy żelazną bramą usytuowaną pomiedzy budynkami Obserwatorium Astronomicznego a oszklonymi inspektami Ogrodu Botanicznego.
Kpt. "Cegielski" zarządza krótki odpoczynek i ustala poszczególne stanowiska.
Moździerz otrzymuje swoje stanowisko w głębi Ogrodu około 200 m od Alej Ujazdowskich na skraju skarpy. Tam także usytuowane zostaje stanowisko dowodzenia 126 plutonu ppor. "Jasieńczyka". Ppor. "Sławek" zajmuje stanowisko dowodzenia 15 plutonu w niewielkim domku tuż przy bramie głównej.
Stanowisko dowodzenia kpt. "Ciesielskiego" będzie w pobliżu gmachu głównego Obserwatorium Astronomicznego.
Moja drużyna zajmuje stanowisko tuż przy ogrodzeniu od strony Alej Ujazdowskich. Moimi sąsiadami będą od lewej drużyna pchor. "Chochołowskiego", a po prawej drużyna kpr. pchor. "Rawicza".
Przed odejściem kpt. "Cegielski" wydaje mi rozkaz sporzadzenia miny i wysadzenia części ogrodzenia Ogrodu. Przez wyrwę w ogrodzeniu mają ruszyć do ataku nasze drużyny mające tam swoje stanowiska. Udajemy się na wyznaczone stanowiska, kryjąc się w gęstych krzewach Ogrodu.
Po dotarciu do ogrodzenia razem ze strz. "Jurandem" sporządzamy z trzech granatów angielskich minę, splatając je w wiązkę i układamy przy murowanej podstawie ogrodzenia w odległości ok. 35 m od bramy głównej.
Zgodnie z otrzymanym rozkazem odpalenie ma nastąpić w chwili rozpoczecia ataku. Sygnałem ma być salwa moździerza. Sam atak ma nastapić w chwilę po wybuchu miny, z uwagi na mozliwość ranienia odłamkami własnych żołnierzy.
Leżąc przy podmurówce osłonięty krzakami spogladam na cel naszego natarcia - budynki GISZ-u. Aleje Ujazdowskie niemal całkowicie puste. Od czasu do czasu przemykają tylko niemieckie samochody lub motocykle. Przechodniów nie widać. Pomiędzy budynkami kręcą się nieliczni żołnierze niemieccy, przed bramą stoi posterunek. W niektórych oknach widzę ułożone worki z piachem.
Ta cisza i ograniczony ruch na ulicy i wokoł budynków zdaje się wskazywać, że Niemcy są przygotowani do obrony i że należy wykluczyć moment zaskoczenia.
Spoglądam na zegarek. Do godziny 17.00 brakuje jeszcze kilku minut. Czekamy w napięciu. Dochodzę do wniosku, że powodzenie naszego natarcia zależy jedynie od celnego i skutecznego ognia naszego moździerza. Siła ognia mojej drużyny jest znikoma; na 15 żołnierzy posiadamy 2 karabiny, 4 pistolety i kilka granatów. Podobnie jest w druzynie "Chochołowskiego" i "Rawicza".
Nadchodzi wreszcie godzina 17.00. Godzina "W".
Ciszę ogrodu przeszywa głucha salwa moździerza, a w chwilę po niej odpalam minę.
Cdn.
http://lubczasopismo.salon24.pl/pis-reporter/post/329362,wspomnienia-z-powstania-warszawskiego-czesc-33

APPENDIX.
(  )

Bilans powstania? Nie obliczono dotąd i nigdy zapewne nie da się ustalić ilości ofiar, żołnierzy powstańczych poległo i zaginęło ok. 18 tysięcy. W szpitalach rannych było ok. 5 tys. Do niewoli odeszło ok. 16 tys., w tym 922 oficerów i ok. 2 tys. kobiet z mjr. Wandą Gertz na czele. Ok. 3,5 tys. powstańców wymknęło się wraz z ludnością cywilną. Wymowa ilości poległych wzrośnie, gdy zdamy sobie sprawę, iż zginęła w walce przeważnie młodzież o wartościach nieporównalnych, w tak bujnym bogactwie nieznanych w pokoleniach poprzednich. Ilość ofiar spoza wojska: zapewne nie mniej, niż 200 tysięcy rozstrzelanych, pomordowanych, zabitych przez ogień artylerii i bomby lotnicze, zasypanych i zmiażdżonych przez stosy gruzów, zmarłych z ran, wycieńczenia i chorób *[(327) Powtarzam za rzetelnym Borkiewiczem; wg "Polskich Sil Zbrojnych", str. 819-820 straty w poległych, zaginionych i ciężko rannych: ok.. 22.200; do niewoli - ok. 20 tys., "wyszło z miasta z ludnością" - ok. 5 tys.; wg Borkiewicza (str. 30): "niepełna lista strat krwawych" i odchodzących, do niewoli: 16.604 plus 21.400, razem 38.000. Ilości ofiar z pośród ludności autorzy "Polskich Sił Zbrojnych" nie podają (wobec braku ściślejszych danych). Bór-Komorowski ocenia straty "z grubsza" na ok. 22 tys. zabitych, zaginionych i ciężko rannych"; "niemieckie" i "sowieckie oceny": 200-250 tys. ofiar z pośród ludności cywilnej uważa za bezpodstawne i sądzi, że "łączna liczba ofiar nie powinna przekraczać kilkudziesięciu tysięcy". Borkiewicz (str.700) twierdzi, że 50 tys. to tylko "rozstrzelani przez Niemców" i za "najbliższe rzeczywistości" uważa 150 tys. ofiar z. pośród cywilnych mieszkańców Stolicy. "Ewakuowana" ludność cywilna traktowana była przez Niemców brutalnie i wręcz nieludzko; przeszła dodatkową gehennę - chorych, starców, kobiety z dziećmi wywożono w okolice Radomia, Częstochowy, Krakowa i troską o ich byt obarczano społeczeństwo polskie. Przez obóz w warsztatach kolejowych w Pruszkowie przeszło ogółem ok. 500 tys. mieszkańców Warszawy i ok. 100 tys. z miejscowości podstołecznych; 165 tys. zdrowszych i zdolnych do pracy wywieziono na roboty w głąb Rzeszy, ok. 60 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych.]. Do ofiar w życiu ludzkim dodać trzeba straty materialne – zniszczenie miasta z jego gmachami, zabytkami, pomnikami, muzeami, księgozbiorami, archiwami *[(328) "Polskie Siły Zbrojne", str. 821-822 podają, iż Warszawa, okaleczona już we wrześniu 1939 i w 1943 (zburzenie ghetta) straciła przez powstanie: 6.152 budynki (przy zachowanych, wzgl. częściowo uszkodzonych 5.973), Niemcy po powstaniu zniszczą 1.417; gmachy zabytkowe i świątynie: całkowicie zniszczonych 803, uszkodzonych 170. Wg Borkiewicza (str. 699): "Z 24.724 budynków, jakie posiadała Warszawa przed powstaniem, zburzonych zostało zupełnie 10.455; z 987 gmachów zabytkowych ocalało zaledwie 64, zburzono 25 świątyń, spalona została Politechnika oraz większość budynków Uniwersytetu wraz z zakładami naukowymi", "zniszczono gmachy 64 szkół średnich, 81 szkół powszechnych", spłonęło 14 bibliotek, w tym Biblioteka Narodowa, "przepadły archiwa i wielka ilość dzieł sztuki". Z pomników ocalały tylko: Sobieskiego, Sapera, Syreny, Dowborczyków, gen. Sowińskiego.
Pastwą pożaru padł, uległ zniszczeniu lub został rozgrabiony wielowiekowy dorobek pokoleń! ...]
Pastwą pożaru padł, uległ zniszczeniu lub został rozgrabiony wielowiekowy dorobek pokoleń! ...]

Władysław Pobóg Malinowski – Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945 – Powstanie Warszawskie – cz. 1