o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

środa, 8 kwietnia 2015

Jak sczeźnie Rassieja. Fragment

Prof. dr hab. Rafał Krawczyk:
(  )
Również i doświadczenie podpowiada, że warto zajmować się takimi problemami, które najsilniej przykuwają uwagę, a nie tymi, które ludzi nudzą, mimo słuszności stawianych tez. To jasne, że łatwiej jest odnieść się do spraw dziejących się w pobliżu miejsca własnego życia, niż tych, które mają miejsce w Afryce, Ameryce, czy Australii. Być może, jest to również dowodem słuszności dawnego powiedzenia, że oto „moja chata z kraja”. Poza tym, sytuacja, w jakiej znalazła się Rosja, wywołuje refleksję o globalnym zasięgu. Jest przy tym znamienne, że większość komentatorów przyznaje, że fenomen samej Rosji oraz jej obecnego postępowania jest po prostu głęboko niezrozumiały nie tylko dla profesjonalnych komentatorów, ale wiele wskazuje też i na to, że nie rozumieją go też i sami Rosjanie, działając tyleż gremialnie, co mechanicznie i kulturowo, bez zrozumienia następstw, do jakich ich samych prowadzą. Brak zrozumienia jest czymś bardzo groźnym dla procesu podejmowania decyzji w imieniu całego narodu, szczególnie zaś decyzji mających globalne następstwa. Koszt błędu może się bowiem okazać nieobliczalny, tak jak nikt z inicjatorów obu wojen światowych nie przewidział skali dewastacji jaką przyniosły i konsekwencji w postaci dzisiejszej pokorności Niemiec, niegdysiejszej potęgi gotowej do kształtowania obrazu całego świata. Dlatego, jak sądzę, warto jest wciąż ten fenomen analizować i koniecznie starać się zgłębić jego istotę. 
Bo, też i może jesteśmy właśnie świadkami zjawiska zupełnie nieoczekiwanego, czyli po prostu początku procesu zanikania Rosji, największego państwa świata i do tego zanikania na jego własne życzenie. 
Rosja od jakiegoś czasu sprawia wrażenie, że jej postępowanie jest całkiem irracjonalne z punktu widzenia jej własnych interesów i że jest coraz bardziej kierowana jakąś mechaniką postępowania i pchana samą wewnętrzną jego siłą, wyborem samodzielnym drogi przez świat. A może jest jeszcze inaczej, skoro cechą historii tego kraju zawsze była imperialna irracjonalność, która tylko pod wpływem szczególnych okoliczności przekształciła ją w twór realny. 
 Zacofana, żeby nie powiedzieć – zapyziała azjatycką prowincjonalnością Moskwa Iwana Groźnego – zamierzyła sobie, jakkolwiek by to śmiesznie nie brzmiało,  stać się Trzecim Rzymem (i jedynym prawdziwym) oraz ogłosić najgłębszą i najlepszą cywilizacją regionu. 
Czterdziestoletni okres jego panowania jako cara, był również czasem, kiedy powstawały zarysy późniejszego tworu. Na czym miałaby polegać jego wyjątkowość przybierającego szaty „rzymskiej Rosji”, skoro – jak podkreśla historyk – „kupcy rosyjscy pozbawieni byli prawa do swobodnego wyjazdu zagranicę i musieli uzyskiwać na to specjalne zezwolenia cara”? Rosjanie z dumą głosili, że „niezgodne jest z naszym obyczajem, by ludzie jeździli wszędzie, bez zgody władcy”. Ten typ władzy, zupełnie bezzasadnie aspirujący do „rzymskości”, wymagał wtedy i wymaga też i dzisiaj, całkowitego zniewolenia  poddanych i kontroli prawomyślności ich myślenia. Inaczej przestanie istnieć, a przecież trwa całe pół tysiąclecia. Co go może zastąpić i jak ma się odnaleźć w warunkach współczesności, kiedy to ruch, komunikacja, swobodna wymiana myśli stała się nie tylko podstawą rozwoju, ale wręcz samego istnienia?

Wnikliwy obserwator podróżujący po Rosji markiz de Custine doszedł do podobnego wniosku prawie dwa stulecia temu, stwierdzając oto, że „naród rosyjski nie jest zdolny do niczego oprócz podboju świata. Naród widocznie poświęcił swoją wolność w imię zwycięstwa. Bez tej ukrytej intencji, której ludzie się poddają, być może nieświadomie, historia Rosji byłaby zagadką nie do rozwiązania”. 
Jeśliby przyjąć tę rosyjską wizję świata jako zjawisko realne, byłoby to  równoznaczne z przepowiednią jej równie irracjonalnego końca. Jeśli nie było właściwie żadnych racjonalnych podstaw dla samego pojawienia się tego imperium, które własną inercją wypełniło opustoszałe tereny Syberii i wschodniej Europy, to ten sam brak podstaw istnienia, automatycznie pociągnie za sobą jego zniknięcie. To logiczne. Ktoś spyta: dobrze, a co w jego miejsce? To dobre pytanie, na które odpowiedź musimy dopiero znaleźć.

            W naszej części świata, Rosja stała się szczególnego rodzaju „gorącym kartoflem” i to nie z tej przyczyny, że nie jest już imperialnym mocarstwem, takim jakim była w przeszłości, lecz dlatego, że wypełnia sobą znaczną część Eurazji, a jej mieszkańcy nie są w stanie wyobrazić sobie świata bez istnienia tego tworu, ani też sformułować cech jego głębokiej odmienności od otoczenia. Kwestia, nad jaką się warto zastanowić, to nie tylko sprawa matrycy, jakiej poddajemy schemat naszego własnego myślenia, lecz także i próba spojrzenia na zagadnienie bez żadnych obciążeń. Jak mógłby wyglądać świat bez Rosji? 

Wiem, że dzisiaj jest to pytanie retoryczne i żadne ze światowych mocarstw nie uważa tego za kwestię wartą analizy, a przecież – skoro nie ma pytania, to nie ma i kwestii. Putin, symbolizujący dzisiejszą Rosję, tylko na pierwszy rzut oka reprezentuje jej imperialne ambicje wraz z żądaniem przyłączenia Ukrainy, Białorusi i Krymu do przestrzeni uznawanej za czysto rosyjską. Czyni tak, bo nie ma na gaśnięcie rosyjskiej imperialności żadnego innego pomysłu. To jednak tylko formalna strona zagadnienia. W rzeczywistości, problem jest głębszy i wcale nie idzie tu o nabytki terytorialne, ale o sprawę formy, w jakiej Rosja miałaby się pojawić w świecie przyszłości, jeśli w ogóle miałaby się w nim pojawić. Problemem bowiem nie jest sama tylko Rosja i jej pięćsetletnia imperialna tradycja, lecz kwestia jej własnej tożsamości. Czym jest bowiem w europejskim rozumieniu Rosja i jakie jest jej miejsce w świecie budującym swoją globalną jednolitość?

            Historia Rosji skłania do domniemania, że była na wschodniej półkuli Ziemi tworem, mającym od samego początku cechę efemerydy. Według słownika języka polskiego, efemeryda to istota, rzecz lub zjawisko przemijające szybko i bez śladu”. Czy Rosję można uznać za zjawisko przemijające bez śladu? Tylko wtedy, kiedy spojrzymy na nie z historycznej perspektywy, dla której pięćset lat, to „zaledwie pięćset lat”. Istotą efemerydy jest jej zjawiskowość na kształt komety. Pojawia się tylko po to, by zniknąć. Rosja tę cechę posiadała od początku istnienia, a odkąd pojawiła się na mapie świata, to, co ją zajmowało nade wszystko, to tylko rozmiar własnego terytorium. Nie była nigdy ani wybijającą się kulturą, nie była kwitnącą gospodarką, ani wzorem etycznego postępowania. Zawsze była tylko  krajem o wielkich rozmiarach grożącym sąsiadom, że włączy ich w swoje granice. Nawet dzisiaj, kiedy wielkość terytorium ma znaczenie drugorzędne, a pozycja mierzona jest zupełnie innymi wartościami, okazuje się, że Rosja potrafi wciąż tylko jedno: produkować tyle uzbrojenia i szkolić tyle wojska, żeby znowu móc poszerzać swoje terytorium. To, że odstaje w tym od innych krajów świata widoczne jest jak na dłoni. Żaden z nich nie utrzymuje z nią już normalnych stosunków i pozostaje ona w tej swojej pozornej wielkości samotna, jak nigdy przedtem.

Rosja osiągnęła największą rozpiętość granic dosyć niedawno, nieco ponad sto lat temu, to jest z początkiem XIX wieku, kiedy na wschodzie sięgnęła Morza Japońskiego, a na południu perskiej stolicy – samego Teheranu. Jej dzisiejsze granice, to zaledwie dwie trzecie ówczesnego terytorium, co nie zmienia faktu, że nadal jest największym państwem świata. To, że rozpoczęła właśnie wojnę o ziemię z Ukrainą, świadczy jednak o tym, że znalazła się w okresie schyłkowym i nie jest w stanie określić swojej tożsamości inaczej, jak tylko obszernością granic. Z rosyjskiego punktu widzenia, to rodzaj upokorzenia, ponieważ przed ponad stu laty granica jej wpływów przebiegała na wschodzie tak daleko, że opierała się aż o przedmieścia Pekinu, a na zachodzie niemal o Poznań i Królewiec. Dzisiaj, Rosja nie jest w posiadaniu ani Poznania, ani Krakowa, ani Warszawy, ani też chińskiej Mandżurii, a władanie przez nią Królewcem, dawną stolicą Prus, sprawia już tylko wrażenie chichotu historii.

W ciągu ostatnich stu lat rozpadło się niejedno imperium, ale tylko jedno z nich – rosyjskie nie potrafiło się z tym faktem pogodzić. Jeszcze do niedawna, wydawało się, że Rosjanie przystosowali się do nowej sytuacji oraz pogodzili z tym, że są dużym narodem posiadającym we władaniu ogromne terytorium, ale ich pozycja w świecie jest już tylko na średnim poziomie, a pod względem wielkości PKG oscyluje wokół dziesiątego miejsca na liście.Mandzuria
            Wypadki ostatniego roku wykazały, że to dla Rosji szczególnie niebezpieczna sytuacja, albowiem skłania do nieprawdziwego i „życzeniowego” spojrzenia na otaczający ją świat, spojrzenia quasi-religijnego, od którego analizy rozpoczęliśmy te rozważania. Euforia, jaka ogarnęła Rosjan po zajęciu Krymu miała taki właśnie „religijno-emocjonalny” charakter pozbawiony cienia realizmu. Może to zresztą skłonić Moskwę do popełnienia kolejnych głupstw, które doprowadzą do całkowitego jej rozpadu. Kraj nikomu niepotrzebny rozpaść się musi. Tyle, że na światowym forum politycznym, nikt nawet mrugnięciem oka nie ośmieli się dać do zrozumienia, że problem nieistnienia Rosji jest w jakikolwiek sposób brany pod uwagę. Okazuje się tymczasem, że w Internecie aż kipi od pomysłów i planów na ten temat i tak, jak niedawno Władimir Żyrynowski wręczał rozmówcom mapę przyszłego podziału Ukrainy, tak teraz mnożą się plany podziału samej Rosji.Przyszlosc Rosji
            Kresy.pl dzielą przyszłą Rosję na kilkanaście odrębnych tworów, z których „Rosją” ma pozostać tylko nieduży zachodni skrawek. Inna wersja podziału jest bardziej łaskawa i pozostawia jej, jako przyszłej „Moskowii”, większość jej dzisiejszej europejskiej części, resztę pozostawiając w obrębie Wielkich Chin. W tym ujęciu Petersburg miałby przypaść Finlandii.Chiny i Moskwa
            Trzeci pomysł forsowany przez Strategic Culture Foundation, to mapa przyszłego świata utworzona zaledwie przed kilkoma miesiącami, we wrześniu 2014 roku. Ten obraz również kreśli perspektywę włączenia azjatyckiej części dzisiejszej Rosji w granice Chin jako „Wielkiej Azji”. Unia Europejska miałaby wtedy wchłonąć zarówno Białoruś i Ukrainę, jak i Turcję, a z Rosji miałaby pozostać jedynie dzisiejsza europejska część.Azja

            Autorzy tej ostatniej wizji twierdzą, że jest to zgodne z zamiarami NATO oraz Stanów Zjednoczonych, których ostatecznym celem ma być finlandyzacja Rosji i „podzielenie na mniejsze części tego największego kraju świata”. Idzie rzekomo o to, by nie mogła powstać w tym rejonie świata żadna alternatywa w postaci, na przykład, integracji euro-azjatyckiej, a to z tej przyczyny, że połączenie siły gospodarczej Unii Europejskiej i zasobów naturalnych dsisiejszej Rosji spowodowałoby powstanie potęgi znacznie przekraczającej możliwości Stanów Zjednoczonych. A przecież USA, to światowy żandarm i źródło międzynarodowego zła. Jeśli tak jest w istocie i podział Rosji na mniejsze państwa staje się perspektywą realną, to nasuwa się myśl, że dzisiejsza putinowska Rosja, swoim działaniem aktywnie ten plan wspomaga i daje światu wyraźny sygnał, że nie radzi sobie sama ze sobą. 

W tej sytuacji więc, to świat musi poradzić sobie z Rosja. Może więc jej podział na mniejsze kawałki jest perspektywą całkiem racjonalną? Inaczej, w środku wschodniej półkuli Ziemi nadal będzie istnieć twór, który wciąż kieruje się zasadą niezmiennie powtarzaną przez jego założyciela – Iwana Groźnego, że oto „ten, kto bije, jest lepszy, a ten, kogo biją i wiążą – gorszy”

Trudno uznać to za dowód „rzymskości” Rosji a wiele wskazuje na to, że rosyjskie elity nie zdały sobie jeszcze sprawy z tego, że zasada już nie obowiązuje, a stosunki między narodami opierają się na znacznie subtelniejszych powiązaniach i mają treść istotnie bogatszą.

piątek, 3 kwietnia 2015

Cmentarna cisza Kaputt


Cisza nad wysypiskiem - dziadowskie państwo zatacza się pod brzemieniem długów

opublikowano: wczoraj, g. 13:35 · aktualizacja: 10 godzin temufot. PAP/Radek Pietruszka


Jeśli minister spraw wewnętrznych w trakcie poufnego spotkania z innym przedstawicielem władzy mówi, że państwo istnieje tylko teoretycznie, to raczej należy mu wierzyć. Według tego samego ministra sztandarowy projekt państwa, liczony na dziesiątki miliardów, czyli Polskie Inwestycje Rozwojowe, jest jedynie propagandową wydmuszką – „ch.., d… i kamieni kupa”. Z kolei rząd partii mieniącej się obywatelską torpeduje projekt zmian w ordynacji podatkowej, żeby wątpliwości dotyczące przepisów rozstrzygać na korzyść obywatela. Ministerstwo finansów naciska na urzędy skarbowe, żeby łupić podatników ile się da.

Prezes Najwyższej Izby Kontroli informuje dzisiaj, że wydłużają się kolejki do lekarzy, pomimo ogłoszonej z wielkim hukiem przez rząd akcji zmniejszania tych kolejek. Ten sam NIK dopiero co ogłosił raport, który miażdży Krajowe Biuro Wyborcze - nie dość, że ogłosili przetarg na system informatyczny do obsługi wyborów w ostatniej chwili, to jeszcze zamówili dziadowski program za śmiesznie małe pieniądze. Z kolei na port gazowy w Świnoujściu wydaliśmy olbrzymią kasę, lecz zaniedbania i opóźnienia tej sztandarowej inwestycji jeżą włosy na głowie.

Natomiast Państwowa Komisja Wyborcza już teraz odżegnuje się od wadliwej aplikacji do obsługi rejestru wyborców sporządzonej przez MSW – stanowi zagrożenie dla prawidłowości wyborów prezydenckich. Kwota wolna od podatku w Polsce woła o pomstę do nieba – jest nędznym ochłapem. Nawet w porównaniu do zdemolowanej przez kryzys Grecji, polska kwota wolna jest sześciokrotnie niższa! Prezydent Komorowski mówi, że mamy złoty wiek w Polsce, ale złoty wiek nie wystarcza by zredukować podatek VAT, który „przejściowo” wzrósł w 2011 roku. Widocznie rząd czeka z obniżką na nadejście wieku platynowego.

To zaledwie kilka z niezliczonych dowodów, że państwo nam się sypie. Marniejemy - jakby powiedział furman Wysocki z powieści Prusa. Ale państwo nie schodzi na dziady bez przyczyny, jest jakiś powód niemocy. Właśnie czytamy, że Polska w roku 2014 zadłużyła się na bliską rekordu sumę 74 miliardów. I to pomimo zagarnięcia przez rząd olbrzymiej kasy 150 miliardów z OFE. Większy przyrost długu był tylko wkryzysowym roku 2010, a przez kryzys ponoć już przeszliśmy i to suchą stopą. Na co idą w takim razie nasze podatki? Wyłącznie na kiełbasę wyborczą? Przecież takich sum nie są w stanie ukraść nawet wytrawne „liberały-aferały”, z których wywodzi się partia rządząca?!

Władza porównuje zadłużenie z innymi krajami i zapewnia, że nie jest z nami tak źle. Jednak długi trzeba płacić, odsetki również. Tymczasem dług ciągle rośnie, zamiast się zmniejszać. Te kwoty corocznie idą już w grube dziesiątki miliardów rocznie, to ma oczywisty wpływ na budżet, wydatki i to wszystko, co nazywamy państwem. Tylko głupi uwierzy, że tak monstrualny poziom długu nie ma przełożenia na instytucje państwa. I wcale nie chodzi tu o państwo opiekuńcze, lecz o podstawowe obowiązki względem obywateli.

Rządy Platformy Obywatelskiej i PSL w ciągu siedmiu lat zadłużyły skarb państwa do 827 miliardów (pomimo skoku na oszczędności obywateli z OFE). Jeśli dzisiaj w sądach rozprawy ciągną się latami, sądów nie stać nawet na skuteczne powiadomienie pozwanego o procesie, to dlatego, że brakuje na to pieniędzy. A te pieniądze idą na spłatę zadłużenia, które i tak rośnie! To jest skala absurdu zwanego rządami Platformy Obywatelskiej.

Podobnie jest ze wszystkim. Państwo polskie nie może pomóc frankowiczom, bo siedzi w kieszeniach banków. Komornicy uprawiają zbójecki proceder, gdyż są zachęcani przez państwo, a co najmniej traktowani z wymuszoną pobłażliwością z powodu zapaści finansów publicznych. Służbą zdrowia raz po raz wstrząsają skandale i konwulsje z powodu braku środków. Jeśli dysponent pogotowia ratunkowego drobiazgowo ustala, czy warto jechać do umierającego, to najczęściej nie z powodu bezduszności, lecz z braku pieniędzy na ratownictwo.

Dziadostwo sędziów z PKW, które przecież uderza bezpośrednio w demokrację, wynika z dziadostwa państwa. Wiek emerytalny podwyższono z powodu zapaści finansowej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, brak miejsc w przedszkolach nie wynika przecież z demografii, lecz z braku pieniędzy. A te środki idą na spłatę długów. Słabość policji nie bierze się z braku kwalifikacji, lecz etatów, na które potrzebne są pieniądze. Państwo ugina się pod brzemieniem długów. Owszem, na razie jeszcze je spłacamy, ale konsekwencje tych spłat już boleśnie odczuwamy. To są konsekwencje wynikające bezpośrednio z zadłużenia państwa. Ale o tym cicho, sza! – władza milczy. Znamienna cisza nad wysypiskiem.

Jak oni to zrobili, to już inna opowieść. Jednak to jest prawdziwe kuriozum, jeśli porównamy narrację władzy ze stanem faktycznym. Mamy rzekomo złoty wiek, a na rutynowy zabieg ortopedyczny czekamy trzy lata albo dłużej. Rząd od siedmiu z górą lat prowadzi „rzeczywistą walkę z korupcją”, lecz państwo notuje kolejne rekordy strat z powodu afer korupcyjnych. Mamy rok 2015, ludobójczy agresor zagraża od wschodu, a my jesteśmy silni, zwarci i gotowi jak w roku 1939. Państwo zdaje egzamin, ale przeszliśmy właśnie na ręczne liczenie głosów w wyborach. Jakaś paranoja obywatelska, nie wiedzieć czemu zwana Platformą Obywatelską.

Prawda o stanie Polski! W najnowszej książce Andrzeja Nowaka, Adama Bujaka i Janusza Koweckiego pt.„Wygaszanie Polski 1989-2015”.

Dwudziestu jeden wybitnych autorów – naukowców, publicystów, posłów, specjalistów z wielu dziedzin dokonuje niezwykle trafnej, przenikliwej analizy obecnej sytuacji w naszym kraju.





autor: Stanisław Januszewski

Dawniej zagoniony wielkomiejski mieszczanin, dzisiaj spokojny emeryt z podwejherowskiej wsi. Trochę rozdarty pomiędzy ściśle ścisłym wykształceniem a mniej ścisłymi aspiracjami. Teraz staram się to wszystko w miarę ogarnąć i wyrównać proporcje.