o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

środa, 26 maja 2010

bliźniacza katastrofa

( )

Historia lubi się powtarzać?

19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem.

Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:

1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,

2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,

3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,

4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.

Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na... zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych Rządu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.

(lm, wg) http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/

http://aviation-safety.net/database/record.php?id=19861019-0

albo - albo

2010-05-21 Rzecznik Kremla
image

Istotą wyborów prezydenckich nie będzie wyłącznie wybór personalny pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim. Jest to kolejna odsłona bitwy o Polskę, w której wybierzemy pomiędzy Polską aferalną z silnymi, nieformalnymi wpływami służb o komunistycznym rodowodzie, a Polską Kaczyńskiego. Ta Polska to suwerenna polityka zagraniczna, zdrowy kapitalizm, bez prywatyzacji na zasadach sprzecznych z polskimi interesami. To Polska bez afer takich jak stoczniowa czy hazardowa, to Polska inna, niż ta reprezentowana przez Mira, Zbycha, Grzecha i Rycha.

Polska aferalna, Polska służb - to kraj Bronisława Komorowskiego, który jako jedyny poseł Platformy Obywatelskiej głosował przeciwko rozwiązaniu WSI – służb podporządkowanych operacyjnie i personalnie sowieckiemu GRU.
Komorowski, gdy zaczynał sprawowanie funkcji marszałka sejmu, miał powiedzieć : „Muszę zobaczyć aneks do raportu”. Nic dziwnego, że poznanie zawartości aneksu do raportu z likwidacji WSI było tak ważne, skoro według niektórych informacji faworyt Platformy w wyborach prezydenckich jest jednym z jego bohaterów. Wcześniej, przy okazji upublicznienia raportu z likwidacji WSI, nie bez kozery Komorowski mówił: „Raport WSI był wymierzony przeciwko mnie osobiście. Jako były minister obrony narodowej musiałem się przeciwstawić, niestety udanej, próbie likwidacji kontrwywiadu i wywiadu Polski. To jest eksces, wydarzenie bez precedensu. Ekipa braci Kaczyńskich doprowadziła do poważnego osłabienia polskiego wywiadu."
Kandydat PO musiał się czuć zagrożony, ponieważ w dokumencie widniało jego nazwisko w części dotyczącej nielegalnego handlu bronią,w który wojskowe służby były zaangażowane na szeroką skalę na szczeblu kierownictwa WSI i MON. Chodziło m.in. o dostarczanie na polecenie służb sowieckich za pośrednictwem skazanego w USA handlarza bronią Monzera al-Kassara broni terrorystom antyamerykańskim. W przestępczy proceder zaangażowane było bezpośrednio kierownictwo WSI, o czym mówi publicznie dostępne pismo z 4 października 1993 r. gen. Malejczyka do gen. Izydorczyka, ówczesnego szefa WSI, z propozycją sprzedaży broni do Sudanu. Był on nadzorowany przez kontrwywiad i organizowany na podstawie dyrektywy ministra obrony narodowej w rządzie Hanny Suchockiej Janusza Onyszkiewicza z grudnia 1992 r. Komorowski musiał o tym wiedzieć, ponieważ jako wiceminister obrony w gabinecie Suchockiej bezpośrednio nadzorował te służby. Nie przypadkiem ten nielegalny handel bronią kwitł także w latach 2000–2001, kiedy Komorowski był szefem MON.
Z tej perspektywy nie dziwią groźby Komorowskiego sprzed trzech lat: "Oni[Kaczyńscy]będą za to odpowiadać . (…)Raport WSI to rzecz haniebna, wielu ludziom, którym Polska zaufała po odzyskaniu niepodległości, zrobiono gigantyczną krzywdę, przedstawiono ich jako zdrajców”.
Po publikacji raportu w 2007r. Komorowski jako stronnik WSI atakował przy każdej okazji zwolenników dekomunizacji, w szczególności braci Kaczyńskich. Jego prosowietyzm ujawnił się w pełni przy okazji śledztwa po katastrofie smoleńskiej, kiedy to podobnie jak Tusk uznał postulaty społeczeństwa przejęcia przez Polskę śledztwa oraz powołania komisji międzynarodowej do wyjaśnienia katastrofy za przejaw rusofobii, mogącej zaszkodzić „pojednaniu” polsko-rosyjskiemu. Dla kandydata PO na prezydenta „pojednanie” polega bowiem na byciu wasalem wylewającego krokodyle łzy Putina i Miedwiediewa oraz na bezkrytycznym przyjęciu pełnego sprzeczności i kłamstw rosyjskiego raportu na temat przyczyn tragedii pod Smoleńskiem.
Służalczość wobec Kremla stała się widoczna już wcześniej, gdy w 2008 roku prezydent Lech Kaczyński organizował wsparcie polityczne dla Gruzji napadniętej przez armię rosyjską. Tusk i Komorowski wspierając wówczas Moskwę i oskarżając polskiego prezydenta o wywoływanie napięcia międzynarodowego - weszli w buty rzeczników Putina. Komentując próbę zamordowania głowy państwa polskiego słowami „jaka wizyta, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera”, kandydat Platformy pokazał coś znacznie gorszego aniżeli cynizm i lekceważenie dla prezydenta, którego obarczył winą za ostrzelanie konwoju przez Rosjan. Nie uznał za stosowne zażądać wyjaśnień od Kremla, gdyż – jak powiedział - „najpierw muszą paść pytania do polskiego prezydenta, do jego ochrony, do osób, które organizowały wizytę, odpowiadały za przebieg tej wizyty. Potem, oczywiście, także do Gruzinów”. Jedyną troską marszałka polskiego sejmu było to, że „incydent będzie miał negatywny wpływ na stosunki polsko-rosyjskie.”Taka reakcja, wychodząca naprzeciw propagandzie Moskwy, stawiała polityka PO w roli rzecznika interesów rosyjskich.
Komorowski, który jako druga osoba w państwie zaatakował własnego prezydenta w obronie racji obcego państwa stworzył haniebny precedens, niewyobrażalny w cywilizowanych i suwerennych państwach XXI wieku. Był to jeden z głośniejszych akordów kampanii nienawiści w wykonaniu Platformy, której celem było polityczne zamordowanie prezydenta RP i Prawa i Sprawiedliwości, by - używając słów premiera Donalda Tuska - „wyginęli jak dinozaury”. Oto polityka miłości…
Czy więc zwolennik WSI, wspierający politykę Federacji Rosyjskiej będącej prawnym spadkobiercą bolszewickiego Związku Sowieckiego,która nigdy nie rozliczyła się z ludobójstwa popełnionego na Polakach, polityk wyrażający żal, że w Gruzji nie zamordowano Lecha Kaczyńskiego, ma zostać polskim prezydentem? Gdyby nadzieje PO się spełniły, nie tylko nigdy nie dowiemy się prawdy o katastrofie smoleńskiej, ale przede wszystkim staniemy się kadłubowym państwem – petentem Moskwy.
Bronisław Komorowski powołuje się na przywiązanie do etosu piłsudczykowskiego. W rzeczywistości realizuje program przedwojennej Komunistycznej Partii Polski, która dążyła do likwidacji polskiej państwowości i wcielenia II Rzeczpospolitej do Sowietów.
Julia M. Jaskólska
Piotr Jakucki

wtorek, 25 maja 2010

m a s k i * łzy


Mira Kubasińska
Mira Kubasińska /AKPA

***********

czwartek, 20 maja 2010

jak MAK zasiał Правда.Ру

http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/tu-154m_101.html
http://aviation-safety.net/photos/displayphoto.php?id=20100410-0&vnr=3&kind=C
Huzia na pilota. Czytaj:http://neverlandd.salon24.pl/

PS.
Komisja specjalna

Niczego nie ujmując trzeźwości umysłu pana Johna Kowalskiego i wielu innych komentatorów mojego bloga, omawiających wyniki konferencji prasowej MAK, warto być może pamiętać, że mamy do czynienia z tym samym państwem, które kiedy rosyjscy marynarze umierali wewnątrz leżącego na dnie morza kadłuba atomowego okrętu podwodnego 'Kursk', informowało świat, że wsio w poriadkie, załoga jest żywa, zdrowa, rozmawia z ratownikami, mają ciepło, sucho, tlenu więcej niż wiedzą co z nim zrobić, i czekają tylko na taksówkę do domu, więc żadnej burżujskiej pomocy nie potrzeba. W tym samym czasie, ostatni oficer w lodowatym przedziale rufowym zatopionego okrętu pisał po ciemku list pożegnalny do rodziny. Ciało wydobyli Norwegowie, wiele tygodni póżniej.
Mógłbym również przypomnieć sukcesy rosyjskiej prokuratury w rozwiązaniu spraw Politkowskiej i Litwinienki, ale po co? Żeby mi surowo przypomniano, że przecież Litwinienko był przeziębiony, więc z własnej kieszeni kupił sobie ilość polonu-210 kosztujacą na wolnym rynku ponad 10 milionów dolarów, żeby dodać do herbaty, bo mu ktoś poradził, że to lepsze na grypę niż koniak, no i padł ofiara wlasnej ignorancji. A Politkowskiej nikt nie zastrzelił, tylko spadła ze schodów.

No dobra, dosyć makabrycznych żartów, załóżmy ambitnie, że wszechzwiązkowa komisja lotnicza ma rację, i zawinił błąd załogi.

Należy zatem uznać, że Rosjanie zaorali miejsce katastrofy spychaczami z pobudek filantropijnych, żeby ładniej wyglądało, polskich lekarzy nie dopuścili do sekcji, aby ich nie stresować, ubrania ofiar kazali spalić, bo były pomięte i nieładne, a czarne skrzynki zabrali, bo taką mają tradycję. Wraku Tupolewa Rosjanie nie pozbierali tak dokładnie, jak Brytyjczycy pozbierali dużo większy wrak Boeinga 747 w Lockerbie, ponieważ nie było takiej potrzeby. Od razu przecież było wiadomo, że problem może dotyczyć tylko załogi lub pogody, więc po cholerę kosztownie rekonstruować rozbity samolot. Za to wszystko należy im się wdzięczność, uścisk na misiaczka i pocałunek w same usta, tak jak namiętnie całował Lońkę Breżniewa Jaruzelski.
Wiadomo było, zanim jeszcze prezydencki Tu-154 wystartował z Warszawy, a może nawet zanim jeszcze go wyprodukowano, że gdyby się, co nie daj Boże, coś złego miało temu samolotowi w Rosji przytrafić, to tylko z powodu załogi, pogody, albo obu tych rzeczy. MAK od początku swojego istnienia nigdy nie wydał innego orzeczenia o przyczynie wypadku lotniczego jak "błąd załogi" albo "trudne warunki atmosferyczne".

Serdecznie polecam wszystkim opowiadanie SF Stanisława Lema "Profesor Dońda", w którym jest epizod opisujący, jak w zapadłym kraju afrykańskim znika bez wieści lider opozycji. Po czym opozycja twierdzi, że rząd go zjadł, rząd oświadcza że sam się zjadł, uznany ekspert komentuje, że "jak się wygląda smacznie, lepiej nie chodzić nocą po parku", wszyscy się zgadzają, że im mniej się o tym mówi, tym lepiej, i temat po jakimś czasie idzie w odstawkę. Taki sam jest zapewne idealny rosyjski scenariusz reakcji opinii publicznej w Polsce na katastrofę smoleńską.

W poważniejszym duchu, warto przeczytać tutaj:

ru.wikisource.org/wiki/Сообщение_Специальной_Комиссии_(Бурденко)

albo tutaj:
http://tinyurl.com/2a9okhm
sprawozdanie komisji Burdenki z 1944 roku, która orzekła, że oficerów w Katyniu rozstrzelali Niemcy, między innymi ponieważ pociski znalezione w czaszkach i łuski znalezione obok były produkcji niemieckiej. Strategicznie pominięto, że ZSRR zakupił w latach dwudziestych tyle niemieckiej amunicji pistoletowej, że starczyłoby na połowę ludności Moskwy i cały Leningrad, gdyby taka była wola Politbiura. Niemieckich pistoletów Walter enkawudyści używali z przyczyn BHP. Sowiecka broń krótka nie tylko miała przykry zwyczaj przegrzewać się i zacinać już po kilkudziesięciu egzekucjach, ale także miała większy odrzut, więc funkcjonariusze skarżyli się na ból nadgarstka po dniu pracy. Dziś wiemy, że były to objawy RSI, czyli Repetitive Strain Injury, a dbałość o nadgarstki funkcjonariuszy w 1940 roku plasuje NKWD ZSRR w awangardzie wizjonerów bezpieczeństwa i higieny pracy, znacznie wyprzedzających swoją epokę.
Komisja Burdenki miała od początku gotowe orzeczenie, już w samej swojej nazwie: Специальная Комиссия по установлению и расследованию обстоятельств расстрела немецко-фашистскими захватчиками в Катынском лесу военнопленных польских офицеров(Komisja specjalna do spraw ustalenia i opracowania śledczego okoliczności rozstrzelania polskich oficerów-jeńcow wojennych w lesie katyńskim przez niemiecko-faszystowskich agresorów).


Od 1944 roku dokonał się postęp. Sucha nazwa Межгосударственный авиационный комитет (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) treści orzeczeń już nie sugeruje, jakkolwiek strategicznie powstrzymuje się od podkreślenia, że międzypaństwowość komitetu obejmuje wyłącznie 12 państw członkowskich WNP. Gdyby ZSRR istniał nadal, taki komitet nazywałby się po prostu Всесоюзный (wszechzwiązkowy).
No cóż... O co więc nam właściwie chodzi, i dlaczego najeżdżamy na Rosjan?
Wszak Rosjanie. gdyby tylko chcieli, mogliby powołać speckomisję śledczą, i nazwać ją, powiedzmy, Специальная Комиссия по установлению и расследованию обстоятельств самоубийства президента Республики Польшы путем принуждения экипажа самолёта Ту-154М бортномер 101 к посадке на аэродрому Смоленск-Северный (Komisja specjalna do spraw ustalenia i opracowania śledczego okoliczności samobójstwa prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej popełnionego drogą zmuszenia załogi samolotu Tu-154M nr boczny 101 do lądowania na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj). Mogli, ale nie zrobili tego. Znaczy szanują nas, i biorą pod uwagę wszystkie możliwe przyczyny katastrofy. Nie ma powodu skarżyć sie, że nie potraktowali Polaków poważnie, a raport napisali pod z góry powzietą decyzję. Powinniśmy być wdzięczni, zamiast szukać dziury w całym.

Że co, że tak nie można nas traktować, że my dumne państwo członkowskie NATO i Unii? Jakiego NATO? Z NATO Polska de facto właśnie wystąpiła na własne życzenie, rzucając się Rosjanom na szyję.
http://wtemaciemaci.salon24.pl/184494,komisja-specjalna

środa, 19 maja 2010

bdonek


http://bobolowisko.blogspot.com/

PS.

" Moj ojciec byl lekarzem wojskowym- ochotnikiem w kampanii wrzesniowej a potem
lekarzem Armii Krajowej. O ile moge to ocenic, byli to wszyscy ludzie raczej
kochajacy zycie i wystarczajaco zamozni a wiec dalecy od jakis nastrojow
desperackich czy rewolucyjnych. Nie mniej, gdy tego wymagala sytuacja i interes
narodowy, uczestniczyli w przedsiewzieciach obdarzonych spora doza ryzyka
osobistego i to z wyboru raczej czy z poczucia solidarnosci niz z
administracyjnego przymusu. Od czasow powojennych Polska znajduje sie pod
dominujacym wplywem zydowskiego elementu naplywowego sprowadzonego do kraju
przez radzieckiego okupanta w celu pacyfikacji ludnosci rodzimej. Ci pelniacy
role polakow obywatele "ludowego" panstwa wychowali sie w i holduja nadal
prorosyjskiej kulturze ateistycznego internacjonalnego komunizmu. Odgrywaja oni
role polskich zydow ale jest to w zasadzie semantyczne naduzycie. Dzieki
skutecznej akcji oczyszczania terenu w czasie niemieckiej okupacji zasiedzialych
polskich zydow praktycznie wyniszczono. Dominujacy po 1945r polska scene
polityczno-administracyjna imigranci zydowscy sa elementem obcym, niegdys
ortodoksyjnie komunizujacym, glownie pochodzacym z ZSRR ale takze wywodzacym sie z komunistow przebywajacych w krajach zachodnich gdzie przetrwali
oni wojne. Ich potomkowie do dzis dnia zanieczyszcaja i dominuja polskie
zycie polityczne, gospodarcze i naukowe. W ich rekach znajduje sie tez obecnie
wiekszosc srodkow ksztaltowania opinii publicznej. Wykorzystuja je oni do
rozpowszechniania ideologii sprzecznej z polskimi tradycjami i z polska narodowa
racja stanu.
Nasza Umeczona Ojczyzna znajduje sie obecnie w stanie kuriozalnym.
Jest rzadzona przez mniejszosc nie majaca faktycznie z narodem nic wspolnego,
ktora w dodatku dla utrzymania swojej pozycji robi wszystko aby zdobyc poparcie
odwiecznych wrogow Polski. Niegdys preferowali oni dominacje rosyjska (do ktorej
nadal czuja slabosc wywodzaca sie zapewne z ich korzeni) teraz zas sprzedaja
polskie interesy narodowe sterowanej przez Niemcy Unii Europejskiej. Jesli
sprawy beda sie nadal toczyc w tym samym kierunku to wkrotce Polska bedzie
Polska tylko z nazwy. "



wtorek, 18 maja 2010

Inicjatywa Rodzin


list otwarty, 13-05-2010 13:54


E9e5e8862f544aef3b314018ab0f5ecd
fot. Mulag (Wikipedia)

Jesteśmy przekonani, że piloci Sił Powietrznych są szkoleni do bezpiecznego wykonywania lotów. Dlatego nie możemy zgodzić się z tym, aby odpowiedzialność za skutki tragedii smoleńskiej została przerzucona na nieżyjącą załogę samolotu, w tym jego kapitana.

Warszawa, 12 maja 2010 r.


Apel w obronie dobrego imienia
Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka,
kapitana Tu-154M w dniu 10 kwietnia 2010 r.


Jeszcze nie obeschły łzy na policzkach bliskich 96 osób poległych w katastrofie samolotu Tu-154M z 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Nie tylko rodziny Ofiar, ale również rzesze Polaków łączą się w bólu po śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej i pozostałych uczestników tragicznego lotu.


Opłakując naszych Bliskich, jesteśmy jednocześnie przekonani, że piloci Sił Powietrznych są szkoleni do bezpiecznego wykonywania lotów. Dlatego nie możemy zgodzić się z tym, aby odpowiedzialność za skutki tragedii smoleńskiej została przerzucona na nieżyjącą załogę samolotu, w tym jego kapitana, pilota wojskowego pierwszej klasy – Ś.P. majora WP Arkadiusza Protasiuka. Apelujemy do rządzących naszym państwem, na których ciąży szczególna odpowiedzialność za wyjaśnienie okoliczności śmierci Prezydenta i pozostałych uczestników lotu do Smoleńska: osoby kierujące kluczowymi dla wyjaśnienia sprawy instytucjami nie mogą ulegać łatwej pokusie obciążenia winą pilota i pozostałych członków załogi. Obawiamy się, że jedną z pierwszych prób takiego działania, szczególnie dotkliwie odbieraną przez Bliskich, był znamienny brak przedstawicieli administracji rządowej na państwowej przecież ceremonii pogrzebowej Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka. Jest to szczególnie bolesne i dwuznaczne w sytuacji, gdy jednocześnie Marszałek Sejmu, wykonujący obowiązki Prezydenta RP, odznaczył poległego pilota Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister ON awansował go pośmiertnie na stopień majora. Jako bliscy Ofiar katastrofy smoleńskiej nie możemy się zgodzić na to, aby władze, w imię nieznanych nam celów, dzieliły załogę i pasażerów samolotu specjalnego na dobrych i złych, na ofiary i winnych.


Odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu z 10 kwietnia zależała od załogi samolotu, ale również, w nie mniejszym stopniu, od dowództwa 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego oraz kontrolerów lotu w Polsce i Rosji. Polityczna odpowiedzialność spoczywa, w pierwszej kolejności, na kierownictwie Ministerstwa Obrony Narodowej, rządzie i parlamencie, które to instytucje nie wykazały wystarczającej determinacji, aby po pierwszych złych zdarzeniach w udziałem floty powietrznej 36. SPLT dokonać zakupu nowoczesnych i bezpiecznych samolotów.


Duszy Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka ofiarujemy to, co mamy najcenniejszego, czyli modlitwę. Duchowo jesteśmy przy Jego Bliskich, szczególnie przy Rodzicach, żonie Magdalenie oraz córce Marii i synu Mikołaju, ze słowami otuchy i wsparcia po utracie Drogiej Osoby. Wasz Syn, Mąż i Tata był wspaniałym człowiekiem i doskonałym pilotem, bo przecież tylko tacy mogli latać z Głową Państwa.


W szczególnie trudnej godzinie próby dla nas, rodzin poległych pasażerów samolotu, jesteśmy złączeniu w bólu i cierpieniu z Krewnymi wszystkich członków załogi samolotu specjalnego Tu-154M. Od rządzących państwem i odpowiedzialnych za wyjaśnienie przyczyn tragedii smoleńskiej domagamy się odwagi w pełnym ujawnieniu wszystkich okoliczności odpowiedzialnych za śmierć Prezydenta RP i pozostałych 95 osób pod Smoleńskiem.


Bartosz Fetliński, syn Ś.P. Janiny Fetlińskiej,
Pani Senator RP, która zginęła na pokładzie Tu-154 M;


Ewa i Marta Kochanowskie,
żona i córka Ś.P. Janusza Kochanowskiego,
Rzecznika Praw Obywatelskich,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;


Zuzanna Kurtyka z synami,
żona i dzieci Ś.P. Prezesa IPN Janusza Kurtyki,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;


Gabriela Melak, córka Ś.P. Stefana Melaka,
Przewodniczącego Komitetu Katyńskiego,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;


Andrzej Melak, brat Ś.P. Stefana Melaka;
który zginął na pokładzie Tu-154 M;


Bożena Mikke, żona Ś.P. Stanisława Mikke,
Wiceprzewodniczącego ROPWiM,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

http://niezalezna.pl/article/show/id/34120

Rzeczpospolita Polska, p o w ó d ź 1934

Ratowanie powodzian przez wojsko, powódź lipiec 1934 r.

Trzeba tu jednak stwierdzić, że w istniejących warunkach, administracja państwowa i władze miejskie robiły co mogły aby przyjść z pomocą dotkniętym kataklizmem i zmniejszyć rozmiary klęski. Do akcji ratunkowej od samego początku włączone zostało wojsko które, jak informowało "Hasło", w ratowaniu ludzi i mienia dokonywało cudów - szczególnie wyróżniły się 2 kompanie 5 p. saperów z Krakowa, które przybyły z pontonami, oraz 16 p.p. z Tarnowa. Również policja z komendantem Dzierżyńskim na czele dała nadludzki wprost wysiłek; gazeta wyróżniła ponadto tarnowską Ochotniczą Straż Pożarną z panem Starostką na czele. Organizacją pomocy dla powodzian zajęły się od razu władze miejskie. Prezydent miasta dr Mieczysław Brodziński zarządził uruchomienie kuchni polowych, ustawionych w najbardziej dotkniętych żywiołem rejonach miasta, które wydawały powodzianom darmowe posiłki, opieką objęto też podróżnych unieruchomionych w zatrzymanych pociągach na dworcu kolejowym. Do akcji pomocowej włączył się od razu PCK, który m.in. własną kuchnię polową przekazał do dyspozycji magistratu. Działała ona od 17 do 23 lipca.

Przerwanie lądowych linii komunikacyjnych spowodowało uruchomienie zastępczej komunikacji lotniczej - korespondencja i gazety od wtorku dostarczane były do Tarnowa przez samoloty, które rano i po południu lecąc nisko nad miastem zrzucały worki z pocztą. Podobnym sposobem zaopatrywano i inne odcięte miejscowości pomimo, że łączyło się to z pewnym ryzykiem - np. w środę 18 lipca, w pobliżu Piotrkowic, spadł samolot wiozący pocztę do Nowego Sącza.

Dużą aktywnością w tych trudnych chwilach wykazał się starosta powiatowy, Mieczysław Lissowski . Zgodnie z jego zarządzeniem do zalanych gmin skierowane zostały transporty z artykułami żywnościowymi, co było o tyle istotne, że w kilkudziesięciu gminach woda zabrała wszystko i zapanował głód. Wydał też od razu starosta odezwę do kupców, przestrzegającą przed podnoszeniem cen i lichwą, bo: w odniesieniu do nich znajdzie zastosowanie rozporządzenie Pana Prezydenta Rzp. P. o umieszczeniu w obozach izolacyjnych. Że nie były to puste słowa, pokazały najbliższe wypadki.

Zalane domy w Zgłobicach, powódź lipiec 1934 r.

Z inicjatywy starosty szybko, bo już w czwartek 19 lipca, powołany został Obywatelski Komitet Pomocy dla Powodzian, w skład którego weszli przedstawiciele społeczeństwa i reprezentanci najważniejszych miejscowych instytucji. W prezydium Komitetu znaleźli się: starosta Mieczysław Lissowski, ks. biskup Franciszek Lisowski , prezydent miasta Mieczysław Brodziński oraz płk Stefan Broniowski . Komitet od razu zaczął zbiórkę funduszy i rozpoczął energiczną akcję pomocową. Trzeba tu z uznaniem stwierdzić, że ogrom tragedii wyzwolił niezwykłe wprost pokłady solidarności społecznej i ujawnił wspaniałą postawę mieszkańców regionu. Dość powiedzieć, że w ciągu pierwszego tygodnia Komitet zdołał zgromadzić z datków prawie 30 tysięcy złotych (m.in. od Komunalnej Kasy Oszczędności 10 tysięcy, od księcia Romana Sanguszki 10 tysięcy, od ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego 1 tysiąc), a więc kwotę naprawdę dużą. W krótkim czasie, niezależnie od wspomnianego Komitetu działającego w skali całego powiatu, powstała pewna liczba lokalnych komitetów obywatelskich, które starały się nieść pomoc w mniejszej skali, czasem ograniczonej do wspólnoty sąsiedzkiej. Ślady ich istnienia czasem utrwalone zostały w kronikach szkolnych różnych miejscowości naszego regionu, rzadziej w lokalnej prasie, o ile taka gdzieś istniała.

Zachowały się też relacje o wydarzeniach i znakomitej postawie niektórych osób, niosących innym pomoc. Jedną z takich relacji, odnoszącą się do Żabna, przytacza "Hasło". - W Żabnie cudów bohaterstwa dokonywał em. por. 5 p.s.k. Filipowicz , który w małym kajaku przez dwa dni i noce bez przerwy ratował zagrożonych. Słaniając się na nogach, wypływał co chwila na groźne pozycje, ratując życie dziesiątków ludzi. Żabno i okolice błogosławią tego dzielnego Polaka. Łzy rozrzewnienia płyną do oczu kiedy się widzi, jak ludność wiejska (...) dzieli się ostatkiem z tymi, którym woda zabrała wszystko.

Zalane domy przy ul. Krakowskiej w Tarnowie, powódź lipiec 1934 r.

Obok takich postaw, zdarzały się i inne. Na szczęście, jak się wydaje, stanowiły tylko nieunikniony margines na tle solidarnego jako całość, miejscowego społeczeństwa. Były też one od razu piętnowane i spotykały się z ogólnym potępieniem. W pierwszych dniach powodzi, kiedy sytuacja zmieniała się dynamicznie, a instytucjonalne formy pomocy i opieki nad powodzianami dopiero były organizowane, pojawiały się jednostki które próbowały się obłowić na nieszczęściu innych - przed takimi hienami, jak ich określało "Hasło", broniła opuszczonego dobytku i zalanych domów policja. Niemniej zdarzały się również sytuacje, że pomimo odezwy starosty ostrzegającej przed podnoszeniem cen i lichwą, niektórzy kupcy wykorzystywali przymusową sytuację powodzian - w takich przypadkach, o ile zostały ujawnione, bezpardonowo było stosowane prawo. I tak, na rozkaz starosty aresztowani zostali piekarz Antoni Klimek z Mościc i Kazimierz Bieś z Tarnowa za pobieranie nadmiernych cen za pieczywo. W Tuchowie aresztowano Szymona Tellera i Fajgę Treszer za odmowę sprzedaży zboża i mąki powodzianom.

Najciekawszym, a przy tym znakomicie oddającym charakter ówczesnego prawa, był przypadek żydowskiego handlarza bydła z Tarnowa, Chaima Amstera . Otóż został on aresztowany za wyzysk i wykorzystanie ciężkiego położenia powodzianina, od którego kupił byka o 100 złotych taniej (za 150 zł.) niż rzeczywista wartość zwierza. Prawo zadziałało tutaj w ten sposób, że mięso z byka (trafił po kupnie oczywiście do rzeźni) zostało sprzedane, a pokrzywdzonemu właścicielowi z uzyskanego zysku zwrócono 100 złotych. Przypadek ten jest interesujący jeszcze i z tego powodu, że jak podało "Hasło", (...) ów buhaj wyratował się jedyny z kilku sztuk z powodzi, a to z tego powodu, że Żołędź (czyli Stanisław Żołędź z Ilkowic) siedząc na strychu przez 24 godziny trzymał owego buhaja za rogi.

Innym, napiętnowanym przez lokalną prasę szkodnikiem, był właściciel dóbr z Drużkowic, Krasuski , który posiadał przewóz przez Dunajec na drodze Wesołów - Czchów i odmawiał przewozu powodzianom, rodzinom z mieniem, do Czchowa. W tym przypadku prawo prawdopodobnie nie wkroczyło, w każdym razie brak jest na ten temat informacji.

Po ustaniu opadów i przejściu fali kulminacyjnej sytuacja powoli stabilizowała się, po kilku dniach poziom rzek zaczął się obniżać. Niemniej podwyższony stan wody utrzymywał się jeszcze przez około tydzień. "Hasło" z dnia 27 lipca odnotowało, że Wody na Białej i Dunajcu prawie wszędzie już opadły.

Sytuację w oczywisty sposób to poprawiło. Służby cywilne i wojsko mogły powoli przystępować do przywracania komunikacji i odbudowy zniszczonych elementów infrastruktury, administracja do szacowania strat i opracowywania programów pomocy dla zniszczonych powodzią terenów.

Cały czas działały instytucje pomocowe - PCK prowadził teraz zbiórki odzieży dla powodzian, działał aktywnie Obywatelski Komitet Pomocy dla Powodzian, organizować się zaczęły nowe komitety, środowiskowe (np. nauczycieli) i terytorialne (najbliższy w Zakliczynie), które zajęły się różnymi formami pomocy społecznej. Nie zabrakło wśród nich organizacji politycznych. BBWR prowadził akcję rozdawnictwa żywności - autobusy i samochody ciężarowe z produktami żywnościowymi wysyłane były w zniszczone wodą rejony - akcją kierował poseł Bloku, Starzyk z członkami Zarządu. Pomoc, pomimo kryzysowej sytuacji, dzięki solidarności społecznej przybrała rzeczywiście wielkie rozmiary, łagodząc nędzę zniszczonych powodzią terenów. Jak się też wydaje, miejscowe elity w większości sprawdziły się w czasie tych tragicznych wydarzeń. Pozytywne oceny za działalność podczas powodzi zyskali wśród mieszkańców miasta zarówno prezydent Brodziński jak biskup Lisowski. Szczególnie jednak za swoją postawę chwalony był starosta Lissowski oraz książę Roman Sanguszko, który, jak podało "Hasło" zdobył sobie miłość nieszczęśliwych.

Stopniowo sytuacja normalizowała się, skutki powodzi odczuwano jednak jeszcze długo. Dopiero w połowie sierpnia uruchomiono na całej długości linię kolejową Kraków - Lwów, odbudowa niektórych zniszczonych mostów, w części prowadzona przez wojsko, trwała jeszcze dłużej. W samym Tarnowie do naprawy wałów i uszkodzonych dróg skierowano bezrobotnych - miasto zaciągnąć musiało na ten cel nową pożyczkę.

Przez długi okres czasu działały jeszcze komitety wspomagające powodzian, organizowane były zbiórki pieniędzy, urządzano imprezy charytatywne. Hasło "Nieście pomoc dla powodzian" w prasie tarnowskiej pojawiało się jeszcze do końca września, a mieszkańcy miasta nie pozostawali na to wezwanie obojętni - Obywatelski Komitet Pomocy do 6 września zdołał zgromadzić kwotę już ponad 76 tysięcy złotych. Jeszcze później, bo 18 października zorganizowana została w Tarnowie znakomita wystawa malarstwa polskiego (m.in. O. Boznańska , J. Malczewski , J. Kossak , W. Kossak , L. Wyczółkowski , J. Fałat i in.), połączona z loterią dzieł sztuki, z której dochód przeznaczony został na powodzian.

W sumie kataklizm miał rozmiary jakich ani wcześniej ani później w naszym regionie nie odnotowano. Jak wykazały wykonywane po ustąpieniu wody analizy i obliczenia, w porównaniu z największymi wcześniejszymi wylewami powódź z 1934 roku przekroczyła ustalone do 1933 roku maksima poziomu wody: Skawa przeciętnie o 10 % powyżej rekordowych, Raba przeciętnie o 20 %, Dunajec przeciętnie o 40 %, Wisłoka przeciętnie o 15 % i Wisła przeciętnie o 15 %. Pamiętajmy przy tym, że przekroczenia te odnoszą się do najbardziej tragicznych wcześniejszych powodzi, a niektóre z nich zaliczane były do prawdziwych kataklizmów, np. w latach 1813 i 1884.

Bilans tego wydarzenia był też wyjątkowo tragiczny. Pod wodą znalazło się w sumie 1260 km kw. terenu, zniszczonych lub uszkodzonych zostało 22 059 budynków, 167 km dróg, zerwanych 78 mostów, przerwane zostały wały, a śmierć poniosło 55 osób. Ogółem szkody materialne oszacowane zostały na 60,3 miliona złotych, a więc sumę olbrzymią - około 12 milionów ówczesnych dolarów. Część tych zniszczeń przypadła na powiat tarnowski, część, na szczęście nieznaczna, na samo miasto. Straty powiatu obejmowały 52 zalane wsie, ponad 250 zniszczonych całkowicie lub poważnie uszkodzonych budynków mieszkalnych i gospodarczych - śmierć tu poniosło dziewięć osób i ponad 440 sztuk koni, bydła i trzody chlewnej. W samym Tarnowie uszkodzeniu uległa natomiast część infrastruktury miejskiej (m.in. wodociąg), zalany został tartak na Rudach oraz uszkodzonych zostało trochę domów nad Wątokiemi i Białą, w tym samym rejonie oraz trochę niżej, przy ulicy Krakowskiej i Mościckiego. Na tle zniszczeń, których doświadczył region te straty wydają się niewielkie, pamiętajmy jednak, że dotyczyły miasta wychodzącego dopiero z głębokiego kryzysu i zadłużonego, w którym samo zniszczenie rolniczego otoczenia mogło pośrednio zwiększyć i tak dosyć rozległe obszary biedy.

Budowa zapory na Dunajcu w Rożnowie.

Tragedia roku 1934 wpłynęła za to na strategiczne decyzje dotyczące gospodarki wodnej regionu Pogórza. Po odzyskaniu niepodległości kolejne rządy Rzeczypospolitej dostrzegały co prawda konieczność budowy zapór na górskich dopływach górnej Wisły, ale stan państwa i problemy gospodarcze, spychały decyzje inwestycyjne na drugi plan. Niemniej z inicjatywy prof. Karola Pomianowskiego podjęty został program budowy zapór na Dunajcu, a sam K. Pomianowski stał się autorem projektu zapory w Rożnowie, opracowanego już w latach dwudziestych. Kryzys 1929 roku spowodował wstrzymanie tej inwestycji i odłożenie projektu.

Tragedia z lipca 1934 roku zmusiła jednak rząd do powrotu do tej koncepcji. W imponującym tempie wykonany został teraz nowy projekt, który w Biurze Dróg Wodnych Ministerstwa Komunikacji opracował zespół pod kierunkiem inż. Zbigniewa Żmigrodzkiego . Oparto się na projekcie prof. Pomianowskiego, który zatrudniony też został jako stały konsultant. Równolegle do Dunajca prowadzone były prace na Sole, gdzie już w 1936 roku oddana została zapora i zbiornik w Porąbce. W lutym tego samego roku rozpoczęto natomiast budowę zapory w Rożnowie która, jako największa polska zapora, stać się miała jedną z głównych inwestycji energetycznych powstającego Centralnego Okręgu Przemysłowego. Budowa postępowała w równie imponującym tempie jak prace projektowe - ukończona została w 1941 roku (od wiosny 1940 roku budowę przejęły firmy niemieckie). Napełnianie zbiornika rozpoczęte w drugiej połowie 1941 roku trwało do roku 1943.

W wyniku tych prac powstało wspaniałe dzieło myśli inżynierskiej. Przewężenie doliny Dunajca, w miejscu pogórskiego przełomu pełnego bystrzyn i usianego głazami-samorodami, które zwane były przez okolicznych mieszkańców diabelskim mostem, przegrodzone zostało potężną tamą, długości 550 metrów. Pełna wysokość zapory osiągnęła 49 metrów, z czego 17 metrów wpuszczone zostało w podłoże, szerokość w poziomie korony wyniosła dziewięć metrów. Dzisiaj zapewne nie są to dane nadmiernie imponujące, pamiętać jednak należy, że była to budowla projektowana kilkadziesiąt lat temu i w Polsce nie miała wówczas odpowiednika podobnej skali. W wyniku spiętrzenia wody powstało malownicze jezioro, długie do 22 km i zajmujące powierzchnię - zależnie od stanu wody - od 16 do 20 km kwadratowych.

Nieco później, w 1938 roku, rozpoczęto budowę drugiej, mniejszej zapory w Czchowie i zbiornika wyrównawczego, którą ukończono dopiero po wojnie, w roku 1948. W latach 1938-39 przygotowano jeszcze dokumentację zapory w Niedzicy, tej jednak, z uwagi na wybuch wojny, już nie zdążono zrealizować. Do jej koncepcji, mocno tymczasem zdezaktualizowanej, powróciły władze komunistyczne, które od 1950 roku ponownie podjęły ten temat. Do 1964 roku ciągnęły się studia i prace koncepcyjne, a od 1970 roku rozpoczęła się realizacja, której do upadku komunizmu nie zdążono zakończyć - dopiero w 1995 roku rozpoczęto piętrzenie zbiornika a w 1997 roku nastąpiło zakończenie budowy i oddanie całości obiektów do eksploatacji. Pozaekonomiczne koszty tej inwestycji okazały się jednak znacznie większe niż poprzednio - bezpowrotnie zniszczono m.in. unikalne enklawy drewnianej zabudowy spiskiej oraz krajobraz pienińskiego przełomu Dunajca. Ale to już zupełnie inna historia.

K. Marek Trusz http://www.tarnowskieinfo.pl/tradycja/kroniki011.php
++++++++++++++++++++
PS.

Nowsze sprawy powodzi na Dunajcu, http://www.zzw-niedzica.com.pl/index.htm

oraz - .

Jak działa elektrownia wodna - animacje Flash


start maszyny do pracy turbinowej (37kB)
przykładowy cykl uruchamiania maszyny do momentu synchronizacji z siecią energetyczną
budowa hydro-generatora - Deriaz (240kB)
działanie jazu dolnej zapory w Sromowcach (190kB)
działanie generatora prądu zmiennego (200kB)
odwadnianie sztolni energetycznej (126kB)

hucPO kogo jeszcze zniszczysz

Z mszy pogrzebowej śp. dr. Janusza Kurtyki
- piękne wystąpienie Jego Syna

Zagłoba, pt., 23/04/2010 - 17:36
Media, jak wynika z dostępnych już doniesień z mszy pogrzebowej św. Janusza Kurtyki odprawionej dziś (23 kwietnia) o godz. 13.00, nie dostrzegły że odczytany został na nim doskonały i wielokroć przerywany oklaskami list Jarosława Kaczyńskiego skierowany do rodziny Zmarłego. Zapewne będzie opublikowany więc nie odnosze się do niego. Zwrócę uwagę tylko na to iż mszę świętą odprawił ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz w asyscie księdza Kardynała Franciszka Macharskiego.
Ostatnią osobą żegnającą w kościele śp. Janusza Kurtykę, był jego syn Paweł, nie mający chyba jeszcze 20 lat.

Powiedział tak: Dziękuję wszystkim którzy przybyli na pogrzeb mojego Ojca. Swoje słowa kieruję w szczególności do pracowników Instytutu Pamięci Narodowej tak licznie tutaj zgromadzonych. Zmarli nie przemawiają słowami, lecz wiem, że gdyby tu na moim miejscu stał mój Tata, chciałby wam powiedzieć: "dziękuję! Dziękuję za trud mówienia prawdy. Za trud odkłamywania historii, za ciężką i żmudną pracę, jaką trzeba było wykonać i jaka jeszcze pozostała do wykonania". Był bardzo dumny, że wspólnym wysiłkiem udało się stworzyć instytucję wzbudzającą zaufanie społeczne. W domu nasze rozmowy często dotyczyły bieżących problemów politycznych Polski. I jako syn wiem jak bardzo leżało mu na sercu jej dobro. I jaką wagę przywiązywał do odwagi jaką wykazywaliście mówiąc zdecydowanie i bez poprawności politycznej o faktach przeszłości. Gdyby tu stał pewnie powiedziałby jeszcze, że ta wasza praca nie może się zmarnować, i że trzeba skonczyć rozpoczęte dzieło dla dobra ojczyzny i młodego pokolenia. Boże! do Królestwa Twojego przymij duszę mojego Ojca, a naszym życiem pokieruj tak by mógł być z nas dumny. Dziekuję.

Sądzę że samo to wystąpienie syna śp. Janusza Kurtyki jest świadectwem jakim był On dobrym człowiekiem, skoro tak wychował syna.
Zagłoba - blog

+++++++++++++++++++++
PS.
.

Nie wykluczam ekshumacji - rozmowa z panią Beatą Gosiewską

Portret użytkownika Gazeta Polska - publikacje

Rosjanie przysłali do Polski ubrania zdjęte z ciał ofiar katastrofy brudne i mokre, w szczelnie zapakowanych workach. W siedzibie Żandarmerii Wojskowej dowiedziałam się, że muszą być one spalone ze względu na zagrożenie epidemiologiczne. Zastrzegłam, że jeśli tych rzeczy jeszcze nie spalono, to ja się na to kategorycznie nie zgadzam, ponieważ uważam, że jest to niszczenie dowodów w śledztwie, które się dopiero rozpoczyna. Dziś jestem przekonana, że to nie był wypadek i liczę się z tym, że będzie konieczna ekshumacja ciała mojego męża. Zrobię wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić – jestem to winna mojemu mężowi i wszystkim pozostałym 95 ofiarom smoleńskiej katastrofy – z Beatą Gosiewską, żoną Przemysława Gosiewskiego, posła PiS, wicepremiera w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Dorota Kania

Dlaczego zdecydowała się pani na powołanie swojego pełnomocnika z związku ze śledztwem w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu, w której zginął pani mąż?

Ponieważ jest to jedyna możliwość uzyskania dostępu do jakichkolwiek informacji i dokumentów. Poza doniesieniami medialnymi nikt nas jako rodziny nie informuje, co dzieje się w sprawie. Gdybym wierzyła, że rząd polski zrobi wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić, nie podejmowałabym żadnych działań. Tymczasem słyszę wypowiedzi polskiego premiera, z których wynika, że rząd nie będzie się mieszał do śledztwa, ponieważ uważa, że działania Rosjan są prawidłowe. Mimo że faktycznie pozostawiają wiele do życzenia, czego przykładem jest chociażby zabezpieczenie terenu katastrofy. Ja po prostu nie widzę ze strony rządu woli wyjaśnienia sprawy i dlatego zdecydowałam się na powołanie pełnomocnika. Dlatego też rozmawiam z dziennikarzami. Analizując doniesienia medialne i wydarzenia z ostatniego miesiąca, myślę, że było zbyt wiele zbiegów okoliczności, które skupiły się w jednym miejscu, czyli na smoleńskim lotnisku. Zwątpiłam w to, że ta władza doprowadzi do wyjaśnienia czegokolwiek w sprawie katastrofy. Teraz gdy minął pierwszy szok, widzę, jak to wszystko wygląda. Ta katastrofa obnażyła słabość państwa. Rządzący zajęli się bardzo sprawnie wchodzeniem do urzędów i wyborem nowych władz. Informowano w mediach, jak troszczą się o rodziny, a tak naprawdę to był wielki bałagan i dezinformacja. Liczyłam, że państwo wyjaśni przyczyny tej katastrofy, natomiast to, co widzę, to jakby próba ukrycia przed rodzinami prawdy.

Kto poinformował panią o tragedii?

O śmierci męża dowiedziałam się od znajomych – nikt mnie oficjalnie nie poinformował. Wszelkie informacje pochodziły z mediów. Później Kancelaria Sejmu zaoferowała pomoc w wypełnieniu wniosków o renty i zapomogi. Ponieważ nie prowadzę samochodu, jednorazowo udostępniono mi służbowe auto. Po dwóch dniach dowiedziałam się, że samochód będzie do mojej dyspozycji do dnia pogrzebu. Gdy zapytałam, czy mogą mi przydzielić kierowcę, który jeździł z moim mężem i którego znałam, pani dyrektor z Sejmu powiedziała do jednego z posłów: „znowu będą jeździć po zakupy”.

Kto pojechał do Moskwy na identyfikację pani Męża?

Do Moskwy poleciał wujek, brat matki męża. W Novotelu na miejscu zbiórki widać było, że nasze służby ignorują rodziny. Mojemu znajomemu dwie godziny zajęło oczekiwanie na odebranie od niego materiału do badania DNA. Ponieważ ludzie się denerwowali, pracownicy z ABW oświadczyli, że oni prowadzą śledztwo i są przygotowani na nerwy i powinni się uspokoić.

DNA potrzebne do identyfikacji pobrano od mamy męża, przekazaliśmy też osobiste przedmioty. Ponieważ w Moskwie był wujek, czyli dalsza rodzina, nie pobrano od niego materiału do badań. Ja będąc w Polsce, dowiedziałam się z mediów, że ciało męża zostało zidentyfikowane, tymczasem w Moskwie, zanim to nastąpiło, były spore problemy. Okazało się, że omyłkowo zidentyfikowano ciało kogoś innego jako mojego męża. Dopiero po podaniu przez rodzinę znaków szczególnych, przedmiotów, które mąż miał ze sobą, i po wyglądzie ubrania nastąpiła właściwa identyfikacja. Dla mnie dowodem, że tym razem nie doszło do pomyłki, była obrączka, którą przywiozła rodzina.

Czy w Polsce rodzina starała się o pozwolenie na otwarcie trumny?

Mamie Przemka przekazano informację, że w Polsce nie będzie takiej możliwości, ponieważ trumny będą zalutowane.

Z tego, co mi wiadomo, ciało męża nie miało większych obrażeń, było w całości. Bardzo żałuję, że nie mogłam otworzyć trumny, mam nadzieję, że istnieje jakaś dokumentacja z jej zamknięcia. Nie wiem, dlaczego od początku przedstawiciele rządu odwodzili rodziny od wyjazdu do Moskwy, mówiąc, że ciała są w strasznym stanie. Po wielu rozmowach z bliskimi ofiar katastrofy dowiedziałam się, że większość ciał była w całości. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego już na początku wprowadzono taką dezinformację. Przyjmowaliśmy wszystko za prawdę, a to było na etapie, kiedy byliśmy w szoku, zmęczeni, załamani.

Czy posiada pani informacje z sekcji zwłok męża o przyczynach śmierci?

My nawet nie wiemy, czy była robiona sekcja zwłok męża, ponieważ nas o tym nie powiadomiono. Odebrałam akt zgonu i dokument z identyfikacji spisany po rosyjsku – w tych papierach nie ma godziny śmierci męża, lecz tylko godzina identyfikacji zwłok – 17.10–18.10. Teraz bardzo żałuję, że my jako rodzina nie zażądaliśmy otwarcia trumny i wykonania sekcji zwłok. Bo przecież nie wiemy, co się stało, nie wiemy, czy ktoś z przedstawicieli polskiego rządu był przy zamykaniu i lutowaniu trumny.

Kiedy pani odebrała akt zgonu?

Na lotnisku, po przylocie trumny z ciałem. Podeszła do mnie jakaś pani, która poprosiła mnie na bok. Celnik zwrócił się do mnie o okazanie dokumentu tożsamości. Zapytałam, do czego jest to potrzebne, i wówczas usłyszałam, że otrzymam akt zgonu. To była pierwsza oficjalna informacja, że mąż nie żyje.

Czy odebrała pani ubrania męża?

W Moskwie radzono rodzinie, żeby ubrań nie brała. Były one zdekompletowane – brakowało marynarki, co jest bardzo dziwne. Odzyskaliśmy natomiast przedmioty, które w niej były. Mąż zawsze w wewnętrznej kieszeni marynarki nosił portfel, który się znalazł i, o dziwo, nie był zniszczony. Zawierał pieniądze, karty, dowód osobisty – te przedmioty nawet nie były zabłocone. Znalazło się również pióro, które mąż także nosił w kieszeni – ono jednak było roztrzaskane na kawałki.

Dlaczego nie ma marynarki? Była charakterystyczna, szyta na miarę z tego samego materiału co spodnie, które ocalały z katastrofy. Nie oddano jej rodzinie w Moskwie, nie znalazłam jej także w siedzibie Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim.

Odnaleziono teczkę męża, brakowało w niej tylko kalendarza poselskiego, a na pewno miał go przy sobie – notował w nim telefony, adresy, terminarze i tematy spotkań. Nie oddano go w Moskwie, nie ma go żandarmeria, nie figuruje na liście przedmiotów, które przejęło ABW, jak np. telefon komórkowy.

A w jakim stanie była teczka?

Zupełnie brudna i porwana, także wewnątrz – nie wiem dlaczego, bo ocalałe przedmioty, które się w niej znajdowały: książki, wizytówki, chusteczki higieniczne, były w dobrym stanie. Nikt mi nie potrafił tego wytłumaczyć. Jest to po prostu niemożliwe, aby w tak zniszczonej teczce zachowały się znajdujące się w niej rzeczy. Nikt mnie nie poinformował, gdzie znaleziono przedmioty, które mi oddano.

Czy odzyskała pani pozostałe części garderoby męża?

Nie. Gdy zaczęłam wątpić, że był to nieszczęśliwy wypadek, pojechałam do siedziby Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim z postanowieniem, że zapytam, co stało się z ubraniami ofiar katastrofy. Uzyskałam odpowiedź, że Rosjanie spakowali je do szczelnych, foliowych worków i przesłali do Polski. Przedstawiciele żandarmerii powiedzieli mi również, że te rzeczy były mokre, brudne, zakrwawione i znajdowały się w stanie rozkładu. Twierdzili, że próbowali je suszyć, rozwieszając w garażu, i że stanowiły zagrożenie epidemiologiczne, dlatego nie mogą ich wydać.

Na jakiej podstawie stwierdzono to zagrożenie?

Powiedziano mi, że zebrała się jakaś komisja, która to postanowiła. Panowie z żandarmerii nie potrafili nic konkretnego powiedzieć, co to była za komisja i kto wchodził w jej skład. Sugerowali natomiast, że faktyczną decyzję o zagrożeniu epidemiologicznym podjął sanepid.

Co się stało z tymi rzeczami?

Dowiedziałam się, że podjęto decyzję o ich spaleniu właśnie ze względu na to zagrożenie, nikt natomiast nie potrafił mi powiedzieć, czy je faktycznie spalono. Ja zastrzegłam, że jeśli tych rzeczy jeszcze nie spalono, to kategorycznie się na to nie zgadzam, ponieważ uważam, że jest to niszczenie dowodów w śledztwie, które się dopiero rozpoczyna. Dziś jestem coraz bardziej przekonana, że to nie był wypadek, i będzie konieczna ekshumacja ciała mojego męża. Zrobię wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić – jestem to winna mojemu mężowi.

Czy miała pani przydzieloną osobę, która pomogłaby pani w tym najtrudniejszym czasie tuż po katastrofie?

Nie, ponieważ ciągle zmieniały się informacje o pełnomocnikach. Najpierw miało się nami – rodzinami ofiar – zajmować MSZ, później dowiedzieliśmy się, że MSWiA, a jeszcze później, że Kancelaria Sejmu. O tym, że w ogóle mogę prosić o jakiegokolwiek pełnomocnika, dowiedziałam się podczas mszy na placu Piłsudskiego od członków innej rodziny. Wcześniej wykonywaliśmy setki telefonów i nic się nie mogliśmy dowiedzieć. Np. pani z Kancelarii Sejmu mówiła mi, żebym poprosiła o pomoc wojewodę zachodniopomorskiego, bo tam mój mąż jest zameldowany na stałe, później dowiedziałam się, że w sprawie organizacji pogrzebu mam się zwrócić do wojewody mazowieckiego.

Panie z Kancelarii Sejmu były miłe, ale niewiele mogły pomóc. Informacje, które uzyskiwaliśmy z biura obsługi posłów, okazywały się nieaktualne. O najistotniejszych rzeczach dowiadywałam się z mediów. Trumna z ciałem męża przyleciała z Moskwy tydzień po katastrofie. To był najkoszmarniejszy tydzień w moim życiu, setki telefonów (również do Moskwy), długie dni oczekiwania, zero informacji, o przylocie powiadomiono nas trzy godziny wcześniej.

Wtedy marzyłam, by wreszcie ten koszmar się skończył, aby odbył się pogrzeb. Zanim on nastąpił, musieliśmy przejść przez cały ciąg formalności: obejrzenie miejsca pochówku na Powązkach Wojskowych, rozmowy z przedstawicielem zakładu pogrzebowego, który na kilka dni przed pogrzebem nagle oświadczył, że ma dużo pracy i chce się w y c o f a ć. Gdy pytaliśmy, czy mogą podstawić autokary do przywozu uczestników pogrzebu z kościoła na Powązki, zapytano, czy rodzina dopłaci, bo oni nie mogą nie zmieścić się w kosztach.
Bardzo często czułam, że przedstawiciele rządu zostawili mnie samej sobie i sama muszą sobie radzić. To na mnie spoczął ciężar organizacji pogrzebu, pomogli mi przyjaciele, dopiero później dowiedziałam się, że pogrzeb państwowy powinien zorganizować zakład pracy.

Premier powiedział, że państwo w obliczu smoleńskiej tragedii zdało egzamin.

Ja tego nie odczułam. Widziałam natomiast chaos, dezinformację, puste medialne gesty. Kilka dni temu zadzwoniła do mnie pani z Kancelarii Sejmu i zaprosiła na otwarcie pomnika ofiar katastrofy. Powiedziała mi też, że są do odebrania urny z ziemią smoleńską. A ja
zamiast urn z tą ziemią chciałabym, aby Rosjanie solidnie zabezpieczyli miejsce katastrofy, chciałabym być wreszcie na bieżąco informowana o śledztwie w sprawie katastrofy, w której zginął mój mąż.

Chciałabym, aby przedstawiciele władz zadbali o groby ofiar tragedii. Nie wszystkie rodziny są w stanie podnieść się z tej strasznej tragedii i zadbać o mogiły. Ostatnio byłam na Powązkach na grobie męża i na własne oczy widziałam, jak wyglądają niektóre mogiły ludzi, którzy przecież mieli państwowe pogrzeby.

Ostatnio kilkanaście rodzin ofiar katastrofy podpisało list, by nie wykorzystywać tragedii smoleńskiej do celów politycznych. Podpisałaby się pani pod nim?

Nie, ponieważ uważam, że domaganie się pełnego wyjaśnienia smoleńskiej tragedii przez kogokolwiek nie jest żadną polityką.
Wiem natomiast, że teraz rodziny muszą się zjednoczyć i dążyć do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Mówię to z przykrością, ponieważ tuż po 10 kwietnia liczyłam, że dążeniem do prawdy zajmie się państwo. Gdy zwątpiłam, że państwo w osobie premiera będzie chciało wyjaśnić tę sprawę,
postanowiłam działać. Uważam, że poległym w katastrofie prezydenckiego samolotu należy się ujawnienie prawdy.
Zrzucanie winy na pilotów bez żadnych dowodów jest skandaliczne. Jestem przekonana, że piloci byli ostatnimi ludźmi, którzy mogli przyczynić się do tej katastrofy. Uważam, że podanie informacji, iż to błąd pilota był przyczyną tragedii, jest uzasadnione wyłącznie wtedy, gdy zostanie to udowodnione ponad wszelką wątpliwość. Oni nie mogą się bronić, bo nie żyją. Pozostawili rodziny, żony, dzieci. My przeżywamy tę katastrofę strasznie. Co muszą czuć najbliżsi tych pilotów, gdy słyszą płynące z mediów oskarżenia? Oni
zostali zlinczowani, zanim rozpoczęło się śledztwo.
Są to po prostu łajdackie działania, by znaleźć kozła ofiarnego, a nie po to, by wyjaśnić sprawę.

-beneficjentom -żałoba -gore


" Sa tacy, również tu, na Salon24.pl, którym przeszkadza stan żałoby; odmawiają prawa do niej, dowodzą, że powinna pośpiesznie wygasać z upływem czasu. Maja pretensje, że to jeszcze, że przecież już upłynał miesiąc, więc ile można nie rozstawać się z kirem. Nie wierząc w mozliwosć nawet żałoby tak dlugotrwałej, bo miesięcznej, upatrują fałszu w przygnębieniu, odbierają jej autentyczność, zarzucają epatowanie nią, choć przecież nawet strój żałobny zgodnie z polska tradycją najbliżsi noszą przez rok.

Jakby już nie mogli wytrzymać, aby nie odczuwając sami nie tylko smutku, ale nawet straty, wymóc na innych zrzucenie szat żałobnych i wejście z nimi w gry i zabawy. Tę postawę zrozumieć można, kiedy sami nie żałując chcieliby spędzać czas w wesołym otoczeniu, a nie w ciszy i skupieniu. Ale nie można zrozumieć, dlaczego odczuwając wesołość, nie potrafią tolerować odmiennych uczuć u innych, którzy doznali straty.

Nie pojmuję, dlaczego fakt trwania kampanii wyborczej ma wymuszać na wszystkich jej uczestnikach i całym społeczeństwie zarzucenie żałoby po tragicznej śmierci Prezydenta RP, z powodu której właśnie te wybory zostały rozpisane. Jak może zapaść nagła amnezja odnośnie przyczyny takiego ich terminu.

Nie rozumiem, dlaczego politycy rządzącego ugrupowania politycznego mają o żałobę pretensje do wszystkich, którzy ją noszą czy odczuwają. Jako osoby odpowiedzialne za Polskę winni wręcz dawać jej przykład obywatelom, a nie ciągle zarzucać im, że poświęcają uwagę smutkowi po śmierci najwyższych władz państwowych, że dopominają się wyjaśnienia przyczyny katastrofy, która ja spowodowała. Powinni okazać co najmniej zrozumienie dla traumatycznego przezycia, jakim była dla wielu obywateli kraju ta nagła strata, nawet, jeśli nie odbierają ich śmierci jako straty osobiście. Na rządzących ciąży obowiązek szacunku wobec racji stanu, pielęgnowania atrybutów państwowości; to przede wszystkim oni powinni dawać swoją żałobą przykład,' również jeśli chcieliby, aby ich podobnie żałowano przy innym zrządzeniu losu.

Tymczasem w obliczu dramatu o niespotykanej w Polsce i na świecie skali, który wydarzył się świeżo, bo co to jest miesiąc (!), politycy rządzącego ugrupowania w coraz bardziej dosadnych słowach krytykują cierpiące społeczeństwo, miotają obelgami - sami lub ustami przedstawicieli zarzucając nie tylko fałsz żałoby, jakby nie było do niej prawdziwego powodu, ale wykpiwając samą ż a ł o b ę.

Czy sądzą sami po sobie?"
http://opinie.nienachalne.salon24.pl/

poniedziałek, 17 maja 2010

s o n d a ż




Głosowanie na prezydenta

Przed głosowaniem lista kandydatów na prezydenta jest ułożona w losowej kolejności. Po zagłosowaniu lista sortuje się wedle sumy głosów i widać na niej kto aktualnie zebrał największą ilość głosów.

Lista prezentuje liczbę niepowtarzających się głosów oddanych z adresów IP i przez zalogowanych użytkowników. Każdy załogowany użytkownik może oddać jeden głos i tylko jeden głos jest zliczany z każdego adresu IP. Głosy po pewnym czasie są usuwane, jeśli nie zostaną odnowione - szczegóły są opisane na stronie "Zasady głosowania".

Jeśli chcesz utajnić głosowanie kliknij w opcję: zaszyfruj połączenie.

Nr Imiona i nazwiska Odsyłacze Głosuję za Głosów IP Głosów użytkowników Głosów razem
1 Jarosław Kaczyński wiki, szukaj, wiadomości 11473 50.83% 638 62.24% 12111 51.33%
2 Janusz Korwin-Mikke wiki, szukaj, wiadomości 5829 25.83% 216 21.07% 6045 25.62%
3 Bronisław Komorowski wiki, szukaj, wiadomości 3320 14.71% 91 8.88% 3411 14.46%
4 Marek Jurek wiki, szukaj, wiadomości 556 2.46% 40 3.90% 596 2.53%
5 Grzegorz Napieralski wiki, szukaj, wiadomości 451 2.00% 13 1.27% 464 1.97%
6 Andrzej Olechowski wiki, szukaj, wiadomości 360 1.60% 16 1.56% 376 1.59%
7 Andrzej Lepper wiki, szukaj, wiadomości 216 0.96% 2 0.20% 218 0.92%
8 Bogusław Ziętek wiki, szukaj, wiadomości 135 0.60% 3 0.29% 138 0.58%
9 Kornel Morawiecki wiki, szukaj, wiadomości 127 0.56% 5 0.49% 132 0.56%
10 Waldemar Pawlak wiki, szukaj, wiadomości 103 0.46% 1 0.10% 104 0.44%
* Podsumowanie 22570 1025 23595

Przyjąłem głos na kandydata: Jarosław Kaczyński.

Podsumowanie sondażu z rozbiciem na głosy IP i użytkowników
+++++++++++++++

http://polskie-partie-polityczne.appspot.com/president-election