o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

czwartek, 31 grudnia 2009

II Rzplita - fantasmagoria -

( )Moja fantazja o Polsce dojrzałej jest fantazją zbudowaną na rachunku zysków i strat.
Wygląda ten rachunek następująco: Polska dla swych władców stanowiła wartość tak małą, tak znikomą, że można było postawić ją na szali, w imię fantazmatów, będących w istocie nieuprawnioną ekstrapolacją cnót osobistych na wartości polityczne – bo czymże innym jest honor, w imię którego Józef Beck i marszałek Rydz przegrali Polskę – jakby była folwarkiem, który można przegrać w pokera dla elegancji odważnego blefu. I bez wątpienia, w drugiej wojnie światowej Polska przegrała wszystko, co było do przegrania. Trudno sobie nawet wyobrazić jaka klęska mogłaby być większa od tej, jaka była: od straty trzeciego i czwartego w ważności (po Warszawie i Krakowie) ośrodka polskiej kultury, czyli Wilna i Lwowa, po straty gospodarcze, ludzkie, po pięćdziesięcioletnią prawie, moralnie rozkładającą wasalną zależność od Związku Radzieckiego.

Spróbowałem więc wyfantazjować sobie niemożliwą zapewne Polskę, która po raz pierwszy od trzystu lat zrywa z tradycją polityki nawet nie tyle nieracjonalnej, co raczej irracjonalnej i -
II Rzplita zaczyna zachowywać się jak dojrzały europejski kraj/państwo.

A to znaczy: mając dwóch potężnych i potencjalnie wrogich sąsiadów, musi zawrzeć sojusz z jednym z nich. Sojusz ze Związkiem Radzieckim był nie możliwy, ponieważ Związek Radziecki nie był zainteresowany sojuszami z krajami o potencjale kilkakrotnie mniejszym niż radziecki.

Stąd wynika, iż należało zawrzeć sojusz z Niemcami. Innej bowiem możliwości, jak dowiodła historia, nie było. Jak pisał Cat-Mackiewicz, irracjonalna polityka „równego dystanstu wobec Moskwy i Berlina” w sposób idealny została zrealizowana 17 września 1939 roku.

A czy sojusz z Niemcami byłby niemoralny? W zasadzie w ogóle mnie to nie interesuje. Salus rei publicae suprema lex. Zwłaszcza, że w historii faktycznej od czasu układu Sikorski – Majski Polska była związana sojuszem ze Związkiem Radzieckim, który, jeśli już znowu musimy wymachiwać niewinnymi trupami, ma ich na koncie o wiele więcej niż III Rzesza. I nie mam tu na myśli tylko Berlinga i Wandy Wasilewskiej. W sojusz ze Stalinem wdał się również Sikorski. Układ Sikorski – Majski został wypowiedziany – ale wyłącznie przez stronę sowiecką, przez Polskę nigdy wypowiedziany nie został.

A więc nie bardzo interesuje mnie moralny wymiar kolaboracji z Niemcami. Moje zarzuty przeciwko kolaboracji ze Stalinem również nie są natury moralnej, nie odwołuję się do milionów pomordowanych podczas Hołodomoru czy w łagrach – po prostu uważam, że sojusz z Hitlerem byłby dla Polski korzystniejszy. A jeśli w polityce zagranicznej w ogóle istnieje brud innego rodzaju niż brud szkodzenia własnej wspólnocie, własnemu krajowi – to bez wątpienia istniejący sojusz z Moskwą moralnie brudził 1000 razy bardziej niz hipotetyczny sojusz z Berlinem.

Ktoś mógłby powiedzieć jednak, że na froncie wschodnim, na którym Polacy występowaliby w szeregach wielonarodowej, antybolszewickiej koalicji, nie można byłoby nie utracić historycznej niewinności.

To zapewne prawda. O tyle oczywiście, o ile wierzy się w pogląd całkowicie sprzeczny z chrześcijańską, ale też prawdopodobnie każdą inną antropologią, jeśli wierzy się w pogląd, głoszący, że wbrew uniwersalnym prawom, rządzącym ludzką naturą, jakaś wspólnota może w ogóle pozostać niewinna. Osobiście uważam, że piętno grzechu pierworodnego nie ominęło ani Polaków, ani Żydów, ani żadnego innego z tych narodów, które do historycznej niewinności zgłaszają pretensje.

Ale załóżmy na chwilę, roboczo, że w historii dwudziestego wieku Polacy zdołali zachować tę hipotetyczną niewinność. Czy stanowi ona wartość, którą należałoby przedłożyć nad perspektywę tejże hipotetycznej niewinności skalania na froncie wschodnim?

Wątpię. Jeśli w alternatywnym XXI wieku historyk odkopałby masowe groby, gdzieś na terenach Socjalnej Republiki Dalekiego Wschodu, i niewinne trupy w tych grobach okazałyby się trupami, które padły z polskiej ręki, jaki oręż przeciwko alternatywnej – a więc dojrzałej i suwerennej Polsce, mogliby wykuć z nich tej alternatywnej Polski wrogowie?

Sądzę, że taki, jaki w historii faktycznej z polskich trupów oręż potrafimy wykuć przeciw Rosji.

Czyli oręż całkowicie bezużyteczny. Miecz z truchła.

Oczywiście, dla wyjaśnienia należy dodać, że klasyfikacja moralna czynów, które stoją za masowymi grobami, jest dla mnie całkowicie jednoznaczna. Nie ma dobra wyższego rzędu, nie ma wartości na świecie, dla której można by z czystym sumieniem postawić nad dołem dziecko i zabić go na oczach matki. Nie ma dobra, dla którego można by z czystym sumieniem to dziecko, czy też jego matkę spalić w krematorium, miotaczem płomieni, bombą zapalającą czy atomową. Zgadzam się z bohaterem „Życia i losu” Wasilija Grossmana – nie wierzę w dobro, wierzę w dobroć. Bo w imię dobra można to wszystko zrobić – w imię dobra można urządzić Babi Jar, Katyń, Oświęcim, Drezno czy Hiroszimę, a w imię dobroci nigdy.

Ale to jest porządek osobistej eschatologii każdego człowieka. Nie jest to poziom losów narodów, czy wspólnot. Nikt nie ma prawa do bezsensownego okrucieństwa, nawet władca. Ale skoro ma władca prawo, aby poświęcać życie swoich ludzi – ludzi wspólnoty, która powierzyła mu swoją suwerenność – dla tej wspólnoty powodzenia, to tym bardziej zobowiązany jest przedłożyć życie swoich, nad życie obcych. Salus rei publicae suprema lex. Jeśli ktoś nie jest gotów, aby przyjąć to brzemię, niech pozostanie szewcem, artystą albo rolnikiem, bo brzemię to jest istotą władzy. To ta sama zasada, która karze nam wierzyć, że np. szantaż, złamanie tajemnicy korespondencji, zdrada, skrytobójstwo – są czynami moralnie obrzydliwymi, a jednocześnie wiemy przecież, że nie może istnieć nowoczesne państwo nie posiadającego jakiegoś rodzaju służb wywiadowczych, które z kolei nie są w stanie funkcjonować bez odwoływania się do wszystkiego, co wcześniej tutaj zostało wymienione.

Zgadzając się na istnienie państwa zgadzamy się niejako, aby ktoś się do tych środków, do szantażu czy zdrady, odwoływał w naszym imieniu. A głupotą byłoby w reakcji uznać, że to państwo jest źródłem zła, bo jak wygląda życie bez państwa, można, jeśli ktoś chce, zobaczyć w Somalii. Dokładnie tak, jak opisywał je Hobbes: the life of man, solitary, poor, nasty, brutish, and short.

Czymże więc byłoby dla Polski utracić tę hipotetyczną niewinność, która jak widać żadnej wspólnocie nie jest potrzebna, gdyby miała to być cena za polityczną dojrzałość? Za trwanie nie z łaski innych, trwanie nie zrządzeniem losu, lecz trwanie podmiotowe, trwanie wspólnoty zakorzenione w woli tej wspólnoty, trwanie, które się same do trwania powołuje i same w trwaniu podtrzymuje.

O takiej Polsce marzę. Być może jest to funkcją mojego etnicznego dystansu wobec polskości, tego, że trochę na złość Dmowskiemu, nie jestem Polakiem, lecz i tak mam obowiązki polskie - chociaż jest to relacja intelektualna, nie emocjonalna. Być może.

Ale być może również, że marzę o takiej Polsce, bo albo Polska dojrzeje, albo zginie. Bo nie może być wiecznie aksolotlem narodów.

niedziela, 27 grudnia 2009

Zdrada, wg. m4rsh4ll666

66 rocznica LUDOBÓJSTWA Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej"Było sobie miasteczko" to historia Kisielina, miasteczka na Wołyniu, w którym do II wojny żyło w zgodzie kilka narodowości: Polacy, Ukraińcy, Żydzie, Niemcy, Czesi. 11 lipca 1943 nacjonaliści Ukraińscy w brutalnym mordzie w kościele zgładzili część polskich mieszkańców Kisielina. Reszta ratowała się uchodząc na zawsze z rodzinnej ziemi. Narratorami opowieści jest rodzina Dębskich: Krzesimir Dębski, jego mama, brat, syn i bratanica. Tytuł filmu, to także tytuł monografii napisanej na temat Kisielina i jego mieszkańców przez nieżyjącego już ojca Krzesimira. Występują także Ukraińcy - obecni mieszkańcy Kisielina. W filmie dużą rolę odgrywa muzyka Krzesimira Dębskiego poświęcona Kresom, oraz fragment oratorium skomponowanego dla uczczenia ofiar mordów na Wołyniu.'
Było sobie miasteczko' Czas: 50 minut Scenariusz i reżyseria: Tadeusz Arciuch Maciej Wojciechowski

sobota, 26 grudnia 2009

1989-2009 SAMI do NIKĄD

Tragiczne święta na wielkopolskich torach

To było prawdopodobniej samobójstwo. Około godziny 21.00 w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia na kolejowej trasie Wrocław - Poznań, w okolicach Leszna, zginęło dwóch mężczyzn.

Na miejscu tragedii nie udało się odnaleźć żadnych dokumentów. Nie wiadomo skąd pochodzą młodzi ludzie i w jakim dokładnie są wieku.

Według pracujących na miejscu tragedii policjantów jeden z mężczyzn może mieć około 16, a drugi około 20 lat. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo. Chłopacy wyszli na tory nagle, zza słupa trakcyjnego, wprost pod mknący z prędkością stu kilometrów na godzinę pociąg osobowy relacji Szklarska Poręba-Poznań.

Młodzi ludzie nie reagowali na sygnały ostrzegawcze. Dramat rozegrał się między Bojanowem a Kaczkowem, mniej więcej 20 kilometrów od Leszna. Ruch na kolejowej trasie do Wrocławia odbywał się po jednym torze.

W czwartek po południu w pobliżu stacji Poznań-Wola zginął mężczyzna. Przechodził przez tory około 200 metrów od stacji w niedozwolonym miejscu. Został potrącony przez pociąg pośpieszny relacji Kraków-Szczecin.

++++++++++++++
Same przed siebie - reportaż
Violetta Szostak2005-01-13,
Matka z córką zginęły pod lokomotywą. Najpierw sądzono, że to wypadek. Ale znaleziono przy nich notes z zapiskami, które wskazują na samobójstwo.

To się stało w środę 5 stycznia, o godz. 18.30. We wsi G., kilka kilometrów za Ostrowem Wlkp., na trasie do Krotoszyna. Tam jest taka dróżka w lesie przez tory, jakieś 100-150 m za przejazdem kolejowym.

Wypadek zgłosił maszynista, który prowadził lokomotywę. Bo to nie był pociąg z rozkładu, tylko dwie lokomotywy, jedna za drugą, tzw. luzak. Maszynista opowiadał, że zobaczył przed sobą na torach "coś wysokiego, podłużnego, nieokreślonego". Pomyślał najpierw, że to skrzynia, bo kiedy lokomotywa w to uderzyła, usłyszał jakby metaliczny szczęk. Hamować zaczął od razu, gdy to zobaczył, ale zobaczył w ostatniej chwili, bo to był las, ciemno i tylko ten snop światła z lokomotywy... Pociąg zatrzymał się dopiero kilkaset metrów dalej, bo to w końcu tony żelastwa pędzące prawie 100 km na godzinę. Dopiero kiedy wysiadł, zobaczył, że to leżą ludzie, dziecko i dorosły...

Szybko ustalono, kim są. Miejscowi rozpoznali Elżbietę i jej córkę Irminę. Mieszkały we wsi R., dwa kilometry dalej. Ludzie mówili, że widzieli je tego dnia, jak krążyły w pobliżu torów.

Przy zwłokach znaleziono notesik. Treść zapisków wskazywała, że nie był to wypadek, tylko samobójstwo. Co w nich było? Różne dyspozycje na potem - m.in. kto ma zająć się chomikiem i psem Weroniki.

Tyle mówi policja, która po wstępnym śledztwie przyjęła wersję samobójstwa.

--------------

Sąsiadka z R.: - W niedzielę był pogrzeb. O, Jezus Maria, co ludzi było! Jaki płacz był. Ale dużo też z ciekawości przyszło. Irminka białą trumnę miała, Elżbieta też taką jaśniejszą. Ludzie opowiadają, że ładne trumny. Ale jak można tak mówić, że ładne, jak tam leży dziecko, które nie miało jeszcze 11 lat (bo za dwa tygodnie Irminka miałaby urodziny) i 39-letnia matka? To nie jest wiek na umieranie... Co ksiądz mówił? Żeby ludzie nie osądzali, żeby zostawili to Bogu. Bo co tam było, to tylko Bóg wie i Elżbieta, i Irmina.

Ludzie o niczym innym nie mówią. Najpierw był szok. Potem - gdy okazało się, że to samobójstwo - pytania, domysły, gadanie. Co Elżbietę pchnęło na tory? Przed czym uciekła? Kto winien?

I czemu, na Boga, wzięła dziecko?

Odtwarzają bez końca tamtą środę: kto je widział, gdzie, jak się zachowywały. Jak zmasakrowane były ciała. Co było w notesie? I jeszcze wcześniej: czy się skarżyła, czy były jakieś oznaki.

Ludzie gadają. - Każdy opowiada co innego. Tyle wersji przeciwnych, plotek. Prawdy nie dojdziemy - mówi dyrektorka szkoły w G., do której chodziła Irmina. - My nie rozumiemy, nie umiemy wyjaśnić. Bo nie było po nich widać, że są w stanie wskazującym na nieszczęście.

------------

Żeby bieda, ale nie. Porządna gospodarka. Kilkanaście hektarów. Samochód. Duży dwupiętrowy dom, jeden z największych w małym R.

Dom stoi pod lasem, na końcu wsi. W dzień po pogrzebie na podwórzu siwy, zgarbiony człowiek rąbie drewno. To chyba ojciec Elżbiety. Jest kompletna cisza i tylko to rąbanie. Raz. Raz. Raz. Na szybie okna na piętrze kolorowe dziecięce wycinanki: żółte słoneczko, kwiatki... Do furtki podchodzi młody mężczyzna. Mówi, że nie będą rozmawiać. To chyba brat Elżbiety. Miała trójkę rodzeństwa, ale mieszkała tu sama z ojcem, matką i córką. Mąż zmarł trzy lata temu, jednak już wcześniej się rozwiedli. Całe gospodarstwo należało do Elżbiety, rodzice je na nią przepisali.

------------

Elżbieta? To była pracowita dziewczyna, bardzo pracowita, radziła sobie z gospodarką. Energiczna. Jeździła samochodem. Lubiła na zabawę pójść. Zawsze elegancko ubrana. Skończyła szkołę krawiecką i bardzo ładnie szyła dla siebie i dla Irminki. Ładna kobieta. Irminka też: ciemna blondynka, duże oczy, bardzo wyraziste.

Czy były jakieś sygnały, że dzieje się coś złego? Czy można było zapobiec?

- Ja nie wiem. Nie widziałam, żadnych oznak. Niczego, co by wskazywało, że może do czegoś takiego dojść - kręci głową Halina Lewińska, sąsiadka Elżbiety i koleżanka, sołtys R.

- Ludzie różnie mówią. Ale to na drugim końcu wsi, co tam człowiek może wiedzieć. Wie pani, człowiek na wsi to tak sam przed siebie - mówi kobieta z R.

Ale inni opowiadają, że widzieli i słyszeli: jak Elżbieta skarżyła się na straszne kłótnie z rodzicami, na okropne awantury; jak mówiła, że nie może tego wytrzymać. Przypominają sobie: ktoś słyszał, jak gadała, że kiedyś weźmie i ze sobą skończy. Ale kto to słyszał? Ktoś...

- Ludzie opowiadają pierdoły - denerwuje się inny mieszkaniec wsi.

- Konflikty były, jak wszędzie. Ale wielkich hałasów nie było - twierdzi Lewińska. - Może Ela tylko za dużo opowiadała, bo taka była, że jak się pokłócili, to zaraz cały sklep wiedział. Tak, przychodziła do mnie i mówiła: "Znowu się z matką pokłóciłam. Znowu nie chcą mi dać samochodu". Ale na drugi dzień, patrzę: jadą do miasta na zakupy. I takie to były kłótnie.

Może tylko źle lokowała uczucia? Ostatnio związała się z mężczyzną 10 lat młodszym od siebie, mieszkał z nią jakiś czas. Ale ponoć rodzicom nie podobał się, bo nie pomagał córce w gospodarstwie, popijał. Nie chcieli, żeby z nim była. Musiał się wyprowadzić. O to były kłótnie. - Ale, czy to jest powód, żeby iść na tory?! Że się nie potrafiła z rodzicami dogadać o chłopaka?! - zastanawia się Lewińska.

------------

Bo przecież jeszcze w sylwestra była u sołtyski: - Zadzwoniłam po nią około dziewiątej, pytam, co robi. Mówi, że nic, że chciała już iść spać. To mówię: ubieraj się i chodź do mnie. Było kilkoro znajomych. Pojedliśmy, popiliśmy, pośmialiśmy się. Życzyliśmy sobie zdrowia. Planowaliśmy. Rozmawialiśmy o tych dopłatach unijnych, które mamy dostać. Pytałam, co sobie kupi. Mówiła, że jak starczy, to może jakiś samochodzik, to nie będzie się już z rodzicami o kluczyki wykłócała. Zastanawiała się, co Irminka będzie chciała na urodziny, rozmawiała z nią o tym w sylwestra.

Lewińska opowiada jeszcze, że Ela przyszła do niej też w niedzielę 2 stycznia. Powiedziała, że ten jej chłopak definitywnie z nią zerwał. Ale nie wyglądała na bardzo przejętą, nawet mówiła, że to może i dobrze. Nic nie było widać, że złego coś się dzieje. Czy ona umiałaby tak grać? Przecież zawsze o wszystkim opowiadała. Chociaż, co to człowiek może wiedzieć, co drugi myśli, gdy jest sam...

-------------

Ludzie mówią: - My się tylko wszyscy zastanawiamy: po co tę córkę brała?

- Ona ją bardzo kochała, poza Irminką świata nie widziała. Irminka chciała mysz podświetlaną do komputera - dostała. Chciała chomika - miała, pieska małego - też. Dziadkowie też bardzo za nią byli. Jak Irminka chciała kożuszek, to babcia biegała za kożuszkiem, jak miało być coś innego - dziadkowie dokładali z renty - opowiada Lewińska.

Nauczyciele w szkole w G.: - Mama bardzo dbała o córkę. Zawsze przywoziła ją do szkoły i odwoziła, albo samochodem, albo rowerem. Starała się. Jak np. Irmina zapomniała ćwiczeń, to mama pojechała do domu i przywiozła. Jak trzeba było, to cały zespół taneczny, w którym tańczyła córka, podwiozła na występ. Jeszcze przed świętami był występ, Irmina tańczyła bardzo radośnie. Nic nie wskazywało na to, że coś jest w tym domu nie tak. Nie poskarżyła się nigdy. To było miłe, spokojne i pogodne dziecko. Potrafiła sama z siebie przynieść pracę plastyczną, którą zrobiła w domu, i ozdobić klasę.

Lewińska mówi, że ostatnio Irmina wydawała się jej jakaś dziwna, osowiała, małomówna. Ale nauczyciele tego nie zauważyli.

Ludzie odpowiadają: - Tak kochała córkę, że ją zabrała ze sobą. A może chciała sprawić rodzicom ból i wiedziała, że będzie większy, gdy ją zabierze ze sobą?

------------

Wyszły z domu po obiedzie, między godz. 13-14. To na pewno. Elegancko się ubrały, jak zawsze. Powiedziały, że idą do wsi G. lekcje odpisać, bo Irminka w poniedziałek i wtorek nie była w szkole. Ale dziwne, bo zeszytów ze sobą nie zabrały.

Ludzie ze wsi widzieli, jak szły. - Normalnie szły, mówiły "dzień dobry" - opowiadają jedni.

- Szły jakieś inne, przytłumione, nie mówiły "dzień dobry" - zapamiętali inni.

W R. wstąpiły do przyjaciółki Elżbiety, ale była tylko jej matka, więc poszły dalej.

- Dziwne, bo nie wstąpiły do mnie, a zawsze wchodziły po drodze - mówi sołtyska.

Poszły do G. To dwa kilometry, nie idzie się nawet pół godziny. Co robiły do godz. 18.30?

Widziano je po południu, jak krążyły po wsi G. To na ulicy Jabłonkowej, to przy hurtowni węgla, to pod lasem, to przy torach. Tam są takie bunkry, Irminka ponoć po nich skakała. Widział je człowiek, który mieszka blisko torów. Dziwił się, że tak chodzą, bo przecież robiło się już ciemno. Ale może na kogoś czekają? Nie podszedł, nie zapytał. Przecież były we dwie.

Ponoć nie dotarły do koleżanki, od której Irmina miała odpisać lekcje.

Podobno nie weszły do nikogo innego - choć ktoś mówi, że u kogoś były.

Podobno z nikim nie rozmawiały - choć może zamieniły z kimś parę słów.

Podobno Elżbieta dzwoniła z komórki do koleżanki. Podobno powiedziała coś takiego, "że już się nie zobaczą" - choć ktoś inny twierdzi, że zadzwoniła z pretensją o jakiś drobiazg.

Nikt nie mówi, żeby szukały gdzieś pomocy.

Ludzie się zastanawiają: - Czy szła już z tą myślą z domu? Po co chodziła po tej wsi? Czego szukała wokół tych torów? Co myślała pod tym lasem? Jak można 4-5 godzin chodzić i czekać na śmierć?

I jeszcze: przecież jechał jeden pociąg, potem drugi, a o wpół do szóstej trzeci. Nie rzuciła się. Jeszcze ją coś trzymało? A te dwie lokomotywy nie były nawet w rozkładzie, nie wiedziała, że pojadą.

I że ta córka nie powiedziała: mama, co my tu robimy? Że jej nie uciekła? Że obie nie uciekły w ostatniej chwili, przecież ten pociąg gwizdał, hamował, miały czas...

Ludzie mówią, że maszynista widział, jak dziewczynka się wyrywała. Ale maszynista tego nie widział. Mówił, że widział coś, co wyglądało jak skrzynka...

Wszystkie imona i nazwiska w tekście zostały zmienione.

+++++++++++++
Samobójstwo pary nastolatków
redPor
2001-09-03, ostatnia aktualizacja 2001-09-03 21:10
Dwoje młodych ludzi zginęło tragicznie pod kołami pociągu: trzymając się za ręce weszli na tory prosto pod rozpędzoną lokomotywę. Maszynista powiedział później, że ani on sam, ani oni nie mieli żadnych szans.
1-->Zdarzenie miało miejsce w wieczorem 2 września, około godz. 20.30. Maszynista prowadzący pociąg pospieszny z Gdyni do Katowic właśnie przyspieszał: pięć minut wcześniej opuścił dworzec w Częstochowie i właśnie wyjeżdżał z miasta, rozwijając prędkość. Kiedy minął zbiornik w Michalinie i zbliżał się do ulicy Bugajskiej, w ostatniej chwili zauważył dwoje ludzi, którzy trzymając się za ręce wyszli zza betonowego słupa i stanęli na torach, tuż przed rozpędzoną lokomotywą....
Samobójstwo na torach w Gutkowie
...godz. 6.20. Policja nie wyraziła zgody na przejazd pociągów również po sąsiednim torze. Nie było możliwości na przejazd zarówno od strony Dobrego Miasta...Mężczyzna mimo opuszczonego szlabanu wtargnął na tory, wprost pod nadjeżdżający z dużą prędkością... Pn, 02-07-2007, 00:00:00
miasta.gazeta.pl/olsztyn znajdź podobne
Samobójstwo na torach?
Samobójstwo na torach? Pociąg relacji Wrocław Poznań potrącił w czwartek ok. godz. 9.25 mężczyznę o nieustalonej tożsamości. Prawdopodobnie mężczyzna popełnił samobójstwo - przyczyny tragedii bada policja. Cz, 17-01-2008, 16:01:00
miasta.gazeta.pl/poznan znajdź podobne
Kobieta zginęła na torach. Możliwe samobójstwo
...Gnieźnie. Pociąg towarowy jadący w kierunku Wrześni śmiertelnie potrącił kobietę, która niespodziewanie wtargnęła na tory. Jak informuje radio Merkury policja nie wyklucza samobójstwa, ponieważ 45-letnia kobieta uciekła ze szpitala dla Nerwowo... Pn, 31-08-2009, 13:32:00
policyjni.gazeta.pl/Policyjni znajdź podobne
Samobójstwo na torach
...mężczyzny, który wczoraj około godz. 13.30 na torach w okolicy ulicy Krakowskiej wpadł pod...relacji Kielce - Katowice. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo. Policja ustala tożsamość mężczyzny, na razie trudno nawet określić, w jakim... Wt, 06-04-2004, 00:00:00
miasta.gazeta.pl/kielce znajdź podobne
Samobójstwo na torach
...zginęła pod kołami pociągu w Ostrzeszowie na południu Wielkopolski 72-letnia kobieta...pociąg relacji Kępno - Poznań - zginęła na miejscu. - Wszystko wskazuje na to, że ta kobieta chciała popełnić samobójstwo. Maszynista mówił, że widział ją... Cz, 26-04-2007, 00:00:00
miasta.gazeta.pl/poznan znajdź podobne
Samobójstwo na torach
...Wzgórze św. Maksymiliana - Działo się to na oczach maszynisty pociągu relacji...widział, jak mężczyzna kładzie się na torach. Próbował wyhamować, ale było za późno. Mężczyzna zginął na miejscu. Zabity nie miał przy sobie dokumentów... N, 23-01-2005, 00:00:00
miasta.gazeta.pl/trojmiasto znajdź podobne
Samobójstwo na torach
...pani Marta, mieszkająca przy torach. - Podeszłam do okna i zobaczyłam...Pobiegłam do zięcia, by zadzwonił na pogotowie. W pociągu jechało kilkadziesiąt...myślałem, że pociąg najechał na kamień, bo aż nim podrzuciło i...stało się coś złego. Ruch na trasie wstrzymano na kilka godzin... Pt, 14-11-2003, 20:14:00
miasta.gazeta.pl/opole znajdź podobne
Zginął na torach. To mogło być samobójstwo
...prawdopodobnie potrącił siedzącego na torach mężczyznę. Szynobus jadący w czwartek...prawdopodobnie potrącił siedzącego na torach mężczyznę. Do zdarzenia doszło...Sulęcinie otrzymał zgłoszenie o tym, że na torach kolejowych w rejonie miejscowości... Pn, 09-02-2009, 11:24:00
gorzow.gazeta.pl/gorzow znajdź podobne
Samobójstwo na torach koło Mławy
...Mławy pod kołami pociągu. Do tragedii doszło w środę ok. 20.30. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna rzucił się pod ekspres Warszawa - Gdańsk. Zginął na miejscu. Mławska policja apeluje: - Potrzebujemy informacji, które pomogłyby ustalić tożsamość... Cz, 17-04-2003, 19:02:00
miasta.gazeta.pl/plock znajdź podobne
Tragedia na torach, młody człowiek popełnił samobójstwo
...iż mogło to być samobójstwo Młody mężczyzna zginął...iż mogło to być samobójstwo Do tragedii doszło...pobliżu wiaduktu nad torami ulicy Struga/Kozienickiej...zauważył stojącego na torach człowieka. Natychmiast...człowiek popełnił samobójstwo. Zgodnie z procedurą... Pt, 23-06-2006, 00:00:00
serwisy.gazeta.pl/wyborcza znajdź podobne
« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... »
++++++++++++++++++
Kraków: Samobójstwo na Dworcu Głównym
Do tragedii doszło na Dworcu Głównym
14 listopada (13:37)
Tragedia na Dworcu Głównym w Krakowie. W sobotę rano pod nadjeżdżający pociąg rzuciła się 22- letnia kobieta. Nie wiadomo, co było przyczyną samobójczego skoku dziewczyny.
Do tragedii doszło w sobotę rano około godziny 9.00 na Dworcu Głównym w Krakowie - poinformowała portal INTERIA.PL Anna Zbroja z zespołu prasowego małopolskiej policji. Pod podjeżdżający na peron pociąg relacji Dworzec Główny - Balice z peronu pierwszego skoczyła nagle młoda kobieta.
Niestety, pomimo nagłej reakcji maszynisty, pociąg nie zdołał się zatrzymać. Młoda kobieta zginęła na miejscu.
Z ustaleń policji wynika, że kobieta, która targnęła się na swoje życie, to 22-letnia mieszkanka Gdyni. Obecnie jeszcze nie wiadomo, co było przyczyną samobójczego skoku dziewczyny.
Okoliczności tragedii wyjaśnia krakowska policja.
Czytaj więcej:
Poszli w góry, żeby popełnić samobójstwo
>Warszawa: Tragedia w centrum handlowym
Gimnazjalista popełnił samobójstwo
Samobójstwo w Lubinie: Skoczyła z 11. piętra
Samobójstwo strażnika miejskiego
Samobójstwo - odwaga wobec śmierci czy tchórzostwo wobec życia?! - wyraź swoją opinię, wejdź na forum!
!
+++++++++++++++

Próbowała popełnić samobójstwo - została powstrzymana przez policjantówDodano: 2009-11-24
W piątek po godz. 12.00, oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie odebrał anonimowy telefon. Na torach w rejonie ul. Studniarskiego w Tarnowie znajdować się miała ubrana w biały kożuch kobieta. Jej zachowanie wskazywało, że zamierza popełnić samobójstwo. Komunikat ten niezwłocznie przekazany został drogą radiową wszystkim podległym służbom.
4 minuty później we wskazane miejsce przybył dwuosobowy patrol z komisariatu Tarnów w składzie : st. sierż. Konrad Gajewski i sierż. Jakub Wojtanowski. Na torach w rejonie wiaduktu stała kobieta ubrana na biało. Z daleka widać było jadący w jej kierunku, po torze na którym stała, pociąg. By nie spłoszyć kobiety, policjanci pozostawili radiowóz za jednym z wagonów i pobiegli w jej kierunku. Kobieta nie chciała zejść z torów, powtarzała, że nie widzi sensu życia i chce ze sobą skończyć. Funkcjonariusze sprowadzili kobietę z torów. Wezwali także pogotowie ratunkowe i do czasu jego przyjazdu zaopiekowali się 66-letnią mieszkanką miasta. Decyzją lekarza przewieziona została do szpitala.
+++++++++++++
23 Stycznia 2009 16:46
Niepołomice: 16-latka skoczyła do Wisły
Samobójstwo nastolatki
Mimo natychmiast wezwanej pomocy i przeprowadzonej akcji ratunkowej nie udało się uratować 16-letniej dziewczyny, która przed godz. 13.00 skoczyła do rzeki z mostu w pobliżu Niepołomic - poinformowała Katarzyna Padło, rzecznik małopolskiej policji.

Dziewczynę, stojącą za barierkami mostu, spostrzegła kobieta przejeżdżająca tamtędy samochodem. Natychmiast wezwała pomoc. Nie zdążyła jednak nawet zareagować, gdy dziewczyna nagle wpadła do rzeki. Na miejsce dotarły ekipy ratownicze – zarówno z pogotowia ratunkowego jak i straży pożarnej i komisariatu wodnego policji. Po jakimś czasie ciało dziewczyny ukazało się na powierzchni wody, natychmiast wyciągnięto 16–latkę na brzeg i próbowano reanimować. Niestety nie udało się przywrócić czynności życiowych.
Policja wyjaśnia okoliczności w jakich doszło do tego tragicznego zdarzenia.
- Niestety czasem zdarza się, że różne osoby przeżywające rozmaite trudności życiowe nie widzą rozwiązania nawarstwiających się problemów. Warto w takich sytuacjach odrazu szukać fachowej pomocy i profesjonalnego wsparcia - zwraca uwagę Katarzyna Padło. - Można korzystać z infolinii, można także spotkać się ze specjalistą osobiście. Ważne aby podjąć taki kontakt i nie bać się poprosić o pomoc.
Potrzebujesz pomocy? Zadzwoń:
Telefony interwencyjne / Telefony zaufania

niedziela, 20 grudnia 2009

Christmas.*PO UW PSLDUP WSI SB* ...( ) zdychają jak psy

środa 17 grudnia 2008 10:12 niedziela 20 grudnia 2009 11:11

Hipermarkety nie dają żywności do Caritasu
Biedni na święta o chlebie i wodzie
» Biedni na święta o chlebie i wodzie

Od 1 grudnia słupski Caritas ma dla biednych już tylko chleb. Hipermarkety do tej pory przekazywały organizacji żywność z krótkim terminem przydatnosci do spożycia. Jednak zmieniło się prawo i tę żywność sklepy muszą teraz utylizować.

Słupski Caritas, który obsługuje 1200 osób tygodniowo, nie ma już możliwości pomagania biednym. Hipermarkety, które były głównymi dostawcami żywności do organizacji, teraz już tego nie robią, bo zabrania im tego prawo unijne. Żywność, której termin ważności dobiega końca, od 1 grudnia trafi na śmietnik zamiast do osób, które jej potrzebują. Bezduszne prawo znów uderza w najbiedniejszych.

Jeszcze przed 1 grudnia słupski Caritas rozdawał biednym kaszę, mąkę, przetwory mleczne. Wielu bezdomnych dzięki pomocy organizacji mogło przetrwać zimę. Teraz wszystko się zmieniło. Lidia Matuszewska, prezes Caritas parafii św. Jacka, ubolewa, że jedyne, co ma do zaoferowania najuboższym, to pieczywo.

kred
"Głos Pomorza"
+++++++++++++++++
sobota 27 grudnia 2008 02:11

Tragedia na Sycylii
Polka zamarzła w grocie w wigilijną noc
Szukała ucieczki przed mrozem, ale znalazła śmierć. 53-letnia bezdomna Polka zmarła w wigilijną noc z zimna w grocie w Syrakuzach na Sycylii. Koczowała tam razem z innymi bezdomnymi Polakami i Rumunami. Jeden nasz rodak prosto z groty trafił do szpitala.

Groty w Syrakuzach znów pochłonęły śmiertelne żniwo. W lutym zmarł w nich bezdomny Polak. Teraz, w wigilijną noc nie obudziła się tam 53-letnia Polka. Jej ciało znaleziono dopiero w piątek.

W naturalnych grotach w Syrakuzach od lat szukają schronienia przed mrozami. Z 53-letnią Polką koczowała tam duża grupa Polaków i Rumunów. Policja, która przybyła na wzgórza Syrakuz na polecenie burmistrza eksmitowała stamtąd 5 Polaków i 8 Rumunów.

>>>Madryt dba o polskich bezdomnych

Jeden z Polaków z powodu złego stanu zdrowia trafił do szpitala. Czterech naszych rodaków zostało umieszczonych w ośrodku pomocy dla bezdomnych.
++++++++++++

Dwie osoby zmarły w weekend na skutek wychłodzenia organizmu
...Jawornickim mężczyzny zostały znalezione w piątek w budynku gospodarczym. - Prawdopodobnie przyczyną śmierci było wychłodzenie organizmu lub zatrzymanie krążenia - informuje komisarz Robert Romanowski z zespołu prasowego KWP w Rzeszowie. W trakcie oględzin stwierdzono...
Warmińsko-mazurskie: 71-letni mężczyzna zmarł z wychłodzenia
...mieszkał w domu bez ogrzewania i prądu, zmarł w skutek wychłodzenia organizmu. 71-letni mieszkaniec Rucianego-Nidy (Warmińsko...mieszkał w domu bez ogrzewania i prądu, zmarł w skutek wychłodzenia organizmu. Ofiara mrozu została znaleziona rano w łazience swojego...
Małopolska: Szósta osoba zmarła z wychłodzenia
...mężczyzna nie żyje. Na miejsce przyjechała karetka pogotowia, lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci było wychłodzenie organizmu. Zmarły mężczyzna miał 50 lat, był ubrany w sztruksowe zielone spodnie i szaro-czarną kurtkę. To już szósta ofiara niskich...
Ósmy przypadek śmierci z wychłodzenia w lubelskim
...sąsiadka w niedzielę rano. Jako wstępną przyczynę zgonu lekarz podał wychłodzenie organizmu. Jest to już ósmy w tym sezonie przypadek śmierci z wychłodzenia w woj. lubelskim. W ubiegłym sezonie jesienno-zimowym takich przypadków było 36...
Śmierć z wychłodzenia
...Ciało bezdomnego znaleziono w sobotę niedaleko nadmorskiej promenady Przyczyną śmierci najprawdopodobniej było wychłodzenie organizmu. - Znaliśmy tego mężczyznę - powiedział nadkomisarz Mariusz Klara, rzecznik komendanta miejskiego policji w Świnoujściu...
Pacjentka zmarła pod szpitalem na skutek wychłodzenia
...krążyć, może dostała zawału serca - przypuszczał w środę. - Przyczyną śmierci było działanie niskiej temperatury na organizm - poinformował wczoraj Władysław Czekaj, szef bytomskiej prokuratury. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie dały jeszcze odpowiedzi...
Dwie kolejne ofiary mrozu na Mazowszu. Atak zimy
...nocy zmarło - prawdopodobnie z wychłodzenia - dwóch mężczyzn. Jeden - pod...mężczyźni zmarli na skutek wychłodzenia. W obydwu przypadkach prokurator zarządził...już 28 osób zmarło z powodu wychłodzenia organizmu. Atak zimy spowodował utrudnienia...
RPO apeluje o pomoc osobom bezdomnym
...zainteresowanie się losem osób bezdomnych. Jak podkreślił, media co roku donoszą o śmiertelnych wypadkach wskutek wychłodzenia organizmu. "Problem ten wymaga szczególnego zainteresowania i troski władz publicznych" - zaznaczył. Rzecznik zaapelował również...
Tajemnicza śmierć czterdziestoletniej kobiety
Naga kobieta znaleziona pod Nową Solą umarła z wychłodzenia organizmu. To ocena biegłego, który badał zwłoki na wniosek...Soli. Naga kobieta znaleziona pod Nową Solą umarła z wychłodzenia organizmu. To ocena biegłego, który badał zwłoki na wniosek Prokuratury...
+++++++++++++++++
Tragiczna sobota. Zamarzło 15 osób.
http://www.dziennik.pl/

sobota, 19 grudnia 2009

rrrechot


klucz do zrozumienia naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości:

o wasze głosy dzisiaj…

®© Mirosław Krupiński, lipiec 1999



O dobry ludu miedzy Wisłą a rzeką Odrą z ich fenolem !

Spójrz na me cnoty, swoją przyszłość i zdradź w wyborach swoją wolę…

Gdy dziś przed ludem swoim stoję, w wianku nie z lilii lecz z dziurawca,

rozważ zasługi wszystkie moje i swoje zyski com ich sprawca…



To ja pokryłam czerwień wroga skór owczych bielą co się śnieży,

ja przekonałam Was, nieboga, że znów wybierać go należy,

ja zasłoniłam jego zbrodnie welonem zdrady, niepamięci…

I ja karciłam was łagodnie gdy wam go wybrać brakło chęci…



Ja rozdzieliłam miedzy „swoich” media, Gazety, MSZety,

bo bez nich przecież, drodzy moi, zbłądzić moglibyście niestety

i zamiast cnoty mojej drogą w ramiona wroga iść pod lasem,

mogliście poznać mnie, niebogę, przed końcem planu – więc przed czasem…



A przecie tyle jeszcze trzeba w tym kraju zrobić, ukraść, sprzedać,

biednym odebrać kromkę chleba, swoich złodziei chwycić nie dać,

w pacht oddać Polskę za urzędy co gdzieś czekają w Europie,

i dyskontując wasze względy patrzeć jak Polska grób swój kopie…



Nie przekonujcie mnie, Polacy, że zmarnowane me nauki,

że ma przewodniość nic nie znaczy, że te Michniki, Frasyniuki,

fundacje rożne, Michigany, Kiszczak wciąż wolny i kochany,

sprzedane stocznie, pafawagi, sprzedane banki, dalsze plany

jak i gdzie znaleźć szmal, łapówki, nie są dowodem mej miłości

do Was, ma trzodo wolnożujców, żujących siano przewrotności…



Nie wypinajcie na mnie tyłka i nie skreślajcie mnie w wyborach…

Już wiem że była to pomyłka gdy was zdradziłam – lecz nie pora

by za pomyłkę mścić sie na mnie, teraz gdy partner w mojej zdradzie,

który mnie kochać miał dozgonnie, krzyżyk (nie tylko) na mnie kładzie

i w odnowionej swej czerwieni, uratowanej mym krętactwem,

jedynym się zwyciężcą mieni, oddając mnie na waszą pastwę…



Słuchajcie, przecież ja sie zmienię! Michigan cnotę wszyć znów może

i mając pełne wciąż kieszenie, znów nowe związki wam założę…

I znów pójdziecie z mojej woli na barykady, siejąc trupy,

bym ja, w zwycięstwa nowej glorii, mogła z czerwonym dzielić łupy…



Do was, wyborcy, dzisiaj idę, na głowę moją popiół sypiąc,

więc zapomnijcie mą ohydę, bym znów się mogła na was wypiąć…
++++++++++
PS.
Na wagę złota...
Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 15 grudnia 2009
Jak obliczył prof. Eugeniusz Rychlewski z warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, zadłużenie PRL na koniec 1989 roku wynosiło 42,2 mld dolarów i było o pół miliarda dolarów wyższe, od wartości majątku trwałego w przemyśle. Takim bilansem zamknęła się PRL. Było to tylko zadłużenie zagraniczne, gdyż na potrzeby tubylcze władcy PRL zaciągali tzw. „kredyt” w Narodowym Banku Polskim, to znaczy – drukowali pieniądze, ile dusza zapragnie, wskutek czego w połowie roku 1989 pojawiła się już trzycyfrowa inflacja. Stanowiąca element „planu Balcerowicza” obejmującego 11 ustaw, ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych wprowadzała zakaz finansowania deficytu budżetowego „kredytem” NBP, dzięki czemu można było zorientować się w rozmiarze długu publicznego.
Rządy wrażliwe społecznie, które chętnie biorą różne grupy obywateli na tak zwane swoje utrzymanie, z reguły mają większe wydatki niż dochody. Ta różnica nazywa się deficytem budżetowym. W 1992 roku poseł Janusz Korwin-Mikke proponował, by zapisać w konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem, a każdą próbę obejścia tego zakazu karać jako kradzież szczególnie zuchwałą. Oczywiście przez mądrych i roztropnych mężyków stanu został wyśmiany i żadnego zakazu do konstytucji nie wpisano. W rezultacie corocznego uchwalania budżetów z deficytem zaczął stopniowo narastać dług publiczny. Wygląda to tak, że jeśli rząd ma deficyt, to musi go pokryć pożyczkami, bo w przeciwnym razie zabraknie mu pieniędzy na przykład na wypłacenie pensji policjantom, a wtedy przyjdą oni pod Kancelarię Premiera i będą krzyczeć „zło-dzie-je, zło-dzie-je!”, a kto wie – może nawet tych złodziei wyaresztują? Więc rząd sprzedaje lichwiarzom obligacje skarbowe, które jednak musi wykupić, albo za rok, albo za kilka lat. Ale skoro w jednym roku brakuje mu pieniędzy, to skąd weźmie je w następnym? Z tego samego źródła, to znaczy – ze sprzedaży coraz to większej ilości obligacji. W rezultacie rozbudowy „społeczeństwa solidarnego”, w którym – jak wiadomo, państwo funduje obywatelom różne rzeczy za ich pieniądze – dług publiczny systematycznie rośnie. O ile
w 1993 roku wynosił 51,7 mld złotych, a w roku 2001 – 71,2 mld złotych, to w na koniec pierwszego kwartału roku 2007 przekroczył 517 miliardów
złotych. Jak wiadomo, w 2007 roku odbyły się wybory parlamentarne i 16 listopada zaprzysiężony został rząd premiera Donalda Tuska.
Niedawno rząd premiera Tuska obchodził dwulecie swego istnienia i pan premier z tego tytułu strasznie się nadymał, czego to nie zrobił i w ogóle. Warto zatem przypomnieć, że wśród dokonań tego rządu na pierwszym miejscu, niczym perła w koronie, powinno figurować
powiększenie długu publicznego o około 130 miliardów złotych, w następstwie czego dług publiczny w dniu 6 grudnia o godzinie 11.57 wynosił 681 904 450 700 złotych,
powiększając się z szybkością co najmniej 1500 złotych na sekundę. Ta kwota oczywiście nie uwzględnia sztuczek z kreatywną księgowością, uprawianą przez p. ministra Rostowskiego, więc tak naprawdę może być jeszcze większa, ale niech będzie, że wynosi tylko tyle. Ciekawe, że tak bardzo ostatnio podziwiający premiera Tuska francuski prezydent Sarkozy jest pod tym względem jeszcze lepszy, bo francuski dług publiczny powiększa z szybkością co najmniej 2000 euro na sekundę.
Premier Tusk, jak powiadają, nade wszystko pragnie zostać tubylczym prezydentem w Polsce. Bóg jeden wie, do czego mu to potrzebne, bo przecież widać jak na dłoni, że z rządzeniem państwem sobie nie radzi. To znaczy – niby rządzi w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, ale to o niczym nie świadczy, bo w taki sam sposób dowodził dywizją jeden z austriackich generałów, który potem okazał się wariatem w sensie medycznym. Więc jeśli premier Donald Tusk – tak jak mówią – rzeczywiście aż tak bardzo pragnie zostać tubylczym prezydentem, to jest to poważna poszlaka, że z jego zdrowiem coś może być nie w porządku. Dobrze to nie wygląda, ale z drugiej strony zdrowie pana premiera to nie nasz interes; niech się martwi o nie sam. Nas bardziej interesuje co innego – mianowicie – ile te niezdrowe ambicje pana premiera nas wszystkich kosztują.
Gdybyśmy 130 miliardów złotych przeliczyli na złoto według notowań z 4 grudnia, uzyskalibyśmy 1250 ton złota. Z takiej ilości złota moglibyśmy odlać co najmniej 8, a może nawet aż 10 tysięcy posągów, poczynając od pana prezydenta z wszystkimi ministrami stanu z Kancelarii, pana premiera Tuska, wszystkich ministrów i wiceministrów jego rządu, posłów i senatorów, na nawet wojewodów – i to naturalnej wielkości! A przecież to zaledwie 2 lata rządów pana premiera Donalda Tuska, który w kwestii długu publicznego na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W tej sytuacji widać wyraźnie, że znacznie taniej by nas wszystkich kosztowało, gdybyśmy sporządzali sobie tych wszystkich mężyków stanu ze złota – i kto chce, niech im się kłania, pali przed nimi kadzidła i w ogóle – jak to przed bałwanami, które mają w dodatku tę nieocenioną zaletę, że żadnych długów zaciągnąć już nie mogą! Więc jeden, dajmy na to, otaczałby kultem posąg posła Palikota, inny – bałwana pana wicemarszałka Niesiołowskiego, ktoś jeszcze – figurę pobożnego posła Jarosława Gowina – a przecież są jeszcze politycy opozycyjni, którzy też mają swoich żarliwych wyznawców.
W ten sposób urzeczywistniłaby się wreszcie pełna wolność religijna, jakiej możemy spodziewać się w Unii Europejskiej. Jak bowiem wiadomo, władze tego europejskiego cesarstwa żywią do tradycyjnych religii – z wyjątkiem oczywiście niektórych, a ściśle mówiąc – niektórej – nieprzejednaną nieufność, słusznie uważając, że kolidują one z forsowanym w UE kultem Świętego Spokoju, personifikowanym właśnie przez nieśmiertelnych biurokratów. Bo jak ktoś woli, to można by przeliczyć te 130 miliardów długu publicznego, w jakim zdążył dodatkowo pogrążyć nas pan premier Tusk, na przykład na autostrady. Za te 130 miliardów złotych, o jakie powiększył się przez ostatnie 2 lata polski dług publiczny, można by wybudować od podstaw około 6 tysięcy kilometrów autostrad! No i gdzie one są? Nie widać. I dopiero na tym tle możemy się zorientować, ile tracimy na skutek dbałości pana premiera Donalda Tuska o wizerunek w związku z przyszłorocznymi wyborami tubylczego prezydenta.
Stanisław Michalkiewicz
********
PS2
Za wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, Prezydent odznaczył:
Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski: Lech Osiak Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski: Jacek Jagiełka, Józef Janiszewski współtwórca wydawnictwa Wilno, Leszek Jaranowski, Andrzej Kawecki, Izabella Lipniewicz skazana na 3 lata więzienia za wręczenie bibuły milicjantom , Krzysztof Łucyk m.in współtwórca „WiS. Wolni i Solidarni”, podtytuł: „Miesięcznik Solidarności Walczącej, Oddział w Katowicach” oraz „PIK. Podziemny Informator Katowicki”, Jan WojnarKrzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski:Andrzej Grigoriew, Bolesław Guzowski, Jacek Guzowski, Paweł Kołkiewicz, Kazimierz Michalczyk, Wioletta Osiak, Joanna Radecka, Złotym Krzyżem Zasługi: Janina Kawecka
To nasze elity, a nie dzisiejsza klasa polityczna bez klasy!
Odwieźliśmy z Tadeuszem Pana Józefa i Leszka na dworzec. Mimo wszystko w dobrych nastrojach. Czy jednak zdziwiłbym się, gdyby odmówili przyjęcia orderów w tej sytuacji? Przecież oni nie po to walczyli o wolną od komunizmu Polskę, by dostać order. Oni walczyli o godność, honor i Ojczyznę dla Polaków.Po tym, co zobaczyłem nie zdziwiłbym się. To ciągle nie jest Rzeczpospolita!
PS. Czytelników proszę o informacje dot. wyróżnionych. Zastąpmy prasę i media, z których żadnego przedstawiciela nie było na uroczystości. Było Niepoprawne RadioPL oraz Polityczni.pl.

wtorek, 15 grudnia 2009

- na POMIESZANIE dobrego i ZŁEGO


+++++++++++++++
die deutsche trotzki - Sozialisten ( )
" .. und Morgen - die ganze Welt.. "

this video is from the site:
" SAV - Sozialistische Alternative www.sozialismus.info VENCEREMOS "

poniedziałek, 14 grudnia 2009

* bezradność. * QUI BONO

- FROM -b. Yugoslavija- TO Reichstag Hell

uSBantustan * utracony -dobry-byt- Polski

JEST. nadęta'vincent'głupota


MOGŁO BYĆ. zdroworosądkowe myślenie
uczciwość








remember Fatima, May 13, 1917




Kriżevac, Medjugorje, od 24.VI.1981

+++++++++++++++
KIEDY ?





+++++++++++++++
NEXT ?
.......
***
PS.
Opinie i rzeczywistość
Tomasz Domalewski: KRĘCĄC PRZEŁĄCZNIKIEM TV
Do tej pory raczej okazyjnie zaglądałem do telewizji "Trwam"; tu pięć minut, tam dziesięć. Nie mam jej na co dzień na antenie, więc raczej znałem ją ze słyszenia niż z widzenia. A opowiada się o tej stacji rzeczy rozmaite, często okropne.Miałem okazję przez dwa dni skonfrontować rzeczywistość z tzw. opinią, przedstawianą zresztą głównie przez konkurencyjne środowiska dziennikarskie. Powiem, że stacji "Trwam" uszyto niezłe buty. Zapoznawszy się z zarzutami, byłem...
http://www.dziennikpolski24.pl/

++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++++

Czy nie ma na to kary?
Jakoś bez większego rezonansu minęła wypowiedź przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS Roberta Gwiazdowskiego, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych zbankrutuje za 9 lat.
Dr Gwiazdowski ujawnił tajemnicę poliszynela, że pieniądze zabierane ludziom jako „składki” ubezpieczeniowe, są obracane bezpośrednio na wypłacanie bieżących emerytur zarówno w ZUS-ie, jak i tzw. Otwartych Funduszach Emerytalnych, które w portfelach mają przeważnie tylko obligacje Skarbu Państwa, a więc – powiedzmy sobie szczerze – szajs. Po drugie – około roku 2015 liczba emerytów zwiększy się o ok. 60% z uwagi na osiągnięcie wieku emerytalnego przez tzw. „wyż” powojenny.
Wydawałoby się, że jest to sprawa znacznie ważniejsza od tego, kto w Warszawie, czy dajmy na to, w Krakowie, jeszcze bardziej zadłuży miasto jako jego prezydent, ale niezależne merdia najwyraźniej uważają inaczej. O wiele bardziej rajcuje je, które żony zaprenumerują sobie „Twój Styl”, albo inne snobistyczne pismo, zaczną bywać na „imprezach” razem z „Frytką”, panną Kwaśniewską, panną Wałęsówną i innymi panienkami płci obojga, - którzy przyjaciele wygrają przetargi na brukowanie placów i ulic, albo dostaną koncesje na hurtownie spirytusu – i tak dalej.Widać wyraźnie, że tak zwane niezależne merdia to dobrze znane nam z czasów pierwszej komuny merdia dworskie, które doskonale wiedzą, że podstawowym obowiązkiem dworzanina jest głosić chwałę ręki, która akurat mu chleb daje
- a nie mówienie swojemu narodowi prawdy.
Toteż zamiast prawdy, wciskają mu lewdę, dzięki czemu komunistyczny park jurajski znów jest pełen wigoru i planów na przyszłość.Ale mniejsza z tym, bo skoro o bankructwie ZUS mówi otwartym tekstem sam aktualny przewodniczący jego Rady Nadzorczej, to ten fakt tworzy sytuację prawną. Skoro bowiem wiadomo, że bankructwo ZUS jest nieuchronne, a kwestia, czy objawi się ono w gwałtownym wydłużeniu wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę, czy w postaci restrykcyjnego obniżenia świadczeń (każdy dostanie równowartość 200 dolarów i niech idzie z Bogiem), czy w spowodowaniu jakiegoś pomoru starszych ludzi (kto nie wierzy w takie rzeczy, niech sobie przypomni, jak szybko po wojnie zniknęli z ulic polskich, czy sowieckich miast inwalidzi wojenni o widocznym kalectwie, na co zwrócił uwagę również Sołżenicyn) –
to jak w takich okolicznościach potraktować przymusowe ściąganie owych nieszczęsnych „składek”? Od razu nasuwa się art. 191 kodeksu karnego: „kto stosuje przemoc wobec osoby (...) w celu zmuszenia (...) do określonego działania”. Władza publiczna ściąga pod przymusem „składki”, co podpadałoby już pod ten przepis, a przecież są jeszcze inne, np. art. 282 kodeksu karnego: „kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przemocą (...) doprowadza inną osobę do rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym”, albo – jeszcze lepiej – art. 286 kodeksu karnego: „kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.Cel w postaci „korzyści majątkowej” wydaje się w tym przypadku oczywisty: władza wyłudzając „składki” podtrzymuje płynność finansową państwa, z którego ciągnie „korzyści majątkowe” w postaci pensji i przywilejów. A może w grę wchodzą okoliczności eliminujące przestępczy charakter czynu?Popatrzmy; art. 27 kk – „nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu przeprowadzenia eksperymentu ekonomicznego”, ale – „jeśli spodziewana korzyść ma istotne znaczenie poznawcze lub gospodarcze, a celowość eksperymentu jest zasadna w świetle aktualnego stanu wiedzy”. Z tego eksperymentu nie ma żadnej korzyści poznawczej ani gospodarczej, a w świetle aktualnego stanu wiedzy przeprowadzanie go nie jest wcale celowe. Wiadomo bowiem od dawna, że przymusowe ubezpieczenia społeczne są rodzajem kradzieży zuchwałej.No to może art. 29 kk – „nie popełnia przestępstwa, kto działa w usprawiedliwionej nieświadomości bezprawności czynu”? To ewentualnie mogłoby wchodzić w grę, gdyby dr Gwiazdowski publicznie nie przestrzegł przed bankructwem ZUS. W tych warunkach przeświadczenie o braku bezprawności zmuszania ludzi do opłacania „składki” można tłumaczyć jedynie „upośledzeniem umysłowym”, albo „innym zakłóceniem czynności psychicznych”, nie pozwalającym sprawcy rozpoznać znaczenia czynu (art. 31 kk). Czy jednak takie zakłócenie czynności psychicznych nie jest aby spowodowane głęboką demoralizacją, wyrażającą się w przekonaniu, iż każde działanie władzy publicznej jest uprawnione?Taka demoralizacja ociera się już o postać winy nieumyślnej, którą starożytni Rzymianie określali jako „rażące niedbalstwo” („nimia negligentia id est non intellegere quod omnes intellegunt” – rażące niedbalstwo jest to nie rozumienie tego, co wszyscy rozumieją), czyli osobliwą postać głupoty. A na to, jak wiadomo, nie ma lekarstwa. Na to może być tylko kara.
*****
Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl - http://michalkiewicz.pl/gp_07-12-2006.phpWykorzystane za zgodą Autora.
Dziękujemy.Publikacja dla „Gazeta Polska” · 7 grudnia 2006

piątek, 11 grudnia 2009

DOMAGAJ SIĘ I BROŃ


11-12-09
SIG550 i wolność po szwajcarsku

Bóg stworzył ludzi. Ale to pułkownik Colt uczynił ich równymi.
Nie ma nic ponad widok euro-socjalistów skaczących po suficie gdy zobaczą filmik jak ten poniżej!

Nic dziwnego że pokazywanie takich rzeczy jest w EU polityczno-poprawnym tabu. Nie zdziwimy się gdy euro-imperium oficjalnie tego kiedyś zabroni, nie tolerując wywrotowej alternatywy dla oficjalnej definicji wolności. Bo właśnie o indywidualną wolność tutaj chodzi i o nic innego.

I byłaby w tym zresztą pewna logika. Historia pokazuje że im większe imperium tym silniejsze stają się w nim tendencje totalitarne. Im większa koncentracja władzy w centrum tym mniej wolności na peryferiach.

Filmik traktuje o Szwajcarii i o rzeczy dla każdego libertarianina oczywistej - że kluczem do wolności jest zdolność obywateli do obrony własnej. Bez zdolności obywateli do bronienia się każdy rząd może im narzucić wszystko, z własną definicją wolności na czele. Może im wmusić każdy nonsens, sprzedać każde, nawet najbardziej niewiarygodne kłamstwo. Z demokratycznie wybranego sługi może przekształcić się w brutalnego hegemona realizującego partykularne interesy pociągających za sznurki. Nie mówiąc już o bezbronnym łupie jaki nieuzbrojony obywatel stanowi dla uzbrojonego przestępcy.

Dziękujemy w tym miejscu drogiemu czytelnikowi za zalinkowanie tego klipu na wykopie do naszego dawnego wpisu na ten sam temat pod tytułem Gun control, wariaci i socjalizm.

Nie ma tutaj wiele do dodania. Może tylko mała sugestia na przyszłe wybory - dowolny kraj, dowolny szczebel. Jeśli kiedyś jakiś polityczny krawat zacznie ci prawić o zwiększaniu bezpieczeństwa drogą tuczenia państwa wyższymi podatkami na "więcej policji na ulicach", gdy zaproponuje więcej nakazów, zakazów i przeszkód na drodze obywatela do broni, wstań i powiedz mu że jest albo durniem albo socjalistą.

Zapytaj czemu Szwajcaria, z powszechnym posiadaniem broni palnej przez obywateli, z automatem lub dwoma w każdej szafie, ma jednocześnie najniższy wskaźnik przestępczości w Europie. Jak jest to możliwe? Nie daj się zwodzić bajerem o braciszku strzelającym do siostrzyczki z wykradzionej tacie giwery. Dzieci są też w Szwajcarii. Odrzuć troskę o włamywacza zabitego w środku sypialni który być może nie zamierzał zabić. Nie wierz w "niedojrzałe" społeczeństwo i w widmo jatek z bronią na ulicach.

Do przestraszenia ludzi dobre jest wszystko. Ale nie o straszenie tutaj chodzi. Chodzi o wolność jednostki. Broń nosi uzbrojony po zęby funkcjonariusz państwa. Broń ma każdy przestępca. Broni pozbawiony jesteś tylko ty bo dajesz sobie wmówić że tak będzie bezpieczniej. Komuś pewnie będzie. Ale na pewno nie tobie.

http://dwagrosze.blogspot.com/

©2009 dwagrosze.blogspot.com

- titanic tusqling -

Wojna Tuska
Piątek, 4 grudnia (07:03)
Ile to czasu upłynęło od wizyty w Polsce wiceprezydenta USA, Joe Bidena? Tyle, ile trzeba, żeby wszyscy zapomnieli, jak po tej wizycie ambasador USA publicznie wyraził zadowolenie, że Polska obiecała wysłać dodatkowych żołnierzy do Afganistanu. Informacja o tej obietnicy wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie polskich mediów, na które premier, minister obrony i inni funkcjonariusze rządowi zareagowali zdecydowanymi zaprzeczeniami. Nic nie obiecywaliśmy, żadnych nowych żołnierzy do Afganistanu nie wysyłamy, skądże znowu...
No i proszę. Gdybyż to się zdarzyło pierwszy raz! Ale stara maksyma Talleyranda: "nie wierz nie zdementowanym wiadomościom" sprawdza się w odniesieniu do tej ekipy jak rzadko. Tym razem i tak było softowo, bo ze względu na udział w sprawie ambasadora zaprzyjaźnionego mocarstwa platformersi powstrzymali się od zwyczajowych okrzyków o "podłych kłamstwach pisowskich funkcjonariuszy w mediach" czy innych obelg.

A proszę, kto ciekaw, zerknąć na przykład, jakimi słowami zaprzeczali ludzie Tuska jakoby prowadzili negocjacje z MFW jeszcze na tydzień przed oficjalnym ogłoszeniem ich wyników.

Może zresztą premier rzeczywiście nie został wtedy poinformowany, że złożył taką obietnicę? Może dowiedział się o tym dopiero podczas nocnej rozmowy telefonicznej z prezydentem Obamą? Trzeba taką możliwość dopuścić. Który zresztą z naszych polityków oparłby się, gdyby prezydent USA osobiście zadzwonił do niego z propozycją nie do odrzucenia? I gdyby jeszcze obiecał, że w nagrodę przyśle nam te wielokrotnie obiecywane "Patrioty" - co prawda bez głowic bojowych i na krótko, ale i tym się nasze chłopaki nacieszą.

Chciał nie chciał - wysyłamy. Tylko kogo by tu wysłać? Wojsko Polskie, według informacji zamieszczonej - zapewne przez niedopatrzenie - na stronie internetowej MON, składa się z 95 360 osób, z czego 139 to generałowie; 22 670 - oficerowie; 41 850 - podoficerowie, a 28 200 - szeregowi.

Analizował te dane na łamach "Rzeczpospolitej" Grzegorz Kwaśniak, wykładowca Akademii Obrony Narodowej, i stwierdził krótko - to znaczy, że polska armia w praktyce nie istnieje.

Na 1 dowódcę przypada 0,43 żołnierza, a to znaczy, że w czołgach i transporterach nie ma załóg, w samochodach kierowców, w artylerii są dowódcy działonów, ale nie ma kanonierów, w piechocie zaś dowódcy wydają rozkazy nie istniejącym pododdziałom.

Ostatecznym wysiłkiem Polska jest w stanie urodzić tych kilka tysięcy żołnierzy na misje wojskowe. Dobitnym dowodem jest to, że większość z nich ma już za sobą po kilka tur i wysyłana jest na następne. Również owych 600 dodatkowych żołnierzy, obiecanych uprzejmie Obamie, do Afganistanu pojedzie nie po raz pierwszy. Po prostu nie ma w armii nikogo innego. Nie poślemy tam przecież brzuchatych trepów z garnizonowych biur.

Gdy czas pewien temu rozbił się samolot "Bryza", rodzina zabitego pilota ujawniła, że - ku swemu głębokiemu rozgoryczeniu - przez rok przed katastrofą wylatał on tylko cztery godziny. Gdy ten fakt przypomniałem, MON odpowiedziało mi buńczucznym sprostowaniem, oznajmiając, że "nalot" w naszym lotnictwie zbliżony jest do norm NATO, podając jakieś liczby, które pozostają w całkowitej sprzeczności z tym, co mówią eksperci, nawet ci z sejmowej komisji obrony, i sami piloci, ale oficjalnie zweryfikować ich nie można z uwagi na tajemnicę wojskową.

Dodajmy jeszcze jedno: minister Rostowski zdążył już ogłosić, że na rozszerzenie naszej misji w Afganistanie MON musi znaleźć środki we własnym budżecie, bo od niego nie dostanie ani jednego dodatkowego gronia. Więc chyba niedługo zacznie się wyrywać kaloryfery ze ścian opustoszałych koszar i wyprzedawać.

Nie wykluczam, że Donald Tusk będzie pierwszym premierem III RP, który stanie przed Trybunałem Stanu i trafi do więzienia za kompletne zdemolowanie państwa - w tym także za doprowadzenie polskiego wojska, w imię populistycznych obietnic zniesienia poboru, do stanu z mniej więcej połowy XVIII wieku (brak tylko buntów żołnierzy domagających się wypłacenia zaległego żołdu - na razie organizują takowe jedynie policjanci). Marna pociecha.

Jeśli się to stanie, to kiedyś, kiedy jego uwodzicielski czar minie i Polacy się odkochają - choć pewnie po to, by zakochać się w kimś niewiele lepszym albo jeszcze gorszym. A na razie mamy to, co mamy. Amerykanie kazali, i jest to bodaj jedyna rzecz, która dla rządzącej ekipy ważniejsza jest nawet od sondaży, bo te ostatnio jasno mówią, że Polacy życzą sobie raczej wycofania z Afganistanu niż pchania tam jeszcze i tych resztek armii, jakie nam zostały.

Będąc raczej dalekim od kierowania się w takich sprawach tzw. głosem ludu, tu akurat muszę przyznać większości rację. Wojna w Afganistanie przypomina tę wietnamską sprzed pół wieku - problem nie polega na pokonaniu partyzantów, problem polega na tym, że nie ma komu oddać władzy w państwie, żeby z niego wyjść.

Rząd Karzaja to grupka mianowańców, skorumpowanych i pogardzanych zgodnie przez wszystkich skłóconych w innych sprawach mieszkańców kraju. Państwa jako takiego nie ma, są klany, wciąż zmieniające sojusze.

Od dawnego Wietnamu Południowego obecny Afganistan jest nawet jeszcze gorszy, bo tam była przynajmniej armia, mająca swój esprit de corps i do pewnego momentu zachowująca spójność (złamały ją dopiero klęski po ucieczce Amerykanów, gdy na siły sajgońskie zwaliły się przeważające siły uzbrojone po zęby przez Chiny i ZSSR), a armia afgańska jest fikcją, wielu z jej żołnierzy zaraz po odebraniu podarowanej przez interwentów broni ucieka wraz z nią zasilić siły swego klanu, albo przechodzi prosto do Talibów.

W tej sytuacji obietnice Obamy, że zwiększenie wysiłku pozwoli szybko skończyć wojnę, brzmią mało wiarygodnie. I tak też oceniają je inni sojusznicy, którzy, choć niby tacy w Obamie rozkochani, potraktowali jego apele, delikatnie mówiąc, chłodno. Chyba tylko jeden Tusk wykazał dla nich tyle zrozumienia i entuzjazmu.

Oczywiście tylko dlatego, że dostrzegł w tym polską rację stanu.

Rafał A. Ziemkiewicz
http://fakty.interia.pl/fakty-dnia/news/ziemkiewicz-wojna-tuska,1406458
++++++++++++++
PS.
2009-12-07 16:25
Struktury nowej Europy


W niedawnej publikacji na łamach Le Figaro,francuski członek PE,Michel Barnier wyjaśnił że Komisja Europejska jest kolektywnym premierem Unii.

Twarzą tego kolektywu jest przewodniczący KE Jose Manuel Barroso. Komisja składa się obecnie z 27 przedstawicieli republik związkowych desygnowanych przez poszczególne kraje na pięcioletnią kadencję. W praktyce członkowie KE reprezentują jedynie UE a nie poszczególne republiki. Członek komisji kontynuuje swą kadencję nawet wtedy gdy desygnujący go rząd krajowy podaje się do dymisji. Mało tego, od roku 2014 liczba członków zostanie obniżona o jedną trzecią, tak że nie wszystkie republiki związkowe będą miały swego reprezentanta w KE.

Komisja Europejska funkcjonuje nie tylko jako ciało wykonawcze Unii, ale również ustawodawcze wbrew demokratycznej zasadzie rozdziału kompetencji. W strukturze władzy nowego imperium europejskiego jest tym czym było Politbiuro Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Podobnie jak ZSRR, UE posiada też swego prezydenta Hermana Van Rampuy, belgijskiego Flamanda, który przewodzi Radzie Europy.

Zarówno „premier” jaki i prezydent nie pochodzą z wyboru, ale są mianowani w wyniku zakulisowych przetargów unijnych „elit”.

Na wzór sowieckiej Rady Najwyższej, Unia Europejska posiada też parlament, któremu przewodniczy „nasz” Jerzy Buzek. Jedynymi kompetencjami PE jest możliwość zawetowania mianowania członków Komisji Europejskiej i unijnego budżetu. „Parlament” ten nie posiada uprawnień legislacyjnych, jak również wpływu na mianowanie prezydenta. Jego kompetencje są więc znacznie skromniejsze niż te które nominalnie przysługiwały Radzie Najwyższej ZSRR.

Ratyfikując Traktat Lizboński, demokratycznie wybrane parlamenty krajowe scedowały swą narodową suwerenność na UE, redukując się do roli prowincjonalnych ciał ustawodawczych, będących odpowiednikami sowietów poszczególnych republik związkowych ZSRR. Prawa i obowiązki obywateli w stosunku do Unii są nadrzędne w relacji do „prowincjonalnych”. Jedyny wyjątek od tej reguły przysługuje obywatelom i instytucjom niemieckim.

Zgodnie z konstytucją unijną (Traktatem Lizbońskim), dwadzieścia siedem „prowincji” jest prawnie zobowiązanych do „aktywnego udziału w dziele dobrego funkcjonowania Unii”, a tym samym przekładania interesu UE nad narodowe.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że nad metodycznym wprowadzaniem tej zasady w życie czuwać będzie Flamand, prezydent Van Rampuy, który w wywiadzie z 7 listopada tego roku dla tygodnikaElseviers, w następujący sposóbprzedstawiłswe kredo ideologiczne: „Jestem Europejczykiem, ponieważ idea europejska jest antidotum na flamandzki nacjonalizm, odtrutką na Ruch Flamandzki.” Jako prezydent UE, pan Van Rampuy będzie miał teraz okazję wypróbowania swej „odtrutki” na innych nacjach imperium.

Jeżeli narodom europejskimsprzykrzysię to lekarstwo, jedyną drogą uniknięcia dalszej kuracji będzie, z prawnego punktu widzenia, zdrada stanu, polegająca na działaniach destrukcyjnych w stosunku do państwa, którego są obywatelami. Innej alternatywy mieć nie będą.

czwartek, 10 grudnia 2009

... ( ) wreszcie chce


CHCE POWROTU ZIMNEJ WOJNY

Ja. Ten co wiecie, sie sprzeciwial. Rewiduje swoja opinie dzis, i calym sercem popieram. Wojne. Zimna.

Kto chce tlumaczenia, niech czyta. Kto nie, to moze sobie pojsc do kina na ten film. Co to go jeszcze nie widzial. A ja brne.

W tlumaczenia.

Zaraz bedzie 20 lat od czasu, gdy Zwiazek Socjalistycznych Republik Radzieckich przegral ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Polnocnej. Na punkty przegral, bez jednej kulki wystrzelonej. Czy ktos z was gral w Call of Duty? Ja gralem. Wczoraj. W pojedynku miedzy dwoma strzelaczami mozna wybierac rozne opcje. Jedna z nich jest "OBRONCA". Obronca zastrzelony przez przeciwnika pada... detonujac ladunek wybuchowy. Zawodnik nieuwazny, potrafi po zastrzeleniu Obroncy pasc ofiara takiego wlasnie posmiertnego ataku. Dynamitem. Trotylem. Prochem. Acha, tam na punkty nie mozna wygrac.

Od poczatku wiedzialem, ze to zly przyklad.

Konczy sie druga dekada bez sowietow. Skad to, skad? Skad porownanie do Call of Duty? To troche przez grype i syrop kodeinowy. A troche przez to, ze chodzili dookola siebie dwaj zawodnicy i tak groznie sie stroszyli i tak groznie na siebie warczeli i takie spojrzenia miotali.

Ale obaj zyli.

Ruski padl jednak, ciosem z Ray Guna wykonczony. Padl jak kawka i rozpuknal sie na czesci. Czlek jednak glupi jest a jeszcze bardziej czlek amrykanski. Miast nauki wyciagac, tanczyc nad trupem zaczal.

Przewidywac mozna najgorsze.

Amerykan bulknie. Rozpuknie sie ze szczetem. Ruski wstanie jak zawodnik w grze komputerowej - po nowe zycie. Amerykan dostanie minuty karne za samobojstwo. Rusek bedzie sie szarogesil. Teraz on bedzie mial dwadziescia lat na rozpukniecie sie, a przeciwnik na powstanie z kolan.

Wykres matematyczny dwu sinusoid mi sie pojawil na chwile przed wyobrazni okiem. Oscylator wyimaginowany. Jakby tak zgrac je na powrot w fazie, jakby tak fale stojaca uzyskac? Wytlumic i wyposrodkowac? Ameryke z ludzka twarza miec i ruskow z taka sama tez?

Po plecach przebiega mi dreszcz.
To tylko grypa. Wracam do wyra.

posted by n0str0m0 @ 11:16 AM 3 comments

piątek, 4 grudnia 2009

kiedy.. ( ) zapalą 'reichstag'

Pożar Reichstagu

Data: 27 lutego 1933


Wieczór 27 II 1933 r. w Berlinie był zimny i wietrzny. Niewielu ludzi miało w taką pogodę ochotę przybywać na ulicach. Nikogo też, poza kilkoma nocnymi stróżami nie było w ogromnym gmachu niemieckiego parlamentu - Reichstagu.

Była już godz. 21, gdy pod budynkiem Reichstagu przechodził pewien student. Nagle, do jego uszu doszedł brzęk tłuczonego szkła. Spojrzał w górę - i na jednym z balkonów pierwszego piętra zobaczył postać z pochodnią w ręku. Natychmiast pobiegł na najbliższy posterunek, by poinformować o próbie wzniecenia pożaru.

Zawiadomienie o usiłowaniu podpalenia Reichstagu przyjął oficer dyżurny, Karl Buwert. Zanim jednak powiadomił przełożonych, postanowił osobiście udać się na miejsce zdarzenia, by potwierdzić prawdziwość niecodziennego meldunku.

Pali się!

Wątpliwości nie było. Czerwony blask, dochodzący z wnętrza budynku świadczył o tym, że ogień już się rozprzestrzenił i płonął w kilkunastu miejscach.

Stwierdziwszy, że Reichstag rzeczywiście płonie, Buwert natychmiast wszczął alarm. W ciągu kilku minut okolice Reichstagu zaroiły się od strażaków i policjantów usiłujących otworzyć wszystkie drzwi do budynku. Minęło 19 minut od chwili zauważenia podpalacza, gdy pierwsi strażacy dotarli do sali, w której zbierał się niemiecki parlament. Tam było główne źródło ognia. Płonęły ciężkie, pluszowe zasłony znajdujące się po obu stronach drzwi, paliła się drewniana boazeria, płonął pulpit stenografistki i biurka posłów. Jeden z policjantów zauważył też kilka płonących koszy na śmiecie, ponad 20 podpalonych szmat, a także porzuconą czapkę i krawat. Nie ulegało wątpliwości, że nie był to pożar przypadkowy, lecz dzieło jednego bądź kilku podpalaczy.

Halt! Hände Hoch!

O 21.25 do sali obrad przybyli policjant Helmut Poeschel i inspektor budowlany Alexander Scranowitz. Gdy z przerażeniem patrzyli na trawiący salę posiedzeń ogień, nagle przebiegł koło nich ubrudzony sadzą młody mężczyzna bez koszuli i z rozwianym włosem. Natychmiast krzyknęli, by się zatrzymał i podniósł ręce do góry.

Dlaczego pan to zrobił?!

Zatrzymany młodzieniec nie stawiał oporu. Nie znaleziono przy nim broni, a jedynie scyzoryk, portfel i holenderski paszport na nazwisko Marinus van der Lubbe. Poeschel i Scranowitz nie mieli wątpliwości, że ujęty przez nich człowiek jest podpalaczem. Dlaczego pan to zrobił?! - wykrzyknął Scranowitz. Aby zaprotestować! - wydusił z siebie Holender. Po chwili van der Lubbe został zakuty w kajdanki i wyprowadzony z budynku przez policjantów. W tym momencie, pod gmach Reichstagu podjechało 15 sekcji straży pożarnej. W chwilę później płonący Reichstag polewało wodą 60 strażaków. Po upływie półtorej godziny ogień znalazł się pod kontrolą. Konstrukcja budynku wytrzymała pożar. Jednak najważniejsza część gmachu - sala obrad - spłonęła doszczętnie, a znajdujący się nad nią szklany dach runął w kawałkach na podłogę.

Przerwana kolacja

Minister spraw wewnętrznych Rzeszy i premier Prus, Herman Göring jadł kolację w towarzystwie Adolfa Hitlera, gdy dotarła do nich wiadomość o pożarze Reichstagu. Przeprosiwszy führera, natychmiast udał się na miejsce zdarzeń, by obejrzeć pożar.

"Oto komunistyczna zbrodnia"

Przybyłego na miejsce pożaru Göringa natychmiast otoczył tłum dziennikarzy. Zapytany o to, kto - według niego - mógł podłożyć ogień, Göring nie wahał się ani chwili: " Oto komunistyczna zbrodnia wymierzona w nowy rząd" - zawyrokował. Zaś na rzuconą przez jednego z urzędników parlamentu uwagę, że złapany został tylko jeden sprawca wykrzyknął: "Jeden?! To nie był jeden człowiek, ale dziesięciu, dwudziestu! To sygnał do komunistycznej rewolty!". Na pytanie, w jaki sposób tylu ludzi mogło dostać się do Reichstagu, a następnie niepostrzeżenie uciec z niego minister stwierdził, że podpalacze najprawdopodobniej użyli podziemnych korytarzy łączących parlament ze znajdującym się po przeciwnej stronie ulicy gmachem jego ministerstwa. Następnie znajdujący się wciąż w stanie niezwykłego podniecenia Göring wezwał do natychmiastowej rozprawy z czterema tysiącami członków "partii czerwonego terroru".

Nowy rząd

W momencie podpalenia Reichstagu Hitler był kanclerzem od 29 dni. Lecz naziści nie mieli większości ani w rządzie - w którym tworzyli koalicję z partiami ludowymi i konserwatywnymi, ani w parlamencie, w którym zajmowali zaledwie 33% miejsc. Wkrótce zresztą mogło się to zmienić - 5 marca 1933 miały się odbyć rozpisane przez prezydenta Rzeszy, Paula von Hindenburga, na wniosek kanclerza nowe wybory do Reichstagu.

"Najpierw przyszli po komunistów"

Przedwyborcza kampania przebiegała początkowo spokojnie, by nie rzec - niemrawo. Jednak w dzień po podpaleniu Reichstagu zmieniło się wszystko. Kraj ogarnęła antykomunistyczna histeria. "Trzeba raz na zawsze skończyć z komunistyczną zarazą!" - krzyczały nagłówki gazet sprzyjających NSDAP.

28 II 1933 r. prezydent Hindenburg, opierając się na art. 48 konstytucji Rzeszy Niemieckiej z 1919 r., zgodnie z którym prezydent Rzeszy mógł - w przypadku, gdyby bezpieczeństwo i porządek publiczny w kraju zostały poważnie zagrożone - tymczasowo zawiesić gwarantowane przez Konstytucję prawa obywatelskie (a także użyć wojska w celu przywrócenia porządku) wydał na wniosek Hitlera dekret "O ochronie narodu i państwa". "Dla zabezpieczenia przed zagrażającymi państwu zamachami komunistycznymi" dopuszczalne stają się aresztowania bez nakazu sądu, praktycznie zniesione zostają wolność słowa, prasy, tworzenia związków i organizacji zgromadzeń, dozwolone jest odtąd naruszanie przez policję tajemnicy korespondencji oraz niezapowiedziane rewizje i konfiskaty majątku. Natychmiast ruszyła fala aresztowań. Jej ofiarami w pierwszej kolejności stali się komuniści. Na innych miała dopiero przyjść pora.

Ostatnie wybory

W wywołanej podpaleniem Reichstagu i podjętymi działaniami władz atmosferze histerii i terroru w dniu 5 marca 1933 r. odbyły się wybory do niemieckiego parlamentu. Lecz i w nich naziści nie zdobyli większości miejsc: 288 posłów NSDAP tworzyło 44% spośród wszystkich zasiadających w Reichstagu deputowanych.

Koniec demokracji

Na uratowanie niemieckiej demokracji było jednak już za późno. W 19 dni po wyborach Reichstag ogłosił "ustawę o uwolnieniu narodu i państwa od nieszczęść". Ustawa ta zmieniała obowiązującą konstytucję w ten sposób, że przyznawała prawo do wydawania ustaw rządowi - a nie tylko parlamentowi, jak było wcześniej. Wydawane przez rząd ustawy mogły - co wyraźnie było powiedziane! - być niezgodne z konstytucją. Nie mogły jedynie naruszać uprawnień i samych instytucji Reichstagu oraz prezydenta.

Ein Partei

14 lipca 1933 r. rząd Adolfa Hitlera postanowił: jedyną partią polityczną w Rzeszy jest odtąd Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza. Każdy, kto usiłuje podtrzymać organizacyjną formę innej partii politycznej bądź założyć nową partię, podlega karze ciężkich robót lub więzienia do lat 3.

Proces lipski

Proces o podpalenie Reichstagu toczył się w dniach 20 września 1933 - 23 grudnia 1933 przed najwyższą instancją niemieckiego sądownictwa: Sądem Rzeszy (Reichsgericht) w Lipsku. Na ławie oskarżonych, oprócz ujętego in flagranti Marinusa van der Lubbe zasiedli przywódca frakcji posłów komunistycznych w Reichstagu Ernst Torgler i trzech bułgarskich komunistów: Georgi Dymitrow (późniejszy komunistyczny dyktator Bułgarii), B. Popow i W. Tanew.

Oskarżenie, którego głównym świadkiem był Göring usiłowało przedstawić pożar jako wynik komunistycznego spisku. Lecz mimo pojawienia się przed sądem wielu prominentnych świadków prokuraturze nie udało się wykazać związku między van der Lubbem a pozostałymi "spiskowcami". Georgi Dymitrow udowodnił Göringowi szereg nieścisłości w jego zeznaniach. W rezultacie sąd uwolnił Torglera i Bułgarów od postawionych przeciwko nim zarzutów. Tylko van der Lubbe, który od samego początku nader ochoczo przyznawał się do podłożenia ognia, został skazany na karę śmierci i 10 stycznia 1934 ścięty na gilotynie.

Wina van der Lubbego

Pozostaje pytanie: kto naprawdę podpalił Reichstag? Co do tego, że van der Lubbe był winny, nie ma poważnych wątpliwości. Świadczyło o tym ujęcie go na miejscu zbrodni, jego zeznania, w czasie których wykazał się niezwykłą znajomością wszelkich szczegółów wydarzeń z 27 II 1933 r., a także przeprowadzona z jego udziałem wizja lokalna, w trakcie której okazało się, iż rzeczywiście był on w stanie w krótkim czasie rozniecić ogień w kilkudziesięciu miejscach, używając w tym celu łatwopalnej substancji i strzępów swojej marynarki.

Czy tylko on?

Nie wyjaśniona pozostaje najbardziej zasadnicza kwestia: czy van der Lubbe działał sam? Wydaje się to mało prawdopodobne. Marinus van der Lubbe był człowiekiem ułomnym zarówno fizycznie (na skutek wypadku w dzieciństwie był na wpół ślepy i miał trudności z poruszaniem się), jak również psychicznie niezrównoważonym. Jego zeznania na temat motywów podpalenia Reichstagu były chaotyczne i niekonsekwentne. Zapytany o to, kto mu kazał podpalić Reichstag, pewnego razu odpowiedział, że kierowały nim "wewnętrzne głosy". Trudno było też - mimo jego deklaracji - nazwać go komunistą. Nie miał pojęcia o komunistycznej ideologii, a jedynym jego związkiem z partią była krótkotrwała przynależność do holenderskiej komórki młodzieżowej w roku 1925, czyli wówczas, gdy van der Lubbe miał 16 lat. Wydaje się wątpliwe, by ktoś taki mógł samodzielnie podjąć i wykonać plan podpalenia Reichstagu.

"To ja podpaliłem Reichstag"

Tak więc - mimo, iż wraz z egzekucją van der Lubbego sprawa o podpalenie Reichstagu została oficjalnie zamknięta, spekulacje na temat prawdziwego przebiegu wypadków nigdy się nie skończyły. Kilkunastu z oskarżonych w Procesie Norymberskim zbrodniarzy wojennych zeznało, że spiskiem, w wyniku którego został podpalony Reichstag, ponad wszelką wątpliwość kierował Herman Göring. Natomiast gen. Franz Kalder, szef sztabu generalnego w początkowym okresie wojny, twierdził że gdy podczas przyjęcia na cześć Hitlera w 1942 r. jeden z gości wspomniał o wydarzeniach z 1933 r. Göring przerwał mu gwałtownie i odparł: "Jedyną osobą, która rzeczywiście wie coś na temat Reichstagu jestem ja, gdyż to właśnie ja go podpaliłem!". Czy była to prawda? Pewności co do tego nie ma, gdyż Göring znany był z tego, że lubił się przechwalać.

Bartłomiej Kozłowski, 2004
--------------------------------------------------------------------------------

KONIEC WEIMARREPUBLIK.

Uderzenie na partie komunistyczną w przeddzień wyborów przyniosło hitlerowcom spodziewane profity. W czasie głosowania otrzymali oni 17.277.000 głosów . Hitler wiedział jednak, że jeszcze nie może działać totalnie poza prawem. Mimo wszystko jego NSDAP nie zdobyła większości potrzebnej do zmiany konstytucji. Potrzebował głosów partii Centrum. Nieprzypadkowo w swym oświadczeniu rządowym z dnia 1 lutego a później w expose kanclerza w dniu otwarcia sesji Hitler tak często podkreślał gwarancję ze strony państwa dla wszystkich chrześcijańskich związków wyznaniowych. Ostatecznie Centrum poparło tezę rządu Hitlera o „zjednoczeniu narodu”. Przywódca Centrum prałat Ludwik Kaas wierzył, że autorytet Hindenburga może zapobiec zbyt radykalnym poczynaniom Hitlera. 21 marca dochodzi do obrad ostatniego z „weimarskich” wyborów parlamentu Rzeszy.
Zanim jednak przystąpił on do obradowania w życie weszły już trzy rozporządzenia prezydenckie: „o zwalczaniu podziemnej działalności przeciw rządowi narodowego odrodzenia”,” o powołaniu sądów specjalnych” oraz o amnestii za „czyny przestępcze popełnione w związku z rewolucją narodową”. Parlament przyjął to do wiadomości i uznał ciężkie kary za czyny popełnione przez przeciwników politycznych jednocześnie zwalniając od odpowiedzialność karnej katów.
Hitler za wszelką cenę dążył do tego, aby w ogóle wykluczyć parlament z procesu tworzenia prawa. Już dwa dni później odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o pełnomocnictwach. Reichstag naniósł niewielkie zmiany redakcyjne i przystąpił do głosowania, którego wynik mógł być tylko jeden. „Większością głosów 441 przeciw 94 głosom posłów socjaldemokratycznych, a więc dzięki poparciu wszystkich pozostałych grup parlamentarnych parlament uchwalił ustawę nazwaną pompatycznie „ustawą o usunięciu zagrożenia narodu i państwa”, nazywaną jednak częściej „ustawą o pełnomocnictwach” .
Co to była za ustawa? Był to akt prawny składający się z pięciu dosyć luźno powiązanych artykułów. Pierwszy artykuł o tym, iż rząd Rzeszy może uchwalić prawa powszechnie obowiązujące bez żadnych ograniczeń rzeczowych, które mogą być sprzeczne z konstytucją (art.2). z tego prawa mógł skorzystać tylko rząd, o czym mówił artykuł 5. Pełnomocnictwa te zostały przyjęte na 4 lata, czyli do 1 kwietnia 1937 roku. Był to ostateczny akt zdobycia władzy przez Adolfa Hitlera. W wyniku takich działań dochodzi do swojego rodzaju paradoksu władzy. Otóż na podstawie artykułu 53 konstytucji głowa państwa, czyli prezydent (Hindenburg) mógł w każdej chwili odwołać kanclerza, jednak kanclerz korzystając z nadanych mu praw mógł zmienić każdy przepis konstytucji. „ Dla historyka jest to tylko kwestia do akademickiego sporu. Hitler nie miał żadnej racji występowania przeciw Hindenburgowi, a odwrotnie, potrzebował jeszcze jego moralnego autorytetu, zwłaszcza wobec generalicji, aby pozyskać dalsze jej poparcie” .
Kolejną przeszkodą, jaka stała na drodze jedności narodowej, jaką głosił Hitler był niemiecki federalizm. Fuhrer był zdecydowanym przeciwnikiem tego typu systemu. Dowodem na to jest poświecony tej problematyce oddzielny rozdział w Mein Kampf. Pisał: ”Ponieważ dla nas państwo nie jest tylko formą, ale istotą jego jest treść, narodowość, naród, jest rzeczą oczywistą, że jego suwerennym interesom muszą być podporządkowane wszystkie inne” .

Działania mające na celu ujednolicenie państwa rozpoczęły się od uchwalenia ustawy z dnia 31 marca 1933 roku. Na mocy wspomnianego aktu prawnego rozwiązano wszystkie parlamenty krajowe z wyjątkiem Landtagu pruskiego. W ich miejsce powołani zostali nowi kandydaci, którzy wybrani zostali „kierując się kryterium repartycji głosów oddanych w wyborach do Reichstagu z 5 marca 1933 roku” . Kolejna ustawa mająca na celu ujednolicenie kraju wydano tydzień później. Wprowadzała ona we wszystkich krajach niemieckich z wyjątkiem Prus urząd namiestnika Rzeszy. Byli oni powoływani przez prezydenta na wniosek kanclerza. „ Zadaniem namiestników Rzeszy, sprecyzowanym wyraźnie w ustawie była troska o prowadzenie (w krajach niemieckich) polityki wytyczonej przez kanclerza” . Kadencja namiestnika miała trwać 4 lata.
Następnym krokiem była tak zwana ustawa o „przebudowie Rzeszy” z 30 stycznia 1934 roku. Tymczasem 14 października sfinalizowany zostaje kolejny krok na drodze do zniesienia federalizmu niemieckiego. Owego dnia rozwiązany został Reichstag a wraz z nim wszystkie parlamenty krajowe. Było to działanie łamiące postanowienia pierwszej ustawy „ujednolicającej”. Kolejne wybory wyznaczone zostały na dzień 12 listopada wraz z referendum ludowym. W referendum ludność miała się ustosunkować do polityki wewnętrznej i zagranicznej prowadzonej przez Hitlera. Wybory do krajowych parlamentów nie zostały rozpisane. „Przy frekwencji wyborczej wynoszącej 95,2% jedyna lista NSDAP zdobyła 39,639 tysięcy głosów, czyli 92,2%. W głosowaniu powszechnym przy frekwencji 96,3% oddano 40.632.628 głosów „tak” i 2.101.191 głosów „nie” . Był to kolejny triumf polityczny Adolfa Hitlera. W nowo wybranym Reichstagu zasiadało 639 posłów NSDAP i 22 „gości” . To właśnie na drugim posiedzeniu tego parlamentu została uchwalona wspomniana przeze mnie wcześniej ustawa o „przebudowie Rzeszy”.

Ustawa ta podobnie jak poprzednie tego typu akty miała charakter bardzo lakoniczny. Składała się tylko z 6 artykułów. Był to ostateczny zamach na niemieckie kraje związkowe, celem, którego było doprowadzenie do skrajnego scentralizowania władzy. Jeszcze większe znaczenie dla centralizacji aparatu administracyjnego miało rozporządzenie o zależności służbowej nadprezydentów prowincji w Prusach. Jednym słowem stali się oni stałymi przedstawicielami Rzeszy w prowincjach. Stali się osobami ponad uprawnieniami zwierzchnika administracji, jakim był minister spraw wewnętrznych Prus.
Na drodze Hitlera do dyktatorskiej władzy pozostał już tylko mało znaczący krok.
Chodziło o urząd prezydenta, który sprawowany był przez człowieka stanowiącego symbol dla wielu Niemców a mianowicie Hindenburga.
Na szczęście dla Hitlera można powiedzieć, że problem sam się rozwiązał. Dnia 2 sierpnia 1934 roku Hindenburg zmarł pozostawiając testament polityczny. W owym piśmie ustanawia on Hitlera swym następcą. Mając w ręku tak mocny argument rząd Rzeszy w przeddzień śmierci prezydenta, gdy jego stan był już beznadziejny uchwalił ustawę o połączeniu w jedno urzędu prezydenta i kanclerza Rzeszy.

Hitler posłużył się swego rodzaju grą słów. 2 sierpnia 1934 roku wydał „zarządzenie wykonawcze adresowane do ministra spraw wewnętrznych Fricka. W pierwszym punkcie Hitler zniósł tytuł prezydenta jako rzekomo „związany na zawsze z osobą zmarłego”, nakazując tytułować się „wodzem i kanclerzem Rzeszy” . W drugim punkcie wspomnianego zarządzenia Hitler domagał się potwierdzenia ustawy o głowie państwa przez plebiscyt powszechny w trybie ustawy z 14 lipca 1934 roku. Plebiscyt odbył się zaraz po dostarczeniu opinii publicznej testamentu Hindenburga. W głosowaniu przygniatająco przewagą głosów wygrali popierający ową ustawę.
Tym samym Hitler skupił w swoim ręku uprawnienia władzy centralnej. Akcja ujednolicania była prowadzona również na innych płaszczyznach. Jak pisze Richard Grunberg w swojej książce „Historia społeczna Trzeciej Rzeszy”
tzw. ujednolicenie osiągano „po części przymusem, po części zaś tresurą tych , którzy byli jeszcze w uczelniach” .
Wszyscy praktykujący prawnicy zrzeszeni zostali w jednym związku. Sąd honorowy dysponował nadzwyczaj skutecznymi sankcjami dyscyplinarnymi. „ Członkowie związku nie stosujący pozdrowienia Heil Hitler otrzymywali surowe nagany, a ci, którzy uchylali się od wyborów do Reichstagu i innych oficjalnych plebiscytów, mogli być nawet wykluczeni z izby adwokackiej” .

http://www.trzeciarzesza.info/przebudowa-panstwa-r336.htm