o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

piątek, 26 sierpnia 2016

3rp vel PL j e s t w ruinie

„Nowoczesna” obrona sytemu.

Jak wspominałem wcześniej miało być trochę komentarzy. A że wczoraj doznałem swoistego szoku to podzielę się przemyśleniami swoimi.
A więc w dniu wczorajszym byłem z wizytą u kogoś. Ten ktoś lubi skakać po kanałach z serwisami informacyjnymi. A że ja osobiście tv prawie w ogóle nie oglądam to pierwsze na co miałem ochotę po minucie oglądania stacji typu tvn to wyrzucić tv przez okno. Powstrzymało mnie jedynie nieposiadania prawa własności rzeczonego tv. Cóż takiego zobaczyłem?? A no ludzi okradanych przez ostatnie lata podstawowych praw obywatelskich. Ludzi, którzy pracując i płacąc haracze pod tytułem „składki ZUS”, „podatki”, „koncesje” zafundowali kilkuset osobom limuzyny, apartamenty, dożywotnie tysiące przelewane co miesiąc na konta za granicą. Ludzi, którzy zaakceptowali to, że nikły odsetek Polaków dożyje do emerytury, o ile za kilka lat w ogóle będzie coś takiego jak emerytura. Ludzi, których w ciągu sekund okradziona na kwotę 40 mld złotych podczas przelewania pieniędzy z OFE do ZUS. Ludzi, którzy mamieni obietnicami niskich rat i łatwej spłaty wpędzeni zostali w spirale kredytowe, dzięki którym setki milionów naszych Polskich złotych wędrują co miesiąc do zagranicznych spółek. 
Tak mógłbym wymieniać zahaczając o każdą jedną dziedzinę życia. W końcu widziałem ludzi pozbawionych jakiejkolwiek świadomości kim są, jaka jest ich historia, jaka jest historia ich Narodu. Ludzie ci wykrzykiwali hasła w obronie demokracji za bardzo nie mając świadomości czym ona jest. Dlaczego?? Bo przez ostatnie lata wtłuczono im do głów, że nie mają prawa do niczego, nie mają prawa do własnej własności (a kiedyś podobno prawo własności było kiedyś na równo z Dekalogiem), nie mają prawa do obrony nie tylko tej własności ale i swojej rodziny; nie mają prawa do własnego zdania bo za wypowiedzenie słów krytyki można trafić przed sąd; nie mają prawa do prywatności bo na każdym kroku są inwigilowani, szczególnie w internecie, który z założenia miał być ostoją wolności i prywatności; w końcu nie mają prawa do godnego życia bo są gnębieni przez aparat państwowy.
Na czele tych ludzi szli, paradoksalnie ci, którzy przez ostatnie lata byli twórcami tego zdradzieckiego i złodziejskiego systemu. Na czele tego tłumu szli ludzie, którzy na co dzień żyją w luksusach, którzy nie muszą się martwić o tak przyziemne sprawy jak zapewnienie rodzinie godnego życia. Na czele tego tłumu byli w końcu ci, którzy dzięki swojej dotychczasowej pozycji i powiązaniom z przeszłości zapewnili sobie i swoim potomkom dostatnie życie aż do śmierci. ICH dostatnie życie opłacane z naszych podatków. ICH pensje, mieszkania, samochody, emerytury po kilka tysięcy miesięcznie.
Na twarzach tych ludzi widać jednak było frustrację. Frustrację spowodowaną tym, że nagle cały ten „misterny plan pójdzie w pi..u” jak powiedział kiedyś Siara. Ta frustracja była spowodowana nie tylko tym, że być może trzeba będzie stać się zwykłym, szarym człowiekiem i pracować jak każdy, była spowodowana możliwością próby rozliczenia ich z dotychczasowej działalności oraz tym, że będąc tak pewni siebie żyli przez ostatnie miesiące w oderwanej od rzeczywistości bańce. W podobnej bańce żył Hitler w dwóch ostatnich latach życia, a obecnie żyje również pani Merkel. Dlaczego ci ludzie boją się rozliczenia z przeszłością, skoro Polska podobno jest „zieloną wyspą” mlekiem i miodem płynącą? 
Otóż moi drodzy w rzeczywistości Polska jest w ruinie. Większość Polskiego przemysłu została „sprywatyzowana”, czyli wyprzedana za granicę, Polskie górnictwo jest w ruinie bo podobno „się nie opłaca”, a zagraniczne koncerny tylko czekają na możliwość odkupienia tych kopalni za przysłowiowy grosz po to by prowadzić dochodowe wydobycie (na marginesie skoro im się opłaca to czemu nam się ma nie opłacać?). Polska nie posiada swojego wojska. Polskie szkolnictwo jest w ruinie a Polskie społeczeństwo co roku zamiast dostawać wykształconych, świadomych ludzi zalewane jest potokiem bezmózgiej gimbazy pozbawionej logicznego myślenia. 
Polska jako kraj, w każdej dziedzinie gospodarczej i życiowej, uzależnione jest od zewnętrznych czynników, które w każdym momencie mogą zadecydować o być i nie być naszego Kraju (doskonałą próbkę zaserwowano nam w postaci kryzysu frankowiczów, który miał być sprawdzeniem reakcji polskiego społeczeństwa na podobne sytuacje). To wszystko nie jest efektem ostatniego miesiąca czy tygodnia. To efekt wieloletniego i przede wszystkim ŚWIADOMEGO działania na szkodę naszego interesu narodowego.

Dla tych którzy już mają mózgi przez media wyprane porównam Kraj do Rodziny. Każdy normalny człowiek, w konfrontacji z rzeczywistością na pierwszym miejscu stawia dobro swoje i swojej Rodziny. Czyli najważniejsze jest to, aby moja Rodzina miała co jeść, aby moja Rodzina była zdrowa, bezpieczna i żeby członkom mojej rodziny nie działa się krzywda.
 Dla każdego członka rządu każdy pojedynczy obywatel powinien być jak członek rodziny. Czyli OBOWIĄZKIEM każdego członka rządu jest dbanie o to, aby kraj był bezpieczny, dostatni i szanowany przez inne kraje. Takie jest podstawowy OBOWIĄZEK nałożony przez KONSTYTUCJĘ. Za niedopełnienie tego obowiązku należna jest kara, a świadome działanie na niekorzyść kraju jest ZDRADĄ. 

Jaka kara w wojsku należy się za zdradę wszyscy wiemy. Taka sama kara powinna należeć się wszystkim tym, którzy są odpowiedzialni za pozbawienie Polskich rolników ziemi i majątku przez doprowadzenie do likwidacji PGRów, tym którzy są odpowiedzialni za ucieczkę wykształconej młodzieży na zachód „za chlebem”, wszystkim tym którzy na państwowych stołkach posadzili komunistycznych zbrodniarzy i ich dzieci, tym którzy doprowadzili do totalnego wywrócenia i skreślenia podstawowych wzorców społecznych, wszystkim tym którzy dawali przyzwolenie na zalanie Polskiego rynku przez zagraniczne spółki transferujące swoje olbrzymie zyski do obcych państw, dali przyzwolenie na afery typu AmberGold, Skoki, autostradowa i tysiące innych, w końcu wszystkim tym którzy z szyderczym uśmiechem pluli i deptali Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej.
 Ci ludzie teraz tej konstytucji bronią. Potworzyli komitety. Ludziom papkę z mózgów robią i wyciągają na ulice. Namawiają do unieważnienia DEMOKRATYCZNYCH wyborów, których mimo wielkich zamierzeń nie udało im się sfałszować. Ci którzy przez te wszystkie lata postkomuny doili ten Kraj ze wszystkiego co się dało teraz nagle chcą walczyć o obronę demokracji i Konstytucji. Tak dla przypomnienia w ciągu ostatnich 4 lat rząd PO, do którego należał Ryszard Petru teraz tak broniący Trybunału Konstytucyjnego, zignorował ok 50 wyroków tegoż Trybunału. Czyżby pan Ryszard nagle się nawrócił? Oprzytomniał? Cud nad Wisłą się stał? 
Nie, tak naprawdę tu nie chodzi o obronę żadnej Konstytucji czy demokracji. On i jemu podobni mają te rzeczy w głębokim poważaniu. Tu chodzi o obronę tego układu, który panował w tym kraju od lat 90-tych. O obronę układu w którym On i jego mocodawcy będą mogli siedzieć na górze jak bogowie greccy na Olimpie i z pogardą przyglądać się jak my, szarzy obywatele pełzamy u ich stóp. Cała ta „Nowoczesna” nie jest żadną nowoczesną. Jest to twór stworzony dla ludzi z PO, którzy widząc niezadowolenie społeczeństwa z ich rządów postanowili uciec z tonącego okrętu przeskakując na inny. Inny statek, inna bandera, inny kapitan, tylko załoga ta sama.
Zresztą zostało to potwierdzone jednym z ostatnich sondaży, który pokazał, że Nowoczesna wyprzedziła PO. Sondaż był oczywiście zrobiony „na zlecenie” kogoś tam. Co oznacza, że ten ktoś za niego zapłacił. A kto płaci ten wymaga. Czyli te wszystkie sondaże można sobie między bajki włożyć. Tak to niestety moi drodzy wygląda. 
Wypychają nas na ulice w obronie Konstytucji i demokracji, a za chwilę będą nam po plecach czołgami jeździć. Tak już raz było w 81, zresztą dzisiaj jest rocznica tego wydarzenia. Wieczny odpoczynek tym, którzy wtedy zginęli. Kończąc ten przydługi wpis, który jednak nie wyczerpuje tematu w chociażby małym stopniu chciałbym zaapelować o trzeźwe patrzenie na to co się wokół na dzieje. O chwilową zadumę nad sytuacją naszego Kraju i samodzielne wyciąganie wniosków. Widać, że coraz więcej ludzi uświadamia sobie co tak naprawdę działo się w naszej najnowszej historii i co dzieje się obecnie. Mam również nadzieję, że Naród w końcu się obudzi i pogoni do diabła wszystkich tych, którzy żerowali na przez te wszystkie lata na pracy każdego z nas a Polski nie pogrąży „tęczowa rewolucja” rodem z krajów 3-go świata.
Na zakończenie kilka linków dla zainteresowanych:

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rewolucyjny/stary program dla rolnictwa PL

Rewolucyjny/stary program dla rolnictwa Warmii i Mazur


Poniżej artykuł Piotra Solisa z PJN dot. rolnictwa. Poglądy wypowiadane przez autora są jego poglądami i niekoniecznie odzwierciedlają punkt widzenia Serwis21.



Niedobór żywności, rosnące ceny oraz prognozy ekspertów wskazują, że rolnictwo staje się strategiczną dziedziną gospodarki. Kraje posiadające duże jej nadwyżki zaczną się szybko bogacić. Polska potencjalnie może wyżywić ok. 80 mln. Ludzi.


Program dla rolnictwa – samo hasło u wielu zapala czerwone światło, że oto ktoś chce "wyszarpać" kolejne pieniądze z ich kieszeni? Nic bardziej błędnego! Nie trzeba kolejnych pieniędzy z naszych podatków, ani także wymyślać jakichś rewolucyjnych pomysłów. Te pomysły od wieków dobrze funkcjonują w krajach, które nigdy nie doświadczyły komunizmu i wystarczy te tradycje przypomnieć i wprowadzić w Polsce. W Polsce komunizm brutalnie przerwał te tradycje. Mało tego, obecne trendy w zapotrzebowaniu na żywność oraz prognozy na przyszłość wskazują, że bezpieczeństwo żywnościowe nabiera charakteru strategicznego, a kraje dysponujące jej dużymi nadwyżkami będą się bogacić tak, jak do teraz bogacą się kraje posiadające olbrzymie złoża surowców energetycznych.


Przykład kraju członkowskiego UE może być wypaczony przez socjalistyczne regulacje, więc za przykład podam Szwajcarię, gdzie gros gospodarstw, to gospodarstwa małe i średnie. W Polsce identycznie. Ograniczę się do przykładu mleczarstwa, gdzie jak w soczewce widać podobieństwa i różnice pomiędzy polskim i szwajcarskim rolnictwem. Zarówno w Polsce, jak i w Szwajcarii są małe, duże i bardzo duże mleczarnie. W Polsce jest podobnie i na tym kończą się podobieństwa. Wiele gospodarstw w Szwajcarii część mleka przerabia samodzielnie, a część, nadwyżki odstawia do mleczarń. Małe mleczarnie w Szwajcarii są prawie wyłącznie współwłasnością grup hodowców bydła mlecznego. Mleczarnie z tego powodu są zmuszone płacić tamtejszym rolnikom uczciwe ceny, bo rolnicy bez problemu mogę przerobić całość produkcji we własnym zakresie, a więc odciąć mleczarnie od surowca. W Polsce rolnicy prawie w ogóle nie przetwarzają mleka i z tego powodu są uzależnieni od dyktatu lokalnych mleczarń, które w ten sposób uzyskują pozycję lokalnego monopolisty w skupie, a rolnicy popadają w biedę. Już samo to zestawienie wskazuje kierunek zmian w polskim rolnictwie, by polscy rolnicy wyzwolili się z ekonomicznej niewoli lokalnych monopolistów, odzyskali godność i godziwe zarobki/zysk za swą pracę.


Zanim przejdziemy do szczegółów, trochę historii.


Prawie pół wieku PRL oraz tzw. reformy Balcerowicza zrobiły swoje. PRL "zabił" drobną przetwórczość na wsi. Ponadto wieś zapomniała w większości przypadków, jakie są receptury, np. na ser żółty. W pewnych okresach za "pokątną" produkcję można było trafić do więzienia, a nawet utracić zdrowie lub wręcz życie, o zabraniu majątku, tzw. "rozkułaczaniu" nie wspominając. Za PRL-u wypaczono także ideę spółdzielczości i skojarzono ją z tzw. kołchozami (w oryg. Rolnicze Spółdzielnie Produkcyjne). Jedynie w Wielkopolsce idee spółdzielczości są żywe po dziś dzień.


Za PRL powstała też sieć lokalnych zakładów przetwórczych, które otrzymały faktyczny (niekoniecznie formalny) monopol na skup i przetwórstwo płodów rolnych na określonym terenie. Ten monopol został przeniesiony i ugruntowany po 1989r. w nowym systemie, co w swoisty sposób uczyniło rolników ekonomicznymi niewolnikami tych firm. Do tego mamy postępującą konsolidację firm w ramach poszczególnych sektorów i docelowo należy się spodziewać powstania oligopolu w poszczególnych branżach (oligopol – kilka dużych firm, które razem kontrolują większość lub całość określonego rynku). Ten oligopol zmierza w kierunku kapitału zagranicznego. Rolnik w ramach protestu mógł/może jedynie zaprzestać danego profilu produkcji – jedyna możliwość na wyzwolenie z niewoli. Rzecz w tym, że w innej branży inny zakład stawia identyczne warunki, więc ekonomiczne wyzwolenie wciąż jest iluzją. Na krótką metę zmiana profilu produkcji jest jakimś rozwiązaniem bieżących problemów, ale nie jest to rozwiązanie w perspektywie długoterminowej.


Nie inaczej rolników potraktowała tzw. III RP. Dopiero w 1994r. zniesiono zakaz kupowania ziemi przez rolników powyżej pewnego, bardzo niskiego areału. Polska przed reformami Balcerowicza była trzecim, co do wolumenu, producentem owiec. W ciągu niecałego roku hodowla owiec w Polsce została zniszczona. Węgry, ówczesna Czechosłowacja, Rumunia i inne kraje na kilka miesięcy zawiesiły swój eksport na Zachód i poczekali, aż Polacy zniszczą swe stada owiec. Rolnicy z tej branży przerzucili się na inne kierunki produkcji, co spowodowało nadprodukcję w innych branżach. Sprzedanie czegokolwiek na początku lat 90-tych graniczyło z cudem i trzeba było stać w kolejkach po wiele dób. Cóż, w starciu z baranami w ówczesnym rządzie barany w owczarniach nie miały szans i wyginęły, jak dinozaury.


Za tym wszystkim stoi "inteligentne inaczej" (celowo używam tego określenia) myślenie, że polski rolnik jest nieefektywny i za drogi. Ten "wirus" takiego myślenia ma rodowód w epoce PRL, gdzie rolnika należało "rozkułaczać", a w okresie późniejszym, w miejsce walki klas, podstawiono walkę miasto – wieś. Jeszcze po dziś dzień brzmią mi w uszach słowa byłej Premier, Pani H. Suchockiej: "Nie muszę kupować drogiego mięsa od polskiego rolnika, bo na Zachodzie kupię je dużo taniej". Tak się zdarzyło, że przed wyborami z 2001r. rolnicy, z przyczyn ekonomicznych, zostali zmuszeni do zaprzestania hodowli świń. W rezultacie zabrakło w Polsce mięsa, więc Premier Suchocka wybrała się na "tanie" zakupy na Zachodzie. Jakież było jej zdziwienie, gdy wszyscy płacili tanio, ale za wyjątkiem Polaków. Polacy za te samo mięso płacili od 30 do 60% więcej, niż pozostali. Był to swoisty podatek od "inteligencji inaczej". Premier Suchocka wybory przegrała.


Ten "wirus" "inteligentnego inaczej" myślenia jest bardzo często spotykany także w 2011r. Wiele osób myśli, że skoro żywność drożeje w sklepach, to rolnik więcej zarabia. Dam przykład na ceny cukru. W styczniu 2011r. 1 kg buraków cukrowych (surowiec do produkcji cukru) kosztował 0,93 zł/kg, a 1 kg cukru w sklepie 3,20-3,30 zł/kg. W lutym 1 kg buraków kosztował 0,66 zł, a kilogram cukru w sklepie 5,00 zł i więcej (por: http://finanse.wp.pl/kat,104124,title,Ceny-cukru-i-benzyny-sa-wziete-z-sufitu,wid,13219080,wiadomosc.html). Stracili wiec i rolnicy i konsumenci. Czy zarobił handel? Niekoniecznie, bo należy pamiętać o potężnych instytucjach finansowych, które dokonują spekulacyjnych zakupów surowców, np. cukru, by go później odsprzedać z zyskiem.


Polski rolnik został "obrabowany" w traktacie akcesyjnym do UE. Mam na myśli zaniżone limity produkcji, zaniżone płatności obszarowe oraz zaniżony tzw. plon referencyjny. W rezultacie polski rolnik otrzymuje nieco ponad 1/3 tego, co konkurujący z nim na jednolitym rynku UE rolnik niemiecki. Do tego, np. w produkcji mleka Polska otrzymała niższe limity produkcji, niż spożycie mleka w Polsce! Dla porównania, Czechy wywalczyły dwa razy wyższy, w przeliczeniu na głowę mieszkańca, limit produkcji mleka. Polski rolnik, jeśli przekroczy indywidualny limit produkcji, płaci drakońskie kary na rzecz UE. W późniejszym okresie obniżono np. Polsce limit produkcji cukru, który jest obecnie na niższym poziomie, niż jego spożycie w Polsce (!) (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kolejne-klamstwo-ministra-w-rzadzie-Tuska,wid,13281321,wiadomosc.html). Zaniżenie tych limitów sprawia, że polscy rolnicy nie mają prawa rozwijać swych gospodarstw, bo zwiększenie limitu dla jednego rolnika oznacza zmniejszenie lub odebranie tych limitów innemu rolnikowi. Traktat akcesyjny do UE odebrał polskim rolnikom prawo do rozwoju! Rozwój jednego gospodarstwa jest równoznaczny z pozbawieniem tego rozwoju dla innego. Swoisty kanibalizm. Sytuacja jest wręcz patowa.


Niechlubna rola hipermarketów w "sianiu" biedy na wsi i w wielu małych miastach.


Już na wstępie napisałem na przykładzie lokalnych mleczarń, jakie są skutki lokalnego monopolu w skupie. Przy dalszej analizie zauważymy, że duże sieci hipermarketów są w stanie wymusić na mleczarniach obniżki cen do abstrakcyjnych poziomów. Mleczarnie są zmuszone do zejścia z poziomem kosztów, co w sposób najprostszy osiągną poprzez głodowe pensje dla swych pracowników, jak i poprzez zaniżone ceny skupu dla rolników nie mające absolutnie związku z kosztami produkcji mleka. Lokalna pozycja monopolisty w skupie ułatwia te haniebne praktyki. Zubożeni rolnicy prawie nie jeżdżą na zakupy do lokalnych miasteczek, więc te popadają w finansową ruinę. W ten sposób na mapie Polski powstały duże obszary biedy.


Czy są jakieś rozwiązania tej patowej sytuacji, czy jest jeszcze realna szansa na rozwój polskiego rolnictwa?


Bez impulsu z zewnątrz nic w polskim rolnictwie się nie wydarzy, o czym jestem w 100% przekonany. O dziwo, zmiana może nastąpić prawie, że bez angażowania publicznych pieniędzy! Mało tego, każda wydana na ten cel złotówka wróci w szybkim czasie do budżetu w tysiącach.


Szansą dla naszego rolnictwa jest częściowe uniezależnienie się od lokalnych monopolistów skupujących płody rolne poprzez produkcję żywności niszowej, regionalnej, a więc bez bezpośredniej konkurencji z dużymi firmami, potentatami. Używając innego terminu - wejście rolników w segment slow food. Co ważniejsze, rolnik produkujący tego typu produkty nie musi zrywać współpracy z dotychczasowymi odbiorcami, a jedynie część produkcji rolnej w swoim gospodarstwie przeznaczyć na dodatkową działalność, analogicznie, jak w Szwajcarii. Ma to niebagatelne znaczenie w małych i średnich gospodarstwach, w których rolnicy dysponują wystarczającą ilością czasu. Wymagania unijne dla produktów regionalnych są łagodniejsze, a dodatkowo nie trzeba liczyć się z unijnymi limitami produkcji, np. mleka. Ten aspekt limitów produkcji także różni polskie rolnictwo od szwajcarskiego.


Osiągnięcie powyższych celów jest możliwe, ale należy zapoznać rolników z dawno zapomnianymi technologiami, a także z nowoczesnymi technologiami dla mikro firm. Województwo warmińsko-mazurskie może w tej sprawie liczyć na wsparcie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a w szczególności wydziałów technologii żywności, mleczarstwa oraz rybołówstwa śródlądowego, ale także innych wydziałów. Proponuję powołanie na naszym uniwersytecie międzywydziałowego instytutu mikro przedsiębiorczości regionalnej, który na bazie doświadczeń różnych działów opracowałby efektywne poradniki dla rolników z naszego województwa, prowadziłby szkolenia stacjonarne dla rolników, jak i szkolenia w terenie. Z jednej strony kadra UW-M miałaby dodatkowe zajęcie, ale z drugiej strony każda wydana nań złotówka wróciłaby do budżetu w tysiącach. Bogata polska wieś jest źródłem bogactwa mieszkańców małych miast i miasteczek, co w tych ośrodkach rozwiązałoby problem strukturalnego, często oscylującego wokół 30% bezrobocia. Rozwiązując problem biedy na wsi rozwiążemy problem biedy w małych miastach i to bez angażowania jakiejkolwiek dodatkowej złotówki z budżetu na aktywację małych miast. Bieda na wsi jest praźródłem biedy w małych miastach.


Wiele się ostatnio pisze o rozroście biurokracji publicznej w Polsce – autor także poruszył ten temat (http://piastolsztyn.nowyekran.pl/post/5165,po-psl-jak-domowy-zlodziej-zabiera-wynosi-przyszle-emerytury-polakow-po-kawalku). Nie oznacza to, że każda biurokracja jest zła. Wystarczy zlikwidować część niepotrzebnej biurokracji, a część zwolnionych etatów przeznaczyć dla absolwentów UW-M w jednej, specyficznej dziedzinie. Młodsi tego nie wiedzą, ale za PRL-u istniała instytucja agronoma. Różne są oceny tej instytucji, ale po pewnej modyfikacji można by tę funkcję przywrócić. Oczywiście, w zmienionych warunkach byłby to doradca zajmujący się doradztwem w zakresie mikro przetwórstwa na wsi. Starsze osoby pamiętają, że ówczesny agronom chodził od gospodarstwa do gospodarstwa z różnymi poradnikami i wspólnie z zainteresowanymi rolnikami doradzał im. Tu funkcja mogłaby być podobna.


Pytanie tylko, czy koniecznie pomoc instytucjonalna, a jeśli już, czy jako jedyna? Otóż nie. W otoczeniu rolnictwa są firmy, które zajmują się wyposażeniem, a często także doradztwem dla zainteresowanych rolników. Będziemy na naszej stronie sukcesywnie wklejać linki do stron internetowych zainteresowanych firm z otoczenia rolnictwa. Umieszczanie linków do stron zainteresowanych firm jest bezpłatne. Wystarczy, że zainteresowana firma się z nami skontaktuje – dane kontaktowe w zakładce na stronie naszego województwa (lub bezpośrednio: pjn-olsztyn@wp.pl). Umieszczenie danej firmy na liście nie oznacza także, że ktokolwiek z takiej firmy jest członkiem, lub sympatykiem PJN. To jest sprawa absolutnie apolityczna.


Przekornie zacznę nie od szczegółów programu, ale od końca, czyli od możliwości zbytu. Bardziej zorganizowane formy zbytu przedstawiam w dalszej części programu, jednakże należałoby zacząć od czegoś mniejszego, w bliskiej okolicy. Jednym z takich źródeł zbytu są małe sklepy zlokalizowane na wsiach oraz w pobliskich miasteczkach. Idealnym miejscem są także targowiska zlokalizowane w tych miasteczkach. Zawsze można dojść do porozumienia z właścicielami/zarządcami tych targowisk, by jeden dzień w tygodniu dedykować tego typu żywności. Oczywiście, w regionie powinno być co najmniej kilku producentów z różnych branż, by miało to logiczny sens.


Szerzej opiszę dziedzinę mleczarstwa, jednakże wcześniej poruszę inne działy.


Nasze województwo spełnia wszelkie normy producenta ekologicznej żywności. Nie mylić z gospodarstwami ekologicznymi, bo to odrębna dziedzina. Chodzi o środowisko mało uprzemysłowione, w ogóle lub mało zdegradowane. Co z tego, skoro płody rolne trafiają do dużych firm produkcyjnych, gdzie poddaje się je przemysłowej obróbce z wykorzystaniem ulepszaczy, polepszaczy, spulchniaczy, konserwantów, barwników i aromatów identycznych z naturalnymi, a nawet lepszymi od naturalnych i kto wie, czego jeszcze? Aż się prosi, by w naszym regionie powstały małe, rodzinne firmy prowadzące działalność niszową. Może to być przetwórstwo owoców, warzyw, mięsa, ryb, ale także, np. chleb pieczony w oparciu o tradycyjne receptury. Przy mojej firmie jest sklepik, który zaopatruje się w takiej mini firmie, a chleb jest już sprzedany, nim trafi do sprzedaży. Jeśli klient raz spróbuje dobrego produktu, zawsze będzie go szukał.


Opiszę jedną dziedzinę, która może być wizytówką naszego województwa. Wiąże się to z dawno zapomnianą rośliną oleistą o nazwie "lnianka" lub "rydzyk" z rodziny roślin krzyżowych (należy doń np. kapusta oraz rzepak), zarówno forma jara, jak i ozima. Jest to jeden ze smaków mego dzieciństwa, w porównaniu, z którym oleje rzepakowe są wręcz obrzydliwe. Nawet oliwa z oliwek nie może się z tym olejem równać smakowo, jak i pod względem walorów zdrowotnych. Różne strony internetowe eko-agro wychwalają rewelacyjne właściwości lecznicze tego oleju, a mini buteleczka oleju osiąga bardzo wysokie ceny (http://www.olvita.pl/produkty/6-oleje/15-olej-z-lnianki-tloczony-na-zimno-nieoczyszczony) i do tego często jest nieosiągalna z powodu wyczerpania zapasów. Ta roślina ma jeszcze inną ważną cechę, ponieważ udaje się na bardzo słabych, piaszczystych glebach, które w naszym województwie dominują, a do tego obywa się prawie bez nawożenia, a więc lnianka (rydzyk) sama z siebie jest rośliną ekologiczną. Jej plony są niższe, niż rzepaku, co rekompensuje znacznie wyższa zawartość oleju w nasionach, a także zaledwie ułamkowe koszty produkcji i niezawodność w plonowaniu. Upowszechnienie uprawy tej rośliny, a następnie zadbanie, by produkowany z niej olej był zarejestrowanym w UE produktem regionalnym, sprawi, że będzie to wizytówka naszego województwa. Olej z lnianki, to potencjalnie duży rynek zbytu. Może się tak zdarzyć, że po jakimś czasie popyt będzie wyższy od naszej możliwości podaży. Wbrew pozorom, już same wykreowanie oleju z lnianki, jako produktu regionalnego zarejestrowanego w UE, da naszemu rolnictwu duże źródło zbytu, a więc i dodatkowych pieniędzy.


Lnianka zwróciła moją uwagę jeszcze z jednego powodu. Olej z tej rośliny, nawet bez dalszej obróbki, zamarza dopiero przy temperaturze -150C. Nadaje się więc doskonale, jako eko-paliwo, które dla ciągników marki Ursus, czy Zetor nie musi być nawet przerabiane na biopaliwo. Rolnik nie musi więc płacić po 5 zł/litr oleju napędowego. Pomysł biopaliw w połowie lat 90-tych przesłałem do centrali ROP, gdzie wzbudził duże zainteresowanie. Potem były "szafy" Lesiaka, rozpad ROP, a kilku działaczy tej partii przeszło do Samoobrony wraz z tym pomysłem. W 2005r. ten pomysł wraz z dwoma innymi przekazałem dwa i pół tygodnia przed wyborami parlamentarnymi dla PiS-u, co przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę (punkt programu PO o prywatyzacji lasów państwowych oraz zakazanie przez rząd SLD dożywiania dzieci w szkołach z gminnych budżetów, plus wspomniane już biopaliwa). Za rządów PiS przegłosowano ustawę o biopaliwach, ale przepisów wykonawczych nie ma po dziś dzień. Zdawałoby się, że PSL, partia reprezentująca rolników wyda stosowne przepisy. Nic takiego nie nastąpiło.


Mleczarstwo – produkcja nabiału. Kiedyś na targach rolno-spożywczych miałem zaszczyt porozmawiać z przedstawicielami firmy, która dostarcza środki i narzędzia dla małych firm i gospodarstw rolnych, które przetwarzają mleko na produkty mleczarskie (link:http://www.agrovis.eu/). Co równie ważne, firma udziela porad, co trzeba zrobić, aby wyprodukowane wyroby wprowadzić do sprzedaży. W skrócie, są to wymogi sanitarne, wymagane dokumenty oraz instytucje, do których należy je złożyć. Firma pomaga także w procesie wypełniania tych dokumentów. Do tego firma organizuje szkolenia dla zainteresowanych osób.Czekamy na zgłoszenia zainteresowanych firm z różnych branż (pisać na: pjn-olsztyn@wp.pl).


Każda produkcja rynkowa ma sens, jeśli istnieje możliwość zbytu produktów. Można sobie to wyobrazić, np. poprzez postawienie jakiegoś serwera obsługującego ten handel. Wiązałoby się to z początkowym, niewielkim wydatkiem budżetowym. Problem można rozwiązać inaczej, czyli bez złotówki z budżetu i taki serwer mogłaby postawić giełda rolno-spożywcza w Broniszach. Alternatywne rozwiązanie, to układ z portalem Allegro z odrębną zakładką dla tej dziedziny. Zaletą tego ostatniego jest możliwość dotarcia nie tylko do odbiorców instytucjonalnych (hurtownie oraz detaliści), ale także do klientów indywidualnych, bezpośrednich konsumentów. Ważne - Allegro nie wymaga ani złotówki na promocję! Można byłoby wybrać te dwa rozwiązania, jako równoległe, ponieważ zdrowa konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła.


Do tego należałoby dodać jeszcze efektywną logistykę. Niektóre produkty mogą być przewożone bez konieczności stosowania specjalnych warunków. Niektórych produktów nie da się przewieźć bez specjalistycznego transportu. Do transportu dużych ilości potrzebne są specjalne samochody, ale drobniejsze ilości mogą być transportowane w specjalistycznych skrzyniach, kontenerkach z regulacją temperatury i innych parametrów. Takie warunki bez problemu są w stanie spełnić firmy kurierskie. Docelowo przewiduję powstanie sieci wyspecjalizowanych hurtowni w pobliżu ośrodków miejskich. Rolnicy dostarczaliby swe produkty do tych hurtowni, a te pomiędzy sobą dokonywałyby transferów, aby uzupełnić i urozmaicić swą ofertę o produkty spoza swego terenu. Handel hurtownik – detalista odbywałby się na tradycyjnych zasadach, jak w każdej innej hurtowni. Przyznaję jednakże, że handel internetowy jest bardziej przyszłościowy.


Myślę, że wzbogaceni rolnicy, na koniec, powrócą do przedwojennej idei spółdzielczości, jaka była w Wielkopolsce i na Śląsku, jaka występuje w przywołanej w przykładzie Szwajcarii. To będzie dalszy etap rozwoju polskiego rolnictwa, który pozwoli na odebranie rynku dla dotychczasowych, lokalnych monopolistów, a przy okazji pozwoli na wzbogacenie oferty tradycyjnych produktów o produkty nowoczesne.


Problem faktycznie anty rolniczej partii PSL, która nawet w ramach polskiej prezydencji nie wprowadza do programu tej prezydencji tematu dyskryminacji polskiego rolnika.


PSL, wbrew oficjalnie głoszonym deklaracjom, nie zajmuje się sprawami najistotniejszymi dla polskiej wsi. Taką sprawą są dopłaty bezpośrednie, których wysokość w UE ma charakter rasowy. PSL w traktacie akcesyjnym z 2004r. zgodziła się na antypolskie, dyskryminacyjne zapisy. Te antypolskie zapisy, to ww.:


- przyznanie polskiemu rolnikowi w traktacie 50% dopłat (po okresie przejściowym);


- abstrakcyjnie niskie limity produkcji, np. cukru i mleka;


- tzw. plon referencyjny, który dla Polski został określony dla roku, w którym panowała katastrofalna susza, a plony w wielu rejonach Polski były niższe od 30 do 100% ich normalnego poziomu.


W rezultacie polski rolnik otrzymuje nieco ponad 1/3 dopłat, które otrzymuje rolnik niemiecki. Wskutek tego konkurencja na jednolitym rynku jest zaburzona, na warunkach dyskryminujących dla polskiego rolnika. PSL chwali się całym szeregiem działań dla wsi, ale pomija najważniejsze, czyli pieniądze. Polska prezydencja w UE jest unikalną okazją, by naprawić zaniechania z przeszłości. PSL jest w stanie zmusić koalicjanta, by ten punkt dopisać do programu polskiej prezydencji, jednakże tego nie robi. Oznacza to dokładnie tyle, że PSL woli zachować stołki (koryta) do końca kadencji, nawet za cenę zdrady interesów polskiej wsi. Cała reszta działań PSL, to zwykłe administrowanie, czyli coś, co w epoce feudalnej było określane mianem ekonoma (nie mylić z dzisiejszym ekonomistą).


W cywilizowanych krajach zachodnich, czy też w USA, jeśli lokalna firma przetwórcza zbojkotuje lokalnych rolników i surowiec do produkcji sprowadzi, np. z Chin, to media krajowe robią natychmiast taką wrzawę, iż nieuczciwa firma musi szukać rynków zbytu poza granicami kraju. PSL na początku kadencji obecnego Sejmu wspominał o zamieszczaniu na etykietach cen płaconych rolnikom, jak i kraju pochodzenia surowców, z których dany wyrób został wyprodukowany. Po jakimś czasie PSL nabrało przysłowiowej "wody" w usta i temat zanikł zupełnie. Cóż, czego to PSL nie zrobi dla utrzymania stołków ("koryt")? Wyraźne oznaczenie kraju pochodzenia mogłoby/musiałoby mieć zastosowanie w różnych innych dziedzinach. Jestem pewien, że większość konsumentów wybierając na tej samej półce produkty polskie i chińskie, o podobnej cenie i parametrach, wybrałoby z pewnością polskie. PSL nie interesuje polski rolnik!


Problem KRUS.


Na problem KRUS, na początek, należy spojrzeć ze strony historycznej i przypomnieć, że po wojnie, co najmniej 70% obywateli żyło i mieszkało na wsi. Teraz te osoby są na emeryturach z KRUS. Wskutek tego liczba gospodarstw nie różni się znacząco od liczby emerytów w systemie KRUS. Oczywiście, po jakimś czasie ta relacja ulegnie poprawie.


Problem KRUS ma także wymiar ekonomiczny. Gdyby polski rolnik otrzymywał trzy razy wyższe płatności obszarowe (patrz wyżej), to miałby z czego zapłacić wyższe składki KRUS. Mało tego, po zapłaceniu tych składek i tak miałby więcej pieniędzy, niż obecnie. Przy porównywaniu składek ZUS i KRUS nie należy brać tej pierwszej w kwocie brutto, bo osoby płacące ZUS część składki odejmują wprost od zapłaconego podatku, a część jest kosztem uzyskania przychodów, czyli należy ją pomniejszyć o skalę podatkową (18% lub 32%). W rezultacie składka przedsiębiorcy do ZUS netto wynosi w przybliżeniu ok. 560 zł (przy stawce PIT 18%). Duże gospodarstwa z dużymi obrotami już płacą wyższe składki i które są tylko nieco niższe od składek ZUS w kwocie netto.


Apel do przedsiębiorców. Nie starajcie się przerzucać swej biedy na inne grupy zawodowe. Rocznie w Polsce bankrutuje średnio po ok. 7 tys. małych, polskich sklepów. Doliczając do tego firmy usługowe i produkcyjne, otrzymamy skalę biedy polskiego biznesu. Wasza rola jest niedoceniana, bo to przecież WY zatrudniacie dziesiątki razy więcej pracowników, niż np. hipermarkety, to WY płacicie wielokrotnie więcej podatków itp. do budżetu centralnego, jak i lokalnych, niż hipermarkety! Dobrym dla WAS rozwiązaniem byłoby zrównanie w prawach z pracownikami! Pracownik, jeśli nie ma zarobków, nie nalicza się mu ZUS-ów itp. klinów podatkowych. Dlaczego więc musicie płacić, gdy macie stratę? Podejrzewam, że składkę zdrowotną chcielibyście kontynuować, ale cała reszta, gdy nie zarabiacie? To jest dobre rozwiązanie, które nikogo nie krzywdzi. Co z tego, że np. rolnicy zapłacą ZUS, a wy nadal będziecie płacić prawie 900 zł, gdy będziecie osiągać stratę! Jeśli macie stratę, niczego od podatków nie odliczycie i to jest WAS główny problem.


Druga sprawa, coraz więcej przedsiębiorców płaci odpowiednik ZUS na Litwie, w Anglii itd., by w ten sposób ratować się przed bieda, lub bankructwem. Wkrótce prawie wszyscy drobni przedsiębiorcy tak uczynią, a państwo dalej będzie, ale już tylko na papierze obdzierać przedsiębiorców ze skóry. Kiedy w tym kraju będzie normalność i Polak, by żyć, nie będzie musiał tak, jak w trakcie zaborów i okupacji obchodzić prawa okupanta? To pytanie w imieniu przedsiębiorców kieruję do pp. Premiera Tuska, jak i do Wicepremiera Pawlaka.


Aspekt ekonomiczny KRUS niesie jeszcze jedną, niemiłą niespodziankę dla zwolenników wyrównania składek KRUS ze składkami ZUS. Wyższe składki na poziomie ZUS oznaczają także wyższe emerytury na poziomie ZUS/FUS. Skoro budżet dopłaca do jednego emeryta z KRUS zaledwie 50% tego, ile wynosi dopłata do jednego emeryta z ZUS/FUS, to należy przyjąć, że dopłata do KRUS, ok. 16,5 mld. zł, także uległaby, co najmniej, podwojeniu, a więc budżet poniósłby dodatkową stratę. Dzieje się tak, ponieważ rolnicy otrzymują głodowe emerytury (http://finanse.wp.pl/gid,12933805,galeria.html?T%5Bpage%5D=2). Przeciętna rolnicza emerytura brutto (zawiera PIT oraz składkę zdrowotną) wyniosła 874,17 zł, czyli "do ręki", statystycznie, nieco ponad 700 zł. Dla porównania, przeciętna emerytura z ZUS/FUS w Polsce wyniosła 1719,14 zł.


Teraz pokażmy kilka przykładów przeciętnych emerytur brutto w kilku zawodach:


- drobny przedsiębiorca – 1299,33 zł;


- kolejarz – 1528,47 zł;


- nauczyciel – 1761,49 zł;


- górnik – 3365 zł


- policjant – 2800 zł;


- straż pożarna – 2746 zł;


- straż graniczna – 3571 zł;


- żołnierz – 2900 zł.


Powyższe zestawienie jest dowodem, że w stosunku do przyszłej emerytury rolnik nie płaci proporcjonalnie mniej, niż w innych rodzajach działalności. Nominalnie mniej płaci i ma w związku z tym niższą, wręcz głodową emeryturę. Nie zapominajmy też, o czym wspomniałem wyżej, że przedsiębiorca od składki brutto może odjąć od podatku niemałą jej część, a więc efektywna składka netto jest dużo niższa od nominalnej składki brutto. Dla uczciwości należałoby spytać się rolników, czy chcą wyższych emerytur, a jeśli tak, to czy zgadzają się na konsekwencje, czyli na płacenie wyższych składek? Jedyną kwestią do uregulowania jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie braku składki zdrowotnej w składce KRUS. W przypadku zrównania polskiego rolnika w płatnościach obszarowych UE z rolnikiem niemieckim nie będzie to problemem.


Wprowadzenie składek ZUS w rolnictwie mogłoby wręcz doprowadzić do bankructwa 80% gospodarstw. Budżet musiałby w związku z tym wyasygnować dodatkowe, gigantyczne kwoty na opiekę społeczną. Nikt przy zmysłach, w sytuacji rosnącego bezrobocia, nie powie, ze ci ludzie znajdą zatrudnienie. Ta sprawa plus normalna wysokość emerytur dla rolników spowodowałaby gigantyczny przyrost dziury w polskim budżecie. Na te dwie sprawy szczególnie silny nacisk kładzie Pan Poseł Poncyliusz. Inna sprawa, że doprowadziłoby to do powstania olbrzymich latyfundiów, recydywę epoki feudalnej, a do tego przemysłową produkcję żywności na olbrzymią skalę.


W przemysłowej produkcji, np. w szklarniach, warzywa nie rosną w ziemi, lecz pływają, np. na odpadach bawełny w wodzie, w której rozpuszczone są sztuczne nawozy oraz różne "popędzacze", środki ochrony roślin itd. Żółwie karmione, dla przykładu, taką sałatą szybko zdychają. Człowiek jest bardziej odporny i żyje dłużej, ale po pewnym czasie wiele osób ma nowotwory, problemy z układem krążenia i wiele innych schorzeń.


W produkcji mięsa nie ma absolutnie żadnej szansy, by olbrzymią ilość zwierząt trzymać na minimalnej przestrzeni, gdzie nie byłoby żadnych chorób. W związku z tym, do pasz dodaje się zapobiegawczo olbrzymie ilości antybiotyków, sterydów oraz innych leków, a do tego systematycznie przeprowadza się szczepienia ochronne. Taka produkcja jest kosztowna, której nie równoważą efekty skali, więc zwierzęta otrzymują hormon wzrostu, czy w przypadku kur, które otrzymują inny hormon powodujący większą nośność (jaj). Taka żywność jest bardzo niezdrowa, o gorszych walorach smakowych, która systematycznie rujnuje zdrowie konsumentów. W końcowym rezultacie taki konsument musi wydawać duże kwoty na zakup lekarstw, a do tego na starość jest kaleką. Nic dziwnego, że polska żywność robi furorę na Zachodzie, ponieważ jest ona wytwarzana w małych gospodarstwach, a nie w wielkich latyfundiach, w warunkach przemysłowych.


Reasumując. W przypadku wysokich cen żywności na świecie i w związku z perspektywą ich dalszego, gwałtownego wzrostu, polskie rolnictwo może być ważnym segmentem polskiej gospodarki. Żywność staje się produktem o znaczeniu strategicznym, nawet ważniejszym, niż ropa i gaz. Strategiczna rola polskiego rolnictwa nie będzie możliwa do osiągnięcia tak długo, jak długo będą rządzić anty rolnicze partie typu PSL oraz PO. Gorzka to prawda, ale w interesie nas Polaków jest jak najszybsze odesłanie tych partii na śmietnik historii.


Piotr Solis

czwartek, 18 sierpnia 2016

Ks. Jacek Międlar


źródło

ks. Jacek Międlar: Kiedyś kolaborantom golono głowy

Tomasz Krzyżak
Od kwietnia ma ksiądz całkowity zakaz aktywności medialnej, ale złamał go ksiądz kilka dni temu uaktywniając się m.in. na Twitterze. We wtorek przełożeni raz jeszcze przywołali księdza do porządku, a mimo to rozmawia ksiądz ze mną. Nie boi się ksiądz konsekwencji?
Napisałem dziś (środa – red.) list do wizytatora Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy, do którego należę, z odwołaniem się od tego zakazu. Zwróciłem uwagę, że dwukrotnie zabrał głos w mojej sprawie. I dwa razy były to głosy negatywne, zarówno w kwietniu, jak i teraz. Liczę na jego roztropność, że się z tego wycofa. A te naciski, zwłaszcza pochodzące ze strony ,,Gazety Wyborczej" i innych demoliberalnych mediów nie będą mu straszne i będzie potrafił się im przeciwstawić. Bo tak naprawdę związano mi ręce i zakneblowano usta. Nie mogę się bronić przed paszkwilami.
Ale na początku podporządkował się ksiądz decyzji przełożonych. Zlikwidował konto na Twitterze, zniknął ksiądz z mediów. Co się stało, że zdecydował się ksiądz złamać zakazy?
Postanowiłem głośno opowiedzieć o sprawie mojej przyjaciółki Justyny Helcyk, koordynator Brygady Dolnośląskiej Obozu Radykalno-Narodowego. Została ona oskarżona o to, że podczas manifestacji we Wrocławiu we wrześniu 2015 roku głosiła powszechnie znane fakty na temat prześladowania chrześcijan, na temat islamizacji Europy i Polski, na temat niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z tym najazdem z Bliskiego Wschodu i Afryki. Grożą jej dwa lata więzienia. A ponieważ ona zawsze stawała w mojej obronie, broniła mojego kapłaństwa, broniła mojego dobrego imienia i mojego duszpasterstwa, to poczuwam się do odpowiedzialności, aby w jej obronie stawać i żeby zabierać w jej sprawie głos.
Po kazaniu, które wygłosił ksiądz w kwietniu w katedrze w Białymstoku, ksiądz również ma problemy z prokuraturą.
To prawda. Wpłynęły tam jakieś zawiadomienia i prokuratura rozpoczęła postępowanie w sprawie publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic wyznaniowych i publicznego znieważania ludności z powodu przynależności wyznaniowej. Jedno z doniesień złożyła posłanka Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. Jeżeli moi przełożeni nie mają zamiaru stanąć w mojej obronie, to proszę wybaczyć, mam prawo stawać w obronie swojego dobrego imienia.
W obronie dobrego imienia napisał ksiądz o posłance Scheuring-Wielgus: „Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?”.
Po pierwsze społeczeństwo musi się dowiedzieć, kim jest pani Joanna Scheuring-Wielgus. Składała przysięgę poselską, gdy dostała się do Sejmu. Obiecywała, że będzie służyła narodowi, ojczyźnie. Ja w obronie ojczyzny i narodu stawałem głosząc kazanie w Białymstoku. Jeżeli ona twierdzi, że stawanie w obronie ojczyzny i Kościoła jest propagowaniem ideologii faszystowskiej, mową nienawiści, to ona tej Roty nie wypełnia. Moim obowiązkiem jest stawanie w obronie tych, do których zostałem posłany, w obronie moich wiernych przed takimi zachowaniami jakie reprezentuje pani Wielgus. A, że nazwałem ją w takich ostrych słowach? Jezus również nie przebierał w słowach. Żydów nazywał plemieniem żmijowym, faryzeuszy obłudnikami, Heroda nazywał lisem, do Piotra mówił: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Nieraz potrzeba użyć ostrych słów, żeby przestrzec innych przed tego typu postępowaniem, które nie licuje z postawą ewangeliczną, z postawą nawet przyzwoitego człowieka. W tych określeniach, które ja użyłem nie ma miejsca na półprawdę, nie ma miejsca na kłamstwo. Jeżeli doniosła na mnie do prokuratury, a wcześniej donosiła wraz z kolegami, koleżankami z Nowoczesnej i z Grzegorzem Schetyną do Brukseli na Polskę, dlatego, że niby Polacy, rząd i prezydent nie respektują konstytucji, to taką osobę nazywa się konfidentem, konfidentką.
Nie uważa ksiądz, że to jest jednak za mocne... Ksiądz nie jest Jezusem...
Ale jestem zobowiązany, żeby go naśladować.
Zarzuca się księdzu, że ksiądz nawołuje do aktów przemocy. To mało ewangeliczne i z naśladowaniem Jezusa ma niewiele wspólnego.
Doszliśmy do tych czasów, o których mówił George Orwell, że głoszenie prawdy, bez światłocieni będzie traktowane jak mowa nienawiści. W tym co powiedziałem, nie ma żadnego kłamstwa. A jeżeli mamy naśladować Jezusa, to całego Jezusa, nie tylko fragmentarycznie czyli Jezusa miłującego, trzymającego dzieci na rękach i błogosławiącego, ale również i takiego, który potrafi zganić za nie licujące z dobrą nowiną postępowanie. W przypadku Joanny Scheuring-Wielgus powiedziałem, że jest zwolenniczką zabijania... Myślę, że to trzeba wyjaśnić. W kwietniu tego roku posłanka była jedną z tych, które pisały do prezydentowej Agaty Kornhauser-Dudy, aby ta zabrała głos w sprawie ewentualnego zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Pani Joanna Scheuring-Wielgus z panią Katarzyną Lubnauer protestowały przeciwko zaostrzeniu przepisów, czyli były zwolenniczkami zabijania, aborcji. Co miałem o niej powiedzieć, zwolenniczka redukcji embrionalnej? Albo zwolenniczka redukcji płodu? Aborcja to jest aborcja, zabijanie to jest zabijanie. Aborcja jest zabijaniem. Mówiłem, że jest zwolenniczką islamizacji. Dwa miesiące temu prawiła, że 6 proc. islamistów w Polsce nie robi dla niej żadnego problemu. Nie widzi w tym wielkiego niebezpieczeństwa. Natomiast widzi wielkie niebezpieczeństwo w polskich nacjonalistach z Obozu Narodowo-Radykalnego. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Kiedyś, w czasach okupacji, osobom, które szkodziły państwu, które kolaborowały z Niemcami, golono brzytwą głowy.
Ksiądz chciałby, żeby takie czasy wróciły?
Absolutnie, przecież ja nawet tego nie zasugerowałem. Zasugerowałem, że pani Joannie Scheuring-Wielgus chciałbym zaaplikować prawdę i modlitwę, a jest ona o wiele bardziej skuteczna aniżeli jakakolwiek brzytwa. Nie mam zamiaru wracać do tego co było w czasie wojny. Ja nigdy nie głosiłem jakiejkolwiek nienawiści i nie mam zamiaru jej głosić. A jeżeli o jakiejkolwiek nienawiści mówiłem, to nienawiści wobec grzechu i ideologii nie licującej z Ewangelią.
W Białymstoku prokuratura prowadzi postępowanie. Posłanka Scheuring-Wielgus zapowiada, że ponownie doniesie na księdza do prokuratury.
Jej prawo. Niech składa. Postępowanie w Białymstoku z tego co wiem przedłużono do połowy września. Wiem, że obok mnie, jest zamiar pociągnięcia do odpowiedzialności także trzech innych działaczy ONR. Zarzuca się im, że podobno jakieś rzekomo nienawistne okrzyki były rzucane podczas przemarszu 16 kwietnia w Białymstoku. Że podobno obecne były jakieś transparenty, które sprzeciwiały się grupom wyznaniowym i osobom o innym kolorze skóry. Chodzi o to,  by wyeliminować te jednostki, które nie wpisują się w poprawną politycznie narrację.
Liczy się ksiądz z tym, że może zostać skazany?
Na karę więzienia na pewno nie, pewnie dostanę wyrok w zawieszeniu. Liczę się z tym, że tak może być. Podobno w Białymstoku jest ogromna determinacja, by mnie skazać. Może o tym świadczyć prokurator, którego wyznaczono do tej sprawy. Prokurator Bartosz Horba, dwa lata temu zajmował się sprawą skazania narodowców, którzy też organizowali jeden z marszy.
Justyna Helcyk, o której ksiądz wspomniał na początku naszej rozmowy ma już zarzuty...
I jej sprawy też nie prowadził przypadkowy prokurator. Sprawę prowadziła pani Justyna Pilarczyk, prokurator Prokuratury Rejonowej z Wrocławia. Po przekazaniu aktu oskarżenia Justyny dostała awans do Prokuratury Okręgowej, a zajmowała się dwiema innymi skandalicznymi sprawami, które umarzała. W 2014 roku umorzyła sprawę mężczyzny, który najpierw wyzywał, a potem obsikał członków Krucjaty Różańcowej, którzy na wrocławskim rynku modlili się przepraszając Boga za grzechy homoseksualizmu. Rok później umorzyła postępowanie w sprawie spektaklu Golgota Piknik. W przypadku Justyny w akcie oskarżenia nie przytaczane są żadne jej słowa. Pani prokurator napisała jedynie, że swoją retoryką, formą i dobieraniem faktów wywoływała uczucia wrogości i niechęci do muzułmanów.
Księdza przypadek porównywany jest czasem do spraw ks. Lemańskiego i ks. Bonieckiego, którzy dostali od swoich przełożonych zakazy występów medialnych. Niektórzy twierdzą, że hierarchia kościelna ich zniszczyła.
(śmiech) Jest to absurdalne porównanie. Z księdzem Lemańskim i Bonieckim łączy nas jedynie człowieczeństwo, być może polska narodowość i sakrament kapłaństwa. Dlaczego? Ja w swoich wypowiedziach i działalności duszpasterskiej nigdy nie sprzeniewierzyłem się świętej Ewangelii. Nigdy nie głosiłem niczego co byłoby niezgodne z oficjalną nauką Kościoła rzymsko-katolickiego. Tak na pewno nie było w przypadku księdza Lemańskiego, który proklamował m.in. wprowadzenie zabiegów in vitro, które nijak się mają, nawet już nie tyle do Ewangelii, co do zwykłego prawa naturalnego.
W tej walce o prawdę jak ksiądz mówi jest ksiądz nieco samotny. Odcinają się od księdza przełożeni, kuria w Białymstoku przeprasza za kazanie, arcybiskup Stanisław Gądecki pisze w oświadczeniu, że wyraża „zdecydowaną dezaprobatę dla wykorzystania świątyni do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej”.
Arcybiskup Gądecki wystosował to oświadczenie zanim usłyszał moje kazanie. Zanim to kazanie zostało opublikowane nuncjusz apostolski w Polsce wydzwaniał do mojego prowincjała, pisał listy twierdząc, że nie licuje ono z Ewangelią. Arcybiskup Gądecki już od listopada 2015 roku w listach pasterskich, i w kilku wypowiedziach porównywał polski nacjonalizm z pogańskim narodowym socjalizmem niemieckim. Świadczy to tylko o tym, że arcybiskup Gądecki nie rozumie czym jest polski nacjonalizm, i że jest on koherentny z ideą Kościoła rzymsko-katolickiego. A szkoda.
Zdaje się, że atakując przewodniczącego episkopatu podpisał ksiądz na siebie wyrok. Potrzebna księdzu walka ze wszystkimi?
Nie wiem, czy ze wszystkimi to jest dobre określenie. Cały czas liczę na roztropność i na refleksję nad tym co ja mówię. Jeżeli ktoś, choć na chwilę będzie chciał się wczytać w to, co ja piszę, w to co głoszę, zauważy, że nigdy nie wygłosiłem czegoś co jest sprzeczne z fundamentem naszej wiary katolickiej, czyli Ewangelią. Czy są podstawy formalne do tego, żeby mnie uciszać?  Formalnych nie ma, natomiast są jakieś podstawy subiektywne idące z narracją ,,Gazety Wyborczej".
Ksiądz liczy na roztropność, ale przełożeni mówią o konsekwencjach i karach.
Wierzę, że za mną jest Ewangelia i Jezus Chrystus. I to jest chyba dla mnie najistotniejsze. Jeżeli mam za sobą zbawiciela świata, mam jego błogosławieństwo, i głoszę to co on głosił, w żadnym punkcie się nie rozmijam ze świętą Ewangelią, z tym co głoszę, to wydaje mi się, że wszystko jest na swoim miejscu. Oczywiście, ja mogę wejść w tą liberalną, politycznie poprawną narrację Kościoła, tylko czy ja wtedy tak naprawdę będę księdzem? A nawet gdyby mi zabrano sutannę, brewiarz, pieniądze, stary samochód, koloratkę, to lepiej głosić prawdę w cywilnym ubraniu niż półprawdy w sutannie.
O zrzuceniu sutanny ksiądz nie myśli?
Nie. Czekam na rozsądną propozycję moich przełożonych. Zaproponowano mi wprawdzie wyjazd do Stanów Zjednoczonych na studia. Ale miałbym problem z powrotem do Polski, bo gdybym został inkorporowany do prowincji amerykańskiej, to po pięciu latach polski prowincjał mógłby mnie nie przyjąć. Nie wyobrażam sobie tego, żebym nie pracował w mojej ojczyźnie. Nie zgodziłem się.
I co? Dalej będzie ksiądz mieszkał w klasztorze?
Nie jestem w klasztorze. To plotka. Zasugerowałem księdzu prowincjałowi, że jestem gotowy w każdej chwili wrócić do domu zgromadzenia, jeżeli zdejmie ze mnie choć część zakazu, zwłaszcza związanych ze spotkaniami duszpasterskimi, z pielgrzymkami, z kazaniami, ze zwykłą duszpasterską działalnością oraz w przyszłości ściągnie ze mnie zakazy związane z wypowiedziami medialnymi. Jeżeli nie jest w stanie zrobić tego, to chciałbym, żeby podał mi chociaż jakąś konkretną datę, kiedy mógłby to uczynić, ponieważ mam 27 lat i nie wyobrażam sobie, że przez następne 40 lat będę trwał i egzystował w jakiejś pasywności czy bierności jako młody kapłan emeryt.
Nie myślał ksiądz o tym, by opuścić zgromadzenie i przejść gdzieś do diecezji, ewentualnie do jakiegoś innego zakonu?
Myślałem o tym, żeby pójść do diecezji, tylko że nie wiem, który biskup byłby skłonny do tego, żeby mnie przyjąć. Jeżeli jest taki, i czyta ten wywiad, to będzie mi bardzo miło jeżeli przekaże mi taką informację. Ale z tego co wiem, to 2 maja na spotkaniu biskupów diecezjalnych na Jasnej Górze był poruszany mój temat i jeden z biskupów, który mnie delikatnie mówiąc nie lubi, przekonał innych, że przyjęcie mnie do diecezji będzie kardynalnym błędem.

sobota, 13 sierpnia 2016

PL w EU. Bilans 2016

Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE.



„…składka, która od wejścia Polski do UE do końca 2015 r. wyniosła około 160 mld zł, nie jest jedynym kosztem, jaki ponosi nasz kraj w związku z członkostwem. Do tego dochodzą koszty związane z nakładanymi przez Brukselę coraz to bardziej bzdurnymi regulacjami, a także koszty dotyczące pozyskiwania unijnych dotacji: niepotrzebne wydatki na gigantyczną liczbę biurokratów (w urzędach zajmujących się rozdzielaniem unijnej „pomocy”, w urzędach, najczęściej samorządowych, które biorą dotacje, oraz u beneficjentów prywatnych), którzy zarabiają znacznie więcej niż średnia w gospodarce, prefinansowanie i współfinansowanie funduszy przez budżet oraz beneficjentów, koszty przygotowania wniosków o dotacje (także tych odrzuconych), obligatoryjne kredyty związane z inwestycjami współfinansowanymi z unijnych dotacji. Do tego dochodzi również tworzenie korupcjogennego styku na linii państwo–sektor prywatny. Wymienione koszty mają znaczny wpływ na wzrost polskiego długu publicznego. To wszystko powoduje, że patrząc na stronę finansową, Polska traci na byciu członkiem Unii Europejskiej.
…Oczywiście to kłamstwo, że wszystko to „sfinansowano ze środków UE”. Jeśli już, to współfinansowano. Dodajmy do tego co najmniej trzy uwagi. Po pierwsze, nie „ze środków UE”, tylko z pieniędzy zabranych pod państwowym przymusem unijnym podatnikom. Proszę zauważyć, że Unia nie ma fabryk ani nie jest właścicielem firm usługowych, więc nie zarabia pieniędzy, a wszystko, co ma i rozdaje, musiała komuś najpierw zabrać. Po drugie, to tylko jedna strona medalu. W dużej mierze są to inwestycje na kredyt, czyli z pieniędzy, których samorządy czy firmy nie mają, a skoro nas na to nie stać, to nie powinniśmy inwestować ponad nasze możliwości. Lepiej zainwestować mniej, z oszczędności, ale z głową i sensownie, nie zadłużając przyszłych pokoleń. Tym bardziej że inwestycje, o których Pan mówi, nie przyniosą zysków w przyszłości, to są inwestycje konsumpcyjne…
…To, czy rozwijalibyśmy się szybciej poza Unią, to sprawa bardziej tego, kto rządziłby Polską, a nie faktu członkostwa lub jego braku w Unii. Gdyby Polska nie była w Unii, to trzeba by przyjąć jakąś inną strategię rozwoju. Optymalnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie modelu szwajcarskiego, o czym pisałem swego czasu w miesięczniku „Opcja na Prawo”. Będąca członkiem EFTA Szwajcaria, która ma z Brukselą podpisane osobne umowy, nie musi przyjmować unijnych regulacji – np. sama ustala wysokość akcyzy na paliwa i VAT może mieć na poziomie 2,5 proc. i 8 proc. zamiast minimalnych unijnych stawek 5 i 15 proc. Nie płaci składek członkowskich, nie utrzymuje unijnej biurokracji, nie musi starać się o żadne bezsensowne i szkodliwe dotacje. Ma własną mocną walutę (nikt jej nie zmusza, by przyjęła euro, na co zgodziła się Polska, przystępując do UE) i zdrowe finanse publiczne. Z drugiej strony szwajcarska gospodarka korzysta na wolnym handlu, swobodnym przepływie ludzi (układ z Schengen) i kapitałów z UE i może też podpisywać umowy wolnohandlowe z krajami trzecimi. Poza tym jeśli spojrzy się na twarde dane statystyczne, to człowiek przestaje być już takim optymistą odnośnie do wzrostu gospodarczego Polski „dzięki Unii”. Otóż jak napisałem w mojej książce, w latach 2004–2013 średnioroczny wzrost gospodarczy Polski wyniósł niecałe 4 proc., podczas gdy w dekadzie poprzedzającej wstąpienie naszego kraju do UE – sięgnął 4,6 proc. Co ciekawe, poza Unią także szybciej wzrastał polski eksport i import. W latach 1995–2004 wartość handlu zagranicznego po uwzględnieniu inflacji wzrosła o 130 proc., podczas gdy w latach 2004–2013 – o zaledwie 69 proc. Warto dodać, że wszystkie dotacje z UE w ciągu 10 lat wyniosły zaledwie niecałe 3 proc. PKB Polski.
Niestety dane statystyczne twardo wskazują, że kiedy Polska była poza Unią Europejską, płace w naszym kraju wzrastały aż dwa razy szybciej. Otóż zgodnie z danymi GUS­u, w latach 1995–2004 średnie wynagrodzenie brutto w Polsce po uwzględnieniu inflacji (realnie) zwiększyło się aż o 56 proc., podczas gdy w latach 2004–2014, kiedy Polska była już członkiem Unii, wzrosło zaledwie o 26 proc. Ale jeszcze gorzej, jeśli spojrzymy na siłę nabywczą niektórych produktów. W 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 1358 m3 gazu ziemnego wraz z przesyłem, a w 2014 r. już tylko 1022 m3, co oznacza spadek o 25 proc. (UE nie pomogła Polsce w walce z Rosją o niższe ceny tego surowca). W roku przystąpienia do UE za średnią płacę krajową Polak mógł kupić 558 l oleju napędowego, a w 2014 r. – tylko 499 l tego paliwa (UE wymusiła wzrost akcyzy). W 2004 r. za średnie wynagrodzenie netto można było nabyć 1200 bochenków chleba, 1200 l mleka, 112 kg żółtego sera lub 142 kg wołowiny, a w roku 2014 już tylko 680 bochenków, 850 l mleka, 82 kg żółtego sera lub 94 kg wołowiny. Jeśli chodzi o papierosy, to w 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 340 paczek, a w zeszłym – 209.
Nigdy nie będzie dobrze, jeśli o inwestycjach będzie decydował urzędnik, który się na nich nie zna i za nic nie odpowiada. Dlatego dotacje idą na obiekty, które potem trzeba utrzymywać (stadiony, filharmonie, opery, aquaparki, muzea), na fotoradary, na niepotrzebne szkolenia, które zniszczyły całkowicie rynek szkoleń, czy na lekcje gender w przedszkolach. Mimo wzrostu wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce w ciągu 10 lat członkostwa spadł udział przemysłu w wytwarzaniu polskiego PKB z około 22 proc. do zaledwie 18 proc. To unijne regulacje – bezpośrednio lub pośrednio – w znacznym stopniu są odpowiedzialne za likwidację polskiego górnictwa, hutnictwa, rybołówstwa, stoczni, cementowni czy cukrowni…
…przy większości dotacji istnieje konieczność brania kredytu, nawet jeśli beneficjent go nie potrzebuje. W efekcie brania unijnych dotacji łączne zadłużenie polskich samorządów na koniec 2014 r. przekroczyło 72,1 mld zł, co oznacza, że w ciągu 10 lat wzrosło aż o 290 proc.! Coraz więcej samorządów posiłkuje się nawet bardzo niekorzystnymi chwilówkami (może to dotyczyć nawet 300 gmin!), inne czeka wkrótce bankructwo. Na przykład zadłużenie gminy Ostrowice w województwie zachodniopomorskim jest trzy razy większe od jej rocznych dochodów! Kto spłaci te kredyty wraz z gigantycznymi odsetkami?
Unijne regulacje wraz z dotacjami to odmiana centralnego sterowania gospodarką. To ingerencja w rynek, która go zniekształca, narusza jego równowagę i powoduje nieuczciwą konkurencję. W efekcie podmioty działające na rynku są mniej wydajne, niż gdyby istniała wolność w tym zakresie. Ponadto z powodu regulacji wszystko jest znacznie droższe, niż byłoby bez tych regulacji. I nie chodzi tu tylko o akcyzę od paliw czy papierosów, która bardzo wywindowała ceny tych produktów. Czy ktoś pamięta, że jeszcze w 2004 r. paczka papierosów kosztowała średnio 4,6 zł, a litr benzyny bezołowiowej 3,2 zł? Cena metra mieszkania wzrosła o 65 proc. W wyniku prowadzenia absurdalnej wspólnej polityki rolnej znacznie wzrosły ceny mleka, cukru i innych produktów spożywczych. Bez uwzględniania inflacji od 2004 r. ceny chleba wzrosły o 200 proc., wołowiny aż o 164 proc., ziemniaków o 114 proc., a niektórych ryb o ponad 200 proc. Dotacje wymuszają państwowe planowanie i inwestycje jak za PRL­u. Ponadto zachęcają do różnego rodzaju patologii na styku polityki i gospodarki. A to praca, a nie dotacje, buduje dobrobyt i myślę, że uprawnione jest twierdzenie, iż z powodu konieczności wchłaniania unijnych dotacji rozwijamy się wolniej, niż gdyby ich nie było!…” (Tomasz Cukiernik)
podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? i to: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). a także: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) i jeszcze: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie.
rys. Jerzy Wasiukiewicz
rys. Jerzy Wasiukiewicz

czwartek, 11 sierpnia 2016

O byłej PL

POLSKA. Co zrobiliśmy z tym krajem? No cholera co?

Pierwsza dzisiaj kawa..
Położyłam się wczoraj do łóżka o godz. 4PM i obudziłam się o 8AM. Trochę mnie PL zmęczyła. Możesz z moim mailem zrobić co zechcesz, jeśli uważasz, że sprowokuje do myślenia to oczywiście, że możesz użyć.
Jestem spokojniejsza w UK, czuję że na wszystko zawsze znajdzie się rozwiązanie, że państwo się mną opiekuje.
Szkoda, że PL tak bardzo nie-europejska. Szkoda ludzi.
Dobrego.
J.
* * *
Ostatni raz w PL byłam na pogrzebie Dziadka, miał 82 lata był niesamowitym człowiekiem.
Na pogrzebie prawie 300 osób, straż pożarna i syreny gdy jego trumna powoli chowała się w ziemi, wielu lokalnych polityków, cała rodzina, znajomi z całego świata.
Pamiętam jak byłam małą dziewczynką, pamiętam jak do kościoła chodziłam z dziadkiem pod rękę, byłam wtedy najdumniejszą dziewczynką na całym świecie.
Pamiętam spojrzenia ludzi, ogromny szacunek do Dziadka, pamiętam zazdrosne kobiety i szczęśliwą, dumną babcię która jak skała zawsze obok Dziadka, wspierała go we wszystkim co robił.
Pamiętam niedzielne wieczory i późne dyskusje z ludźmi, którzy do dziadka przychodzili po porady, po pomoc, żeby po prostu porozmawiać. Siedziałam obok Dziadka, trzymałam mocno jego rękę i byłam szczęśliwa, że On pozwalał żebym słuchała, że nie traktował jak dziecka, mimo tego że nic z tych rozmów wtedy nie rozumiałam.
Pamiętam zimowe strajki, za duże rękawiczki dziadka, zdenerwowaną Babcię (po co Ty to dziecko ze sobą bierzesz!) i ciepłą bułkę z pieczarkami. Ale najbardziej pamiętam twarze ludzi, oczy wbijające się w Dziadka, lojalność i jedność.
Dziadek kochał swoja rodzinę, miał 5 córek, w tym moja Mama. Razem z Babcią zbudowali cudowny dom, pełen ciepła i sprawiedliwości. Ale przede wszystkim kochał swój kraj i ludzi.
Zdążyłam się z Dziadkiem pożegnać, przyleciałam do niego kilka tygodni przed Jego śmiercią. Przed przylotem poprosiłam żeby przyszykował swoje medale, zdjęcia, mapy, pamiątki.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy przez cały dzień, Dziadek był słaby ale w jego oczach pozostał ten sam płomień, w którym zakochała się moja Babcia 60 lat temu, któremu ufali ludzie.
Po całym dniu rozmów i oglądania pamiątek z przeszłości, poprosiłam Dziadka żeby mi coś zostawił, zdjęcie, dziennik, stare siodło (dziadek kochał konie).  Oboje wiedzieliśmy, ze to nasze ostatnie spotkanie, ze już więcej się nie zobaczymy.
Do końca życia nie zapomnę Jego łez, spojrzenia pełnego nadziei i dumy.
Dziadek bał się, że wszystko po nim przepadnie, że nikt nie uszanuje jego starych skarbów, pamiątek po tym kim był i co zrobił. Rozpłakał się strasznie, przytulił mnie i powiedział, że widzi siebie we mnie, że jestem dobrym człowiekiem i może spokojnie odejść bo wie, że ja nie pozwolę żeby o nim zapomniano.
Po Jego śmierci, w Jego testamencie dostałam Jego mundury, odznaki, wszystko co dla niego było najcenniejsze..  
Był  cudownym człowiekiem. Bardzo za nim tęsknię. Bardzo Go kocham.
* * *
Do Polski przyleciałam w środę, przywitała mnie uśmiechnięta buzia Mamy na lotnisku, na samą wiadomość o moim przylocie poczuła się lepiej. Zrobiła mi niespodziankę i odebrała mnie z lotniska.
Droga zleciała nam szybko, wpierw przez rozkopane szare miasto, na drodze pełno idiotów wyprzedzających na 3ciego, 4tego, nie przestrzegających przepisów drogowych (bo przecież przepisy nie są dla naszego bezpieczeństwa, wymyślono je żeby nam utrudnić życie!).
Postanowiłam, że ten wyjazd poświęcę tylko Jej, że spędzimy razem trochę czasu rozmawiając przy kawie, herbacie, przy książce czy przy wiadomościach.
Dużo rozmawiałyśmy o sytuacji w kraju, o tym co dzieje się w polityce, o przyszłości.
Byłam przerażona informacjami, które do mnie docierały…
W czwartek pojechałam do swojej dawnej szkoły, umówiłam się z dyrektorem na kawę, wyłożyłam troszkę kasy na odnowienie hali sportowej.
Dyrektor szkoły pokazał mi wynik ankiety, która została przeprowadzona w tym roku, w klasach maturalnych.  78% ankietowanych odpowiedziało, że po maturze chce wyjechać z PL do Niemiec, do UK etc…  Dostałam gęsiej skórki…
Po czym szanowny Pan dyrektor podsumował, że wcale im się nie dziwi, że przecież w PL sami złodzieje i do niczego sprawiedliwie dojść nie można. It’s not about what you know, it’s about who you know… Strach..
W drodze do domu przy ulicy zauważyłam duży plakat „Praca dla opiekunek, kelnerek w Niemczech i UK – zmień swoje życie na lepsze”. Nie wierzyłam własnym oczom.
Tak się w ten plakat zagapiłam, że „w tyłek” samochodu wjechał mi jakiś facet i rozpierdzielił mi (tzn mojej Mamie ;) cały zderzak.
To była moja wina bo nagle zahamowałam i zwolniłam przy tym plakacie, chciałam wyjść z samochodu i przeprosić, nie zdążyłam powiedzieć ani słowa ponieważ zostałam zwyzywana od „głupiej baby, która powinna w domu siedzieć i obiad gotować a nie brać się za kierowanie samochodem :))) ” cytuje słowa miłego Pana..
Po godzinie, CAŁEJ GODZINIE przyjechała policja, wypisali mi mandat, dali punkty za nieostrożną jazdę i UWAGA dostałam 500zł kary za obrażenie Pana policjanta, ponieważ zwróciłam mu uwagę, że nie mówi się „proszę Panią” a „proszę Pani” i nie „czego” a „dlaczego”.
Delikatnie zaskoczona całą sytuacją z rozpierdzielonym samochodem Mamy i dwoma mandatami udałam się do Piotra i Pawła, miałam ochotę na na dobry gin.
Zrobiłam zakupy, podeszłam do kasy i próbuję zapłacić swoją kartą. (W UK od lat możesz nałożyć zdjęcia na swoje karty bankomatowe, na każdej karcie mam zdjęcie konia). Próbuję włożyć kartę do czytnika po czym jakże „miła” Pani Zośka na kasie zadaje mi pytanie „co mi tam Pani wciska za podrobiona kartę?!”, kobiecie nie dało się wytłumaczyć, ze karta nie jest podrobiona i personalizacja kart w UK to rzecz naturalna..
Musiałam odłożyć zakupy, wrócić do domu i napić się wina.. wypiłam dużo wina tego wieczoru.. oii bardzo dużo…
Gdy kończyłam butelkę czerwonego, byłam tak pijana, że przez moment wydawało mi się, że w TV widzę Tomasza Adamka, startującego do Europarlamentu.
Zapytany dlaczego chce brać aktywny udział w polityce odpowiedział, że ” Nie chce zabijać dzieci, że wierzy w rodzinę i Adam i Ewa byli ludźmi”…
Wiedziałam, że nie powinnam tyle pić…
Niestety następnego dnia, gdy w moim organizmie nie było już ani kropli alkoholu zobaczyłam Adamka w TV po raz kolejny. Musiałam napić się jeszcze raz…
Przez cztery dni codziennie słuchałam i oglądałam naszych polityków, nie robiłam tego od lat… Jeszcze NIGDY nie było mi tak wstyd za bycie Polką.
4 dni… i ani jednej sensownej wypowiedzi. Naszym, przepraszam Waszym (bo ja już podpisałam papiery w sprawie całkowitej zmiany obywatelstwa), krajem rządzą idioci.
Wiesz, ja próbuję sobie to jakoś wytłumaczyć, najpierw wojna, później komunizm ale KUR*** !!!! Przecież to co dzieje się w PL jest nie do wytłumaczenia!
Przepełnia mnie żal, okropny żal, że mój kraj nie jest mi w stanie zapewnić dobrej przyszłości, że wstydzę się bycia Polką, że martwię się co będzie z moimi rodzicami i innymi osobami starszymi, dla których może zabraknąć na emerytury bo przecież młodzi ludzie uciekają… Boli mnie, że cudowni ludzie jak mój Dziadek ryzykowali i poświęcali życie walcząc o Polskę od której ja muszę teraz uciekać…
Jestem na lotnisku, kończę lampkę czerwonego Merlot.
Przepełnia mnie żal, okropny żal, że mój kraj nie jest mi w stanie zapewnić dobrej przyszłości, że wstydzę się bycia Polką, że martwię się co będzie z moimi rodzicami i innymi osobami starszymi, dla których może zabraknąć na emerytury bo przecież młodzi ludzie uciekają…
Boli mnie, że cudowni ludzie jak mój Dziadek ryzykowali i poświęcali życie walcząc o Polskę od której ja muszę teraz uciekać…
Boli mnie, że nie mogę pojechać do rodziców na niedzielny obiad i być przy Mamie gdy jest chora.
Że muszę znosić niekompetencje i chamstwo ludzi w sejmie, urzędzie na lotnisku czy w supermarkecie.
Przepraszam, jeśli gramatyka słaba lub znajdziesz jakieś błędy.
Starałam się, żeby brzmiało ok…
J.