o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

piątek, 31 października 2008

SKRETYNIENIE . ELYT. PO STĘPOWE.


Gwiazdowski: Zwolennicy euro robią z Polaków kretynów
Wejdziemy, nie wejdziemy do strefy euro? To jest ambiwalentne. Oczywiście bardzo dobrze by było, gdybyśmy spełniali kryteria wejścia do strefy euro. Ale jakby było referendum w tej sprawie, w ogóle bym nie poszedł głosować. Ja nie walczę z euro. Ja walczę z idiotyczną argumentacją zwolenników euro - mówi DZIENNIKOWI Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Argumenty zwolenników euro są na poziomie argumentów za proszkiem do prania: "Ten wypierze lepiej!". A tak naprawdę co to jest za argument, że dzięki euro będzie szybszy wzrost gospodarczy? Jakim cudem? Jaki jest związek między kolorem farby na papierze waluty będącej oficjalnym środkiem płatniczym a tempem wzrostu gospodarczego? Makroekonomiści, którzy używają takich argumentów, nie mają zielonego pojęcia, co się dzieje w realnej gospodarce.
Drugi argument. Będzie bezpieczniej. Bardzo przepraszam, ale pierwszy z drugim jest sprzeczny! Jak się chce jechać szybciej, to się jedzie mniej bezpiecznie.
A argument, że łatwiej będzie podróżować po Europie, to już jest zupełny absurd. To jest robienie z Polaków kretynów, że niby nie potrafią sobie przeliczyć złotówki na euro.
Robert Gwiazdowski
Gorący komentarz
środa 29 października 2008 13:36 Dziennik

http://dziennik.pl/opinie/article258216/Gwiazdowski_Zwolennicy_euro_robi...


wtorek, 28 października 2008

Walka o Prawdę.


ojro BRYGADA KRYZYS

2008-10-28, 07:16:34 http://sawa.salon24.pl/99700,index.html
Nie ma kryzysu... Nie ma kryzysu... Nie ma kryzysu...
*****
Nie pomaga zaklinanie rzeczywistości.. Budzimy się z ręka w nocniku. Nie widzi jeszcze tego marszałek Borusewicz który wdał się właśnie w niepotrzebną awanturę i zatrzaskuje drzwi Senatu przed posłem dr. Religą. Religa miał zaprezentować senatorom stanowisko Prezydenta RP w/s słuzby zdrowia i przeprowadzenia referendum z pytaniami o komercjalizację szpitali. A tu klops. Marszałek Borusewicz zachowuje się jak maruder. Nie kuma, ze wczorajsze spotkanie /Jarosław Kaczyński – Donald Tusk/ oznacza zawieszenie broni w wojnie na górze.Jeszcze nie wiemy wprawdzie czy to pokój chwilowy i taktyczny dla przegrupowania sił czy taki prawdziwy prowadzący do wspólnego odwracania niebezpiecznych trendów. A tak a propos, ta wojna bardzo szkodzi naszej kondycji gospodarczej. To ona w glownej mierze przyczynia się do spadków wiarygodności naszej gospodarki w międzynarodowych rankingach.Borusewicz wykluczając z dyskusji Religę stawia wyżej interes partyjny PO niż ważny problem społeczny. Nawet nie interes partyjny PO, ale dąsy i anse. Bo kto lepiej niż dr Religa potrafi wyłuszczyc senatorom istote sporu?! Ale nie o słuzbie zdrowia chciałam pisać ten post. Mniemam, ze nie jest ona przyczyną kryzysu jaki nasila się w naszym kraju chyba co najmniej od roku. Dobrze zorganizowana słuzba zdrowia mogłaby i owszem wspomagać naszą gospodarkę. Ale to osobny temat. Krótko mowiąc chcialabym usłyszeć co ma do powiedzenia jeden z największych autorytetów medycyny i wielki znawca jej problemów prof. Religa. Marszałek Borusewicz zamyka mu usta... i to tylko dlatego, ze nie jest to człowiek PO.Jednym z pierwszych środków zaradczych jakie należy zaaplikować naszej gospodarce to zdymisjonować ministra finansów. Tusk nie powinien czekać na wniosek PiSu w tej sprawie ale zrobić to jak najszybciej. Nie wyobrażam sobie odwrócenia trendu na katastrofę bez głębokiej rekonstrukcji rządu. Minister Rostowski chyba najbradziej zasłuzył się w doprowadzeniu naszaej gospodarki do stanu w jakim jestesmy. Wskaże tylko dwa powody dla których należy mu się dymisja. Ślamazarna reakcja na zawał na granicach wschodnich – mam na mysli strajk celników w pierwszej połowie tego roku. To był cios z kategorii tych nokautujacych jakie otrzymała nasza gospodarka. Malo kto zwraca na to uwagę, nie ma żadnych analiz tego co się wtedy stalo. I drugi powód – ksiezycowe założenia do przyszlorocznego budżetu. Nie ma nic gorszego niż schlebiający premierowi minister finansów czy skarbnik schlebiający burmistrzowi. Nie ma nic gorszego niż tworzenie budżetu życzeniowego opartego nie na realiach... ale na chciejstwach. To prowadzi na manowce z których powrót może być długi i bolesny.
komentarze (2)Skomentuj

napisz do nas.
sawa.com
słyszałem w porannej Jedynce Gleba Chlebowskiego, który stwierdził wprost, że nie ma powodu, by "jakiś poseł PiS" reprezentował Prezydenta. Borusewicz zachował się skandalicznie, ale z tego, co wygaduje Chlebowski należy raczej wysnuć wniosek, że PO wcale nie zmienia kursu. Ja zaś sobie myślę, że im bardziej będą peokraci brnąć w ciemniactwo, tym lepiej, chcę bowiem obejrzeć ich spektakularną klęskę. Pozdr
2008-10-28 07:45Free Your Mind
Najlepiej wypada jak milczy
Borusewicz to porządny chłop - tak mówią o nim ci co go poznali. Tyle tylko, że chłop to jeszcze nie dyplomata. Wadą marszałka jest przede wszystkim wyjątkowy brak umiejętności wysławiania się. To sprawia, że słuchając go nie wie się tak naprawdę co chce powiedzieć. Tej przywary nie zdoła już z pewnością pokonać. Być może to co oświadczył w sprawie reprezentowania Prezydenta przez Religę w Senacie jest tylko efekt bezmyślnego, słownego bełkotu. Już teraz panowie Chlebowscy i inni muszą łagodzić wydźwięk słów które padły, bagatelizując całą sprawę.
2008-10-28 07:51Kaktus0113

poniedziałek, 27 października 2008

poniedziałek, 20 października 2008

Jörg Haider - Requiescat in Pace



Jörg Haider zginął w wypadku samochodowym - tę informację usłyszałem dziś rano włączając radio. Volkswagen Phaeton kierowany przez premiera Karyntii około 1:30 miał zjechać z drogi i przekoziołkować. Haider zginął na miejscu w skutek ran głowy i klatki piersiowej. Przyczyna wypadku będzie pewnie badana przez tamtejszą prokuraturę, ale mogę się założyć, że na koniec ogłoszą taki oto komunikat "kierowca zasłabł za kierownicą" albo "biegli nie potrafili ustalić jednoznacznej przyczyny wypadku".

Owszem mogło tak być, ale jakoś bardziej pasuje mi to do działań rozmaitych "nieznanych sprawców" jakiś "specjalistów od śrubek". Nie zdziwiłbym się gdyby ktoś chciał się go pozbyć. Jörg Haider był przecież od lat kością w gardle dla lewicy nie tylko w Austrii, ale i w Europie. Był to polityk nietuzinkowy, charyzmatyczny, wierny swoim ideałom i skuteczny. Jako długoletni lider Partii Wolności Austrii uczynił z niej jedną z głównych sił w kraju, pod jego przywództwem w 1999 r. zdobyła ona 22 % głosów i utworzyła koalicyjny rząd z chadecką OVP. Co skończyło się sankcjami wobec Austrii ze strony Eurosojuza. Bo Haider miał być rzekomo "populistą" i "neonazistą" bo bo któż inny mógłby być przeciw władzy Brukseli nad swoją Ojczyzną ? W 2005 r. Haider utworzył Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii (BZO). W niedawnych wyborach zdobył on 11 % głosów. Był długoletnim (od 1999 r.) premierem Karyntii, w landzie tym cieszył się wielką popularnością. Nie z powodu populizmu i pijarowskich sztuczek w stylu Donalda Tuska, ale dlatego, że mądrze i skutecznie rządził tym landem. Doprowadzając go do rozkwitu. Co łatwe nie było, porażki życzyły mu "postępowe" siły w Austrii i poza nią i gdy tylko mogły rzucały kłody pod nogi.

Jörg Haider był austriackim patriotą. Chciał by jego Ojczyzna była krajem suwerennym. Z tego powodu sprzeciwiał się przystąpieniu Austrii do Eurosojuza, zastąpieniu szylinga przez euro jak i konstytucji UE w kolejnych jej odsłonach (jawnej i zakamuflowanej jako "Trakat Lizboński"). Domagał się referendum w tych sprawach twierdząc, że to Naród jest suwerenem więc powinien się wypowiedzieć. "Demokraci" wiedzieli jednak, że gdyby suweren mógł podjąć decyzję w sprawie waluty czy konstytucji UE to wyrzuciłby je do kosza więc się nie zgadzali. Premier Karyntii uważał Europę za wspólnotę cywilizacyjną opartą o tradycje antyczne i chrześcijańskie - był więc przeciwny przystąpieniu Turcji do UE. Ostrzegał przed skutkami niekontrolowanej imigracji zarobkowej do Austrii, wskazując, że może ona zagrażać spoistości etnicznej, kulturowej i religijnej kraju. A także, że będzie powodować pogorszenie warunków pracy dla Austriaków. W Karyntii wprowadził zmiany do prawa budowlanego zakazujące stawiana obiektów sprzecznych z historyczną i kulturową tradycją regionu. Warto i u nas pomyśleć o takiej zmianie, gdy słyszy się o planach budowy meczetu pod Wawelem czy w Warszawie. Także w innych kwestiach Jörg Haider prezentował stanowisko zgodne z austriackim interesem narodowym, zgodne z światopoglądem konserwatywnym.

W jego osobie rodzina straciła syna, męża i ojca. Austria wielkiego patriotę, zaś austriacka prawica - charyzmatycznego lidera. Co jest dla niej dużym ciosem w sytuacji kryzysu politycznego w jakim znajduje się ten kraj. Mam jednak nadzieję, że wbrew nadziejom wielu śmierć Jörga Haidera nie stanie się zaczynem uwiądu dla prawicy w Austrii, a wręcz doda jej sił do walki. Walki o taką Austrię o jakiej marzył zmarły
ś. p. premier landu Karyntii - Jörg Haider.

komentarze (87)Skomentuj
********************
...aus Kondolenzbuch.
...... ( ) Paul Schmidt aus Göteborg, Schweden
Email: paul.schmidt@telia.comDatum: 18.10.2008 07:58:14 Mein aufrichtiges, tiefes Beileid der ganzen Familie,allen Kärntnern und Kärntnerinnen, allen Österreichern!Mit Dr. Jörg Haider ist einer der ganz grossen Politiker aus dem Leben ausgeschieden.Der Verlust ist unermesslich!

nächste Seite »
Seite 1 von 603
1 2 3 4 5 6 »» Springe zu Seite1 41 81 121 161 201 241 281 321 361 401 441 481 521 561 601 603

niedziela, 19 października 2008

Pałkarze i Kassandry.



bon MOTTO:

Prof. dr Rafał Broda.
***

-
" ...szajka zwana uzurpatorsko kierownictwem rządowym polskim, zmusza ogół uczciwych ludzi w Polsce, by bezradnie "pozwalali" polskojęzycznej mafii masakrować -pałką-MEDIABW- bezbronne ofiary:

- polską rację stanu, polskich mężów stanu. Patriotów Polski.

Tym w istocie, biciem na śmierć, są zmasowane od roku występy całej trupy w s z e c h m o c n y c h * b e z k a r n y c h pajaców-sadystów herbu Palikot.
Bez wątpienia, w tej samej trupie, w zniuansowanej roli, grają też i wymienieni W-L. AZ. I Legion dalszych.
Trwa, jak niedawno wokół Bruxeli, spektakl polskiego państwa bezprawia.
Trwa obłędny festiwal zaprzaństwa/politycznego, i sadyzmu psychicznego/psychologicznego/moralnego.
I trwa zakłopotane milczenie w obliczu zbrodni bezrawia, sadyzmu, hucpy.
Szeroko za to daje głos gawiedź diskopolowa, z trybun tego festivalu bejsbola .
W imię d...kracji, w imię Europy.
----------------
I jeszcze brzmi głos Kassandry.
To - mówią i działają, za to oddają siły, zdrowie, życie : Oriana Fallaci. Wojciech Sumliński. Jorg Heider. Zbigniew Herbert. Profesorowie: Wolniewicz * Zybertowicz * J.R. Nowak. ( ...., ...., .... )
Pojedyncze mocne głosy sprzeciwu, to mi.in. Zapiski Polaków.
Bóg Im wszystkim zapłać.
Przed nami od roku pytanie:
- - czy PL i Polacy.XXI na całym świecie - po generale Walterze RPrl, Donaldzie Sikorka-sikorskim, - w y b i j ą * s i ę - na niepodległego > generała Sosnkowskiego< , w IV RP ?

... Przeżyją kolejny Festival/ Karnaval SOLIDARNOŚĆ * PiS * ..... * .... ?

Do kiedy będą góra -tamci-gdzie-stało-ZOMO- ?

Z największym szacunkiem pozdrawiam Autora *Zapisków.

STEIN

sobota, 18 października 2008

...mówi polski leader.

http://nczas.com/publicystyka/jak-urzednicy-rozwalaja-firmy-wywiad-z-romanem-kluska/
PUBLICYSTYKA, 16 PAŹDZIERNIKA 2008
Jak urzędnicy rozwalają firmy. Wywiad z Romanem Kluską

Roman Kluska, były prezes Optimusa, dzięki ciężkiej pracy osiągnął finansowy sukces. Nad jego głową zawisł urzędniczy topór, gdy w lipcu 2002 r., został w spektakularny sposób aresztowany pod zarzutem wyłudzenia 30 mln zł podatku VAT. O kulisach swoich zmagań z urzędnikami, pobycie w więzieniu, pomysłach na biznes mówi laureat Nagrody Kisiela 2003 za “walkę z bezprawiem aparatu państwowego”.

GW: Jak hodowla owiec, panie prezesie?

Roman Kluska: Mam 200 owiec. Tylko mleka dają trochę mało. Kupiłem najlepsze owce z Niemiec. Ale mleka dają ledwo połowę tego, co w Niemczech. Nawet przyjechali do mnie hodowcy żeby zobaczyć, co się dzieje. Powiedzieli, że w Niemczech nie ma rolnika, który zapewniłby owcom tak dobre warunki.

Rozpieścił pan owce to się rozleniwiły
Też tak myślałem. Problem, niestety, jest gdzie indziej. Dawniej krowy dawały 10-15 litrów mleka dziennie. Dzisiaj dobra krowa daje i 50 litrów. I krowa, i owca da dużo mleka, jeśli dostanie dużo białka. A białko gdzie jest?
Z rolnictwem u nas słabo, panie prezesie.
Głównie w soi i rzepaku. Tyle że nie istnieją teraz na świecie ani soja, ani rzepak niemodyfikowane genetycznie. Niemal wszystko jest GMO. Moje owce nie dostają pasz z GMO. Dlatego dają mniej mleka, a przez to koszt produkcji jednego litra jest u mnie znacznie wyższy niż u innych hodowców.
I co pan robi z tym mlekiem?
Doskonały ser. Co prawda na razie nie mogę go sprzedawać.
Kupców nie ma, bo za drogi?
Są. Całe kolejki przyjeżdżają.
To czemu pan nie sprzedaje?
Bo byłbym przestępcą. Muszę mieć zgodę stosownych urzędów.
Jaki problem? Niech pan wystąpi o zgodę.
Gdyby nie było problemu, to już bym ją miał. Żeby dostać zgodę na produkcję serów przy gospodarstwie rolnym, muszę spełnić takie same warunki jak potężna mleczarnia. Czyli postawić szatnie: czyste, brudne, przebieralnie, osobny magazyn na opakowania, osobny na ser, dwupiętrowy budynek etc. Wydałem na to już wiele milionów. Sera sprzedawać nie mogę, więc na razie leży w dojrzewalni. Hobbystycznie robię sery po prostu.
I długo się pan stara o pozwolenie?
Kilka lat. Jak dobrze pójdzie, to za parę miesięcy wszystkie pozwolenia będę miał. Ćwiczę na sobie głupotę polskiej rzeczywistości, bo który rolnik przez to przejdzie?
Będzie po prostu sery na czarno sprzedawał i tyle.
Rozmawiam ostatnio z jednym urzędnikiem. Wie pan, że to jest absurdalne? On odpowiada: wiem! I dlatego nie ścigamy rolników, którzy robią sery, mimo że łamią prawo.
Daleko pan odszedł od produkcji komputerów.
Mnie od młodości interesowała informatyka. Jestem nawet absolwentem pierwszego rocznika informatyki ekonomicznej na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Obyłem się tam z komputerami, a w ramach pracy magisterskiej na bazie matematyki przewidziałem upadek komunizmu…
Jak?
Moją specjalizacją były statystka i ekonometria. Jako pracę magisterską zrobiłem program komputerowy, który był matematycznym modelem gospodarki narodowej. Wprowadzając do programu skomplikowane dane, można było zobaczyć, jak będzie wyglądać w przyszłości socjalistyczna gospodarka.
I co wyszło?
Że będą ogromne niedobory produkcji roślinnej. Jak nie ma produkcji roślinnej, to zaczyna brakować też mięsa. Jak nie ma mięsa, to trzeba je importować. To spowoduje niewypłacalność Polski, upadek gospodarki i koniec państwa komunistycznego.
A miał pan w tym modelu Wałęsę i Jana Pawła II?
Nie. Za to wyszło jasno, że komunizm padnie, bo nie będzie w stanie finansować swoich wydatków.
Dziwne, że pozwolili panu taki program zrobić
W Warszawie za tę pracę zostałbym wyrzucony z uczelni. W Krakowie dostałem dyplom z wyróżnieniem.
I kiedy padł panu komunizm?
Nie pamiętam już. Różnica w porównaniu do 1989 roku nie była jednak większa niż pięć lat.
Kończy pan studia i?
Pracę broniłem w 1978 roku. Po wojsku poszedłem do pracy do zakładu naprawiającego autobusy. Zostałem tam zastępcą dyrektora.
Szybko
Młody szczawik byłem za przeproszeniem, a tu potężny zakład 1,3 tys. ludzi. Nawet do partii nie należałem, więc formalnie awansu nie powinienem był dostać.
To czemu pan dostał?
Nikt nie był w stanie opanować sytuacji. Dyrekcja zmieniała się tam co kilka miesięcy.
A co się działo?
Komedia. Koszt napraw tych autobusów był większy niż ich wartość. Przyjeżdża autobus. Zamiast demontażu często była dewastacja, np. wybijanie szyb a potem odtwarzanie autobusu z części których chronicznie brakowało.
Po co tak?
W komunizmie nie było wielkiej różnicy, czy pracę się wykona dobrze, czy źle. I tak wypłatę się dostało.
I co pan zrobił?
Czytałem dużo na temat metod organizacji pracy w Japonii. Postanowiłem Japonię zastosować w praktyce. Podzieliłem zakład na 23 małe części i wszystkim pracownikom produkcji zamiast dotychczasowej płacy dałem udział w zysku ich części przedsiębiorstwa.
Kapitalizm.
Najgorszy, jaki sobie można wyobrazić. Ale Polacy to nie taki głupi naród. Pracownik zaraz obliczył, że tych szyb nie opłaca się wybijać, bo jak ją wyjmie i założy z powrotem, to dostanie pieniądze.
Reedukację pan przeprowadził.
Wtedy przedsiębiorstwa państwowe były zrzeszone w zjednoczeniach. W moim zjednoczeniu było 30 zakładów naprawy autobusów. Na te 30 zakładów zawsze byliśmy na ostatnim miejscu. Po czterech miesiącach “kapitalizmu” wyszliśmy na drugą pozycję. Jak pojechałem do zjednoczenia, byłem przyjmowany jak cudotwórca. Pytają mnie, takiego chłopaczka, dyrektorzy innych zakładów lat 60, 70: “Jak pan to zrobił? Niech pan powie, kolego?”.
Narobił pan sobie wrogów.
Tak. W tamtych czasach w każdym zakładzie musiały działać rada pracownicza, związek młodzieży socjalistycznej, organizacja partyjna, związki zawodowe itp. Działacze stanowili wówczas ok. 10 proc. załogi. Zamiast pracować, głównie organizowali zebrania. W moim systemie za udział w zebraniach nie płacono. To i wrogów przybywało.
Ostry pan był.
Działacze zrobili wszystko, żebym odszedł. Ułatwiłem im zadanie i złożyłem dobrowolną rezygnację. Odszedłem i byłem bez grosza.
Pan dyrektor?
Dyrektor dostawał wtedy mniej pieniędzy od robotnika. Mieszkałem wtedy w niewielkim domu, który dostałem od rodziców. Hodowałem przy domu maliny, żeby dorobić jakieś pieniądze do pensji, ale z tego był zysk tylko przez miesiąc w roku. Głównym pożywieniem dla mojej rodziny był chleb i dżem. Jak dostawałem wypłatę, pędziłem do sklepu i kupowałem 12 słoików dżemu, wiśniowego. Pamiętam do dziś. po 4,50 zł sztuka. To musiało wystarczyć na miesiąc. Jakbym nie kupił od razu, to pieniądze by się rozeszły.
Kończy się poprzedni ustrój 1988 rok, mamy ustawę Wilczka.
Otwieram firmę komputerową. Kapitał zakładowy: 12 dolarów. Dziś mogę się przyznać, nawet nie miałem nawet tyle.
Skłamał pan.
Wpłaciłem z pewnym opóźnieniem. Wtedy żeby dowiedzieć się, jak poprowadzić firmę, wystarczyło przeczytać parę ustaw: kodeks handlowy, ustawę podatkową, prawo celne, kodeks pracy. Zrobiłem to w jeden wieczór. Takich ludzi jak ja było wtedy w Polsce tysiące, dziesiątki tysięcy. Każdy założył swoją maleńką firmę i do dzieła. Liczyła się tylko praca i intelekt. To były piękne czasy. Żaden urzędnik nie miał wiele do powiedzenia. A prawo podatkowe było tak proste, że jak była kontrola, nawet nie musiałem kontrolerowi herbaty postawić. Sprawdził tylko, czy podatek zgodnie z prawem zapłacony, i szedł dalej.
I co pan robił?
Programy komputerowe. Skoro byłem dyrektorem, to wiedziałem, że informacje, ile zakład zarobił na produkcji, ile materiałów zużył, dostępne są dopiero po 1,5 miesiąca po fakcie. Poszedłem do pierwszego lepszego zakładu i mówię: “Panie dyrektorze, ja panu zrobię taki program, że będzie pan codziennie na bieżąco wiedział, co się w firmie dzieje, jakie pan ma koszty”. On mówi: “Taak?”. I zrobiłem. On pokazał kolegom, przyszło następne zamówienie i następne. I tak firma rosła i rosła.
Kariera w amerykańskim stylu. Od zera do milionera.
Chyba byliśmy dobrzy. Zaczęliśmy wchodzić na poziom wyższy od marzeń. Prawie każdy z branży na świecie chciał się ze mną spotkać. Będąc facetem bez grosza, zbudowałem firmę, która sprzedawała w swoim kraju więcej komputerów niż wszystkie firmy amerykańskie razem wzięte. A trzeba pamiętać, że amerykańskie firmy IBM, Dell, Packard, Compaq podbijały świat. Wchodziły do danego kraju i kosiły konkurencję. Były tylko dwa kraje gdzie polegli. Japonia i Polska.
Urząd skarbowy jakoś tego nie docenił.
W lipcu 2002 dostałem za swoje. Żeglowałem na Mazurach. Przyjeżdżam do domu nad ranem, ledwo się położyłem. O 6 rano ktoś krzyczy do domofonu: “Policja, otwierać!”. Wpada jakiś facet i mówi, że ma polecenie przetransportowania mnie do prokuratury Apelacyjnej w Krakowie do Wydziału Przestępczości Zorganizowanej. Pokazuje zezwolenie na rewizję domu i zajęcie wszystkich wartościowych rzeczy.
Zarzut?
Wyrządzenie szkody majątkowej w wysokości 8 mln zł.
Czyta pan ten zarzut i co pan myśli?
Że to jakiś żart. Bzdura. Wypadek. Pomyłka po prostu.
A policja?
Otoczyli dom. Skuli mnie kajdankami przy rodzinie. Prowadzą mnie w konwoju. Jeden z policjantów mówi, że to po to abym nie uciekł.
A chciał pan uciec?
Gdzie tam. Skuli mnie wiozą do prokuratury w Krakowie. Tam wrzucają mnie do klatki, z grubymi żelaznymi prętami. Klatka metr na dwa metry. Siadłem w tej klatce na ławeczce. Jak szedłem do ubikacji, to mnie skuwali. Rozkuwali, dopiero jak wchodziłem do klatki. Wreszcie dochodzi do konfrontacji. Pani prokurator powiedziała: “Teraz wykażemy pańską przestępczą działalność”. Wprowadzono mnie do jakiegoś pokoju, a tam siedzi trzech pracowników Optimusa. Milczą. Jeden tylko bąknął do pani prokurator: “Prezes Kluska ma charyzmę”.
A pani prokurator co na to?
Skończyła konfrontację. Mówi mi: “Jutro dostanie pan areszt na trzy miesiące, a ile lat pan posiedzi, to się okaże”. Pod klatkę podchodzi adwokat wynajęty przez rodzinę. I mówi, że cały mój majątek zajęto: dom, działki itp. Nie wiadomo dlaczego, nie zablokowali mi tylko kont bankowych. Dostaję celę czteroosobową. Zabierają mi sznurówki i pasek od spodni. Wchodzę do celi. Aresztowani się przedstawiają. Jeden siedzi za zabójstwo, drugi za wielokrotne pobicie, a trzeci za kradzież. “A ty za co?” - pytają.
I co pan odpowiedział?
Że nie wiem. I proszę sobie wyobrazić uszanowali, że nie chcę mówić. Powiedzieli: “Jest zimno, jak chcesz, masz koc”. Poprosiłem strażnika, czy mogę iść do ubikacji.
Pozwolił?
Nie. Powiedział: “Jak dam ci w ryja, to cię rodzona matka nie pozna”. Zrozumiałem, że to nie był żart.
Co pan czuł?
Że świat się zawalił. Całe poczucie sprawiedliwości prysnęło jak bańka mydlana. Mam siedzieć wiele lat w więzieniu, rodzinie odebrano wszystko. Nie ma z czego żyć, a wszyscy w mediach powtarzają, że jestem groźnym przestępcą. Gdyby ktoś wtedy powiedział: odcinamy ci obydwie nogi, ale to się przestaje dziać, to ja bym się natychmiast zgodził.
I jak pan sobie poradził?
Człowiek w takiej sytuacji bardzo często się załamuje. Ogarnia go pustka, beznadzieja, rozpacz. Taki ogrom krzywdy przeraża, człowieka nawiedzają czarne myśli. Ja w tej krytycznej chwili znalazłem oparcie w Bogu, i to mnie uratowało. Świadomość że jest ktoś, kto zna prawdę, że mnie kocha i że może wszystko, choćby uwolnić mnie od moich prześladowców, pozwoliła mi wyjść obronną ręką z tego wszystkiego.
Modlił się pan?
Tak. Powtarzałem: “Jezu, ufam Tobie!”. Dzięki zaufaniu do Boga nigdy nie miałem myśli samobójczych, a wręcz przeciwnie - stawałem się coraz silniejszy i lepszy. Przez to cierpienie zaczynałem lepiej rozumieć świat i siebie.
Co dalej?
Zabierają mojej rodzinie samochody. Chcieli je wziąć już podczas aresztowania, ale w nakazie było, że mogą zabrać wszystko, ale tylko Romanowi Klusce. A samochody były na firmę. Na drugi dzień Wojskowa Komisja Uzupełnień w Nowym Sączu podejmuje decyzję o zajęciu tych samochodów na czas nieokreślony. W polskim prawie nie ma przepisów, które by na to pozwalały.
To były jakieś supersamochody?
Zwykłe toyoty land cruiser.
Wychodzi pan z aresztu?
Siedzę cały wieczór, całą noc. Następnego dnia wywieźli mnie znowu do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Podejrzanego skuć. Podejrzanego wyprowadzić. Nie nazywam się już Kluska. Jestem podejrzany. Wchodzę do budynku prokuratury. Jestem już wytresowany, od razu idę do klatki. Pani prokurator, która dzień wcześniej była taka władcza, mówi: “Ale panie prezesie, ależ rozkuć pana prezesa… Kawy? Herbatki?”.
Ale wypuszczają pana?
Za kaucją 8 mln zł. Mój adwokat jest zszokowany.
Czemu?
W Polsce takich wysokich kaucji nie ma! Dla nikogo! Podpisałem odpowiednie papiery i za pięć minut stoję przed budynkiem w Krakowie jako wolny człowiek. Oczywiście zaczynam myśleć , że teraz wszystko się bardzo szybko wyjaśni. Tylko że się nic nie chce wyjaśnić.
Wraca pan do domu.
Żona mi mówi, że dzwonił jakiś dobry pan, który chce mi pomóc. Żebym koniecznie do niego zadzwonił, bo to był taki dobry pan, taki życzliwy. Wie, że zostałem oskarżony niesłusznie. Dzwonię do niego. Facet mówi mi, że jest w stanie spowodować, że sprawa zostanie umorzona. Ale jak chcę poznać warunki, to muszę zadzwonić na numer telefonu. I podaje mi numer.
Zadzwonił pan?
Ja nie. Ale przekazałem numer jednemu z najbardziej znanych mediów w Polsce. Dziennikarze zrobili zasadzkę. Podali się za Romana Kluskę.
Kto odebrał?
Agenci WSI. Konkretnie telefon należał do WSI Rzeszów. A warunki, które miałem spełnić, miała przekazać osoba, której telefon należał do WSI Kraków.
I dziennikarze wydrukowali to?
Nie. Mimo że dawali mi 100 proc gwarancji, że ten tekst pójdzie. Redaktor naczelny przestał ode mnie odbierać telefony.
To jedyny przypadek, że ktoś chciał panu “pomóc”?
Nie. Było ich więcej. Później przyszedł do mnie w biały dzień do firmy inny człowiek. Chciał 8 milionów. Też obiecywał zakończenie sprawy.
Wariat?
Podał mi szczegół ze śledztwa, który znałem tylko ja i prokuratura. Wyrzuciłem go za drzwi. Moja sekretarka powiedziała, że go zna. Podała mi jego imię i nazwisko. Złożyłem zawiadomienie na policji.
A policja?
Dziwna sprawa. Na policji moja sekretarka już tego człowieka nie była w stanie rozpoznać. Mimo że chwilę wcześniej znała go bardzo dobrze.
Co zeznał?
Przyznał się, że był u mnie i chciał wyłudzić 8 milionów. Policja umorzyła sprawę ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. Później sprawdziłem, kim był ten człowiek.
Kim?
Byłym agentem SB.
I co pan zrobił?
Udało mi się z Optimusa dostać wszystkie kopie dokumentów księgowych. Wiozę je do profesora Ryszarda Mastalskiego, najwybitniejszego specjalisty w kraju od spraw podatkowych. Dorady premiera Millera, członka rady legislacyjnej. On mi mówi na wstępie: “Panie prezesie, ja zrobię ekspertyzę. Ale to będzie kosztowało i nic panu nie da, bo wiem z prasy, że jest pan przestępcą”.
Decyduje się pan?
Tak. Nalegam, żeby zobaczył dokumenty. Po kilku tygodniach Mastalski dzwoni, mówi, żebym przyjeżdżał. Od progu krzyczy, że jestem niewinny. Pisze wprost w ekspertyzie - że jestem niewinny. Że nie złamałem żadnego przepisu, bo złamać po prostu nie mogłem.
Szczegóły prosimy.
Ministerstwo Edukacji Narodowej zorganizowało przetarg na komputery do szkół. W ustawie o VAT był zapis, że jeżeli komputer jest sprowadzony z zagranicy, automatycznie nie płaci się podatku VAT. Ale jeżeli komputer jest zakupiony w Polsce, to trzeba zapłacić VAT w wysokości 22 proc.
Czyli bardziej opłaca się sprowadzać komputery z zagranicy, niż je kupować w kraju.
Tak. Z drugiej strony, ktoś ten sprzęt musi serwisować we wszystkich szkołach. Eksperci Ministerstwa Edukacji znaleźli proste rozwiązanie. Niech polska firma sprzeda komputery firmie zagranicznej, a ministerstwo od niej odkupi sprzęt. Wtedy wszystko będzie zgodne z prawem.
A jaki pan dostał zarzut?
Wprowadzenia w błąd urzędów celnych co do miejsca wyprodukowania sprzętu. Na każdej deklaracji celnej był napis: “Producent: Optimus, miejsce pochodzenia: Polska, miejsce wyprodukowania: Nowy Sącz”. Gdzie ja wprowadzam w błąd urząd celny? Moja firma produkuje komputery na życzenie rządu, sprzedaję wskazanej przez rząd firmie zagranicznej. To jest jakiś absurd! Robię oczywiście drugą ekspertyzę, trzecią ekspertyzę. Wszyscy eksperci piszą dokładnie to samo co profesor Mastalski. Bo co mogą napisać?
Prawdziwym przełomem było przesłuchanie w komisji sejmowej.
Moi koledzy z biznesu dotarli do szefa komisji gospodarki posła Adama Szejnfelda. Pan przewodniczący wezwał przedstawicieli czterech resortów, które mnie najbardziej gnębiły na przesłuchanie w komisji. To była medialna sensacja. Dziennikarzy przyszło tylu, że nie można było wejść do sali. Wszystkie telewizje. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych reprezentował generał policji Adam Rapacki. Ministerstwo Sprawiedliwości prokurator Karol Napierski. Obok niego siedział szef prokuratury krakowskiej. Wstaje jeden z posłów i mówi: “To sprawa polityczna, byście się państwo wstydzili, mamy tu ekspertyzy itd.”. Rapacki odpowiada: “Sprawa nie ma nic wspólnego z polityką, jest lokalna, my o niczym nie wiemy, prowadzi ją nowosądeckie Centralne Biuro Śledcze”. Posłowie kontynuują: czemu policja była tak brutalna przy aresztowaniu. Słysząc to, Rapacki się podrywa i krzyczy: “Jak to brutalnie? Jakie brutalnie? Osobiście wydawałem polecenie żeby go delikatnie zatrzymać!”. Przypominam, wcześniej zeznaje, że to sprawa lokalna. Cała sala w śmiech. Ale to nie było jeszcze najmocniejsze. Jeden z posłów zadaje pytanie Ministerstwu Sprawiedliwości: “Żeby kogoś zatrzymać czy postawić zarzuty, to ten ktoś musi popełnić jakieś przestępstwo. Proszę mi powiedzieć, jakie przestępstwo popełnił Roman Kluska, a konkretnie jaki artykuł kodeksu karnego naruszył”. Cisza. Napierski zaczyna dzwonić przez komórkowy telefon, mija pięć-dziesięć minut. Wreszcie wstaje i mówi: “Jestem 25 lat prokuratorem i Sejm mnie nie będzie pouczał co mam robić!”. Gdyby Napierski powiedział: Kluska naruszył paragraf 3/8 punkt pięć, nikt by tego nie sprawdził. Ale tu wszyscy zobaczyli pychę Napierskiego. Butę. Robi się wrzawa. Dziennikarze biorą mnie za ręce i wyciągają na korytarz. Wszystkie telewizje zaczynają się do mnie pchać. Bo wszyscy widzą, że to jest szopka.
Media stanęły za panem.
Dostaję wszystkie możliwe nagrody. Staję się człowiekiem roku branży komputerowej. Parę lat po odejściu z Optimusa! Dostaję Nagrodę Kisiela. Każda organizacja za punkt honoru wzięła sobie uhonorowanie mnie. Tylko jeżdżę z miejsca w miejsce i odbieram nagrody. Nie mieszczą mi się już w szafie. Nie mogę przejść ulicą, bo ludzie chcą robić ze mną niedźwiedzia. “Jestem z panem. Czy ja mogę panu rękę podać?”. W sklepach nie chcą brać ode mnie pieniędzy. W końcu, żeby się zamaskować, zakładam czapkę i okulary.
A pańska sprawa?
Czekam na wyrok NSA. W przeddzień rozprawy urząd skarbowy podejmuje decyzję o umorzeniu nałożonej kary. I uwaga, od razu tego samego dnia dostarcza swoją decyzję do Optimusa. Dzień wcześniej na umorzenie kary zgadza się UOKiK. UOKiK jest w Warszawie, urząd skarbowy w Nowym Sączu. Jak to zrobili? Nie wiem. Żadna poczta nie działa tak szybko.
Świetnie
Dla mnie tragedia. Nie ja jestem stroną postępowania w NSA, tylko firma Optimus. Jeśli urząd skarbowy umarza Optimusowi karę, to sąd nie ma czym się zajmować. Ale ja nadal jestem przestępcą! Urząd skarbowy nie stwierdza przecież, że wlepił karę niesłusznie. On tylko nie karze jej płacić! Moją sprawę musi rozpoznać sąd karny. Na podstawie decyzji urzędu skarbowego, zgodnie z którą ja zdefraudowałem 8 mln zł! Poszedłbym więc do więzienia na długie lata!
Jak pan z tego wyszedł?
Doniosłem do prokuratury, że przestępstwem jest umorzenie pieniędzy takiemu przestępcy jak Roman Kluska. Prokuratura musiała zabezpieczyć dokument o umorzeniu.
Doniósł pan sam na siebie.
Tak. Ale dzięki temu NSA mógł zająć się sprawą. W końcu sąd w składzie siedmiu sędziów w Warszawie wydaje wyrok, który jest druzgocący dla moich przeciwników.
Co spotkało ludzi, którzy pana gnębili?
Szef prokuratury krakowskiej wpierw zostaje odwołany, a następnie szybko awansuje na prokuratura krajowego.
Ktoś panu powiedział kiedyś przepraszam?
Tak. Dwa razy. Miał taką odwagę wiceminister finansów Wiesław Ciesielski. Przeprosił mnie w I programie TVP, dał mi kosz kwiatów. Przeprosił mnie też jeden bardzo znany dziennikarz telewizyjny. Jak mnie aresztowano, rysował na wizji mój szlak przestępczy. Zapytał, czy podam mu rękę.
I podał pan?
Oczywiście.
Przetrwał pan.
Z trzech powodów. Po moim zatrzymaniu policja i skarbówka dokładnie przekopały Optimusa, szukając czegokolwiek na Kluskę. Nie znaleźli, bo znaleźć nie mogli. Nigdy nie wchodziłem w wątpliwe interesy. Zawsze powtarzałem, że wolę jeść małą łyżeczką. I dlatego Optimus nie miał nigdy superkontraktu, na którym zarobiłby grube miliony.
Po drugie, mogłem oprzeć się na Panu Bogu, bo wcześniej zadałem sobie trud jego poznania. Przyjeżdżało do mnie wiele osób, którym urzędnicy rozwalili firmy. Byli wrakami ludzi. Po zawałach, wylewach. Rozleciały im się rodziny, które nie były w stanie znieść, że trzeba się opiekować facetem, który do niedawna był superaktywny.
Wreszcie stać mnie było na ekspertyzy i prawników.
Ile to kosztowało?
Miliony. Musiałem mieć zatrudnionych wielu prawników.
Dostał pan odszkodowanie za to wszystko, co Pana spotkało?
Tak. 5 tys. zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza; tekst cytowany również przez portal http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2028358 - polecamy!
Ponieważ w wywiadzie prawie całkowicie został pominięty wątek służb specjalnych zachęcamy do zapoznania się z publikacją “Gazety Polskiej” (04.2008)
Dlaczego Roman Kluska u szczytu kariery biznesowej sprzedał kontrolny pakiet akcji swojej firmy Optimus SA BRE Bankowi, i to aż o 30 procent taniej od ceny rynkowej? Akcje ostatecznie przejął ITI. W otoczeniu Kluski byli szpicle i agenci specsłużb. Jego doradca, Janusz Luks, były szef zarządu wywiadu UOP, okazał się znajomym Petera V., który chciał założyć Klusce konto w Coutts Banku. Czy mieli oni wpływ na represje wobec szefa Optimusa, co doprowadziło do jego wycofania się z biznesu?
W 2000 r. BRE zapłacił Romanowi Klusce żywą gotówką 170,2 mln zł, podzielił Optimusa na dwie spółki i cenniejszą z nich – Onet.pl odstąpił ITI. W zamian za 50 mln zł i obligacje holdingu medialnego. To było dla ITI wyjątkowo korzystne.
Sprzedaż Optimusa przez Kluskę to operacja, którą finansiście trudno zrozumieć. W pakietowych transakcjach uzyskuje się zazwyczaj ceny znacznie wyższe niż giełdowe. Tu było odwrotnie, nie było premii, lecz dyskonto w stosunku do cen rynkowych. Analitycy giełdowi zachodzili w głowę, dlaczego twórca i szef Optimusa, menadżer o świetnej znajomości rynku, sprzedaje papiery swojej spółki po 142 zł, podczas gdy jeszcze niedawno ich notowania zbliżały się do 300 zł, po czym rzuca biznes i zaczyna hodować owce? Zmęczenie biznesem czy może inne powody? – zastanawia się nasz informator, ekspert giełdowy. – Nigdy nie zostało wyjaśnione, czy to, co spotkało Kluskę, było dziełem przypadku, a jeśli nie, to kto za tym stał – dodaje.
W otoczeniu Romana Kluski byli szpicle i agenci specsłużb. Po głośnym ostatnio aresztowaniu szwajcarskiego bankiera Petera V. okazało się, że bliskie relacje z bankowcem utrzymywał były szef zarządu wywiadu UOP, Janusz Luks, doradca Kluski. Luks przyznał, że spotykał się z V. – Przedstawił mi ofertę Coutts Banku dla mojego pryncypała Romana Kluski, prezesa Optimusa – powiedział „Rzeczpospolitej”.
W bliskim otoczeniu Kluski było też dwoje współpracowników biznesmena, którym ufał. Potem okazało się, że są na liście tajnych współpracowników służb w IPN. Czy mieli wpływ na decyzje właściciela Optimusa?
– Niestety, zdarza się, że do właściciela spółki giełdowej przychodzą ludzie z giełdy rynku kapitałowego, a de facto ze służb specjalnych, i mówią: chcemy twoją firmę. Dają do zrozumienia, że albo odda się ją dobrowolnie i zarobi, co prawda mniej, niż mogłoby się normalnie dostać, albo oni zrobią mu piekło z życia. Tak było z właścicielem spółki giełdowej z branży informatycznej, który dziś zajmuje się inwestycjami kapitałowymi. Nawet do Edwarda Mazura, gdy Bakoma weszła na giełdę i jej akcje szły w górę, podobno przyszło w 1996 r. dwóch „smutnych panów” i powiedzieli: za dobrze wam idzie [akcje Bakomy kosztowały wówczas 62 zł – LM], cena papierów musi spaść o 10 zł, bo inni też chcą zarobić. Może ktoś zniechęcił Kluskę do biznesu, a BRE Bank przypadkowo trafił na zdeterminowanego do sprzedaży spółki właściciela Optimusa – zastanawia się ekspert bankowy, znający realia rynku giełdowego.
A być może Kluska okazał się geniuszem, który przewidział koniec hossy internetowej i spadek cen akcji swojej spółki?
Roman Kluska już po sprzedaży Optimusa powiedział w wywiadzie: „Jakiś czas potem [po transakcji] byłem na bankiecie w Urzędzie Ochrony Państwa. Podchodzi do mnie z lampką szampana jeden z wyższych oficerów UOP i mówi: »Panie prezesie, myśmy obserwowali metodami operacyjnymi, jak pan i pana firma mieliście być zniszczeni«. Wnioskuję, że wtedy już musiała się rozwijać jakaś organizacja o charakterze przestępczym, mająca wpływ na niektórych urzędników państwowych. Tylko nie rozumiem, dlaczego UOP nic wtedy nie zrobił, nie przerwał tego bezprawia?”. Czy wpływ na to mógł mieć fakt, że członkiem Rady Nadzorczej BRE Banku był były szef UOP, gen. Gromosław Czempiński?
Do sprzedaży Optimusa doszło w kwietniu 2000 r., tuż przed szczytem hossy internetowej. BRE Bank i współpracujący z nim Zbigniew Jakubas odkupili od Kluski wiodący pakiet akcji Optimusa, firmy produkującej komputery i będącej właścicielem portalu internetowego Onet. Interes dla banku wydawał się doskonały: za akcje, których giełdowy kurs wynosił ponad 250 zł, nabywcy zapłacili po 142 zł. W sumie BRE Bank wydał prawie 170,2 mln zł, a Jakubas ponad 91 mln zł. Tymczasem w ciągu kilkunastu dni cena akcji Optimusa spadła do poziomu tej z umowy z bankiem i spadała dalej. Koniec hossy internetowej i tendencje recesyjne w gospodarce spowodowały, że BRE Bank na kupnie Optimusa nie zarobił, jak się spodziewał. Okazało się nawet, że mogą być kłopoty ze sprzedażą spółki.
Jednak Wojciech Kostrzewa, wówczas prezes BRE Banku, zapytany przez „Rzeczpospolitą”, twierdził, że bank zrobił dobry interes: – Jeżeli zarobiłem w ciągu roku 50 procent, to niewątpliwie był to dobry interes – powiedział.
Prezesem Optimusa z rekomendacji BRE Banku został Jacek Krawczyk, były wiceminister przemysłu w rządzie Jana K. Bieleckiego oraz były zastępca Wojciecha Kostrzewy w zarządzie Polskiego Banku Rozwoju SA. – Dokonał on operacji nietypowej na polskim rynku – podzielił Optimusa na dwie spółki giełdowe (zwykle się łączy, by wzmocnić wartość spółek), na spółkę komputerową i na Onet.pl., który był największym aktywem Optimusa. Taka była umowa, jaką BRE podpisał z koncernem ITI, który odkupił od banku akcje Optimusa, przy czym zainteresowany był tylko przejęciem Onet.pl – mówi „GP” ekspert giełdowy.
ITI miał zapłacić BRE 220 zł za każdą akcję Optimusa. Ale bank dostał w gotówce zaledwie 50 mln zł, resztę w obligacjach zamiennych na akcje medialnej spółki. Ich zamiana na papiery ITI miała nastąpić po cenie emisyjnej, jaką uzyskają akcje koncernu w ofercie publicznej. Jednak długo przygotowywana (przez JP Morgan pod kierownictwem Pawła Gricuka, dziś członka Rady Nadzorczej TVN SA) oferta akcji ITI zakończyła się fiaskiem. Wbrew prawu została odwołana już po rozpoczęciu zapisów na te akcje. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd pod wodzą Jacka Sochy nie wyciągnęła w stosunku do ITI żadnych konsekwencji. W tej sytuacji BRE Bank zawarł ze spółką umowę, w której strony zrezygnowały z zamiany wszystkich posiadanych przez bank obligacji ITI, o wartości ok. 340 mln zł, na akcje tego koncernu. BRE był głównym kredytodawcą dla ITI w czasie, gdy koncern medialny nie był jeszcze tak mocny finansowo jak obecnie.
– Prezes BRE Banku, Wojciech Kostrzewa, z jednej strony był szefem banku, który był głównym kredytodawcą ITI, z drugiej, zasiadał w radzie dyrektorów ITI. Teraz jest prezesem ITI – mówi „GP” były pracownik BRE Banku.
Prokuratura w Luksemburgu (ITI jest notowana na giełdzie luksemburskiej) prowadzi śledztwo z zawiadomienia Stanisława Balceraca, byłego udziałowca ITI, który, jak twierdzi, musiał pod presją ludzi związanych z ITI pozbyć się swoich akcji. W zawiadomieniu do prokuratury luksemburskiej z 14 lipca 2006 r. oprócz podejrzeń o fałszerstwo, nadużycia i oszustwa finansowe koncernu medialnego jest też wątek transakcji pomiędzy BRE Bankiem, Wojciechem Kostrzewą i ITI. – Prokuratora z Luksemburga bardzo interesuje wpływ Kostrzewy jako prezesa na decyzje banku, dotyczące inwestycji i przyznawania kredytów ITI lub TVN, oraz okoliczności jego odejścia z BRE Banku – mówi „GP” Stanisław Balcerac.
Po sprzedaży Optimusa Kluska powiedział: „Dziś mogę powiedzieć, że dlatego [z powodu nękania przez różne instytucje państwowe] na początku 2000 r. postanowiłem sprzedać udziały w Optimusie, który przez wiele lat prowadziłem, i wycofać się z biznesu. Pewnego dnia dostaliśmy protokół pokontrolny z Urzędu Kontroli Skarbowej. Naliczono nam znaczną kwotę podatku VAT. Chodziło o naszą umowę na eksport komputerów do krajów za wschodnią granicą. Ten podatek niszczył firmę i podrywał zaufanie akcjonariuszy. Naliczono go nam na podstawie protokołu z zeznań jakiegoś świadka. To praktycznie zlikwidowałoby Optimusa jako firmę giełdową w ciągu jednego dnia. Co z tego, że wygralibyśmy w NSA po paru latach, jeśli wcześniej firma by zbankrutowała?”.
Klusce dawano do zrozumienia, że powinien płacić łapówki. Ale nie reagował na te propozycje. Zawiadomienie do UKS na Kluskę złożył, jak podawał „Parkiet”, jeden z banków. Ni stąd, ni zowąd okazało się, że Kluska ma “problem z podatkami”; chodziło o reeksport komputerów do Czech. Ale i po sprzedaży Optimusa problemy Kluski z fiskusem oraz innymi instytucjami państwowymi nie tylko nie skończyły się, ale jeszcze wzmogły. Tak jakby ktoś się na nim mścił.
W lipcu 2002 r. został zatrzymany przez policję. Otoczono dom biznesmena, zakuto go w kajdanki, przeprowadzono rewizję, potem eskortowano w konwoju do aresztu w Krakowie. Już następnego dnia okazało się, że wojsko potrzebuje samochodów Kluski. Dziwny zbieg okoliczności. Wojskowa Komenda Uzupełnień w Nowym Sączu zażądała od byłego właściciela Optimusa oddania do dyspozycji sił zbrojnych dwóch samochodów terenowych Toyota Land Cruiser, należących do jego firmy. Powołała się na konieczność „świadczeń rzeczowych” dla wojska. Pismo w tej sprawie podpisał kierownik Referatu Zarządzania Kryzysowego Ochrony Ludności i Spraw Obronnych.
Roman Kluska powiedział wówczas: „czuję się, jakbym miał do czynienia z zorganizowaną strukturą, która może dopaść i zniszczyć każdego. Policja, wojsko, Ministerstwo Finansów użyły wobec mnie niewspółmiernie dużych środków. Przecież mam opinie prawników, ekspertyzy renomowanych firm doradczych. Wszyscy zgodnie twierdzą, że prowadziłem interesy zgodnie z prawem”.
Kto ma taką siłę sprawczą, by wpływać na instytucje państwa? Urząd Skarbowy w Nowym Sączu twierdził, że jako prezes Optimusa Kluska oszukał skarb państwa i nie zapłacił 30 mln należnego podatku VAT za lata 1998–2000. Jednak pod koniec stycznia 2003 r. umorzył ten podatek nienależącemu już do niego Optimusowi. Optimus nie musiał płacić, jednak zarzuty o oszukiwanie urzędu skarbowego wobec Kluski pozostały. Został potem z nich oczyszczony, ale do wielkiego biznesu już nie wrócił.
Opublikowano w Czwartek, 16 Października 2008 r. o godzinie 01:55 w kategori publicystyka. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przy pomocy RSS 2.0. Poniżej możesz skomentować artykuł. Trackback.
« Rekordowa inflacja w Wielkiej Brytanii
Nowa usługa w Chinach - karmienie piersią »

piątek, 17 października 2008

JERRY LEE, and CO.

Jerry Lee Lewis Good golly Miss Molly Tutti frutti Long tall


CreedenceJerry Lee Lewis Chris WatsonДенис Мажуков и Off Beat кстати, запись из Джаз-Тауна ;)Swinging Blue JeansThe Everly BrothersCliff RichardsMeat Puppets Jeff HealeyFrancois e le CoccinelleZickzenRamble TambleThe ScudsKenny Lee KiddGowanAlvin StardustMorgan Le FemmeThe KombinatsThe BloomfieldsStrikeGoodness! Gracious!New GenerationErkki HyvaScreaming Lord SutchMiddle'sPrelliesVictoria ParkEra VinilSt. Clairsville SingersPeter Berry & The Shake SetRed BeeEmanuela PanattaSenhor MalteLos SantosDer Fetzende HeinziCao de GuardaSamantha Schultz & The JuiceShindigJean Lundans'65 MustangThe Rapiers
RHYTHM & BLUES

transfer - ANEKS

Pekao i PKO dołują cały rynek

Niespełna 90 minut wystarczyło, by cały optymizm wyparował z GPW. Winne są dwa największe banki.
_______________
O godz. 10.38 kurs Pekao spadał już o ponad 6 proc. Jego konkurent – PKO BP – traci z kolei 3,5 proc. Pod kreską jest też inny banki – Getin – mimo zapewnień jego głównego akcjonariusza, Leszka Czarneckiego, że biznes spółki jest vardzoi dochodowy. W minionym kwartale spółka miała zarobić na czysto 160-170 mln zł, tj. 45-55 proc. więcej, niż w II kwartale.

Mocna przecena banków, sporo ważących w WIG20, powoduje, że indeks jest już coraz wyraźniej pod kreską.
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=341c71a4-2a26-4329-a8e6-1b02b4b87147&ref=lastadd
------------------
PS. g.16.3o
** Świat
Szwajcarski gigant UBS został wczoraj częściowo znacjonalizowany [Przegląd prasy Bankier.pl]2008-10-17 07:20
Choć władze w Bernie zapowiadały, że nie dopuszczą do upadku rodzimych banków, nie spodziewano się, że rząd Szwajcarii zdecyduje się na częściową choć nacjonalizację. W zamian za przekazane UBS 5,2 mld dol. Skarb Państwa otrzyma 9,3 proc. akcji - informuje "The Wall Street Journal Polska". »
2008-10-17 15:10
Ukraina: problem ze sfinansowaniem wcześniejszych wyborów [IAR]
08:10
Kredyt dla Ukrainy miałby wynieść nawet 15 mld dolarów [Dziennik.pl]
więcej wiadomości ze świata...
------------
Ciekawa dyskusja: Pat Buchanan cieszy się na myśl, że obecny kryzys finansowy zlikwiduje Imperium Americanum, Noam Chomsky wskazuje z kolei, że nie. I muszę się zgodzic z Chomskim. Kryzys jak dotąd o wiele mocniej uderzył w europejskie gospodarki niż w amerykańską. Ostro się wali rosyjski rynek. Sypie się Dubaj. Chińscy eksporterzy mocno dostali w wyniku spowolnienia. Imperium Americanum po kliku minutach zadyszki dojdzie do siebie i wyjdzie z tego relatywnie mocniejsze, bardziej etetystyczne, zmilitaryzowane, ze "zrolowaną demokracją". Ma ono jeszcze zabawki takie jak projekt HAARP czy Aurora. Będzie potrafiło uderzyc. A Europa? Zostaną je starzejące się arsenały, skłóceni politycy i islamiści podpalający przemieścia Paryża.
19:47, foxmulder2 , Geostrategia

TRANSFER *)

Źródło: Bankier.pl http://www.bankier.pl/wiadomosc/Czy-polski-sektor-bankowy-jest-naprawde-bezpieczny-1848059.html

Czy polski sektor bankowy jest naprawdę bezpieczny?

Czy zagraniczne banki mogą wytransferować pieniądze z należących do nich banków polskich? Ostatnio takie pytanie pojawia się coraz częściej. Na istnienie takiego ryzyka wskazywali analitycy NBP już wiosną tego roku. Pogłębienie się kryzysu finansowego to ryzyko jeszcze powiększa.

Na początku tygodnia Prezes NBP Sławomir Skrzypek nie tylko zapewniał społeczeństwo o braku zagrożenia dla systemu finansowego w Polsce, ale również zaprezentował pakiet zaufania dla sektora bankowego. Przedstawiony przez Prezesa NBP pakiet ma poprawić płynność sektor bankowego i przeciwdziałać ewentualnemu kryzysowi w Polsce. W tym samym czasie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wysłała do wszystkich banków list z prośbą o codzienne raportowanie transakcji zawieranych z zagranicznymi podmiotami, w tym ze spółką matką, czyli głównym ich akcjonariuszem. Działania te mogą być przypadkiem, ale mogą również oznaczać dużo większe problemy niż dotychczas sądzono w polskim sektorze bankowym. List KNF do krajowych banków może sygnalizować, że część ze środków została już wytransferowana do zagranicznych matek. Transfery te tłumaczyłby obecny brak płynności na krajowym rynku międzybankowym oraz osłabianie się złotówki w stosunku do innych walut w ostatnich tygodniach. W konsekwencji zaostrzenie kontroli przez KNF ma przeciwdziałać tym praktykom i może wynikać z obawy, że zapowiedziane działania przez NBP mające poprawić płynność sektora bankowego będą skutkować zwiększeniem się ilości transferów z Polski za granicę. Oznaczałoby to, że środki dostarczane przez NBP mogłyby być przekazywane za pośrednictwem krajowych banków do zagranicznych spółek matek.


Nasz system bankowy jest poukładany inaczej niż systemy w USA, Wielkiej Brytanii, czy Niemczech, mamy inny system nadzoru, prawo ogranicza możliwości banków w kwestii działalności inwestycyjnej. Dlatego też nie grożą nam upadłości banków, nie ma sensu wyciągania pieniędzy z lokat - mówi Marek Zuber.
______________________________

Zobacz wypowiedź
Marka Zubera

Dotychczas przedstawiciele organów nadzorczych oraz krajowych instytucji finansowych zapewniali, że w Polsce system bankowy jest niezagrożony i nie ma możliwości, aby globalny kryzys go bezpośrednio dotknął. Jednakże już w czerwcu br. analitycy NBP wskazali na realne zagrożenie zarażenia się kryzysem finansowym przez polski sektor bankowy, co zostało opisane w raporcie o stabilności systemu finansowego. W raporcie tym wskazano na poważne zagrożenie dla stabilności polskiego systemu finansowego związane z możliwością transferu środków z banków krajowych do zagranicznych banków matek. Z uwagi na skalę zjawiska, zdaniem autorów raportu NBP, zagrożenie to jest bardzo realne i prawdopodobne, a nie hipotetyczne. W związku z tym, że raport powstał na podstawie danych za 2007 rok autorzy raportu wskazywali, że większość spółek matek polskich banków nie zanotowało strat w następstwie kryzysu, co zmniejsza opisane przez nich ryzyka. Od momentu powstania raportu do dziś wiele się jednak zmieniło w systemie finansowym i w 2008 roku duża część z zagranicznych banków matek wykazała poważne straty finansowe. Dodatkowo w ostatnich tygodniach cześć z tych banków została uchroniona przed upadłością tylko w następstwie wsparcia ze strony rządów. A zatem istnieje obecnie ryzyko, że część ze środków została bądź zostanie wytransferowana przez polskie banki zależne do zagranicznych spółek matek.

Banki mogą transferować zyski za granicę, KNF będzie czuwał

Autorzy raportu NBP przeprowadzili analizę stabilności sektora bankowego na próbie 15 największych banków krajowych spośród których 12 miało dominującego zagranicznego akcjonariusza. Opracowane na tej próbie scenariusze zostały przygotowane w oparciu o wyniki za pierwsze półrocze 2007 r. Z analiz tych już wtedy wynikało, że kryzys może się wbrew pozorom bardzo łatwo przenieść do Polski. Za najpoważniejsze źródło potencjalnego kryzysu w Polsce wskazano udzielane przez banki krajowe kredyty oraz udostępniane linie kredytowe, jak i złożone lokaty w zagranicznych bankach, które są równocześnie najczęściej spółkami matkami. Zagrożenie kryzysem jest o tyle poważne, że analizę tę można uznać za optymistyczną, gdyż była ona przeprowadzana na danych za ubiegły rok, a w badanej próbie wykorzystano największe banki krajowe. Natomiast badania naukowe w tym obszarze wskazują, że największą skłonność do ryzyka często można zaobserwować w małych bankach. Zatem w przypadku uwzględnienia wszystkich 57 banków krajowych oraz aktualnych danych mogłoby się okazać, że ryzyko kryzysu jest dużo wyższe w Polsce.

Wszystkie wiadomości o kryzysie finansowym w jednym miejscu

Zgodnie z danymi zagregowanymi dla sektora bankowego ryzyko związane z kredytowaniem zagranicznych banków przez polskie banki mogłoby się wydawać niewielkie w ubiegłym roku. Jednak w pojedynczych bankach już wtedy było ono znaczne, o czym świadczą dane dla próby wybranych banków krajowych. Wynika z nich, że średnie zaangażowanie 15 największych banków krajowych wynosiło około 10% ich aktywów, ale w jednym przypadku wynosiło ono wtedy około 30% sumy bilansowej. W tym jedynym przypadku ponad 90% udzielonych kredytów stanowiły lokaty na rynku międzybankowym o terminie zapadalności krótszym niż 3 miesiące. W tym przypadku upadłość zagranicznego banku, któremu udzielony został kredyt za pośrednictwem rynku międzybankowego, mógłby spowodować upadłość banku krajowego. Analiza ta została przeprowadzona na wybranej grupie i na podstawie historycznych danych. Zatem zaangażowanie krajowych banków w kredytowanie zagranicznych banków przez rynek międzybankowy może być dziś dużo większe.

Zbliżonym zagrożeniem do powyższego są linie kredytowe krajowych banków udostępnione zagranicznym bankom. Również tu może się wydawać, że zagrożenie i ryzyko jest stosunkowo ograniczone. W ubiegłym roku w największych bankach wielkość przyznanych linii kredytowych zagranicznym bankom nie przekraczała 10% ich aktywów. Jednakże z analizy scenariuszowej wynika, że w przypadku, gdy stracone zostałoby 50% z istniejących na koniec grudnia 2007 r. należności od banków zagranicznych, wtedy aż sześć banków z 15 miałby niższe fundusze własne niż wymaga to obecnie prawo. W jednym przypadku bank krajowy wyczerpałby także całkowicie swoje fundusze własne, co oznaczałoby jego upadłość. Dodatkowo z analiz przeprowadzonych na podstawie danych dla całego sektora bankowego wynika, że w przypadku ziszczenia się takiego scenariusza, więcej niż jedna czwarta banków krajowych nie spełniałaby nadzorczego wymogu kapitałowego. Zatem w przypadku zawieszenia płatności przez którąś z zagranicznych spółek matek prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu jest dziś bardzo wysokie. Ponadto również tu należy oczekiwać, iż dziś skala zaangażowania banków krajowych jest dużo większa niż w czerwcu br. Wynika to z faktu, że polskie banki charakteryzowały się wysokim poziomem funduszy własnych oraz dobrymi wynikami za ostatnie lata. Wysokie fundusze własne powodują, że brak było dotychczas istotnych barier w zwiększeniu udziału udzielaniu pożyczek zagranicznym bankom.

Równocześnie należy wskazać, że istnieją w systemie bankowym pewne ograniczenia, które mogą częściowo zapobiec takim sytuacjom. Pierwszym ograniczeniem są limity koncentracji w zakresie działalności kredytowej banków. Zgodnie z obecnymi regulacjami bank może udzielić kredyt w maksymalnej wysokości 20% funduszy własnych w przypadku, gdy jest on udzielany podmiotowi, który jest w stosunku do banku podmiotem dominującym. Natomiast bank krajowy może udzielić kilku kredytów różnym bankom zagranicznym. W tym przypadku ograniczeniem jest suma tzw. dużych kredytów udzielonych różnym podmiotom, która łącznie nie może przekroczyć 800% funduszy własnych. Duże kredyty, czyli te które przekraczają 10% kapitału własnego, ale nie mogą przekroczyć 25% kapitału własnego, muszą być zgłaszane do KNF. Obowiązek zgłaszania tych kredytów przez banki krajowe pozwala kontrolować działalność kredytową i ogranicza tym samym ryzyko.

Drugim istotnym zabezpieczeniem jest badanie wypłacalności grupy bankowej na bazie sprawozdań jednostkowych podmiotu dominującego i na bazie skonsolidowanej przez nadzór bankowy. Konieczność spełnienia wymogów kapitałowych na poziomie grupy powoduje, że przenoszenie kapitału miedzy podmiotami grupy nie ma wpływu na skonsolidowany współczynnik wypłacalności, badany przez nadzór właściwy dla siedziby spółki-matki. W konsekwencji wpływa ono jedynie na jednostkowe współczynniki wypłacalności na poziomie krajowym. Zatem udzielenie pożyczki lub kredytu przez bank krajowy przyniosłoby niewielka korzyść banku matce. Z drugiej strony należy podkreślić, iż ograniczenia dotyczą wyłącznie kredytów, a nie depozytów składanych przez banki krajowe w bankach macierzystych.

Zagraniczny bank może, gdyby miał problemy z płynnością, zażądać wsparcia od zależnego banku krajowego w postaci złożenia u niego lokat albo też zażądać nabycia od niego niepłynnych aktywów, w tym na przykład papierów dłużnych typu subprime. W związku z tym może się nagle okazać, że banki krajowe zostały zmuszone przez spółkę matkę do sprzedaży swojego bezpiecznego portfela składającego się głównie ze skarbowych papierów dłużnych czy też zaciągania kredytów na polskim rynku międzybankowym, w celu spełnienia żądań swoich właścicieli. Zatem również w tym przypadku działania zagranicznych spółek matek znacznie osłabiłyby stabilność krajowych banków.

Wzrost kredytowania zagranicznych banków przez banki krajowe, lokowanie nadwyżek czy też nabywanie nisko płynnych papierów wartościowych spowodowałby przesunięcie rozkładu aktywów w sektorze bankowym. Właśnie ta zmiana rozkładu, a nie brak zaufania, może być dziś czynnikiem, który może tłumaczyć obecny brak płynności na polskim rynku międzybankowym. Na ewentualny transfer środków z Polski może również wskazywać osłabienie się złotego w stosunku do głównych walut światowych. Szybka wymiana waluty przez polskie banki mogła nie tylko być przyczyną osłabienia się złotówki, ale również może być przyczyną dużych wahań, które od niedawna obserwujemy na rynku walutowym. Zagraniczne banki mogły się wcześniej dowiedzieć o zaostrzeniu kontroli przez KNF i w tym celu wymusić szybszą wymianę i transfer środków zagranicę. Działania te tłumaczyłyby zagadkowe osłabienie się złotówki pod koniec ostatniego tygodnia.

Dlatego gdyby się obecnie okazało, że któryś z banków zagranicznych przeżywa kłopoty finansowe i ma on również działalność w Polsce, to może mieć to dużo większy wpływ na krajowy sektor bankowy niż dotychczas sądzono. W szczególności, gdy uwzględni się fakt, że lokaty banków krajowych w bankach zagranicznych często przekraczają 100% funduszy własnych. W konsekwencji upadłość podmiotu dominującego mogłaby zarazem skutkować upadłością banku krajowego. W tym przypadku problemy z płynnością banku krajowego czy też jego upadłość wywołana przez zagraniczny bank może się bardzo szybko przenieść również na inne banki krajowe. Zakładając także, iż inne banki krajowe są również pozbawione płynnych aktywów i mają dziś problemy z płynnością może się okazać, że efekt domina jest dziś bardzo prawdopodobny. Oznacza to, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom polski sektor bankowy może być dziś w dużo większym stopniu narażony na ryzyko poważnego kryzysu finansowego,.

Istotnym elementem, który mógłby się przyczynić do ograniczenia ryzyka wystąpienia kryzysu finansowego w Polsce byłoby wprowadzenie obowiązku przedstawiania do publicznej wiadomości przez banki krajowe z dużą częstotliwością swoich sprawozdań finansowych wraz ze szczegółowym ujawnieniem swoich ekspozycji. W ten sposób rynek mógłby sam w szybkim czasie zweryfikować, który z banków krajowych charakteryzuje się teraz wysokim ryzykiem, czy to w następstwie transferów, czy też innych ryzykownych transakcji. W Australii i Nowej Zelandii dyscyplina rynkowa została z dużym sukcesem wdrożona już kilka lat temu. Odtąd w obu tych państwach rynek sam reguluje zachowania podmiotów w sektorze bankowym i w sposób naturalny eliminuje ryzykowne instytucje finansowe. Dlatego też w tych państwach nie ma ubezpieczenia depozytów i zatem nie ma tam też potrzeby ich podwyższania w celu odbudowania zaufania do systemu finansowego. W związku z tym, może zamiast kolejnych planów ratunkowych i wydawania środków podatników na finansowanie prywatnych instytucji finansowych, najlepiej byłoby wprowadzić pełną przejrzystość w systemie finansowym i pozwolić ponownie zadziałać zasadom wolnego rynku. Przejrzystość i dyscyplina rynkowa nie tylko pozwoliłyby uchronić system finansowy przed skutkami obecnego kryzysu, ale byłyby również istotnym krokiem w celu odbudowania zaufania do instytucji finansowych w Polsce.

Oskar Kowalewski
Autor jest adiunktem w Instytucie Gospodarki Światowej SGH oraz współzałożycielem SEENDICATE

środa, 15 października 2008

POLSKA. 1000 lat.

Rzeczpospolita w obliczu wrogiej koalicji

Jan Olbracht nie doprowadził do korzystnego dla siebie końca sporu z wielkim mistrzem Zakonu krzyżackiego Janem Tiefenem, który odmówił złożenia hołdu polskiemu monarsze. Jedną z przyczyn były przygotowania do wyprawy przeciw Turcji, a później jej niefortunny przebieg. Inną przyczyną był krótki okres jego panowania. Do sprawy hołdu nie wrócił także Aleksander, następca Olbrachta. Również ten władca panował bardzo krótko, a poza tym u wschodnich granic Litwy wyrósł niebezpieczny wróg, zagrażający zarówno państwu litewskiemu, jak i całej Rzeczypospolitej. Moskwa, rozpoczynając wojnę przeciw państwu polsko-litewskiemu, w Krzyżakach widziała swojego sprzymierzeńca. Inicjatorem powstania antypolskiej koalicji był Habsburg, cesarz Maksymilian. Taki układ polityczny, mimo pozorów zmian, trwał do XX wieku.

Antypolska koalicja Habsburgów, Moskwy i Krzyżaków

Krzyż wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego        W 1510 r. zmarł wielki mistrz krzyżackiFryderyk Saski. Jego następcą został wybrany książę Albrecht z rodziny Hohenzollernów, siostrzeniec króla Zygmunta I. Wydawało się, że pokrewieństwo nowego zwierzchnika Zakonu z polskim monarchą umocni panowanie Polski nad Bałtykiem. Wbrew tym nadziejom Albrecht cały swój wysiłek polityczny skierował na przekreślenie postanowień traktatu toruńskiego i powrót do niezależnego od Rzeczypospolitej państwa krzyżackiego.

(więcej…)

poniedziałek, 13 października 2008

Robert "R" Łapiński. EKONOMIA.




***
***
Robert "R" Łapiński
O teorii ekonomicznej
(C)
--------------
Nastały nam czasy ... "zdrowej"
... E K O N O M I I.
----------
Wg mnie są to raczej czasy głupiego , z gruntu prymitywnego kultu cargo, ale niech im tam. Z uwagi na to, że obecnie przyjmuje się ... że żyjemy w najlepszym z możliwych światów - ekonomii kapitalistycznej - postanowiłem sprawie poświęcić choć chwilę uwagi.
Krzysztof Lewandowski w jednym ze swych artykułów pisze /Alter nr 2/2004 /:... [ Do jednych z cenniejszych ] wynalazków [ ludzkości ] należał z pewnością mechanizm funkcjonowania Bank of England, zapewniający monopol w najbardziej intratnej gałęzi gospodarki , jaką mocą jednego podpisu stała się legalna produkcja lipnych pieniędzy i handel nimi . Przed powstaniem Banku Anglii ludziom nie mieściło się po prostu w głowach , że pieniądze mogą płynąc z dekretu , a nie być ekwiwalentem realnego majątku. [...] Dopiero od powstania Banku Anglii fałsz podawania pieniądza dłużnego [ nie będącego zamiennikiem realnych dóbr] za pieniądz prawdziwy przestał być fałszem, a stał się zalegalizowaną praktyką. Praktyka ta polegała dodatkowo na pobieraniu odsetek od tak wykreowanej fałszywki.
Wypożyczanie lipnych pieniędzy na procent było klasyczną lichwą . Jedynym jej kosztem po stronie banku był koszt księgowania kredytu oraz faktu jego zwrotu . Współkreatorem i współuczestnikiem lichwy był także dłużnik , który swoim podpisem składanym pod umową pożyczki stwierdzał , że godzi się oddać bankowi więcej lipnych pieniędzy , niż pożyczył. Skąd pożyczkobiorca miał wziąć te dodatkowe lipne pieniądze na zapłatę obiecanej lichwy ? Ano, jedynym miejsce do jakiego mógł sięgnąć , była kolejna pożyczka lipnych pieniędzy, udzielona przez bank, niestety także obarczona procentem lichwy. [...] Źródłem spłaty odsetek lichwy mógł być tylko pieniądz reprezentujący realny kapitał , gdyż pożyczkobiorcy w odróżnieniu od banku - nie posiadali przywileju kreowania lipnego pieniądza. Musieli go wypracować własną pracą , albo zagrabić cudzy majątek także wypracowany cudzą pracą . W ten sposób rozpoczęła się obłędna gra w "gorące krzesła" , w której krzeseł jest mniej , niż osób do siadania. Dla osób złapanych w potrzask długów, pozostawały praktycznie dwie drogi ratowania się przed bankructwem - wytężona produkcja , bądź grabież cudzego mienia. Obydwie te drogi prowadziły do ponownego znalezienia się na krześle , czyli do wyjścia z długów. [...] Zezwierzęcenie stosunków społecznych zaczęło się jako coraz bardziej bezpardonowa walka . Z jednej strony była to walka bankierów o zachowanie i rozszerzenie prywatnego monopolu kreowania lipnego pieniądza, z drugiej zaś obrona konieczna podmiotów (państw , przedsiębiorstw, i obywateli ) przed plagą rozsiewaną przez ten monopol - przed lichwą.

Tę obronę konieczną nazwano dla niepoznaki - konkurencją, od łacińskiego źródłosłowu "biec razem".

Warto sobie postawić pytanie - jak powstawał pieniądz papierowy. Nie był to już pieniądz kruszcowy , którego wartość była oznaczona stopniem pożądania w społeczeństwie tzw. drogich kamieni, lub kruszców np. złota. W tym sensie - jeśli pół kilograma złota warte było tyle ile - powiedzmy - jedna wieś , to na pewno owe pół kilograma ekwiwalentu było artykułem bardziej mobilnym niż targanie ze sobą ... całej wsi. Pieniądz papierowy wydaje się następnikiem papierów wartościowych, weksli czyli np. praw własności jakiejś wsi. Można by się zapytać skąd się biorą owe prawa własności, i tu wypada powiedzieć że poza rzeczami najzupełniej osobistymi prawa własności nad jakimiś terenami, ludźmi czy dobrami trwałymi wiążą się niechybnie z rozwojem wielkostrukturalnej hierarchii władzy. Jeśli opartej opartej na szacunku - możemy ją określić władzą z tytułu prawa, jeśli na przemocy - niech to się zwie ... terror silniejszego.
Otóż ekonomia - to taka "nauka", która od wieków była jedynie ... pewną opowieścią o systemach w pewien sposób legitymizowanej władzy. Przedtem taką rolę odgrywała religia. Ekonomia właściwie tylko tym różni się od systemów religijnych, że swe bóstwa opatruje zaklęciami ... które mają sprawić ich najpełniejszą niewidoczność.

Do tez Krzysztofa Lewandowskiego warto odnieść się jeszcze w ten sposób, iż nie jest zupełnie tak iż mechanizm lichwy - czyli życia z upływu czasu, był zawsze jednym z najlepszych wynalazków ludzkości. Przez wieki była to czynność głęboko pogardzana , kryjąca się w mrokach wstydliwych konszachtów etc. obarczona podłością egzekucji długów na biedocie, i podsuwaniem kolejnych weksli możnowładcom, gdy egzekucja z tytułu braku Mocy nie wchodziła w grę.
Zyski, korzyści , służące mnożeniu życia - korzyści osobistych , płynące wyłącznie z upływu czasu, więc niejako wbrew oczywistościom - pozbawiają beneficjentów takich operacji Mocy. Mocy biorących się z pracy, i wysiłku jaką trzeba weń włożyć. Dlatego też żadne instytucje bankowe nie mają najmniejszej MOCY by nawet bronić swych uzyskanych z lichwiarskich matactw prerogatyw. Posługują się w tym celu mechanizmami władzy. Władzy , która jest obecnie najdalsza niż kiedykolwiek przedtem od jakichkolwiek pomysłów rewolucyjnych na np. nacjonalizację banków i zmianę systemów finansowania bo sama siedzi w kieszeniach stabilności systemu bankowego. System pożyczek na procent jest o tyle jeszcze szczególny, co nie do wszystkich dociera , że nie opiera się na konieczności ścigania "naturalnych" procesów inflacyjnych. Nic takiego jak naturalna inflacja nie istnieje. To czy ekonomia danego kraju wpada w inflację , czy deflację ... jest sprawą najzupełniej uznaniową i zależy od tych właśnie, którzy mają wpływ na wielkość druku papierowego pieniądza, oraz kontrolują jego przepływ z otoczeniem oraz jego ekwiwalentność. Stabilność systemów ekonomicznych jest bardziej związana ze stabilnością systemów władzy niż z czymkolwiek innym. Stwierdzanie że jest inaczej - że ekonomia nie miesza się do polityki jest najzwyklejszą bzdurą, i jednym z typowych zaklęć na ZACIEMNIANIE. Mechanizm kredytu, czyli wiary iż w jakimś okresie czasu warunki gry społecznej nie zmienią się na tyle iż pozwalają mieć nadzieję pożyczkobiorcy nie tylko na zwrot pożyczki, ale i na zwrot części wypracowanych zysków jako lichwy, musi mieć zgoła religijny charakter. Być też poparty mocną wiarą. Co więcej wiara całkowicie pacyfikuje pożyczkobiorcę bo formalnie on jest zainteresowany stabilnością reguł - by dług móc spłacić , a nie bank pożyczający lipne pieniądze bo teoretycznym ograniczeniem jest tu wyłącznie ... wydajność drukarni. Banki już się zatroszczyły by żadna inicjatywa prywatna nie mogła wystartować bez konieczności zaciągnięcia kredytu - choćby na zapłatę ZUS-u. Co ciekawe ci którzy pożyczają owe pieniądze produkowane we własnych drukarniach, nie zaciągają takiego zobowiązania. Banki komercyjne są jedynie mackami Banku Centralnego mającego zdolności emisyjne, zwykłymi pracownikami najemnymi sprawiającego jedynie wrażenie "wolnej konkurencji" w tym sektorze. Pożyczkodawcy nic nie ryzykują , bo ich wiarygodność nie bierze się z ... jakości zadrukowanego papieru, ale przede wszystkim ze zdolności siłowego wyegzekwowania od dłużnika nie tylko samego kredytu, ale przede wszystkim odsetek.
Żyjemy w chwili gdy oprocentowanie kredytów oficjalnie wydać się może śmiesznie małe, w różnych promocjach nawet 1-2 %. Ale co się stanie wtedy jeśli konsorcja bankowe zaordynują na jakiś czas wysysanie pieniędzy z rynku w głęboką deflację i pożyczkobiorcy utoną w zacisku malejących zarobków ? Stopień koncentracji pozwala kreować te procesy dowolnie.
Najistotniejszą więc sprawą jest obecnie nie tyle walka konkurencyjna banków o wysokość oprocentowania, bo takiej wcale może nie być , ale o wciśnięcie całych społeczeństw w system kredytów długookresowych, co w zależności od średnich warunków takich kredytów pozwoli na kształtowanie polityki emisji pieniądza lipnego , bo uznaniowego.

Można jednak powiedzieć, że te mniej lub bardziej zawiłe procesy nie mają jednak znaczenia dopóki społeczeństwo w jakiś sposób legitymizuje systemy władzy i jego niejasne mechanizmy tak naprawdę nikogo nie interesują. To jest nawet obecnie możliwe. Pamiętać jednak należy że okoliczności życia obywateli nie uwarunkowane jakimiś "obiektywnymi prawami ekonomicznymi", bo takie po prostu, o ile nawet istnieją, nic nie przesądzają, mogą być zwykłymi tautologiami, lub zdaniami wewnętrznie pustymi. Obiektywność brać się może wyłącznie z homogenizacji zbiorowych stanów świadomości, generujących systemy zbiorowych potrzeb, pożądań , lęków i obaw. Tutaj zaś świat się niewiele zmienia i występuje tu pewna "stała emocjonalna". Mimo wszystkich gadżetów nowoczesności, stany energetyczne wcale się nie zmieniają, czyli nie jest lepiej, ani gorzej niż kiedykolwiek indziej.

Obecne systemy motywacyjne opierają się o na kulcie GŁUPIEGO CARGO - tak to nazwiemy, czyli kulcie obłąkańczej konsumpcji, niezależnie od kosztów jakie ponoszą Ci , którzy chcą wejść do królestwa Konsumpcji, jak i ceny jakie płaci za to cały świat.
Powiedzmy sobie wprost.
Przypuśćmy: WSZYSCY CHCĄ WPIERDALAĆ ILE SIĘ TYLKO DA ! Ci, którzy chcą żyć jako beneficjenci takiego systemu wiary umieszczają swój lipny kapitał w takiej sferze - kredytów konsumpcyjnych, ci zaś którzy chcą wyjść poza pułapkę morderczych długów umieszczają swą zdolność do pracy w takiej sferze , która będzie zaspokajała te potrzeby.
Budujemy więc restauracje.
Ludzie jedzą, dostają swe kiełbaski, płacą, interes kwitnie.
Ale system wolnej konkurencji i szukanie luk najwyższej intratności szybko sprowadza nas na ziemię i wiadomo że jeśli jakaś inwestycja powiedzmy w restauracje jest szczególnie opłacalna , to po jakimś czasie CI , którzy chcą , lub muszą pracować aby istnieć postawią 5 restauracji na jednym skrzyżowaniu. Powiedzmy że nie wprowadzamy tu instytucji mafijnego monopolu lub czegoś podobnego.
Po jakimś czasie cały kraj może się składać tylko i wyłącznie z restauracji, tak jak nasz kraj składa się prawie wyłącznie ze sklepów, i miejsc generowania niejasnych pieniędzy, które pozwolą znaleźć się w tym sklepie.
Mamy 5 restauracji i powiedzmy 3 klientów. Wszystkie sprzedają kiełbaski po 3.50. Co zrobić by klient kupił właśnie naszą ?
Posłużmy się ekonomicznym myśleniem.
Spróbujemy obniżyć cenę. Dodamy więc trochę trocin. Ale po jakimś czasie inni robią to samo. Ceny spadają. 2.50, 2.00, 1.00, 0,50. Po jakimś czasie wszyscy sprzedają już tylko trociny o smaku kiełbasianym.
Konsument wiedząc, że udział w takiej orgii konsumpcji to najlepsza droga do zgonu szybko poprzestanie na domowej kaszy gryczanej i przestanie odwiedzać nasze restauracje. Oczywiście można go jeszcze ogłupiać reklamami - że nasza kiełbaska to spełnienie jego marzeń, ale i skuteczność tego środka może mieć z czasem swe ograniczenia.
Inny restaurator wybiera inną drogę . Postanawia że będzie do kiełbasek dodawał ... heroinę. No , tak ale na to jest paragraf. Tego nie można robić w świetle prawa. No ale czym jest prawo ? To produkt polityczny, co szczególnie jaskrawo widać w czasach gdy tzw. ekonomia wyznacza systemy wiary par exellance religijne. Prawo jest ustalane przez.... polityków. Kim jest polityk w społeczeństwie konsumpcyjnym ?
To człowiek , który postanawia zdobyć zawód ... beneficjenta . Aby zdobyć go na 4 lata podłącza się pod "siły polityczne" , składa stosowne obietnice "sponsorom", finansujących mu stosowną kampanię przeznaczone dla skretyniałej tłuszczy w rytmie kultu cargo. Gdy sprawa się uda ma 4 lata na :
1. Nie narażanie się beneficjentom - kapłanom ekonomii - bankom
2. Podnoszenie rąk na zawołanie.
3. Ustawienie w życiu siebie, rodziny, znajomych, znajomych znajomych, kolesi, kolesi kolesi - tak , by wiedząc że, gdy zostanie się wylanym na mordę po 4 latach, to będzie można powiedzieć ... OPŁACIŁO SIĘ.
Polityk jest uzależniony od lobby, co więcej bez lobby, i systemów łapownictwa nowoczesny polityk w zasadzie nie ma racji bytu. No bo po co szedł by do polityki jeśli jakikolwiek istotny ruch w niej poza decyzjami konsorcjów bankowych nie jest w ogóle możliwy. Reszta to jałowy dym.
Nasz restaurator idzie do naszego polityka, jeden chce, i drugi chce i tak czy inaczej się dogadają. Potem sprawy toczą się szybko. I mamy kolejna ustawę . Powiedzmy o nowym środku konserwującym ... o nazwie "anioreh".
Restaurator podnosi cenę swoich kiełbasek do 9,90 i ludzie walą drzwiami i oknami. Interes znów się kręci. Politycy się ustawili. Ludzie widzą iż pojawiły się nowe potrzeby, z miesiąca na miesiąc coraz większe. Zaciągają więc kredyty na całe paki kiełbasek. A nasz restaurator może powiedzieć sobie z czystym sumieniem - zrobił jedynie to wszystko, by utrzymać się na rynku wykańczającej wszystkich konkurencji i nie zdechł pod naporem swoich urojeń o prywatnej inicjatywie, gdzie jedynymi zwycięzcami są .... sekundanci ... z plikiem lipnych papierów.

K. Lewandowski na koniec pisze:
Dyskomfort moralny bogaczy płynie też stąd , że lepiej niż inni zdają sobie sprawę, że wzrost wykładniczy wymuszony przez lichwę nie może trwać bez końca i ze musi w końcu nastąpić kataklizm nieciągłości mocy powołującego ja do istnienia prawa.

W naszym wypadku tak rozumiana wiara ma też swój próg krytyczny. Tym progiem jest nie tyle wzajemne wyrzynanie się w kolejnych kataklizmach jako narzędzia redukcji rozpaczy tych którzy sięgnęli po kredyty - poniżej progu dalszej zdolności do zadłużania się , ale przede wszystkim zrozumienie że własna praca nie tyle jest środkiem zaspokajania cudzych potrzeb , ile realizacja własnej potrzeby kreacji takiego świata, za który moglibyśmy wziąć odpowiedzialność i być z niego dumni, zamiast dostosowywania się do reguł generujących świat coraz bardziej wstrętny. Poza wszelkimi prawami ekonomicznymi.
Nawet jeśli wiadomym byłoby, że celem naszym ... jest ekonomiczna KLĘSKA.

Pozdrawiam
RODMAN
/z korespondencji mailowej/
PS: Myślałem o tym dziś podczas pracy, czyli o dalszym rozwijaniu się myśli zawartych w tekście. Rozwijają się one tak:Jeśli się myśli "rynkowo" to można na to spojrzeć i w ten sposób że pieniądze są czymś w rodzaju produktu na rynku. Banki wprowadzają na rynek swój towar, po zerowych kosztach produkcji. Opłacają .... się przede wszystkim i rząd będący siłą wykonawcza i egzekucyjna , oraz wspólnie z rządem ustalają co należałoby tym finansować. Muszą trochę dbać o to by "wartość" swego produktu nie spadała , wiec podaż nie może powodować procesów inflacyjnych. Popyt wymuszają w ten sam sposób co kiedyś ... inni uczestnicy rynku są zmuszani przez prawo do wysiłku na rzecz zdobycia owego towaru ponieważ w nim jedynie można regulować swe "zobowiązania" wobec władzy i innych podmiotów jej podlegających. Aby je zdobyć musza wprowadzać do obrotu swoje towary. Jeśli rząd/bank/system traci wiarygodność, ludzie zaczną unikać sygnowanego przez nich produktu, dlatego najistotniejsze jest poczucie BEZALTERNATYWNOŚCI SYSTEMU - stąd m.in. owa komponenta religijna. Jeśli SYSTEM WYMIANY JEST BEZALTERNATYWNY to regulacje podaży i popytu produktu jakim jest pieniądz można regulować ... wzrostem obciążeń podatkowych, regulacja stop procentowych - w taki sposób aby WYTWÓRCY DÓBR sami oddawali swoje BANKNOTY za wirtualna w skali statystycznej korzyść jaką jest oprocentowanie, no i regulacje stop procentowych kredytów. W takim systemie role MOŻNOWŁADCÓW pełnią instytucje bankowe, które wprowadzają do obiegu swój towar ... drukując sobie pensje / nikt mi nie powie ze wielkość zarobków w takich i podobnych instytucjach jak spółki skarbu państwa jest uwarunkowana rynkowo / - czyli wzbogacając rynek o towar , które sami produkują. Z uwagi jednakna fakt ze gwarantem skuteczności tego mechanizmu jest rząd prerogatywami tymi musza się z nim dzielić. Lub raczej wspólnie we wspólnym interesie utrzymać zdolność producentów do takiego wysiłku , który dla nich przede wszystkim będzie optymalny.Warto też na koniec zaznaczyć, że ostatnia dekada przyniosła już zupełna wirtualizację świadectwa Mocy Władzy w systemie określonym ekonomicznie jakim jest pieniądz. W tej chwili MOC rozdzielana jest przy pomocy klawiszy w terminalach systemów komputerowych i zmianą stanów kont , w procesach całkowicie już wirtualnych określonych STANEM ŚWIADOMOŚCI uczestników tej gry, czyli stopniem zinternalizowania OFICJALNYCH RELIGII, w których MOC rozdzielana jest "po uważaniu", w oparciu o religijne wyobrażenie tego - co ma jaką wartość na kolejnym bycie wirtualnym jakim jest tzw. rynek. I to jest dopiero WŁADZA !!!
TO co staram się pokazać w tych kilku słowach to pewne spostrzeżenie że niemożliwe jest rozdzielenie systemów władzy od ekonomii w czasach gdy ekonomia jest płaszczyzna na której toczą się IDEE O WŁADZY.
http://rodman.most.org.pl/Rodman2.htm
STEIN. http://rprl.blogspot.com/