o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

środa, 25 lipca 2012

na 1.VIII ** R.i.P.

Powstanie Warszawskie: "Optymizm nie zastąpi nam Polski"


Doskonale poznał Sowiety i bolszewików. Jacek Trznadel tak pisze: „Większość jego książek artystycznych (nie mówiąc o esejach) nie do pomyślenia jest bez obecnej w nich lub w ich tle refleksji nad istotą i praktyką komunizmu. A w praktyce komunizmu rosyjskiego w samym centrum znajdowało się ludobójstwo popełnione w Katyniu. Było ono niewątpliwie owym, parafrazując metaforę Josepha Conrada, komunistycznym „jądrem ciemności”.
„Lewa wolna” mówi o najeździe bolszewickim dwudziestego roku. „Droga donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić” odbywa się na Wileńszczyźnie i na kresach północno wschodnich w strasznym czasie drugiej wojny.
 
Józef Mackiewicz przyznawał słuszność tym, którzy twierdzili, że lepiej niech nie będzie żadnej Polski, niźli miałaby być czerwona. Pytał, cóż jest wart naród, którego jednostki pozbawione są godności osobistej.
 

W październiku 1944 roku wydał broszurę „Optymizm nie zastąpi nam Polski” w której również  przedstawił swój punkt widzenia na sprawę Powstania Warszawskiego.

 
W sposób subiektywny (ułomny) dokonam przedstawiania niektórych argumentów autora – czasem wiernie cytując, czasem parafrazując jego myśli, nieomal całkowicie podzielając punkt widzenia.
 
Józef Mackiewicz doskonale zdawał sobie sprawę z położenia w jakim znalazła się Polska w 1944 roku. Pytał i przewidywał:
Co nas czeka? - Okupacja sowiecka. - Jak ona będzie wyglądać? Przyszłe przewidywania należało opierać głównie, jeżeli nie wyłącznie, na doświadczeniach z państwem sowieckim dokonanych - od­nosi się to w całej pełni do szablonu politycznych metod sowieckich, zastosowanych swojego czasu względem państw bałtyckich i wschodniej Polski. Szablonu tego bolszewicy absolutnie nie mają powodu się wyrzekać na przyszłość. Został on wypróbowany i dał im maksymalne korzyści.
 
Twierdzenie, że w latach 1939/41 Sowiety znajdowały się w lepszej sytuacji i były mniej skrępowane niż w roku 1944 absolutnie nie odpowiada prawdzie. Przeciwnie, sytuacja się zmieniła, ale wyraźnie na korzyść Sowietów. W latach 1939/41 miały przeciwko sobie wszystkich, prócz jednego tylko problematycznego sojusznika w postaci Niemiec.
W roku 1944 zajmują czołowe, jeżeli nie naczelne, miejsce w sojuszu Zjednoczonych Narodów Świata.
 
Józef Mackiewicz ostrzegał:
„Bolszewicy nie dążą do „kokietowania", czy ob­darzania przywilejami, narodu podbitego, aby zapewnić w podbitym kraju spokój i porządek ze względu na wewnętrzny i zewnętrzny interes całości państwa, jak to czynili dawni za­borcy, usiłujący wywołać w kraju ruch pojednawczej „ugody". Bolszewicy dokonują operacji, którą można porównać do za­biegu chirurgicznego. Oni dążą do uśpienia każdego narodu, po to, ażeby zeń wyssać szpik.
 
Gdyby nam w tej chwili groziła inwazja i zabór nie so­wiecki, a rosyjski,niebezpieczeństwo to miałoby zupełnie inny aspekt. Groziłaby nam wprawdzie niewola, ale niewola rokująca pewność, że naród polski wyjdzie z niej zwycięsko, jak wyszedł już raz po stuletniej tego rodzaju niewoli. Zabór sowiecki w równym stopniu rokuje nam pewność, że z nie­woli tej nie wyjdziemy, i jako naród zostaniemy zgładzeni z oblicza ziemi.”
 
Mackiewicz zdawał sobie sprawę, że o zbrojnym oporze Polski wobec najeźdźcy sowieckiego mowy być nie może. Jednocześnie,  ponieważ dalsza bierność wobec bolszewików wkraczających do Warszawy staje się rzeczą niemożliwą, a zatem, żeby nie drażnić koalicji Zjednoczonych Narodów oporem zbrojnym przeciw Sowietom, należy wywołać powstanie przeciwko Niemcom. Ale wywołać je w ostatniej chwil dla uniknięcia niepotrzebnych ofiar, wnieść przez to swój wkład do wspólnej puli wojennej Zjednoczonych Narodów, następnie, w opanowanej już przez wojsko i władze polskie stolicy, spotkać wojska czerwone, stawiając zarówno je, jak cały świat, przed faktem dokonanym. Plan był raczej rozumny i pod każdym względem politycznie moralny.
 
„Powstanie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku. Nieprawdą jest że wybuchło przedwcześnie, że działała tu „zbrodnicza lekkomyślność generała Bora". To samo radio londyńskie, które dziś mówi o „przedwczesności", w sobotę wieczorem, dnia 29 lipca, nadało następujący komunikat:
„Wojska rosyjskie w całej swej masie stoją w odległości pola widzenia od Warszawy. Pierwsze czołgi rosyjskie wkroczyły di przedmieść Warszawy, gdzie toczą się zacięte walki. Generał Rokossowski przeniósł swą główną kwaterę w bezpośrednie sąsiedztwo Warszawy".
 
W mieście rozlepiono bez przeszkód odezwy Delegatury Rządu, wokół których gromadziły się tłumy. Nastrój był typowy dla okresu przejściowego. Po niebie przewalał się huk armat. Bolszewików oczekiwano już nie z dnia na dzień, a z godziny na godzinę.
 
Powstanie wybuchło we wtorek o wyznaczonej godzinie 5 po południu, a... bolszewicy się nie ruszyli.
 
Zdradawyszła na jaw w całej pełni dopiero po kilku dniach.
 
Mackiewicz przypominał:
Od roku 1941 wszystkie radiostacje sowieckie nawoływały naród polski do powstania. Sygnałem Moskwy po polsku były słowa: „Polacy! Bijcie mocno! Bijcie bezlitośnie".
Od roku 1942 radiostacja sowiecka im. Tadeusza Kościuszki w codziennych swych audycjach nadawała „podręcznik sabotażysty i powstańca" na użytek Polaków.
Od roku 1943 Moskwa po polsku wołała wielkim głosem: „Polacy! Tylko zdrajcy i tchórze każą wam czekać w bezczynności!
 
Po­lacy, wzorem bohaterskich partyzantów sowieckich, jak jeden maż chwytajcie za broń! ZaprzedanaHitlerowi klika reakcjonistów polskich z Raczkiewiczem i Sosnkowskim na czele namawia was na wyczekiwanie..."
 
W czerw­cu 1944 roku komunistyczna prasa podziemna w Warszawie pisała, że to tylko reakcyjny, prohitlerowski, faszystowski obóz w Polsce wymyślił hasło, że Niemcy są już pobite, żeby odciągnąć masy od powstania...
 
I oto, gdy powstanie wybuchło naprawdę, bolszewicy umyli ręce, oświadczyli, że „przedwcześnie", że Bór to zdrajca (?) itd. - nastąpiła bezprzykładna zdrada, najcyniczniejsze wydanie Warszawy na łup niemiecki, nb. w formie, która zaćmiła wszystkie poprzednie klęski, jakie na to miasto padły.
 
Józef Mackiewicz pisał:
„Stąd płyną dla nas wskazania, które powtarzamy i ciągle winniśmy powtarzać: Nie wolno nam dopuścić, aby ewentualną sowiecką Polskę traktowano jako wewnętrzną jej sprawę, a tylko jako aneksję ze strony Sowietów, jako gwałt, zabór, krwawą niesprawiedliwość dziejową. Nie wolno nam dopuścić do jakichkolwiek układów i kompromisów z polskimi komunistami. Nie wolno też ani jednostkom, ani grupom politycznym polskim, pozostającym wewnątrz kraju, wytwarzać nastroju najniewinniejszej chociażby współpracy z okupacją sowiecką, gdyż w przeciwnym wypadku grozi nam wycofanie sprawy polskiej z międzynarodowego porządku dnia,a przekazanie jej wewnętrznym sprawom Związku Republik Radzieckich.”
 
W 1944 roku Sowiety zajmowały czołowe, jeżeli nie naczelne, miejsce w sojuszu Zjednoczonych Narodów Świata. Powstanie Warszawskie uniemożliwiło wycofanie sprawy polskiej z międzynarodowego porządku dnia, uniemożliwiło utworzenie Polskiej Republiki Radzieckiej. Przecież II RP liczyła zaledwie dwadzieścia lat.
 
 
Mackiewicz pisze o powstaniu:
„Bóg zechce rozsądzić, czy równoważą one krew, mord, cierpienia naszych rodaków, hańbę kobiet, znisz­czenie klejnotów rodzimej kultury, płacz dzieci. Czy ruiny splamione krwią, czy rozwłóczone po ulicach trupy naszych najlepszych, nie przeszkadzają nam w zimnym rachunku politycznym?...
 
My go prowadzimy dalej. Powstanie warszawskie w znacz­nym stopniu przyczyniło się do rozjaśnienia tej sytuacji, o którą nam chodziło. Odsłaniając z jednej strony istotne ob­licze sowieckie, podniosło poświęcenie polskie do piedestału bohaterstwa i wstrząsnęło sumieniem świata. Daliśmy o sobie mówić na początku tej wojny, ale nie zawsze w sposób for­tunny, gdyż nagły upadek Polski w 1939 r. był zbyt nie­spodziewany dla opinii nieprzywykłej wówczas do wojen błyskawicznych. Dajemy o sobie mówić u schyłku tej wojny, co jest rzeczą o wiele ważniejszą.”
 
I takie jest moje zdanie. Powstanie Warszawskie, powstańcy, Armia Krajowa, Warszawa i jej mieszkańcy uratowali Polskę. Znalazła się pod okupacją sowiecką, ale nie doszło do zaboru. Nie doszło do uśpienia narodu. Sowietyzacja Polski w latach powojennych się nie powiodła.
 
Powstanie Warszawskie odbiło się echem w całym świecie.Mackiewicz pisze:
„Nieomal cała prasa, zarówno państw wojujących, jak neutralnych, podjęła akcję wyraźnie z naszą korzyścią, a na niekorzyść Sowietów. Dało to możność Rządowi Polskiemu zaczerpnąć głębszego oddechu wypowiedzieć trochę słów niezależnych, których dotychczas wypowiadać nie śmiał.”.
 
Cytuje artykuł  słowa z artykułu majora Elliota w New York Herald Tribune:
„Nasza wina wobec niestrudzenie dalej walczących Polaków jest tak wielka, że jej nigdy nie okupimy. Jest to wina, o której nigdy zapomnieć nie będziemy w stanie."
Następnie major Elliot w ostrej formie atakuje stanowisko bolszewickie. Rzec można śmiało, iż od czasu układu Ribbentropp-Mołotow i od pierwszej wojny fińskiej, nie dało się słyszeć tyle rozgoryczenia pod adresem sowieckim. Bolszewicy się trochę przeliczyli w swym cynizmie. Tym razem się przeliczyli.Każdy dzień następny trwającego powstania był dla nich kolejną porażką.
 
Jak pisał Mackiewicz - Bóg rozsądzi …. ale powtórzę, Sowieci byli zdolni tylko do okupacji Polski, nie do zaboru. Historia się nie skończyła dla Polaków w 1944 roku.
Jakie Stalin miał plany wobec Polski i Polaków? Józef Mackiewicz w „Fakty, przyroda, ludzie” pisał:
 
„Nie ma żadnej analogii pomiędzy okupacją niemiecką lat 1939-1945 i okupacją sowiecką 1939-1941. Nie ma żadnej analogii pomiędzy metodą niemiecką i sowiecką. — Z Niemcami była wojna. Straszna, ale wojna. W wojnie tej, słusznie czy niesłusznie, brała udział cała Polska i z tej wojny musiała wyciągnąć konsekwencje tych barbarzyńskich warunków, ja­kie jej Hitler narzucił, a których nie ukrywał, tylko na każ­dym rogu i progu plakatował: mord, zniszczenie, więzienia, obozy. Co kilka kroków wisiały czerwone obwieszczenia: „Rozstrzelaliśmy tylu i tylu, za to i za to..." — Okna w nocy były zaciemnione przed nieprzyjacielskimi samolotami, w czasie wojennym wolno było chodzić tylko od godziny do go­dziny. Na tych samych ulicach, gdzie rozstrzeliwano Polaków, ginęli też Niemcy. Żadne z miast polskich nie przestało być ani na chwilę terenem działań wojennych. Niemcy stosowali niezwykle krwawe metody walki, ale nie powiedzieli nigdy, że przyszli po to, aby nas „wyzwolić" spod panowania nas sa­mych, „uszczęśliwić", że działają z naszej woli i na naszą ko­rzyść. (…) To była walka na śmierć i życie.
 
... Był straszny spokój w granicach Związku Sowieckiego. Nie było żadnej wojny. Nie było zaciemnienia przed obcymi bombowcami. Nie było godzin policyjnych. Była „radość". Na ulicach wisiały plakaty i fotosy o twarzach uśmiechniętych. Transparenty głosiły, że ciągle coś i za coś dziękujemy Stali­nowi. Maszerowały pochody z tymi transparentami. Mówiło się „obywatelu" do każdego. Była równość, jednostajność, nu­da. Komunikaty wojenne przychodziły z innego świata. Nie było zbrojnych patroli na ulicach, gotowych do strzału. Nie było obwieszczeń o rozstrzelanych, a jeżeli się ktoś przypad­kiem dowiedział o takim fakcie, to wiadomość swą raczej ukrywał dla siebie, niżby miał powtarzać ją pierwszemu z brzegu. Obchodzono uroczyście „Dni Mickiewiczowskie". Gra­ły wszystkie polskie teatry. Na kurtynie jednego z nich wyma­lowano gwiazdę czerwoną, na innej krasnoarmiejca z czterograniastym bagnetem na karabinie.”
 
Wysysanie szpiku, zgładzanie narodu, czynienie ze społeczeństwa bolszewików.  
W tym roku obchodzi się w mediach hucznie odzyskania wolności. Od czego? Od kogo? Kto zabrał wolność? Kto sowietyzował Polskę i Polaków?
Tego młode pokolenie z mediów już się nie dowie. Panuje milczenie. Temat tabu.
Nikt się nie przyznaje do dziękowania Stalinowi wierszem czy prozą. Milczą kapłani komunizmu. Kolaboranci ze Lwowa, Łodzi czy Warszawy. Świętują odzyskanie wolności. Jakże Historia ma być nauczycielką życia? Jaką ?

sobota, 14 lipca 2012

z g n i l i z n a

ZAMIAST WSTĘPU.

(  )
Argument? Szatan posługuje się argumentami? Myślisz że te matki interesują jakieś argumenty? Nie, one mają WŁADZĘ. Masz więc pretensje do WŁADZY że swoje bierze?

To jest ta sama klika, te matki i ten system. To te matki tworzą ten system.

Tutaj mowa jest o molestowaniu ale inną tajemnicą poliszynela jest problem pederastii ktory wyrasta z tego samego pnia czyli GWAŁCENIA OSOBOWOŚCI mężczyzn przez wyemancypowane i chronione przez ten system matki.

Tak to działa. Ten system jest zawsze taki sam, rządy kobiet. Zdobywane nierządem.

Nie udawajmy że nie widzimy. Zakrywamy oczy już od najmłodszych lat na kurestwo i pozwalamy aby kobiety wyżywały się... bo trzeba być wyrozumiałym... ksiądz też może robić co chce byle nie nauczać życia duchowego... bo księdza ruszyć nie można...

Wszystko jest zatrute, wszędzie są święte krowy i domagają się więcej, więcej, więcej... bo kto nie umie żyć po bożemu temu zawsze będzie mało. I złość go ciągle będzie brać że inni mają więcej.

Możemy się oszukiwać, możemy udawać i zabijać dzieci, ale to że zmienimy sobie głowę nie znaczy że świat się do nas dostosuje. Czarownicy, wróżki, horoskopy, bałwany... wszędzie pełno i nikt z tym nic nie robi. Wszyscy się godzą na to.


wyobraź sobie co będzie kiedy dorosną pokolenia które dzisiaj mają po 10 lat i te wchodzące w życie dorosłe... to jest dopiero początek... zważywszy czego uczą w szkołach od przedszkola.

Zamiast nauki, zamiast czystości, zamiast kultury, formowania jest deformacja pod każdym względem. A ci ludzie którzy temu służą są nagradzani, wynoszeni i pochwalani bo nie wolno powiedzieć prawdy.

No więc wybór już dawno został poczyniony, teraz czekajmy sobie na efekty.


Vanvorden

Antymedyczny - Słowo się rzekło. CAŁA, PRAWDA, O MEDYCYNIE... i nie tylko. Czyli przychodzi baba do lekarza... a najciemniej zawsze pod latarnią. Nie wszystko złoto to co się świeci.

piątek, 6 lipca 2012

" O Pamięć wołają Ofiary "

ZAMIAST  WSTĘPU.
Opublikowany w Kultura | Komentarzy: 10 »

Karta Polaka “mało ważna”

Posted by Marucha w dniu 2012-07-06 (piątek)
Karta Polaka ma być wystarczającym dokumentem poświadczającym polskie pochodzenie osób z dawnych Kresów uczących się w Polsce. Teraz, choć studenci posiadają ten dokument, to i tak muszą w konsulatach starać się o zaświadczenie o polskim pochodzeniu, bo żądają go różne instytucje w Polsce – dla nich Karta Polaka nie jest żadnym dowodem.
Na wspólnym posiedzeniu senackich komisji: Ustawodawczej oraz Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustaw dotyczących Polaków z Kresów. Parlamentarzyści zajęli się tą sprawą na wniosek Studenckiej Międzyuczelnianej Organizacji Kresowiaków (SMOK). – Chodzi nam o zrównanie statusu Karty Polaka ze stwierdzeniem pochodzenia polskiego w ustawie o repatriacji – podkreślił senator Stanisław Gogacz (PiS).
Obecna na spotkaniu Aleksandra Ślusarek, prezes Związku Repatriantów Rzeczypospolitej Polskiej, wskazuje w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” na pozytywne rozwiązania tej inicjatywy ustawodawczej, która jest odpowiedzią na postulaty SMOK.
Czytaj resztę wpisu »
***************************************************
 
Nim rozpętała się "burza"...
Zanim ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski zasłynął w mediach z obrony praw pomordowanych przez OUN - pierwszy tak drobiazgowy wywiad w temacie przeprowadzili z nim Tomasz Sudoł i Aleksander Szycht.
"Jedynie konsekwentne działanie jest w stanie coś zmienić" - powiedział ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w odiesieniu do przemilczeń o zbrodniach OUN. O ludobójstwie Polaków na Kresach w kontekście do ludobójstwa Ormian, dokonanego przez Turków oraz o walce o pamięć - z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim rozmawia Aleksander Szycht.

Aleksander Szycht: Korościatyn, a obecnie Krynica – czy nie tak nazywa się rodzinna miejscowość, wymordowana bestialsko przez UPA,z której pochodzi księdza ojciec?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Ściślej mówiąc z tej wioski pochodzi cała rodzina mojego ojca. Mój ojciec i dziadek tuż przed wojną przenieśli się do Monasterzysk na osiedle Dębowica, leżące dwa kilometry od Korościatyna.

Aleksander Szycht: Czy można porównywać walkę o uznanie ludobójstwa Ormian w parlamencie tureckim z - być może przyszłą - walką o uznanie ludobójstwa dokonanego przez UPA w parlamencie ukraińskim?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Dokładnie tak, gdyż i jedno i drugie ludobójstwo nie jest uznawane przez te parlamenty za fakt historyczny. Jeśli chodzi o problem ormiański, to ludobójstwo miało miejsce w 1915 r., a więc od 92 lata rząd turecki zaprzecza tym faktom. Natomiast działalność diaspory ormiańskiej spowodowała, że większość cywilizowanych krajów świata uznały to ludobójstwo, m.in. uczyniła to Polska w roku 2005, natomiast na przykład Stany Zjednoczone nie chcą go uznać, gdyż na terenie Turcji rozlokowane są amerykańskie bazy wojskowe.
  Jest to klasyczny przykład tego, jak polityka do dnia dzisiejszego potrafi fałszować historię. Jeżeli chodzi o ludobójstwo Polaków na Ukrainie, to z tych samych powodów, czyli politycznych oraz – moim zdaniem – tak zwanej poprawności politycznej, nie ma oficjalnego uznania tego ludobójstwa jako faktu historycznego. W wypadku Ormian ludobójstwo dokonane było na polecenie rządu tureckiego, zaangażowana w to była administracja rządowa, a Ormianie byli obywatelami państwa tureckiego. Rząd mordował swoich obywateli. Wykorzystywał pierwszą wojnę światową, żeby się pozbyć niewygodnej mniejszości.

Aleksander Szycht: W niedawnym wywiadzie Pawła Smoleńskiego z Marszałkiem Sejmu Jarosławem Kalinowskim padła sugestia, że ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w innych województwach nie można nazwać ludobójstwem, gdyż nie dokonywało go państwo totalitarne. Moim zdaniem, nie jest to żadna kwalifikacja. Co ksiądz o tym sądzi?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Pan Paweł Smoleński znany jest z tego, że stara się zaciemnić obraz ludobójstwa, zresztą nie wiem z jakich powodów to robi. Czytałem ten wywiad. Nie jest ważne, czy sprawca ludobójstwa jest urzędnikiem państwowym czy członkiem organizacji podziemnej. Przecież ludobójstwo na społeczności muzułmańskiej czy katolickiej na Bałkanach, które nazywane jest łagodnie „czystkami etnicznymi”, to przecież było ludobójstwo dokonywane przez oddziały zbrojne, np. serbskie. Nie zmienia to faktu, że istniejąca organizacja wydaje polecenie wybicia członków jednego narodu. Popatrzmy na zagładę Żydów. Nie ma do dziś dokumentu stwierdzającego, że Adolf Hitler wydał zarządzenie zgładzenia wszystkich Żydów, co nie zmniejsza odpowiedzialności nazistowskich Niemiec za popełnione ludobójstwo. W definicji ludobójstwa nie jest ważne, czy wydaje decyzję rząd, premier czy też szef organizacji uznawanej za ogólnopaństwową czy też ogólnoświatową. Jest to operowanie pewną demagogią. Pamiętajmy o samej definicji ludobójstwa. Zostało ono zdefiniowane przez polskiego Żyda, Rafała Lemkina, absolwenta Wydziału Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Dla Organizacji Narodów Zjednoczonych stworzył on nazwę „genocide” - czyli ludobójstwo – w odniesieniu do takiego rodzaju zjawisk, jak zagłada Ormian czy Żydów. Wcześniej pojęcia takiego w ogóle nie było. Przedtem mówiło się wyłącznie o zbrodniach wojennych lub barbarzyńskich aktach dokonywanych na ludności cywilnej, dewastacjach lub paleniu całych wsi i miast. Natomiast nie było przypadku, żeby starano się wyrżnąć ludzi mówiących na przykład tym samym językiem. Pierwsi zastosowali to Turcy w 1915 r. Ludobójstwo było dziełem nazistów niemieckich, ale równocześnie nacjonalistów ukraińskich.

Aleksander Szycht: Czy Polacy mogą skorzystać jakoś z doświadczeń ormiańskich w walce o uznanie rzezi na Wołyniu za ewidentne ludobójstwo?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak, oczywiście. Ponieważ Ormianie, choć zostali bądź wymordowani, bądź wypędzeni z Turcji, na terenie której nie ma już śladów kultury i tradycji ormiańskiej, mimo tego, że są rozproszeni po całym świecie, łączą się, by bronić tej sprawy. To jest ważne, bo mijają już całe pokolenia, a pomimo wszystko, tendencja walki o prawdę istnieje nadal. Przedstawię to na przykładzie Polski, która nie znała pojęcia ludobójstwa Ormian, gdyż na tym terenie nikt ich przecież nie mordował w 1915 r. Niemniej jednak, gdy zaczęła tu spływać emigracja ormiańska po roku 1990 – wcześniej istniała jeszcze stara emigracja- zarówno stara, jak i nowa emigracja uznały, że dla sprawy ormiańskiej ważne jest, by również w Polsce upamiętnić ludobójstwo. Byłem jednym z inicjatorów ustawienia krzyża ormiańskiego – Chaczkaru – przy kościele św. Mikołaja w Krakowie w roku 2004. Wydarzyła się bardzo znamienna rzecz. Od razu interweniował ambasador Turcji, który odwiedził wszystkie władze kościelne, państwowe i samorządowe grożąc, że jeżeli ten krzyż, wysokości dwóch metrów i dwudziestu centymetrów, zostanie ustawiony, to zamknie się drogę lotniczą dla żołnierzy polskich do Iraku. Co więcej, ówczesne Ministerstwo Spraw Zagranicznych skapitulowało przed ambasadorem tureckim i ówczesny minister spraw zagranicznych, Jan Truszczyński, na papierze firmowym MSW rozesłał wezwanie do bojkotu tej uroczystości. Nastąpiły podziały. Ksiądz kardynał Macharski, mimo że otrzymał takie wezwanie, przyszedł i pobłogosławił. Przybył przewodniczący Rady Miasta Krakowa, ale już prezydenta miasta Krakowa nie było. Był marszałek Sejmiku Małopolskiego, ale wojewoda krakowski zdezerterował. Trzeba pokazać, jak bardzo urzędnicy polscy w pewnym momencie przestraszyli się działań ambasadora Turcji. Okazało się jednak, że krzyż został postawiony. Co więcej, z inicjatywy trzech posłów – Marka Jurka, Zbigniewa Ziobro i Michała Ujazdowskiego, polski parlament 19 kwietnia 2005, potępił ludobójstwo Ormian w Turcji. Jednakże rząd polski tego nie zrobił i tu też są podziały – oczywiście ze względów politycznych.

Aleksander Szycht: Podobnych gróźb czy protestów mogą się obawiać Polacy ze strony „pomarańczowych urzędników” na Ukrainie, nieprawdaż?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Proszę pamiętać, że w przypadku Ormian głównym państwem, który nie chce tego faktu uznać, są Stany Zjednoczone. To jest bardzo przykra rzecz. Stany Zjednoczone są naszym sojusznikiem, ale w obawie, że zostaną zamknięte bazy amerykańskie w Turcji, nie chcą doprowadzić przyjęcia ludobójstwa za fakt. Natomiast Unia Europejska uczyniła to praktycznie w całości. Sprawa uznania ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich jest analogiczna absolutnie w stosunku do działań, dążeń i przede wszystkim całej manipulacji, jakie niektóre rządy starają się w tej sprawie dokonać.

Aleksander Szycht: Co ksiądz może powiedzieć o mordowaniu Ormian przez formacje OUN?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Stara emigracja zamieszkiwała tereny Kresów Wschodnich. Ormianie uważali się za uczciwych obywateli Rzeczpospolitej. W czasie drugiej wojny światowej byli ofiarami mordów. Najbardziej znany mord - element ludobójstwa, dokonał się w dniach od 19 do 21 kwietnia 1944 r. w Kutach nad Czeremoszem. To było takie miasto graniczne między Polską a Rumunią. UPA wykorzystała ten moment, kiedy Niemcy się wycofali, a Rosjanie jeszcze nie weszli, zaczęła mordować wszystkich Polaków i Ormian. Wymordowano 500 osób. Ocalały tylko te osoby, które schroniły się w kościele ormiańskim pod wezwaniem św. Antoniego. Ginęli również Ormianie rozproszeni, razem z Polakami. Ofiarami czystek byli też Czesi na Wołyniu, koloniści niemieccy, jeńcy radzieccy, wcześniej Żydzi. Hasło „Ukraina dla Ukraińców” oznaczało, że wszystkie mniejszości były skazane na mord toporem. UPA nawiązała absolutnie do tego, co robili Turcy, występujący pod podobnym hasłem brzmiącym „Turcja dla Turków”. Było to straszliwe wyzwanie. Mordy UPA miały miejsce przed i po wkroczeniu wojsk rosyjskich. Trwały do tego momentu, do którego funkcjonowała UPA, czyli co najmniej do 1946 r. Znam opisy z pamiętnika mojego ojca – dotyczą stycznia 1945 r., czyli okresu, gdy front przesunął się na tereny środkowej Polski, a wioski polskie w rejonie Buczacza były wciąż napadane i mordowane. To były jakby działania na tyłach frontu, nie wymierzone w Armię Czerwoną, a w ludność cywilną.

Aleksander Szycht: Jaki przykład tzw. poprawności politycznej, rozumianej jako przemilczenie prawdy, fałsz czy manipulacje zapadł księdzu w pamięć?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Najbardziej zapamiętałem to, co pisze Gazeta Wyborcza, która np. mówi, że to była wojna polsko-ukraińska co jest ewidentnym fałszem i kłamstwem. Jaka wojna?! To były działania znienacka, z zaskoczenia. Wyrzynano ludność polską, a że ona się broniła, to przecież nie udowadnia, że to była wojna, gdzie żołnierze po obu stronach frontu mają karabiny i walczą. Korościatyn, rodzinna wioska mojego ojca i moich dziadków, została otoczona wieczorem przez oddziały UPA, wspieraną przez ludność cywilną. Ojciec to bardzo dobrze opisał. Najpierw UPA wpadała do wioski i mordowała wszystkich siekierami, widłami, strzelali za pomocą broni palnej. Później szła druga grupa, często składająca się z kobiet i młodych chłopców, która rabowała wszystko, bo i taki rabunkowy element występował. Wkraczała następnie trzecia grupa, która paliła. Jaka to jest wojna? Kto z kim walczył?
Aleksander Szycht: Czy Kościół - zdaniem księdza - jest jakoś dotknięty polityczną poprawnością, rozumianą jako przemilczenie zbrodni UPA?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Niestety tak. Dlaczego? Był proces beatyfikacyjny 108 męczenników polskich, a obecnie jest przygotowywanych kilkaset beatyfikacji. Są to księża bądź świeccy, zamordowani przez nazistów niemieckich. Kościół w ogóle nie prowadzi beatyfikacji księży zamordowanych przez NKWD bądź przez nacjonalistów ukraińskich. Wojacy UPA zamordowali ok. 200 księży katolickich, którzy nie mają żadnego upamiętnienia. Poza tym jest to taka polityka, o której mówiłem dziś przy okazji prezentowania sylwetki arcybiskupa Teodorowicza. Nacjonaliści ukraińscy wciąż nie zgadzają się, by Teodorowicz został pochowany tam, gdzie był pierwotnie, czyli na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Trzeba w tym miejscu dodać, że ten duchowny ormiański był wielkim patriotą polskim. Był posłem i senatorem II Rzeczpospolitej. Nie ma żadnych działań ze strony kościelnej by przywrócić jego ciało na pierwotne miejsce spoczynku. Niestety, jest to polityka taka, że dla „dobra kontaktów” polsko-ukraińskich lepiej o pewnych sprawach nie mówić. Moim zdaniem jest to błędna polityka, bo wcześniej czy później zostanie to mocno zaakcentowane, no i wtedy okaże się, że Kościół nie chce pełnej prawdy o tych wydarzeniach.

Aleksander Szycht: Czytaliśmy wypowiedź księdza, że polski Kościół działa jak wielka korporacja. Słyszeliśmy również tezę mówiącą o strachu Kościoła przed jego greckokatolicką częścią w odniesieniu do sprawy zbrodniczości OUN-UPA. Chodzi tu podobno o obawę reakcji Kościoła greckokatolickiego, a tym samym obawę straty jakiegoś przyczółka na Ukrainie. Co ksiądz o tym sądzi?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Dokładnie się z tym zgadzam i uważam, że tu znowu wchodzi w życie polityka, tym razem polityka kościelna. Rzeczywiście wielką wartością jest to, że istnieje Kościół greckokatolicki. Jestem absolutnie za pojednaniem między Polakami a Ukraińcami, ale na tej samej drodze, jak było między Polakami a Niemcami. Trzeba powiedzieć prawdę. Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdyby Niemcy dziś zaprzeczali istnieniu obozów koncentracyjnych, albo mówili, że nikogo nie zamordowali w Powstaniu Warszawskim. Zbrodnie niemieckie uznało państwo i kościół niemiecki, więc dokładnie to samo trzeba zrobić po stronie ukraińskiej. Chciałbym powiedzieć o jednej sprawie. Mam rodzinę zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie rzeki Zbrucz. Inne myślenie jest w Kijowie na temat tych spraw, a jeszcze inne w Charkowie, gdzie mieszkała moja ciocia. Tam problem UPA jest traktowany całkowicie inaczej. To ta Ukraina Zachodnia, czyli Małopolska Wschodnia, na którą dziś mówimy Kresy Południowo-Wschodnie, żeby nikogo nie drażnić – stanowi problem. Nie mordowano bowiem Polaków po drugiej stronie rzeki Zbrucz. Co więcej, mordy te były dokonywane przez obywateli polskich, bo członkowie UPA byli Polski obywatelami. Państwo polskie ma więc prawo ustosunkować się do postępowania swoich byłych obywateli.

Aleksander Szycht: Czy taka postawa części środowisk kościelnych, o której mówiliśmy, może głęboko zawodzić wiernych takich jak ksiądz - traktujących Kościół jako instytucję, która powinna szukać prawdy? Dodam, że mnie na pewno zawodzi.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Muszę powiedzieć, że niestety Kościół popełnia te same błędy, co w sprawie lustracji. To znaczy lekceważy historię. Historii się nie da zlekceważyć. Jan Paweł II z okazji Roku Świętego miał odwagę powiedzieć o trudnych sprawach Kościoła, i nawet powiedzieć słowo przepraszam, my tutaj nie oczekujemy, że hierarchowie grekokatoliccy będą przepraszali, tylko żeby nie torpedowali możliwości upamiętnienia tych ofiar. Myślę, że gdyby była uroczystość poświęcenia pomnika tu w Warszawie, to powinny być na niej obecne zarówno władze rzymskokatolickie, jak i greckokatolickie, bo to prowadzi do pojednania. Dziś się wiele ukrywa. Takim wołaniem o prawdę jest śmierć i męczeństwo tych 200 księży. To władze kościelne powinny zadbać, by upamiętnić ich męczeństwo, wielokrotnie dokonujące się w niewyobrażalnych, barbarzyńskich sytuacjach.

Aleksander Szycht: Napisał ksiądz kiedyś, że: „Wystarczy pochwalić "Pasję" Mela Gibsona, nie bić pokłonów przed autorem "Strachu" lub w Wielki Piątek posłuchać w kościele Ewangelii, aby zostać oskarżonym o antysemityzm”. Czy nie jest podobnie, jeśli chodzi o zbrodnie UPA? Z naszych obserwacji wynika, że wystarczy złamać milczenie o zbrodniach, albo mit bohaterstwa UPA lub pośrednio podkreślić nawet przypadkowo polskość przedwojennego Lwowa, by zostać zaraz oskarżonym bezpodstawnie o nienawiść i brak sympatii do Ukraińców. Czy ksiądz widzi pewną analogię?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Oczywiście, że dostrzegam taką analogię. Jestem zwolennikiem tej teorii historycznej, która mówi, że wyjaśnianie trudnych spraw prowadzi do pojednania, a nie do konfliktów. Można przecież zagłaskać siebie na śmierć, ale te sprawy trudne i tak wyjdą. Proszę zauważyć, że jesteśmy obecnie świadkami pojawiania się po raz kolejny problemów narodowościowych. To jest chyba największy paradoks Unii Europejskiej, że po scaleniu się Europy wybuchają problemy narodowościowe – np. w Katalonii, w Irlandii, w kraju Basków. Obecnie mamy dramatyczną sytuację w Kosowie. Ta fala idzie. A dlaczego? Gdyż istniało kłamstwo, powodujące, że dopiero w wolnych krajach ludzie uświadamiają sobie pewne sprawy. Moje dążenia, jako księdza katolickiego, są takie, żeby powiedzieć prawdę o najtrudniejszych sprawach, nie bać się tej prawdy. To, według mnie, prowadzi do pojednania we wszystkich relacjach, czy to polsko-niemieckich, czy polsko-żydowskich, czy też polsko-ukraińskich.

Aleksander Szycht: Czy takie szufladkowanie osób, które mówią tę prawdę historyczną, to nie jest jakaś nadwrażliwość?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Proszę zauważyć, że wspaniała książka Władysława i Ewy Siemaszków o ludobójstwie na Kresach Wschodnich była bardzo atakowana za rozdzieranie ran i tak dalej. Gdy jednak pisze się książki o Auschwitz, to nikt nie neguje obrazu zbrodni. Tu jest wyraźne różnicowanie od strony politycznej. Ludobójstwo jest zawsze ludobójstwem. Nie ważne, kto go dokonał, gdzie znajdują się bazy wojskowe i jakiego kraju jesteśmy sojusznikami. Powiem jeszcze o jednej rzeczy. Jest takie niechlubne zdanie Adolfa Hitlera z dnia 22 sierpnia 1939 r., który wysyłając wojska niemieckie do Polski i pozwalając na wojnę totalną, a nawet na strzelanie do bezbronnej, cywilnej ludności, powiedział, że można to robić, bo któż dziś pamięta o Ormianach. Właśnie brak potępienia dla ludobójstwa Ormian w 1915 r. otworzył jakby drogę do zagłady Żydów i do różnych rzezi. Moim zdaniem dopóki się nie potępi wszystkich ludobójstw niezależnie od sprawcy i od okoliczności, to zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że one się powtórzą. Mieliśmy wydarzenia na Bałkanach, choćby ludobójstwo dokonane na muzułmańskich Bośniakach i katolickich Chorwatach przez Serbów czy zbrodnie dokonane przez Rosjan w Czeczenii – te sprawy nadal funkcjonują. Tu nie można robić wyjątku i o jednym ludobójstwie mówić, a o drugim już nie.

Aleksander Szycht: Mówiliśmy o pewnej nadwrażliwości wobec obawy o oskarżenia ze stron nacjonalistów ukraińskich i ich sympatyków. Czy -paradoksalnie - takiej nadwrażliwości na swoim punkcie nie zarzuca się nam, Polakom, gdy próbujemy - choć trochę - bronić na świecie swojego dobrego imienia?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Każdy naród ma prawo bronić swojego imienia. To jest tak jak z mieszkańcami jednej kamienicy. Jeśli się ktoś do kogoś włamuje i coś komuś zabiera, to taki czyn się potępia, a nie mówi, że ten sąsiad jest taki, a ten taki, i że tu pozwalamy na kradzież, a tam nie. Prawa dla wszystkich narodów są jednakowe. Wielokrotnie przekonałem się, że właśnie ukrywanie pewnych spraw, fałszowanie – to jest źródło późniejszych, ogromnych antagonizmów. Natomiast pewne rzeczy trzeba otwarcie powiedzieć.

Aleksander Szycht:Czuję się w obowiązku przytoczyć tu przykład radiowej Lwowskiej Fali. Audycja nawiązywała do lwowskiej tradycji przedwojennej, w odniesieniu do wszystkich aspektów patriotyzmu, tradycji i kultury tego miasta. To mogło zwolenników poprawności politycznej czy nacjonalistów ukraińskich drażnić, bowiem prawda zazwyczaj ich drażni. W momencie jednak, gdy twórczyni programu Danuta Skalska potępiła powstanie pomnika Stefana Bandery, została zaatakowana przez Michała Smolorza na łamach Gazety Wyborczej. Dodajmy, że Bandera był przedwojennym kryminalistą, mającym wiele wyroków śmierci w sądach II RP. Został przywódcą organizacji, która w czasie wojny wymordowała dziesiątki tysięcy Polaków. Smolorz nie pokusił się o przytoczenie żadnych dowodów, by udowodnić zarzucane przez siebie sianie nienawiści na antenie radiowej. Takie dowody oczywiście nie istnieją. Co więcej, dziennikarz nie nic wspomniał o charytatywnej roli, którą Danuta Skalska na Ukrainie spełnia. Naszym zdaniem to przykład „Polowania za prawdę”. Możemy prosić o komentarz?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Odpowiem takim dowcipem, który słyszałem. Mały chłopiec pyta się ojca: „Tato, którą stroną chodnika mam iść do szkoły?”. Ojciec mówi tak: „Nie idź lewą stroną, bo będziesz oskarżony o to, że popierasz lewicę. Nie idź prawą stroną, bo będziesz oskarżony, że popierasz prawicę, i nie idź środkiem, bo powiedzą, że należysz do partii centrum.”. Na to syn się pyta: „To co ja mam zrobić?”. Ojciec mu odpowiedział: „Najlepiej nie idź w ogóle to będziesz poprawny politycznie”. Ten dowcip dokładnie oddaje, że człowiek, opętany pojęciem poprawności politycznej, de facto boi się wszystkiego. To jest taka sytuacja, żeby się nikomu nie narazić, nic nie powiedzieć, i mieć święty spokój. Bardzo często pod postawą poprawności politycznej kryją się osoby, które są konformistami. Ich po prostu pewne rzeczy nie interesują. Myślę, że stało się czymś złym, że od 1989 r. społeczeństwu polskiemu narzucono pojęcie grubej kreski, czyli przekreślenia historii, jeżeli chodzi o komunizm. Druga obserwowana zła tendencja to poprawność polityczna. Ona de facto zabrania zabierania głosu, bo zawsze kogoś urazimy. To też nieraz widać w prawodawstwie, że obywatel, którego napada złodziej, nie powinien się bronić, bo narusza prawa złodzieja. Nie powinien go oskarżać, bo zrobi mu przykrość. Jednym słowem powinien dać się obrabować i dzięki temu być poprawny politycznie i szanować prawa człowieka – w tym wypadku tego złodzieja.

Aleksander Szycht: Niektóre media mienią się obrońcami demokracji, wolności słowa i wyrażania własnej opinii. Wystarczy jednak wyłamać się z linii ich poglądów, by narazić się na falę ataków i zarzutów – nacjonalizmu, faszyzmu lub nienawiści, jak w wyżej wymienionym przypadku. Czy nie można się obawiać eskalacji ataków niektórych mediów takich jak np. „Wyborcza”, nie popartych żadnymi dowodami za wyrażanie swojej opinii na pewne tematy i mówienie prawdy?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Oczywiście. Odniosę się tutaj do problemu lustracji w Polsce, który jest problemem ideologicznym i demagogicznym, a nie problemem rozliczania się z przeszłością. Nasi sąsiedzi zza Odry – Niemcy – w 1945 r. przeprowadzili denazyfikację, odcinając się radykalnie od problemu nazistowskiego, a po upadku muru berlińskiego przeprowadzili dekomunizację i nastąpiło odtajnienie akt Stasi, które były przechowywane w Berlinie. Dlaczego tak postąpili? Wiedzieli bowiem, że budowanie nowego państwa możliwe jest tylko na prawdzie, na radykalnym odcięciu się od zła. Natomiast u nas wprowadzono pojęcie tzw. grubej kreski, które spowodowało, że ten człowiek, który bił pałą i ten, który był nią bity jest dokładnie taki sam. To nie jest prawda. To nie chodzi o zemstę, tylko o to, by na prawdzie zbudować pojednanie. Odwołam się jeszcze do rodzinnego Korościatynia. Jest tam pochowanych 175 pomordowanych mieszkańców, w tym też małe dzieci, które zabijano siekierami. Do dnia dzisiejszego nie ma miejsca pamięci. Jest tylko zwykły, drewniany krzyż, przy którym odprawiałem Mszę świętą. Jestem przekonany, że gdyby to Niemcy byli sprawcami tej zbrodni, to by tam krzyż stał, byłaby odpowiednia tabliczka pamiątkowa. Ale ponieważ zrobili to ukraińscy nacjonaliści, to ofiary te są jakby ofiarami gorszymi, bowiem odmawia się prawa do upamiętnienia tego miejsca. Wszyscy muszą mieć prawo do upamiętnienia.

Aleksander Szycht: Chciałbym jeszcze poruszyć sprawę konsekwencji ataku medialnego na konkretne działania. Po takim ataku bez dowodów ofiary mogą mieć kłopoty, np. stracić pracę, ich środki medialne, jakaś gazeta czy program radiowy, jak w przypadku Lwowskiej Fali, może zostać zlikwidowany. Cóż z tego, że taki atak nie jest to poparty dowodami, wrażenie społeczne pozostaje, a klamka zapada. Jak sobie z tym radzić?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Myślę, że w Polsce istnieje coś takiego jak sprzeciw społeczny, tzn. dążenie do prawdy. Jednak w wielu wypadkach, bardzo niepopularnych, upomina się społeczeństwo polskie o prawdę. Popatrzmy na sprawę Katynia. To też jest kwestia ludobójstwa. Ile lat to już trwa?! Do dnia dzisiejszego Rosja nie uznaje tego, co się wydarzyło w Katyniu za ludobójstwo, co nie zmienia faktu, że społeczeństwo polskie ma prawo się o to upominać. Nie przejmowałbym się całkowicie wizją dużej częstotliwości takich ataków medialnych. Są one związane np. z Gazetą Wyborczą i dawną Unią Wolności. To jest tylko część społeczeństwa. W ogólnym przekonaniu upamiętnianie ofiar, zwłaszcza w kulturze polskiej -przesiąkniętej chrześcijaństwem, nie jest rzeczą negatywną. Na pewno trzeba się zawsze spodziewać złośliwości, krytyki, będą ataki personalne. Trudno. Za komunizmu było podobnie.

Aleksander Szycht: Rosjanie powinni uznać Katyń za ludobójstwo. Czy nie jest to dla nich tym trudniejsze, gdy widzą brak konsekwencji, np. w walce o uznanie zbrodni nacjonalistów ukraińskich? Tego problemu państwo polskie nie drąży równie intensywnie, co sprawy katyńskiej.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Zgadza się. Zwrócić też trzeba uwagę na to, że na Ukrainie toczy się ogromna dyskusja na temat UPA. To nie jest tak, że wszyscy na Ukrainie popierają tę formację i że rząd ją popiera. Tu też jest pewne zaciemnienie obrazu. Ukraina jest bardzo złożonym tworem i UPA wcale nie jest powszechnie gloryfikowana, tak jak w obwodach zachodnich.

Aleksander Szycht: Wracając po raz ostatni do atakowanych, wydaje się, że jedyną ich przewiną jest patriotyzm, względnie walka o pamięć społeczną – mówię to w kontekście ataków medialnych. Czy ksiądz ma podobne spostrzeżenia?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak. Uważam, że zadaniem patriotów jest mówienie o rzeczach niewygodnych. Paradoksem jest, że w III RP, gdzie są wolne media i wolność wygłaszania poglądów, poglądy patriotyczne są nieraz atakowane. To jest niewątpliwie smutne. No trudno. Tym bardziej się trzeba nie dać złamać. Podam przykład Ormian w Polsce. Ile myśmy byli w ostatnich latach atakowani?! Za to, że chcieliśmy postawić mały krzyż. Dzisiaj wszyscy przyjmują to do wiadomości. Świadczy to, że bardzo zmieniły się poglądy na tę sprawę. Jedynie konsekwentne działanie jest w stanie coś zmienić.

Aleksander Szycht: Dziwne jest, że liberalna gazeta jak „Wyborcza” wydaje się wykazywać niekonsekwencję i broni historycznie skrajnych prawicowych środowisk. Nie mam tu na myśli polskich oczywiście. Chodzi o Organizację Ukraińskich Nacjonalistów ze szczególnym uwzględnieniem jej ramienia zbrojnego, jakim była UPA. Jest nawet artykuł, którego tytuł brzmi „UPA to nie tylko zbrodnie”. Czy taka postawa takiej gazety nie jest dla księdza jakimś paradoksem?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Nie chciałbym się wypowiadać na temat Gazety Wyborczej. Przez wiele lat byłem jej czytelnikiem, ale zarzuciłem jej czytanie. Doszedłem bowiem do wniosku, że GW spełnia obecnie rolę Trybuny Ludu, która ma monopol na rację i wyłączne prawo powiedzieć co jest białe, a co czarne. Co więcej, niektóre publikacje to jakby łajanie polskiego społeczeństwa, że myśli inaczej niż redaktor naczelny gazety. To środowisko ma jednak korzenie w PZPR. Wielu oczywiście porzuciło tą partię, tak jakby się jej przeciwstawiało, ale pewna mentalność pozostała. W chwili obecnej monopol prasowy jest przełamany. Myślę, że przy sprawie upamiętnienia polskich ofiar ludobójstwa UPA powinno się jednoczyć środowiska, nie oglądając się na to, jaką opcję reprezentują. Jest to bowiem sprawa ogólnonarodowa. Niezależnie od ataków prasowych, trzeba dążyć do tego upamiętnienia – szczególnie teraz, gdy odchodzi ostatnie pokolenie, które pamiętało te zbrodnie.

Aleksander Szycht: Użyłem dziś słowa „paradoks”. Wydać się nim może także inna sprawa, ale tylko pozornie. Proszę zwrócić uwagę, na pewien znamienny zbiór faktów. Rodzinna miejscowość księdza została wymordowana przez OUN-UPA. Ksiądz przejął honorowo po swoim ojcu walkę o pamięć i prawdę związaną ze zbrodniami UPA. Wbrew pozorom, ważnym elementem jest to, że ksiądz był za PRL-u represjonowany. Zupełnie inny stosunek miał PRL do naszego kosmonauty Mirosława Hermaszewskiego – znajdował się on jakby na drugim końcu skali. Gen. Hermaszewski, pochodzący z Wołynia jako malutkie półtoraroczne roczne dziecko został cudem ocalony od śmierci z rąk bezwzględnych banderowców, którzy zamordowali większość jego rodziny, włącznie z ojcem. Już jako oficer lotnictwa za PRL-u nie miał prawa mówienia o swojej przeszłości. Było to spowodowane monopolem Sowietów na sprawy związane z OUN i na wszystko, co w jakimś sensie dotyczyło Ukrainy. Dziś jest członkiem komitetu 65. rocznicy ludobójstwa. Teraz zarówno on, jak i ksiądz macie dokładnie tę samą opinię o ludobójstwie oraz polityce przemilczeń zbrodni OUN-UPA. Wasze rodziny pochodzą przecież z różnych regionów: księdza z Tarnopolszczyzny, a Mirosława Hermaszewskiego z Wołynia. Dla mnie świadczy to o trzech rzeczach: 1) O tym jak bardzo Pan Bóg nas doświadcza i potrafi zaskoczyć; 2) Jak ogromna była skala zbrodni OUN-UPA, że w pewnym sensie dotknęła was obu – ludzi z tak różnych środowisk. To przecież setki tysięcy skrzywdzonych, poszkodowanych, wygnanych i zabitych; 3) Jak społeczeństwo zaczyna mieć dość milczenia władz, większości mediów i ewidentnego fałszu w niektórych z nich. Czy ksiądz zgodzi się z tymi spostrzeżeniami?


ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Oczywiście. Dodałbym jeszcze czwartą rzecz. Ruch Solidarności, który był ruchem sprzeciwu wobec zła, zaczął odkrywać rzeczy długo zafałszowywane. Wielu ludzi związanych z tym ruchem – widzę to po swoim środowisku – nawet jeśli nie pochodzą z Kresów Wschodnich i nie mają takich korzeni jak Hermaszewski, popierają taką działalność na rzecz upamiętnienia ludobójstwa. Ruch Solidarności przypomniał, że ta historia jest ważna. Tu nie chodzi o zemstę, ani o nienawiść, ani o jakiś odwet. Tu chodzi o prawdę. Jest jeszcze piąta rzecz – tkwi ona w kulturze chrześcijańskiej. Jest to kwestia pamięci o zmarłych, która jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Nie jest ważne, z czyich rąk on zginął i w jaki sposób został zamordowany. Ważne, by upamiętnić godnie zmarłych. Nie można więc tej ogromnej rzeszy ofiar ludobójstwa przemilczeć. Mają oni takie samo prawo, by o nich pamiętać, jak ofiary Auschwitz czy też polskie ofiary NKWD czy UB po 1944 r. Krwi polskiej nie można dzielić na lepszą i gorszą. Dziś mam takie przekonanie – zresztą to jest doświadczenie wielu osób – że są lepsze i gorsze ofiary. Lepsze: czyli te, które zginęły z rąk Niemców, i gorsze, które zginęły od topora jakiegoś nacjonalisty ukraińskiego. I jedni przecież ginęli za polskość, i drudzy! Nie zapomnijmy także o ukraińskich ofiarach UPA, które zginęli za ratowanie Polaków czy nieposłuszeństwo wobec UPA. Obowiązkiem nas, Polaków jest pamiętać o wszystkich tego rodzaju ofiarach.

Aleksander Szycht: Dziękujemy za rozmowę.

Warszawa, 23 lutego 2008 r.

Rozmowę przeprowadził Aleksander Szycht.
Redakcja tekstu Tomasz Sudoł i Aleksander Szycht.
Obsługa techniczna i fotografie Tomasz Sudoł.


APPENDIX.


Ihrowica - zabili nas w Wigilię

Autor: Lucyna Kulińska   SEE

Zbrodniarzom sprzyja wszystko. Brak dokumentów (niszczyli je sami), śmierć świadków (wielu zabili sami), upływ czasu zabierający ludziom pamięć, strachy czające się w ludzkich głowach na każde wspomnienie, wreszcie – koszmary dręczące tych, co wiedzą.
Zbigniew Bartuś

Trudno zrozumieć zbrodnię popełnioną w podolskiej wsi Ihrowica 24 grudnia 1944 roku1. Dlaczego do polskich domów podczas wigilijnej wieczerzy wdarli się nagle zbrojni banderowcy z OUN–UPA i okoliczni ukraińscy chłopi, mordując, rabując i paląc? Czym zasłużyli sobie miejscowi Polacy na tak straszne potraktowanie? Dlaczego pod ciosami ukraińskiej siekiery zginął wyjątkowo dobry i kochający ludzi człowiek, ksiądz Stanisław Szczepankiewicz, który przez całe lata z oddaniem leczył i pielęgnował wszystkich chorych, bez względu na narodowość i wyznanie?
Niniejszy tekst jest próbą odpowiedzi na pytanie, co spowodowało, że ukraińscy sąsiedzi dopuścili się tej i tysięcy innych okrutnych zbrodni na polskiej ludności kresowej.
Dla każdego Polaka jest oczywiste, że patriotyzm to rzecz chwalebna, a walka o niezawisłe państwo jest wręcz obowiązkiem każdego. Nie powinno być jednak dla nas obojętne, jak taka walka jest prowadzona. W przypadku nacjonalistów ukraińskich z OUN i UPA droga do Samostijnej okazała się drogą ludobójstwa. Natchnieni sowiecką ideą rewolucji, a potem ideami nazistowskimi postanowili oni, działając „na skróty”, przyspieszyć procesy historyczne. Od początku poważnie rozważali zniszczenie ludności polskiej na terenach uznawanych przez nich za ukraińskie. Idea brutalnej czystki etnicznej na tych ziemiach stanowiła wręcz istotę nacjonalizmu ukraińskiego2.
Pracujący na emigracji historyk Krzysztof Łada po dokładnym przeanalizowaniu piśmiennictwa głównych ukraińskich działaczy nacjonalistycznych dowiódł, że idea eksterminacji Polaków oraz wyrzucenia pozostałej przy życiu ludności polskiej ze spornych ziem była bardzo popularna wśród ukraińskich elit politycznych już w pierwszej połowie XIX wieku3
Pod zaborem austriackim „Zoria Hałyćkaja” zachęcała do wytępienia „polskich panów”, pouczała chłopów, jakich narzędzi mają używać do walki: pali, drągów, toporów i siekier. 31 lipca 1848 roku na posiedzeniu unickiej Rady Świętojurskiej we Lwowie po raz pierwszy użyto jakże popularnego później hasła: „Lachy za San!”4. Z takim bagażem Ukraińcy weszli w przełomowy dla dziejów tej części Europy Środkowej okres wojen światowych. Nie należy więc się dziwić, że do strasznych okrucieństw na polskiej ludności, palenia, torturowania, gwałtów doszło już u schyłku I wojny światowej i w czasie wojny polsko-ukraińskiej o Galicję w roku 19195.

Kazimierz Litwin, syn Franciszka, ur. w 1927 r. w Ihrowicy, żołnierz Istrebitielnych Batalionów. W czasie patrolu w dniu 24 grudnia 1944 r. został schwytany przez UPA, piłką do drzewa ucięto mu głowę

Najbardziej znaczącą rolę w propagowaniu nienawiści do Polaków odegrał czołowy ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ogłoszona w roku 1926 w pracy Nacionalizm doktryna nacjonalizmu ukraińskiego wywarła potężny wpływ na kształtowanie się postaw młodych Ukraińców zamieszkujących Małopolskę Wschodnią6: „Bądźcie napastnikami i zdobywcami, zanim będziecie mogli stać się włodarzami i posiadaczami […] wrogość jest nieunikniona”7. Takie przesłanie to rzucenie wyzwania cywilizacji całej ludzkości. W tym sensie pokrywało się ono ze znaną wypowiedzą Hitlera: „Silni przepędzają słabych, ponieważ pęd do życia w jego ostatecznej postaci zawsze roztrzaska groteskowe okowy tak zwanego humanitaryzmu, ażeby w jego miejsce mógł wystąpić humanitaryzm przyrody, która tępi słabych, aby oczyścić miejsce dla silnych”8. Jeden z rozdziałów pracy Doncowa nosi tytuł: „Twórcza przemoc oraz mniejszość inicjatywna, jako siły porządkujące…”. Realizacją owej koncepcji było w czasie II wojny światowej powołanie w OUN Bandery, potem w UPA Służby Bezpeky – terrorystyczno-policyjnego organu stosującego przemoc „lepszych ludzi” wobec prostych i słabszych, jak choćby chłopskiej polskiej ludności cywilnej Wołynia i Małopolski Wschodniej, ale też wobec nie dość lojalnych Ukraińców. Rozwijając swe myśli, Doncow pisał: „Bez przemocy i żelaznej bezwzględności niczego w historii nie stworzono […] przemoc, żelazna dyscyplina i wojna – oto metody, przy pomocy których wybrane narody szły drogą postępu”9. Siłą napędową tak sformułowanej idei nacjonalizmu była ekspansja terytorialna: „pragnąć świetności swego kraju, oznacza pragnąć nieszczęścia swoich sąsiadów [...] ekspansji swojego kraju wyrzeka się tylko ten, u kogo całkowicie obumarło poczucie patriotyzmu [...] bowiem gdy historia jest walką o panowanie i władzę, o wzięcie w posiadanie – to twórcza przemoc musi odgrywać dużą rolę w tym procesie, albowiem zawłaszczanie to przede wszystkim pragnienie pokonania”10. Nie brakowało w tej ideologii wątków stricte rasistowskich. Najbardziej bezwzględni przywódcy nacjonalizmu ukraińskiego odpowiedzialni za zbrodnię ludobójstwa – Stefan Bandera i Roman Szuchewycz, ogłoszeni przez prezydenta Juszczenkę „bohaterami Ukrainy”, wychowali się na tych właśnie ideach.

Polka mieszkająca w Ihrowicy przy grobie ks. Stanisława Szczepankiewicza, 2004 r.

Fanatyzm ukraińskich nacjonalistów dał o sobie znać w II Rzeczypospolitej, gdy młodzi, często nienależycie wyszkoleni ukraińscy chłopcy, posyłani przez bezwzględnych przywódców, szli dokonywać napadów i zamachów terrorystycznych. Jeszcze przed powstaniem OUN został opracowany „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty” autorstwa Stepana Łenkawśkiego. Obowiązkowo uczyła się go ukraińska młodzież nacjonalistyczna. Tu znajdziemy zalecenia dotyczące postępowania z „obcoplemieńcami”, które wprowadzano w czyn, gdy tylko nadarzyła się okazja. Oto kilka z nich:

  •  Nie zawahasz się wykonać największego przestępstwa, jeśli tego wymagać będzie dobro sprawy.
  •  Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wroga twojej nacji.
  •  Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni państwa ukraińskiego, nawet w drodze zniewolenia obcoplemieńców11.

Rosenbergowska koncepcja buforowego państwa ukraińsko-białorusko- litewskiego oraz nadzieje rychłej rewizji obowiązujących traktatów pokojowych pobudzały tylko separatyzm mniejszości ukraińskiej w Polsce.
Podsumowując, ukraińscy działacze nacjonalistyczni w okresie przedwojennym brali pod uwagę realizację następujących wariantów:

  • usunięcie (wypędzenie) polskiej ludności kresowej (i innych zamieszkujących Kresy, nieukraińskich nacji),
  • ludobójczą eksterminację,
  • przymusową asymilację pozostałych.

Planowali dokonać tego samodzielnie lub w ścisłej współpracy z wrogami Polski, przede wszystkim Niemcami i Rosją. Nie chcieli być jednak jedynie narzędziem. Przeciwnie, dążyli do wykorzystania dla swoich celów ich aparatu państwowo-represyjnego12. Aby zwyciężyć, musieli swoje hasła bezwzględnej walki z Polakami zaszczepić zwykłym ludziom, często żyjącym w zgodzie, a nawet zażyłości z polskimi sąsiadami. W ruch poszła odpowiednio ukierunkowana propaganda. Ponieważ nacjonalistom ukraińskim brakowało racji natury politycznej, używali innych argumentów. Swą agitację oparli na podkreślaniu gorszej pozycji społecznej i socjalnej Ukraińców oraz „wiecznej, historycznej ukraińskiej krzywdy”13. Oczywiście pomijano historyczną kwestię własności czy odpowiedzialności zaborców za wielowiekowe zacofanie województw kresowych. W takim „klasowym” podejściu widać silną inspirację ze strony komunizmu. Nacjonaliści obiecywali ukraińskim chłopom, że Polakom i innym „czużyńcom” ziemia i własność będą odebrane siłą i bez prawa do odszkodowania.

Miejsce budowy nowego kościoła pod wezwaniem Św. Krzyża, Ihrowica 1938 r.

Do niebywałego nasilenia mordów doszło w wojennych latach 1943–1944 – najpierw na Wołyniu, Polesiu, a następnie w Małopolsce Wschodniej i Lubelszczyźnie, np. w Hrubieszowskiem. Wraz z przemieszczaniem się frontu ataki na ludność polską przesunęły się na lewy brzeg Sanu – na teren dzisiejszego województwa podkarpackiego. 
Od początku wojny agitatorzy i bojówkarze z OUN wzywali Ukraińców do zabijania i wypędzania „czużyńców”. Zbroili chłopów, szkolili, nakazywali bezwzględność. Akcje te nasiliły się po zmianie okupacji na niemiecką. Do pozbywania się Polaków początkowo wykorzystywali aparat przemocy okupantów, by w końcu wziąć sprawy „we własne ręce”. Nie bez wpływu na rozmiary okrucieństwa pozostawała łatwość, z jaką militarne i pomocnicze formacje ukraińskie Nachtigall, Roland czy Schutzmannschaft na niemieckim żołdzie wymordowały wcześniej żydowską ludność Kresów. Nie wolno zapominać, że członkowie tych „szwadronów śmierci” już w roku 1941 na Podolu, a 1942 na Białorusi unicestwiły dziesiątki tysięcy cywilów. Rok później ci zaprawieni w masowych i wyrafinowanych zbrodniach ukraińscy najemnicy z Szuchewyczem na czele trafili do UPA14.
Od roku 1943 nie może już być mowy o jakichkolwiek spontanicznych akcjach antypolskich. Przywódcy OUN Bandery, a potem UPA wydawali rozkazy zabijania wszystkich Polaków, w tym starców, kobiet i dzieci15. Wśród osób popierających mordy na Polakach nie brakło też przedstawicieli kleru greckokatolickiego. Znajdziemy liczne przykłady apeli kleru, np. „Braty za orużja i ty – ta byty Lachiw, a Boh wam hriwdu wydpustyt”, czy śpiewany w czasie procesji Bożego Ciała roku 1943 refren do pieśni i modłów: „rżnij Lachów, rżnij”. W wielu relacjach naocznych świadków i dokumentach znajdują potwierdzenie fakty błogosławienia przez księży narzędzi zbrodni. Czasem sami księża greckokatoliccy i ich najbliższe rodziny byli organizatorami albo uczestnikami ludobójstwa. Szczególnie ciemną kartę zapisał tu ksiądz metropolita Andrzej Szeptycki. W takiej atmosferze, kiedy nawet kler sankcjonował zbrodnie, nietrudno było o najpotworniejsze uczynki. Znikły opory moralne.

Jan Białowąs, autor książek o Ihrowicy przy swoim pierwszym samochodzie w czasie usuwania defektów w towarzystwie kolegów pilotów

Słowa jednej z najbardziej znanych i kolportowanych do dziś w różnego rodzaju śpiewnikach UPA pieśni nie pozostawiają złudzeń co do tego, czym kierowali się mordercy: 
Zdobywaj, zdobywajmy sławę!
Wykosimy wszystkich Lachów po Warszawę...
Ukraiński narodzie.[…]
Zdobywaj, zdobywajmy siłę!
Zarżniemy wszystkich Lachów do mogiły...
Ukraiński narodzie […]
Gdzie San, gdzie Karpaty,
gdzie Krym, gdzie Kaukaz,–
Ukraina –Ukraińcom,
a wszystkim przybłędom –precz!16

Poza wyjątkowo okrutnymi sposobami zabijania ofiar warto zwrócić uwagę na ogromną pomysłowość dowódców OUN i UPA przy organizowaniu podstępów i wymyślnych pułapek, w które wciągano Polaków. Mordowano wiernych zgromadzonych w kościołach, napadano na domostwa w czasie świąt kościelnych i państwowych, ślubów, chrzcin, komunii, gdy domownicy zbierali się w odświętnej atmosferze przy stole, nie spodziewając się ataku. W ten typ napadów wpisuje się okrutny mord na mieszkańcach Ihrowicy dokonany w Wigilię świąt Bożego Narodzenia, kiedy banderowcy razem z miejscową ludnością ukraińską zaatakowali zupełnie zaskoczonych Polaków. W innych przypadkach przybyli do wioski pojedynczy upowcy zwoływali mężczyzn na „zebranie” pod dowolnym pretekstem (np. organizowania wspólnej partyzantki antyniemieckiej). Wtedy otaczały ich ukryte wcześniej oddziały upowskie i mordowały, po czym przystępowały do zabijania pozostałych – kobiet, dzieci i starców. Tak wybijano całe wsie.
Nacjonaliści ukraińscy byli mistrzami kamuflażu i propagandy, tak jest zresztą do dziś, bo jak zrozumieć fakt, że to ludobójstwo nadal budzi wątpliwości nawet wśród części Polaków? Puszczali w obieg wyolbrzymione i fałszywe informacje o polskich zbrodniach na cywilnej ludności ukraińskiej, aby wzmóc chęć zabijania Polaków. Z kolei polskim sąsiadom wmawiali, że zbrodnie w innych miejscowościach miały charakter porachunków osobistych czy zemsty, ale tutaj nikomu nic nie grozi, co skutecznie osłabiało czujność i pozwalało wykorzystać element zaskoczenia. 
Wyniki tak prowadzonej akcji były przerażające. Setki tysięcy ludzi bądź zginęły, bądź znalazły się bez dachu nad głową i środków do życia. Na zachód płynęły rzeki uchodźców. Mimo ogromnej ofiarności reszty społeczeństwa kresowego, głównie mieszkańców większych miast i organizacji społecznych, nie udało się zapobiec wielu nieszczęściom. Brakowało żywności, leków, ubrań. Beznadziejne położenie pozbawionych wszystkiego ludzi wykorzystali Niemcy, masowo wywożąc ich na roboty.
Jak wskazują źródła, wszelka obrona była bezcelowa, ponieważ nie tylko Ukraińcom, ale także dwóm pozostałym okupantom sytuacja taka była ze wszech miar na rękę. Polskie władze podziemne popełniły liczne błędy. Jednak w swych działaniach były skrępowane umowami koalicyjnymi, natomiast Ukraińcy, bez skrupułów manewrując między okupantami, z ich przyzwoleniem wykonali swój plan – usunęli fizycznie ludność polską z Kresów. Wobec trzech wrogów Polacy byli bezradni. Jak w greckiej tragedii, nie było żadnego ratunku ani dobrego rozwiązania… 

Ucieranie tortów dla gości, pracą kierowała Aurelia Chabin - nauczycielka

Tak pisał z wielkim rozżaleniem o położeniu polskiej ludności kresowej jeden z działaczy podziemia, Zbigniew Nowosad, tuż przed kolejną zmianą okupacji w roku 1944: „Dzisiaj ludność kresowa jest zdziesiątkowana przez bolszewików, niszczona przez Niemców, mordowana przez Ukraińców, ale zniosłaby jeszcze wiele, gdyby nie jej okropne poczucie opuszczenia przez cały naród, zwłaszcza przez jego czynniki kierownicze. Doszło do tego, że dziś zadaje sobie ona rozpaczliwe pytanie: »Czy my w ogóle jesteśmy Polsce potrzebni? Czy nie jesteśmy dla niej tylko przykrym kłopotem, przyczyną konfliktu z ukochanymi słowiańskimi braćmi – Ukraińcami, oraz z Rosją?«”17.
  Czy pomimo upływu lat ów wyrok zapomnienia nie został utrzymany w mocy? Wiemy, że wielowiekowe zmagania o przetrwanie polskości na ziemiach wschodnich zakończyły się klęską. Dorobek dziesiątków pokoleń żyjących tam ludzi poszedł na marne. Umiera pamięć o ogromnej spuściźnie kulturowej, która leży u podstaw polskiej tożsamości i historii. Odchodzą już ostatni świadkowie. Schodzili ze sceny dziejów w najstraszniejszy sposób, wytępieni przez swych wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Czy nie jesteśmy czegoś im winni – choćby wzniesienia w stolicy pomnika upamiętniającego ich męczeństwo? Mieszkańcy dawnych województw wschodnich i ich potomkowie na próżno czekają na pomoc władz przy budowaniu Instytutu Kresowego, który mógłby się podjąć przechowywania wspomnień, spuścizny i innych pamiątek rozproszonych dziś po licznych instytucjach w kraju. Wsparcia wymagają też badania naukowe nad dziejami Kresów i samego ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich. Zainteresowania i pomocy ze strony państwa powinny się też doczekać ostatnie żyjące w Polsce, i to z reguły w bardzo trudnych warunkach, ofiary i ich rodziny.
Jednak najważniejsze jest dla nich jednoznaczne potępienie przez władze Rzeczypospolitej, Kościół, polityków, media sprawców – przywódców i członków OUN i UPA oraz tych wszystkich Ukraińców, którzy dopuścili się mordowania polskiej ludności. Żadne zasady poprawności politycznej czy wymogi tzw. wielkiej polityki nie powinny tuszować tak strasznej zbrodni. Najwyższy czas, by dowiedział się o niej świat.

Rodzina ks. Stanisława Szczepankiewicza. Od lewej: Najstarsza siostra Aniela, brat Bronisław - zamordowany, mąż siostry Marii- Dorazyl, siostra Maria-zamordowana, ks. Stanisław - zamordowany, brat Antoni i matka Anna - zamordowana

Przypisy:
1 Opis zdarzeń zawarł w swych książkach naoczny świadek ludobójstwa Jan Białowąs (Zdawało się, że pomarli, a oni wciąż żyją, Lublin 1995; Wspomnienia z Ihrowicy na Podolu, Lublin 1997; Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku, Lublin 2003; Pogrzeb po sześćdziesięciu czterech latach, Lublin 2009). Jest on też autorem opracowania „Żył i umarł dla innych. Wspomnienie o zamordowanym księdzu Stanisławie Szczepankiewiczu, proboszczu Ihrowicy” (w posiadaniu autora).
2 Tadeusz Piotrowski niezwykle trafnie zauważa, że czystka etniczna była integralnym komponentem przygotowywanej przez OUN rewolucji. Autor ocenił intencje i charakter ideologii OUN: „Tak jak Sowieci, mobilizowali oni chłopów ukraińskich w celu »rewolucji socjalnej« z jej integralnym komponentem: czystką etniczną. (Być może na tym polega prawdziwe znaczenie pojęcia »nacjonalizm integralny«)”, za: T. Piotrkowski, Poland`s Holocaust. Ethnic Strife, Collaboration with Occupying Forces and Genocide in the Second Republic, 1918–1947, Jefferson, NC 1998, s. 204; K. Łada, Pomiędzy wypędzeniem a eksterminacją. Nacjonaliści ukraińscy wobec Polaków na Kresach; Musimy ich wyniszczyć, musimy oczyścić Ukrainę, [w:] Cz. Partacz, K. Łada, Polska wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych w czasie II wojny światowej, Toruń 2003, s. 71.
3 K. Łada, op. cit., s.69–95 i 278–304.
4 W czasie buntu Bohdana Chmielnickiego powstały hasła: „Lachy za Słucz” czy „Znajesz Lasze, po Słucz nasze”, a w czasie II wojny światowej już nie „Lachy za San”, ale „za Wisłok”, a nawet „za Wisłę”, patrz: Cz. Partacz, K. Łada, op. cit., s. 7–8. Stąd też nagminne przypadki przyjmowania przez członków OUN i UPA w czasie II wojny światowej pseudonimów: „Hajdamaka”, „Rizun”, „Hołoworiz”, „Krwawyj wyszatil”, „Polakożer”, „Żydożer”, gloryfikowanie okrucieństwa w wierszach i pieśniach bojówek UPA. Było to tylko nawiązanie do długiej, mrocznej tradycji. 
5L. Kulińska, Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922–1939, Kraków 2009, s. 34–39. Jednym z niedawno odnalezionych przez Rafała Sierchułę z Poznania w „Kurierze Poznańskim” (z 30.11.1937, R. 32, nr 548) przykładów tego okrucieństwa było zamordowanie przez Ukraińców siedmiu polskich żołnierzy pojmanych w czasie wojny polsko-ukraińskiej w roku 1919 w Jezupolu w powiecie stanisławowskim. Przed śmiercią Ukraińcy poddali ich strasznym torturom, po czym nagich owinęli drutem kolczastym, powiesili na stodole i spalili żywcem na oczach mieszkańców.
6 W roku 2008 w Krakowie ukazało się nowe wydanie: D. Doncow, Nacjonalizm, tłum. i oprac. W. Poliszczuk. 
7 Ibidem, passim.
8 A. Hitler, Mein Kampf, München 1940, s. 557.
9 D. Doncow, op. cit., passim. Człowiek głoszący takie hasła, w czasie ostatniej wojny wcielone w czyn, nie został nigdy osądzony, potępiony ani nawet skazany na ostracyzm – do dziś pozostaje guru skrajnych nacjonalistów ukraińskich.
10 Ibidem.
11  Zniekształconą formę podstawowego tekstu rozpowszechnił R. Drozd w publikacji pt. Ukrajińska Powstańcza Armia, Warszawa 1998. Tekst ten cytowany jest w pełnym w oryginalnym opracowaniu II Oddziału Sztabu Generalnego z lat 30. „Geneza i rozwój ukraińskiego ruchu wywrotowego U.W.O.–O.U.N.”, CA MSWiA, zesp. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, sygn. R I/138 (dziś w BU IPN). Szerzej na ten temat też w: K. Łada, op. cit., s. 69–95 oraz w pracach Wiktora Poliszczuka, w tym głównie Źródła zbrodni OUN i UPA, t. 1: Zasady ideologiczne nacjonalizmu ukraińskiego i Ukraiński ruch nacjonalistyczny: struktura organizacyjna i założenia programowe, Toronto 2003; Nacjonalizm ukraiński w dokumentach, cz. 1 i 2, Toronto 2002.
12 Warto zapoznać się też z innymi pracami przybliżającymi zagadnienia nacjonalizmu ukraińskiego: T. Stryjek, Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego. Analiza wybranych koncepcji, Wrocław 2000: A. Wróbel, Polska i Polacy w koncepcjach współczesnych ukraińskich partii nacjonalistycznych,Warszawa 2003.
13 Szerzej na ten temat m.in. w: W. Mędrzecki, Polityka narodowościowa II Rzeczypospolitej a antypolska akcja UPA w latach 1943–1944, [w:] Antypolska akcja OUN–UPA 1943–1944, Fakty i interpretacje, red. G. Motyka, D. Libionka, Warszawa 2002.
14 Schooling in Murder: Schutzmannschaft Battaillon and Hauptsturmführer Roman Shukhevych in Belarus 1942, Per Anders Rudling, Ernst-Moritz-Arndt-Universität, Greifswald (Germany), ukaże sie niedługo w zbiorze materiałów pokonferencyjnych „Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich w latach 1939–1946, Wrocław, 20–22 czerwca 2010.
15 Czasem mordowano dzieci szczególnie okrutnie, np. przez rozdzieranie nóżek (z morderczym hasłem „Tyś polski orzeł”), czy rozdzierając im usta („Polska od morza do morza”), jeszcze żywym wyrywano kończyny, języki, wykłuwano oczy, tak umęczone nabijano na widły. Patrz: Listy pracownicy Polskiego Komitetu Opiekuńczego, [w:] L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich na tle losów ludności polskich kresów, t. 2, s. 802) oraz Wieś Rozważ pow. Złoczów (1944), ibidem, s. 742.
16 Przykłady pieśni i wierszy Ukraińskiej Powstańczej Armii, za: W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945, t. 1 i 2, Warszawa 2000, s. 1294.
17 Dość eksperymentów z krwią polską, dokument KZW, Warszawa 1944, CA MSWiA, Zespół SN, t. 439 i 503 (dziś w zbiorach BU IPN).
Pałac w Tulczynie, koło Winnicy   TULCZYN

Powrót