o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

niedziela, 27 lutego 2011

Jackowo o Ubekistanie

 U W A G A

W dniu dzisiejszym portalwww..solidarni2010.plzostał w wyjątkowo bezczelny sposób zaatakowany przez hakerów. Technicy od kilku godzin próbują rozwiązać ten problem, na razie bezskutecznie.
Wczoraj hakerzy przeprowadzili "próbę generalną" i nie można było wejść na naszą stronę przez ok. godzinę, a dziś nastąpił "główny" atak. To kolejny przykład cenzury internetu w wydaniu "Ministerstwa Miłości"!!!
Prosimy o rozpowszechnianie tej informacji

Pozdrawiam,
Dominika Gwiazda
Stowarzyszenie Solidarni 2010

***********************************************



67 rocznica zagłady Huty Pieniackiej.   2011-02-27
Dziś rozpoczynaja sie uroczystości ku czci 1000 Polaków wymordowanych 28 lutego 1944 r. przez SS Galizien i UPA w Hucie Pieniackiej.

Polecam portal www.hutapieniacka.pl
oraz zapraszam w imieniu organizatorów.
W zeszłą niedzielę wziąłem już udział w uroczystościach w Strzelinie i Wrocławiu, a z kolei  dzisiaj wezmę udział w uroczystościach w Babicach k. Głubczyc.
27 lutego, g. 13.00 - Babice k. Głubczyc - msza św. za pomordowanych Polaków w 67 rocznicę zagłady przez bandy UPA wsi Huta Pieniacka na Tarnopolszczyżnie. Po mszy św. apel poległych i złożenie wieńców, a nastepnie spotkanie autorskie w świetlicy wiejskiej.



 III Речь Посполита

„Pojednanie” to jeszcze mały pikuś w porównaniu z obrzydliwym serwilizmem Ubekistanu na oficjalnej stronce rządowej.

III РП

Sprawy kRajowe obchodzą mnie dokładnie tyle, ile krajowców obchodzą sprawy emigracyjne, czyli niewiele. Wnerwia mnie tylko pomroczna ściema w temacie Polonii.
III Речь Посполитая albo 17-ta republika analogicznie do michnikowego Siedemnastego województwa :mrgreen:
Chciałbym tu tylko przypomnieć niektóre osiągnięcia pomrocznej żurnalistyki, które mają jako taką wartość w oczach emigranta. W moim osobistym rankingu prowadzi kronika wyprzedaży Polski. Na drugim miejscu mam oscylator Bagsika. Coś tam jeszcze można wyczytać na portaliku Targalskiego, wielokrotnie przymykanym przez WSI.
A poza tym w III РП sama bibza błogosferyczna, no bo Usenetu nie zaliczam do żurnalistyki kRajowej – ściepa jest globalna – i tylko w Pomrocznej jest skrzętnie ukrywana przed oczyma przypadkowego internauty :mrgreen:
Jako przeciwwagę do osiągnięć raczkującego Internetu kRaju 3-go świata uważam pospolite ruszenie Polonii Michigan w 2000 roku. Pospolite ruszenie wykonane było w stylu dużo lepszym technologicznie i profesjonalnie niźli dzisiejsze usiłowania Onetu czy Psychiatryka 24.


List Putina do Polaków – pełna wersja

.
Reakcje na artykuł Putinaalakyr 01.09.09, 08:56
Putin jak zwykle kłamiejazmig 01.09.09, 09:08




SOURCE

ANEKS.

WRZUĆ MONETKIE,  PROMUJ NOTKIE.


czwartek, 14 października 2010


Gnębiciele wdów i sierot


Kim trzeba być, aby dla "sprawy" zgnębić opłakującą stratę najbliższej osoby wdowę? Trzeba być potworem pokroju szefa Gazety Polskiej Tomasza Sakiewicza, który na zamówienie odurzonego faszysty postanowił przedłużyć ostatnie chwile życia byłego funkcjonariusza BOR Jacka Surówki, który zginął na pokładzie prezydenckiego samolotu. Gazeta Polska w jednej z ostatnich publikacji napisała, że Surówka dzwonił do swojej żony tuż po katastrofie. Według fikcyjnych dowodów, które przedstawiła "GP" BOR-owiec tuż po upadku samolotu zadzwonił do swojej żony mówiąc, że jest ciężko ranny w nogi a na miejscu katastrofy dzieją się straszliwe rzeczy. Po tych kilku słowach przekazanych przez Jacka Surówkę połączenie miało zostać nagle przerwane. Co chciano zasugerować przy pomocy tej publikacji? Jest jasne, że odczucia i skojarzenia czytelnika miały być skierowane w stronę teorii o dobijaniu ofiar, które przeżyły katastrofę.

Aby uwiarygodnić swoje rewelacje w sprawę "wmontowano" wdowę po funkcjonariuszu, która według publicystów tego szmatławca miała opowiadać znajomym o telefonie od męża. Prowokatorzy z redakcji "GP' posunęli się jednak dalej i poinformowali, że Krystyna Surówka po wstępnym wyrażeniu zgody na wywiad nagle odmówiła wszelkich kontaktów z redakcją "GP". Kolejny element podstępnego planu Sakiewicza miał sugerować, że wdowa po funkcjonariuszu uległa naciskom strony rządowej, która coś chce ukryć. Skoro nie wyszło z żoną "GP" postanowiła wykorzystać brata Jacka Surówki, który rzekomo potwierdził kontakt z miejsca katastrofy. Redakcja stworzyła fikcyjne spotkanie z bratem zmarłego funkcjonariusza, który miał wyrazić zgodę na opublikowanie wywiadu co potwierdziłby telefoniczny kontakt Jacka Surówki z miejsca katastrofy. Niestety kolejna mistyfikacja nie wypaliła a brat Jacka Surówki zaprzeczył, że taki telefon miał miejsce.

Wczoraj doszło do ujawnienia podłego planu Sakiewicza Kaczyńskiego i Macierewicza, który miał posłużyć do propagowania kolejnych kłamstw i teorii spiskowych dotyczących samej katastrofy i wydarzeń, które po niej nastąpiły. Głos w sprawie zabrała Krystyna Surówka i kategorycznie zaprzeczyła, że po katastrofie miał miejsce telefon od jej męża. Dowodem perfidii "GP" jest biling z telefonu komórkowego Jacka Surówki, którego zażądała od operatora żona zmarłego funkcjonariusza. Ostatni kontakt telefoniczny funkcjonariusza BOR miał miejsce tuz przed startem z lotniska Okęcie. Wdowa po funkcjonariuszu opowiedziała również o swojej wizycie w redakcji Gazety Polskiej gdzie próbowała wyjaśnić kłamstwa, jakie umieszczono w opublikowanym artykule. Według Krystyny Surówki współautor tego tekstu kilkakrotnie skłamał informując ją o posiadanych przez siebie dowodach w sprawie rzekomej rozmowy telefonicznej. Kłamca z redakcji "GP" poinformował wdowę, że ma nagranie opisanej w artykule rozmowy, po czym zmienił wersję i stwierdził, że to nie nagranie a wiadomość przesłana mu przez innego dziennikarza za pomocą maila. Publicysta "GP' obiecał Surówce przesłanie maila, który miał stanowić dowód na istnienie rozmowy z miejsca katastrofy, po czym zamilkł. Kiedy wdowa upomniała się o obiecany dokument jej wcześniejszy rozmówca nie pamiętał już tego, co wcześniej mówił i stwierdził, że dowody, o których wcześniej wspominał nie istnieją.

Jaki był cel tej nie pierwszej już mistyfikacji przygotowanej Sakiewicza i jego podwładnych? Cel został jasno określony w dalszej części artykułu gdzie na podstawie spreparowanych dowodów na istnienie rozmowy pisze się, że rząd i prokuratura ukrywają prawdziwe informacje o tych, którzy przeżyli katastrofę. Przyszłym i obecnym czytelnikom gazety, która przy pomocy podłych mistyfikacji gorliwie pomaga żądnym władzy faszystom życzę dalszej miłej i bardzo pouczającej lektury.
Promuj notkę

ANEKS 2.



Telefon z zaświatów…

Poland President Plane CrashIm dalej od smoleńskiej katastrofy prezydenckiego samolotu tym bardziej sensacyjnymi szczegółami karmiona jest opinia publiczna. A Rydzykowe media nie ustają w jątrzeniu Polaków, padając coraz to bardziej nieprawdopodobne fakty. Tym razem “Nasz Dziennik” i “Gazeta Polska” przebiły na głowę najbardziej popularne polskie tabloidy, za jakie uchodzą “Fakt” i “Super Express”, bo tworzący te ostatnie mają - w przeciwieństwie do pierwszych - jeszcze jakieś odruchy rzetelności i uczciwości.  Zatrważające, że aspirujące do miana opiniotwórczych tytuły wchodzące w skład imperium medialnego z Radiem Maryja na czele puściły w świat informację, na stworzenie jakiej nie stać byłoby największe brukowce, oceniając w skali globalnej. Manewr odrażający, wołający o pomstę do nieba, zresztą pośrednio i nieba dotyczący. Wskrzeszenie na łamach jednej z ofiar tragedii z 10 kwietnia br. - konkretnie: funkcjonariusza BORu - która jakoby po wypadku miała dzwonić do małżonki jest nie tylko czynem moralnie nagannym, ale wręcz haniebnym. Rydzykowy konglomerat medialny przy okazji skompromitował się totalnie, całkowicie tracąc wiarygodność. Paradoksem jest, iż te samozwańczo występujące pod sztandarami Kościoła mass media w rzeczywistości mają charakter antychrześcijański. Wszak posiłkują się kłamstwem, sieją nienawiść, a ich nadrzędnym celem zdaje się być zantagonizowanie społeczeństwa i doprowadzenie do niepokojów. Ostatnio puszczona w świat informacja o telefonie chyba z zaświatów przekracza jakiekolwiek granice ludzkiej przyzwoitości stanowiąc twór iście szatańskiej wyobraźni.

Leszek Pieśniakiewicz

meritum.us

Publikacje “Gazety Polskiej” i “Naszego Dziennika” o tym, że funkcjonariusz BOR Jacek Surówka, który zginął w katastrofie smoleńskiej, miał dzwonić do żony po rozbiciu się samolotu, naruszyły podstawową zasadę rzetelnego dziennikarstwa tj zasadę prawdy - oceniła Rada Etyki Mediów.
Chodzi o publikacje “Gazety Polskiej” i “Naszego Dziennika”, które na początku tygodnia napisały, że 10 kwietnia już po rozbiciu się TU154M, lecący nim funkcjonariusz BOR Jacek Surówka miał powiedzieć żonie przez telefon, że jest ciężko ranny w nogi i że “dzieją się tu rzeczy straszne”. Następnie połączenie miało zostać przerwane.
Żona funkcjonariusza BOR Krystyna Surówka zaprzeczyła tym doniesieniom. W rozmowie z TVN24 powiedziała m.in że to bardzo bolesna nieprawda. Mówiła, że mąż do niej nie dzwonił, a ostatnim kontaktem z nim był sms, który mąż wysłał jej z pokładu samolotu, jeszcze przed startem. Później - jak mówiła wdowa po funkcjonariuszu BOR - nie było żadnego kontaktu.
REM oceniła w oświadczeniu przesłanym dzisiaj PAP, że artykuły “Gazety Polskiej” i “Naszego Dziennika” zawierają “nieudokumentowane, sensacyjne hipotezy dotyczące rzekomych zdarzeń na lotnisku po katastrofie”.
Rada podkreśliła, że informacjom podanym przez te gazety zaprzeczyła kategorycznie wdowa po Jacku Surówce.
“Nie ma żadnych danych potwierdzających tę hipotezę, zatem autorzy publikacji naruszyli podstawową zasadę rzetelnego dziennikarstwa, tj. zasadę prawdy. Kłamliwe artykuły naruszają także inne zasady zapisane w Karcie Etycznej Mediów: zasadę uczciwości, szacunku i tolerancji, która nakazuje liczyć się z wrażliwością osób będących bohaterami publikacji medialnych oraz zasadę kierowania się dobrem odbiorcy” - napisano w oświadczeniu.
W opinii REM dobro odbiorcy zostało przez “Gazetę Polska” i “Nasz Dziennik” “szczególnie wystawione na szwank, gdyż nieprawdziwe publikacje o katastrofie jątrzą świadomość nie tylko rodzin ofiar, ale wszystkich odbiorców, podsycają złe emocje, rodzą podejrzliwość i odruchy nienawiści”.
REM uważa “tego rodzaju dziennikarstwo za wyjątkowo naganne i szkodliwe społecznie”.
Rada wydała opinię w sprawie obu publikacji, odpowiadając na prośbę prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyny Mokrosińskiej.
Zdaje się, że otrzymaliśmy przykład najbardziej odrażającej manipulacji medialnej w dziejach wolnej, postkomunistycznej Polski.
PAP, lp meritum.us

piątek, 25 lutego 2011

d i a g n o s i s

************************
 introduction

Polakow to tak naprawde nie ma od dawna, znaczy tak mniej wiecej plus/minus od Jalty, powstalo cos co bylo grupa zamieszkujaca terytorium wasalne dawniej nazywane Rzeczpospolita, a teraz sa jacys euro-polacy, ktorzy swoja tozsamosc testuja przymiarem do tego co sie dzieje w euro-unii, z gleboka pogarda odwroceni od wszystkiego co dzieje sie w wschodnich i poludniowych sasiadow, glownie dlatego ze tez sa obarczeni znamieniem wasalizacji i postkolonialnosci, wiec my europejczycy, ktorzy "nigdy" nie mielismy nic wspolnego z "dzicza" ze wschodu nadal nie chcemy miec z tym "talatajstwem" nic wspolnego,
mysle tez ze juz od dawna nikt nie zamierza bronic tozsamosci polskiej, to taki nieszkodliwy sentyment i regionalizm zgodnie z oczekiwaniem "swiatlych europolskich elyt", tozsamosc zlozona na oltarzu malo realnej nadziei na dobrobyt wylacznie w kategoriach materialnych,
nota bene mam wielki szacunek do patriotycznych dinozaurow,  jak i dla kogokolwiek kto ma poglady w odroznieniu od "elyt",  ktore maja zamiast pogladow interesy, - niestety jest to rezerwat i etnografia wpisana w skale europlskiej przyszlosci i rzeczywistosci gdzies kolo walki o uznanie oscypka , zubrowki i kabanosa
za "brand" europejski
***

-  dobre porownanie -

dobre porownanie, patrzenie z perspektywy troche dalszej niz warszawska czy krakowska przydaloby sie nie tylko w sprawie smolenskiej, ale tez wydaje sie malo mozliwe dla formacji post-kolonialnej zyjacej na uwiezi ograniczen mitologii tworzonej przez zdeformowane konformizmem kilku pokolen janczarow, gegaczy i sznmaciakow,
"elyty" z umoczenia w podziale wladzy z janczarami Moskwy, namaszczenia przez Kosciol, umieszczenia w odpowiednim miejscu i czasie przez umoczonych wczesniej rodzicow i krewnych i teraz strojace sie w piorka jedynej mozliwej opcji dla Polski,
to wszystko jest przeciez wlasnie synonimem postkolonialnosci, hasla-diagnozy przeciwko ktorej tak goraco cala "elyta" sie tak oburza widzac w tym slusznie zagrozenie dla wlasnego bytu materialnego bo przeciez nie duchowego. ktory jest tylko plytka nadbudowa,

nie bedzie to Polska Marszalka Pilsudskiego bo i Polacy nie za bardzo przystawali juz w miedzywojniu do XIX wiecznych idealow Marszalka i jego pragmatyzmu, a zwlaszcza teraz po latach negatywnej selekcji w wykonaniu kolejnych opresorow i ich lokalnych mianowancow - to juz inni Polacy i Polska inna i jej otoczenie jakby nieco zmienione, no ale to wszystko mozna bylo juz zobaczyc czytajac Gombrowicza czy Witkiewicza

kazda proba prezentowania niezaleznej mysli i pogladow jest odbierana jako oszolomstwo bo jest grozba, no wlasnie czego jest grozba, zachlysniecia sie wolnoscia i swiadomoscia ze mozna miec wlasne poglady niesterowane przez zmonopolizowane media, ze nie trzeba podporzadkowywac sie bez krytycznej analizy kazdemu nonsensowi poprawnosci politycznej i racjom podawanym w charakterze przezutej papki przez pseudo-auotorytety,

wszystko jakby nadal brakowalo zrozumienia ze w demokratycznym systemie jesli chce sie go miec i byc jego uczestnikami, wystarczy nie glosowac na demagogoga, klamce, zlodzieja, prymitywa czy wrecz chama jak widzimy to na codzien w polskim parlamencie czy w relacjach z udzialu wybranych przez nas polskich reprezentantow w zyciu publicznym,

ponad szesciu dziesiatek lat konformizmu nie da sie odrobic w kilka lat, nawet w ponad 20 lat jesli uznamy ze rzeczywiscie 1988/89 to taka wyrazna cezura zwlaszcza przy braku doplywu swiezej krwi nieskazonej doktryna "nie wychylania sie", "czy sie stoi czy sie lezy", "trzeba przeczekac", "zagrabic zagrabione"

nie ma watpliwosci ze za 50 lat nikt nie bedzie pamietal o tych sporach i bredniach ani o personaliach, a caly okres bedzie wrzucony do jednego worka postkolonialnej transformacji,

jak bedzie wygladala Polska w 2 polowie XXI wiekku, no pewnie ani tak jakby oczekiwaly wspolczesne "elyty" - durna i ulegla progresywnemu i liberalnemu belkotowi ani tak jak by tego oczekiwaly roznego typu dinozaury patriotyczne czy rozne srodowiska zapatrzone w autorytet moralny wiary,
prawdopodobnie Polska bedzie gdzies blisko tego co widzimy wspolczesnie w zachodniej czesci Europy minus problemy z wielka skala imigracji, a wiec zobaczymy od-narodowienie, od-politycznienie i od-ideologizowanie na rzecz obrony wlasnego dobrobytu bez wielkich pretensji do wyjatkowej roli i charakteru czy wyjatkowej pozycji wynikajacej z dawno zapomnianych lub watpliwych tytulow "kolebki kultury", "pioniera demokracji" "Mesjasza narodow" czy "golgoty narodow"

czy znaczy to ze nie nalezy nic robic i czekac , oczywiscie nie, postkolonialnej "elycie" nalezy pokazywac na kazdym kroku wlasciwe miejsce i nie nagradzac zainteresowaniem, glosami wyborczymi, lektura czy uczestnictwem braku umiejetnosci rzadzenia, prostytucji politycznej, braku wiedzy, glupoty, chamstwa, zlodziejstwa, prymitywizmu, klajniactwa i demagogii

RESUME

(  ) Wiec zanim zaczniemy bawic sie w teorie spiskowe i zamachowe moze lepiej zaczac od ustalenia przyczyn braku suwerennosc, kompetencji i charakteru po stronie polskiej. Tak czesto przywolywane ostatnio porownanie panstwa polskiego do modelu post-kolonialnego jest bardziej aktualne teraz w swietle sprawy smolenskiej, sprawy rury blokujacej dostep do gazoportu czy stosunku do naszych wschodnich i poludniowych potencjalnych sojusznikow, ktorzy rowniez wyzwolili sie spod jarzma sowieckiego a teraz patrza ze zdziwieniem na Polske, ktora zaczyna przygrywac na europejsko - rosyjskim weselu.
http://www.salon24.pl/user/46456,kiziamizia

**********************************
MINISTERSTWO PRAWDY

.. story of not existing POLSKIE RADIO *

Wnet  symetria, i gładki Skowroński.

avatar użytkownika Jan Kalemba
Zarekomendowano mi niedawno audycje Radia Wnet, gościnnie nadawane w godzinach 7:07 – 9:00 na falach Radia Warszawa, które jest rozgłośnią Archidiecezji Warszawskiej. Przez parę dni nastawiałem swój odbiornik na częstotliwość 106,2 FM z nadzieją, bo poinformowano mnie, że można tam usłyszeć Jerzego Jachowicza i Wojciecha Cejrowskiego.

Niestety, nawet ci jakże oryginalni i barwni dziennikarze toną tam w zalewie pseudointelektualnych dyskusji dla dyskusji, w których dba się tylko o formę,  operuje ogólnikami i – omijając konkrety – lekceważy się przez to treść.  Pan Krzysztof Skowroński, ojciec założyciel  przedsięwzięcia i jego główny animator, banały te nurza jeszcze w iście ślimaczym tempie.

Może to jest opinia krzywdząca, ale wylewająca się z głośnika elegancja tego rodzaju, kojarzy mi się z manierami gościa, który zaszczycił mnie kiedyś w moim domu. Otóż, gdy podano do stołu, ów dżentelmen chwycił za serwetkę i przystąpił do zawziętego wycierania sztućców... 

Pal sześć te zamiłowanie do mowy trawy i tę nuworyszowską elegancję a la lewica laicka  – jedni mają talent do robienia radia, a inni nie. Ale panu Skowrońskiemu nie daruję tej teorii symetrii,  wedle której dwa ugrupowania pochodzenia solidarnościowego – Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma – kłócą się i robią sobie na złość bez istotnej przyczyny. Pan Skowroński wielokrotnie manifestował w swoim radiu taką wizję głównego sporu politycznego w Polsce – kłócą się, zamiast działać w zgodzie!

Niech mnie ktoś oświeci jeśli jestem w błędzie, ale ja takiej symetrii nie dostrzegam. Jaka bowiem może być symetria w traktowaniu następujących kwestii?:
# RZECZYPOSPOLITA KOLESIÓW – PiS usiłowało ją zlikwidować, a rząd PO ją restauruje i konserwuje: 
# AFERY ŁAPÓWKARSKIE - PiS z nimi walczyło, a działacze PO w nich uczestniczą;
# SZPIEGOWSKA AGENTURA SOWIECKA – PiS ją likwidowało, a rząd PO osadza ją w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i w ambasadach;
# FAŁSZOWANIE WYBORÓW – PiS podnosiło alarm, a działaczom PO prokuratura stawia zarzuty za przestępstwa wyborcze;
# POZYCJA POLSKI – politykę wobec sąsiadów PiS wzorowała na idei jagielońskiej, niewątpliwie unijnej, a PO wzoruje na uległości Stanisława Augusta wobec Rosji i Prus, co spowodowało wtedy likwidację Polski...

Pięknie brzmią nawoływania do zaprzestania kłótni,  do zawarcia kompromisu. Ale jak taki kompromis ma wyglądać? Ustali się limit łapówek i oszustw wyborczych, a co drugiego szpiega sowieckiego pozbawi się wpływu na naszą politykę?...

czwartek, 24 lutego 2011

.. to not existing Nation

Przyczyny katastrofy w smoleńsku  





Farsa trwa, mija 9 miesiąc od Katastrofy a przyczyn nie znamy - oficjalnie znaczy.
http://poprawnypolitycznie.blogspot.com/?zx=fdd6ec0977472f7


No to ja Wam wszystko wyjaśnię:

1. Dlaczego nikt nie rozwodzi się nad nagłym obniżeniem wysokości samolotu które miało miejsce? Samolot będąc nad ścieżką podejścia nagle po przeleceniu 3 km (7,5 sek. lotu) znajduje się dużo poniżej niej:





Nawet polska pseudo komisja czegoś tam, komentująca raport MAK, która ustaliła jedynie tyle, że nie było wystarczającego jakiegoś tam "wsparcia". Ale żeby było zabawniej, to kontrolerzy kurs polskiego samolotu, który znajdował się powyżej ścieżki podejścia określali jako (sic!) "na kursie", czyli zmniejszali ryzyko katastrofy!



Otóż, jak informuje dziennik, kurs po którym leciał TUTEK, był zakazany w takich warunkach, bo podczas tak cholernej mgły, w jej obszarze panuje niskie ciśnienie (natura mgły), które obniża siłę nośną (w próżni samolotom niepotrzebne są skrzydła bo nie ma siły nośnej), a to skutkuje obniżeniem się wysokości samolotu i dodatkowo przed lotniskiem są "dziury" w ziemi - które dodatkowo oszukują mechanikę wskazującą wysokość samolotu (pomijając już działanie wysokościomierza barometrycznego, który zgodnie z naszym podejściem powinien wskazywać wyższy pułap samolotu, i takowy - w obszarze mgły - wskazuje rzeczywiście).



Kontroler z wieży w smoleńsku mógłby łaskawie wspomnieć, że takie podejście jest zakazane (po katastrofie, która wydarzyła się 10 lat temu w identycznych warunkach), ale na miłość boską, piloci, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za samolot mogliby wziąć pod uwagę topografię terenu i warunki atmosferyczne mające wpływ na wysokość samolotu nad ziemią i działania aparatury wskazującej wysokość.



To, że mieliśmy do czynienia z nagłym (7,5 sek) obniżeniem wysokości samolotu z kursu ponad ścieżką podejścia, do kursu poniżej ścieżki podejścia wskazuje raczej na to, że raczej nie uwzględniono tego.



Jeśli kontroler, mówił, że wszystko jest OK, a samolot znajdował się powyżej ścieżki, to piloci mając na uwadze niskie ciśnienie mogliby podnieść maszynę obawiając się zmniejszenia siły nośnej ze względu na ciśnienie.



Nie interesuje mnie czy winni są Polacy, czy Rosjanie. Interesuje mnie prawda. Dla mnie, teraz wszystko układa się w logiczną całość. Sprawa może zostać zamknięta.

Winą winni się podzielić piloci i kontroler wedle uznania.

Autor: na wskroś o 02:25 4 komentarze Linki do tego posta

Etykiety: smoleńsk katastrofa przyczyny

poniedziałek, 29 listopada 2010
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

WTRĘT.

Poseł Jarosław Kaczyński NastępnyPoprzedni
Jarosław Kaczyński
Wybrany dnia: 21-10-2007
  • lista: Prawo i Sprawiedliwość

  • okręg wyborczy: 19 Warszawa

  • liczba głosów: 273684

    Staż parlamentarny: senator I kadencji, poseł I kadencji, poseł III kadencji, poseł IV kadencji, poseł V kadencji


  • Data i miejsce urodzenia: 18-06-1949, Warszawa
    Stan cywilny:
    wolny

    Wykształcenie:
    wyższe
    Tytuł/stopień naukowy:
    dr nauk prawnych
    Ukończona szkoła:

    - Uniwersytet Warszawski, Wydział Prawa i Administracji - mgr prawa
    - Instytut Nauki o Państwie i Prawie, Teoria Państwa i Prawa - dr
    Zawód: prawnik


    Aktywność poselska:
    Naruszenie Zasad Etyki Poselskiej

    Biura Poselskie Współpracownicy Oświadczenia majątkowe Rejestr korzyści Strona WWW Poczta
    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Wikileaks - czyli kto podniósł kradzione jest kurwą!



    Dobrze wiemy o tym, że nie można przywłaszczyć sobie czyjejś własności, nie można również wykorzystać w sądzie informacji, które pochodzą z nielegalnego źródła, i nie można także, uzyskiwać dostępu do informacji, które są zastrzeżone - nawet jeśli leży na ziemi kartka, na której napisane jest "druga strona dostępna jest tylko dla np.: Janiny W." to jest to nie nasza sprawa, co jest napisane na drugiej stronie kartki - nawet jeśli prawo nie opisuje tego typu sytuacji.



    Takie są po prostu zasady, dzięki którym łatwiej nam się żyje w społeczeństwach. To, że sąsiadka z bloku na przeciwko rozbiera się i przy okazji zapomniała zasłonić zasłon, nie oznacza, że mogę ją podglądać!



    I teraz przejdźmy do przecieków na WikiLeaks - wszystkie - bez kurwa żadnego wyjątku - media upajają się informacjami, które były tajne, albo zastrzeżone, albo coś podobnego. To, że robi również banda popierdoleńcó/hakerów/terrorystów/ciekawskich/cyklistów to nie oznacza, że można/powinno się publikować te informacje wszędzie gdzie się da!

    Czym różnią się takie informacje od na przykład jakiegoś nowego filmu, który pojawił się w sieci P2P? (Poza tym, że tych informacji nie można legalnie kupić i mogą sporo namieszać na arenie międzynarodowej) Dlaczego media jak popierdolone nie publikują najnowszych płyt np U2 albo filmów Tarantino tylko dlatego, że ktoś je wykradł i umieścił na jakimś serwerze.

    Argument w stylu - ale wszyscy to publikują - jest doprawdy śmieszny. Żadna wytwórnia fonograficzna nie przyjęłaby takiego argumentu jako linii obrony człowieka oskarżonego o nielegalne udostępnianie ich nagrań w sieci.



    Media są obłudne do szpiku kurwa kości.



    ps. ok, przyznam - są wyjątki. tzn powinny być. gdyby na przykład w tych informacjach znalazła się taka, że np USA planują wysadzić całą Ziemię, tylko po to by z księżyca nakręcić ciekawy film dokumentalny o końcu cywilizacji ludzkiej - to takie informacje powinny ujrzeć światło dzienne. ale to - co jeden z dyplomatów mysli o drugim, albo to, że największe mocarstwo świata próbuje pozyskać jak najwięcej informacji o innych jest chlebem powszednim światowej polityki.

    Autor: na wskroś o 06:12 0 komentarze Linki do tego posta

    sobota, 17 kwietnia 2010



    Smierć Kaczyńskiego, żałoba i inne gówna



    Miałem nic nie pisać, ale skrobnę sobie - widok Wawelu z okna mnie dopinguje.

    Postaram się krótko.



    Kaczyński kiwnął - nie byłem jego fanem (nie głosowaniem na niego i nie zagłosowałbym), ale zdarzyło mi się nawet na tym blogu bronić go przed psami z Wyborczej.



    To czy on żyje czy nie było i jest mi obojętne.

    Ale kurwa jego pierdolona mać nie mogę znieść tej jebanej obłudy polskich kurw nazywających się dziennikarzami/komentatorami i innych chujów.



    Jak kurwa można całe życie kolesia opluwać a teraz wytykać innym brak żałoby tudzież znieważenie [kurewska wyborcza ]?



    Po jakiego chuja Tusku klękałeś gdzieś tam skoro kurwa twoja pierdolona mać masz w dupie kościół ? [ja też mam go w dupie, ale to nie znaczy że klękam to tu to tam by się komuś przypodobać]



    Na płacz się kurwa wszystkim - łącznie z szparozębną Moniką - mimo że pewnie marzyli o tym by wypierdolić Kaczyńskiego w kosmos.

    Zabierz babci dowód, co ?



    Z chęcią zabrałbym Wam mikrofony i wepchnął prosto w dupę.



    Jak można być taką dwulicową kurwą ? Ja pierdole ! Jak kurwa ?



    Powiem coś czego wszyscy boicie się napisać (piszę za was, nie za siebie)-

    " Dobrze że Kaczyński nie żyje - mógł kiwnąć wcześniej.

    Dobrze że Kurtyka nie żyje - mógł kiwnąć wcześniej.



    Dobrze, że jeszcze kilku innych prawicowych wariatów diabeł zabrał do siebie. Cieszmy się jak chuj. Można teraz zamknąć sprawę PRL-u paląc w chuj wszystkie akta. Tak jak chciał Michnik - o ile się nie mylę.

    Teraz można na potęgę integrować się z Europą.



    Teraz można bez przeszkód przepchnąć każdą - nawet najbardziej chujową ustawę.



    Chwała Ci Boże za tą katastrofę."



    ---------------

    a teraz tylko czekać aż Wyborcza i TVN złożą doniesienie do prokuratury na mnie , za to że nie zachowałem wystarczająco dużo powagi po jego śmierci.



    Coś wam powiem - szanowałem go za jego życia - w przeciwieństwie do Was. Życzę Wam śmierci, długiej i bolesnej. Niech Was wszystkich rak krtani - albo inne gówno - dopadnie.



    ps. kiedyś wymyśliłem sobie test sprawdzający jakie są moje prawdziwe odczucia do danej osoby. Co trzeba zrobić by się przetestować?

    Trzeba wyobrazić sobie, że dana osoba nie żyje. Wyobrazić sobie wszystkich jej przyjaciół płaczących. Ewentualny lament mediów itp. Trzeba też spróbować "odczuć" swoje odczucia. Trzeba poczuć siebie w tej sytuacji.

    I teraz główna część testu. Wyobrażamy sobie, że ta osoba jednak żyje. Że wstaje z trumny i mówi "o ja pierdole, ale mnie poturbowało, ale chyba jednak zyję" (czy coś takiego) i teraz znów trzeba wczuć się w swoje odczucia.

    Trzeba zaobserwować, czy budzi się w nas radość i chcemy rzucić się w ramiona danej osoby z płaczem i okrzykiem "Boże, jak się cieszę że żyjesz" czy też, wzruszymy ramionami i mówimy sobie pod nosem "jebie mnie to".



    zrobiłem sobie taki test - nie rzuciłbym się w ramiona ani pana Kaczyńskiego, ani pana Kurtyki



    ale za ich życia szanowałem ich - zwłaszcza tego drugiego

    i właściwie wszystkich którzy wieszali na nim psy spaliłbym - albo udusił, własnoręcznie



    ale po ich śmierci, nie ryczę jak jakaś dwulicowa kurwa, nie noszę się na czarno, nie stoję w kolejce po 12 godzin by przejść przed ich trumnami, tylko po to by media widziały



    broniłem ich na forach , w dyskusjach itp, ale nie potrafię zmusić się do płaczu



    a wy? Wy, pierdolone medialne kurwy? Rzucilibyście się w ramiona Kaczyńskiego ?

    Wyobraźmy sobie że np Monika szparozębna leci w ramiona Lecha z płaczem i mówi "jak dobrze że Pan żyje", albo Michnik, albo Wałęsa ... ja nie potrafię sobie tego wyobrazić

    nie potrafię sobie siebie wyobrazić w takiej chujowej roli



    za to potrafię sobie siebie wyobrazić lecącego w ramiona mej lubej, mojego rodzeństwa, moich znajomych itd

    potrafię

    +++++++++++++++++++++++++++++++++
    ANEKS.  

    SPRAWA  13.  PARAGRAFU.

    zagadka protokołu numer trzynaście....


    No i mamy manifestację przyjaźni polsko-rosyjskiej: z jakiegoś powodu Rosjanie postanowili obejść się z Tuskiem okrutnie i ogłosili swój raport o katastrofie smoleńskiej w chwili, gdy Tusk był na urlopie. Można powiedzieć - przypadek; Rosjanie nie muszą wiedzieć kiedy polski premier ma urlop. Niby nie muszą, ale czy aby na pewno nie wiedzą takich rzeczy? Tak czy owak - numer jest w ich stylu: ogłaszają raport, a Tusk ma zgryz - przerywać urlop, czy nie przerywać? I tak źle i tak niedobrze... Jeśli przerwie - przyzna, że go rosyjscy przyjaciele nieprzyjemnie zaskoczyli. Jeśli nie przerwie - wyjdzie na to, że bimba sobie ze spraw ważnych i poważnych... Jeszcze wczoraj PR-owcy uważali, że korzystniejsza będzie wersja "nic ważnego się nie dzieje", w związku z czym Rzecznik Graś twierdził, że nie bardzo wiadomo po co Tusk miałby wracać. Dziś PR-owcy zmienili taktykę, skoro rzecznik ogłosił, że premier wraca. A wraca, bo nasi rosyjscy przyjaciele nie przejęli się specjalnie polskimi uwagami do projektu rosyjskiego raportu, bez uwzględnienia których - według Tuska - raport finalny miał być nie do przyjęcia.



    Jak Tusk z tego wybrnie zobaczymy, ale jeśli chodzi o rosyjski raport jego treść jest oczywista. "Skończy się (...) na tym, że winnymi smoleńskiej katastrofy okażą się polscy piloci, którzy lądowali, choć nie powinni (w domyśle: naciskani przez prezydenta}" - wieszczyłem w maju 2010 i mi się sprawdziło, ale nie trzeba było do tego specjalnych zdolności profetycznych, bo sprawa była pozamiatana z chwilą, gdy oddano kontrolę nad śledztwem Rosjanom. Jak do tego doszło? Łukasz Warzecha twierdzi: "....współwinny tego ruskiego cyrku jest osobiście Donald Tusk. To on pozwolił, aby dochodzenie komisji odbywało się według konwencji chicagowskiej, choć były inne możliwości, w tym polsko-rosyjska umowa. W warunkach chaosu i płynności po 10 kwietnia można było się starać o inny sposób prowadzenia dochodzenia. Polski rząd nawet nie spróbował. Dziś premier twierdzi, że nie pamięta nawet, kto zasugerował posłużenie się tą konwencją i - niezależnie od tego, czy faktycznie nie pamięta, czy też kłamie - już samo to stwierdzenie jest dla niego wystarczająco kompromitujące."



    Skoro tak się sprawy mają - spróbuję odpowiedzieć na pytanie kto podsunął stronie polskiej konwencję chicagowską. Skorzystam ze stosunkowo świeżych "zeznań", to jest z wywiadu przeprowadzonego przez "Gazetę Polską" z Edmundem Klichem (numer bieżący). Z wywiadu wyłania się taki obraz wypadków: Klich dowiaduje się z telewizji o katastrofie, natychmiast zaczyna szykować się do wyjazdu do Warszawy i w tym momencie dzwoni do niego ktoś, kto podaje się za Aleksjeja Morozowa - wiceszefa MAK-u. Według Klicha ów "Morozow" "...poinformował, że doszło do katastrofy. Rozbił się tupolew z prezydentem i on widzi, że jedynym dokumentem, który obydwa nasze państwa mają podpisany i według którego można procedować jest konwencja chicagowska i załącznik 13". Klich na to: "Odpowiedziałem, że nie wiem, bo to nie jest obszar mojego działania i nie moja decyzja. I, że jeśli chodzi o Polskę i Rosję, znam jedynie porozumienie w ramach konwencji chicagowskiej". W tym miejscu pojawiają się dwie kwestie:



    - po pierwsze podkreślmy, że Klich utrzymuje, iż cała sprawa nie mieściła się w obszarze jego działania.

    - Po drugie Klich wyznaje: "Nagle facet do mnie dzwoni, mówi po angielsku. Ja nie wiedziałem, kto to jest Morozow. Potem sobie przypomniałem, że byliśmy razem na jednej międzynarodowej konferencji"



    No dobrze, ale w takim razie - skąd Klich wiedział z kim rozmawia, a jeśli nie wiedział to dlaczego z tym kimś dyskutował? To prawda - ostatecznie osobnik podający się za Morozowa faktycznie okazał się Morozowem z MAK-u, ale w czasie rozmowy Klich chyba nie mógł być tego pewny. Bo niby na jakiej podstawie? W takiej sytuacji dzwoniącego można zidentyfikować bodajże tylko na dwa sposoby: po numerze wyświetlanym przez telefon lub - po głosie. Sposób drugi jest mocno niepewny, zwłaszcza gdy idzie o kogoś, kogo spotkało się raz w życiu na jakiejś konferencji. Co do sposobu pierwszego - nic nie wskazuje na to, że Klich znał prywatny czy służbowy numer Morozowa ("nie współpracowaliśmy z MAK" - twierdzi pułkownik). Mimo tego wszystkiego Klich uznaje, że rzekomy Morozow to faktycznie Morozow i z tym przekonaniem udaje się do ministra Grabarczyka, Grabarczyk bowiem zadzwonił do Klicha po Morozowie i wezwał go - to jest Klicha - do siebie.



    Tu pojawia się pytanie: dlaczego do Klicha "...zadzwonili z sekretariatu ministra Grabarczyka, skoro sprawa nie była "z obszaru działania" pułkownika? Rzecz można tłumaczyć na wiele sposobów. Nieżyczliwie dla Klicha - pułkownik nie miał pojęcia o swoim obszarze działań. Nieżyczliwie dla Grabarczyka - minister nie miał pojęcia o obszarze działania Klicha. Względnie życzliwie dla ich obu - w chwili kryzysu ściągano wszystkich co ważniejszych osobników mających coś wspólnego z lotnictwem. Byłoby to działanie cokolwiek wariackie, ale w sytuacji bez precedensu jakoś tam zrozumiałe. Tak czy owak - Klich zjawia się u Grabarczyka i opowiada mu o rozmowie z Morozowem (co do którego nie może być chyba pewnym, że faktycznie był to Morozow). Klich relacjonuje(podkreślenia w tekście - moje): "Powiedziałem, iż padła PROPOZYCJA czy SUGESTIA, że jedynym podpisanym dokumentem jest załącznik 13. Minister poprosił o ten załącznik i na tym rozmowa się zakończyła. Wróciłem do komisji i czekałem". Na pytanie "A kiedy zapadła decyzja, że będziecie procedować zgodnie z załącznikiem 13" Klich odpowiada: "Nie wiem. Nie do mnie należy kierować to pytanie". No tak, ale z drugiej strony minister Kwiatkowski pytany dziś w Salonie Politycznym Trójki o to, czy był obecny 10 kwietnia na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu na którym zapadła decyzja o trzymaniu się załącznika numer 13, odparł, że tak, a dopytywany o to, kto podsunął takie rozwiązanie stwierdził, że osoba najlepiej do tego przygotowana to jest - Edmund Klich. Co prawda - ciągnął minister - załącznik dotyczy lotów cywilnych, podczas gdy lot był cywilno-wojskowy, czego zresztą nie uznają Rosjanie twierdzący, że lot był czysto cywilny. W tym punkcie - prawił minister Kwiatkowski - mamy z Rosjanami spór. Ale spór mamy nie tylko z Rosjanami, ale i chyba z ... pułkownikiem Klichem, bo - jako się rzekło - po dziś dzień twierdzi on, że nie uznawał (nie uznaje?) katastrofy smoleńskiej za rzecz z obszaru swoich kompetencji. I bądź tu mądry... Wydaje się, że jedyną stroną pewną swego byli Rosjanie. To oni błyskawicznie "wybrali" sobie Klicha na osobę, z którą zechcieli się skontaktować i to oni zasugerowali Klichowi konwencję chicagowską (z czym Klich się zresztą zgodził), po czym "propozycje" i "sugestie" strony rosyjskiej Klich podsuflował ministrowi Grabarczykowi. Przy tym, żeby było śmieszniej, w kluczowych chwilach całej sprawy Klich wierzył "na gębę", że osobnik z którym sobie porozmawiał był faktycznie wiceszefem MAK-u, choć chyba nie miał ku temu podstaw.... Słowem - III RP w całej krasie.



    Siłę sprawczą strony rosyjskiej widać i w sposobie w jaki Edmund Klich stał się polskim akredytowanym przy MAK-u. A było to (według Klicha) tak: zadzwoniono do niego z sekretariatu ministra Grabarczyka i powiedziano: "pan leci do Smoleńska". Po co? Nie bardzo wiadomo. Klich: "Nie dostałem konkretnych zadań. Jechałem do Smoleńska, żeby zacząć jakąś współpracę ze stroną rosyjską". Tak było do 13 kwietnia kiedy to na scenę znów wkracza niezawodny pan Morozow. Pułkownik Klich: "13 kwietnia o godz. 12 podchodzi do mnie Morozow i mówi: "słuchaj, Putin zaprasza cię na konferencję do Moskwy. Mnie wyprostowało, co ten Putin ode mnie chce, skąd on wie, że ja tutaj jestem, o co tu chodzi? Dzwonię do ministra Grabarczyka. Pytam, czy ja mam w ogóle iść na tę konferencję? Dał mi do zrozumienia, że jednak mogę uczestniczyć, ja to zrozumiałem jako akceptację". W tym miejscu pada pytanie: "Ale jako kto miał Pan uczestniczyć?", a pułkownik na to: "Nie wiem, mam zaproszenie od Putina. Telekonferencję zaczyna Putin, następnie mówi Iwanow, wicepremier. I Anodina, która stwierdza, że zdecydowano iż będziemy działać według załącznika 13" (Klich właśnie od Anodiny miał się dowiedzieć o tym rozstrzygnięciu....). Kto więc "mianował" Klicha akredytowanym? Zdaje się, że - de facto - ci, którzy dzwonili do niego tuż po katastrofie... I to byłoby tyle, gdy idzie o stan RP w pierwszej dekadzie
    http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/

    Dziejowa o c z y w i s t o ś ć .



    February 23, 2011


    Obok Orla znak Pogoni...


     Niekiedy zastanawiam sie nad tym jak szybko zmienia sie z czasem mentalnosc Polakow oraz ich zdolnosc odbierania siebie samych jako elementow wspolnoty narodowej i panstwowej.
    Dzisiaj mija kolejna, 180-ta,  rocznica bitwy pod Olszynka Grochowska. Byla to jedna z najwazniejszych bitew powstania listopadowego. Bitwa wygrana, ktorej strategiczne znaczenie nie zostalo pozniej wykorzystane dla stabilizacji odzyskanej na krotko niepodleglosci.
    Przyczyna bylo dazenie owczesnych elit powstaniowych do znalezienia sposobu na pokojowe wspolistnienie z Rosja i pozostalymi mocarstwami rozbiorowymi.
    Tymczasem ani wtedy ani teraz pokojowe wspolistnienie Panstwa Polskiego ani z Rosja ani z Niemcami nie jest mozliwe.

    Polska jesli ma istniec jako panstwo musi uczynic wszystko aby obaj nasi niebezpieczni sasiedzi byli permanentnie oslabieni, zamieszani w konflikty wewnetrzne albo fizycznie zlikwidowani.
    Wszelkie orientacje polityczne, ktore propaguja wzajemne wspolistnienie Polski i Niemiec czy Rosji w ramach tej samej geo- politycznej organizacji w Europie -
    sa faktycznie zdrajcami Narodu i powinne byc wyeliminowane permanentnie z polskiej sceny politycznej. Pierwszym krokiem w celu odzyskania znaczenia Polski w Europie i na politycznej mapie swiata musi byc powiekszenie i modernizacja polskiego wojska oraz aktywizacja i unowoczesnienie narodowego przemyslu zbrojeniowego.

    Krokiem nastepnym jest odzyskanie odwiecznych ziem polskich na Wschodzie a zwlaszcza opanowanie Litwy, Ukrainy i Bialorusi. Polska przegapila niezwykla szanse jaka miala bezposrednio po rozpadzie Imperium Radzieckiego kiedy to obaj nasi sasiedzi pograzeni byli w chaosie spowodowanym polityczna zapascia ZSRR oraz przejeciem przez Niemcy Zachodnie administracji na dawnym terytorium NRD. W dodatku powstanie nowych rezimow w Europie Wschodniej o nominalnie antykomunistycznym charakterze na terenach Litwy Srodkowej, i Zachodniej Bialorusi i Ukrainy wprowadzilo tam zamieszanie polityczne i gospodarcze, ktore powinien byl wykorzystac rzad Wolnej Polski dla przywrocenia tych odwiecznie polskich ziem Macierzy. Przegapienie tej szansy dowodzi piramidalnej glupoty elit okraglostolowych  badz tez ich swiadomej zdrady.

    Bylo to zamieszanie tej samej klasy jak to, ktore wykorzystali Polacy tuz po zakonczeniu I Wojny Swiatowej. Wtedy pozwolilo ono na reaktywazje prawdziwego Panstwa Polskiego.
    Tej niezwyklej politycznej koniunktury nie wykorzystaly elity o rodowodzie ubecko-solidarnosciowym a prowadzona przez nie polityka wewnetrzna nie oczyscila panstwa z elementow narodowo i politycznie patologicznych. Brak dekomunizacji oraz samobojcza polityka ludnosciowa doprowadzila obecna Polske na krawedz nastepnej katastrofy polityczno-gospodarczej. Miejmy nadzieje, ze zdrowe elementy narodowe nie przegapia szansy jaka nasuwa sie teraz -
    kiedy to praktycznie caly swiat pograzy sie wkrotce w chaosie gospodarczym i politycznym. Pamietajmy, ze stare polskie przyslowie mowi: "Nie mozna zrobic jajecznicy bez rozbijania jajek". Bez oczyszczenia Narodu i Europy z elementow wrogich daleko nie zajdziemy!


    Na planszy : Moneta wydana przez rzad Krolestwa Polskiego w czasie powstanie listopadowego. Zauwazmy jak wygladalo wtedy godlo panstwowe. Jest to moneta srebrna o ciezarze 9.1 g identycznym jaki miala moneta o tym samym nominale bita w Krolestwie Polskim przez cara Mikolaja I. Pozniejsze edycje polskie okresu powstania utrzymywaly ten sam nominal ale o zmnieszonej juz zawartosci srebra ( ciezar monety 8.9g)  W ten sposob przewjawiala sie epoce pieniadza kruszcowego dewaluacja waluty.  Jak widac korzenie nabijania populacji w butelke finansowa sa w Polsce calkiem dlugie.
    Ponizej: Aluminiowa zlotowka PRL z roku 1986 (wieksza) i z roku 1989 (mniejsza) z charakterystycznym wylenialym orlem . Pierwasza zlotowka o tym wzorze pojawila sie z data 1949 roku i byla wykonana z zelazo-niklu. Z tego samego stopu byly tez wykonane mniejsze nominaly 10gr, 20 gr, 50 gr.. Moneta 5 gr byla poczatkowa wykonana z stopu miedzi. Tylko monety 1 i 2 gr byly aluminiowe. Ogolnie biorac widzimy, ze sytuacja gospodarcza kraju jest tragiczna wtedy gdy nawet stosunkowo tanie metale, z ktorych bito obecne nadwartosciowe monety , staja sie wiecej warte niz wybity w nich nominal.

    http://bobolowisko.blogspot.com/

    środa, 23 lutego 2011

    kilka śmiercionośnych puzzli a la russie

     http://marektomasz.salon24.pl/278983,ostateczna-rozprawa-z-hipoteza-katastrofy-lotniczej

    (  )
    dokładka

    Składanie puzzli
    Część z Was wie, że jakiś czas temu nawiązałam bezpośredni kontakt z jednym z naocznych świadków wydarzeń w Smoleńsku w dniu 10.04.2010.

    Świadkowie pozostaną anonimowi, wierzyć możecie więc, lub nie. W każdym razie, po długich poszukiwaniach różnych dowodów potwierdzających ich zeznania, w końcu mogę coś napisać.

    Zeznania:

    Nasz TU-154 lądował awaryjnie na lotnisku Smoleńsk Północny od strony zachodniej.


    Na płycie lotniska czekały już wozy strażackie i karetki.


    Samolot wylądował cały na pasie startowym o godz. 8.00 (~z minutami).


    Z samolotu w trybie awaryjnym zostali wyciągnięci pasażerowie, oprócz załogi.


    Jedna kobieta wsiadała do karetki (o własnych siłach)


    Ok. godz. 8.15 samolot ponownie wystartował w kierunku wschodu, robiąc spory manewr na lewe skrzydło, po czym było słychać zdławiony huk.



    Przebieg wypadków wg mnie:

    6.50 - samolot startuje z lotniska Okęcie

    na ok. 15 minut przed lądowaniem piloci odkrywają usterkę w samolocie (prawdopodobnie automatyczna blokada)

    w tej chwili są już połączeni z wieżą w Smoleńsku, więc informują o usterce, prosząc o przygotowanie lotniska do lądowania awaryjnego (w takim przypadku warunki metereologiczne schodzą na dalszy plan)

    na lotnisku pojawiają się straże pożarne i karetki

    8.00 (~z minutami) samolot ląduje awaryjnie na lotnisku od zachodu, jednak wszystko przebiegło pomyślnie, wszyscy żyją

    w trybie awaryjnym trwa wyciąganie z samolotu pasażerów, nie wzbudzając jednocześnie żadnych podejrzeń

    do karetki wsiada kobieta (być może potrzebuje czegoś na uspokojenie, lądowanie awaryjne to jest przeżycie)

    8.15 pasażerowie są już w samochodach / karetkach

    w tym samym czasie załoga samolotu zostaje w samolocie przejęta przez służby (specnaz) - załoga nie może opuścić pokładu do momentu upewnienia się, że wszyscy pasażerowie opuścili pokład). Są zmuszeni do ponownego poderwania maszyny (automatyczna blokada zostaje zwolniona). Celem jest pole przy czołgu. Tam czekają już helikoptery i sprzęt do cięcia stali.

    Samolot podrywa się w kierunku wschodnim, lewym skrzydłem tnie wielką brzozę tuż przy drodze robiąc skręt, tnąc jeszcze parę drzew i spada na pole za czołgiem

    W tym samym czasie start jest zagłuszony przez Iła, który udaje, że ląduje, ale przelatuje nie nad pasem startowym, ale nad Jakiem - inaczej byłby na ścieżce kolizyjnej ze startującą tutką.

    Działkowicz jadący w tym czasie drogą, widzi odpadający ogon samolotu.

    Odłamuje się też podwozie (samolot bez kół)

    Do pasażerów w karetkach powoli dociera świadomość, co się dzieje.

    8.19 - pani Tomaszewska zostaje zmuszona do wykonania telefonu do męża. Mówi tylko "jestem w samolocie", nie potrafi powiedzieć więcej, jest przerażona.

    www.fakt.pl/Przerwana-rozmowa-z-ofiara-katastrofy,artykuly,71850,1.html



    8.20 - Lech Kaczyński jest zmuszony do wykonania telefonu do brata. Mówi, że za 20 minut lądują, właśnie przekroczyli granicę z Białorusią.

    W tym samym czasie piloci są zmuszeni do poprowadzenia rozmowy z wieżą w Smoleńsku. Prowadzą ją tak, jakby mieli lądować od strony wschodniej. Rozmowie tej zaczyna przysłuchiwać się Wosztyl. Jest ona też nagrywana na użytek późniejszych stenogramów z czarnych skrzynek.

    Rosjanie mają 20 minut na przygotowanie szczątków samolotu i przemieszczenie ich w oficjalne miejsce katastrofy.

    W tym samym czasie przenoszą część skrzydła w odpowiednie miejsce i "dopieszczają" kilka drzew

    8.25 na forum smoleńskim pojawia się informacja o samolocie bez podwozia, w okolicy czołgu

    8.39 linia energetyczna zostaje przerwana

    8.40 części tutki lądują na miejscu oficjalnym robiąc przy tym trochę hałasu

    Dziennikarze w tym czasie dowiadują się o tragedii, która miała miejsce ok. 1.5 km od lotniska

    Wszyscy zostają sprowadzeni na miejsce obok skrzydła.

    W ciągu kilkunastu minut służby układają odpowiednio szczątki na miejscu oficjalnym.

    8.56 - syrena, koniec akcji

    Po tym czasie dziennikarze docierają w tę okolicę.

    - - - - - - - - - - - - -
    CALOŚĆ  na :
    http://marektomasz.salon24.pl/278983,ostateczna-rozprawa-z-hipoteza-katastrofy-lotniczej

    e c h o tamtej Polski




    WSTĘP.
    (  )
     
    „W dniu zwycięstwa „Olka” pragnę pogratulować bezspornego sukcesu wszystkim zwolennikom grubej kreski, którzy pozostawili postkomunistów u władzy de facto na kilka pokoleń.
    Gratuluję również elitom naszej partii inteligenckiej, która przez kilka lat wmawiała Polakom, że to już nie ci sami komuniści. Największe gratulacje należą się jednak panu Adamowi Michnikowi i jego gazecie za to, że nawołując razem z panem Cimoszewiczem do pojednania przekonali ludzi do głosowania na postkomunistów. 
    To nie naród należy winić za to, co się stało z polską 19-go listopada 1995
     
    Krzysztof Pasierbiewicz                                                                                Kraków, 20 listopada 1995”
    ***************
    Reakcją na ten list był graniczący z furią ostracyzm krakowskiego salonu wpływu, a także dystans ze strony przyjaciół bojących się salonowi narazić.
    W efekcie, o ile przez całe lata dostawałem rokrocznie kilkadziesiąt zaproszeń do różnych krakowskich salonów, po moim liście zaproszenia prawie się urwały, z wyjątkiem kilku najbliższych przyjaciół, którzy mnie wciąż zapraszają okupując to jednak stresem i widocznym w ich oczach strachem bym przypadkiem nie wystrzelił z czymś politycznie niepoprawnym.
    Nie było to miłe doświadczenie, ale pozwoliło mi się przekonać naocznie, że tak zwany „salon” to rodzaj „loży” ze świetnie zorganizowanymi nieformalnymi strukturami, której orężem jest zmowa milczenia i tak zwane przyprawianie gęby.
    Bo kiedy dziesięć lat później mój list opatrzony tytułem „Nabrani przez redaktora” przedrukował „Newsweek” (Nr 20/2005) okrzyczano mnie natychmiast lokalnym „PISowcem”, choć nawet nie wiedziałem, gdzie ta partia ma swoją siedzibę w Krakowie.
    Już wtedy jakakolwiek krytyka pod adresem obozu wywodzącego się z pnia Unii Demokratycznej kończyła się okrzyknięciem krytykującego PISiorem, oszołomem, ciemniakiem, a ostatnio obciachowym szaleńcem.
     
    W efekcie doszło do sytuacji iście kuriozalnych.
    Podam dość zabawny przykład.
    Otóż od czasu, kiedy swoje poglądy ogłosiłem publicznie, jedna z moich przyjaciółek zaczęła wydawać imieniny w dwu turach. Przyczyną był szantaż krakowskich salonowców polegający na tym, że jeśli ktoś się odważył zaprosić osobę „politycznie niepoprawną” zostawał z automatu usunięty z towarzystwa. Ponieważ mojej wieloletniej przyjaciółce w żaden sposób nie wypadało mnie nie zaprosić, zaczęła urządzać imieniny dwuetapowo. Salonowców zapraszała w pierwszej, a mnie w drugiej turze, na którą dopraszała ludzi spoza „towarzystwa”.
    Najsmutniejsze jest jednak to, że robiła to ze strachu przed zemstą salonu, narażając na szwank wieloletnią przyjaźń.
     
    A wmawia się ludziom, że to Kaczyńscy podzielili Polaków.
    Nic bardziej pokrętnie kłamliwego. Dlatego rzetelni dziennikarze powinni uparcie przypominać, że Polaków podzielił już w roku 1995 wspomniany redaktor wpływowej Gazety wraz z pewnym miłośnikiem białowieskich żubrów. To wtedy Polska pękła na pół, rozpadając się na „lewacko” post-komunistyczną i „prawicowo” patriotyczno-solidarnościową, a resztki prawdziwej inteligencji udały się na emigrację wewnętrzną, na której pozostają do dzisiaj.
     
    I tu mam kolejny apel do dziennikarzy myślących z autentyczną troską o Polsce.
    Trzeba koniecznie uaktywnić stojącą świadomie z boku sceny politycznej awangardę inteligencji wywodzącej się z tradycji przedwojennych. To wielki potencjał intelektualny. Muszą to jednak zrobić dziennikarze, bo politycy dowiedli, że tego nie potrafią.
    Ale jak? – zapytacie. Podpowiadam. Uczmy się od wspomnianego redaktora wszechwiedzącej niegdyś gazety.
     
    I tu zwracam się do rzetelnych dziennikarzy, niekoniecznie prawicowych. Trzeba pisać PRAWDĘ! Pisać! Pisać! I jeszcze raz, pisać! Do znudzenia. Świetny wzór przytoczył w Klubie Dziennikarza Pod Gruszką pan profesor Nowak, który przypomniał setki artykułów w sprawie Jedwabnego zamieszczonych na łamach Gazety Wyborczej w ciągu zaledwie kilku miesięcy.
     
    A więc piszcie śmiało, dziesiątki, setki artykułów nawet, gdy tak zwane „oświecone” gremia będą was regularnie opluwać, niszczyć i wyszydzać. Piszcie prawdę! Odważnie! Nie bacząc, że inteligencja z awansu zrobi wszystko by zabić naruszających podstawy jej egzystencji posłańców złej nowiny. Więcej, uczcie młodych kolegów cywilnej odwagi oraz odporności na niesprawiedliwą krytykę i wredną intrygę.
     
    Wielu komentatorów zastanawia się nad genezą szerzącej się w Polsce plagi nienawiści, przybierającej często formy wręcz wynaturzone. „Oświecone” media konsekwentnie oskarżają o ten stan rzeczy Jarosława Kaczyńskiego wmawiając Polakom, że to on jest powodem wszelkiego zła. A prawda jest taka, że to nie Jarosław Kaczyński sieje nienawiść, lecz ci, którzy się panicznie boją, że zostaną przez niego zdemaskowani. Bowiem zdają sobie sprawę, że ten człowiek jest na tyle zdolny i odważny, iż może tego dokonać. Stąd ich patologicznie nienawistna agresja. Moim zdaniem ten sam rodzaj strachu zrodził ideę grubej kreski, wywołał zaciekły opór przeciwko lustracji, a obecnie stymuluje coraz to bardziej pokrętne próby usunięcia Jarosława Kaczyńskiego ze sceny politycznej.
     
    Co zatem robić?
    Trzeba niezbyt chlubnym wzorem „Szkła kontaktowego” zacząć wykpiwać mentorstwo panów Wajdów, obleśność panów Kutz’ów, nienawistne zaplucie panów Bartoszewskich, antypisowskie fobie panów Niesiołowskich, chamstwo, pretensjonalne stroje i fryzury panów Palikotów, żałosne anegdoty panów Żelichowskich i tak dalej. Bo to oni sieją ową wynaturzoną nienawiść, którą kolaboranckie media przypisują obozowi Jarosława Kaczyńskiego i samemu Prezesowi.
     
    Pójdźmy dalej.
    Trzeba koniecznie odkłamać wylansowany ostatnimi laty stereotyp myślowy, że „lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach”. Uważam to za jedno z najważniejszych obecnie wyzwań dla uczciwych dziennikarzy. I należy zapomnieć o dumnej zasadzie nie zniżania się do poziomu przeciwnika, bo w ten sposób zostawiamy drugiej stronie monopol na bezkarność i jedynie słuszną rację. Samą dumą nigdy się nie wygra.
     
    Trzeba uaktywnić błyskotliwych dziennikarzy i dowcipnych satyryków, a także pisarzy. Odpowiednio wycelowana drwina daje częstokroć więcej niż długie, poważne wywody, szczególnie teraz, gdy młodzież prawie nic nie czyta.
     
    Trzeba odkłamać zakodowane podstępnie w mózgach wielu Polaków (oszołomionych upadkiem komuny i wchodzeniem do Europy) toksyczne slogany, że: patriota to oszołom; historia to zbytek; duma narodowa to antysemityzm; tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; sprawiedliwość to naiwniactwo; moralność to frajerstwo; wiara to ciemniactwo; normy etyczne to atak na wolności demokratyczne; skromność to nieudaczność; kombinowanie to sposób na życie; uczciwość to frajerstwo; rodzina to anachronizm; „PIS to obciach; Jarosław Kaczyński to chodząca nienawiść i tak dalej.
     
    Trzeba mówić i pisać ze zdecydowaną pewnością siebie i poczuciem racji, ale nie wyższości. Jak ognia unikać tonu mentorskiego, stronić od tonów smutnych i śmiertelnie poważnych. Używać częściej języka młodzieżowego, również tego, który nas drażni. Trudno. Taki jest wymóg chwili. Szkody naprawimy później. Należy unikać smutku i pesymizmu, bo to sprawia wrażenie cierpiętnicze, co młodzi biorą za słabość. Wiem to z obserwacji swoich studentów.
     
    I trzeba Pisać! I to nie pięć, dziesięć czy piętnaście artykułów, ale sto lub więcej rocznie. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Trzeba wypracować jasny i przejrzysty program naprawy Rzeczypospolitej, coś na modłę narodowej dezynsekcji.
    A jest, o czym pisać, bo spustoszenia są ogromne. A jak braknie dziennikarzy niech piszą obywatele, mamy przecież wielu uzdolnionych ludzi.
    W przypadku dziennikarzy i komentatorów „prawicowo-solidarnościowych” pokazujących się na wizji trzeba się dostosować do najnowszej mody, bo w przeciwnym razie przeciętny telewidz odruchowo przestaje słuchać nawet najsłuszniejszych racji. Dotyczy to również politycznych liderów. Niestety takie czasy. Nawet w imię najwznioślejszych ideałów nie przeskoczymy ogólnie lansowanych trendów. Choćby były naszym zdaniem śmieszne.
     
    Trzeba za wszelką cenę przywrócić Polakom umiejętność samodzielnego myślenia. Przykro mi o tym mówić, ale nawet w środowisku akademickim, w którym spędziłem kilkadziesiąt lat, wciąż jeszcze gros moich koleżanek i kolegów, nie wyłączając kadry profesorskiej, do godziny jedenastej przed południem nie ma własnego zdania. Dlaczego? Bo około dziesiątej kupują w uczelnianych kioskach Gazetę Wyborczą. Dopiero po przełknięciu, bez konieczności przeżuwania, gotowej papki informującej o obowiązujących w „eleganckim towarzystwie” trendach, powtarzają bezrozumnie podsunięte im sprytnie opinie i komentarze. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć, że sprytnie sterowana bezmyślność zagościła na dobre również na naszych uczelniach.
     
    Innym zagadnieniem jest zjawisko, które zwykłem nazywać „terrorem poprawności politycznej”. Ludzie znów zaczynają się bać głośnego artykułowania myśli, które mogłyby zostać uznane za „niepoprawne politycznie”. Podam tylko jeden przykład.
    W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych, kiedy wychodziłem z uczelni portier mnie zagadnął, na kogo będę głosował. Kiedy odpowiedziałem, że na PIS wyraźnie ucieszony przyciągnął mnie do siebie i powiedział szeptem, cytuję: „już pięciu profesorów mi mówiło, że będą głosować na PIS, ale prosili o dyskrecję”. Myślę, że komentarz jest tutaj zbyteczny. Najsmutniejsze jest jednak to, że ci profesorowie zrobili to ze strachu. I to nie przed utratą pracy, czy jakimiś drastycznymi represjami. Oni to zrobili pod presją „terroru poprawności politycznej”, w obawie, że mogą zostać usunięci poza nawias tak zwanego „dobrego towarzystwa”.
     
    Kolejnym zadaniem dziennikarzy jest, zatem odważne i systematyczne uświadamianie Polakom, że jesteśmy już od paru dobrych lat krajem formalnie demokratycznym, w którym prawo nie zabrania głośnego mówienia o swoich przekonaniach. Uważam, że większość rodaków nadal sobie tego nie uświadamia. Komuna zrobiła swoje, a ostatnie pięć lat przywróciło do życia najgorsze praktyki tamtego okresu. Trzeba, więc ludziom tłumaczyć, że swobodne wyrażanie myśli nie jest już przestępstwem. Trzeba ludziom przypominać, że już wolno głośno mówić. Więcej. Że czasem warto się nawet trochę narazić w imię dobrej sprawy. Charakterystycznym jest, że większość Rodaków wciąż, gdy rozmowa schodzi na tematy polityczne przysłania bojaźliwie dłonią usta i mamrocze pod nosem ledwie słyszalnym szeptem. Trzeba ludziom przywrócić odwagę swobodnego wyrażania myśli. Więcej, trzeba gremiom naukowym, oraz innym kształtującym opinię publiczną odważnie wytykać ich zachowawcze postawy. Tłumaczyć, że takie zachowania nie przynoszą chwały, a w wielu przypadkach są po prostu hańbiące.
     
    Osobnym zagadnieniem jest, jak ja to nazywam „pandemia różowej subkultury”. Jednym z przykładów niech będzie seria cyklicznych „wykładów” byłej pierwszej damy w Telewizji TVN Style, mających za zadanie nauczanie Polaków kindersztuby i światowych manier.
    Jako człowiek leciwy, doskonale pamiętam pewien reportaż telewizyjny pokazujący panią Jolę jeszcze z okresu studenckiego, w którym to czasie nie przypominała bynajmniej Księżniczki Monako. Potem był pamiętny okres „disco polo” i myślę, że komentarz jest tutaj zbyteczny. Ale niedawno pani Jolanta raptem sobie przypomniała o arystokratycznych korzeniach, nabrała dworskich manier i w jakiś cudowny sposób odzyskała śpiewny kresowy akcent.
    I nie byłoby w tym nawet nic złego, gdyby nie to, że pani Jolanta staje się wzorcem do naśladowania. A to jest już zjawiskiem niekoniecznie pożądanym. Bo zasmucającym jest nie tyle groteskowa metamorfoza pani Jolanty, co fakt, że na te triki rodem z Ordynackiej nabiera się coraz więcej osób, które przez lata miałem za inteligentne. Bo, wynikiem tego rodzaju „nauk” jest między innymi to, że na „ekskluzywnych” salonach panowie zaczynają dyskutować wyłącznie o tym ile gwiazdek miał hotel na wyspach, skąd właśnie wrócili, czy ile garów mają silniki ich audic i beemek, a panie swój status wartościują ilością kafelków Versace w łazience.
     
    No i mamy kolejne zadanie dla dziennikarzy. Mając na uwadze dbałość o jakość standardów, powinni niestrudzenie wykpiwać tego rodzaju sztuczki przebrane w szaty „kultury wysokiej”, bądź „europejskości”. Elegancko, dowcipnie, z taktem i umiarem, ale konsekwentnie wykpiwać! Snobizm graniczący ze śmiesznością i patologiczne szpaniarstwo owego towarzystwa wzajemnego zachwytu nad samymi sobą, ów opiniotwórczy grajdoł „nowobogackich intelektualistów”, tę wylęgarnię salonowej plotki, którą się karmią kolorowe pisma.
    Bo takie samosiejki trzeba konsekwentnie plewić nim do reszty zachwaszczą naszą narodową kulturę. Mam tu na myśli coraz liczniejsze rzeszeokazowych postaci naszych „nowych czasów”, czyli mówiąc jaśniej nadętych chłopków roztropków z cygarami w zębach, poprzebieranych w garnitury od Armaniego,którzy aromatu Cohibynie odróżniają od swądu kiszonego ogórka, a w durnej pogoni za Nową Europą wystarcza im jedna książka rocznie – katalog turystyczny z Biura Neckermann’a.
    Trzeba chronić naszą narodową tkankę przed degeneracją kreowaną sprytnie przez „Szkło kontaktowe” i temu podobne fabryki tandetnej satyry opartej na sprzedajnym fałszu.
    Trzeba bezlitośnie wykpiwać owychpostępowców”, którzy odkąd przyszło „nowe” mizdrzą się bezrozumnie do niego w chocholim tańcu z przyjezdnymi, gubiąc bezpowrotnie narodową tożsamość.
     
    Trzeba też chronić tożsamość lokalną. Ostatnio z zaniepokojeniem stwierdziłem, że w jury przyznającym jedną z najważniejszych nagród miasta Krakowa nie zasiadał ani jeden Krakowianin. Nie wolno się oczywiście zamykać na świat, czy też kogokolwiek dyskryminować, ale też nie można oddawać całego pola nie zawsze hołdującym miejscowym tradycjom elementom napływowym.
     
    Mimo tych wszystkich zagrożeń, na koniec chcę jednak powiedzieć coś optymistycznego.
     
    Ma rację pan profesor Andrzej Nowak pisząc we wstępie do książki „Od Polski do post-polityki”, że, cytuję: „martwi się o to, co się stało z demokracją, z Rzeczypospolitą, z Europą Wschodnią, z Europą. Co dzieje się z rzeczywistością w magmie płynącego z posłusznych (komu?) mediów przekazu „pi-ar”..., że następuje narastające poczucie rozpadu wspólnoty, którą stworzyły poprzednie pokolenia Polaków..., że należy rozważyć możliwość końca naszej historii”...
     
    Panie Profesorze! Ma pan po stokroć rację! Trzeba bić w dzwony i trąbić na alarm! Ale nie wolno nam się ani na moment załamać czy zwątpić. Wręcz przeciwnie, po tym, co się stało z Polską w ciągu ostatnich pięciu lat, każdy porządny obywatel, w miarę swoich możliwości, powinien teraz coś dać od siebie, w obronie naszego wielowiekowego dorobku.
     
    Za długo byliśmy ubogim, zniewolonym krajem.
    Po upadku komuny ludziom trochę zaszumiało w głowach. Muszą się nacieszyć tymi wszystkimi galeriami, salonami samochodowymi, plazmowymi telewizorami, Plusami, Erami, Internetem, tańcami na lodzie...
     
    Ale jak już się znudzą tym wszystkim, co można mieć tylko za pieniądze, przypomną sobie o prawdziwych wartościach i rzeczywistym dziedzictwie Rzeczypospolitej.
     
    Krzysztof Pasierbiewicz
    (nauczyciel akademicki)
     
     
    Pisane w Krakowie, pod koniec feralnego roku 2010
     
    Post Scriptum
     
    Powyższy tekst pragnę poszerzyć o trzy cenne uwagi Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, którymi zechciał się ze mną podzielić w przesłanym do mnie liście z dnia 9 lutego 2011r.
     
    Pan Prezes bardzo trafnie zauważył, że cytuję: „przy analizowaniu przyczyn wysokiego poparcia dla PO, oprócz uwarunkowań wysokich, należy rozważyć i te proste... że trzeba pamiętać o wielkim wsparciu mediów dla PO, o rosnącym w latach 2008 – 2010 poziomie przeciętnych dochodów na głowę w rodzinie (łącznie ok. 30%), a także o fenomenie przyłączenia się do opisanego przeze mnie pomysłu Adama Michnika (z awansem społecznym bis) nie małej części ludzi, których nie da się zaliczyć do tych w drugim czy trzecim pokoleniu awansowanych...”, i dalej, że jego zdaniem, cytuję: „niemałą rolę odegrały tu różne biograficzne mankamenty, a także proces dziedziczenia postaw i to nie tylko w sensie ścisłym, odnoszącym się do relacji rodzice – dzieci, ale także szerszym gdzie chodzi np. o relacje profesor – uczeń w jej wersji uniwersyteckiej, ale także np. w dziennikarstwie...” - koniec cytatu.
     
    Dziękując jeszcze raz Panu Prezesowi za jego nad wyraz trafne uwagi czuję się wielce zaszczycony faktem, że przy nawale obowiązków najwyższej wagi państwowej zechciał i znalazł czas na przeczytanie i ustosunkowanie się do teksu, jaki mu przesłałem. Tym samym Pan Prezes jeszcze głębiej utwierdził mnie w przekonaniu, że jest niezwykle rzetelnym Urzędnikiem Państwowym i Mężem Stanu, który nie lekceważy żadnego głosu ze strony obywateli.

    całość  na: