o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

niedziela, 29 kwietnia 2012

Ukrajina - obrazki prawdziwsze

Skażona krwią niewinnych ludzi ziemia …nie wydaje plonów!
TUTAJ

   Podczas podróży na Kresy …nawiedza mnie uporczywa refleksja, że na skażonej krwią niewinnych ludzi ziemi …nigdy nie powstanie samodzielne, cywilizowane państwo.
 Mimo prób i wysiłków podejmowanych przez tamtejsze społeczeństwo - z roku, na rok więdnie wiara, ulatniają się resztki nadziei ,iż dar wolności jaki przyniosła wasalom ZSRR polska „Solidarność” – detonując ładunek wybuchowy, który zniszczył „imperium szatana” - zaowocuje na Ukrainie powstaniem bytu państwowego ,którego obywatele będą rzeczywistym podmiotem .Państwa kierującego się normami prawnymi i posiadającego odpowiednie instytucje zapewniające ich przestrzeganie .

 Niby wszystko tam na pozór jest tworzone ,tak jak gdzie indziej… jest trójpodział władzy, która się dzieli ,tak jak w innych demokracjach na :ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą .Są wprawdzie ,wzięte od europejskich państw wzorce wg .których miano zbudować niezależność i dobrobyt .Jednak jakoś to Ukraińcom nie wychodzi. Z moich obserwacji wynika ,że niczym na planecie małp … wszystko tam jest realizowane karykaturalnie. Na opak, albo bardzo wykoślawione ,a dotyczy to prawie wszystkich dziedzin życia publicznego.
 Wygląda na to ,iż państwa , w rozumieniu tworu troszczącego się o zaspokajanie potrzeb zbiorowości mieszkańców ziem leżących na Dniestrem i Dnieprem - nie ma ! Jest natomiast, rozdęta ponad wszelkie miary - opresyjna machina ,przeżarta niewyobrażalną korupcją !Każdy kontakt z tamtejszą ,pożal się Boże władzą - dla zwykłego człowieka jest zawsze jednym, wielkim stresem .
Nakłada się na to dodatkowo … rozbudowana i czerpiącą korzyści ze wszelkich przejawów życia i aktywności gospodarczej - struktura mafijna .Trzeba bowiem na Ukrainie … nie tylko opłacać się sprzedajnym urzędnikom i milicjantom ,ale i zwykłym bandytom .Prowadzisz, warsztat samochodowy, sprzedajesz na targowisku, masz sklep ,handlujesz warzywami, jeździsz taksówką, ba… budując dom - płacisz haracz!
Na studia dziecko nie dostanie się bez łapówki. Lekarz bez zwyczajowego” wziątku” - na ciebie nie spojrzy .Do tego dochodzi przecież codzienne utrzymanie siebie i swojej rodziny za pensje stanowiące równowartości 100 euro na miesiąc ,przy cenach podstawowych produktów i usług porównywalnych do cen w Polsce ,a nawet i wyższych .Cała rzesza rencistów i emerytów otrzymuje świadczenie 700 hrywien miesięcznie! Co daje w przeliczeniu na złotówki niecałe 300 zł!
   W miastach ,jest wprawdzie kolorowo, są pasaże handlowe ,w których sprzedają luksusowy towar, jak w europejskich metropoliach ,ale klientami są w nich chyba tylko przyjezdni z zagranicy ,albo ci ,którzy pobierają „kałymę” - przeróżnego kalibru gangsterzy .Życie tam jest jednym pasmem udręki ,która jest znoszona z filozoficzna pokorą …iż „ u nich ,nigdy nie będzie normalnie”.
 W rozmowach dominuje rezygnacja i coraz bardziej artykułowane przeświadczenie ,że Ukraina” ne bude żywa” - póki nie rozliczy się z mrocznej przeszłości !
Są też i inne postawy ,które państwową ,cywilizacyjną i kulturalną oligofrenię próbują zamaskować, zagłuszyć hałaśliwym nacjonalizmem i ..przy każdej okazji odwołują się do najplugawszych i haniebnych tradycji morderców spod znaków UPA ,OUN. Wymachują czerwono czarnymi sztandarami .W nawet w najmniejszej miejscowości, „pasiołkach „ zaledwie - usypuje się kurhany ozdobione tryzubem …upamiętniające gierojów poległych dla sławy Ukrainy. Jak w prześmiewczym utworze …”a na switu Ukrainy,zjehałysia wsie Rusiny..czeres misto szli piszki,aż im workotiły kiszki…”
- świętują przy każdej okazji ,wygłaszając natchnione patriotyzmem przemówienia ,zapewniając o swojej miłości do ojczyzny, którą – tak na prawdę , pełniąc funkcje państwowe, czy też administracyjne - okradają ,oszukują nagminnie, codziennie ,wykorzystując każdą sposobność .
Budują ozdobne cerkwie, obwieszają urzędy ikonami … poszukują sacrum, którego przez ponad 50 lat pozbawili ich komuniści .Ale wyznać straszliwego grzechu ludobójstwa popełnionego w imię narkotycznych wizji Samostijnej Ukrainy nie potrafią !
Nie umieją przyznać się do niewyobrażalnych cierpień , jakie w imię doktryny czystek etnicznych - zadawali niewinnym ludziom , Polakom ,swoim długoletnim sąsiadom ,a nawet niekiedy i bliskim krewnym .

Stanisław Wodyński 11 listopada 2010 r.

sobota, 28 kwietnia 2012

Polak w POpolszy II * Mądrość stanu


 

Wywiad z prof. M. Dakowskim

 
(Uwaga techniczna: wszelkie pogrubienia, podkreślenia, wielkie litery, skróty, inicjały etc. pojawiające się w wypowiedziach prof. Dakowskiego, jak też wtrącenia kursywą, nawiasy typu [----], pochodzą od samego indagowanego – przyp. F.Y.M.)
FYM: Panie Profesorze, przede wszystkim serdecznie dziękuję za zgodę na udzielenie wywiadu. Jestem zdania, że w chwili obecnej (koniec kwietnia 2012 r.) Pańska relacja z okresu współpracy z Zespołem min. A. Macierewicza oraz Pańskie refleksje dotyczące śledztw „smoleńskich” - mogą być bardzo cenne dla osób interesujących się wciąż niewyjaśnioną (mimo upływu czasu) sprawą tragedii polskiej prezydenckiej delegacji. Pozwolę sobie teraz szerzej nakreślić ową „chwilę obecną”.
Kontekst naszej rozmowy wyznaczają, sądzę, trzy istotne procesy. Po pierwsze: nacisk prokuratora generalnego na oficjalne śledztwo prowadzone przez wojskową prokuraturę. Min. A. Seremet raczył się wyrazić niedawno (w wywiadzie dla „Czerskiej Prawdy”), iż marzy o tym, by śledztwo dobiegło końca w tym roku (http://wyborcza.pl/1,75478,11576169,Tu_154__Wybuchu_nie_bylo.html). Co więcej, przyznał, iż mogłoby się ono zakończyć nawet bez uzyskania przez Polskę lotniczych szczątków leżących obecnie pod „wiatą” na Siewiernym w Smoleńsku oraz bez przekazania nam rejestratorów. Na ile ten nacisk jest skuteczny (vide sprawa niegdysiejszego konfliktu prokuratura generalnego z gen. K. Parulskim), to się jeszcze okaże, Seremet jednak już przy paru okazjach wyraźnie zgłaszał swój sprzeciw wobec dalszych ekshumacji, które – jak wiemy – aktualnie nie są prowadzone (mimo że tak zaskakujące wyniki miały przynieść badania medyczno-sądowe ciał śp. prof. J. Kurtyki oraz śp. premiera P. Gosiewskiego) i znikąd na razie nie dochodzą wieści, by badania takie miały zostać wznowione. Prokuratorzy zresztą dość ostentacyjnie odrzucają wersję z zamachem na polską delegację, wydaje się więc, przy coraz mniej skrywanej ślamazarności tego oficjalnego śledztwa (biorąc jeszcze pod uwagę to, iż konsekwentnie od dwóch już lat (!) nie ujawnia się zawartości nośników elektronicznych, które były w posiadaniu członków delegacji), że nie zapowiada się jakiś gruntowny przełom w tychże pracach. Niedawna akcja z realizowaniem ruskiej prośby dot. dokumentacji rodzinnej załogi tupolewa, a przechowywanej w zasobach IPN (http://www.rp.pl/artykul/859863.html), tak skwapliwie spełniona przez polskich prokuratorów (którzy doprosić się latami nie mogą od Moskwy kluczowych dokumentów i materiałów dowodowych związanych z 10-tym Kwietnia), rozwiewa chyba wszelkie nadzieje, co do tego, iż oficjalne śledztwo zmierza do wykrycia rzeczywistych przyczyn tragedii i samego jej przebiegu.
To pierwsza, oczywiście niezwykle ważna i brzemienna w skutki, sprawa, dlatego ją tak obszernie opisuję. Zamknięcie bowiem oficjalnego śledztwa będzie zarazem „zapieczętowaniem” pewnej wersji wydarzeń i kto wie, czy nie znajdzie też wyrazu z zwalczaniu „nieoficjalnych” śledztw jako „nielegalnych”, „teorio-spiskowych”, a może nawet „zagrażających bezpieczeństwu państwa”. Drugi proces, to trwające, choć chyba zmierzające ku końcowi, prace Zespołu min. Macierewicza, w ramach których została jakiś czas temu sformułowana „hipoteza dwóch wybuchów”. Trzeci, to badania blogerów analizujących sprawę tragedii z 10-04 w sposób zupełnie odmienny zarówno od prokuratur, jak i Zespołu – tj. przez pryzmat maskirowki osłaniającej zbrodnię ataku na polską delegację, ataku dokonanego najprawdopodobniej na zapasowym lotnisku, na które skierowano tę delegację.
Moje pierwsze pytanie brzmi zatem tak: jak długo trwała Pańska współpraca z Zespołem i dlaczego została przerwana?
MD: 10 maja2010 r. przekazałem przez zaufanych poniższy list JK i AM. Nigdzie go dotąd nie publikowałem.
Pan Jarosław Kaczyński,
nasz kandydat
Szanowny Panie,
Proszę o przyjęcie mnie do niejawnej [mam nadzieję, że istniejącej i pracującej już od miesiąca!] grupy badającej przyczyny Katastrofy. Badania takie są wykonalne. Klasyfikacja hipotez przyczyn według ich prawdopodobieństwa dokonuje się w grupach rozproszonych. Warto ich wysiłki zebrać.
Mamy nadzieję, że nie uległ Pan naciskom, iż „ludziom nie można Prawdy przekazać – jest zbyt straszna i niebezpieczna”.
Polacy chcą i muszą poznać Prawdę, jeśli mają pozostać narodem.
Proszę Pana o - choć krótkie - spotkanie w tej sprawie.
Uzasadnienie prośby na dole strony.
Istotne szczegóły:
Jesteśmy zszokowani biernością Rodzin Ofiar Katastrofy.
  1. Rodziny mogą przecież, jako pokrzywdzeni, brać udział w śledztwie (wg KPK). To utrudniłoby matactwa, przerwało oburzające dla Polaków trwające obecnie „tajne śledztwo władz Rosji”.
  2. Ważne dowody do sprawdzenia ew. przyczyn rozpadu samolotu są w 96-ciu trumnach, już w Polsce. Możliwa i konieczna jest ich ekshumacja i zbadanie przez zaufanych sądowych patologów. Badania, m.inn. spektrograficzne pozostałych szczątków też są możliwe.
Uzasadnienie prośby.
Należę do ludzi, którzy swe największe osiągnięcia uzyskali dzięki temu, iż podchodzą do spraw, uznanych przez „fachowców” za nierozwiązalne.
Tak było w fizyce rozszczepienia (szczegóły pomijam, są w literaturze) czy przy analizie „inventory” z rozbitego RBMK w Czarnobylu. To ostatnie działanie miało miejsce w podziemiu lat 86-88, przy pomocy prymitywnych komputerów domowych, gdy potrzebny był super-komputer wektorowy - oraz tajne dane wojskowe sowieckie...
Uruchomienie w Polsce powiatowej lat 90-tych produkcji kotłów na biomasę. Rezultat: W roku 2005 sumaryczna moc małych, głównie domowych kotłów wyniosła ponad 7 GW, por. z mocą projektową niedoszłej EJ w Żarnowcu ok. 1 GW. Itp.”
---------------
Wtedy też - dziwnymi drogami - dostarczyłem obu panom (JK i AM) ten tekst:Kto wie, co jest w trumnach? Czyli:http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1921&Itemid=100
Tu cytuję, proszę zwrócić uwagę na DATY. Nie można mówić „przecież nie podejrzewaliśmy”...:
„Kto wie, co jest w trumnach?
Za czasów komuny mieliśmy parę wielkich katastrof sowieckich samolotów w Polsce. Pod Policą, pod Warszawą a przed Okęciem w lesie kabackim (IŁ-62). Przyczyny zapewne inne, ale sposób traktowania śledztwa i ciał ofiar - też sowiecki. Eksperci i ludzie z ekip technicznych biorący udział w „uprzątaniu” po tamtych katastrofach pamiętają i wspominają, co wkładano wtedy do trumien: różne kawałki ludzi, kamienie, worki z piaskiem. Kto by się trudził sprawdzaniem, czy noga „pasuje” do korpusu?
Czy rodziny obecnych 96-ciu ofiar otwierały trumny (lub polecały otwarcie ekspertom) przed pogrzebami, ale już w Polsce? Wątpię, to zbyt bolesne. Mam nadzieję że nie zmuszono ich w Moskwie do podpisania cyrografu, że trumien nie otworzą. Ale jeśli nie otwierano, to rozsądne będzie żądanie szybkiej ekshumacji i sprawdzenia zawartości przez uczciwych biegłych sądowych. To potrzebne dla - choćby niewielkiego - sprawdzenia poprawności procedur „gospodarzy”. Pogrzeby „na słowo honoru” Putina?”
Proszę o staranne przestudiowanie artykułu Dymiący nagan http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1936&Itemid=100 z którego zamieszczam wyjątek:
„...uważam, że zarówno (niedostępne nam jeszcze na razie) szczątki samolotu jak i przedmioty znalezione na miejscu wypadku oraz zwłoki ofiar mogłyby potwierdzić lub wykluczyć hipotezę eksplozji wolumetrycznej w kabinie pasażerskiej, która jest zgodna z widocznym na zdjęciach stanem wraku oraz pogłoskami na temat stanu zwłok. Osobom zainteresowanym fizyką takich eksplozji i sposobem ich przeprowadzania polecam kwerendę literatury tematu, z użyciem fraz kluczowych: UCVE (unconfined cloud vapour explosion), CCVE (confined cloud vapor explosion) oraz BLEVE (boiling liquid expanding vapor explosion). O ile analiza spektrometryczna znalazłaby na miejscu katastrofy, w szczątkach samolotu lub na zwłokach ofiar tlenek etylenu, tlenek propylenu, azotan izopropylu, aluminium, magnez lub cyrkon o wysokiej czystości, w postaci pyłów o innym składzie niż stopy użyte w konstrukcji samolotu, kompleksowe związki metaloorganiczne zawierające fluor i metale lekkie, niewytłumaczalnie wysokie stężenie fluoru, albo nanocząsteczki metali, to taka sygnatura wskazywałaby na eksplozję wolumetryczną, zwaną przez Rosjan termobaryczną.”
----------------
Z błagalnego mail'a do [...]: „Niech pan powie Szefowi, że pańcia, która chwali się, że z księdzem-niedoukiem zagrzebała ciało męczennika w dołku przy rowie - no, nie popisała się”. Jako ekspiacja konieczna jest szybka porządna wyprawa do Katynia II, z dużym termosem (stołówkowym) i suchym lodem, i przywiezienie tyle kawałków ciał, ile się da. Dla badań DNA oraz śledztwa, co w nich jest: nano-cząstki, jakie związki chemiczne (np. te, co u Starego Wiarusa w Dymiącym Naganie wymienione). I przekonanie Rodzin,tych odważniejszych, by w celach sądowych wymusiły ekshumację. [to POKRZYWDZENI, nie poszkodowani !] (czyli KPK, nie KPC md]
Zmieniony (12.05.2010.)
================================
A Zespół powstał wiele miesięcy później. Piotr B. wywalczył mi posłuchanie w Zespole Parlamentarnym (dalej ZP). Było z 10 posłów, sporo innych osób, trwało ze trzy godziny. Mówiłem o obliczeniach n.t. praw zachowania pędu i momentu pędu (na „pancernej brzozie” - nikt jeszcze otwarcie tego nie zakwestionował), że żadnych 40-100 g nie mogło być. I o konieczności NATYCHMIASTOWYCH ekshumacji i niezależnych badań zawartości trumien. Według zeznań już złożonych w Prokuraturze Wojskowej:
Zeznania świadka Mirosława Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej spisane 8 listopada 2010 r. Są tu:http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2605&Itemid=100
Powyższe warto przeczytać. Za długie, by tu cytować.
I to było moje pierwsze i ostatnie spotkanie z ZP.
GAPOL
Na początku X. 2010, wraz z mec. St. Hamburą, byłem na spotkaniu „ekspertów” w GaPol-u u Sakiewicza i wielu innych. Przedtem Wierzchołowski i Misiak przeprowadzili ze mną wywiad o pancernej brzozie, o konieczności ekshumacji i konieczności zbadania tych stert złomu, które były już w Polsce, też w GP. Już przedtem prokuratura wzięła im jakiś przyrząd, którym się pochwalili. Ostrzegałem, by nie trzymali w szafach, lecz schowali u cioci – . Bez skutku. Na zebraniu żądałem, by natychmiast zrobili badania, z jakich traktorów (wladimiriec??) są to części (a które - z tutki) - oraz
- czy zostały zgniecione, czy ew. rozerwane
- czy są ślady hexogenu, składników bomb próżniowych itp.
- żądałem, by pani red., która z pomocą księdza zakopała jakiś kawał mięsa koło drogi przy złomowisku, za karę zniszczenia dowodu rzeczowego pojechała tam z naczyniem Dewara i kostką suchego ludu - i przywiozła to mięsko do badań. Bo może to z kota? Byli chyba zgorszeni. W czasie Narady informowałem, że tuż obok, kilkaset metrów od GP, jest na Politechnice wydział MEL, na którym mogą badania mechaniczne przeprowadzić. Jest zresztą wiele laboratoriów zdolnych do takich badań. Decyzja Tomka S.: „pomyślimy”. Za tydzień chłopaki (Wierzchołowski) zeznały, że jednak wywiad ze mną zdjęto z GP. A kolejnej narady ekspertów przewidzianej na pocz. listopada, już nie było (ani ja, ani Hambura, bo pytałem).
Te grupy były jakby płoszone przez podobne pytania i żądania (ciała, złom...). Na jesieni 2010 wg relacji [----] wiarygodnych osób rugano „swoich”, tj. rodziny bliskich za chęć i plan wykopania trumien i zbadania za granicą. „Tego nie wolno!!!” „Tylko naciski na prokuraturę!!” Itp. Skutecznie...
FYM: Jak Pan ocenia stan wspomnianych przeze mnie wyżej, dwóch śledztw – oficjalnego, prowadzonego przez prokuratury (wojskową i cywilną) oraz tego prowadzonego przez Zespół?
MD: Już rok temu, na Prima Aprilis 2011, prok. Seremet oświadczył że „żadnego zamachu nie było”, więc Mu posłałem następujące pismo: do Pana Andrzeja Seremeta, prokuratora
Mirosław Dakowski, Secunda Aprilis 2011
Szanowny Panie,
Jeśli konferencja Panów na Prima Aprilis (Najpotworniejsza WIADOMOŚĆ na Prima Aprilis) zdarzyła się naprawdę, a nie było to jakieś ponure zadrwienie z Pana i kolegów przez złośliwego żartownisia, to byłoby to równocześnie groźne i smutne. Bardziej może dla panów, niż dla ustalenia opinii Polaków na temat przyczyn „Smoleńska”.
W czasie ostatniego, strasznego roku poznałem rozumowania i argumenty bardzo wielu analityków sprawy smoleńskiej. Przekonało mnie to, że analitycy publikujący swe prace w internecie są w ogromnym procencie wysokiej klasy profesjonalistami. Dokumentują to wyniki ich analiz.
To, co dociera do nas wielu drogami z prokuratur, wskazuje na raczej słabszą kondycję tych zespołów.
Tekst Jajcarze z Prokuraturypan na pewno zna, a jeśli sekretarka nie zdołała panu wydrukować, bo miała akurat pilne rozmowy z koleżankami i źle wychodzący pasjans w komputerze, to może Pan tu kliknąć - wyjdzie. By mieć pewność, że taki kiks, jak ten na Prima Aprilis się nie zdarzy, posyłałem Panu parokrotnie na jesieni 2010 r. kopie dowodów wskazujących na zbrodnię, składanych w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Nie może więc Pan w przyszłości powiedzieć usprawiedliwiająco „nie wiedziałem”.
Propozycja
Jeśli prokuratorzy wiedzą, tj. mają dowody, że gdzieś pod Smoleńskiem nie doszło do zamachu, że te wątki są do wykluczenia, a ich ciągłe rozważanie i analizy robione przez nas są nieuzasadnione, że zostaliśmy zwiedzeni na skutek np. jakiejś inscenizacji w lasku pod Siewiernym, czy też zbiegu okoliczności, to prosimy o wyjaśnienie. Nie jesteśmy zacietrzewieni. Można nas przekonać.
Oto przykładowe (nieliczne z wielu) wątki:
- wątpliwości co do czasu i miejsca rozbicia Tu nr 101 i śmierci Polaków podobno znajdujących się na jego pokładzie,
- wątpliwości co do nagłej mgły, stanu radiolatarni, możliwości meaconingu
- wątpliwości co do dowodów wybuchu (od środka) jakiejś struktury, której części (są tam elementy omszałe) są widoczne na zdjęciach lasku smoleńskiego,
- wątpliwości co do zmiennego stanu i przemieszczania się złomu, np. kokpitu, już po t.zw. katastrofie...
Zupełnie skandaliczne jest nie przeprowadzenie ekshumacji i badań ciał ofiar (ściślej- zawartości trumien) z urzędu, oraz zastraszanie rodzin, które tego od wielu miesięcy żądają.
Takie i podobne argumenty i dowody przekazaliśmy Okręgowej Prokuraturze Wojskowej w Warszawie, a ja, dla pewności procesowej, przesyłałem je też równolegle na Pana ręce. Jeśli prokuratorzy Panu podlegający i Pan osobiście po analizach uznali te dowody na zbrodnię za błędne, to nic prostszego:
Proszę nas, tych 20-30 analityków społecznych, którzy przedstawili swe rozumowania i spostrzeżenia w internecie czytającemu narodowi, a przesłali je też panom, zaprosić na parodniowe warsztaty - i te dowody będące w dyspozycji prokuratury nam przedstawić. Konieczne będzie umożliwienie nam zadawania pytań, dyskusji, czy propozycji testów krzyżowych. Jeśli argumenty panów będą przekonywujące, a nie wątpię, że po roku ciężkiej pracy nie ośmieliliby się panowie przedstawiać jedynie swej ignorancji, niewiedzy, to chętnie te dowody zaakceptujemy. Możemy też zobowiązać się, że żadnych „szczegółów śledztwa” pod rygorem kar nie ujawnimy aż do chwili zwolnienia z tych tajemnic.
Wydamy tylko wspólne oświadczenie, że „przekonali nas faceci” (to z Gałczyńskiego, nie drwina), iż w rzeczywistości żadnej zbrodni nie było, że myliliśmy się w naszych analizach.
Jak duże znaczenie dla uspokojenia opinii społecznej w Polsce miałoby takie oświadczenie, pewnie Pan wie, a jeśli nie, mogą Panu to uświadomić wyspecjalizowane agendy propagandystów pracujące przy rządzie.
Jeśli natomiast Pan, z prok. K. Parulskim (co to dostał generała w czasie tego ślimaczącego się śledztwa) naszą propozycję zignorujecie, to oczywistym się stanie dla wszystkich, że wasze komunikaty nie mówią o Smoleńsku, a jedynie o stanie Waszych dusz.
To nie sprawa polityczna. To sprawa uczciwości i honoru.
Zdajemy sobie sprawę, że przed tak dramatycznymi wyborami polski wymiar sprawiedliwości nie stał nigdy w historii.
Prawda przecież istnieje obiektywnie. Jest nieśmiertelna. Nie da się jej zaczarować, czy uśpić na zawsze.
Panie Seremet, pan ma duszę. Ale, wbrew nadziejom wielu głupców, ona nie kończy się z życiem biologicznym. Zapewniam pana, że ona jest wieczna. Czy warto jej los narażać dla jakichś powodów bieżących, nacisków czy uwarunkowań politycznych?
Panie Andrzeju, nie myślmy tylko o opinii Polaków za lat sto czy dwieście o Zbrodni Smoleńskiej i ekipach ją badających.
Mówi do Pana stary człowiek. Niech Pan pomyśli o swej duszy nieśmiertelnej i zadba o nią... Pana podwładni i koledzy – też.
Z wyrazami szacunku
Z Panem Bogiem
Mirosław Dakowski, fizyk
---------------------------------------------------------------
Pan A. Seremet zaraz odpowiedział mi, że przesyła ten tekst do Wojsk. Prokuratury Okr. (mam jego pismo). A sam - zakończenie potraktował poważnie, mam na to dowody. A celem „śledztwa oficjalnego” i podtrzymywania dotychczasowej ”linii ZP” jest pogrążenie ludzi w beznadziei: To może przestaną się wreszcie interesować...
FYM: Dlaczego Pański głos i głos prof. J. Trznadla (pomysłodawcy i sygnatariusza listu otwartego, domagającego się powołania międzynarodowej komisji śledczej ws. tragedii z 10-04) opowiadający się za tym, iż w Smoleńsku dokonano makabrycznej inscenizacji katastrofy lotniczej (makabrycznej w dwójnasób – wykorzystano ciała ludzkie jako rekwizyty, a poza tym przedstawiono „światu”, bo przecież nie tylko Polsce, ową polankę ze szczątkami jako „miejsce wypadku”), został gruntownie przemilczany? Nie chodzi mi oczywiście o „media mainstreamowe”. Wg mnie względy polityczne zaczęły od dłuższego już czasu brać górę nad sprawami samego śledztwa – to jest chyba proces, który nie wróży zbyt dobrze dalszym badaniom nad przyczynami tragedii – ciekaw jestem jednak Pańskiego zdania.
MD: Poza przewagą „względów politycznych” nad koniecznością poznania PRAWDY - sądzę, że naciski były ponad siły niektórych osób. Jak inaczej wytłumaczyć wielomiesięczne milczenia Jarosława Kaczyńskiego o powtórnych oględzinach ciała Brata - już w Polsce. Z relacji prasowych wynika, że pan JK zauważył wtedy w trumnie Brata – dorzuconą nogę generała. Reakcja spodziewana przez nas byłaby: Hola!! Proszę robić zdjęcia, filmować, dokumentować, żądam natychmiastowego śledztwa! Itp.
A tych reakcji było brak. O jakim, niewyobrażalnym dla nas nacisku na JK to świadczy! Strach pomyśleć. Ujawnił sprawę dopiero po paru miesiącach - i znów zapadła CISZA. O jakim, niewyobrażalnym nacisku na wszystkich odpowiedzialnych to świadczy!
Niedawno rozmawiałem ze znanym reżyserem. Mówi, że jako fachowiec już od pierwszych godzin po wiadomości o „zdarzeniach smoleńskich” był przekonany, że w lasku na Siewiernym była inscenizacja. Mniej czy bardziej udolnie wykonywana - to do dyskusji. Ale środowiska polityczne takiej profesjonalnej dyskusji, która powinna doprowadzić do uzgodnienia poglądów - unikały i unikają. Dla rozstrzygnięcia każdej ważnej sprawy naukowej robi się dyskusję, konfrontację danych i hipotez. Tu zaś - strona MAK i grupka „mgr. inż. Millera” od początku do końca (raczej - aż do teraz, bo prawdziwy KONIEC będzie ujawnieniem PRAWDY) zarzuca nas setkami ewidentnych kłamstw i oszustw. Można skwitować, że od tego oni są. Ale czemu ZP unika dyskusji z analitykami wskazującymi, że konsekwencją Inscenizacji (z jej istnieniem ZP się chyba zgadza) jest maskirowka – nie wiem. Obiektywność każdych badań nakazuje rozważenie wszystkich hipotez - i dopiero później ew. odrzucenie niektórych. To odejście od przyjętych w nauce metod badawczych bardzo mnie boli.Tajemnica...
FYM: Przejdźmy do zagadnienia samych badań. Tak na zdrowy rozum, to sprawa tychże badań – nawet w przypadku takiej totalnej obstrukcji, jaką od samego początku „wszczęcia śledztwa”, prowadzi Moskwa – nie powinna być szczególnie skomplikowana. Po pierwsze: jest przecież mnóstwo świadków do przesłuchania (z Katynia, Smoleńska i Okęcia). Po drugie: istnieje wiele śladów i wątków do zbadania w Polsce. Po trzecie: sporo dowodów rzeczowych pozostaje w posiadaniu czy to rodzin ofiar zamachu, czy też innych osób (np. dziennikarze mają swoje „depozyty”). Po czwarte: są liczne – różnej jakości, ale na pewno poddające się analizie kryminalistycznej – zdjęcia i materiały audiowizualne ze Smoleńska. Po piąte: w Polsce pochowano ciała, które można poddać badaniom medyczno-sądowym. Tymczasem środowiska skupione wokół Zespołu właściwie ograniczyły się do zgłębiania danych zawartych w raporcie komisji Burdenki 2 (zwanym potocznie „raportem MAK”), ewentualnie danych „wydobytych” przez „komisję Millera” oraz do utyskiwania, iż wciąż nie ma wraku oraz rejestratorów. (Na marginesie dodam, że nie wiem, w jaki sposób można mówić z przekonaniem o dwóch wybuchach na pokładzie i rozerwaniu „prezydenckiego tupolewa”, jeśli nie badało się osobiście wraku i miejsca, na którym ten wrak leżał (i na które samolot miał w kawałkach spaść) oraz nie dysponuje się oryginałami czarnych skrzynek i innych urządzeń pokładowych – ale mniejsza z tym.) Jak Pan sądzi, dlaczego nawet w obszarze, powiedzmy, niezależnego śledztwa – zakres poddawanego analizie materiału jest tak wąski?
MD: Mogę tylko powiedzieć, że grupa ZP, czy GaPOl-a, jakoś bardzo unika możliwości badań zawartości trumien, wnikliwych przesłuchań świadków żyjących w Polsce. Świadkowie pracujący w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego są u nich jakby chronieni od wnikliwych pytań. A przecież mamy wcześniejsze dowody na rzecz oczywistą: wrogowie Polski, czy Prezydenta LK działali wewnątrz Kancelarii. Świadczy o tym np. podrzucenie do podpisu Prezydentowi jakiegoś wyróżnienia Jaruzela za „Sybir”, czy demonstracyjne wciąganie na maszt flagi Monaco.
Zamach (a tego, że był to zamach, po analizach jestem pewien w 100 %) wymagał współdziałania z wewnątrz Kancelarii Prezydenta. Od pierwszych godzin zwracano uwagę na „wyciek” list pasażerów do mediów, na gwałtowne zmiany środków transportu różnych osób.
Jakby w oficjalnych analizach (głównie ZP) nie ośmielono się przyjąć oczywistego w każdym śledztwie założenia, że nie ma osób pod osłoną, ani hipotez tabu, do odrzucenia z góry. Czemu tak się dzieje? Misterium iniquitatis... Panuje „ogłuszająca cisza” wokół najważniejszych spraw, wątków, których analiza możliwa jest nawet przy zrabowaniu szczątków naszego samolotu, czy samolotów, też rejestratorów, kodowanych telefonów, broni i kamizelek BOR-owców itp.
W notce „To elementarne, Watsonie! skupiłem się, z braku dowodów materialnych, które ciągle pozostają w rękach rabusiów, na wskazaniu tylko tych spraw, dla których da się określić prawdopodobieństwo na 1 (pewność, że zdarzenie zaszło) lub 0 (zdarzenie z pewnością nie zaszło). Cytuję z: http://dakowski.pl//index.phpoption=com_content&task=view&id=2633&Itemid=100
„Jeśli dwie wieże WTC w 9/11 zostały „trafione” przez duże Boeingi, to prawdopodobieństwo tego, że za sterami siedzieli Arabowie nie umiejący powozić awionetką i nie znający „American English” jest ZERO (p=0). Jeśli wszystkie trzy wieże (nie dwie, średnio otumaniona Osobo!) zawaliły się w czasie zgodnym ze swobodnym spadaniem ciał na Ziemi (a=g), to jest pewne (p=1), że nastąpiło to na skutek jednoczesnych wybuchów na wielu piętrach, niszczących konstrukcje nośne tych budynków. Musiało to być przygotowywane miesiącami przez wielkie grupy profesjonalistów, pewnych możnej opieki i bezkarności. Jeśli Komisja rządu USA orzeka, że te wieże zawaliły się „na skutek nacisku górnych pięter”, to do komisji tej skierowano, ściślej: wybrano, nie tylko jołopów, ale i zbrodniarzy. Piszę jołopów nie dlatego, że nie wiedzieli, że to fizycznie niemożliwe, ale dlatego, że chyba uznali, iż zastraszony naród amerykański nie ośmieli się tej sprawy podnieść. Ale dlaczego zbrodniarze nie zostali osądzeni i ukarani? Jeśli podana oficjalnie trajektoria Boeinga, który miał trafić w Pentagon, wymagałaby przyspieszeń do 36 g, oraz skurczenia się grubego samolotu do rozmiarów małego myśliwca czy latającej bomby, i to tuż przed uderzeniem w ścianę Pentagonu, to prawdopodobieństwo takiego procesu jest zerowe (p=0). Dokładnie, matematycznie ZERO.
Z drugiej, naszej strony (słoń a sprawa polska):Jeśli pan Kushner brał udział w „pracach” tej komisji i jej wnioski podpisał (nie jestem tego pewien), to świadomie skłamał swemu Narodowi. Szansa, że pomoże ujawnić prawdę Smoleńską jakiemuś egzotycznemu narodkowi - no, też jest bardzo bliska ZERU.
Teraz u nas: Jeśli coś ścięło brzozę (zostańmy przy tym terminie, choć była to zapewne topola...) samym czubkiem skrzydła (drzazga...), przelatując na wysokości 5-6 metrów, to prawdopodobieństwo, że „się urwie” kawał skrzydła o długości ok. 4-5 metrów, a więc nastąpi duża nierównowaga sił nośnych skrzydeł, jest bardzo bliskie ZERA (p=~0). Jeśli zaś cała okolica tego drzewa nie odczuła podmuchu wichru o prędkości 100-300 km/h, to prawdopodobieństwo takiego przelotu i zdarzenia jest dokładniezerowe (p=0).
Jeśli właz przedni Tu154 jest oparty o drzewo w pozycji wskazującej na lot w kierunku przeciwnym niż hipotetyczny lot Tu154, to musiał go tam ustawić wybuch nadający odwrotny kierunek lotu lub źle przeszkolona ekipa robotników, a nie - rozpad kadłuba na skutek pędu początkowego o znanym zwrocie. Ta ostatnia hipoteza miałaby (p=0). Jeśli czarna skrzynka, przedmiot ciężki i kulisty, więc łatwo toczący się, został znaleziony na początku „drogi rozpadu” samolotu, to prawdopodobieństwo, że oderwała się ona z tegoż kadłuba, z okolic ogona i poleciała zgodnie z kierunkiem postulowanego ruchu kadłuba jest (p=~0). Jeśli plamy błota na fragmentach skrzydeł i ogona są po jednej stronie tych elementów, oraz mają kształt plam kołowych (Krzysztof Cierpisz), to wyklucza to przemieszczanie się tych elementów w sposób przypadkowy, przy prędkości 300-100 km/h, jako skutek energii kinetycznej rozpadającego się kadłuba w błotnym, miękkim terenie (p=~0).
Analiza szczątków Tu154M wskazuje, że części z duralu nie zostały ZGNIECIONE, lecz rozerwane. Konieczne jest sprawdzenie tego twierdzenia w laboratoriach specjalistycznych. Jeśli zostanie potwierdzone rozerwanie, to WYBUCH przestanie być hipotezą, choćby była ona obecnie najbardziej prawdopodobną. To samo dotyczy badań, pod kątem analizy śladów wybuchu, zawartości trumien.
Takich faktów sto (lub więcej) znamy. Są dobrze udokumentowane. Tu nie trzeba rozwiązywania układu równań różniczkowych, o których pisują różne uczone trolle.
W rozumowaniach, w których do udowodnienia tezy konieczny jest cały ciąg przesłanek, obalenie jednej urywa i czyni bezużytecznym cały ten łańcuch. W proponowanej metodzie - odwrotnie: Choćby udowodniono, że wszystkie argumenty poza jednym są błędne, to ten jeden, który się ostał, jest decydujący.
Wynika z tego, że:
Ponieważ o tym, kto będzie prowadził śledztwo zadecydowali tchórze i zdrajcy, a może i mordercy, musimy każdym kosztem ujawnić i udokumentować te oczywiste fakty, które uniemożliwią wrogom dodanie do Zbrodni Smoleńskiej jeszcze Kłamstwa Smoleńskiego. Zebranie i porządne sformułowanie jednego, spójnego, jednolitego tekstu musi się odbyć w gronie sprawdzonych już przez te siedem miesięcy, wzajemnie sobie ufających i skutecznych analityków. Poza rykiem i wrzaskiem trolli. A potem - wynik przekażemy jawnie do Prokuratora Generalnego (ktokolwiek nim będzie) i Prokuratury Wojskowej.
Bo oni wiedzą, że „politycy” (to ci, co obecnie deklarują, że „polityką się nie chcą zajmować”), gdy Prawda zostanie formalnie ujawniona, pewnie spadną na cztery łapy (no, może z jedną oderwaną), ale urzędnik czy prokurator jest kandydatem na Kozła Ofiarnego. Czego on bardzo nie lubi. A może też - znajdzie się wśród tych ostatnich i patriota, by uniemożliwić prawne przyklepanie fałszu.”
Porównałem tu 9/11 w USA i Smoleńsk.
Był w tym czasie w Warszawie Amerykanin, chyba Kushner, który wcześniej podpisał się pod oficjalnym Raportem rządowym o 9/11. Dowodziłem, że jeśli ktoś kłamie w sprawie 9/11, nie wolno na niego liczyć w sprawie Smoleńska. Zadziwiło mnie, że grupa osób wtedy badających „Smoleńsk”, a zainteresowana pomocą Kushner’a, nie chciała słyszeć i widzieć argumentów o 9/11. Kushner podpisał oficjalną rządową ewidentnie zakłamaną wersję wydarzeń 9/11.
Na moje pytanie: Dlaczego liczycie, że człowiek, który kłamał w najważniejszych sprawach swego kraju, będzie zainteresowany w ujawnieniu prawdy w obcym kraiku?, odpowiadano: „Milcz! To przecież sojusznik”. Takie moje postawienie sprawy wyraźnie gospodarzy spłoszyło. Ta logika, zapewne często stosowana w zdegenerowanej polityce, jest sprzeczna z metodami nauk ścisłych.
Rola płatnych trolli jest jasna. Ale... Po mojej notce z 2010 roku, wykazującej że ew. urwanie skrzydła tutki na pancernej brzozie na wysokości 5.6 metra miałoby jako konsekwencję figury wyższej akrobacji (ta nieszczęsna „beczka”) zachodzące wiele metrów pod ziemią (bo geometrycznie na tej wysokości nie ma miejsca na „figury”) odezwał się na Salonie24 mój dawny miły znajomy, ojciec jezuita Krzysztof Mądel, by wykazywać czytelnikom z dużą dozą pewności siebie, że on, jako ekspert lotniczy (sic!) wie, że tutka mogła po tym zderzeniu wznieść się w górę - to robi się naprawdę STRASZNIE.
FYM: Pytania w tej materii (smoleńskiego śledztwa) można by mnożyć. Jest np. cała sprawa wylotu z Okęcia, monitorowania przelotu, dokumentacji związanej z tym, co się działo na warszawskim lotnisku; jest sprawa zobrazowań radarowych podczas przelotów statków specjalnych 10 Kwietnia; jest sprawa polskich świadków (podkreślam polskich, nie żadnych ruskich leśnych dziadków, z których jeden się musiał koła samochodu trzymać, by go pęd powietrza spod brzozy nie porwał, a drugi widział „wybuch jak żółtko”) będących tamtego dnia w Smoleńsku; jest sprawa świadków w Katyniu; jest sprawa rezerwowania lotnisk zapasowych; jest sprawa rzekomo nieczynnego lotniska w Witebsku... Jest mnóstwo rzeczy do zbadania – tymczasem nie są one analizowane. Dlaczego?
MD: STRACH. Zwierzęcy strach. Pies długo katowany liże oprawcy buty i merda ogonkiem, nawet złamanym przed chwilą. Jak doprowadzono do tego nieludzkiego stanu duże grupy Polaków?
Chyba się nie mylę, że odlot z Okęcia samolotów (tutka, parę jaków?) jest jedynym w światowej historii odlotem Głowy Państwa, Generalicji, osób towarzyszących, dziennikarzy itp.) bez dokumentacji fotograficznej i filmowej, bez dokumentów lotu. Nawet osobiście odczułem Paraliż Strachu u osób, które mogłyby wiedzieć, czy mieć dowody na to, co rankiem 10 kwietnia działo się na Okęciu. Pewna Poważna Pani profesor (dziękuję, Marto!) pisała mi w 2010 r. ostrzegawczo, bym tak nie nastawał na niezależne ekshumacje, bo jeśli PRAWDA wyjdzie na jaw - to co nam zostanie? Wojna z Rosją? Przy takiej dysproporcji sił?
Tymczasem, przy analizie kinematyki i dynamiki Zdarzenia nie myślimy o tym, kto to zrobił. Jeśli czerwoni, to może Marsjanie, bo to Czerwona Planeta. Dopiero przy ocenie prawdopodobieństw zafałszowania danych bierzemy pod uwagę, SKĄD te dane pochodzą.
Po dwóch latach podtrzymuję to, co pisałem do JK 10 maja 2010: „Mamy nadzieję, że nie uległ Pan naciskom, iż „ludziom nie można Prawdy przekazać – jest zbyt straszna i niebezpieczna”. Polacy chcą i muszą poznać Prawdę, jeśli mają pozostać narodem”.
FYM: Z maila od Pana dowiedziałem się, że red. L. Szymowski bez Pańskiej wiedzy i zgody wykorzystał Pańskie materiały w swojej książce. Nie przyszło mi to do głowy, że mogła zaistnieć taka sytuacja, toteż wspominając w „Czerwonej stronie Księżyca” o tym, iż w „Zamachu w Smoleńsku” są odwołania do Pańskich badań, nawet nie sprawdziłem tej kwestii, zakładając, iż publikacja odnosiła się do czasów, gdy był Pan jeszcze ekspertem Zespołu. Jak więc ocenia Pan nie tylko książkę Szymowskiego, ale i te kolejne publikacje podtrzymujące wersję z zamachem na/nad Siewiernym? Mam na myśli „Zbrodnię smoleńską” napisaną przez „Zespół Niezależnych Ekspertów” (moim zdaniem „fachowców wojskowych”) i niedawną „Musieli zginąć” L. Misiaka i G. Wierzchołowskiego?
MD: Leszek Szymowski, „Zamach w Smoleńsku” - p. Leszek bywał u mnie, rok-dwa wcześniej, gdy chciał nagłośnić medialnie sprawę FOZZ. Niestety, sprawa go przerosła. Gdy więc chciał, po pojawieniu się na wielu portalach wspomnianego wyżej tekstu o Smoleńsku (Zeznania świadka Mirosława Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej 8 listopada 2010 r. - tu: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2605&Itemid=100), bym odpowiedział na jego pytania (wtedy chciał opublikować na początek w NCz!) - napisałem mu prawdę, że jego proponowane pytania są niemądre, świadczą o braku jakiejkolwiek wiedzy ścisłej i brakach w nauce logiki - i zaproponowałem (moje) tak pytania, jak odpowiedzi.
Gdy jednak kolejny raz wszystko przerobił pod kątem „wielkich praw” itp. trąba- bąba, wygoniłem go. On znów jednak powtórzył swe (niemądre) pytania, trochę zmodyfikowane. Wtedy zakazałem „wkładania mi w usta” czegokolwiek. Zagroziłem, że mu [----] (nie wypada cytować...). W książce skopiował więc me zdania z już opublikowanego powyższego tekstu.
Dodał jednak coś o mej sławie w dziedzinie praw pędu...”. Brr. Nie mógł się powstrzymać... Mówię o tym, bo Pan cytował mnie w Czerwonej stronie Księżyca, jakby z książki tego młodego dziennikarza. A to, co wypisał o mnie L. Sz. ośmieszyło mnie w oczach kolegów (na Salonie 24 grzmiał prof. Rafał Broda). Zmartwiłoby mnie, gdybym przywiązywał wagę do takich nielogicznych kłamstewek żurnalistów i braku logiki kolegów.
Płk. A. i „Anatomia Zamachu”. Mój kontakt z tą sprawą jest tak absurdalny, że opiszę szczegółowo. WM proponował mi współpracę z gronem wojskowych, dawniej ze „służb”. Odmówiłem, wyjaśniając, że nie mam sił ani czasu na zabawę z takimi szachistami, którzy przecież nawet stałych reguł gry nie uznają, nie mówiąc o możliwości zaufania im. Po ok. 3-ch miesiącach WM przyniósł mi wydruk angielskiej wersji tej pracy. Było to w pidgin inglish, o wiele gorzej, niż gdyby to było tłumaczenie maszynowe. Zdziwiłem się, bo autor podobno był 8 lat dyrektorem firmy lotniczej w Anglii.
Tekst polski, który mi po paru tygodniach przyniósł sam płk. A., był o niebo lepszy. Płk. A. tłumaczył mi, że „tamto” przetłumaczył w pośpiechu (choć w tekście polskim są raczej ślady tłumaczenia z angielskiego). Był tajemniczy, skąd ma te dane o Mig-ach 29 i ich lotnisku. Sugerował, że był tam z kolegą, też oficerem, ale mają również dane od ruskich, kolegów (wojskowych, ale anty-putinowskich). Na moje pytanie, jak można trafić na przygotowany uprzednio z dokładnością do 10-50 metrów plac z Inscenizacją (a jej byliśmy już wtedy pewni) z tutką zestrzeloną przez miga dawał odpowiedzi nieprzekonywujące. Całość - dużo materiałów ciekawych, ale ile z nich wiarygodnych - nie wiem.
A „Musieli zginąć” L. Misiaka i G. Wierzchołowskiego już nie czytałem, oni wcześniej okazali się „ślepymi na jedno oko”. Mój czas jest coraz cenniejszy, bo go mało.
FYM: Jedna rzecz nie daje mi spokoju – aktualnie już tylko Zespół pozostaje instytucją władną jakoś pogłębiać wątki śledcze i zdobywać nowy materiał dowodowy czy nawet procesowy – tymczasem można odnieść wrażenie, iż zostało (już od ponad roku) zupełnie zarzucone przesłuchiwanie świadków (ściśle związanych ze „Smoleńskiem”). Nie widzieliśmy więc ani wielu dziennikarzy, którzy byli w okolicach smoleńskiego wojskowego lotniska (lub rychło tam przybyli z Katynia), ani wielu urzędników państwowych, ani ludzi z 36 splt itd.
MD: Jest nadzieja: wydaje się, że do pracy w ZP posłowie zapraszają coraz więcej ludzi nauk ścisłych, którzy zechcą wreszcie przy swych analizach zaznaczać, że „te konkretne analizy”, jak „dwa wybuchy”, na jakiej wysokości zaszły itp., robione są na podstawie danych otrzymanych, podrzuconych czy przekazanych przez MAK. Takie dane przecież analizują firmy amerykańskie, jak Avionics itp. Zgoda, że nie można w tym wypadku przyjąć najlepszej taktyki, którą ktoś z blogerów zaproponował na początku: „MAK w dupie”. Wystarczy jednak przecież dodać po analizie: „Jeśliby dane, na których się oparłem, były autentyczne, to...
A tylko z autentycznych rejestratorów można będzie (może?) odzyskać informacje sprzed fałszerstw. Zakładanie, że MAK zawsze oszukuje (na co mamy dowody), ale „w tym wypadku” musimy się na ich danych oprzeć - czyli uznać je za prawdziwe - nie jest już chyba naiwnością. Byłoby - czymś gorszym.
Na polityków mniej działają argumenty, a więcej - nacisk. Więc naciski społeczności blogerów (a widzę za miłym zdziwieniem, że taka społeczność w sprawie ZBRODNI jednak powstała i jest prężna) mogą tu wiele zmienić.
Ale na dotarcie do PRAWDY, tj. ujawnienie dowodów siłami samych Polak ów - raczej nie liczę. Za dużo strachu i zakłamania. Potrzebna jest nam oraz szczególnie Rosjanom radykalna zmiana w Rosji. Zaś runięcie Imperium Kłamstwa i Zła jest możliwe - patrz odpowiedź na następne pytanie, na końcu.
FYM: Czy Pana zdaniem powstanie wnet komisja międzynarodowa ws. tragedii z 10-04?
MD:Wielkie siły globalistyczne wyraźnie prą świat do jakiejś katastrofy. Sytuacja tak polityczna, jak gospodarcza staje się coraz bardziej niestabilna. Jednak wbrew obawom wielu znawców, w USA jest jeszcze duży potencjał, duży odłam zdrowego społeczeństwa, który to widzi - i może zareagować. Przed laty miałem przyjaciela, generała CIA, katolika. Mówił z troską o kierunku zmian w Stanach. Ale twierdził, że możliwe jest odrodzenie tego narodu, zmiana kierunku polityki państwa z samozagłady na kierunek ozdrowieńczy. I wtedy my mamy szansę, bo tak odnowionej Ameryce potrzebni będą lojalni a uczciwi sojusznicy. Jeśli ten odwrót odpolit-zakłamaniatam nastąpi - to szybko pojawią się dowody, filmy, w ogóle realna pomoc w sprawie Zbrodni Smoleńskiej. Tak z USA, jak z NATO. Bo im to będzie się opłacało.
Czytelnicy mej strony wiedzą, że większą wagę przykładam jednak do kierunku, który w Polsce najodważniej i najjaśniej formułuje ksiądz Stanisław Małkowski:
I. Zawierzenie Pośredniczce wszystkich Łask, Krucjata Różańcowa o poświecenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, jak tego Maryja żądała w Fatimie - ale przez tego Papieża, Benedykta XVI. Bo Rosja i Polska mają już mało czasu. II. Krucjata Różańcowa za Ojczyznę - już 10 % biskupów w niej uczestniczy, teraz „wystarczy” zachęcić 10 % Narodu (no i pozostałe 90% biskupów) – III. Intronizacja Jezusa Króla Polski - tu opór biskupów jest jeszcze spory - ale oni też, jak politycy, są podatni na mocne żądania Narodu. Tę sprawę od kilkunastu lat prowadzi świetna grupa związana z ks. Tadeuszem Kiersztynem.
FYM: Dziękuję za rozmowę.

piątek, 27 kwietnia 2012

Polak w POpolszy * Heroizm

ZAMIAST  WSTĘPU.
Kie­dy już głup­cy prze­jrzą na oczy…

Kie­dy już praw­da o smo­leńskiej zbrod­ni do­trze do Polaków to okaże się, że pra­wie cała Pols­ka tak na­prawdę po­pie­rała zaws­ze Ka­czyński­e­go i była od sa­me­go po­czątku prze­kon­a­na o zamachu.​Ten mo­ment coraz szyb­ciej nad­chod­zi, a wy­buch nastrojów an­ty-POw­skich nastąpi z całą mocą wte­dy, kie­dy elek­to­rat Tus­ka po­j­mie w końcu, jak bardzo się ześwi­nił po 10 kwiet­nia 2010 ro­ku, po­pier­ając ekipę zdra­jców na­ro­du, ws­pieranych przez me­di­alnych zo­mowców i krem­low­skich zbrod­niar­zy.
* * * TUTAJ
Portret użytkownika idź Pod Prąd  

Sumliński: Czy żyjemy w wolnej Polsce?

(  ) 
Naciski na dziennikarzy, tajemnicze zgony, kłamstwa polityków, ukrywane afery... to norma w polskiej rzeczywistości. Czy żyjemy w wolnym kraju? Wojciech Sumliński - dziennikarz śledczy stara się pomóc nam odpowiedzieć na to pytanie. Opowiada o siłach, które kryją się za Bronisławem Komorowskim, o szafach w których byli esbecy trzymają życiorysy wpływowych ludzi, o śmierci Andrzeja Leppera i innych tajemnicach III RP.

Lublin, 24 kwietnia 2012r.
Organizatorzy spotkania:
Polonia Christiana

APPENDIX.
(  ) Powszechnie narzeka się dzisiaj na niedostatek ideowości i to nie tylko wśród „młodych”, co to nie chcą już niczego, tylko „popić, po(g)ruchać i radia posłuchać” - ale również wśród autorytetów moralnych, którzy uważają, że życie ludzkie jest „wartością najwyższą”. Jaka szkoda, że nie wiedzieli o tym święci męczennicy, którzy najwyraźniej musieli uważać, że są wartości cenniejsze od życia, skoro je dla nich poświęcili, a nie zapalili kadzidła przed posągiem Jowisza Najlepszego i Największego. Inna rzecz, że nie wszystkie idee są warte takiego poświęcenia. Weźmy dla przykładu ideę Unii Europejskiej, w którą każe się ludziom wierzyć, jako w ideę wielką. Czy jednak znalazłby się w Europie chociaż jeden człowiek, gotów oddać życie za Unię Europejską i Józika Manuela Barroso? Każdy wie, że o tym nie ma mowy; takiego człowieka w całej Europie nie ma. Nieomylny to znak, że idea Unii Europejskiej ma tylko pozory wielkości, za którymi kryje się zwyczajne Scheisse w postaci interesów narodowych, a co gorsza - interesów lichwiarskiej międzynarodówki.
Mamy zatem kryterium, przy pomocy którego możemy bez trudu odróżnić ideowość prawdziwą od ideowości udawanej - jeśli ktoś dla idei, którą głosi, gotów jest zaryzykować własne życie. Breivik twierdzi, że zabijając swoje ofiary liczył się z utratą życia - i rzeczywiście; policja przybyła na miejsce by go aresztować dopiero wtedy, jak skończyła mu się amunicja - podobnie jak i dzisiaj twierdzi, że przyjąłby karę śmierci. Podobnie mówił Eligiusz Niewiadomski - i został stracony. Breivik może tylko tak mówi, bo w Norwegii kary śmierci nie ma - ale czy nie warto by jej przywrócić choćby dlatego, by móc sprawdzić takie deklaracje?
Stanisław Michalkiewicz 

APPENDIX II.
(  )
Tutejszym problemem jest Bizancjum budowane przez wszystkie kolejne ekipy na bazie Szmaciaków wyhodowanych przez komunę. Czyli Bizancjum skrajnie rozdęte (w stosunku do oryginału, nawet), z władzą chętnie demonstrowaną przez nawet najmniejszego dworzanina (urzędnika) i wyjątkowo niekompetentne w zadaniach, które teoretycznie powinno spełniać względem poddanych.
Czy jest możliwa zmiana tego stanu rzeczy? Moim zdaniem nie. Lecz może się mylę, bo cuda czasem się zdarzają. Nie jest to możliwe ze względu na opór materii. Nowe pokolenia nasiąkają atmosferą starszych a bardziej buntowniczy emigrują i nie wracają, bo nie ma po co.

Jest też duże prawdopodobieństwo definitywnego końca Polski. Może to się odbyć pełzająco z akceptacją ludności pragnącej normalności jak i ucieczki przed miłością Tuska i jemu podobnych następców.
Pozdrawiam.
1175 

środa, 25 kwietnia 2012

walka o Pomnik * KRS 0000263693

ZAMIAST  WSTĘPU.






„Oni oddawali życie,
Ty dołóż swoją patriotyczną cegiełkę”
Szanowni Państwo
Pomnik-Muzeum zwycięskiej wojny z bolszewikami w 1920r. będzie po wsze czasy symbolem chwały oręża polskiego.
Będzie przypomniał narodom Europy i świata, że Polacy uratowali również ich przed bolszewicką zagładą.
Zgromadzone w muzeum pamiątki i wspomnienia po bohaterskich żołnierzach i weteranach 1920r. będą służyć wychowaniu w patriotyzmie młodzieży polskiej.
PREZES ZARZĄDU FUNDACJI
Zbigniew Biernacki
http://pomnikbitwywarszawskiej.pl/

APPENDIX.

Africa P r a w d a ryj - story

KRZYSZTOF OSIEJUK 

Powrót burych suk

      Ja naturalnie zdaję sobie sprawę z tego, co o moim stanie nerwów i emocji myślą sobie niektóre z osób odwiedzających ten blog. Wiem świetnie, że dla wielu z nich, a szczególnie dla tych którzy nie zgadzają się z opiniami przeze mnie formułowanymi, to co ja tu wypisuję, tworzy obraz wystarczająco wyraźny, żeby mnie uznać za osobę co najmniej podejrzaną. Wiem to i biorę to na swą pierś. Bez jednego słowa skargi.
      Przyjmuję to na pierś, co jednak nie zmienia faktu, że z tego typu oceną głęboko się nie zgadzam. Uważam, że ja w gruncie rzeczy jestem komentatorem niezwykle umiarkowanym. To że moje poglądy są wyraźne i stosunkowo jednoznaczne, w żaden sposób temu umiarkowaniu nie przeczy. One są wyraźne, ale przy tym umiarkowane. Jestem pewien, że byłoby nienajgorzej, gdyby niektórzy zechcieli uprzejmie zauważyć, że tego typu zespół jest jak najbardziej sensowny i logiczny. Nie trzeba nie mieć poglądów, żeby zdobyć sobie uznanie i szacunek jako ktoś trzymający się środka. Taka jest prawda i nic na to nie poradzimy. Tak jest.
      Jakie są powody, dla których wiele osob czytających moje komentarze na temat polityki i ludzi w tę politykę zaangażowanych uważa mnie za niebezpiecznego szaleńca? Oczywiście powodów tych może być mnóstwo. Dla niektórych ich wyrazem może być to na przykład, że uważam Jarosława Kaczyńskiego za wielkiego polskiego polityka i uczciwego człowieka, a jego zmarłego brata za wielkiego polskiego prezydenta. Dla innych dowodem na moje obłąkanie jest to, że o niektórych politykach, czy w ogóle osobach publicznych piszę, używając epitetu „ruski buc”. Inni z kolei boją się nawet na mnie spojrzeć, ponieważ z uporem godnym lepszej – ich zdaniem – sprawy, twierdzę, że samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie został strącony przez złych ludzi, że inni źli ludzie powtarzają na jego temat najróżniejsze kłamstwa, a jeszcze inni źli ludzie, sfałszowali wybory, do których ich kumple swym podłym czynem doprowadzili.
    Właśnie – wybory. Od czasu jak Jarosław Kaczyński znalazł w sobie tę siłę i wystartował przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu – a tak naprawdę przeciwko wszystkim czarnym legionom Systemu – w walce o prezydenturę, niedługo upłyną już dwa lata, a ja wciąż sobie przypominam tamte dni, a może jeszcze bardziej tamten dzień i tamtą noc, i myślę, że skoro dziś ponownie z taką intensywnością  przeżywamy tamtą katastrofę, a nasza walka o Prawdę wydaje się wchodzić w całkowicie nowy czas, spróbujmy też skierować naszą refleksję na tamten moment, kiedy to nam ogłoszono, że prezydentem Polski został on. Właśnie on.
    Być może ktoś po latach jest w stanie sobie jeszcze przypomnieć, że kiedy owe wybory jeszcze były przed nami, wiele osób sugerowało w komentarzach tu na tym blogu, że źli ludzie je niechybnie sfałszują, a ja na to milczałem, lub bardzo się starałam, żeby w swoich odpowiedziach nie iść zbyt daleko. Myślę, że ci którzy ten blog znają trochę lepiej, pamiętają też, że do pewnego momentu, ja bardzo starannie unikałem mówienia nawet o tym, że katastrofa w Smoleńsku była aktem celowym i zaplanowanym. Dlaczego tak było? Dlatego mianowicie, że ja oczywiście swoje wiedziałem od samego początku, natomiast moje umiarkowanie i wewnętrzny spokój kazały mi patrzeć na wszystko w pewnej perspektywie. A tę perspektywę wytyczał cel pierwszy, podstawowy i w gruncie rzeczy jedyny. Trzeba wygrać tę prezydenturę, a potem pomyślimy o reszcie.
      Nie wspominałem więc – do pewnego czasu – o smoleńskim morderstwie i przez pewien czas nie pisałem o fałszowaniu wyborów. Dopiero później. I znów dopiero dziś. A to, mimo że miałem niemal stuprocentową pewność, że Prezydent został zamordowany z premedytacją, a wybory z premedytacją zostały sfałszowane. Dlaczego więc wspominam o tym teraz? Otóż chodzi o to – i to też pisałem na tym blogu – moje świadectwo jest wręcz wymuszone bezczelnością zachowania ludzi odpowiedzialnych za to zło które się dzieje. Jeśli System, który dopuścił się tej zbrodni, a dziś ponownie – głosem wynajętych ekspertów – swoją zbrodnie próbuje ukryć, i przy okazji bez najmniejszych wyrzutów sumienia raz jeszcze oskarża za śmierć 96 ludzi Bogu ducha winnych pilotów, którzy sami w tej katastrofie zostali wymordowani, to ja – przepraszam bardzo – ale nie mam wyjścia. Jeśli najpierw nasz prezydent został zamordowany, następnie wybory w sposób absolutnie bezczelny zostały sfałszowane, a dziś oni znów zaczynają coś mi mówić na temat próby lądowania, to ja osobiście nie widzę najmniejszego powodu, żeby z równie spokojną twarzą znów nie ogłosić, że oni kłamią jak bure suki.
   Powiem wyraźnie, dlaczego uważam, że Bronisław Komorowski został prezydentem wyłącznie skutkiem wyborczego oszustwa. Wiem, że to moje gadanie jest bez znaczenia, podobnie jak bez znaczenia jest to, jak długo jeszcze będziemy przypominać, że samolot pod Smoleńskiem nie spadł skutkiem mgły, czy błędu pilotów, ale co mi szkodzi? Niech wiedzą, że ja wiem. I niech ich szlag trafia. Niech ich ta wiedza pali. Niech się tą wiedzą udławią i w efekcie tego udławienia zdechną. Bo na nic więcej i tak nie zasługują.
      Interesuję się polityką od wielu, wielu lat. I to nie interesuję się tak sobie, ale interesuję się bardzo. Od 1989 roku biorę udział we wszystkich możliwych wyborach i we wszystkich możliwych wyborach oddaję ważny i przemyślany głos. Pamiętam więc też świetnie, że nigdy wcześniej, w stosunku do tego co nas spotkało w lipcu 2010 roku, nie było takiej sytuacji, że na ostateczny wynik – wynik rozstrzygający – trzeba było czekać do ostatecznego komunikatu PKW? PKW podawało kolejne wyniki, najpierw po przeliczeniu pierwszych 20% głosów, następnie po przeliczeniu ponad połowy głosów, później po przeliczeniu ponad 70% głosów, wreszcie po przeliczeniu 90% głosów, i na końcu podawali ci państwo wynik ostateczny. Wynik wyborów – ten najważniejszy, a więc kto wygrał, znany był już po uwzględnieniu tzw. exit polls, a później był już tylko potwierdzany przez komunikaty PKW. Jeśli po przeliczeniu danych z pierwszych 20% komisji, okazywało się, że partia A, lub pan A prowadził nad partią B lub panem B z przewagą 2,6%, to w najgorszym razie, ta różnica mogła wzrosnąć lub się zmniejszyć, skacząc w międzyczasie raz to w górę, raz w dół, najwyżej o jakiś procent, lub – o zgrozo – dwa. A zatem zawsze już w niedzielę wieczorem, można było iść spokojnie spać, wiedząc przynajmniej, kto wygrał. I tak było przez lata.
     Przy okazji tamtych pos-smoleńskich wyborów, i to w pierwszej, jak i drugiej turze, było jak było. I nie muszę nawet tego szczegółowo opisywać. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. Zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku, Jarosław Kaczyński do momentu aż przeliczono wyniki z 52 % komisji, wygrywał, by ostatecznie ponieść bardzo wyraźną porażkę. Pamiętam bardzo dobrze, jak wyglądały komunikaty PKW za jednym i za drugim razem. Przewodniczący Komisji informował, że po przeliczeniu głosów z 20% komisji różnica między Komorowskim a Kaczyńskim spadła w stosunku do tzw. exit polls, dramatycznie. Dziennikarze, w stanie podwyższonej paniki pytali, czy to może jest tak, ze najpierw nadchodzą głosy ze wsi od chamów i durniów, na co Przewodniczący niezmiennie odpowiadał, ze absolutnie nie. Że głosy spływają równomiernie z całej Polski. Po przeliczeniu głosów z 50% komisji, okazywało się, że jest już po Komorowskim i po nich wszystkich. Na to, dziennikarze w kompletnym przerażeniu pytali raz jeszcze, ze może jednak za chwilę pójdą wielkie metropolie i wszystko się odwróci, na co Przewodniczący niezmiennie odpowiadał, że mowy nie ma. Że wszystko spływa równomiernie. A więc strach.
      Ja znakomicie rozumiałem to co mówi Przewodniczący z dwóch powodów. Przede wszystkim pamiętałem świetnie z wcześniejszych lat, że ta różnica najpierw się trochę zmniejsza, później trochę się zwiększa, by wreszcie utrzymać się na zbliżonym do oryginalnego poziomie. Po drugie jednak wiedziałem, że to całe gadanie o wsiach, które wysyłają raporty wcześniej jest funta kłaków warte. W mojej komisji, tam gdzie ja oddawałem swój głos, uprawnionych do głosowania było jakieś 1500 osob, z czego głosowało 800, z czego niecałe 200 głosowało na Jarosława Kaczyńskiego. Przepraszam bardzo, ale ile czasu ci ludzie potrzebowali, żeby policzyć te głosy, wklepać wynik do komputera i posłać wiadomość do Warszawy. Więcej niż u mnie na wsi, gdzie była pewnie tylko jedna komisja, ale za to prawdopodobnie głosowało tyle samo osób? Co za absurd!
      Absurdalność tego typu myślenia potwierdził zresztą sam Przewodniczący PKW, kiedy wielokrotnie – powtarzam, wielokrotnie – powtórzył, że system jest taki, że najpierw idą głosy z komisji zamkniętych, takich jak więzienia, szpitale i ośrodki pomocy społecznej, gdzie głosuje może 10, 20, czy 50 osób, ale już chwilę później wszystko leci równo i demokratycznie.
      Z matematyki jestem, jak to mówią, zimny. Rachunek prawdopodobieństwa, z mojego punktu widzenia, to wyłącznie coś co mi każe wierzyć, że w nadchodzący długi weekend żona moja pojedzie nabrać sił do swojego ukochanego Przemyśla. Nie przeszkadza mi to jednak, by wiedzieć, że jeśli po przeliczeniu 52% głosów, liczonych demokratycznie i tak jak do tych co liczą napływają, Jarosław Kaczyński prowadzi nad Bronisławem Komorowski, po dodaniu tak samo liczonych pozostałych głosów ta różnica zmienia się na korzyść Komorowskiego aż tak radykalnie, jak to miało miejsce w niedzielę 4 lipca 2010 roku, taka sytuacja jest zwyczajnie wykluczona.
       Ja mogę uwierzyć, że jeśli Kaczyński po uwzględnieniu głosów z ponad połowy komisji prowadził te pół procenta, czy ile to tam było, to ewentualnie mógł przegrać jednym procentem, lub – jakimś cudem – dwoma. Ale nie sześcioma!!! Gdyby tak było, należałoby przyjąć, że wyłącznie przez czysty przypadek, w pozostałych 48% komisji Bronisław Komorowski wygrał nagle ze średnią przewagą 10%! Przypominam jeszcze raz – sam Przewodniczący PKW wielokrotnie zapewniał, że głosy płyną zewsząd równym strumieniem.
      A więc powstaje pytanie, co się takiego stało? Jak to się wszystko odbyło? Nie mam pojęcia. Zwykła logika nakazuje mi podejrzewać, że kiedy po przeliczeniu ponad połowy głosów z całej Polski okazało się, że Komorowski dostał w ryj, System wydał polecenie, żeby już do samego końca zrobić wszystko, by ten rezultat był odwrotny. I żeby on był odwrotny w sposób przekonujący. Ale czy mam rację? Myślę że mam, choć głowy nie dam. Bardzo trudno mi jest przyjąć, że żyjemy w gruncie rzeczy w dzikiej  Afryce. Wprawdzie wiele na to wskazuje, a już najbardziej od 10 kwietnia, ale i tak kocham Polskę tak bardzo i jestem z nią tak związany, że nie chcę o niej myśleć aż tak źle. Wolę wierzyć, że tamten samolot spadł, bo była mgła, a piloci byli pijani po nocnej imprezie, lub się zagapili. Albo że nawet Lech Kaczyński okazał się nędznym głupcem. Daje słowo, że tak by mi było łatwiej, niż żyć w przekonaniu, że oni zrobili z Polski dziki kraj.
      Jednak jest mi bardzo trudno to przyjąć. Z jednego prostego powodu. Oni kręcą. Stoją, bezczelnie patrzą mi w oczy i kręcą jak cholera. Od masakry Smolensk' minęły już ponad dwa lata, a oni stoją i wciąż kłamią. Nie chcą mi dać jednego zwykłego słowa wyjaśnienia. Patrzą bezczelnie prosto w oczy i łżą jak psy. Dlatego ja się czuję zwolniony. Na dobre. I zachęcam wszystkich, by nie ustawali w powtarzaniu tej jednej prawdy: Oni kłamią jak bure suki. I mają do tego bardzo wyraźny powód. Powód równie wyraźny jak tamta śmierć.
***************************************
A PÓKI CO ..
- AFRICA II: 

"Spróbuj pomyśleć"

mec. Janusz Wojciechowski - poseł RP do Parlamentu Europejskiego (2012-04-25)