niedziela, 3 sierpnia 2008
"NIE SpoCZNIEMY" P*OLSKĘ SKATASTRUJEMY.
Wpisała: Izabela Falzmann
18.03.2007.
Izabela Falzmann
NIE MA WOLNOŚCI BEZ WŁASNOŚCI
-czyli chichot Stalina
Słuchając od lat wypowiedzi na temat farmeryzacji rolnictwa w Polsce, na temat konieczności zredukowania liczby zatrudnionych w rolnictwie i ograniczenia produkcji rolnej zastanawiałam się gdzie jest bat (czyli instrument ekonomiczny), którym wypędzi się rolnika z jego ziemi. Podatek dochodowy nie pełni tej funkcji bo nieefektywne gospodarstwa nie wykazują ( i naprawdę nie mają w przeciwieństwie do wielu wielkich firm) dochodu. Sam brak dochodu też nie wypędzi rolników z ziemi – może ich tylko wyprowadzić na szosy. Wydaje mi się, że znalazłam odpowiedź na to pytanie. Takim batem jest podatek katastralny.Nazwa kataster pochodzi z łaciny i oznacza wykaz pogłównego. Współcześnie kataster to rejestr nieruchomości. Katastry wprowadził Napoleon, a upowszechniły się w Europie w XIX i XX wieku. Rejestr nieruchomości służy nie tylko celom fiskalnym. W rejestrach katastralnych można znaleźć dokładne opisy nieruchomości, zarejestrowane transakcje, obciążenie długami. Klientami rejestru są nabywcy nieruchomości, adwokaci, notariusze, geodeci. Informacje uzyskuje się na ogół odpłatnie (w ten sposób zarabia na siebie kataster holenderski). W uchwale z 5 marca 1994 roku sejm RP zobowiązał Radę Ministrów do przygotowania w Polsce kompleksowej reformy obejmującej założenie nowoczesnego systemu ewidencji nieruchomości (katastru), przeprowadzenie powszechnej taksacji i wprowadzenie podatku ad valorem tz. od wartości.Podatek ad valorem od nieruchomości jest najbardziej rozpowszechnionym podatkiem majątkowym występującym w państwach zrzeszonych w OECD. Wyjątek stanowią niektóre kantony szwajcarskie np Zurich, które zrezygnowały z tego podatku ze względu na wysokie koszty administrowania nim i szacowania nieruchomości. W przepisach dotyczących opodatkowania znajdują się ustawowe wyłączenia, charakterystyczne dla danego państwa. Na przykład w Irlandii grunty rolnicze opodatkowane są podatkiem dochodowym. W Danii z opodatkowania wyłączone są budynki mieszkalne, a ich wartość katastralna służy do opodatkowania przy wynajmie podatkiem dochodowym. Wartość katastralną wyznaczana jest w Irlandii przez samoocenę a w Danii przez specjalne komisje powołane w powszechnych wyborach.W przedwojennej Polsce obowiązywały podatki od nieruchomości nowelizowane co kilka lat. Ostatnią nowelizację wprowadził dekret prezydenta RP z 14 stycznia 1936 roku. Podatkowi podlegały wszystkie nieruchomości, z wyjątkiem gruntów użytkowanych jako pola uprawne, łąki, pastwiska, sady i ogrody oraz gruntów pod lasami i wodami. Wolne od podatku były nieruchomości Skarbu Państwa, związków samorządowych, gmin wyznaniowych oraz grunty pod torami i drogami publicznymi. Wolne od podatku były również nieruchomości nie użytkowane i nie zamieszkałe z powodu złego stanu. Podstawą wymiaru podatku był czynsz z tytułu najmu lub czynsz dzierżawny za rok poprzedzający. O ile nieruchomość nie była wynajmowana za podstawę wymiaru podatku przyjmowano hipotetyczny czynsz możliwy do uzyskania z tej nieruchomości. Podatek wynosił do 10% wartości czynszowej. Jeżeli nie można było ustalić hipotetycznego czynszu przyjmowano wartość obiegową, ustalaną na podstawie cen płaconych za podobne obiekty. Podstawa opodatkowania wynosiła 3-5% wartości obiegowej, a podatek 8-12% podstawy (czyli 0,03 x 0,08 = 0,0024 tej wartości). Podatek od lokali w wysokości od 8 do 12 % komornego płaciły osoby fizyczne i prawne zajmujące lokale. Podatku nie płacono za lokale nie zajęte, lokale 1-2 izbowe oraz większe zajmowane przez bezrobotnych, o ile nie mieli sublokatorów. Jak widać podstawą opodatkowania była nie wartość transakcyjna nieruchomości, lecz dochód, który można z niej uzyskać. Podatek był instrumentem ekonomicznym wymuszającym zagospodarowanie nieruchomości. Specjalne ustawy przewidywały natomiast liczne ulgi inwestycyjne. Nowe budynki były zwolnione nie tylko od podatku od nieruchomości na 10 – 15 lat (w Gdyni na 25 lat) lecz nawet od opłat skarbowych za czynności prawne. Dochody płynące z nowych domów zwolnione były też od podatku dochodowego. Jedynie od niezabudowanych placów w miastach płaciło się podatek w wysokości 1% wartości szacunkowej, co miało charakter restrykcyjny wymuszający inwestycje.Nowy podatek od nieruchomości zacznie w Polsce obowiązywać “nie wcześniej niż od 2008 roku”. Czyli może już za rok. Będzie wymierzony w zależności od wartości nieruchomości a nie od jej wielkości. Będzie stanowił dochód gmin. Podstawą wprowadzenia nowego podatku będzie kataster czyli ewidencja nieruchomości znajdujących się na terenach gmin i w rękach Skarbu Państwa. Wartość nieruchomości będzie określał specjalny organ katastralny powoływany dla kilku gmin. Ministerstwo Finansów zakłada, że zostanie powołane od 250 do 350 jednostek katastralnych. Stawki podatku będzie ustalać Rada Gminy. Minister finansów ustalałby minimalną wartość podatku, a stawka ustalona przez gminy mieściłaby się w przedziale 100 130 % stawki minimalnej. Ministerstwo Finansów rozważa wprowadzenie przepisu, który uniemożliwiałby gminom podwyższanie podatków o więcej niż 20% w stosunku do poprzedniego roku. Wartość nieruchomości będzie się ustalać na zasadzie powszechnej taksacji modelowo parametrycznej. Próbę symulacji powszechnej taksacji przeprowadził w 1994 roku Krakowski Instytut Nieruchomości we współpracy ze specjalistami amerykańskimi. Okazało się, że do określenia statystycznego rozkładu cen działek i budynków potrzeba 7 – 8 parametrów takich jak lokalizacja, wartość użytkowa, wymiary, uzbrojenie terenu. Według Zbigniewa Banasiaka, szefa zespołu ds. Reformy systemu podatkowego w Ministerstwie Finansów (wywiad dla biuletynu “Nasze Finanse” nr 24/98) kwota otrzymana tą drogą pokryje się z wartością rynkową tylko w 10% obiektów. Siłą rzeczy powstaje pole do nadużyć i korupcji. Ten sam Zbigniew Banasiak w wywiadzie dla telewizyjnych Wiadomości powiedział, że stawka podatku katastralnego może wynosić nawet 10% wartości obiektu (rocznie!), choć ówczesny minister finansów Witold Modzelewski zapewniał, że będzie mniejsza. Oburzenie opinii społecznej spowodowało wówczas, że rząd SLD-PSL wstrzymał prace nad reformą podatkową. Wrócił do tego pomysłu rząd AWS-UW obiecując, że obciążenia właścicieli nieruchomości niewiele się zmienią. Zestawienie kosztów utrzymania administracji katastralnej – 400-500 mln złotych z obecnymi wpływami z podatków od nieruchomości (tego samego rządu) wskazują, że minister finansów kłamie (Rzeczpospolita maj 1998 nr 5 Jerzy Krajewski, Michał Pawelec) Aby tylko pokryć koszty administracji katastralnej obciążenie właścicieli nieruchomości musiałyby wzrosnąć dwukrotnie. A przecież Balcerowicz obiecuje gminom dochody z podatku katastralnego. Kto skorzysta na wprowadzeniu podatku katastralnego poza rzeczoznawcami i geodetami? Jak twierdzi prof. Jerzy Hopfer (Rzeczpospolita nr 227/97) podatek katastralny wymusi dochodowość i efektywne gospodarowanie nieruchomościami. Cytuję “choć zdaję sobie sprawę z odrębności nieruchomościowej ziemi rolniczej, uważam że jeżeli jej posiadacza nie będzie stać na zapłacenie podatku powinien się jej pozbyć. W ten sposób następowałaby naturalna zmiana struktury własności, która jest na wsi bardzo potrzebna.”Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło w 1997 roku badania na reprezentatywnej próbie 1000 mieszkańców Polski. Ponad połowa z pośród badanych, w tym 69% z wyższym wykształceniem, uważa, że osoby których nie będzie stać nie będą po prostu płacić podatku katastralnego. Nie wiedzą, że nie płacone raty tego podatku obciążają hipotekę nieruchomości i jest to najprostsza droga do jej utraty.Stopa podatku katastralnego jest jedną z lepiej strzeżonych tajemnic Ministerstwa Finansów. Przyjmijmy, że jak twierdzą specjaliści od wyceny będzie on wynosił około 2% wartości katastralnej nieruchomości rocznie (wartość katastralna zbliżona ma być do wartości rynkowej). Łatwo obliczyć, że za 100 metrowe mieszkanie w Śródmieściu Warszawy właściciel musiałby płacić 12000 rocznie, czyli 1000 złotych miesięcznie. Takiego obciążenia nie wytrzyma na pewno emeryt, nauczyciel (nawet akademicki) czy lekarz. Jak to wprost powiedziano na pewnym seminarium podatek katastralny skierowany jest bezpośrednio przeciwko “bogatym nędzarzom” tz. osobom którym udało się zachować rodzinne mieszkanie w dobrej dzielnicy dużego miasta, albo zbudować (często dosłownie własnymi rękami) domek. Nie wytrzymując obciążeń podatkowych osoby te zmuszone będą do sprzedania swojej własności. Duża ilość nieruchomości, która pojawi się na rynku, spowoduje obniżenie ich cen – najprawdopodobniej w okresie gdy przestaną obowiązywać ograniczenia w obrocie nieruchomościami z zagranicą. Nic więc dziwnego, że Unia Europejska przeznaczyła na wprowadzenie podatku katastralnego w Polsce 35 mln ECU, z czego wykorzystano już 5 mln, na zdjęcia lotnicze i uzupełnienie bazy danych.
Widzę jednak pewne pozytywne strony tej sytuacji – po raz pierwszy od wielu lat mieszkańcy miast i wsi jadą na tym samym wózku. Bardzo wiele zrobiono i robi się nadal żeby skłócić wieś z miastem. Teraz połączy nas wspólny cel – obrona przed wyzuciem nas z własności. W ciągu 44 lat komunistom nie udało się odebrać chłopom ziemi. Nie wszystkich właścicieli udało się pozbawić mieszkań i domów. Czyżby w III Rzeczpospolitej zamiast reprywatyzacji czekały nas rugi wiejskie i miejskie. Czy niedobitki przedwojennych właścicieli połączy wspólny los z wyrzuconymi ze swych gospodarstw rolnikami? Jeżeli tak, myślę że usłyszymy wszyscy chichot Stalina.
tel. Autorki 629-66-35
referat wygloszony 20 lutego na Konferencji nt. rolnictwa w Stalowej Woli (PSM-G i Akcja Katol.),
http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=110&Itemid=55
sobota, 2 sierpnia 2008
NIE ZAPOMINAJ, JEST MOC. WALCZ.


23 lipca 2008 - 130
Oczyszczająca moc absencji
Wielokrotnie próbowałem przekonywać, że nie warto występować w mediach, które jednoznacznie dają się rozpoznać jako media nieuczciwe i wrogie. Także na forum portalu Ojczyzna wszcząłem kiedyś wymianę zdań na ten temat, ale dyskusja szybko wygasła, bo praktycznie nie było żadnego głosu próbującego uzasadnić tezę przeciwną.
Dlatego dziwiłem się, że PiS tak długo dojrzewało do decyzji bojkotu stacji TVN i TVN24 - teraz się cieszę z jej podjęcia i z zainteresowaniem obserwuję rozwój sytuacji.
Jednak moje zdziwienie wciąż trwa, bo wewnątrz ugrupowania PiS wyraźnie ujawnia się opozycja wobec tego postanowienia, która dała znać o sobie już w momencie podejmowania decyzji, a widać ją także w niektórych zachowaniach "rozmiękczających" wymowę bojkotu. Mam tu na myśli kilka, mało jeszcze znaczących zdarzeń, które mogły jednak zostać wychwycone przez tych, którzy też doceniają absencję w mediach koncernu ITI.
Jeden rodzaj zdarzeń, to te, które obrazuje zachowanie posła Pawła Kowala na korytarzu sejmowym, gdy "uchylił" się od wypowiedzi dla dziennikarza TVN. Zrobił to w taki sposób, by możliwie wyraźnie przekazać swoją negatywną opinię o decyzji własnej partii, którą już wcześniej wyraził wstrzymaniem się od głosu, jak to odnotowały media na podstawie przecieków z posiedzenia komitetu politycznego PiS. Poseł Kowal zdawał się mówić do natarczywego dziennikarza TVN: Bardzo żałuję, że nie mogę szerzej się wypowiedzieć, ale tak mi nakazały władze partii. Dzisiaj muszę milczeć, choć chciałbym, także z wami, publicznie rozmawiać. Z niecierpliwością czekam na czas, gdy moi koledzy uznają, że ten zakaz jest niemądry i wycofają się z niefortunnej akcji.
A drugi rodzaj zdarzeń, to już wypowiedzenie takiego poglądu otwartym tekstem, tak jak zrobił to marszałek Zbigniew Putra, mówiąc, że dzisiaj bojkot jest uzasadniony i słuszny, ale ma nadzieję, że nie potrwa długo.
Jestem przekonany, że taka forma protestu jest bardzo uzasadniona i mam nadzieję, że potrwa bardzo długo, może nawet sprowadzi TVN do wymiaru, na który jej właściciele, twórcy i uczestnicy rzeczywiście zasługują.
Kiedy młody człowiek przedstawiony jako rzecznik ITI oznajmiał formułę reakcji koncernu ITI na decyzję PiS, wypowiedział frazę, że "widocznie politycy PiS nie wiedzą, czym są media i jaka jest ich rola". Nie ma żadnej wątpliwości, że dysponenci koncernu wiedzą doskonale o istocie i roli mediów. Myślę również, że także politycy (wszyscy) o tym wiedzą, tylko że niektórzy z nich tak głęboko weszli w środek medialnego tumultu, że zatracili zdolność do oceny bilansu strat i korzyści wynikających z własnego udziału w tworzeniu medialnej codzienności.
Są już dostępne liczne praktyczne obserwacje, które wskazują na oczyszczającą moc absencji w tych mediach, których nie należy wspomagać swoją obecnością.
Jarosław Kaczyński od dawna to rozumie i znakomicie realizuje. Występuje w mediach raczej oszczędnie i nie bierze w ogóle udziału w jałowym przekomarzaniu się polityków, zwłaszcza tych ulubieńców medialnych, którzy są selektywnie dobierani, aby dzień za dniem wypełniali spektakl dla mas. Stacje TVN - od dawna J.Kaczyński bojkotuje i absolutnie niczego na tym nie traci. Wręcz odwrotnie, irytuje demonstrowaną konsekwencją TVN-owskie gwiazdy, a Monikę Olejnik doprowadza do takiej pasji, że trudno jej o tym mówić, nawet przez zaciśnięte zęby.
Tadeusz Cymański jest jednym z ulubieńców mediów, ale pożytek z tego jest dla PiS raczej wątpliwy, jeśli nie liczyć jego osobistej satysfakcji, którą pewnie miałby każdy, kto lubi słuchać samego siebie. Jednak także w tym przypadku najważniejsze wystąpienie, mocno dostrzeżone i wciąż przypominane, polegało na demonstracyjnym opuszczeniu studia w proteście przeciw zachowaniu J.Palikota. Ten drobny i jakże bliski bojkotowi gest, rzeczywiście pokazał swoją moc i przyniósł dobre skutki - medialna nieobecność Palikota jest już, niestety, częściowo przełamywana, ale partnerów chętnych do rozmowy będzie mu zawsze trudno znaleźć.
Wreszcie mamy te wszystkie objawy, które już teraz widzimy, dosłownie po kilku dniach bojkotu. Zaczęło się od bardzo licznych komentarzy, ostrzeżeń o nieskuteczności bojkotu i "dobrych rad" tych wszystkich, którzy z zasady pałają nieskrywaną nienawiścią do polityków i elektoratu PIS. "Strzał we własną stopę", "polityczne samobójstwo", "niedojrzałość do demokracji" etc, takie określenia dominowały w zmasowanej akcji "miłości", by uratować PIS i wskazać drogę wyjścia z tej niesłychanej pułapki, w którą na własne życzenie wpadli. I znów przebił wszystkich Rzecznik Praw Obywatelskich, który postanowił wystąpić z wnioskiem o zbadanie, czy czasem bojkot stacji TVN przez PIS nie narusza "konstytucyjnych praw obywateli do informacji". Sądzę, że należałoby raczej zbadać konsekwencje ośmieszania konstytucyjnego organu, jakim jest urząd RPO; w tej kolejnej gafie dr Janusza Kochanowskiego widać bardziej jakąś dziwną złość i chęć odwrócenia decyzji PIS.
Najbardziej wartościowych obserwacji dostarcza zachowanie samego obiektu bojkotu, zwłaszcza telewizji TVN24, dla której obecność przedstawicieli PIS w codziennych spektaklach politycznych była od dawna czynnikiem potężnie zwiększającym oglądalność. Jakież to ważne dla tych wszystkich telefonicznych fanów "Szkła kontaktowego", by codziennie obejrzeć tę porcję chłosty, którą otrzymuje wybrany skazaniec z PIS, ze strony dwóch, lub trzech przeciwników ośmielanych rytmicznym waleniem w bęben przez prowadzącego dziennikarza. A tu nagle to wszystko ma się skończyć?
Decydenci TVN znają media i wiedzą, że tutaj nie ma żartów, tu w grę wchodzi oglądalność i związana z tym kasa. Dlatego po wstępnym oświadczeniu ITI, w którym tak wyraźnie zaznaczył się pojednawczy ton zaproszenia polityków PIS do wchodzenia w "zawsze otwarte drzwi" do telewizyjnego studia, widać kontynuację tych zabiegów wprost na szklanym ekranie.
Jeszcze chyba nigdy, od czasu powstania PIS, nie oglądałem takiej porcji politycznego obiektywizmu w stacji TVN24, jak w tych ostatnich kilku dniach. Ten obiektywizm przecież nie polega na faworyzowaniu PIS, ale na niespotykanym dotąd osłabieniu jednostronności i złośliwości dotychczasowej krytyki.
W oczywisty sposób widać, że TVN24 próbuje wykorzystać teraz każdą dostępną okazję, by pokazać kogoś z PIS i osłabić sygnał o świadomej absencji głównego ugrupowania opozycyjnego. Dzisiaj można było zobaczyć bardzo szczególne zjawisko, potwierdzające te pozytywne skutki bojkotu.
Oto dziennikarz TVN24 nagle przerywa bieżący program, by pokazać coś niezwykle ważnego z sejmu - okazuje się, że tym ważnym wydarzeniem jest sejmowe wystąpienie posła T.Cymańskiego, w którym nie zauważyłem niczego tak szczególnego, by zasługiwało na kwalifikację "breaking news". Ale chwilę później sytuacja się powtarza, znów przerwanie programu, by przekazać coś z parlamentu i...pojawia się posłanka A.Sobecka, która też niczego szczególnie ważnego nie mówi. Jest to ewidentne wypełnienie instrukcji decydentów TVN: "Pokazujcie wszystko, co można pokazać, by politycy PIS byli obecni w programach. W debatach studyjnych będziemy musieli ich zastąpić tymi pozaparlamentarnymi resztówkami, związanymi dawniej z PIS, ale na długo nam to nie wystarczy. Trzeba więc obłaskawiać PIS, by wzmocnić tych, którzy uznają bojkot za niemądry".
Mieliśmy wreszcie dramatyczny dzień 23 lipca - dzień tzw. awantury z komisją regulaminową. Jestem przekonany, że bez bojkotu, przy normalnej, jak dawniej, obecności reprezentantów PIS w TVN, przedstawiony obraz awantury byłby znacznie bardziej niekorzystny dla PIS, niż to, co tym razem zaprezentowały telewizje TVN.
O takim obrocie spraw zaświadczyły nawet głosy poirytowanych słuchaczek telefonujących do Szkła Kontaktowego, które zasypały G.Miecugowa pretensjami, dlaczego krytyka i napiętnowanie winnych awantury nie skupia się wyłącznie na politykach PIS. I rzeczywiście, cóż miał na przykład zrobić dziennikarz, który musi rozmawiać z B.Komorowskim o tak drażliwej sprawie, przy nieobecności oponenta z PIS - by nie pogłębiać niewiarygodności, musiał włączyć kilka wątpliwości i kilka niewygodnych pytań. Tak więc, paradoksalnie, póki co bojkot nie uczynił polityków PIS nieobecnymi, nie wyrzucił poza nawias ich argumentów, a już na pewno ustawił ich natychmiast w bardziej uczciwej sytuacji.
Powinniśmy gremialnie apelować do polityków PIS, by trwali w bojkocie, by nie pozwolili osłabiać jego wymowy indywidualnymi wyskokami, by nie dali się zwieść ułudą obłaskawiających zabiegów. Rozpoczęła się wielka gra, może jedna z najważniejszych gier, bo skutki mogą być wielostronne i dalekosiężne. Spróbuję uzasadnić to głębiej w jednym z kolejnych zapisków, by tego dzisiejszego nie wydłużać ponad miarę.
**** Prof. Rafał Broda Instytut Fizyki Jądrowej, Kraków
