o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

poniedziałek, 29 czerwca 2009

- zabijająca Polaków RPrl. Krótki kurs.

- O Piotrze Skórzyńskim, R.i.P. -
Anna Zechenter: Powtarzał wielkie słowa
2009-06-29


Odebrał sobie życie rok temu.


Jego znajomi opublikowali wspomnienia, pisali o jego wrażliwości, tragicznym zderzeniu z rzeczywistością III Rzeczpospolitej, bezsilności wobec zła i o ostatnim liście, wyjaśniającym do pewnego stopnia jego decyzję: "Nie potrafię godzić się na znikczemnienie świata" - to były jego słowa.

A przecież Piotr Skórzyński nie godził się na podłość i zakłamanie, kryjące moralną i intelektualną pustkę. "Był trudnym partnerem - pisali o nim. – Nie znosił powierzchowności, mierziły go banał, pustosłowie, pozory". Nie umiał i nie chciał dobrze się sprzedawać.

Na świat przyszedł obdarzony talentem, lecz potencjał ten – nie znalazłszy żadnego ujścia - obrócił się w końcu przeciwko niemu: Piotr Skórzyński za dokładnie widział i za dużo rozumiał.

Kiedy z tego świata odchodził, był wypalony wewnątrz, odarty z wiary w sens własnego życia, wyczerpany latami bezskutecznej walki o przywrócenie prawdzie należnego jej miejsca, zmęczony codzienną gonitwą za groszem dla zapewnienia rodzinie jakiego takiego bytu, pozbawiony perspektyw na stałą pracę.

W latach 70. związany z KPN, potem z "Solidarnością", w stanie wojennym odsiedział pół roku w Białołęce. Później pracował w nielegalnym radiu "Solidarność", publikował dużo w podziemnej prasie, wydał pod własnym nazwiskiem powieść "Jeśli będziesz ptakiem".

Po 1989 roku chętnych do drukowania jego tekstów było niewielu. Gazety o podziemnym rodowodzie upadały w latach 90. jedna po drugiej - z wyjątkiem tej zakontraktowanej w Magdalence, wspieranej przez dużą grupę interesów - nie tylko politycznych - i równie dużą kasę. Metody partyjnych propagandzistów, budzące w czasach PRL-u wściekłość lub śmiech, stały się dla okrągłostołowych agitatorów z epoki przedpijarowskiej narzędziem paraliżowania i przeorywania umysłów Polaków. Co przytomniejsi obserwowali ten proces z niedowierzaniem, tacy jak Piotr Skórzyński - powoli umierali.

Po krótkim epizodzie pracy w "GW", skazany na niebyt przez Michnika ("Nie istniejesz i nigdy nie będziesz istniał"), nie dostał stałej pracy u przyjaciół. Który niezależny wydawca chciał ściągać na siebie gromy samozwańczych, ale uznawanych autorytetów w czasach, gdy redakcje świętowały każdy miesiąc przetrwania? Skórzyński przysparzałby pewnie kłopotów, walczyłby o prawdę i godność - także ze "swoimi", gdyby okazali się nie dość pryncypialni lub zbyt ustępliwi. A on nie umiał kłamać - taka była wrodzona wada jego charakteru. A także chroniczny brak "elastyczności", umiejętności "przystosowania się".

Tymczasem wciąż upominał się o niego PRL. W Polsce okrągłostołowej ludzie aparatu represji stanowili dla niego śmiertelne zagrożenie - bo jak inaczej nazwać podpalenie przez mściwego esbeka mieszkania-pracowni, gdzie ułożył sobie życie wraz z żoną rzeźbiarką i skąd obojgu udało się w porę uciec?

Pisma, które doczekały kresu różowo-czerwonego monopolu, zwiększyły nakłady; do telewizji zaczęto zapraszać dawnych nieobecnych. Ani zmiana nastrojów, ani zwycięstwo PiS - a więc środowiska bliskiego Skórzyńskiemu - nie poprawiły jego położenia. Z "trudnymi" ludźmi doskonale się rozmawia, ale pracować się nie da: są "nieżyciowi", gardzą "realiami", nie rozumieją rozlicznych "konieczności", nie uznają kompromisów.

Piotr Skórzyński doczekał się w 2002 roku publikacji przez niewielkie wydawnictwo analizy rozwoju ideologii lewicowej od 1789 roku, zatytułowanej "Na obraz i podobieństwo. Paradygmat materializmu". Pracował nad nią 12 lat - zapłacono mu kilkoma egzemplarzami. Druga książka, "Intelektualna historia zimnej wojny", monumentalne dzieło źródłowe i analityczne, nie ukazała się nigdy.

W polskiej kulturze pojawiło się po II wojnie światowej niewielu twórców tej miary: erudytów prawdziwych - niesalonowych; publicystów intelektualnie uczciwych, obojętnych na poklask; ludzi odważnych, nie tylko wśród swoich; eseistów wielkiej mądrości i wrażliwości.

Znajomi Piotra Skórzyńskiego pytali, kto za tę śmierć odpowiada. Czy odpowiedź zmieni coś w III Rzeczpospolitej?

Nieuleczalnie chory na Polskę, szedł wyprostowany ciemną doliną i zła się nie uląkł - miał mało czasu, musiał dać świadectwo.

Dziennik Polski, Kraków.
**********

1917/opole/ojrosoc'lemmings * Za rodinu * Za króla hip-hop-sasa *






Oto na kogo głosowała większość wyborców na Pomorzu



W okręgu 1 obejmującym województwo pomorskie ponad połowa wyborców poparła 3 kandydatów, którzy moim zdaniem absolutnie na to nie zasługują. Janusz Lewandowski uzyskał 22,29% ogółu głosów, Jan Kozłowski 14,11%, a Jarosław Wałęsa 15,33% - w sumie poparło ich ponad 51% głosujących. Dlatego opisuje krótko każdego z nich – może dzięki temu dotrze to do świadomości znacznej części Polaków i w kolejnych wyborach wybiorą lepszych kandydatów.

Janusz(ek) Lewandowski – jest w dużej mierze odpowiedzialny za fiasko NFI. Dla osób, które nie wiedzą Narodowe Fundusze Inwestycyjne miały za zadanie m.in. przekazanie majątku Państwa obywatelom – dały duże dochody nielicznym oraz firmom zarządzającym nimi za grube pieniądze. Już za to tylko Lewandowski powinien być przez wyborców wyeliminowany z polityki na zawsze. Poza tym ciekawe są sprawy prywatyzacji za jego czasów – sąd orzekł, że były nieprawidłowości przy tych prywatyzacjach, ale nie ma winnych – po prostu cud (może to jeden z cudów Tuska?).

Jan Kozłowski – podał zaniżone wartości nieruchomości w swoim oświadczeniu majątkowym. Mimo apeli opozycji nie udał się na urlop na czas kampanii wyborczej – co zrobiło wielu kandydatów PO z innych okręgów (np. wojewoda mazowiecki). Kompromituje się w swojej pracy, np. publicznie pokazał, że nie odróżnia kompetencji urzędów pracy powiatowego i wojewódzkiego. Mocno związany z Jackiem Karnowskim, współodpowiedzialny za wiele spraw, które teraz stopniowo wychodzą na światło dzienne.

Jarosław(uś) Wałęsa – wsławił się dziesiątkami głównie nieistotnych interpelacji i pytań w trzeciorzędnych sprawach. Jego największy atut to nazwisko – tak pomocne głównie dlatego, że Lech Wałęsa jako prezydent bezprawnie dwa razy pobrał teczkę "Bolka" - minister Milczanowski przyznał przed kamerą, że zawiózł mu tę teczkę późnym wieczorem. Tymczasem to Wałęsa powinien pojechać do ministerstwa i podlegać kontroli czy nic nie zabrał. Teczkę tę dwa razy zdekompletował - za co powinien zostać sprawiedliwie osądzony.

Nie zawsze najbardziej znany kandydat jest najlepszy – często warto poprzeć ludzi, których nie stać na kosztowną kampanię wyborczą w całym okręgu wyborczym (część kandydatów, którzy wydają na kampanię dziesiątki czy nawet setki tysięcy złotych mogło je przecież zdobyć kosztem podatników). Warto zagłosować na partię (kandydata tej partii) której się nie lubi, ale uważa za uczciwą, mającą dobre intencje i kompetencje. Jeśli obywatele wybierają kierując się emocjami, to nie powinni krytykować później różnych zaniedbań czy patologii w Polsce.

Filip Stankiewicz http://filipstankiewicz.salon24.pl/


*****
***
2009-06-18 17:52
O-polska noc kabaretowa

Kabaret od zawsze, z jednej strony odzwierciedlał ducha Narodu, a z drugiej był pisaną na gorąco historią Polski. W miarę przemian społeczno-politycznych i on zmieniał swe oblicze.

Wywołana narzuceniem Polsce komunizmu degrengolada Jej elit, spowodowała upadek najbardziej wyrafinowanej jego formy, jaką był kabaret literacki. Ostatnim przejawem tej formy, był niezapomniany Kabaret Starszych Panów.

Pomimo to, kabaret wypełniał ciągle swą istotną rolę społeczną, a jego polityczna odmiana zadziwiała swą żywotnością, pomimo totalitarnej cenzury. Nawet te prymitywniejsze w swym przekazie kabarety, jak między innymi Tey Laskowika i Smolenia, dostarczały widowni ulgi w codziennych zmaganiach z systemem, a „władzy” davały prztyczka w nos. Znamiennym jest, że cenzura nie była w stanie zneutralizować politycznego przekazu dostarczanego widowni w podtekstach.

Nawet stan wojenny nie spowodował jego upadku i kabaret trwał, w kameralnej formie, jako Kabaret Domowy Ewy Dałkowskiej.

Odzyskanie „wolności” w 1989 roku, stanowiło moment zwrotny w kabaretowej historii. Satyrycy uznali, jak zresztą wszyscy inni, że mamy do czynienia z „końcem historii”, dobro ostatecznie zwyciężyło zło, a więc i kabaret się przeżył. Spektakle tego okresu demonstrowały, jakże naiwną z perspektywy czasu, radość i przeświadczenie o lepszym jutrze. Kabaret polityczny, jeżeli nie miał zupełnie zniknąć ze sceny, to przynajmniej musiał zająć tylne miejsca.

Przez jakiś czas, dobre tradycje kabaretu politycznego podtrzymywał jeszcze Kryszak, ale i on po czasie przestawił się na telewizyjny talk show. Jednak kabaret polityczny całkiem jeszcze nie upadł, o nie! Nieubłagane żądło satyry dźgało polityków, ale tylko z „partii oszołomów”, takich jak LPR lub Samoobrona. No i oczywiście kpiono sobie z „króla moherowych beretów”, Ojca Dyrektora. Praktyka ta była normą , nawet wtedy gdy „oszołomy” zniknęły już na dobre ze sceny politycznej.

Ponieważ jednak już od paru lat, „normalność” stanowi chleb powszedni naszej rzeczywistości, to odgrzewane dowcipy o „oszołomach” nie bawią już, jak dawniej, inteligentnej publiki.

No i tu dochodzimy do tegorocznej nocy kabaretowej zaprezentowanej przez „niezależną, publiczną” TVP na festiwalu Opole 2009. Przedstawiła się na niej obecna śmietanka satyryczna kraju. Myślą przewodnią Kabaretonu, było dostrojenie się do poziomu intelektualnego widowni, albo (kto wie) ostateczne doprowadzenie publiczności do poziomu wykonawców.

Żywiołową radość publiki wywoływały błyszczące intelektem kawałki o „drzwiach wyjściowo-wejściowych”, bezwzględna satyra pruskiego wręcz zamordyzmu panującego w polskich szkołach, a także śmiałe polityczne kalambury exemplum na temat „nowej d..y Kazia Marcinkiewicza”.

Dla mniej intelektualnie wyrobionej części publiczności, zaprezentowano coś co można określić „pantomimą kabaretową”, podczas której grupa błaznów wykonywała dziwne gesty, artykułując przy tym słowa nie mające większego sensu i związku z przedstawianymi figurami. Wszystko to było bardzo śmieszne i wesołe!

No może nie tak wesołe, gdy pomyśli się, że Kabareton stanowi przecież zwierciadlany obraz duszy Narodu.

Wszystko wskazuje na to, że w okresie dwudziestoletniej transformacji, udało się wrogom Polski, nie tylko zniszczyć Państwo Polskie, jego gospodarkę, solidnie przetrzebić Jej mieszkańców, przy pomocy masowej emigracji, ale na dodatek zabić ducha Narodu.

Na Polską zapanowała noc i to nie tylko kabaretowa.

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/

*****
***

Rozmowy niedokończone
Minął miesiąc
prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak (2009-06-27)
słuchaj zapisz
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=17259

niedziela, 28 czerwca 2009

collapse


*****
PS. ci cali mali oborońcy tej całej ( .. )

*****
PS@. ssyndyk massy u- podłości



rola pani Aleksandry Śląskiej, 1954


" Moje przemyślenia "Upadek"
Ludzkość chyli się ku upadkowi, jedni w biedzie wegetują na wielkim śmietnisku zwanym miastem. Drudzy w przepychu gnuśnieją rozmodleni przed ołtarzem próżności, zapatrzeni w siebie.

Na peryferiach miasta dzieci stoją w bramach, a czas wypełniają jedyną rozrywką jakiej nauczyli się od zrozpaczonych rodziców, piją tanie wino.

Przyjeżdżaliśmy tam tyle razy, a pod wieczór przy rozsypującej się kamienicy oparte o ścianę spały dzieci. To jak wielki wyrzut sumienia i ich usilna próba destrukcji, by zniszczyć się samemu nie widząc przyszłości dla siebie.

Peryferia zapomniane przez wszystkich tak jak i ludzie, którym przyszło tam żyć. W obliczu ruin, na których przyszło im wegetować, myślę sobie gdzie podziała się ta dobroć o której się tyle mówi? Gdzie podziały się te działania dla dobra nas mieszkańców naszego biednego miasta?

To smutne lato w mieście dzieci, naszych dzieci, wyalienowanych z normalności, na których nikomu już nie zależy;-(((.

Laura Klekocka "

idz na http://lorejn.blog.interia.pl/?yearID=2008&monthID=8&dayID=0

sobota, 27 czerwca 2009

Poznań - Budapest 1956

Powstanie w Poznaniu - wybuchło 28 czerwca 1956 roku
****

music matchbox & don't forget

Carl Perkins,Ringo Starr & Eric Clapton-Matchbox

***

***

cccPOL s-ka z o.o.





patrz http://tiny.pl/36l6
Polacy stracili 100 miliardów dolarów
26 cze 2009

W ubiegła niedzielę przekroczyliśmy kolejny próg energetycznej samozagłady. Media i politycy zafascynowani są konkursem na najlepszego politycznego blogera; śmiercią Michaela Jacksona; łapaniem „bestii z Opolszczyzny” czyli groźnej pumy, która okazała się kotkiem; odkrywaniem tożsamości anonimowej blogerki i innymi nieważnymi bzdurami.

W tak obłąkanym świecie nic dziwnego, że praktycznie niezauważona przeszła decyzja o przyszłości złóż węgla wartych 100 mld dolarów.

951 osób, mieszkańców gminy Brody Małe, zagłosowało przeciw uruchomieniu eksploatacji jednych z największych złóż węgla w Europie. Ludność tubylcza, żyjąca głównie ze „zbieractwa i łowiectwa” na ziemiach pod którymi znajduje się narodowy skarb, opowiedziała się za ochroną grzybów i jagód.

Złoża węgla ulokowanie na terenie tej małej gminy warte są około 100 mld dolarów i wystarczyłyby na 20 lat całkowitego zapotrzebowania Polski w węgiel (warto przypomnieć, że energetyka jest oparta w Polsce w 95 proc na węglu..
( )
Rok temu przewidywaliśmy, że Polska stanie się pierwszy raz w historii z eksportera, importerem węgla. Niestety od kilku miesięcy już wiadomo, że obawy te potwierdziły się (kolejne równie szokujące mogą być tylko ziemniaki). Teraz 100 000 000 000 USD, 20 lat produkcji prądu i ciepła w domach, okazało się kolejnym nieistotnym wydarzeniem.
Wielkie katastrofy nadchodzą po cichu, i coś nam się wydaje, że w kraju obfitującym w ekspertów od bezpieczeństwa energetycznego, przejdziemy niedługo na energię wytwarzaną z salonowego bicia piany.
( cdn )
*****
PS.
Czesław Kiszczak był Wielkim Patryjotą i
bojownikiem o Wolność i Demokrację
bojownikiem o Wolność i Demokrację oraz jednym z czołowych działaczy Solidarności
bojownikiem o Wolność i Demokrację oraz jednym z czołowych działaczy Solidarności jak również Emilią Plater i Konradem Walenrodem
bojownikiem o Wolność i Demokrację oraz jednym z czołowych działaczy Solidarności jak również Emilią Plater i Konradem Walenrodem i w zasadzie sam obalił komunizm (jak również rozmontował mur w Berlinie
Other:

View Results
http://analogicznie.wordpress.com/

niedziela, 21 czerwca 2009

MY - BOHATEROM Polski



"Zwykli Polacy dla niezwykłej Anny Walentynowicz w 80-tą rocznicę Jej urodzin"


Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

11-041 Olsztyn

Rzędziana 32

Lukas Bank

19 1940 1076 3065 2949 0000 0000

--------------------------------------------------------------------------------

Wpłaty z zagranicy:

kod SWIFT : RCBWPLPW

W NAZWIE BANKU DOCELOWEGO BĘDZIE RAIFFEISEN BANK - ten bank obsługuje wpłaty zagraniczne na konta LUKASA

RCBWPLPW 19 1940 1076 3065 2949 0000 0000
*****

PS.

Bogusław Wolniewicz powiedział o Lechu Wałęsie między innymi tak:

„Lech Wałęsa to jest zmora, która od 28 lat ciąży nad Polską. Dopóki tego nie zrozumiemy w Polsce lepiej nie będzie” (wypowiedź dla Radia Maryja w rozmowach niedokończonych).
*****
Nie wiem czy miał tu rację. Ale racją na pewno będzie parafraza jego wypowiedzi:

„Gazeta Wyborcza to jest zmora, która od 20 lat ciąży nad Polską. Dopóki tego nie zrozumiemy lepiej w Polsce nie będzie.”

Obyśmy to zrozumieli. http://grzegorz.klicki.salon24.pl/71388,zmora-nad-polska

niedziela, 14 czerwca 2009

Mądrość Polski/contra bzdura,vel-prefeseur***


Balcerowicz nawrócony na „kaczyzm”?

Felieton · „Nasz Dziennik” · 2008-06-07 http://www.michalkiewicz.pl/


„Artileristy! Stalin dał prikaz!” .Tak rozpoczynała się bojowa pieśń lewicy, nie tylko sowieckiej, ale również tej międzynarodowej, która w drugim, a nawet trzecim pokoleniu znalazła wygodną niszę ekologiczną w „Gazecie Wyborczej”. Gazeta ta, a ściślej – jej redaktor naczelny, pełni wśród części tubylców obowiązki Stalina, to znaczy – informuje ich, co akurat myślą, a w każdym razie – co myśleć powinni. Znaczna część czytelników „Gazety Wyborczej” na wszelki wypadek nic nie myśli, bo nie jest pewna, czy będzie „trendy”. Jest to zresztą mechanizm typowy dla półinteligentów. Są oni na tyle inteligentni i spostrzegawczy, że wiedzą, iż są półinteligentami, ale właśnie to jest ich największym problemem. Główną ich troską bowiem jest to, by się to nie wydało, a jedynym sposobem zabezpieczenia przed zdemaskowaniem, jest śpiewanie w chórze. Stąd też, niczym owce za baranem o najbardziej zakręconych rogach, całe stado truchcikiem drepce za red. Michnikiem i gdyby, co nie daj Boże, kiedyś się przeziębił, to pół Polski nie wiedziałoby, co myśli.

Innym szamanem jest prof. Leszek Balcerowicz, który – niczym Mussolini – ma zawsze rację („Duce ha siempre razione!”), w dodatku jedynie słuszną – jak to u faszystów. I właśnie w „Gazecie Wyborczej” z 2 czerwca prof. Balcerowicz „dał prikaz”: „żyjmy z własnej pracy”. Naprawdę z „własnej”? To po co w takim razie 38 milionów niewolników systemu emerytalnego i fiskusa? Józef Stalin miał podobne poczucie humoru i gdy pewnego razu przyjechał do kołchozu, to zaraz sobie zażartował, pytając kołchoźników, jak im się żyje. – Znakomicie! – zażartowali w odpowiedzi kołchoźnicy. Warto bowiem przypomnieć, że prof. Leszek Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów w koalicyjnym rządzie charyzmatycznego premiera Buzka, ponosi odpowiedzialność za skokowy wzrost synekur w sektorze publicznym na skutek czterech wiekopomnych reform, a administracyjnej w szczególności – i związany z tym wzrost kosztów funkcjonowania państwa, deficytu budżetowego i długu publicznego. To, że w czerwcu 2000 r. zwiał z rządu na z góry upatrzone pozycje prezesa NBP, w niczym jego odpowiedzialności nie zmniejsza.

Ale nie o to w tej chwili chodzi, tylko o to, że prof. Balcerowicz miał na myśli zniesienie przywilejów emerytalnych, a konkretnie – tak zwanych wcześniejszych emerytur. Jeszcze raz potwierdziła się trafność spostrzeżenia Stefana Kisielewskiego, że zegarek powinien naprawiać ten, kto go zepsuł. Toż przecież żyją jeszcze ludzie pamiętający, że wcześniejsze emerytury, podobnie jak „kuroniówki”, stanowiły element wiekopomnego i ma się rozumieć – jedynie słusznego „planu Balcerowicza”, wobec którego „nie było alternatywy”! Czyżby Stanisław Lem, tworząc w „Cyberiadzie” postać Malapucyusza Chałosa , przewidział Leszka Balcerowicza? Zresztą mniejsza o to, bo widać wyraźnie, że kolejny prikaz naszego szamana oznacza, iż bankructwo systemu emerytalnego zbliża się wielkimi krokami.

Zauważył to już wcześniej premier Jarosław Kaczyński i próbował jednostronnie uwolnić państwo od zobowiązań emerytalnych zaciągniętych wobec obywateli, proponując na początek zniesienie przywilejów emerytalnych dla ubeków. Wiadomo, że gdyby ktoś stanął w obronie zasady, iż państwo powinno dotrzymywać zobowiązań wobec obywateli, to oskarży się go o sprzyjanie ubekom i w ten sposób politycznie załatwi, a potem można będzie już spokojnie redukować zobowiązania ZUS dla pozostałych grup społecznych. Profesor Balcerowicz, ma się rozumieć, przeciwko ubekom nie ośmieliłby się wystąpić, bo to oni w końcu zrobili z niego szamana, więc w tym samym używa celu retoryki wolnorynkowej, w której jest, jak pisał Franciszek Villon o szewczysze Wilhelminie – „dobrze szczwany”.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/
PS.
p. Dariusz Kosiur :
Opis: Taka była frekwencja w polskich eurowyborach. Jednak jeśli któregoś dnia narodowa polityka i jej propaganda zdobędą jakiś medialny przyczółek, będzie to początek budzenia świadomości narodowej Polaków i pierwszy dzień agonii antypolskiej judeo-bolszewi.I taki dzień nadejdzie.
Taka była frekwencja w polskich eurowyborach. 75% obywateli RP zlekceważyło eurowybory. Jednak względny pomiar euro-dewiacji w polskim społeczeństwie oznacza, że na każdych 4 dorosłych Polaków, a dokładniej na każdych 4 obywateli RP (nie wszyscy głosujący są Polakami) jeden może być wrogiem Polski suwerennej, wrogiem Polski narodowej. Świadomie lub nieświadomie może udzielać poparcia ideologiom wrogim kulturze łacińskiej, która Zachód ukształtowała, wrogim samemu człowieczeństwu, a więc wrogim także wobec tych, którzy tym ideologiom udzielają poparcia.
Wynik ten należy zapamiętać. Jednak dopiero analiza socjologiczna i polityczna frekwencji w eurowyborach pozwala na nieco większy optymizm niż wskazuje na to względny pomiar euro-dewiacji.

Odpowiedzmy sobie raz jeszcze na pytania, czy należało wziąć udział w wyborach do PE i czy należy to zrobić w przyszłości? Bojkotować, czy nie bojkotować UE i PE?
Odpowiedź trzeba rozpocząć sięgając do historii, do roku 1945, kiedy to Polska wcielona została do socjalistycznego obozu pod wodzą ZSRR, ponieważ istnieją tu pewne analogie z czasem nam współczesnym. Zarówno obóz socjalistyczny, jak i dzisiejsza UE są produktami ideologii zrodzonych w judaistycznych i judeomasońskich kręgach finansowo-politycznych. Cechą wspólną tych ideologii jest agresywna niechęć do kultury łacińskiej Zachodu, do katolicyzmu i do państwa narodowego (internacjonalizm socjalistyczny = Europa bez granic w UE). Zniszczenie państwa narodowego, będące zasadniczym warunkiem w tych ideologiach, miało i ma umożliwić przejęcie całej władzy nad narodami – właściwie ludami bez swoich państw – szowinistycznym elementom syjonistycznym (i judeomasońskim), jako jedynym zachowującym swoją przynależność narodową (także i przynależność do specyficznie szowinistycznej i rasistowskiej religii). Elementom dążącym (od zawsze) do operowania kapitałem w skali świata z wyłączeniem narodów z należnych im (bo przez nie wypracowanych) zysków.
Niemniej impet socjalizmu po 1945 r. nie posiadał takiej siły medialnej (jak dzisiejsza UE), która pozwoliłaby na degenerację mentalności katolickich społeczeństw Europy Środkowowschodniej. Dodatkowo w Polsce silny katolicyzm Polaków i hierarchii Kościoła stanowiły materię nie poddająca się żydo-bolszewickiej obróbce.
Tak, więc po 1945 r. Polska będąca członkiem wschodniego bloku państw socjalistycznych była państwem narodowym o ograniczonej suwerenności. Była państwem, które w warunkach socjalistycznych (a więc nie zawsze ekonomicznie efektywnych) odbudowywała i rozwijała własną gospodarkę. Rozwój ten osiągnął swoje apogeum – to ważne! - po odsunięciu od władzy elementów żydowskich, co nastąpiło po 1956 r. i trwało do 1980 r. (Żydo-bolszewicy wymordowali w latach 1944 – 56 ok. 600 tys. Polaków, a na ziemiach polskich przejętych przez ZSRR wymordowali ok. 2 mln Polaków – zbrodni tych nigdy nie rozliczono!).
W 1980 r. Polska pod względem DN/ mieszkańca osiągnęła 11 pozycję wśród uprzemysłowionych państw świata, w 2003 r. miejsce 62 - ,,Świat w liczbach 2003r" str.26 wyd. The Economist, obecnie zajmujemy pozycję 73.
Z punktu widzenia polityki narodowej – nacjonalistycznej, mającej na uwadze zachowanie narodowej państwowości i żywej tkanki narodu oraz jego kultury (stanowi to niezbędne minimum dla istnienia narodu), walka zbrojna z systemem socjalistycznym po 1945 r. nie miała racjonalnych podstaw. Nie wyklucza to w żaden sposób obowiązku uszanowania pamięci wszystkich Polaków, którzy zginęli poświęcając własne życie w walce z żydo-bolszewickim systemem zbrodni.
Po 1956 r., a szczególnie po 1970 r. sytuacja w polityce wewnętrznej państwa stwarzała nadzieję na powolną ewolucję socjalizmu i zastąpienie go polityką gospodarczą, która efektywniej od żydowskiego socjalizmu i żydowskiego liberalnego kapitalizmu realizowałaby aspiracje narodowego Państwa Polaków. Jak wiemy tak się nie stało.

Do likwidacji socjalizmu – socjalizmu bez Żydów!- umiejętnie wykorzystano Naród oraz papieża JPII i hierarchów Kościoła, którzy byli (lub też nie wszyscy byli) świadomymi uczestnikami tej gry.
Od 1989 r. – 2003 r. rządzący RP (głównie element żydowski) zlikwidowali polską gospodarkę.
80% - 90% majątku narodowego wypracowanego (również w latach 1918-39) przez Polaków zostało rozgrabione, zniszczone, przejęte przez obcy kapitał i miejscowy element żydowski. Rzeczywiste bezrobocie sięga 52%. Emigracja zarobkowa wynosi ok. 5 mln – 6 mln osób. Polacy stali się najemnymi pracownikami obcych firm. Są najgorzej opłacani w całej UE, a koszty utrzymania w Polsce są na poziomie kosztów najbogatszych państw UE.

W 2003 r. w wyniku medialnej manipulacji polskie społeczeństwo opowiedziało się za członkostwem w UE. Rządzący w RP zdrajcy podpisali dyskryminujący nas traktat akcesyjny do UE, który jest sprzeczny w wielu punktach z polską konstytucją i z polskim prawem. Polska jest członkiem UE w wyniku politycznego i medialnego oszustwa. Nasze członkostwo nie posiada legalnych podstaw prawnych.
PE jest jedyną instytucją UE, której członkowie wybierani są w powszechnych wyborach, jednak PE nie stanowi prawa w UE. Mogłoby się przecież zdarzyć, że większość wybranych posłów do PE reprezentowałaby narodowe partie swoich państw i gdyby stanowili prawo, mogliby zniweczyć plany budowy UE-państwa. Twórcy nowego judeo-bolszeckiego obozu, UE, jak widać to przewidzieli i pozbawili PE uprawnień ustawodawczych.
PE swoje jedyne prawo głosu może użyć do odrzucenia lub przyjęcia budżetu UE. Trzeba być jednak bardzo naiwnym, żeby sądzić, iż dobrze wybrani polscy posłowie wywalczą dla Polski więcej pieniędzy. Kto ma silniejszy głos w PE, tych 50 polskich posłów, czy tych pozostałych 736 ? Poza tym,
PE nie jest zorganizowany w struktury broniące interesów narodowych, tylko we frakcje, partie ponadnarodowe skupione wokół problemów kosmopolitycznych.
Jest, więc całkowicie bez znaczenia, kogo i czy wybierzemy do PE. Chodząc na te wybory udzielamy poparcia nowej europejskiej judeo-bolszewi, która działa z premedytacją na szkodę naszego Państwa i Narodu, więcej, na szkodę wszystkich państw i narodów Europy.
Uprawniony jest wniosek, że mimo wszystko tamten socjalizm był o wiele mniej szkodliwy dla narodów niż obecna zmodyfikowana ideologia współczesnej judeo-bolszewii. Tak ogromnych zniszczeń w kulturze, w świadomości historycznej, państwowej, narodowej Polaków, w systemie oświaty jakich dokonano przez ostatnie 20 lat, socjalizmowi nie udało się zrealizować przez całe 45 lat swego panowania. Tu trzeba oddać sprawiedliwość socjalizmowi – socjalizmowi bez Żydów! – i stwierdzić, iż poziom edukacji w krajach socjalistycznych znacznie przewyższał poziom edukacji w zachodnich systemach żydowskiego liberalnego kapitalizmu.

Wychodząc, zatem z pozycji nacjonalistycznych i bojkotując wybory do PE (nie ma on żadnego sensu i znaczenia politycznego) dajemy wyraz nie tylko własnej świadomej postawy przywiązania do prawdziwych wartości humanistycznych, katolickich, narodowych i polskich, ale bronimy także wartości ogólnoludzkich. Bronimy prawa wszystkich narodów do samostanowienia, do suwerenności – bronimy wartości prawdziwie europejskich i światowych. Bronimy w sposób racjonalny okazując naszą dezaprobatę dla błędnych, złowrogich, antyludzkich ideologii i ich instytucjonalizacji.
Postawa bojkotu eurowyborów jest słuszna i pokrywa się z taką samą tendencją, od początku istnienia UE, czego dowodzi spadek frekwencji w kolejnych eurowyborach we wszystkich państwach UE łącznie. Czyżby Narody Europy myliły się w wyrażaniu takiej swojej postawy, a racje miały nieliczne gremia unio-europejskiej judeo-bolszewi i opłacani przez nią różni medialni i nie medialni kuglarze i prestidigitatorzy?
Media w Polsce realizując swoją antypolska politykę i manipulując ludźmi często cytują papieża JPII – i ja to zrobię. W jednej z homilii wygłoszonej w Polsce w 1979 r. JPII powiedział: „w konflikcie między władzą a ludem, racja leży zawsze po stronie ludu”. Cytat ten dedykuję „zeuropeizowanej” hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce, która nakazywała wiernym udział w wyborach do PE.

Można łatwo przewidzieć kierunek działań władz UE i krajów członkowskich w celu zwiększenia frekwencji wyborczej. Z całą pewnością nie dojdzie do przyznania kompetencji ustawodawczych PE, co byłoby realnym poszerzeniem demokracji. Cel budowy UE jest inny. Wzorem np. Belgii, czy Grecji wprowadzony zostanie obowiązkowy udział w eurowyborach. Jedyny wskaźnik rzeczywistego poparcia dla tworzenia UE-państwa zostanie zlikwidowany – bowiem, bezlitośnie obnaża on niechęć Europejczyków do unijnej judeo-bolszewi, to ją mocno frustruje.

Polacy, którzy w swojej nieświadomości szli do eurowyborów z przeświadczeniem, żeby swoim głosem poprawić sytuację kraju muszą w końcu zrozumieć, że jedyną ku temu sposobnością będzie głosowanie w wyborach do polskiego sejmu na partię (jeśli taka powstanie), która doprowadzi, co najmniej do renegocjacji traktatu akcesyjnego do UE lub do opuszczenia jej struktur – i nie ma na to innego sposobu.

Analiza wyborczych wyników
Należy odnotować jako pozytywny fakt, że Polska (z frekwencją 24,5%) po Słowacji (19,6%), Litwie (20,9%) miała najniższą frekwencję w UE – brawo, duże brawa dla Polaków.
Bardzo pozytywnie myślę o wyborcach wiejskich i z małych miast, którzy zdecydowanie mniej chętnie szli do urn niż mieszkańcy dużych miast. Ta niechęć ma uzasadnienie. Wynika z nierównomiernie rozkładającej się w Polsce po 1989(80) r. i systematycznie rosnącej biedzie, i całkowitym braku jakiejkolwiek polityki gospodarczej kolejnych żydowskich rządów. Członkostwo w UE tę biedę jeszcze znacząco pogłębia. I nie pomogą tu kłamliwe tabliczki przyczepiane w różnych miejscach, że to, czy tamto wykonano z unijnych funduszy, które pochodzą z naszych podatków i składek – a Polska jest płatnikiem netto do UE.
Z tą grupa wyborców wiąże się ważne spostrzeżenie. Są oni powszechnie uważani, zresztą zgodnie z prawdą, za ludzi bardziej religijnych, związanych z Kościołem. To w tej grupie także Radio Maryja ma najwięcej odbiorców. A jednak nie usłuchali oni nawoływań zjudaizowanej hierarchii Kościoła, ani Bogobojnego zakonnika z Torunia i pokazali UE i „Europejczykom” w sutannach „gest Kozakiewicza” – brawo, brawo Polacy.

W eurowyborach z 2005 r. frekwencja w Polsce wyniosła 20,87%. W 2009 r. mieliśmy jednak wzrost do 24,5%. Jest to wzrost o 3,6%, czyli o ok. 1 mln osób. Jest wielce prawdopodobne, że w tym milionie osób zdecydowaną większość stanowili młodzi ludzie, absolwenci szkół, którym zaprogramowana w edukacji kosmopolityczna indoktrynacja uniemożliwia identyfikowanie się z narodem, z państwem narodowym, z nacjonalizmem. Jest to jednak proces odwracalny, jeżeli media i oświata znajdą się w rękach narodowych.
Uczciwa analiza wyników eurowyborów musi również dostrzec fakt, że część wyborców kierujących się pobudkami patriotycznymi udzieliła poparcia partiom tzw. eurosceptycznym. Sumując, zatem głosy oddane na Samoobronę, Prawicę RP, Libertas(LPR), Unię Polityki Realnej, Naprzód Polsko-Piast otrzymamy 7,44% głosów eurosceptyków. Odejmując tę liczbę od liczby całkowitej frekwencji otrzymamy 17,06% głosów zwolenników integracji w ramach UE.
Trudno określić wielkość tzw. żelaznego antypolskiego elektoratu składającego się z wrogich elementów obcoplemiennych oraz z tych Polaków, którzy za finansowe profity, stanowiska publiczne, większe możliwości działalności gospodarczej, gwarancje bezkarności za działalność antypolską i inne dążą do likwidacji Państwa Polskiego. Można przyjąć, że ich liczba stanowi ok. 7% elektoratu (w tym ok. 2% elektorat żydowski). Natomiast pozostałe 10,06% są to ludzie bezideowi, słabo wykształceni, zindoktrynowani i nieświadomi, czyli z punktu widzenia państwa i interesu narodowego ludzie bezwartościowi.
Polityka narodowa, nacjonalistyczna musi jednak uwzględnić liczbę 17,06% jako bezwzględną wielkość elektoratu wrogiego Polsce. A, wiec na każdych 10 Polaków mniej więcej dwóch będzie sprzyjało różnym naszym wrogom, przy czym ideologie nie maja tu żadnego znaczenia, może to być żydowski socjalizm i równie dobrze żydowski liberalny kapitalizm.

Wniosek optymistyczny.
Z powyższego rozważania wynika, że przy wyborczej frekwencji na poziomie ok. 50% (przeciętna z minionych wyborów) polityka narodowa ma szanse zagospodarować 25% - 30% elektoratu, co dawałoby jej niemal całkowitą władzę. Taka sytuacja byłaby możliwa, gdyby partie narodowe, nacjonalistyczne mogły zaistnieć w mediach w takim samym wymiarze jak wszystkie pozostałe ugrupowania antypolskie, jak np. PO, PiS, SLD, PSL itp.
Eurowybory pokazują wyraźnie, że mimo zmasowanego od 20 lat medialnego ataku judeo-bolszewi (teraz zachodnioeuropejskiej) na polskie społeczeństwo, nie jest ono skłonne poprzeć antyludzkich, antynarodowych treści. Nie ulega nawet zjudaizowanej hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce.
Niestety, pozbawione celowo polskiej narodowej oferty politycznej - trwa w bezruchu.
Wszyscy krytycy naszych narodowych poczynań, którzy twierdzą, że polski nacjonalizm zaczyna się i kończy na politycznych rozważaniach zapominają, że bez pieniędzy polityki robić się nie da. Doskonale wiedzą o tym i nasi wrogowie, stąd realizowanie celowej powszechnej społecznej biedy oraz zablokowanie powstania klasy średniej.
Jeśli jednak któregoś dnia narodowa polityka i jej propaganda zdobędą jakiś medialny przyczółek, będzie to początek budzenia świadomości narodowej Polaków i pierwszy dzień agonii antypolskiej judeo-bolszewi.
I taki dzień nadejdzie.

sobota, 13 czerwca 2009

mane*tekel*fares

Wyszperane o Unii, smutna prawda
*
Siedzą w pociągu ważni Unici,
Grubi, nadęci, lekko podpici,
Wiozą do Polski ustaw czterdzieści,
Każda w wagonie ledwo się mieści,
Pierwsza zawiera setki koncesji,
Pewną przyczynę rychłej recesji,
Druga przynosi drogą benzynę,
Kolejną naszych nieszczęść przyczynę,
Trzecia wprowadza nowe podatki,
Podnosi VATy, akcyzy, składki,
By "ludzie pracy" pieniądze mieli,
W kieszeniach swoich przedstawicieli,
Czwarta rozwala polskie mleczarnie,
Wszak smrodu i brudu to wylęgarnie,
Piąta morderców od kary zwalnia,
W więzieniach będzie miła sypialnia,
Szósta pomnoży nam urzędników,
W siódmej są wzory nowych pomników,
W ósmej feminizm i parytety,
Wybierz cymbałów - byle kobiety,
W dziewiątej instrukcja indoktrynacji,
Za hojną kasę z Eurodotacji,
Aktorzy, panienki i dziennikarze,
Wyklepią wszystko, co im się każe,
Za szkolnej dziatwie,
Przyniesie chlubę,
Udział w błękitnym Eurojugend,
Miłość do Unii w wierszu, w piosence,
Wszystko co robisz, nawet w łazience -
Robisz dla Unii, pamiętaj o tym,
Inaczej szybko wpadniesz w kłopoty,
Nie skończysz studiów,
Wylecisz z pracy,
Eurogestapo zrobi cię na "cacy",
W dziesiątej i dalej,
Czytać się nie chce,
Można z pociągu wyskoczyć jeszcze...
http://jlv2.salon24.pl/
PS.
piątek, 7 marzec 2008

Nigel Farage: Będziecie w coraz większej pogardzie.
.Nigel Farage (UKIP - Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) powiedział 20.02.2008 w Parlamencie Europejskim:
To, w co dzisiaj i tutaj angażuje się Parlament Europejski jest niczym innym jak dokonywaniem masowego oszustwa. Wypowiedzianych zostało tutaj wiele kłamstw. I tylko w tym jednym celu, ażeby narody Europy nie otrzymały od was tego, co im obiecaliście. To jest postawienie woli klasy politycznej ponad wolę obywateli. Wiemy dobrze, iż Traktat Lizboński jest tym samym co Konstytucja Unii Europejskiej. Dokładnie ta sama liczba nowych kompetencji, dokładnie ta sama liczba zlikwidowanych możliwości veta. Traktat ten jest on faktycznie identyczny z Konstytucją pod każdym względem. I jest on konstytucyjny dlatego, ponieważ daje Unii Europejskiej pełną osobowość prawną, a ponadto zdolność dokonywania swoich zmian bez konieczności zwoływania nowych konferencji międzyrządowych. Daje on Unii Europejskiej zdolność legislacyjnego panowania nad każdym aspektem naszego życia. Mówią mi, że nie powinienem się obawiać ponieważ flaga została zarzucona. Więc wciągnijcie inną wielką flagę przed tym gmachem! To nonsens - ten traktat w rzeczywistości decyduje o całym naszym życiu.
Prawda jest taka, że jesteście tchórzami, by przeprowadzić referendum.
Nie chcecie usłyszeć głosu narodów i obecnie imacie się totalitarnych metod, aby przepchnąć Traktat. Słyszeliśmy Pana Cohn-Bendit, że ci, którzy są przeciw Traktatowi są chorzy psychicznie. Słyszeliśmy, jak Pan Schultz mówił, że ci którzy odmówią wspierania nieuczciwości traktatu, zachowywać się będą jak naziści w latach 1940-ych. Myślę, że zwykły przeciętny obywatel Europy sam dojdzie, którzy z nas są naprawdę ekstremistami. I muszę powiedzieć: życzę narodowi Irlandii, życzę tym wszystkim, którzy wierzą w demokrację, wszelkich sukcesów w nadchodzących miesiącach. I mam nadzieję, że powiedzą oni głośno NIE! I mam nadzieję, że głos narodów Europy będzie usłyszany. Nie tylko wasz, klasy politycznej. Wy możecie być dzisiaj nawet zadowoleni z siebie.
Ale wiedzcie: będziecie w coraz większej pogardzie.

czwartek, 11 czerwca 2009

goebbelsiki XXI


Kłamstwa Leskiego
Ponieważ K.Leski rozpowszechnia na mój temat fałszywe informacje, zamieściłem na jego blogu następujące wyjaśnienie:

Panie Leski.
Ponieważ rozpowszechnia Pan na swoim blogu kłamstwa na mój temat i wprowadza w błąd nowych blogerów i komentatorów - liczę, że znajdzie Pan w sobie dość odwagi, by zamieścić poniższe wyjaśnienie.
1.
Napisał Pan dziś m.in:
"To pan Aleksander Ścios regularnie odwiexza mój blog, by oceniać, zwykle za pomocą epitetów, całość mego pisania, a także mnie. Ja nigdy nie zrobiłem niczego takiego".
http://krzysztofleski.salon24.pl/110028,sluchaj-no-ty#comment_1479439

To kłamstwo. Robił Pan to wielokrotnie, w sposób bezczelny ingerując w dyskusję na temat zabójstwa księdza Jerzego.
Pod moim tekstem z października 2008 r, zatytułowanym "Czy IIIRP zaczęła się nad grobem księdza Popiełuszki" - zamieścił Pan następujący komentarz:

"O co tu chodzi?

Rozumiem jedno: że jacyś bliżej nieokreśleni "założyciele III RP" zamordowali ks. Popiełuszkę. Taka sugestia powtarza się w tytule i w tekście. Potem następuje fragment o dwóch nurtach, będący kiepskim uproszczeniem sytuacji w opozycji i w podziemiu. Nurtów było kilkadziesiąt, albo kilkaset, zależnie od stopnia szczegółowości analizy. Z osovbliwą tezą, że różnice uwidoczniły się w związku z mordem na księdzu. Nie, wtedy wszyscy zwarli szyki. Potem kolejne cytaty z tekstu z 1985, z obietnicą rozszyfrowania owych "ktosiów", którzy chcieli przelewu krwi. Ale rozszyfrowani nie zostają. Pada tylko nazwisko Onyszkiewicza, bez cytatu, i nagle cytat ze staruszka Lipińskiego. Potem - zdanie o Kuroniu. A raczej zbiór słów, bez orzeczenia, bez gramatycznego sensu. Trudno też pojąć, jak mają się do siebie kolejne tezy i cytaty. Można się zgubić: co pisze Ścios, kiedy cytuje Wieczystego, kiedy znów ten cytuje innych - i czy cytuje. Potem Wieczysty cytuje "Tygodnik Solidarność" (ale chodzi najwyraźniej o Tygodnik Mazowsze) - i wydaje się utożsamiać z tezą owego artykułu TM. Tak jak Ścios. Wreszcie mówić zaczyna Ścios już od siebie - i pojawia się teza kompletnie sprzeczna ze wszystkim, co dotąd było cytowane. By dojść do tezy o "strażnikach zbrodni po stronie solidarnościowej". Smutne to. Bardzo smutne. Przykro mi, muszę nazwać rzecz po imieniu: bełkot zakończony oszczerstwem.
2008-10-19 22:02
Krzysztof Leski 1827 2470"
http://cogito.salon24.pl/77742,czy-iii-rp-zaczela-sie-nad-grobem-ksiedza-popieluszki#comment_1143704

Następnie w kilkunastu dalszych komentarzach pod tym tekstem zachowywał się Pan jak człowiek niespełna rozumu, w sposób arogancki formułował absurdalne oceny i zarzuty oraz atakował mnie i moich gości.Zwracano na to Panu wówczas wielokrotnie uwagę.
To fakty, które każdy może sprawdzić.

2.
Napisał Pan dziś na temat mojego komentarza, (w odpowiedzi komentatorowi Habakukowi):
"To nie ten przypadek. Chodzi o treść - nigdy dotycząca postu, zawsze dotycząca mojej sprawności umysłowej, uczciwości, z jasnymi aluzjami, że jestem na czyjejś służbie, aż po wyraźną sugestię, że moja opozycyjność przed 1989 była fikcyjna, co mogłem odebrać tylko jako zarzut współpracy. Wystarczy?"
http://krzysztofleski.salon24.pl/110028,sluchaj-no-ty#comment_1479558

To kłamstwo. Nigdy nie formułowałem podobnych aluzji, tym bardziej dotyczących zarzutu współpracy. Pan to doskonale wie i Pan to przyznał, a mimo to wciąż stawia mi publicznie taki zarzut.
Proszę wskazać choćby jeden dowód na prawdziwość swoich słów, lub milczeć i nie łgać więcej na ten temat.

By odświeżyć Panu pamięć, a nowym użytkownikom tego forum dać zrozumieć z kim naprawdę mają do czynienia - przypomnę zdarzenie z listopada 2007 r, gdy nazwał mnie Pan "idiotą" i "gównem".
To są fakty, które każdy może sprawdzić pod tym linkiem:
http://cogito.salon24.pl/77542,salon-leskiego

Przestań więc Pan, Panie Leski pleść pierdoły o "aluzjach" i "atakach personalnych", bo przekracza Pan wszelkie granice cynizmu.
Ustalmy pewną rzecz. Ja nie mam najmniejszej przyjemności komentowania Pańskich tekstów i zdarzyło mi się to bodaj kilka razy.
Po pierwsze dlatego, że nie zawierają żadnych treści godnych uwagi, po drugie zaś, ponieważ mierzi mnie towarzystwo, które zatrudnia się u Pana w roli klakierów. Podobnie było przed dwoma laty, gdy pańscy wielbiciele (niejaki r306) groził mi w niewybredny, esbecki sposób. Dziś ma Pan innych pałkarzy. Ten sposób "zabezpieczania" Pańskiego bloga wzbudza we mnie odruch szczerej niechęci.
Mam natomiast prawo nie godzić się, by człowiek podobnej kondycji intelektualnej jak Pan, serwilista i manipulant kreował się na niezależnego publicystę, lub ferował "wyroki" i oceny w kwestiach wymagających rzetelnej wiedzy historycznej. Nie godzę się na to, ponieważ Pan jest ignorantem - podobnie jak 90 % tzw. dziennikarzy i publicystów w IIIRP, opierających swój "autorytet" na umowie o pracę, w tej lub innej firmie medialnej. Pańska wiedza na temat najnowszej historii to zbiór michnikowskiego, politpoprawnego bełkotu i propagandowych kłamstw. Może Pan na nią łapać równych sobie ignorantów, ale proszę nie próbować oszukiwać ludzi posiadających rzetelne wiadomości i przygotowanie.

Zaproponowałem Panu prosty test - zamieszczenia choćby jednego wpisu pod pseudonimem. Nie po to, by Pana obrazić , ale po to, by wskazać, jaka byłaby rzeczywista wartość pańskich tekstów - gdyby nie wznosiły ich "dziennikarskie" nazwisko i kolesiostwo z właścicielem forum. Ale Pan to doskonale wie.

Proszę zatem nie silić się na bycie kimś, kim Pan nie jest. To budzi tylko zażenowanie. Radzę pozostać przy "krótkich formach" literackich, opowieściach o kotkach i podobnych tematach, ilustrujących polskie problemy. Jak weźmie Pana ochota na atakowanie tekstów Ściosa - trzeba sięgnąć do źródeł, dokumentów, przedstawić dowody i racjonalne przesłanki. Nie pluć na oślep.Pisałem to już wielokrotnie, do podobnych Panu mędrków. A jeśli Pan tego nie potrafi - uczciwie jest milczeć.
Więc - uprzejmie proszę Panie Leski - niech Pan sobie odpuści "podszczypywanie" Ściosa, zaniecha kłamstw na mój temat i wprowadzania w błąd ludzi, którzy tu niedawno zawitali. Niech Pan nie próbuje gry z kimś, komu Pan nie zaimponuje i nie zagrozi.

http://krzysztofleski.salon24.pl/110067,amnezje-i-amnezyjki#comment_1481038

2009-06-11 12:05
Aleksander Ścios 301 4546
Bez dekretu
cogito.salon24.pl

środa, 10 czerwca 2009

ECCLESIA ROZSZCZEPIONA

Podzieleni biskupi nie bronią Polaków

NCzas! Numer 14 (985) z 04 kwietnia 2009
Wywiad z ks. Małkowskim o najnowszej publikacji IPN poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce, selektywnej lustracji ludzi Kościoła i potrzebie jedności wśród biskupów

- Historycy IPN zaprezentowali tom dokumentów "Aparat represji wobec ks.
Jerzego Popiełuszki 1982-1984", w którym pojawiła się informacja, że ks. bp Kazimierz Romaniuk i ks. bp Alojzy Orszulik zostali zarejestrowani przez SB jako osobowe źródła informacji. Tę wiadomość, w jakimś sensie wyrwaną z kontekstu, powielały media ogólnopolskie. Co się za nią kryje?
- Funkcjonariusze SB sami lub przez podstawione osoby mogli urabiać opinię księży biskupów lub pracowników kurii odnośnie ks. Jerzego czy innych księży. Biskupi mogli takie opinie przyjmować za dobrą monetę. Przypuszczam, że tak właśnie było.
- To znaczy, że funkcjonariusze SB kreowali opinie biskupów, które później nie byty weryfikowane?
- Kreowali opinie, które miały elementy prawdy, to znaczy były wiarygodne, ale służyły manipulacji. Zdarzało się, że biskupi wdawali się w rozmowy z esbekami na zasadzie przekazywania pewnych błahych informacji, tak żeby nikomu nie zaszkodzić - i liczyli, że otrzymają potrzebną im wiedzę. Jako przełożeni chcieli mieć dane o księżach. Wszystkiego nie mogli sami ogarnąć, a istniało przekonanie, że Służba Bezpieczeństwa ma kusząco dobry wywiad. Ta wymiana informacji była wzajemna. Jeden z księży, który był zarejestrowany jako TW bezpieki, a jest obecnie proboszczem dużej parafii w Warszawie, 30 lat temu chwalił się, że wie dużo o księżach, bo informacji udziela mu sama SB. Widać było, że tę wiedzę chętnie przyjmował.
- Biskup Kazimierz Romaniuk poinformował, że spotykał się z przedstawicielami SB z racji pełnionej funkcji rektora Seminarium Duchownego. Czy mógł uniknąć tych rozmów? Czy musiał podejmować te kontakty?
- W moim przekonaniu nie musiał. Byli inni przedstawiciele władzy, z którymi być może trzeba było jakieś kontakty podtrzymywać. Jeżeli ktoś się zgłosił jako funkcjonariusz SB, nie należało z nim rozmawiać.
- W jakim świetle stawia biskupów Romaniuka i Orszulika podanie informacji, że zostali zarejestrowani przez SB jako osobowe źródła informacji?
- Widziałem ostatni program "Misja Specjalna" w TVP na temat Okrągłego Stołu. Tam widać było księdza biskupa Orszulika, który przekazuje zakąski i ze wszystkimi się wita. Czuł się tam jak ryba w wodzie. Jego rola wyraźnie przekraczała funkcję obserwatora z ramienia Episkopatu. Słuchałem też prelekcji arcybiskupa Gocłowskiego, który był dumny ze swojej roli przy Okrągłym Stole. To wydarzenie z 1989 roku stało się pewną odskocznią dla niektórych osób, które zrobiły karierę w Kościele.
- Opowiadał Ksiądz historię kobiety, która podawała się za matkę jednego z księży, a była agentką SB. Przychodziła do ks. biskupa Romaniuka i przekazywała negatywne opinie o swoim rzekomym synu kapłanie.
- Celem wizyt owej kobiety u biskupa Romaniuka było oczernienie księdza, który za jakiś czas zrzucił sutannę. Zrobił to z różnych powodów - nie tylko z tego, że był źle widziany przez biskupa Romaniuka. Ale był to element gnębienia tego kapłana poprzez przekazywanie fałszywych informacji za pomocą podstawionej osoby. Łatwowierność biskupa spowodowała, że nie sprawdził telefonicznie, czy ta kobieta jest rzeczywiście matką owego księdza. Chętnie i łatwo niektórzy biskupi przyjmowali opinie podsuwane im przez Służbę Bezpieczeństwa.
- A można było się poruszać pośród tych opinii i nie ulec manipulacji?
- Myślę, że tak. Gdy mam do czynienia z przełożonymi w Kościele, jestem przekonany, że są ludźmi dobrej woli i wierzą w Chrystusa. Myślę, że nie chcą nikogo krzywdzić, a jeśli nawet, to takie krzywdy wychodzą później człowiekowi na dobre. Z moich akt wynika, że SB i Urząd ds. Wyznań starały się o to, żeby wysłać mnie do pracy na Wólkę Węglową - w nadziei, że jeśli tam trafię, nie będę głosił rekolekcji i kazań. Później prędko się okazało - wskutek życzliwości proboszcza, który mnie tam przyjął - że moje możliwości nie były ograniczone. Po jakimś czasie proboszcz powiedział mi, że kiedy biskup Romaniuk wysyłał mnie na Wólkę, stwierdził, że na pewno tego przydziału nie przyjmę. Była w tym jakaś intencja zaszkodzenia mojej osobie. Kiedy przydział przyjąłem - bo moją zasadą jest posłuszeństwo wobec przełożonych - proboszcz okazał mi dużą życzliwość, a przeniesienie nie okazało się karą. Wtedy w SB, co wynika z moich akt, zastanawiano się, w jaki sposób przez wzbudzanie intryg, fałszywych oskarżeń i konfliktów sprawić, żebym musiał stamtąd odejść. A ja nie odszedłem. Jestem na Wólce od stanu wojennego.
- Jaki z tego wniosek?
- Dzięki posłuszeństwu nawet coś, co wydawało się krzywdą, wychodzi na dobre.
- Panuje takie przekonanie, że negatywne oddziaływanie służb specjalnych kończy się na 1989 roku. Ksiądz był osaczany przez SB. Czy dziś służby działają podobnie?
- To jest tak jak z diabłem. Jemu najlepiej się działa, kiedy ludzie nie wierzą w jego istnienie. Dziś także widzę pewne skutki czyjegoś oddziaływania. Za komuny miałem znacznie większe możliwości wypowiadania się niż teraz. Dziś urabia się powszechną opinię wśród księży, że ks. Małkowski nie powinien wygłaszać homilii w Kościele. Na przykład w parafii Św. Stanisława Kostki w Warszawie jest tak szczelna blokada, że nawet nie wpuszczają mnie do konfesjonału.
- W publikacji IPN podano, że ks. Jankowski był kontaktem operacyjnym SB...
- Ja z księdzem Jankowskim większego kontaktu nie miałem. Mnie odstręczał jego styl i sposób bycia. Widziałem oczywiście pewne pozytywy tej postaci. Miał przecież rozbudowane kontakty. Odpychał mnie też jego związek z Lechem Wałęsą, bo bardzo wcześnie nabrałem podejrzeń, że Wałęsa jest człowiekiem uwikłanym.
- Ksiądz stwierdził, że małe zło w postaci rozmowy z esbekiem przynosi w przyszłości większe zło. Co to oznacza?
- Funkcjonariusz SB przedstawiał się jako reprezentant władzy, który może pomóc w konkretnych sprawach, np. wyjazdu zagranicznego, zdobycia materiałów budowlanych, stopnia naukowego czy awansu. Być może tak było, ale czegoś oczekiwał. Ta cena była zbyt duża.
- Czym w efekcie jest to większe zło?
- Po latach powstało zło uzależnienia od dawnych oficerów prowadzących. Z dawnego syndykatu zbrodni wyrósł aparat, który działa w tej chwili w Polsce i może na zasadzie szantażu czy poszukiwania dawnych zależności wykorzystywać to, że ktoś był TW bezpieki i teraz nie chce ujawnić pewnych zaszłości. Ale jest zmuszany, żeby pewnych decyzji nie podejmować, a pewne podejmować.
- Czy biskupi zarejestrowani w dokumentach byłej SB są dziś szantażowani? Wiedzą, co się wokół nich dzieje?
- Początkowo biskupi słyszeli zapewnienia ze strony Czesława Kiszczaka, że akta bezpieki na ich temat zostały zniszczone. Później się okazało, że te akta tylko częściowo zostały zlikwidowane. Tu wychodzi naiwność tych hierarchów, którzy uwierzyli słowom Kiszczaka, specjalisty od kłamstwa. Dziś akta są wydobywane selektywnie, ale niektórzy hierarchowie mogą uważać, że ich akta nie zostaną ujawnione. Obecny układ władzy jest tak skonstruowany, że nikt nie ma interesu w tym, żeby kompromitować na przykład biskupa Życińskiego czy biskupa Pieronka. Natomiast grupa trzymająca władzę może być zainteresowana tym, żeby kompromitować biskupów orientacji narodowej, prawicowej. Na tej zasadzie uderzono w biskupa Stanisława Wielgusa. Może mu się należało, ale jego zachowanie w czasie tej sprawy świadczyło o braku charakteru. Dziś arcybiskup Józef Michalik chwali biskupa Wielgusa za godne zachowanie w związku z tamtą sprawą. Jest jakaś solidarność korporacyjna wśród biskupów, która negatywnie rzutuje na możliwość rozliczenia się z przeszłością.
- Jaki jest dla polskich katolików negatywny skutek solidarności korporacyjnej biskupów?
- Taki, że Kościół nie zajmuje mocnego i zdecydowanego stanowiska wobec szybkiego demontażu państwa polskiego i pewnych bardzo istotnych zagrożeń dla bytu narodowego Polski i Polaków. Kościół powinien zachować się analogicznie do tego, jak się zachował w sierpniu roku 1920, kiedy pojawiło się zagrożenie ze strony bolszewików. Teraz ten neobolszewizm, neosocjalizm w innym wydaniu jest zagrożeniem nie mniejszym. Kościół powinien wezwać np. do krucjaty różańcowej, odpowiedzieć się po stronie ludzi, którzy być może nie w pełni zdają sobie sprawę z tego zagrożenia. Kiedy Polacy, którzy obecnie dali się nabrać na sztuczki polityków, wreszcie się obudzą, będą mieli żal do Kościoła, że ich nie bronił. A w tej chwili hierarchowie Polaków nie bronią, gdyż utracili jedność. Jeden czy drugi czasem powie coś mocno w Radiu Maryja, jak to robi biskup Edward Frankowski czy biskup Stanisław Stefanek. Natomiast cały Episkopat się nie wypowiada. Obserwujemy tu zmodyfikowaną poprawność polityczną, która oczywiście nie dotyczy wszystkich spraw - na przykład ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Tutaj biskupi wypowiadają się mocno i jednoznacznie. Poprawność polityczna biskupów rzutuje jednak na kształt polityki Unii Europejskiej wobec Polski i służalcze zachowanie polskich władz wobec ośrodków zagranicznych.
- Jak Ksiądz odebrał informację przekazaną po zakończeniu wyborów przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, że sprawa lustracji w polskim Kościele jest zakończona?
- Nie powinno być tego komunikatu. Jeżeli biskupi nie chcą się wypowiadać na ten temat, to niech lepiej milczą. Dobrze żeby się wypowiedzieli, ale nie w tym duchu, że sprawa jest zakończona. Siłą rzeczy niektóre akta będą wydobywane selektywnie.
- Jaki może być skutek selektywnej lustracji?
- Jednym z celów selektywnej lustracji - prowadzonej nie przez Kościół, tylko przez nie wiadomo kogo, na przykład uwikłanych dziennikarzy - może być oddziaływanie na ludzi, szczególnie młodych, przeciwko Kościołowi. Odwraca się uwagę od tego na przykład, że trzy czwarte dziennikarzy i dwie trzecie profesorów współpracowało z SB. A tylko jedna dziesiąta księży podjęła się takiej współpracy. Stopień uwikłania księży był też zupełnie odmienny. Inaczej trzeba patrzeć na łajdaka, dla którego łajdactwo stało się sensem życia, a inaczej na człowieka uwikłanego, który nie jest łajdakiem.
- Do czego są potrzebni grupie trzymającej władzę w Polsce biskupi, którzy boją się lustracji?
- Biskupi decydują o podejmowaniu pewnych zadań duszpasterskich. Nadają przecież kierunek pracy Kościoła. Jeżeli Kościół jedne tematy podejmuje, a innych nie, to może być dla władzy wygodne. Bogu dzięki, że Kościół broni rodziny, małżeństwa i życia. Niektórzy biskupi na Zachodzie na te tematy milczą. Nasz Episkopat jest lojalny wobec papieża Benedykta XVI, ale jeśli chodzi o zagrożenie państwa i bytu narodowego, biskupi się wycofali i pozostawili te sprawy demokracji. Ta demokracja zmierza szybko do nowego totalitaryzmu. Przed tym trzeba ostrzegać. Tymczasem zauważamy zachowania chwiejne, jak chociażby postawa ks. kardynała Stanisława Dziwisza wobec ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Brakuje hierarchy, który czułby się odpowiedzialny za Polskę.
- Mamy tu kryzys przywództwa?
- Brakuje interrexa. W sytuacji nierządu Kościół powinien wejść w taką rolę. Wśród ordynariuszy nie widzę jednak takiej postaci przywódcy.
- Kto mógłby być taką osobistością?
- Biskup Edward Frankowski jest sufraganem, ale jego znaczenie w Episkopacie nie jest takie, żeby mógł taką godność otrzymać. Natomiast duże nadzieje wiążę ze sprawą, po ludzku sądząc beznadziejną, intronizacji Chrystusa jako króla Polski. Biskupi wyraźnie do tego wezwali. W tej sprawie niestety Radio Maryja wprowadza zamęt, mówiąc o intronizacji Serca Chrystusa. W innych sprawach postawa tego radia jest bardzo dobra, ale w tej kwestii mamy zamieszanie. Z kolei pod presją kardynała Dziwisza krakowski ksiądz Piotr Natanek głosi intronizację Chrystusa Króla Wszechświata, co zupełnie zmienia sens zagadnienia. Ks. Tadeusz Kiersztyn, który w sensie teologicznym bardzo prawidłowo widzi tę sprawę, jest marginalizowany. Nie ma tu jednoznacznego domagania się, aby wola Chrystusa wyrażona wobec służebnicy Bożej Rozalii Celakówny została wypełniona. Trzeba intronizować Chrystusa na króla Polski. Gdyby biskupi jednym głosem zażądali tej intronizacji, to te tchórzliwe i byle jakie władze poddałyby się temu naciskowi. Była już taka możliwość za rządów PiS.
- Jaki byłby skutek intronizacji?
- Przede wszystkim ogromny skutek duchowy. Jeżeli uznana jest najwyższa władza Jezusa Chrystusa, z tego wynikają pewne konsekwencje. Nie wolno uchwalać praw sprzecznych z Dekalogiem. Nie można się podporządkować Unii Europejskiej, która forsuje neo-pogańskie ustawodawstwo. Nie można przyjmować traktatu lizbońskiego.
- A może hierarchia kościelna ma jakiś cel w tym, że nie porusza takich tematów, nie wznieca sporu. Do dziś panuje opinia, że szczęśliwie przeszliśmy przez zmianę ustroju bez ofiar, a obecny pokój i równowaga sił stanowią wielką wartość.
- Ale przecież masowe ofiary są. Cały naród staje się taką masową ofiarą. Nie wiem, co byłoby, gdyby z rozmów się wycofano, ale wiem że Okrągły Stół był kłamstwem i zdradą. Komuniści umówili się ze stroną reprezentowaną chociażby przez Jacka Kuronia, że pomogą sobie w eliminowaniu opozycji katolicko-narodowej - i mamy tego skutki.
- Dziękuję za rozmowę.
http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1218&Itemid=46

JUDEOSOC albo ŚMIERĆ.

TOW. OCHRONY ZWIERZĄT...
Moja podróż do dna skonczyła się była już dla mnie. Mineły miesiące i lata; jest jesień rok 1942. Znalazłem sie oto w Teheranie i śpię w miekkim, szerokim łóżku.
W ciągu dwóch wieczorów z rzedu sciągam z łóżka koc, rozpościeram na dywanie i kładę się na nim. W łózku nie mogłem usnąć.
Schodzę na dół i zasiadam w ogródku do obiadu. Jem fantastycznie smaczne potrawy. Nagle przybliża się do mnie ogromny pies. Merda przyjaźnie ogonem i kładzie mi głowe na kolanach. Opuszczam rękę i chcę pięknego psa pogłaskać. Ale ręka nie dociera do psiej głowy - wstszymuje się. Moja ręka sama wstrzymuje się. Moja ręka sama wstrzymuje się w ruchu swoim, wypowiada posłuszeństwo mej woli. Czuję, że nie potrafię psa pogłaskać. Mam w sobie wstręt, pogardę, nienawiść. Do psa! Do życzliwego, ufnego psa, który położył głowe na moim kolanie.
Przychwytuje się na tym. To uraz psychiczny. Nienawidzę psów! Nie jestem więc tym samym, co dawniej człowiekiem. Jakże dawniej mógłbym sobie wyobrazić życie bez psa?
Pies winien, czy człowiek, który psa zdeprawował?
Dziesięć tysięcy kilometrów jechałem więziennym pociągiem, z Kijowa do Charkowa, a następnie przez Kujbyszew, Czelabińsk, Krasnojarsk, Irkuck, Bajkał, Czytę, Biro-Bidżam, Chabarowsk - do Władywostoku. Później zaś dwa lata przesiedziałtm w tajdze. Największym zas moim wrogiem - najwścieklejszym, najokrutniejszym, był pies. Powiedzmy, że był to pies w służbie człowieka. Z trudem łączę w sobie uraz do psów.
Powróćmy do kwietnia 1940 roku...
Długi, więzienny pociąg, dziewięćdziesiąt wagonów. Urządzenia pierwszorzędne, telefony, reflektory, karabiny maszynowe na dachach i platformach, całe tłumy straży. I psy! Olbrzymie psy, szarpiące się na smyczach. A w tych warunkach powstaje najważniejsze zagadnienie:
Skąd wziąć jodoform?
Najlepszym środkiem przeciw psom, jest zmielona tabaka, pomieszana z jodoformem. Posypuje się nią ślady - pies traci węch. Ale skąd wziąć jodoform? Gdzie człowiek nie wyśledzi, wyśledzi pies i zdradzi, trzeba o tym pamiętać.
Co kilka dni odbywają się tak zwaneprowierki, czyli spraw- dzanie ilości i identyczności więźniów. Otwierają się drzwi. Kilkanaście luf karabinowych, wymierzonych do wnętrza. Ręczny karabin maszynowy (jeden, dwa, trzy, pięć) na sąsiednim torze.
Jakiś naczelnik z konwoju wchodzi do wagonu, staje w drzwiach i wyczytuje nazwiska. Odbywa się to z niezmiennym ceremoniałem:
Wywołano nazwisko.
- Jestem! - odpowiadał wywołany.
- Imię i otczestwo?
Pada odpowiedź.
- Jaki paragraf?
- 58 - 10.
Wyrok?
- Dziesięć lat.
Najpopularniejsza kara, to dziesięć lat. W gwarze więziennej: czerwoniec. Dziesięciorublowe banknoty sowieckie nazywają się czerwońcami. Istnieje inflacja walutowych czerwońców i więziennych też.
Na pytanie trzeba odpowiedzieć. W przeszłości już odpowiedziało się na nie kilkaset razy, w przyszłości odpowie się tysiące razy, kilka tysięcy razy.
W szarże prowierki drzwi wagonu są otwarte i świat pachnie wolnoscią. Możnaby zaryzykować desperacki czyn - nie zważać na ludzi. W ich rękach karabiny, karabiny maszynowe obok. Ale niepodobna niezauważyć psów.
W Czelabińsku prowadzą nas do kąpieli. W Irkucku również. Ale dookoła psy i psy. Rodzi się nienawiść do zwierząt. Jedziemy przez calą Rosję i przez cały Sybir. Mężczyźni są, jak dzieci. Mężczyźni ustawicznie myślą o ucieczce. Myślą poprzez całą Rosję i wzdłuż całego Sybiru.
Rewelację o jodoformie pomieszanym z machorką zdradza nam Babicz. On i Nierodnim otrzymali po... dwadzieścia pięć lat kryminału. Siedzą jeszcze z przed wojny. Wsiąkli w sposób ordynarnie prymitywny i wpadli w zasadzkę. Ktoś wiedział o tym, że przyjdą, ktoś był uprzedzony i czekano na nich.
W roku 1938 pożegnali się statecznie z rodzicami i przeszli przez granicę. Nierodzim opowiada:
- Doszłiśmy do pierwszego kołchozu. Domy zrujnowane i nędzne. Chlewy, nie domy. Na uboczu studnia z żurawiem, a przy studni stoi kobieta. Żuraw skrzypi i wiadro idzie w górę. Przychodzimy, aby napić się wody i widzimy, że kobieta jest tylko w łachmanach. Ujrzała nas i ręką zasłania srom.
Nierodzim jest prostym człowiekiem ze wsi. Wypowiada to staropolskie słowo posiadające wstydliwą dostojność - nie używa słowa plugawego.
- Kobieta podała nam wodę w wiadrze, a potem ruszyliśmy dalej. Weszlismy w las. Tam czekała na nas zasadzka sowieckiej staży granicznej.
Przy każdej prowierce mamy nieustanną zabawę z Babiczem...
Wchodzi naczelnik i zaczyna czytać:
- Babicz!
Babicz odpowiada: podaja imię i otczestwo.
- Vel Zelewicz!
Tak brzmi drugie nazwisko Babicza. Zelewicz podaje imię i otczestwo... takie same jak Babicza.
- Vel Dybałow!
To jest trzecie nazwisko Babicza. Dybałow! podaje imię i otcze- stwo.
Dybałowa jeszcze wytrzymujemy z powagą. Natomiast czwarte nazwisko brzmi nieoczekiwanie:
- Vel Ajzenman...
- Imię i otczestwo?
- Abram Mojsiejewicz.
Twarze naładowane śmiechem, jak krwią - eksplodują. Nigdy nie można wytrzymać więcej, jak cztery nazwiska Babicza. Ajzenman Abram Mojsiejewicz przerywa tamę skupienia. Wszyscy w wagonie zanoszą się od śmiechu, krztuszą się konwulsyjnym chichotem. Babicz posiada bowiem w formularzu jedenaście nazwisk. Należą one do sześciu różnych narodowości. Za te własnie dziwne sprawy otrzymał naprzód wyrok śmierci, zamieniony potem na dwadzieścia pięć lat wychowawczych obozów pracy. Przy każdym nazwisku dalszym Babicza wybucha burza śmiechu. Nikt się nie krępuje i nie obawia śmiać, bo nieodmiennie porykuje również naczelnik i cała jego eskorta.
Babicz nie pierwszy raz przechodził granicę, nie pierwszy raz siedział w więzieniu i to nie w jednym. Zdołał przed kilku laty uciec z więzienia w Ufie i pieszo, przemierzywszy całą Rosję, wrócić do Polski. Sam to opowiadał, choć nie lubi mówić o tych sprawach.
Dziewięćdziesiąt wagonów ciągnie lokomotywa. Jedziemy nocą i dniem. Wiozą nas oficjalnie. Tak zupełnie, jak transport drzewa, nafty, lub owoców. Albo bydła rogatego. Nie bywamy ukrywani na bocznych torach, ani po bocznych dworcach towarowych. Zajeżdżamy pompatycznie na główne perony, nawet na dużych stacjach, Nikt się temu zjawisku nie dziwi, nikt nie zwraca na nie uwagi, jest to widowisko zwykłe, normalne...
Owszem - zwrócą uwagę na nasz więzienny pociąg dzieci na jakiejś stacyjce za Kujbyszewem. Potem zaś te dzieci będą zwracać uwagę na nas rownież i na małych stacyjkach rosyjskiej Kanady, - opustynniałej Kanady, czyli Syberii. O tym będziemy mówić za chwilę.
Andrzej wyraźnie, poruszony dziwi się, przeciera okulary i gada:
- To zadziwiający spektakl! Ostatecznie jesteśmy widocznie - w myśl jakiegoś ich prawa, czy też w myśl ich poczucia prawa - przestępcami, skoro nas uwięziono, postawinno przed sądem i skazano. Jedziemy jako skazańcy. W Europie te sprawy załatwia się po cichu, nocą, bokami, delikatnie, dyskretnie. Nie idzie mi wogóle o moje prywatne zapatrywania na sprawę, czy jesteśmy skazani za nasze winy, czy też skazał nas terror, posługujący się kamuflażem sądu, ale jakby nie było: przestępca jest przecież kompostem społeczeństwa. W Europie nigdy kompostu nie wywozi się w środku dnia, a tutaj wiozą nas, jak zwykły transport fortepianów, czy też (bo to na jedno wychodzi) świń w piętrowych wagonach.
Skład osobowy naszego wagonu jest osobliwy. Jedenastu Polaków, a raczej mówiąc ściślej - obywateli polskich. Dalej: dwunastu młodych ludzi, o których się mówi, że są z frontu fińskiego. Ci mają pod rząd po 10 lub 12 lat. Oczywiście lat zasądzonych. Nie interesujemy się nimi zbytnio, nie obchodzi nas, czy wyroki otrzymali za dezercję, czy za inne przestępstwa. Innych trzynastu, to różne typy: bańdziory, złodzieje i byli członkowie partii.
Pierwsze miejsce przy okienku na górnych norach zajmuje młody człowiek. Ukrainiec. Piętnaście lat (łagrów). Był w Kamieńcu Podolskim, a potem w Kijowie dyrektorem ukraińskiego teatru. Miejsce obok zajmuje również członek ,partii, sąsiaduje zaś z nimi zupełna znakomitość partyjna: dr Turkieltaub. Posiadacz dwóch doktoratów, najlepszy podobno lekarz w Kijowie. Człowiek właściwie już stary. Członkiem partii jest od 1905, czy też od 1908 roku. Jest więźniem, siedzi, ale zionie nienowiscią bynajmniej nie do tych, którzy go zamknęli, nie do systemu, który powstał przy jego współpracy i który go uwięził. Nienawidzi ponad wszystko Polaków.
Drzwi do wagonu otwierają się tylko z jednej strony. Przy drzwiach z drugiej strony znajduje się urządzenie klozetowe, urządzenie standaryzowane, a drzwi olbrzymimi gwoździami przymocowane są niewzruszenie i przytrzymują je potężne belki, przybite od zewnątrz.
Turkieltaub siada na standaryzowanym urządzeniu. Wyłazi na wierzchnią deskę i spuszcza spodnie. Nie można niezauważyć charakterystycznego szczegółu: nogi suspensorium. To chyba wystarczająco ciekawe, aby po kilkunastu dniach podróży padło zapytanie:
- Dlaczego pan tego używa?
- Bo śledowatiel kopał mnie w jądra.
Mówi spokojnie, bez podniecenia. Nie mogę pojąć, czy uważa to za rzecz w porządku, prostą, naturalną? Czy poczucie krzywdy jest mu obce?
Nie mogę dać sobie rady ze skwalifikowaniem takiego stanowiska. Twierdzi uporczywie, stale i z ogniem, że jest niewinny, Rozumuję: więc niewinnie został skazany, ale ponosi tę ofiarę dla dobra idei którą wyznaje? Ale, czy się zastanawia co skorzystała idea, że jego właśnie bojownika rewolucji, szermierza praw człowieka do wolnego bytu - kopano w międzykrocze? Idea oczywiście go nie kopała. Znęcał się nad nim człowiek. Ale człowiek ten był przecież także wyznawcą tej idei, z tą różnicą, że kiedy Turkieltaub walczył, narażał życie, gnił w carskich więzieniach a konstruował rewolucję, człowiek ten, ten śledowatiel, miał może dwa, może trzy lata, któryż z nich jest teraz lepszym, jest wartościowszym rewolucjonistą?
- Czy żandarmi carscy w śledztwach kopali pana także?
Nie ma żadnego podstępu w tym pytaniu. Jestem człowiekiem lewicy, socjalistą. I - Polakiem. Mam pogardę i obrzydzenie dla carskiego systemu. Pytam poprostu z ciekawości. On zaś miota wściekłe spojrzenia i stwierdza:
- Nie, nie ośmieliliby się, baliby się, to byli tchórze!
Tchórze? A kim jest śledowatiel, kopiący bezbronnego człowieka - więźnia? Bohaterem rewolucji? Dlatego, że kopie?
Pewnego dnia Turkieltaub miota prowokacyjne bluźnierstwo, godząc w polskie poczucia narodowo-religijne. Andrzej natychmiast skacze na niego z pięściami. Rozdzielają ich.
Ale wagon nie puszcza tej sprawy płazem. Wagon, jako instytucja, organizuje trybunał sądzący. Odbywa się rozprawa. Mądrzejsza, lepsza, bardziej przestrzegająca przepisów prawnych, niż ta moja przed groteskowym sądem w Stanisławowie.
Zapada wyrok: Turkieltaub jest winien. Zachował się nieodpowiednio, obrazili uczucia narodowe Polaków i uczucia religijne i ma być ukarany. Kara:
- Dr Turkieltaub ma w tej chwili, zejść z nar, wejść pod dolne nary , położyć się na podłodze wagonu. Nie wolno mu się ruszyć stamtąd przez pełnych dziesięć dni. Jedynie dla załatwienia potrzeb naturalnych wolno mu stamtąd wyjść, lub w razie prowierki, czy nadejścia jakiegoś naczełnika. Jeść ma pod narami!
Bez słowa protestu, bez gestu sprzeciwu, Turkieltaub wsuwa się między deski podłogi, a deski nar - nie może tam nawet podnieść głowy a leżeć ma zwrócony głową do ściany, nogami do środka wagonu. Jest starym, wypraktykowanym więźniem. Za carskich czasów siedział parę razy i teraz już siedzi kilka lat. Ponad trzy lata trwało jego śledztwo - jak sam mówił.
Jest lojalny wobec tego niezwykłego sądu, wobec wyroku, wobec oskarżycieli. To jego posłuszeństwo sprawia, że Polacy zgłaszają wniosek o złagodzenie kary:
- Apelacja!
Nowy wyrok
- Osiem dni i może leżeć zwrócony głową do środka wagonu.
Dr Turkieltaub ma towarzysza, z którym zaprzyjaźnił się w więzieniu kijowskim. Ten człowiek mu posługuje. Podgrzewa wodę na piecyku i podaje pod nary. Podaje mu zupę i chleb. Za to zjada część jego zapasów i pali jego machorkę, czy tytoń, bo Turkieltaub ma pieniądze. Pieniądze i prawo do pieredaczi czyli przesyłek z domu (po polsku w gwarze więziennej: wałówki) to nagroda, przywilej i wyróżnienie za dwudziestokilkuletnią służbę rewolucji.
Przychodzi prowierka. Gdy tylko podejrzany ruch rozpoczyna się przed wagonem, Turkieltaub wysuwa się pośpiesznie z miejsca swojej kaźni. Staje na swoim miejscu i ani na myśl mu nie przyjdzie, aby wnieść zażalenie.
Po ośmiu dniach wyłazi z pod nar i patrzy na nas oczyma, o których wolałbym nie myślec.
Te oczy, to spojrzenie bardzo nam psuje szyki, plany, kombinacje...
Wspomniałem o pewnej małej stacyjce za Kujbyszewem. Powróćmy do niej.
Pociąg więzienny zajechał i stanął na honorowym torze. Budynek stacyjny, to jakiś stragan, sklecony z desek. Do pociągu naszego zbliża się grupka dzieci w łachmanach:
- Chleba, zakluczeni! Dajcie chleba, więżniowie!
Jest coś niewiarygodnego w tej otaczającej nas prawdzie i rzeczywistości! Oto do nas, do pociągu wyrzutków społeczeństwa, do ludzkiego kompostu, do konwoju niewolników, podchodzą wolne dzieci, synowie i córki wolnych ludzi i żebrzą o chleb...

...Wspomnienie: Sambor. Kobiety, czarne płaczki. I czarne dzieci. I stratowone kosze z produktami na torach...
Nie mogę tego zrozumieć zwykłym swoim, europejskim rozumem. Kiedy zadaję pytanie, otrzymuję odpowiedź:
- My, zakluczeni, mamy przynajmniej co jeść...

...Drugie wspomnienie: zapomniany obrazek z celi speckorpusu w Kijowie:
Po kilku dniach naszego pobytu, wprowadzaja obcego człowieka. Wszedł, przystanął. Rozglądnął się dookoła. Położył na stole niewielkie zawiniątko, trzymane w rece i uśmiechnał się szeroko, pogodnie:
- Wot, tiepier na koniec oddychnu! Tak, teraz nareszcie odpocznę.
Westchnienie niekłamanej, szczerej ulgi...

Sceny z żebrzącymi dziećmi powtarzają się jeszcze kilkanaście razy wzdłuż Syberii, rosyjskiej Kanady.
Po przebyciu Uralu, w Czelabińskn, prowadzą nas do kąpieli. Potem powracamy do pociągu i natychmiast wszczynamy awanturę o papier do kręcenia papierosów. Machorkę mieliśmy, papieru zabrakło. Dał się strażnik ubłagać i osobiście przyniósł całą gazetę. Złożył ją pięknie w szesnastkę i porozcinał nożem. Pomieszał kawałeczki potasował je, jak karty do gry i wręczył nam. A my kawałeczki poskładaliśmy i wynikła z tego cała gazeta. Niezmiernie dla nas sensacyjne depesze doniosły, że Niemcy zajęli Norwegię. Artykuł wstępny omawiał sytuację wojenną. Przeczytaliśmy, że Anglia rozpętała drugą imperialistyczną wojnę i teraz ją przegrywa. Bardzo jest krucho z Anglią! Wtoraja imperialisticzeskaja wojna - brzmiał tytuł artykułu. My, ofiary napadu Hitlera, dziwowaliśmy się wielce z racji tego artykułu, chociaż przyrzekliśmy sobie niczemu się nie dziwić.
- Uważasz, Stary - mówiłem do Andrzeja - to jest wcale dowcipna historia. Niemcy napadli na Polskę i zajęli ją: teraz okupowali! Norwegię. A to wszystko do kupy razem nazywa się: imperialisticzeskaja wojna. W tym jednak rzecz, drobiazg nieznaczny, poprostu uwagi nie wart, że według tej gazety jest to wojna imperialistyczna ze strony Anglii, która dotychczas, o ile mi wiadomo, nie zajęła, ani Polski, ani Norwegii, ani Niemiec...
- Gdyby Anglia zajęła Niemcy, to byłaby wojna imperialistyczna od strony Niemiec - ruszył Andrzej dowcipem.
W Irkucku znowu bania. Ceremoniał ten sam, co w Czelabińsku. Znowu kordon, karabiny maszynowe i psy. Przechodzimy właśnie praz peron, a tu z jakiegoś wagonu padają okrzyki wywołujące moje imię. Nie zdziwiliśmy się obaj z Andrzejem. Domyślamy się bowiem, że oni jadą również tym samym pociągiem. Mianowicie na dworcu w Charkowie widzieliśmy olbrzymiego politruka z Horodni, który eskortował jakiś etap.
- A więc i nasi jadą!
Nasi to oczywiście reszta celi horodniańskiej. My zdążyliśmy zwiedzić kilka kryminałów, bogatsi jesteśmy w doświadczenia. Oni jadą wprost z Horodni: pewności jednak aż do Irkucka nie było. Odpowiadam:
- Czy wiecie już o Norwegii?
- Wiemy, wiemy!
Być może, i oni dostali gazetę? Przeczytali ją, a potem w skrawki jej nasypali starannie machorki, skręcili niedołężnie i wypalili? Jak my.
Nie łatwo jest skręcić papierosa z machorki. Nie jest to bynajmniej tytoń cięty, są to krupy, to znaczy włókna liści tytoniowych, posiekane w kawałeczki. Machorkę pali się w gazecie. Albowiem najlepiej ona smakuje w papierze gazetowym. Treść gazety nie gra roli, ale są gazety i gazety. Różne. Najlepiej smakuje papieros w Izwiestijach. Kiedy usłyszałem taką enuncjację trochę się zdziwiłem. Zapytuję przeto naiwnie:
- A w Prawdzie?
- Owszem, owszem, nie najgorsza gazeta, Ale najlepsze są Izwiestija. Dlatego, mają większy nakład.
Traktuję to jako dowcip, a okazuje się, że rozmówca mój (będę to samo słyszał z wielu innych ust) stawia tę kwestię poważnie.
Zaś z dowcipami jest tutaj zupelnie źle. W Stanisławowie słyszałem ich kilkaset, w Horodni latały dowcipy stosowane, a teraz na przestrzeni 9 tysięcy kilometrów, w wagonie wiozącym 38 bezczynnych znudzonych ludzi, usłyszałem w ciągu 43 dni jeden jedyny dowcip:
- Stary Sybirak mówi: Dawniej rządzili nami durnie i dzieci. Taki kretyn, jak Mikołaj, o niczym nie wiedział. Ja miałem 80 krów, 20 koni i 800 owiec. Prowadziłem te krowy, te konie, i te barany i świnie na jarmark i sprzedawałem. Ten kretyn Mikołaj nic a nic o tym nie wiedział. Za to teraz rządzą nami ludzie inteligentni! Mam teraz tylko jedną kozę, a jest ona 17 razy zarejestrowana.
Innym razem znowu pada dowcip, ale mimowolny. Pociąg stoi na małej stacyjce i ku wagonom podchodzi kilku oberwańców, to znaczy ludzi wolnych. Przy okienku wagonu siedzi jeden z naszych opryszków i krzyczy do tamtych:
- Jak zdrowie, śledztwienni?
Sledztwiennym nazywa się człowiek, który pozostaje w śledztwie. Dowcip niedaleki od intencja epidemicznego paragrafu 18, który posądza, wszystkich o wszystko.
Mija doba za dobą, a w moich oczach odbywa się dewastowanie wagonu. Patrzę na to i doprawdy nie rozumiem w jaki sposób to się odbywa. Bez narzędzi. Oderwano boczne deski, które były potężnymi ćwiekami przybite. Wszystkiemu winien klimat - nie, nie jeden klimat, kilka klimatów.
Płynie miesiąc kwiecień i my jedziemy.
W Rosji śnieg poczerniał już i pachniało przedwiośniem. Na Uralu zimowy, nieskazitelnie bielutki śnieg leżał wysokimi zaspami. Za Uralem wiosna! W Biro-Bidżamie będzie jakby lato: gorąco i duszno. W Chabarowsku przedwiośnie. We Władywostoku śniegu nie zobaczymy ale zima będzie czarna i zamyślona dopiero na temat: jakby zacząć rodzić?
Okresami - na przestrzeni tysiąca, czy dwóch tysięcy kilometrów - męczy nas zimno. Wtedy wybuchają wrzaski o węgiel. Dopóki go niema, ładuje się do piecyka wszystko, co tylko się pali.
Do podłogi przybity na środku wagonu prostokąt z blachy, na której stoi piecyk. Pewnej nocy ten prostokąt maleje.
Paski blachy, odłamane z dwóch stron, znikają, a blacha przybita znowu do podłogi. Nie ma śladu, nikt nie zauważy. Następnie wąskie paski blachy poddane zostają pieczołowitym, benedyktyńskim zabiegom. Kładzie się je na podłodze i przy pomocy gwoźdźia wyszczerbia ząbki. Co dwa milimetry wbija się gwóżdz. Ponieważ w wagonie znajdują się skorupy fajansu ostrzy się ząbki tymi skorupami.
Skorupy powstają z naczyń które nam wydano w Charkowie. Wyfasowaliśmy tam fajansowe talerze i fajansowe kubki. Tylko, że potem kilka talerzy rozbili strażncy. Mianowicie, co kilka godzin odbywa się w nocy badanie wagonu. Jak tylko pociąg stanie na jakiejś stacji, zaraz rozlegają się grzmoty. To strażnicy idąc od wagonu do wagonu, walą z całej siły w deski ścian i podług; drewnianym młotem. W ten sposób badają, czy nie ma gdzie wyciętych, albo nadwyrężonych desek.
Talerze leżały pod ścianą. Młot wyrżnął tak silnie, że kilka z nich pękło. Skorup się nie wyrzuciło, skorupy, to też rzeczy, a więzień ubóstwia rzeczy, choćby one były odłamkami fajansowych talerzy. Niewiadomo kiedy co może się przydać i na co?
Tymi więc skorupami szlifujemy ząbki. Powstaje wreszcie piłka. Jedna i druga. Nierodzim szlifuje inny kawałek blachy tak starannie, ze powstaje narzędzie, które nazywa on brzytwą. W każdym razie golenie się tą brzytwą jest przyjemniejsze, niż szkłem. A musimy się właśnie ogolić, może uda się uciec? Ścinam brodę, zasobną, burłacką i wąsy. Golimy się dokładnie.
Pociąg dociera do stacji Bajkał i stwierdzamy, że szczęśliwym wypadkiem otwarte okienka wagonu znajdują się od strony Bajkału. Widok nieopisanie piękny! Morze zatopione w gorach, gigantyczny fiord, składający się z tysiaca fiordów. Od stacji Bajkał do stacji Sludzianka (to znaczy mika są tam bogate kopalnie miki) na przestrzeni 145 km. przejeżdżamy przez 43 tunele. Krajobraz jest olśniewajacy, najbardziej blękitne morze, a nad nim najwspanialej spiętrzona sceneria.
Obok wjazdów do tuneli wyryte w ścianach skalnych olbrzymie napisy i jakies symboliczne płaskorzeżby. W ten sposób uwiecznili się robotnicy, pracujący dziesiątkami lat przy budowie. Nigdy jednak nie byli oni zwykłymi robotnikami. Za cara pracowali katorżnicy. Za obecnego rezimu zakluczeni. Tacy, jak my. Chociaż pozostawiona nam zostanie oficjalna nazwa zamkniętych, w niczym to nie zmieni istoty rzeczy...
Dojeżdżamy do Ułan-Ude. Nerwy nasze grają. Piłki pochowane są tak, że żadna rewizja znaleźć ich nie będzie mogła. W wagonie też mamy kilka wyostrzonych noży. Od człowieka, który odbył już tę drogę, otrzymujemy informacje o położeniu geograficznym. Niedaleko leży zupełnie niezależne państwo: Mongolia Zewnętrzna. Trochę tylko nad tym państwem jest roztoczony protektorat sowiecki, co w gruncie rzeczy znaczy, że państwem tym rządzi N.K.W.D. i cóż więc przyszłoby nam z tego, gdybyśmy zdołali uciec?...
Za Czytą zaczyna się granica Mandżurii.
Uważamy się za przygotowanych.
Lecz oto pewnej nocy nasz pociąg staje w szczerym polu. Strzały karabinowe i grzechot maszynki. Reflektory rozrzucają snopy światła. Zajadłe, wściekłe ujadanie, szczekanie i wycie psów. Psy mają robotę. Ucieczka się nie udała. Otrzymujemy nowego pasażera: przybywa nam trzydziestysiódmy członek naszego towarzystwa, chłopak, który nie ma skończonych 15-tu lat. Przynosi ze sobą wyrok na 8 lat za rozlepianie jakichś afiszy w Kijowie. Mimo to czuć go szpiclem. Opowiada, iż przeniesiono go do nas właśnie z wagonu, z którego przedsięwzięto ucieczkę. Ucieczka się jednak nie udała: są ranni, zabici, a jednego człowieka zagryzły psy. Chłopak ma siną, obitą, skancerowaną twarz. Wywołują go na niektórych stacjach z wagonu i wraca dopiero po pewnym czasie.
- To ten sukinsyn ich wsypał - takie przekonanie wyrabia sobie o nim cały nasz wagon.
Ten piętnastoletni więzień ma już złamaną, sparszywiałą duszę - jest szpiclem. Zaczyna się nawet tym chwalić, a wówczas Stanisław Sznajder mówi do mnie:
- W razie czego uduszę tego szczeniaka!
Wśród Polaków, czterech siedziało w celach śmierci: Babicz, Nierodzim, Sznajder i Okoński.
Wyroki śmierci, u tych dwóch pierwszych można jakoś zrozumieć. Ale na przykład: Sznajder był pachołkiem miejskim w podlwowskim miasteczku, Okoński zaś takim samym dygnitarzem w jednej z okolicznych gmin wiejskich.
Ci skromni funkcjonariusze mizernych samorządów zostali skazani na karę śmierci. Sznajder siedział w celi 96 dni, a potem go ułaskawiono. I on i Okońśki mają teraz tylko po 10 lat wychowawczych obozów pracy. Zgoła niepotrzebne było ułaskawienie i określanie ilości lat - obaj zostali wychowani na tamten świat: z podróży w okolice koła podbiegunowego - ani Sznajder ani Okoński nie wrócą. Sznajder nie wytrzymał dwóch lat, Okoński nawet jednego.
Młodociany szpicel śpi w dzień, a nie śpi w nocy. Siedzi przy piecyku, podkłada węgiel i czuwa. Również dr Turkieltaub przestaje sypiać w nocy, a sypia wyłącznie w dzień, wysiadując pilnie po drugiej stronie piecyka. Możemy być wsypani lada chwila, ale nie tracimy jeszcze nadziei...

...Jednakże wszelkie nadzieje gasną 19 maja!
W zatoke władywostocka wżyna się drewniane molo, specjalne, więzienne. Na wodach zatoki kołysze się statek. Z mola prom zabiera więźniów: piątki, piątki, piątki... Trzy tysiące byłych ludzi, trzy tysiące niewolników.
Na końcu mola znajduje się szerszy pomost. Tu oparty o poręcz, półleży, półsiedzi człowiek. Poderżnięte gardło i arterie u rąk krwawią obfitymi bluzgami. Dookoła ruch. Wszyscy krzycza, że trzeba mu pomóc, nie pomaga jednak nikt. Opodal tkwi nieruchomo strażnik, trzymający na smyczy psa. Jeden z wielu strażników i jeden z wielu psów. Ale to ten właśnie pies zapiera się nogomi w deskę mola i wypreża smycz, jak strunę. Szarpie się i zbliża. Dosięga wreszcie do kałuży ludzkiej krwi i czerwonym, psim językiem tę krew zlizuje...
...Dlatego to w dwa i pół roku później - w Teheranie w malowniczym ogródku restauracyjnym - nie mogę zdobyć się na pogłaskanie psa...

--------------------------------------------------------------------------------

http://www.najmici.net/kolyma/ksiazka.htm

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Głosy. non comment II


TA ZDRADA MA WIELU OJCÓW!

Odezwa Komitetu Suwerenność Narodu Polskiego na dzień 27.02.2008

Szanowni Państwo!

Drodzy Rodacy!

Zbieramy się ponownie pod gmachem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w celu domagania się rozpisania referendum ogólnokrajowego w sprawie Traktatu Reformującego Unię Europejską, określanego także ostatnio jako Traktat z Lizbony.

Od czasu rozpoczęcia przez nas naszej akcji protestacyjnej w dniu 7 grudnia 2007 jesteśmy w tym miejscu po raz kolejny. Pragniemy tym samym zamanifestować nasz zdecydowany sprzeciw wobec próby pospiesznej, pokątnej ratyfikacji przez Sejm RP pod pozorem, że Traktat ten jest zwykłym kolejnym traktatem europejskim.

Mówi się nam, mówi się całemu polskiemu Narodowi, że traktat ten nic w Unii Europejskiej zasadniczo nie zmienia, że służyć ma on jedynie usprawnieniu funkcjonowania Unii Europejskiej i jako taki, jako zwykły traktat, nie wymaga on jakoby ratyfikacji w drodze referendum ogólnokrajowego, nie wymaga spytania o zdanie Narodu-Suwerena. A jaka jest prawda?

Prawda jest taka, że samym rdzeniem i sednem tego Traktatu Reformującego jest przyznanie Unii Europejskiej osobowości prawnej w połączeniu z Deklaracją 17. (Akt Końcowy), która stanowi uznanie przez sygnatariuszy pierwszeństwa prawodawstwa unijnego przed prawem Państw Członkowskich – w tym także - przed naszą polską Konstytucją.

Deklaracja 17. pozostaje w ewidentnej sprzeczności z art. 8 ust. 1 Konstytucji RP: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”.

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny w 2004 r., już po akcesji Polski do Unii Europejskiej, orzekł w sprawie K 18/04 wyraźnie, że po pierwsze - „normy Konstytucji w dziedzinie praw i wolności jednostki wyznaczają minimalny i nieprzekraczalny próg, który nie może ulec obniżeniu ani zakwestionowaniu na skutek wprowadzenia regulacji wspólnotowych. Konstytucja pełni w tym zakresie swą rolę gwarancyjną, z punktu widzenia ochrony praw i wolności w niej wyraźnie określonych, i to w stosunku do wszystkich podmiotów czynnych w sferze jej stosowania. Wykładnia „przyjazna dla prawa europejskiego” ma swoje granice. W żadnej sytuacji nie może ona prowadzić do rezultatów sprzecznych z wyraźnym brzmieniem norm konstytucyjnych i niemożliwych do uzgodnienia z minimum funkcji gwarancyjnych, realizowanych przez Konstytucję”.

Po drugie, Trybunał Konstytucyjny orzekł, że „przepisy (normy) Konstytucji jako aktu nadrzędnego i stanowiącego wyraz suwerennej woli Narodu nie mogą utracić mocy obowiązującej bądź ulec zmianie przez sam fakt powstania nieusuwalnej sprzeczności pomiędzy określonymi przepisami (aktami wspólnotowymi a Konstytucją)”.

Trybunał Konstytucyjny stwierdził w 2004 r. wreszcie z niezwykłą dla siebie jasnością i naciskiem, że „ W polskim systemie prawnym decyzje tego typu winny być podejmowane zawsze z uwzględnieniem treści art. 8 ust. 1 Konstytucji. Zgodnie z art. 8 ust. 1 Konstytucji pozostaje ona najwyższym prawem Rzeczypospolitej”.

Cały dzisiejszy dramat polega na tym, iż Rzeczypospolitej Polskiej, mieniącej się być państwem prawa, w wyniku przyjęcia przez Rząd i Prezydenta RP w Brukseli w czerwcu 2007 r. Deklaracji 17. będącej integralną częścią Traktatu, która to Deklaracja przyznaje pierwszeństwo prawu unijnemu przed polską Konstytucją, zostaje właśnie unieważniony art. 8 ust. 1. Konstytucji, a wraz nim – w istocie - cała Konstytucja. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 zostaje sprowadzona do roli zwykłej ustawy. Polska Ustawa Zasadnicza - najwyższe prawo w Rzeczypospolitej Polskiej, w rzekomym państwie prawa - staje się w sposób przez nikogo nie zauważalny aktem niższego rzędu, aniżeli prawo Unii Europejskiej. Odtąd nie Naród polski, ale bezbożne i z roku na rok coraz bardziej totalitarne super- państwo, Unia Europejska, będzie decydowało o całym jego życiu i o całej przyszłości, przy niewielkim, sprowadzonym do minimum jego własnym wpływie.

Jest to dramat tym większy, że równocześnie nie ma w polskim parlamencie siły, która zdolna byłaby choćby skierować ów tragiczny w wymowie i w przyszłych skutkach Traktat do Trybunału Konstytucyjnego celem skontrolowania jego zgodności z Konstytucją RP. Sam zaś Trybunał Konstytucyjny z własnej inicjatywy tego uczynić nie może, a być może nawet nie chce zabrać w sprawie jakiegokolwiek głosu, bowiem jak dotąd - konsekwentnie milczy.

Co zatem oznacza Deklaracja 17. dla Narodu polskiego w razie ratyfikacji Traktatu Reformującego przez Sejm i Senat RP? Oznacza ona nic innego jak nieusuwalne zatwierdzenie przez polski parlament bezprzykładnego aktu bezprawia, pozbawiające na zawsze obecnego Suwerena - Naród polski jego konstytucyjnie gwarantowanej godności jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi.

Ale oznacza ona zarazem coś więcej. Oznacza, że już w momencie podejmowania w referendum decyzji nt. akcesji Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. Naród polski wprowadzany był cynicznie w błąd m.in. twierdzeniem Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że jakoby „Polska nic nie straci ze swej suwerenności”. W tym samym czasie Prezydent Kwaśniewski musiał mieć już pełną świadomość faktu, iż przyjęty przez Konwent Europejski w dniach 13 czerwca i 10 lipca 2003 roku „Projekt traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy” w art. 10 ust. 1 (identyczny z art. I-6 odrzuconej Konstytucji Europejskiej) głosi jednoznacznie, że „Konstytucja i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wykonywaniu powierzonych jej kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich”. Jak widać, tę samą cyniczną grę Prezydenta z ramienia SLD Aleksandra Kwaśniewskiego przeciwko Narodowi polskiemu podjął i doprowadza do właśnie końca jego następca z ramienia PiS - Prezydent Lech Kaczyński.

Wszystko to oznacza zatem wieloletnie ewidentne zaangażowanie się zarówno kolejnych Rządów RP oraz Sejmu i Senatu RP w zdradziecką działalność wymierzoną bezpośrednio przeciwko Narodowi polskiemu!.

Tę zdradę zamierza się obecnie czym prędzej zalegalizować ratyfikując ów traktat wraz z haniebną deklaracją 17. w drodze ustawy, bez pytania się Narodu polskiego, Suwerena, o zdanie, tak aby Suweren nie zdążył spostrzec się, że jest zwyczajnie ograbiany ze swej konstytucyjnej godności Suwerena. Okłamując Go bez zmrużenia oka, głosząc że jest to tylko zwykły, wielce dobroczynny dla Narodu traktat międzynarodowy. W dodatku – z tej zdrady czynią dla siebie zasługę. „Ten sukces ma wielu ojców” – mówią. Istotnie, mają w tym sporo racji. TA ZDRADA MA WIELU OJCÓW!

Dlatego tutaj dzisiaj jesteśmy - żeby powiedzieć również Wam, Panowie Posłowie i Senatorowie, Panowie Premierzy i Ministrowie, Panowie Prezydenci, byli i obecni:
„Będą spisane czyny i rozmowy”. Naród spamięta. Nie zapomni.

Warszawa, 27.02.2008

Komitet Suwerenność Narodu Polskiego
http://suwerennosc.blogspot.com/
***********************
PS.
czwartek, 5 luty 2009


Prof. B. Wolniewicz: Rząd i prezydent RP promotorami judaizacji Polski

Prof. Wolniewicz 1.02.2009 dla "Aktualności Dnia" Radia Maryja


Prof. Bogusław Wolniewicz rozpoczął swą wypowiedź dla Radia Maryja od wyrażenia swego szacunku i podziwu dla dokonań O. Tadeusza Rydzyka, a zwłaszcza Wyższej Szkoły Kultury Medialnej. Zauważa, że zamiast słów uznania dla obywatelskiej troski i dalszej pomocy ze strony władz, O. Tadeusza spotykają tylko wrogie potwarze, w rodzaju określenia "imperium Rydzyka" i rzucanie kłód pod nogi - różnego rodzaju szykany o charakterze administracyjnym, w których aktywną rolę odgrywa m.in. "polski" rząd.

(...) Dlaczego w tej nikczemnej nagonce na to wielkie dzieło toruńskich Ojców Redemptorystów uczestniczy polski rząd?

Nie chodzi mi o jakąś Kudrycką, bo to tylko sługa - robi, co jej każą. Chodzi mi o premiera - pana Donalda Tuska osobiście, personaliter. Czemu premier Rzeczypospolitej Polskiej za wszelką cenę - tak to w każdym razie wygląda - [chce] zniszczyć Radio Maryja i związane z nim dzieła, z Wyższą Szkołą Kultury na czele?

Jak nie udaje się tego zniszczyć politycznie, ani prawnie, ani propagandowo, to teraz próbuje się to zrobić finansowo. Nowy chwyt. Tak jak w sprawie tych wierceń geotermicznych. Przecież tam nie chodzi o żadne względy rzeczowe, techniczne, bo to jest osobna sprawa - ja się na tym nie znam - ale widać, że to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby poprzez te wiercenia, które miały być sfinansowane, a teraz się rząd z tego wycofał, czy wykręcił raczej, żeby przez to doprowadzić dzieło Ojców Redemptorystów do finansowej ruiny. To przecież widać jak na dłoni.

Bo dlaczego na przykład Jerzemu Owsiakowi wolno robić zbiórkę publiczną, a Tadeuszowi Rydzykowi nie wolno?

Pytam: w czym Tadeusz Rydzyk gorszy od Jerzego Owsiaka?

Pytam o to pana premiera Donalda Tuska oczywiście. (...)

Stawiam to pytanie i odpowiedzi widzę tylko dwie. One się zresztą nie wykluczają - mogą być obie prawdziwe, ale jedna na pewno musi być prawdziwa. Otóż jedno z dwojga: w tej wrogości do Radia Maryja rządem albo powoduje lewacka wrogość do chrześcijaństwa i do wszystkiego, co się z chrześcijaństwem łączy. To mają od XVIII wieku, od Rousseau, od Woltera. To jest jedna możliwość.

Albo - to jest druga możliwość - rząd podjął jakieś ciche zobowiązania międzynarodowe, z których usiłuje się teraz wywiązać. A na czele tych zobowiązań, tej listy zobowiązań stoi uciszenie rozgłośni Radia Maryja - zatkanie jej ust. Gips w usta - w Polsce technikę tę znamy - żeby nie krzyczała. O czymś, co się w Polsce dzieje i co ma się dziać po cichu.

Jakież to mogą być zobowiązania? Też się nad tym zastanawiałem i mówiłem już szeroko w Aktualnościach Dnia dziewięć miesięcy temu - to było 11 kwietnia zeszłego roku - zaraz po ówczesnej wizycie premiera Tuska w Izraelu. Ujawnił on wtedy na konferencjach prasowych trzy rzeczy.

Po pierwsze, że w wyniku tych rozmów, które tam przeprowadził, sprawy roszczeń żydowskich wobec Polski, jak się wyraził, "ruszyły z kopyta".

Po drugie, że co kilka miesięcy odbywać się będą - znowu tak się wyraził - regularne konsultacje premierów i ministrów Polski i Izraela.

I po trzecie, powiadomił wtedy, że udzielił stronie żydowskiej zapewnienia, iż nie będzie w Polsce tolerancji dla antysemityzmu.

To powiedział pan premier Tusk na początku kwietnia zeszłego roku w Izraelu - ja szeroko mówiłem o tym w tej audycji wtedy, 11 kwietnia.

A teraz na tle tych wypowiedzi zestawcie sobie, Państwo, takie oto fakty. Po pierwsze, już na samym początku swego urzędowania pan premier Tusk zapewnił przecież Żydów amerykańskich, że ich roszczenia wobec Polski zostaną uregulowane i uwzględnione ustawowo do końca 2008 roku. Termin minął miesiąc temu. Wobec tego to nie nastąpiło, przynajmniej oficjalnie (co się dzieje po cichu - nie wiemy). Oficjalnie to nie nastąpiło. I cisza.

Czyżby strona żydowska o tych zobowiązaniach zapomniała?

Na pewno nie zapomniała. Żydzi to jest naród poważny - jak mówi Norwid - i oni poważnie traktują zobowiązania premierów, z którymi rozmawiają. I mają po stokroć rację. Cóż więc nastąpiło? Że termin nie został dotrzymany, a strona, wobec której zobowiązanie zostało zaciągnięte, niczego nie monituje?

Otóż odpowiedż, którą ja sam sobie daję, jest taka: oni premierowi Tuskowi, rządowi obecnemu termin wywiązania się z tych zobowiązań sprolongowali.

Sprolongowali - tak tutaj prowadzę swoje rozumowanie - ale przecież nie za darmo. Właśnie jako naród poważny. Naród poważny nie prolonguje takich rzeczy za darmo. Bo byłby wtedy narodem niepoważnym, (jakim my Polacy - niestety, trzeba to powiedzieć, proszę Państwa, między nami Polakami tu rozmawiając - niestety się nieraz okazujemy).

Więc nie za darmo sprolongowano. Więc za co sprolongowano? Oczywiście za wywiązanie się z tego trzeciego zobowiązania, że nie będzie tolerowany w Polsce antysemityzm, pod którym kryje się przede wszystkim zobowiązanie zagipsowania tej tuby, jaką stanowi rozgłośnia Radia Maryja. I czego, jak sądzę, pilnuje się w tych coparomiesięcznych "regularnych konsultacjach międzyrządowych" na szczeblu premierów i ministrów, a więc na najwyższym.

Jeżeli to moje domniemanie jest prawdziwe, a jak powiadam, są tylko dwa: albo to jest goła nienawiść do chrześcijaństwa, albo to są zaciągnięte zobowiązania.

Ja przyjmuję tę wersję drugą, jako łagodniejszą. Otóż jeśli to tak jest, to pan premier musi za wszelką cenę pokazać, że przynajmniej tutaj, to znaczy w zatykaniu ust Radiu Maryja, naprawdę się stara. Więc robi, co może: uruchamia Kudrycką, uruchamia Schetynę, kogo się da. Uruchamia, bo musi. Rządowa walka z antysemityzmem - ta zapowiedziana w Izraelu w kwietniu - toczy sie u nas zresztą nie tylko na odcinku Radia Maryja, chociaż to jest odcinek jej frontu, najważniejszy, główny (tak jak w czasie II wojny światowej główny był front wschodni), to to jest "front wschodni" tej walki.

Ale są też inne fronty - pewnie też objęte jakimiś cichymi zobowiązaniami. Wskażę tylko jeden z nich, choć jest ich wiele.

W ostatni poniedziałek, teraz, 26 stycznia, ukazało się w prasie oświadczenie grupy znanych polskich historyków i polonistów, w którym protestują oni przeciwko poczynaniom ministra edukacji, Katarzyny Hall. A chodzi o zmiany, jakie ministerstwo edukacji chce wprowadzić do licealnych programów nauczania historii Polski i języka polskiego. A zmiany pani Hall sprowadzają się do jednego: obciąć te programy. Czyli program nauczania w liceum, w jego wychowawczo newralgicznym punkcie, skosmopolityzować, wypatroszyć z treści narodowych.

To pewnie jest też część walki rządu z polskim "antysemityzmem". Z tym oświadczeniem kolegów historyków i polonistów mogę się tylko na sto procent solidaryzować. Ojczyzna to jest wielka wspólna sprawa. A ta wspólna sprawa, jak już kiedyś u Państwa mówiłem, to są trzy wielkie rzeczy wspólne: wspólna mowa, wspólna ziemia i wspólna pamięć. Te rzy rzeczy wspólne, wielkie, łączą nas, Polaków, w jeden Naród. A kultywacja dwóch z nich : mowy i pamięci tej mają służyć w liceum właśnie te dwa przedmioty, których programy podręczna pana premiera Tuska chce zdegradować i obciąć.

Nie pozwólmy na to. To są zamachy rządu Tuska na naszą świadomość narodową.

Co sobie ten rząd myśli? Przecież jest polskim rządem... chyba...

W oświadczeniu tych 56 historyków i polonistów uderzył mnie pewien drobny szczegół, związany z tym, co uprzednio mówiłem, z tymi cichymi zobowiązaniami międzynarodowymi naszego rządu, jak domniemywam. Oto dowiedziałem się z oświadczenia tych historyków, czego przedtem nie wiedziałem, że według programu pani minister Hall w licealnym kanonie języka polskiego, cytuję, "jedynymi dwiema lekturami bezwzględnie obowiązkowymi z zakresu całej literatury XX wieku mają być: Bruno Schultz i Gombrowicz".

Pomińmy Gombrowicza, bo to sprawa osobna, choć też dyskusyjna, ale w innym kontekście. Ale dlaczego Bruno Schultz? Przecież drugorzędny pisarz awangardowych dziwiadeł, i to w dodatku awangardowych sprzed siedemdziesięciu lat... Otóż, gdy się nad tym zastanawiam, dlaczego Bruno Schultz [został] tak wyróżniony w całej literaturze XX wieku, to jedyny powód pchania go przez panią Hall, a za nią przez pana premiera Tuska, do kanonu lektur szkolnych (ja cytowałem - "bezwzględnie obowiązkowych"), to jedyny powód, jaki widzę, to ten, że był Żydem. A zatem, zadziałała tu chęć rządu, by się przypodobać lobby żydowskiemu: jakiemuś Smolarowi, czy Pelegowi...

Przypodobać się mu, albo trzeba powiedzieć więcej: przed nim się wykazać.

W zakresie gorliwego wykazywania się swoim filosemityzmem, ukochanie wszystkiego, co żydowskie, trwa u nas w tym wykazywaniu się jakieś dziwne współzawodnictwo między panem premierem i panem prezydentem. Oto przykład (wszyscy Państwo to pamiętają - sprzed miesiąca) w grudniu pan prezydent ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki: palił świeczki w oknach swojego pałacu, chodził w jarmułce, na podłodze bawił się z rabinem w jakies gry chanukowe, które w tym żydowskim środowisku są przyjęte.

Ja oczywiście, napewno także i Państwo, nie mam nic przeciwko żydowskiemu świętu Chanuka, jeżeli Żydzi mają takie święto tradycyjne, to ich sprawa i niech je sobie obchodzą. Ale pytam: co nas, Polaków, obchodzi Chanuka! Oni mają swój narodowy zwyczaj, ale my mamy swój. Więc po co pan prezydent wpycha nam tę Chanukę?

My mamy swoje święta, chyba przecież nie gorsze?

Proszę Państwa, paskudnie to wygląda. I to nie pierwszy raz. Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje sie już nie do zniesienia.

Przynajmniej dla mnie, Bogusława Wolniewicza, staje się nie do zniesienia. Wszelkie pretensje proszę kierować na mój adres: Warszawa...

Ta nachalność musi przecież wzbudzić reakcje i sprzeciwy, tak jak ten mój w tej chwili. Ale ufam, że ja nie jestem jedyny w Polsce, którego to razi. Musi budzić sprzeciwy.

I tutaj rodzi się we mnie drugie pytanie: Czy ci promotorzy judaizacji Polski tego nie rozumieją? Że ich tak zaślepia chucpa? Czy może przeciwnie? Rozumieją bardzo dobrze, bo tego właśnie chcą? Chcą nas sprowokować, by potem móc ryczeć na cały świat o polskim antysemityzmie i "polskich" obozach zagłady?!

W wiadomym celu. To by leżało na tej linii "podstawiania Polski", jak to mówiliśmy i opisywaliśmy z kolegą Zbigniewem Musiałem pięć lat temu w naszej książce "Ksenofobia i wspólnota" - "podstawiania Polski", czyli zawiązującego się na naszych oczach nowego Świętego Przymierza, w nas wycelowanego. Takiego Trójporozumienia, chociaż trochę inni tutaj jego partnerzy, niż to było niecałe 200 lat temu. Trójporozumienia, by najpierw w oczach świata zrobić z Polski "czarną owcę" Europy, a potem dokonać jej V. rozbioru. Rozbioru może nie totalnego, może tam zostanie gdzieś nad Wisłą kawałek, jakieś kieleckie, radomskie, czy coś takiego.

O drugim członie tego Trójporozumienia mówił co dopiero prof. Nowak. Ja dodam tylko jeszcze dwa słowa. Pan profesor Nowak mówił o działającym w Polsce lobby germanofilskim - to jest drugi człon tego Trójporozumienia, z centralą we Wrocławiu. Mówił jak najsłuszniej. Bo to udaremnienie przez Niemca Klausa Bachmana konferencji polskich historyków w Polsce to jest rzecz w swojej horendalności niebywała. Powiedziałbym - krzyżacka.

Klaus Bachman poczuł się tutaj jak komtur. Ale to jedno lobby, to tylko część zawiązującej się w Polsce nowej konfederacji targowickiej, [konfederacji] tych wszystkich, którzy Polskę spisali już na straty i każdy z tych konfederatów próbuje tylko z tego polskiego postawu czerwonego sukna, jak to powiedział Sienkiewicz, wydrzeć, ile się da dla siebie.

W Polsce działają obecnie różne... różne antypolskie lobbies. My niewiele przeciw nim możemy, bo są one potężne i mają potężnych protektorów...

Ale jedno możemy. Dopóki nie zatkano tuby Radia Maryja i dopóki nie zagipsowano panu profesorowi Nowakowi, albo Wolniewiczowi ust, możemy piętnować to łajdactwo publicznie, gdzie się da.

A poza tym, proszę Państwa, Alleluja i do przodu!


_________________________

Jako komentarz do powyższej wypowiedzi Profesora B. Wolniewicza pozwalam sobie zwrócić Czytelnikowi uwagę na artykuły:

Jerzy Rachowski, Czy Polacy pozwolą ukraść sobie historię? Myśl Polska, 2001

a także

Judaizacja społeczeństwa [w USA] nabiera tempa: udział sędziego federalnego Antonin Scalia w debacie o prawie talmudycznym
(Bibula.pl)

Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski i jego Rok 2050
http://suwerennosc.blogspot.com/2009/02/prof-b-wolniewicz-rzad-i-prezydent-rp.html