o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

czwartek, 22 stycznia 2009

Kresy. Wrocław.


Tylko Jedno z Pism Polski

Aneks 1) Indeks osób z kręgu „Biuletynu Dolnośląskiego”28

**************


Marek Andrzejak – autorMaria Arendt–Myślecka – współpracowniczkaZbigniew BereszyńskiPiotr BielawskiJarosław Broda – autor, współpra­cownikLeszek Budrewicz – autor, współpracownik, kolporterSławomir Bugajski – autorAnna Bujwid – drukarz, kolporterTeresa Czarnecka – łączniczkaJerzy Dereń – autor, kolporterMałgorzata Dobrowolska – redaktorkaJolanta. Dowtowtt – maszynistkaRoman Duda – autorZbigniew Duszak – drukarz, kolporterRafał Dutkiewicz – redaktorPaweł Falicki – autor, kolporter, organizatorJacek Fedorowicz – autorJerzy Filak – współpracownik, kolporterPiotr FranielczykPiotr Gaglik – autor, redaktorRita Gatton – autorkaZbigniew Gieruń – łącznikAleksander Gleichgewicht – współ­pracownikNatalia Gorbaniewska – redaktor honorowy, współpracowniczkaMarek Grondas – autorWiktor Grotowicz – kolporterKrzysztof Grzelczyk – autor, współ­pracownik, kolporterKrzysztof Gulbinowicz – autor, redaktor, drukarzBogumił Jacek Horwath – autor, redaktorStanisław Huskowski – drukarzMikołaj Iwanow – autor, współpra­cownikJerzy Jankowski – współpracownik zagranicznyWojciech Jankowski – autorRyszard S. Kaczoruk – współpracownik, redaktorMaciej Kałuszyński – autorAndrzej Kisielewicz – autor, redaktorTomasz Kizny – fotografKazimierz Klementowski – kolporterBożena Kochman – maszynistkaJerzy Kocik – współpracownik, kol­porterTomasz Kocowski – współpracownikMaria Koziebrodzka – autorka, łączniczka, kolporterkaTadeusz Kuranda – rysownikStanisław Krajewski – autorHelena Lazarowicz – maszynistka, kolporterkaRomuald Lazarowicz – autor, redaktorMariusz Lazarowicz – współpracownik, łącznik, kolporterPrzemysław Lazarowicz – łącznik, kolporterZbigniew Lazarowicz – łącznik, kol­porter, autorAleksander Lebiedziński – łącznikCezary Lesisz – łącznik, kolporterAntoni Lenkiewicz – autorHenryk Lis – redaktor,. autor pierwszej winietyJanusz Łojek – redaktor, autorMariusz Łubyk – łącznik, kolporterHanna Łukowska–Karniej – organi­zatorka, kolporterka, łącz­niczkaZofia Maciejewska – organizatorka drukuEwa Marek – autorka, współpracow­niczkaPiotr Medoń – łącznik, kolporterStanisław Mittek – konserwator sprzętu, łącznikAnna Morawiecka – maszynistka, drukarz, autorka, kolporterkaJadwiga Morawiecka – kolporterka, współpracowniczka, łączniczkaMarta Morawiecka – kolporterka, współpracowniczkaJan Morawiecki – współpracownik, łącznikKornel Morawiecki – redaktor, au­tor,organizator druku i kol­portażuMateusz Morawiecki – autor, redak­torRyszard Morawiecki – autor, kolporterJoanna Moszczak – maszynistka, drukarz, kolporterWiesław Moszczak – drukarz, kolporterAndrzej Myc – współpracownikWojciech Myślecki – autor, organizatorMaciej Niemiec – autorLeszek Nowak – autorMarian Oziewicz – autor, współpra­cownikZbigniew Oziewicz – autor, współpra­cownikJanusz Paciorkowski – autor, kolporterZenon Pałka – drukarz, kolporterStanisław Pankanin – autorJerzy Peisert – współpracownik, kolporterMaria Peisert-Kisielewicz – autorkaBronisława Petryniak – współpracowniczka, kolporterkaJerzy Petryniak – współpracownik, kolporter, organizator drukuZbigniew Piotrowski – autor, kolporterStanisław Połoniewicz – współpracownik, łącznik, przygotowanie techniczne drukuJerzy Przystawa – autor, współpracownikJacek Rokowski – autor, redaktor, kolporter, drukarzAntoni Roszak – autor, drukarzWiesław Saniewski – autorBarbara Sarapuk – drukarzGarret Sobczyk – współpracownikJan Sobczyk – współpracownikJerzy Sokolnicki – łącznikPiotr Starzyński – drukarz, kolporter, redaktorBarbara Stępień – maszynistkaDanuta Stołecka – współpracownicz­ka, kolporterkaMarta Suszyńska ‑ kolporterkaKazimierz Suszyński – kolporter, współpracownikTadeusz Świerczewski – współpra­cownik, autorJózef Tallat – autorKrzysztof Turkowski – autor, współ­pracownikJarosław Twardowski – redaktorTomasz Wacko – drukarz, kolporterGrażyna Walczak – organizatorka mieszkań, kolporterkaJan Waszkiewicz – autor, redaktorAndrzej Waśkiewicz – organizator mieszkań i druku (autor popularnego obecnie logo "KaTyń" – z krzyżem)Milena Waśkiewicz – organizatorka mieszkań i drukuLudwik Werle – drukarzLeszek Wierzejski – autorMariusz Wilk – współpracownik, kolporterWłodzimierz Winciorek – drukarzWojciech Winciorek – drukarzAndrzej Wiszniewski – autorTeresa Witkiewicz – współpracowniczka, organizatorka, łączniczkaMichał Wodziński – autor, redaktorZbigniew Wołek – rysownikKrystyna Wójcik (Jagoszewska) – maszynistkaIlona Zipser – tłumaczka



Aneks 2)

Autorzy „Biuletynu Dolnośląskiego”– pseudonimy
(Pseudonimy potraktowano jako jednorodne ciągi znaków – nie dokonywano zatem przestawień „nazwiska” i „imienia”)

Abel Kainer – Stanisław Krajewski
A.B. – Krzysztof Gulbinowicz
A.J. – Romuald Lazarowicz
AL – Antoni Lenkiewicz
alias – Andrzej Kisielewicz
Aleksander –
Alfred B. Gruba [vel Grubba] – Sławomir Bugajski
A.Ł. – Jerzy Przystawa
Andrzej Lesowski – Wojciech Myślecki (również pseudonim polityczny, wspólny z Andrzejem Zacharem
Andrzej Łaszcz [A. Łaszcz] – Jerzy Przystawa
Andrzej Żurawski [A. Żurawski] – Piotr Bielawski i Romuald Lazarowicz (pseudo- nim wspólny)
Anonim – Krzysztof Gulbinowicz
Arturo Ui –
August – Marek Grondas
AŻ – Piotr Bielawski i Romuald Lazarowicz (pseudonim wspólny)
Barbara Z. – Maria Koziebrodzka
Bibliotekarz – Romuald Lazarowicz
Brat – Tadeusz Świerczewski
C.K. – Romuald Lazarowicz
Czytelnik z kresów [Czytelnik z Kresów] – Leszek Wierzejski
Cywil – Bogumił Jacek Horwath
Czerwus – Maciej Kałuszyński
Dziki – Mateusz Morawiecki
Filip z Konopi (Filip) – Maria Peisert-Kisielewicz
Gapa – Piotr Gaglik
Ignacy Kielecki – Mateusz Morawiecki
I. Mickiewicz – Mikołaj Iwanow
Jakub Broński – Zbigniew Bereszyński
Jakub Wirski – Janusz Paciorkowski
Jan Ewaryst – Romuald Lazarowicz
Jan Mak – Andrzej Kisielewicz
Jan Mickiewicz – Mikołaj Iwanow
Jan Wuj – Józef Jankowski
Jaromir Bilet [J. Bilet] – Zbigniew Bereszyński
J.B. – Zbigniew Bereszyński
J.E. – Romuald Lazarowicz
Jerzy Lubicz – Wojciech Myślecki
Józef B. – Jan Waszkiewicz
Józef Put [J. Put] – Jerzy Przystawa
Julian Apostata –
J.W. – Jan Waszkiewicz
Kaj –
Kama – Ewa Marek
Kamil – Ewa Marek
K.G. – Krzysztof Gulbinowicz
K.M. – Kornel Morawiecki
K. Mitawski – Krzysztof Kawalec
Krzysztof Lewicki – Piotr Bielawski
Leopold – Józef Tallat
L.L. Jawider –
M.J. ‑ Marek Jagliński
Marcin Prus – Jarosław Twardowski
Michał Greczyński – Bogumił Jacek Horwath
Michał Wierzyński – Mateusz Morawiecki
Mini–Ar – Antoni Roszak
M.K. – Maria Koziebrodzka
Młody Robotnik – Krzysztof Gulbinowicz
M. Pokorny – Antoni Roszak
Omikron – Michał Wodziński
Optymista – Jan Waszkiewicz
Orion – Jerzy Dereń
Pan Jacek – Jacek Rokowski
Paweł Brzeziński – Zbigniew Piotrowski
Paweł Lewandowski – Paweł Kocięba
Piotr C. – Bogumił Jacek Horwath
P.K. – Romuald Lazarowicz
Piotr Kminkiewicz – Paweł Falicki
P. Krynusz – Janusz Paciorkowski
P.T.–Z. – Krzysztof Gulbinowicz
Pytia – Krzysztof Gulbinowicz
Rafał Jaworski – Zbigniew Bereszyński
R.L. – Romuald Lazarowicz
Robert – Rita Gatton
Robert Synowieski – Mateusz Morawiecki
Roch Kowalski – Józef Tallat
Stanisław El – Andrzej Wiszniewski
Stanisław Knap [ks.] – ks. Stanisław Pankanin
Stefan Borowski – Ryszard Morawiecki
Światowid – Roman Duda
Urszula – Ewa Marek
Wasyl Cichy –
W.J. – Jan Waszkiewicz
W.S. Sidorow – Mikołaj Iwanow
WUJ – Józef Jankowski

***********

DNO DNA DE STYLU




Czy Wy Panowie czasem siebie oglądacie i słuchacie?

Na internetowej stronie PiS przeczytałem wywiad, jaki przeprowadził red. Michał
Karnowski z posłem Jackiem Kurskim. W końcówce tego wywiadu padło zasadnicze
pytanie:
M.K.: Czy zostanie odwołany bojkot telewizji TVN?
J.K.: Nie jestem upoważniony do składania jakichkolwiek oświadczeń. Wiadomo, że w życiu nic nie może wiecznie trwać. Z pewnością, gdy TVN da gwarancję, że skończy się maniera, że w momencie, gdy zapraszany jest pisowiec, to dokłada się dwóch lub trzech polityków wrogich i jeszcze dziennikarz jest przeciwko niemu, przeszkody znikną. Wtedy jestem przekonany, że to się stanie.
M.K.: Ten moment zakończenia bojkotu jest blisko?
J.K.: Myślę, że można oczekiwać po kongresie stanowiska Jarosława Kaczyńskiego w tej sprawie. Mogę się tylko domyślać i spekulować, że jeśli miałoby dojść do porozumienia z TVN, to po ogłoszeniu nowego PiS na kongresie.
Wiem, że Jacek Kurski należy do tych kilku posłów PiS, którzy z niechęcią podporządkowują się decyzji partii o bojkocie TVN i bardzo cierpią z powodu ograniczenia możliwości oddawania się ulubionemu zajęciu, jakim jest występowanie w blasku kamer w bezpośrednich starciach na publicznej arenie. Niewątpliwie posłowie ci czują się bardzo pewnie w dysputach publicznych, są cenieni za celne riposty, podziwiani za swadę, za odporność na zaczepki przeciwników i są dostatecznie przebojowi, by nie dać się całkiem zagłuszyć i spacyfikować. Tak są oceniani z zewnątrz i z takim przekonaniem zwykli opuszczać jedno studio telewizyjne, by szybko przenieść się do kolejnego studia i powtórzyć ten sam spektakl w nieco zmienionym towarzystwie, w nowych okolicznościach i z doświadczeniem wyniesionym z poprzedniego występu. Są z siebie zadowoleni, przekonani o pożytkach jakie wnieśli w promocję własnej partii, w debatę publiczną, a w końcu i w to, co najważniejsze, w autentyczną walkę o polskie sprawy - bo ta walka wymaga przecież cierpliwości, poświęcenia, wielkiego wysiłku, znoszenia upokorzeń ...itd.
Często zastanawiam się, czy tacy medialni posłowie PiS sięgają czasem do nagrań swoich występów, by przyjrzeć się z zewnątrz współtworzonemu przez siebie spektaklowi z pozycji widza, czy słuchacza. Czy potrafią spojrzeć na to wszystko, wczuwając się w dramat odbiorcy, który mimo wcześniejszych rozczarowań, ponownie włącza tę samą stację radiową, ten sam program telewizyjny, by jeszcze raz sprawdzić, czy może tym razem usłyszy coś, co dotyczy naprawdę ważnych spraw publicznych. Czy, oglądając, lub słuchając siebie w odtworzonym programie, politycy - aktorzy potrafią dostrzec trudności, jakie napotyka zwykły odbiorca, gdy próbuje złowić jakieś ważne słowa, jakiś istotny przekaz, wyjaśnienie czegoś, czy choćby odebranie jakichś pozytywnych przykładów zachowania, formułowania myśli, czy wzorca kultury osobistej. Czy potrafią rzetelnie ocenić estetykę programów, w których biorą udział, wrażenie jakie u widza pozostaje, gdy już znikną z ekranu? Czy wreszcie dokonują pełnego bilansu zysków i strat wynikłych z tego udziału - kto naprawdę zyskał, a kto stracił? - jakie jest saldo w tym doraźnym momencie politycznego czasu i w dalszej perspektywie, która tworzy fragment historii.
Obawiam się, że ci politycy tego prawie nigdy nie czynią, a jeśli nawet sięgają po nagrania, to nie po to, by analizować całość, a jedynie, by przyjrzeć się swoim wypowiedziom pod kątem potrzeby promocji własnego wizerunku. Ale może przyglądają się występom innych i wtedy zaczynają dojrzewać w nich jakieś refleksje.
Na przykład próbuję wyobrazić sobie posłów J. Kurskiego, T.Cymańskiego i K.Putrę, częstych bywalców programu "Kawa na ławę" prowadzonego przez "wybitnego, bo przecież nagrodzonego dziennikarza" B.Rymanowskiego, gdy w niedzielny poranek 11 stycznia zasiadają w swoich domach przed telewizorem, włączają pilotem stację TVN, patrzą i słuchają, jak tym razem bez nich, toczy się widowisko. Ogarniają wzrokiem całe studio i widzą być może coś, czego nie dostrzegli wcześniej na żywo z jego wnętrza. Może ich rutynowi współrozmówcy wydają się trochę inni, niż zwykle, bardziej realistyczni, mniej zachęcający do okazywania sztucznej komitywy "ponad podziałami". Spójrzmy na tę galerię.
Oto Ryszard Kalisz - mówi dużo, zapełnia przy zbliżeniach prawie cały ekran, zakłóca bez przerwy wypowiedzi innych, poucza o demokracji i wolności słowa, o moralności i etyce. Wspiera się mocno na kindersztubie kłamstwa, którą wyniósł ze swego środowiska i zdaje się wierzyć w siłę własnej prawniczej sofistyki, raz po raz wpadając w kłopotliwe zapętlenia. Gdy jest zdenerwowany i nie znajduje argumentów, jego wymowa zdradza chęć do przeciwstawienia się oponentom z "całom mocom i godnościom", by donośnym rechotem zagłuszyć już wszystko.
Jest też Eugeniusz Kłopotek, który lubi mówić o rzeczach błahych i jednocześnie skarży się na miałkość debaty. Wykazuje specyficzne poczucie humoru, polegające na wspieraniu swoich wypowiedzi salwami własnego śmiechu, które zawisają w próżni akustycznej ciszy.
Widzimy też trzech dawnych przyjaciół z rozsypanego ZChN-u, których drogi całkowicie się rozeszły, a kariery potoczyły się po sinusoidach o różnych fazach. Jest Stefan Niesiołowski, który każdym swoim wystąpieniem publicznym przypomina o słusznym sprzeciwie polityków PiS, gdy powierzano mu funkcję vice marszałka Sejmu RP. Jest Michał Kamiński, z temperamentem i gadulstwem wtłaczającym go w banalne, jałowe i niepoważne starcia, które najwyraźniej tłumią poczucie odpowiedzialności wynikające z pełnionej funkcji i szkodzą prestiżowi Urzędu Prezydenta. Jest też były marszałek Sejmu Marek Jurek, który wbrew publicznym deklaracjom po odejściu z PiS, założył własną partię i stara się swej dawnej partii szkodzić. "Elegancko" wykorzystuje wolne miejsce przy stole telewizji, która całym swoim jestestwem zwalcza te wartości, o które on sam pryncypialnie zabiega. Lokuje złudne nadzieje w sile praw socjotechniki, które mu podpowiadają, że im więcej go ludzi zobaczy, tym więcej na niego zagłosuje.

Usiedli więc jedni posłowie w studio, a inni parlamentarzyści - J.Kurski, T.Cymański i K.Putra wbili wzrok w ekran razem z licznymi telewidzami i pomyśleli: O czym oni dzisiaj będą rozmawiać? Dzieje się tyle ważnych spraw.
rozwija się dalej kryzys gospodarczo-finansowy,
trwa energetyczny konflikt gazowy,
świat w bezradnej bezsilności patrzy na Blisko-Wschodni gwałt,
w Polsce przestępca skarży ministra sprawiedliwości i wygrywa proces,
rodzina zmaltretowana przez przestępców i służby państwowe jest dalej bezkarnie maltretowana przez państwo,
władza sądownicza traci wiarygodność i staje się bezużyteczna,
prawnicy nie potrafią odczytać najważniejszych ustrojowych zapisów konstytucyjnych,
euroentuzjaści domagają się ratyfikacji nieporównanie bardziej złożonego traktatu lizbońskiego, z którego ci sami prawnicy mogą wydedukować wszystko,
nadludzie, stawiający się w miejscu Boga chcą rozpocząć seryjną, przemysłową produkcję ludzi (wszak słychać argumenty, że in vitro rozwiąże problemy demograficzne).
Ale "wybitny, bo nagrodzony dziennikarz", pełniący rolę gospodarza, podnosi batutę i zadaje temat - zaczyna się ożywiona debata na temat kogoś, kto postawił Polskę na nogi, choć nie wiadomo, jak mu się to udało i kim jest. Czy jest komiwojażerem z seks-szopu ? Czy terminatorem z rzeźni ? Czy może satyrykiem współczesnego kabaretu studenckiego?
Nie ! To nowobogacki destylator, który bawi się Polską i w komitywie z mediami, upokarza dumny blisko 40-milionowy Naród, który w bezsilności coraz bardziej zdaje się zapominać o swoim dziedzictwie i powinnościach. To nie Naród jest winny, to ci panowie w studio, którzy z entuzjazmem ścierają się na poważne argumenty w niepoważnej sprawie.
A gdy już Marek Jurek zaczyna intuicyjnie wyczuwać, że coś niedobrego się dzieje i chce przerwać spektakl, "wybitny, bo nagrodzony, dziennikarz" dolewa oliwy do gasnącego ognia i zaczyna recytować fragmenty bloga destylatora, w których znajduje nowe elementy mogące wzniecić dyskusję. Jednak się nie udało, więc przerywa program i serwuje wyjątkowo długą sekwencję reklam, by każdy z uczestników dobrze sobie uświadomił, w jakim celu został zaproszony do studia. Nie sądzę, by Rymanowski z Palikotem chcieli budzić Naród takimi wiadrami zimnej wody, ale mimo ich woli, tak to można odebrać. Trzeba dotknąć dna, by się od niego odbić.
Jakie wrażenia mieliby nasi medialni posłowie, gdyby rzeczywiście oglądali program "Kawa na ławę" w niedzielę 11 stycznia 2009 ? Czy westchnęliby - szkoda, że nas tam nie było? Czy ktoś z nich może odetchnąłby z ulgą - dobrze, że mnie tam nie było? A może ktoś z nich zauważyłby nawet, jak właściwym gestem byłoby wyjście ze studia w momencie, gdy gospodarz zaczął cytować blog destylatora.

Bo dość już tolerancji dla medialnego upokarzania Polaków, dość publicznego jęczenia o tym, co jest powszechnie widoczne. Teraz potrzebne są czyny i odpowiednie gesty - bojkot złych mediów, ostracyzm wobec Palikotów i Niesiołowskich, milczenie w wymagających milczenia sytuacjach i przywoływanie do porządku "wybitnych, bo nagrodzonych, dziennikarzy" - takiego obrotu spraw chcemy, bo dna już dotknęliśmy.
---------------------------------------------
Uwaga: Wszelkie komentarze dot. "Zapisków" prosimy zamieszczać na Forum portalu Ojczyzna.pl


Od redakcji:
Niniejszy tekst nie jest typowym zapiskiem Profesora, a Jego głosem w dyskusji nad nową rolą blogosfery w polskim życiu publicznym. Dyskusja odbywa się na stronie internetowej POLIS, gdzie można śledzić wszystkie wypowiedzi dyskutantów:
http://polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=18&Itemid=7

środa, 21 stycznia 2009

* powtórka * Kresów Polski - przyszłość EU -

Kosovo. Pogrom. March 2004. Part 1/2
************************************

--------------------------
http://pl.youtube.com/watch?v=LglMUg74eCA&feature=related

Taszkient. CZYŃ lub GIŃ

From: <kazik_xjarek@poczta.vel.pl>To: <fa-art@fa-art.pl>
Sent: Wednesday, October 29, 2008 5:04 PM
Subject: taszkient

*** Kosovo, EU ***
List otwarty z Uzbekistanu
OPOWIESC Z NIEBIANSKICH GOR

> Dostalem na tydzien misyjny niezla niespodzianke.
> Chociaz sam sie naprosilem by dzieci do mnie napisaly " listy
> misyjne "(od doroslych prozno czekac), to jednak nie bylem pewien ze
> to "wypali".
> Gdy sie jednak tak stalo jak marzylem - to mam obowiazek odpisania.
> Pisze jeden otwarty list do 5-ciu wspanialych, do Adriana, Anety, Asi,
> Kasi i Radka, bo wiem, ze nie wszystkie dzieci maja w domu komputery i nie
> kazde ma odwage pisac listy do nieznajomych, tym bardziej z zagranicy. A
> poza tym domyslam sie, ze ta piatka wspanialych nie wrzuci tego listu do
> kosza, a poniesie go do szkoly na lekcje religii albo, co jeszcze lepsze
> pokaze rodzicom, bo to ich tez moze dotyczyc.
> Powiem wam, ze kiedys w piatej klasie podstawowki nasza nauczycielka od
> rosyjskiego rozdala nam adresy do naszych rowiesnikow z Rosji.
> Niewielu z nas wytrwalo w prowadzeniu takiej korespondencji. Listy szly
> miesiacami i nasza wiedza o jezyku rosyjskim byla za slaba, zeby duzo i
> czesto pisac. Tym niemniej z czasow tamtej "zabawy" pozostala
> mi smykalka do ludzi ze Wschodu i zaciekawienie kim sa i jak im sie zyje,
> tym bardziej ze dochodzily mnie wtedy echa, ze Rosja zyje bez Pana Boga,
> ze zniszczyla koscioly i wymordowala kaplanow.
> Moze korespondowanie ze mna, przerodzi sie dla kogos z was w dorosla
> przygode misyjna, dokladnie tak jak to bylo ze mną.
>
> 1. Zrujnowane swiatynie
>
> O tym wszystkim, czyli o klesce kosciola na Wschodzie, mialem sie
> dowiedziec w szczegolach w Seminarium bialostockim a potem już jako kaplan,
> gdy odwiedzilem Rosje i Ukraine - zobaczyć to na wlasne oczy.
> Widzialem koscioly zburzone nie w czasie wojny a wlasnie gdy nastal pokoj,
> po Rewolucji Rosyjskiej. Widzialem i takie, ktore zamieniono na stajnie,
> szopy, garaze, stolarnie, spichrze, domy mieszkalne, sale gimnastyczne czy
> w najlepszym wypadku filharmonie.
> Dla czlowieka wierzacego z idealami, jakim bylem na poczatku mej drogi
> misyjnej, i mam nadzieje nadal jestem, to byla i jest tragedia.
> Macie moj adres w internecie i mozecie sobie co nieco poczytac, zreszta
> dzieci z Chodorowki juz to zrobily. Bóg Wam zaplać.
> Dzieciom z Czarnej Bialostockiej dziekuje podwojnie, ze sie odezwaly, bo
> jakis czas, 6 lat temu, dokladnie 23 pazdziernika 2003, podjalem na 7
> miesiecy prace w tym miasteczku i czesto wspominam jego wszystkie uliczki i
> zakatki. Pamiętam dobrze poczatek przebudowy kotlowni na Kosciol
> Milosiernego Jezusa; pamiętam wszystkie szkoly jakie sa w tym miescie. Pozdrawiam
> serdecznie katechetow i kaplanow, ktorzy tam obecnie pracuja.
>
> 2. Piekne miasto Taszkient
>
> Co do mojej obecnej placowki, to opowiem w kilku slowach, ze mieszkam
> obecnie w Uzbekistanie. Jest to kraj o podobnej wielkosci jak Polska, ma
> jednak zaledwie 27 milionow ludnosci, z czego wiekszosc wyznaje islam i do
> Chrystusa a takze do Chrzescijan odnosi sie z rezerwa. Stolica Uzbekistanu
> - Taszkient, ma 3 miliony ludnosci. Jest piekna, bo jest otoczona gorami.
> Gory nazywaja sie Tien Szan co po chinsku znaczy "niebianskie
> góry".
> Slowo Taszkient oznacza po turecku "Kamien", wiec mieszkam jak
> papiez w Watykanie "na opoce". Ma to sens tym bardziej, ze
> nasz kosciolek ma status Ambasady Watykanskiej i zatrudnieni tutaj ksieza
> sa urzednikami watykanskimi i maja status dyplomatow.
> To znacznie ulatwia prace w tym egzotycznym srodowisku.
> W zyciu codziennym wyraza sie to w ten sposob, ze na samochodzie biskupa i
> braci Franciszkanow zamiast bialych tablic widnieja zielone i miejscowa
> milicja nie osmiela sie ich zatrzymywac. Na kazdym parkingu znajdzie sie
> dla takiego samochodu eksponowane miejsce.
> Uzbekistan jest znany z wielkich zloz gazu ziemnego.
> Sa tez zloza uranu, wegiel brunatny i zloto.
> Slynie z wielkiego jeziora, ktore szybko wysycha i nazywane jest Morzem
> Aralskim.
> Odlegly o okolo 5000 km od Polski, ma roznice czasu 4 godzin. Znaczy to, ze
> slonce w Taszkiencie budzi sie o 4 godziny wczesniej niz w Polsce.
> Samochodem lub pociagiem jechac trzeba do Ojczyzny 4-5 dni a samolotem z
> przesiadkami plus minus 6 godzin.
> Gdy pisze do Was list jest juz wpol do jedenastej w nocy i pora by isc do
> lozka. Tymczasem w Polsce jest 20 po szostej i pewnie slonce jeszcze nie
> zaszlo a wy biegacie po ulicy.
>
> 3. Kiszłaki
>
> Najwieksza slawa tego kraju jest jednak bawelna, ktora zbieraja na polach
> wlasnie w tym czasie tlumy ludzi nie wylaczajac studentow i dzieci.
> Najblizszy miesiac ich nauka w szkole bedzie polegac wlasnie na zbieraniu
> bialych klebkow waty z krzakow wielkosci maliny czy porzeczki, ktore ciagna
> sie kilometrami w rowniutkich rzadkach. Kiedy juz zbierze sie bawelne,
> wpuszczane sa tam krowy i zjadaja pozostale na krzewach galazki i liscie.
> Wyglada to malowniczo.
> Budowle w kiszlakach (wioska -od slowa kiszi-czlowiek), sa glownie z gliny
> i otoczone sa wysokimi plotami jak twierdze. Te ogrodzenia tez powstaja z
> cegly, ktora jest prowizoryczna, bo niewypalona. Na zwienczeniu ogrodzenia
> czesto montuje sie daszek drewniany, zeby woda deszczowa nie splukala
> budowli.
> Druga niezwykla i charakterystyczna rzecz w Uzbekistanie to niezwykle
> krajobrazy.
> Na Zachodzie w Karakalpackim kraju, gdzie jeszcze nie bylem ale znam z
> opowiesci, sa tereny pustynne, ktore przylegaja do Aralskiego Morza. Na
> Wschodzie piekne góry wspomniane w tytule mojej opowiesci. Pewnego razu
> moj kolega Franciszkanin zawiozl mnie na jedna z tych gor, ktora ma
> wysokosc 3 km i mozna na nia wejsc pieszo lub na wyciagu. To duza atrakcja
> dla narciarzy. Gdysmy po polgodzinnym rejsie dotarli na wierzcholek,
> dowiedzialem sie, ze na gore mozna tez wjechac konno. Dwoje chlopcow
> dyzurowalo tam, by chetni turysci mogli sprobowac swych sil.
> Gdy ich zapytalem jak dawno jezdza konno, odpowiedzieli ze od trzeciego
> roku zycia. I rzeczywiscie, od tej pory coraz czesciej moglem zauwazyc
> podobna scene: maly chlopczyk bez siodla jadacy sobie po wiejskiej drodze.
>
> 4. Niezwykla katedra z piasku
>
> W tym ogromnym miescie, ktore wlasnie zasypia, jest metro, piekne szerokie
> autostrady okolo 100 meczetow, 4 prawoslawne cerkwie i zaledwie jeden, za
> to przesliczny kosciol zbudowany ze żwiru jaki sie znajdowal na miejscu.
> Gorka, ktora tu stala 100 lat temu zostala zuzyta do produkcji blokow
> budowlanych i teraz kosciol stoi w dolinie nad gorska rzeka, widoczny z
> trzech stron na tle wiezowcow.
> Obok kosciola wzniesionego w latach 1914-2000, rok temu Polonia wzniosla
> pomnik poswiecony Armii gen. Andersa, ktora tu długo stacjonowala.
W Taszkiencie zmarlo z wycienczenia okolo 600 polskich zolnierzy. Nikt do nich nie
> strzelal, jednak lato bywa tu tak skwarne (60 stopni w sloncu), ze dla
> wycienczonych zeslancow z Syberii taka pogoda byla zabojcza.
> Ja zglosilem sie do pracy w Taszkiencie 1 pazdziernika, kiedy byla juz
> jesien a temperatura nadal byla 25 stopni. Nie wiem jak przetrwam
> nadchodzace lato.
> Co do budowli kosciola, to ma ona niezwykla historie.
> Pierwsza kaplice obslugiwal jeszcze w 1883 roku przez trzy lata pewien
> kapelan wojskowy, bo Taszkient jak i caly Turkkiestan przeszedl po
> Powstaniu Styczniowym w rece Rosji. Car kierowal na antypody podpadnietych
> w Powstaniu zolnierzy - Polaków.
> Przyjazd kaplana byl dla nich wielka radoscia ale trwala ona zaledwie 3
> lata. Po jego odjezdzie kaplice zamknieto a dzwon podarowano Prawoslawnym.
> Kolejny kaplan, ktory dostal pozwolenie na pobyt byl profesor z
> Petersburga, slawny na caly swiat znawca jezyka hebrajskiego ks. Justyn
> Pranajtis. Zbudowal on w okolicy 5 kosciolow, w miastach oddalonych o
> tysiace km jak Aszchabad, Ałma-Ata (stolice Turkmenii i Kazachstanu),
> albo setki km jak Samarkanda Fergana, Termez.
> W samym Taszkiencie wciaz byly przeszkody i brak bylo bogatych i
> zyczliwych ludzi dla wsparcia idei budowy kosciola. Tacy sie znalezli
> dopiero w czasie pierwszej wojny swiatowej. Byli to paradoksalnie
> uciekinierzy z pograzonej wojna Polski i jency wojenni z armii
> austriackiej, katolicy pochodzenia polskiego, czeskiego i wegierskiego.
> Wlozyli oni swe serce i wszelkie mozliwe ofiary. Niestety smierc ks.
> Justyna w lutym 1917 roku a potem wybuch Rewolucji Sowieckiej sprawily, ze
> dach na gotowej budowli zbudowali dopiero w latach 90-tych bracia
> Franciszkanie pod kierunkiem charyzmatycznego ojca Krzysztofa Kukulki.
>
> 5. Serce Azji
>
> Tak wiec wracajac do Uzbekistanu...to kraj w samym sercu Azji, totez
> tutejsi mieszkancy maja cechy charakterystyczne dla calej Azji. Maja
> ciemna skore jak Arabowie czy Hindusi i troche podobna do nich urode,
> wiekszosc ma lekko skosnawe oczy ale rozmawiaja jezykiem, ktory nalezy do
> grupy tzw. Tiurkskich, czyli tureckich jezykow, ucze sie go z trudem. Na
> przyklad na dzien dobry Uzbecy pozdrawiaja sie podobnie jak w Izraelu
> slowami "SALOM" (szalom-pokoj), odpowiedziec nalezy
> "Assalam alejkum" (pokoj z toba)
>
> 6. Uzbeckie zwyczaje
>
> Kobiety ubieraja sie bardzo pstrokato w spodnie na ktore naciagaja cos
> podobnego do naszych szlafrokow. Wiele z nich uzywa muzulmanskich chust,
> ktore wprawdzie nie przeslaniaja twarzy ale ciasno zawiazane sa pod szyja
> na podobienstwo niektorych zakonnic klauzurowych np. Karmelitanek. W
> Turcji niedawno toczyl sie spor na najwyzszym szczeblu i trybunal
> konstytucyjny zabronil uzuwania takich chustek w szkole, aby zapobiec
> nadmiernej islamizacji spoleczenstwa.
> Mezczyzni lubia wysokie buty, w ktore wpuszczaja spodnie czy raczej
> szarawary. Na koszule i latem i zima naciagaja gruby plaszcz bez guzikow,
> ktory latem nie przepuszcza ciepla a zima chroni od przymrozkow. Na
> glowach nosza tzw tiubetiejki, troszke podobne do tej czapeczki, ktora
> nazywa sie biret i ksiadz ja czasami zaklada na cmentarzu. Mlodsi chlopcy
> uzywaja welnianych czapeczek, ktore sa bardzo podobne do czerwonego
> berecika, ktory uzywaja w Polsce biskupi.
> Wracajac do autostrad, to ciekawostka jest, ze na kazdym poboczu a
> niekiedy i pomiedzy pasmami autostrady sa mniejsze lub wieksze
> zabetonowane kanaly, ktore rozprowadzaja wode po calym miescie. Jest to
> czysciutka zrodlana woda z gor. Korków na drodze nie ma. Rzadko spotyka
> sie typowe dla Azji rowery, natomiat osiolki zaprzezone w malutkie wózki sa
> wszedobylskie i rozwoza wszelkiego rodzaju towar podobnie jak to widzialem
> w Pekinie.
>
> 7. Nasz kler i mala trzodka
>
> W Taszkiencie od 2003 roku zamieszkuje katolicki biskup, ktory nazywa sie
> Jerzy Maculewicz. Podobne nazwisko mial blogoslawiony Jurgis Matulaitis,
> ktory sto lat temu byl biskupem wilenskim i czesto odwiedzal Bialystok...
> Rodzice naszego biskupa mieszkali na Ślasku ale pochodzili ze Wschodu.
> Tato z Wilna a mama z syberyjskiego Krasnojarska. Sam biskup urodzil sie
> na Ukrainie i ma dzisiaj 55 lat. Jest Franciszkaninem. Ma do dyspozycji 9
> kaplanow z czego 8-miu to jego wspolbracia zakonni.
> Obsluguja oni 5 zarejestrowanych parafii i dwie tworzace sie.
> Najodleglejsza parafia Urgencz lezy po sasiedzku ze starozytnym miastem
> Chiwa.
> Ma 120 000 mieszkancow i okolo 20 parafian. Niedawno powstal tam maly
> kosciolek i jest on jedyna chrzescijanska swiatynia w miescie. Parafia
> jest oddalona o 1100 km od Taszkientu.
> W polowie drogi z Urgencza do Taszkientu leza jeszcze dwa znane z historii
> miasta Samarkanda i Buchara. Tam istnieja wspolnoty w ktorych liczba
> parafian siega 50-100 osob.
> Jest jeszcze we wschodnim Uzbekistanie wspolnota na przedmiesciach miasta
> Fergany zlozona glownie z bezdomnych lub zaniedbanych dzieci.
> Opieke nad nim objal o. Piotr Kawa i dwaj wspolbracia Franciszkanie.
> Jedna z tych dwu niezarejestrowanych, czyli powstajacych parafii ma
> wezwanie Milosierdzia Bozego i miesci sie w Angrenie (100 km na wschod od
> Taszkientu)/
> To ja mam zaszczyt obslugiwac ja od miesiaca. Druga w wojewodzkim miescie
> Navoi jest obslugiwana przez kaplanow z Buchary.
>
> 8. Trochę historii
>
> Samarkanda jest tak starozytna jak miasto Rzym. Ma 2700 lat.
> To miasto bylo bardzo dzielne. Dlugo opieralo sie atakom Aleksandra
> Macedonskiego. Tutaj wielki wodz znalazl sobie malzonke.
> W przeszlosci mieszkal tu chrzescijanski metropolita i wiekszosc
> Sogdyjczykow (tak nazywano niegdys tubylcow) byla chrzescijanami, ale po
> napasci Arabow a potem Mongolow sytuacja w kraju sie diametralnie zmienila
> i chrzescijanie prawie znikneli z powierzchni tej ziemi.
> Slawa Samarkandy wzrosla w czasach podroznika Marco Polo, kiedy to poprzez
> Morze Czarne i Kaspijskie "Jedwabnym Szlakiem" do Chin
> wedrowalo wielu kupcow i misjonarzy.
> Powrot chrzescijan na te tereny wiaze sie z podbojem Turkiestanu (dzisiejsze
> panstwa Azji Srodkowej: Turkmenistan, Tadzykistan, Kirgistan, Kazachstan i
> Uzbekistan) przez carska Rosje i naplywem polskiego zywiolu, a w latach
> stalinowskich - masy zeslancow niemieckich.
> Byly chwile, ze ilosc katolikow w Turkiestanie wladze carskie szacowaly na
> 40 000.
> Wedle realnych szacunkow obecnie AD 2008, katolikow uczeszczajacych w
> niedziele do kosciola jest zaledwie 600.
>
> 9. Mieszkańcy cmentarza
>
> Sa tu rowniez siostry Matki Teresy z Kalkuty, o ktorych napewno wiele
> slyszeliscie. Dwie siostry przybyly z Polski, dwie z Indii, jedna z Wloch
> i dwie z Afryki. W ich klasztorze obowiazuje jezyk angielski i gdy
> przyjezdzamy do siostr odprawiac to musimy sie modlic w tym jezyku.
> Niektore z siostr juz troszeczke znaja jezyk uzbecki, inne komunikuja sie
> po rosyjsku a najwazniejszy jest jezyk milosci, to znaczy dobre uczynki,
> ktore te siostry sprawuja zwlaszcza na cmentarzu. Niedaleko ich klasztoru
> jest prawoslawny cmentarz, na ktorym osiedlili sie bezdomni.
> Jest im tam wygodnie zyc, bo prawoslawni ludzie na swoje mogily zawsze
> przynosza slodycze. To sie staje pokarmem dla podopiecznych naszych
> siostr.
> Ludzie ci moga w domu siostr nie tylko smacznie pojesc ale tez moga sobie
> wyprac cuchnaca odziez.
>
> 10. Moja parafia
>
> Co do mojej parafii.
> Jest ona nietypowa. W miasteczku Angren mieszkalo 20 lat temu wielu
> europejczykow. Byli to zwlaszcza zeslancy polskiego i niemieckiego
> pochodzenia. Ostatnio wielu z nich powrocilo do ojczyzny albo wynioslo sie
> do Rosji. Nie sposob ukryc, ze sprzyjaly temu zatargi na tle rasowym i
> religijnym. Historia parafii w Angrenie jest nietypowa.
> Do tego miasteczka z pobliskiej Fergany pod koniec lat 80-tych zaczal
> dojezdzac legendarny ks. Pralat Jozef Swidnicki, ktory w 1984-m roku
> trafil w Nowosybirsku do wiezienia za kazanie o MB Fatimskiej jakie
> wyglosil w miejscowej kapliczce.
> Dostal wyrok 4 lata za antypanstwowa, wywrotowa dzialalnosc, bo tak wladze
> sowieckie nazywaly misje. Po dwu latach zdaje sie skrocono mu wyrok i z
> Syberii wyjechal on do Uzbekistanu. Mial wielu parafian w Ferganie w
> Angrenie i w Taszkiencie. Z trudem nadazal odwiedzac wszystkie zakatki
> kraju gdzie tylko znajdowal europejczykow. Z chwila jednak gdy przeniosl
> sie z powrotem na Syberie w 1992 roku parafie zaczely sie wyludniac i
> trudno bylo ten proces zatrzymac. Do Uzbekistanu przyjechali bracia
> Franciszkanie, ktorzy zaprzyjaznili sie z pewnym pastorem polskiego
> pochodzenia.
> Mial na imie Wlodzimierz Wytrwal. Podobnie jak wielu i on z rodzina
> opuscil Uzbekistan i mieszka sobie w Ojczysnie swych przodkow. Zanim
> jednak wyjechal wypelnil opatrznosciowa misje.
> Zaprosil naszych Franciszkanow, by przeprowadzili akcje informacyjna o
> kosciele katolickim w jego parafii. Nieczesto sie zdarza, by pragnienie
> powrotu do kosciola katolickiego ustami parafian wyrazal sam pastor
> protestancki. Tym razem tak sie stalo.
> Wspolpraca Wlodzimierza z franciszkanami trwala 2 lata.
> Skutek jest taki, ze wiekszosc moich obecnych parafian byli w przeszlosci
> baptystami.
> Czesc dawnych parafian odeszla do innych wspolnot protestanckich. Inni
> wyjechali za granice.
> Pozostali a jest ich 7 osob to glownie ludzie schorowani i starzy. Moja
> misja chwilami wyglada jak praca siostr na cmentarzu.
>
> 11. Moje rozterki
>
> Nie wiem czy sobie poradze. W Rosji i na Ukrainie gdzie dotad pracowalem
> do panstwowej rejestracji wspolnoty potrzebna byla minimalna ilosc 10-ciu
> czlonkow-zalozycieli. W Uzbekistanie trzeba nazbierac stu parafian, by
> wspolnota otrzymala legalny status.
> Jak z tego widac, jestem na razie nielegalnym duszpasterzem i nie mam
> prawa zamieszkiwania w swej parafii. Dojezdzam wiec dorywczo z odleglego
> Taszkientu co dodatkowo utrudnia sprawe.
> Miasto jest piekne ma 120 tys mieszkancow. Lezy u podnuza gory nazywanej
> Babaj Gora 3555 m, nawet latem ma czapke ze sniegu. Niektore dzielnice
> wiezowcow wygladaja jak miasto widmo, bo z chwila wyjazdu europejczykow
> nie bylo chetnych by te domy zasiedlic i dbac o nie.
> Kazde miasteczko uzbeckie wita przyjezdnych pieknym haslem HUSZ KELIBSIZ
> (Witamy Serdecznie).
> Ja jednak od miesiaca nie przestaje zyc z odczuciami "niechcianego
> goscia", czyli takimi jakie mialem pod koniec pobytu w Rosji.
>
> Slowa pożegnania
>
> Przepraszam was za to ze nazwalem dzieciakami, bo dla mnie nimi jestescie.
> Prosze tez o wyrozumialosc dla mnie, ze tak duzo Wam napisalem i ze
> niektore slowa moga byc dla was trudne. Mysle, ze Wasi Katecheci pomoga
> wam swoimi komentarzami.
> Prosze was o serdeczna modlitwe.
> Wiem ze modlitwa dzieci duzo wiecej moze niz kogokolwiek z doroslych i
> dlatego prosze o przekazanie mego listu wszystkim swoim przyjaciolom i
> znajomym, zwlaszcza na Bialostoczczyznie skad sie bierze moj kaplanski
> rodowod.
> Jako rodacy macie prawo i szlachetny obowiazek trzymania za mnie kciukow.
> Pozdrawiam raz jeszcze i czekam na krociutkie listy z Ojczyzny.
>
Ks. Jaroslaw Wisniewski, 27-my pazdziernika 2008
Taszkient , Uzbekistan
http://www.orient.to.pl/

- Módlcie się za Nimi -

PIES konkursowy




Svodka Vierchovnoj Kamandy/Wiadomości z Frontu.


- przegrupowanie Div. im Leninskogo Internecjonała




Panimajetie / Do You Know?


czwartek, 15 stycznia 2009

sovjetjUDepolitiken




Żądło 1989


Dwudziesta rocznica Porozumień Okrągłego Stołu (OS) wywołuje spory i kontrowersje, których rozpiętość waha się pomiędzy uznaniem OS za „najważniejsze wydarzenie w tysiącletniej historii Polski” – przedmiotu dumy i zadowolenia Polaków, którym przyszło żyć w tak cudownych czasach – do określenia tych Porozumień mianem „nowej Targowicy”, co dla wielu polskich patriotów na zawsze pozostanie symbolem hańby i zdrady narodowej. Warto w tym miejscu przypomnieć, że i Konfederacja Targowicka, ani nie była, ani nie została osądzona jednoznacznie, o czym świadczy nie tylko fakt przystąpienia do niej samego Króla, ale chociażby tak szanowanej postaci polskiego Panteonu Narodowego, jak ks. Hugona Kołłątaja. Dzisiaj jednak o Targowicy wiemy prawie wszystko, natomiast OS otwiera przed nami cały gąszcz zagadek, na które wciąż nie znajdujemy odpowiedzi.




Pomimo upływu 20 lat nadal pozostaje tajemnicą, w jaki sposób dobierano uczestników historycznych rozmów Okrągłego Stołu, od których jakoby liczyć należy przywrócenie Polakom niepodległości i suwerenności? Pytanie to, naturalnie, dotyczy głównie tzw. strony „opozycyjnej”, bo jak tam „strona rządowa” kompletowała swoich delegatów, takiego zaciekawienia nie budzi. Ciekawe jest jednak kto i jak kompletował „przedstawicieli opozycji”, bo, jak się okazuje, dobór ten rozstrzygnąć miał o tym, jak płynąć będzie nawa państwowa przez co najmniej kolejne dwa dziesięciolecia!





Leży przede mną książka, spisywana na gorąco, w przerwach między burzliwymi obradami: „Okrągły stół – kto jest kim: Solidarność – opozycja”, wydana przez Wydawnictwo MYŚL w roku 1989. Książka zawiera biogramy 228 uczestników debat, ułożone alfabetycznie od Jacka Ambroziaka (już za chwilę posła i szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów) po Andrzeja Zolla (niebawem wiceprezesa Państwowej Komisji Wyborczej, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich). Biogramy te zawierają imponującą prezentację ich dorobku obywatelskiego i nie pozostawiają wątpliwości, że wszyscy tam wymienieni to bohaterowie podziemnych i społecznikowskich zmagań z komuną , a zatem, z tego punktu widzenia, słusznie zostali wybrani na reprezentantów społeczeństwa. To prawda, ale prawdą jest także i to, że poza Okrągłym Stołem pozostały jeszcze liczniejsze grupy ludzi wcale nie mniej zasłużonych i patriotycznych, których jednak do „stołu” nie zaproszono? Kto i jak o tym decydował? Czasem, słuchając wypowiedzi, niektórych przynajmniej uczestników OS, można by odnieść wrażenie, że żadnej selekcji nie było, a każdy Polak-patriota, który tylko się zgłosił, dostawał od razu przepustkę na obrady! Coś na kształt „gorączki złota”: kto poszedł i znalazł, to jego, a kto nie znalazł, ten frajer i tylko do samego siebie i ślepego losu może mieć pretensje.






Moje pytanie jest o tyle zasadne, że społeczeństwo polskie – w odróżnieniu np. od Ukraińców, Czechów czy Rumunów – nie było społeczeństwem „bezgłowym”, lecz posiadało swoją własną elitę polityczną i obywatelską, która nie tylko rodziła się spontanicznie, - jak w przypadku poszukiwaczy złota - ale została wybrana i to w wyborach powszechnie wówczas uznanych za demokratyczne i odpowiadające woli szerokich rzesz obywatelskich! Mam tu na myśli, oczywiście, I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność, który dokonał wyboru Komisji Krajowej Związku, jej Prezydium i Głównej Komisji Rewizyjnej. 107 członków liczyła KK, w tym 18 członków Prezydium, plus 21 członków Głównej Komisji Rewizyjnej. Razem 128 wybranych członków najwyższych władz „Solidarności”. Wszyscy ci ludzie uzyskali najpierw mandat zaufania w wyborach delegatów na Zjazd Krajowy, a więc nie na jakichś ulicznych wiecach czy zebranych ad hoc przypadkowych gremiach, lecz wśród załóg swoich zakładów pracy, a potem wyboru dokonał ponad tysiącosobowy Zjazd. . Patrząc naiwnie, wydawałoby się, że Lech Wałęsa nie powinien mieć żadnego problemu z doborem towarzyszy do stołu negocjacyjnego: wystarczyłoby, gdyby zwołał członków KK i razem z nimi ustalił, jak ma wyglądać delegacja „Solidarności? Nie wierzę, żeby w tamtych czasach, były jakieś kłopoty ze zwołaniem KK, chociażby do Częstochowy, a generał Kiszczak z pewnością nie byłby w stanie w tym przeszkodzić! (Po cóż, zresztą, miałby przeszkadzać, skoro był prawdziwym gołąbkiem pokoju, dążącym do zgody i porozumienia narodowego?)






Z jakiegoś powodu do tego nie doszło. Na ścianach więziennych cel pisaliśmy w stanie wojennym: Związek jest, Statut ma i nie ma o czym dyskutować. Podpisane: Lech Wałęsa. Hasło to wyznaczało kierunek naszej walki i mobilizowało do oporu. Lech Wałęsa jednak nigdy nie zgodził się na spotkanie z Komisją Krajową, przeciwnie, sam dezawuował mandaty związkowe, oświadczając publicznie: „Nikt nie ma mandatu, jedna trzecia zdradziła, jedna trzecia wyjechała – ja sam nie mam mandatu”! Ta generalizacja nie była usprawiedliwiona: wypadki stanu wojennego i historia podziemnego oporu wykazały, ze większość związkowych przywódców zachowała się przyzwoicie i nie zawiodła zaufania. Ale gdyby nawet przyjąć za trafną ocenę Wałęsy, to jedna trzecia z 128 to 43, a tymczasem w Pałacu Namiestnikowskim znalazło się zaledwie 11: czterech członków Prezydium KK (Lech Wałęsa, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk i Jacek Merkel); sześciu dalszych członków KK (Janusz Onyszkiewicz, Henryk Wujec, Bogdan Lis, Antoni Tokarczuk, Stefan Jurczak i Adam Stawikowski) oraz jeden członek GKR – doc. Adam Strzembosz.. Jakby nie liczyć do rozmów przy OS nie zaproszono nawet jednego na dziesięciu z członków władz krajowych, innymi słowy: od udziału w OS odsunięto ponad 90% wybranych przywódców związkowych! Byłe to więc, w istocie, czystka , w ścisłym znaczeniu tego słowa! Ta czystka została zaraz potwierdzona w procesie rejestracyjnym nowego Związku Solidarność, jaki się odbył zaraz po zakończeniu obrad, a potem w kontraktowych wyborach do Sejmu roku 1989.







Ludzie, którzy poświęcili swój czas i wysiłek, aby uczestniczyć w obradach OS zostali za swój trud sowicie wynagrodzeni. Ponad stu (102) z zasiadających przy OS. po stronie „opozycyjnej” zostało wkrótce posłami, senatorami, ministrami, ambasadorami, sekretarzami i podsekretarzami stanu, wojewodami, a dwóch zawędrowało nawet na fotel Prezydenta Państwa. Ponad trzydziestu z tej grupy osób miało w przyszłości łączyć po kilka takich stanowisk jednocześnie, pomijając już najróżniejsze dodatkowe beneficja. Taki np. Artur Balazs, nie tylko miał przyjemność być posłem przez cztery kadencje, senatorem i ministrem w trzech rządach, to jeszcze stał się znanym na Pomorzu posiadaczem ziemskim. Skromna ekonomistka z GUS nie tylko została posłem kolejnych kadencji, ale i podsekretarzem stanu w kolejnych rządach i w różnych ministerstwach, prezesując, dodatkowo, radom banków, fundacji, etc. etc.





Kolejnych 67 uczestników OS objęło najróżniejsze prestiżowe i intratne posady, takie, przykładowo, jak sędziów Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Stanu, prezesów i członków potężnych rad nadzorczych, banków, spółek giełdowych, prezesów radia i telewizji itp. Mam tu na myśli kariery takie, jak np. p. Jacka Woźniakowskiego, który z wydawcy „Znaku” przeszedł na fotel prezydenta Krakowa, Edmunda. Tołwińskiego, który z adiunkta Uniwersytetu Gdańskiego zamienił się w prezesa Banku Gdańskiego, Andrzeja Topińskiego, skromnego adiunkta w PAN, awansowanego na wiceprezesa NBP, prezesa PKO BP i prezesa Związku Banków Polskich, czy chociażby Jana Dworaka, skromnego polonistę, pisującego do niszowych pism, a późniejszego Prezesa TVP. Albo jeszcze skromniejszą anglistkę, Helenę Łuczywo, która wkrótce stała się jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych kobiet w Polsce!






Jak więc widzimy, co najmniej 75% zasiadających przy OS „opozycjonistów” weszło w skład najściślejszej elity politycznej odrodzonego Państwa Polskiego, co oznacza, że OS okazał się być niezwykle skuteczną kuźnią kadr politycznych. Usprawiedliwia to moje pytanie:
kim byli selekcjonerzy tych kadr i jakie metody wykrywania talentów politycznych zostały zastosowane?



Obrady OS ciągnęły się przez dwa miesiące, a prawie 500 uczestników wyprodukowało w tym czasie tony papieru, tysiące oświadczeń i deklaracji, raportów i projektów. Makulatura ta, praktycznie w całości, okazała się bezwartościowa.. Tylko trzy kwestie o zasadniczym znaczeniu zostały tam rozstrzygnięte: (1) kto ma być pierwszym prezydentem RP; (2) jak ma wyglądać „demokratycznie wybrany” Sejm i (3) jak ma wyglądać odnowiona „Solidarność”. Nie całe 10% członków władz krajowych Związku dopuszczonych do uczestnictwa w obradach OS, stanowiło prefigurację nowej „Solidarności”. Zarejestrowany w kwietniu 1989 nowy Związek był już tylko bladym cieniem swego poprzednika. Sam Lech Wałęsa chwalił się w wywiadzie udzielonym włoskiemu dziennikowi „Il Messaggero”: „To ja podzieliłem Solidarność! I zawsze będę tworzył podziały, bo silny Związek byłby przeszkodą na drodze reform”.






Przez 20 lat przeszliśmy długą drogę wałęsowskich reform. Bez wątpienia Polska dzisiaj wygląda inaczej niż 20 lat temu. Ulice naszych miast zatłoczone są autami, co drugi gmach to bank, a tak bardzo ongiś poszukiwany dolar amerykański nie wystarcza dzisiaj na filiżankę kawy. Upadły „Stocznia Gdańska”, „Pafawag”, „Ursus”, „Huta Lenina” – zakłady, z których wyszli Wałęsa, Frasyniuk, Bujak , Gil - główni solidarnościowi negocjatorzy w Magdalence. Ich byli pracownicy, zamiast do Warszawy, jeżdżą dziś do Brukseli, aby tam protestować i domagać się prawa do pracy i godziwego zarobku.






Czy dzięki tym reformom staliśmy się społeczeństwem bardziej obywatelskim, krajem, w którym obywatel jest traktowany jak podmiot, na którego usługach stoją media publiczne, a jego niezbywalnych prawa chroni państwo, sądy i prokuratury? Czy mamy dzisiaj więcej do powiedzenia w swoim państwie niż w państwie Gierka, Rakowskiego Gomułki?






Coraz więcej Polaków dochodzi do przekonania, że przy OS komuniści wykonali NUMER , jaki okazał się być żądłem, bardziej perfidnym i dokuczliwym niż to, jakie podziwialiśmy w filmie George’a Hilla, choć może tak bardzo nas nie śmieszy. Ukąszenie Okrągłego Stołu, zamiast nas pobudzić i zaktywizować,
sparaliżowało naszą wolę budowy społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, oddało nasz państwo w ręce pieczeniarzy i kompradorów.





Jak z tego wyjść? Jak sprawić, żeby decyzje o Polsce podejmowali ci, o których Konstytucja pisze, że są suwerenami, a nie zapadały gdzieś, nie wiadomo gdzie?






W sobotę, 17 stycznia, na konferencji „Polska pierwszej prędkości” w Krakowie ma mieć główny referat wybitny stolarz, były poseł wielu kadencji, były szef URM, Jan Maria Rokita. Tytuł jego referatu: „Jakiej ordynacji wyborczej Polacy potrzebują?” Domyślamy się, że będzie mówił o potrzebie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. To bardzo dobrze i bardzo pięknie. Szkoda tylko, że ten temat nie pojawił się dwadzieścia lat temu , że straciliśmy tyle czasu. Miejmy nadzieję, że jeszcze uda się to odrobić.

--------------------
http://jerzyprzystawa.salon24.pl/380553.html

*********************
PS.
I nie łudźmy się już dłużej.
Polacy -nieokrąglostolovi- są "desantem zrzuconym na tyłach wroga". Są pozostawieni swemu losowi. Odsiecz - nie nadejdzie

- nissan

poniedziałek, 12 stycznia 2009

day after

Róbta co chceta...
Nie liczta się z innymi, hałasujta
Urządzajta love parady techno
Pijta, palta, ćpajta
Plujta, wymiotujta, startujta w wyborach
Obiecujta złote góry i gruszki na wierzbie
Oszukujta, korumpujta, bierzta łapówki

Bądźta pewni siebie, oklaskujta
Kupujta co chceta i kogo chceta
Nadążajta za modą, bądźta biznesłumen
Lubta hity i bestsellery, ścigajta się
Pozujta, udawajta, wywyższajta się
Wymądrzajta się, przechwalajta, szarżujta
Poniżajta, bijta, wymuszajta
Kopta leżącego, znęcajta się
Kłóćta się, ubliżajta, wyśmiewajta
Idźta po trupach, awansujta
Zarabiajta, zarabiajta, zarabiajta
Piszta po murach, śmiećta, niszczta przyrodę
Zalewajka sąsiadów, wyrzucajta przez okno
Podglądajta, plotkujta, obgadujta
Mówta co chceta, bluźnijta, kłamta
Wróżta, czarujta, wierzta w horoskopy
Mówta bzdury, bełkoczta, przeklinajta
Nie słuchajta i nie szanujta innych
Nie dotrzymujta słowa, nie ustępujta
Nie myjta się, zakładajta seksszopy
Oglądajta pornosy i książeczki czekowe
Nie czytajta książek, nie uczta się
Wyrzucajta z pracy, redukujta, transformujta
Nie spłacajta długów, prywatyzujta
Umarzjta z powodu znikomej szkodliwości albo przedawnienia
Pouczajta, strofujta, europeizujta
Piszta głupoty, ceńta się, dawajta zły przykład
Podkładajta śmiech pod filmy, nadawajta reklamy
Oglądajta telewizję, czytajta gazetki, nie myślta
Głupiejta, głupiejta, głupiejta
Miejta bogów cudzych, bierzta imię nadaremno
Nie święćta, nie czcijta
Zabijajta, cudzołóżta, kradnijta
Mówta fałszywe świadectwo
Pożądajta żony i każdej rzeczy

Wychowujta dzieci na swój obraz i podobieństwo.

Amen.
****
http://www.polonica.net/Jerzy_Owsiak.htm

Amen.****http://www.polonica.net/Jerzy_Owsiak.htm

LORD. Mr Chris Barber's music -

GOD, SAVE ....

****
http://www.youtube.com/watch?v=rr3loTfRyJs&feature=related

***
http://www.youtube.com/watch?v=pi5ernAfNJk&NR=1
***

piątek, 2 stycznia 2009

..do You really remember, Lemming

-
Donald „Kononowicz" Tusk
To co wynika z wywiadu Witolda Waszczykowskiego dla Newsweeka jest „porażające" - premierem jest człowiek, który nie ma pojęcia o polityce zagranicznej i nie interesuje go nic poza słupkami poparcia w sondażach. W zasadzie potwierdza to tylko dotychczasowe obserwacje - 3 kwartały rządu Tuska i zero osiągnięć w jakiejkolwiek dziedzinie - tanie państwo, służba zdrowia, reforma finansów itd. W polityce zagranicznej - z Niemcami null, z Rosją - bliska kompromitacja (jeżeli Tusk zechce się znowu pouśmiechać do Putina i pleść androny o uwalnianiu energii Polaków z wojną w Gruzji w tle). Po co nam taki premier? Wystarczy OBOP i SMG/KRC albo GFK Polonia, będzie taniej i sprawniej.
Radosław „Bucefał" Sikorski
W zasadzie jest po Radku. Takie przekonanie mam od momentu ujawnienia „przesłuchania" Sikorskiego. Wcześniej doszło do ujawnienia agentów polskiego wywiadu i źródeł informacji wywiadowczych w Wielkiej Brytanii (ujawnienie akcji „Szpak"), ujawnienia tajemnicy państwowej dziennikarzom (doniesienie w tej sprawie złożył Antoni Macierewicz). Sikorski miał też częste kontakty z rezydentem brytyjskiego wywiadu w latach dziewięćdziesiątych.
Z wywiadu z Waszczykowskim wynika, że pytania o Rona Asmusa nie były bezzasadne, a opinia o wybujałym ego Sikorskiego jak najbardziej prawdziwa. Cóż Bush może Sikorskiemu czyścić buty, a Condoleezza Rice prasować koszule. Dlatego uważam, że nawet jeżeli PO wygrałaby następne wybory to Sikorski miejsca w rządzie już nie znajdzie. Nie znajdzie go też na żadnym eksponowanym stanowisku (co najwyżej ambasada w Mongolii). Jeżeli będzie chciał pozostać w polityce to jego los będzie przypominał los Konstantego Miodowicza - zamrażarka, głęboko schowany i niewidoczny. Ponieważ Sikorski zapewne nie zgodzi się na taką rolę więc jedyne co mu pozostanie to pisanie analiz dla zachodniej prasy, lub innych ośrodków i bycie mężem swojej żony.
And the winner is McCain
Czasy idą niepewne, powoli staje się oczywiste, że Paris Hilton polityki, amerykański Donald Tusk, czyli Barak Obama traci szanse na Biały Dom i jeżeli nie stanie się nic spektakularnego wybory prezydenckie wygra McCain. Wymarzona ambasada w Waszyngtonie dla pogromcy Busha i Rice tym bardziej nie wchodzi w grę.
Dorwać Kaczora
Tym razem PijaRowcom PO z Tuskiem na czele przy użyciu TVN nie udało się z Kaczyńskiego zrobić głupka a z podróży do Gruzji idiotycznej eskapady frustrata. Nie udało się, ponieważ należałoby jednocześnie wyśmiać przywódców 4 innych państw, a na to Tuskowi i TVNowi zabrakło odwagi. Ograniczyli się więc do wychwalania Tuska, uszczypliwości pod adresem Kaczyńskiego i odpowiedniego relacjonowania całej sytuacji.
Witold Waszczykowski - natychmiast rozstrzelać
Czy Waszczykowski ujawnił tajemnicę państwową? Moim zdaniem ujawnił i powinien za to zostać rozstrzelany. To, że premierem Polski jest nowy „Kononowicz", a ministrem spraw zagranicznych nowy „Bucefał" któremu Bush może buty czyścić, a Condie prasować koszule jest najściślej skrywaną tajemnicą państwową. Zdrada tak wielkiej tajemnicy powinna być karana natychmiastowym rozstrzelaniem. Na deser - „negocjacje" w sprawie tarczy wkraczają podobno w decydującą fazę, a minister spraw zagranicznych, główny rozgrywający po dymisji Witolda Waszczykowskiego wyjeżdża z prezydentem Kaczyńskim.To tylko krótki tekst, na analizy przyjdzie jeszcze czas.
-------------------------
http://bernardo.salon24.pl/88353,index.html

PS.
*****
rząd pokpił sprawę i to jest grozne
przycinek.usa 25.10.08,

*** Zgodnie z cytatem z artykulu:
"Prezes dużego banku, prosząc o
anonimowość, mówi: - Władze chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji.
Podczas spotkań z nami pytają tylko: Czy wy sobie nie ufacie, że nie chcecie
pożyczać?"
WLADZA NIE WIE CO SIE DZIEJE!!!!!!! WLADZE URWALY SIE Z CHOINKI!
A ja tylko od siebie dodam, ze jest mnostwo negatywnych stron gwarancji
Interbanku a jedna z nich jest wypychanie inwestorow z obligacji panstwowych.
KAZDA MANIPULACJA MA SWOJE NEGATYWY. Jezeli rzad zagwarantuje interbank, a banki
zagraniczne dalej beda doic swoje spolki - to skonczy sie to drenazem podatnika
bo wzrosna stopy na rynku dlugu. Trzeba nad tym siasc i pomyslec. ZANIM
cokolwiek zrobicie, to najpierw pomyslcie o konsekwencjach. Gwarancje interbanku
+ depozytow = spadek oplacalnosci obligacji i wzrost olacalnosci lokat. Wtedy
firmy i ludzie sprzedadza obligacje i wsadza pieniadze do bankow na procent O/N
albo na lokaty. Wtedy panstwo polskie bedzie miec duzo wiecej platnosci
odsetkowych i mozliwa w perspektywie czasu obnizke ratingu = dalszy spadek
zlotego! Tymczasem nadal nie ma zadnej reakcji wladz na te wyplywy kapitalowe z
bankow! Jestescie o lata swietlne za kryzysem. Macie oglupione wladze, nie
rozumiejace sytuacji i Tuska z Rokitami, ktorzych chca Euro i niczego nie
rozumieja. To jest naprawde grozne.
***
***
Re: poliszynel na jaw - interbank lezy, umowy leza
zbooycerz 31.10.08,
juz zeby nie zaczynac nowego watku informacja z pierwszej reki: odrzucane sa juz przygotowane umowy kredytowe tradycyjnie finansowane na miedzybanku, baza depozytowa nie wystarcza nie podejmowane sa wogole nowe rozmowy z uwagi na niepewna przyszlosc sfinansowania wynegocjowanych umow, niezaleznie od standingu klienta (mowa o kredytach korporacyjnych!) jednym z ostatnich źrodel finansowania moga byc np zapadajace kredyty i srodki ze splat nastepuje rozpad wiezi miedzybankowych i banki staja sie normalnie autarkiczne - za pol roku to sie objawi w jakis niespotykany dotad sposob bo zanim machina kredytowa z powrotem ruszy nawet jak zagwarantuja interbank to hoho to tak od kuchni (nie mam linka na to ) a jak jeszcze dolozymy te informacje o upadku instytucji miedzynarodowej akredytywy jako pochodna upadku lokalnego interbanku to wracamy do sredniowiecza normalnie porownalbym to do wybuchu supernowej - skurcz do srodka, ustaniecie procesow i wybuch - w naszym przypadku konkretna inflacja jakie przewidujecie dalsze konsekwencje?
------------------------------------
*****
Rostowski sprawia wrażenie nie douczonego ekonomisty jakby ogłuszonego swoją marną wiedzą ekonomiczną.
Brak jest szybkich środków formalno-prawnych n,p, tworzących równoległą do GPW giełdę czy pod-giełdę długu korporacyjnego(w F każda z czołowki notowanych na CAC 40 firm ma w ten sposób średnio po ok,30 mld USD długu korporacyjnego) gdzie wysysano by marnowaną w USA forsę z treasury bills Us pod pożyczki korporacyjne dla polskich koncernów,
ponadto sztab antykryzysowy w odróżnieniu od F nie działa u kretyna Tuska i dolewającego oliwy do ognia Kaczyńskiego wetującego ścieżkę do EURO 24"24h. jak to jest w F u Krystyny Lagarde.
Efektem tego jest skumulowanie przy długu zewnętrznym PL wynoszącym na rok 2009 - 198 miliardów USD,krotkoterminowych płatności kapitałowych na sumę 96 miliardów USD przy ujemnym saldzie obrotów towarowych 20 miliardów USD, zadłużeniu zagr,hipotecznym 27 mld USD,dodatnim saldzie transferów od roboli IRL,GB 10 mld rocznie; napływie kapitału długookresowego 10 mld USD .
Powstaje widoczne manko platności krótkoterminowych w wysokości w najbardziej opty- wariancie około 14 miliardów USD. Biorąc nawet pod uwage rezerwy walutowe approx.na 2008 w granicach 90 miliardów USD w środku roku 2009..
Czyżby trwoga to do Boga po lewar do przepychania pols..g..ówna , jak w zapchanej ubikacji w wysokości przynajmniej 15 mld USD z MFW? (patrz na ten temat zlowrogi art, w najnowszej "GAZECIE FINANSOWEJ" z 31.10,2008)
Re: ha, tajemnica poliszynela wyszla na jaw
el_matador9 01.11.08,