WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
sobota, 8 listopada 2008
Chocim, 1673. Gloria Vis.
Hetman Stanisław JABŁONOWSKI
11 listopada 1673. Chocim. RZPLITA OBOJGA NARODÓW
Jacek Jarecki, 8 listopad, 2008 - 16:18 Blog historia tekstowisko
Już dziesiątego nie było nam do śmiechu. Deszcz tak zacinał, że zbliżająca się bitwa zdawała się błahostką. Wieczorem jak stanęliśmy w szyku – a deszcz siekł niemiłosiernie – Już też z panem Orkowskim mówiliśmy wówczas, że nijakiej rozkoszy nie użyjemy na tym polu. Bisurmaństwo w naszych dawnych okopach szkaradnie gotowe z armatą uszykowane - Siły niby równe, ale jak to u nich... Zliczyć tego nie sposób, kto do walki gotowy, bo tam sług i przy taborach ludzi bylejakich mrowie.
No, to my na koniach w szyku, hetmana Jabłonowskiego usaria! Ciemno jak w rzyci – Już z drzewem w łapskach, proch chronim, szable w gotowości! Już też i deszcz marznąć począł i lodem nas skuwało powoli. Piechota ogni palić nie może, bo z armat okrutnie tłuką Allacha takie syny, to się i gorzałką grzeje.
Ryki między ludźmi straszne. Już by i sami o mało nie ruszyli! Dragoni zajeżdżali szeregi i płazem tłukli. Nagle szum powstał od prawego skrzydła, że hetman Sobieski jedzie! Aż tu jak nie gruchnie bęben, a trąby! Już lonty przy armacie! Wszystko stanęło niczym w błysku jakimś, a pohańce już na wałach w powietrze swemi pukawkami grzmią!
Ucichło, a za trzy pacierze znowu! Który koń, albo i jeździec do bitwy nie przywykł, albo z krwi gorącej, już i szyki łamie, a koniem zatacza.
Ja też się wybrałem w ziąb taki bez gaci ciepłych, co niby swoboda ruchów w walce ważna. Koń mi mdleje. Już go Józek gorzałką naciera, a widzę, że i siebie odpowiednio smaruje. My po łyczku jeno i dalejże ziąb gotowością serdeczną zabijać. Widzimy, że noc długa, a jeno psubratów płoszym onymi alarmami, żeby ogrzać się nie mogli.
Pan Orkowski cały jakby bałwan lodowy, a przecie śmieje się jakoś do mnie mroźnie i osobliwym napitkiem mołdawskim mnie częstuje.
Hetman Jabłonowski, jak orzeł w niebiosach, bo tygrysy mu niczym skrzydła wiatr rozwiewa, ciągle miedzy nami.
-Podobny do kwoki wśród kurcząt!
Już taka osobliwa w śmiechu pociecha, gdy i chęć i gotowość, a przeciw nam jeno aura niestateczna i onych barbarusów, licząc lekko na czterdzieści tysięcy.
Cóż mi tam - byle nie zmarznąć. Ta blaszka, która niby to ozdoba, a niby chroni, już mi całkiem kinol odmraża. A już i grad tłucze. Północ. Psie syny ogniska palą, to nasi z armat celnie biją! Ałłach! Cóż za wycie! Już tam do raju setkami idą, a my w śmiech!
U nas kawalerów zacnych onej nocy zamarzło 23, a co ciurów, a z piechoty, gdzie kto popiwszy zbytnio zasnął już zmarzł.
Ja już też w ostatnich, bez onych kalasajdów terminach, trzęsę się niby listek, ale młody byłem - to i zdzierżyłem. Wierzcie mi jeno, że najstraszniejsza to noc była, z tych co przeżyłem.
Przed bitwą, krwi rozlaniem, zawsze w sercu bojaźń przecie jest, a tej nocy nie czuliśmy nic, poza pragnieniem jakiegoś ciepła. Majaczyłem chwilami, że kominek, kobiety, że tace dymiące służba na stoły wnosi, ale pan Orkowski widząc, ze Jarecki drzemie, przecie zawsze mnie przez kark przejechał!
Po pólnocy galancie już było, kiedy w tej śmiertelnej lodowatej godzinie sam Hetman Wielki Sobieski nasze szeregi nawiedzić raczył. Jakby nas żelazną rózgą kto tłukł, takiego efektu w szeregach niezdolen byłby uczynić. Jedzie nasz wódz ukochany na koniu czarnym jak noc, cały w skórach niedźwiedzich. Tego poklepie , tamtego przytuli ręką prawie już królewską. Tu się zaśmieje, zakpi z onych turczynów marnych. Duch w szeregach tak rósł, że zmarzniętych rycerzy szeregi, jakby gęstniały, jakby wzwyż rosły, piękniały!
Na koniec wam opowiem, jak do mnie podjechać raczył i co mi rzekł cicho, ot na ucho, mnie struchlałemu przecież przed taka personą.
Zatoczył koniem, bo uprzednio mnie minął, a podjechawszy w strzemię, rzec raczył:
- Co to Waść siedzisz na onej kobyle, niczym podesrany! Ruszże się! Dajże innym przykład jaki! - I odjechał w ciemność, a zaraz pan Orkowski się zbliżył, a sąsiad dobry to przecie i druh ukochany.
- Co rzekł Waćpanu? Co rzekł, w imię Chrystusa, powiedz Waćpan! - Odetchnąłem głęboko, bo i myśli zebrać, czas był najwyższy. No to i mówię, nieco lodem plując.
- Rzekł, że wielką widzi we mnie ochotę, i cobym temperament studził, a rana w gorącości doczekał!
No i do tego przyszło. Krwi bisurmańskiej przelałem mnóstwo. Łupy zdobyłem godne, a także sławę, że byłem ostatni, którego król nasz ukochany, a wówczas Hetman Wielki Koronny do boju osobiście raczył zagrzewać! Chwała Bohaterom!
11 listopada 1673. Chocim. RZPLITA OBOJGA NARODÓW
Jacek Jarecki, 8 listopad, 2008 - 16:18 Blog historia tekstowisko
Już dziesiątego nie było nam do śmiechu. Deszcz tak zacinał, że zbliżająca się bitwa zdawała się błahostką. Wieczorem jak stanęliśmy w szyku – a deszcz siekł niemiłosiernie – Już też z panem Orkowskim mówiliśmy wówczas, że nijakiej rozkoszy nie użyjemy na tym polu. Bisurmaństwo w naszych dawnych okopach szkaradnie gotowe z armatą uszykowane - Siły niby równe, ale jak to u nich... Zliczyć tego nie sposób, kto do walki gotowy, bo tam sług i przy taborach ludzi bylejakich mrowie.
No, to my na koniach w szyku, hetmana Jabłonowskiego usaria! Ciemno jak w rzyci – Już z drzewem w łapskach, proch chronim, szable w gotowości! Już też i deszcz marznąć począł i lodem nas skuwało powoli. Piechota ogni palić nie może, bo z armat okrutnie tłuką Allacha takie syny, to się i gorzałką grzeje.
Ryki między ludźmi straszne. Już by i sami o mało nie ruszyli! Dragoni zajeżdżali szeregi i płazem tłukli. Nagle szum powstał od prawego skrzydła, że hetman Sobieski jedzie! Aż tu jak nie gruchnie bęben, a trąby! Już lonty przy armacie! Wszystko stanęło niczym w błysku jakimś, a pohańce już na wałach w powietrze swemi pukawkami grzmią!
Ucichło, a za trzy pacierze znowu! Który koń, albo i jeździec do bitwy nie przywykł, albo z krwi gorącej, już i szyki łamie, a koniem zatacza.
Ja też się wybrałem w ziąb taki bez gaci ciepłych, co niby swoboda ruchów w walce ważna. Koń mi mdleje. Już go Józek gorzałką naciera, a widzę, że i siebie odpowiednio smaruje. My po łyczku jeno i dalejże ziąb gotowością serdeczną zabijać. Widzimy, że noc długa, a jeno psubratów płoszym onymi alarmami, żeby ogrzać się nie mogli.
Pan Orkowski cały jakby bałwan lodowy, a przecie śmieje się jakoś do mnie mroźnie i osobliwym napitkiem mołdawskim mnie częstuje.
Hetman Jabłonowski, jak orzeł w niebiosach, bo tygrysy mu niczym skrzydła wiatr rozwiewa, ciągle miedzy nami.
-Podobny do kwoki wśród kurcząt!
Już taka osobliwa w śmiechu pociecha, gdy i chęć i gotowość, a przeciw nam jeno aura niestateczna i onych barbarusów, licząc lekko na czterdzieści tysięcy.
Cóż mi tam - byle nie zmarznąć. Ta blaszka, która niby to ozdoba, a niby chroni, już mi całkiem kinol odmraża. A już i grad tłucze. Północ. Psie syny ogniska palą, to nasi z armat celnie biją! Ałłach! Cóż za wycie! Już tam do raju setkami idą, a my w śmiech!
U nas kawalerów zacnych onej nocy zamarzło 23, a co ciurów, a z piechoty, gdzie kto popiwszy zbytnio zasnął już zmarzł.
Ja już też w ostatnich, bez onych kalasajdów terminach, trzęsę się niby listek, ale młody byłem - to i zdzierżyłem. Wierzcie mi jeno, że najstraszniejsza to noc była, z tych co przeżyłem.
Przed bitwą, krwi rozlaniem, zawsze w sercu bojaźń przecie jest, a tej nocy nie czuliśmy nic, poza pragnieniem jakiegoś ciepła. Majaczyłem chwilami, że kominek, kobiety, że tace dymiące służba na stoły wnosi, ale pan Orkowski widząc, ze Jarecki drzemie, przecie zawsze mnie przez kark przejechał!
Po pólnocy galancie już było, kiedy w tej śmiertelnej lodowatej godzinie sam Hetman Wielki Sobieski nasze szeregi nawiedzić raczył. Jakby nas żelazną rózgą kto tłukł, takiego efektu w szeregach niezdolen byłby uczynić. Jedzie nasz wódz ukochany na koniu czarnym jak noc, cały w skórach niedźwiedzich. Tego poklepie , tamtego przytuli ręką prawie już królewską. Tu się zaśmieje, zakpi z onych turczynów marnych. Duch w szeregach tak rósł, że zmarzniętych rycerzy szeregi, jakby gęstniały, jakby wzwyż rosły, piękniały!
Na koniec wam opowiem, jak do mnie podjechać raczył i co mi rzekł cicho, ot na ucho, mnie struchlałemu przecież przed taka personą.
Zatoczył koniem, bo uprzednio mnie minął, a podjechawszy w strzemię, rzec raczył:
- Co to Waść siedzisz na onej kobyle, niczym podesrany! Ruszże się! Dajże innym przykład jaki! - I odjechał w ciemność, a zaraz pan Orkowski się zbliżył, a sąsiad dobry to przecie i druh ukochany.
- Co rzekł Waćpanu? Co rzekł, w imię Chrystusa, powiedz Waćpan! - Odetchnąłem głęboko, bo i myśli zebrać, czas był najwyższy. No to i mówię, nieco lodem plując.
- Rzekł, że wielką widzi we mnie ochotę, i cobym temperament studził, a rana w gorącości doczekał!
No i do tego przyszło. Krwi bisurmańskiej przelałem mnóstwo. Łupy zdobyłem godne, a także sławę, że byłem ostatni, którego król nasz ukochany, a wówczas Hetman Wielki Koronny do boju osobiście raczył zagrzewać! Chwała Bohaterom!
..tamta Listopadowa..
Rzeź Pragi
Władimir Putin zafundował rodakom nowe święto. Rewolucji bolszewickiej już nie czczą oficjalnie, więc wymyślili Dzień Jedności Narodowej. Dzisiaj zatem Rosja po raz pierwszy świętuje rocznicę wygnania z Kremla w 1612 r. polskiej załogi.
My zaś możemy po raz dwieście jedenasty obchodzić dzisiaj inną rocznicę, związaną z polsko-rosyjskimi dziejami. Rzeź Pragi z 1794 roku to wymordowanie w ciągu kilku godzin przez wojska rosyjskie pod dowództwem Aleksandra Wasiljewicza Suworowa ok. 20 tysięcy bezbronnych mieszkańców. Zbrodnia ta odbiła się szerokim echem po całej ówczesnej Europie. Warszawa ma jak widać szczęście do zwycięzców, których nie zadawala sukces militarny - potrzebują jeszcze upokorzyć i ukarać Miasto.
Po klęsce Tadeusza Kościuszki pod Maciejowicami ostatnim punktem oporu stała się stolica. Aleksander Suworow, główny dowódca rosyjski, zdawał sobie doskonale sprawę, że w sytuacji, w jakiej znalazło się powstanie, zdobycie i złamanie stolicy będzie końcem walk. Warszawa stała się już nie tylko punktem ważnym wojskowo, ale - przede wszystkim - propagandowo. Słabo przygotowana do obrony Warszawa nie mogła się długo bronić. Do walki przystąpili żołnierze armii litewskiej oraz ci, którzy ocaleli spod Maciejowic, a także milicja miejska (warszawska i praska). Łącznie siły obrońców nie przekraczały 20 tysięcy ludzi.
Suworow rozpoczął szturm ostrzałem artyleryjskim już 3 listopada. Był to zabieg mający na celu zmylenie obrońców – uśpienie ich czujności przez stworzenie wrażenia, że wróg przygotowuje się do długotrwałego oblężenia.
Zabieg się powiódł – nikt z dowództwa Warszawy nie spodziewał się, że następnego dnia rozpocznie się zmasowany atak, który w ciągu kilku zaledwie godzin złamie opór. Rosjanie zajęli pozycje o godzinie 3 nad ranem 4 listopada 1794 roku, a już o 5 rozpoczęli szturm; walki trały do 9 rano..
Sam Suworow tak opisał szturm i rzeź Pragi w raporcie do carycy Katarzyny:
Po przezwyciężeniu wszystkich trudności i przełamaniu zaciekłej obrony nieprzyjaciela nasze wojska, przełamawszy trzy linie umocnień, wdarły się na Pragę. Straszny był przelew krwi, place zasłane były trupami, ostatnia i najstraszniejsza rzeź dokonała się na brzegu Wisły w oczach ludu warszawskiego. Na ten straszny widok zadrżeli Polacy. Nasza artyleria polowa przybyła na brzeg i działała tak skutecznie, że zburzyła wiele domów. [...] Po świście pocisków i łoskocie bomb rozległ się jęk i lament z wszystkich stron miasta. Uderzono w dzwon na trwogę. Ten dźwięk ponury, zlewając się z lamentem płaczących, napełniał powietrze przenikliwy jękiem. Na Pradze ulice i place zasłane były ciałami zabitych, krew lała się strumieniem, zaczerwienione wody Wisły niosły ciała tych, którzy szukając ratunku utonęli w jej nurtach. Widząc swa straszną hańbę zadrżała wiarołomna stolica.
Powstanie Kościuszkowskie upadło, trzeci rozbiór wymazał Polskę z mapy na 123 lata.A jak mickiewiczowski Jankiel opowiedział tę historię?
"I wnet pękła ze świstem struna złowróżąca;Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmąca,Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów.Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów,Takt marszu, wojna, atak, szturm, słychać wystrzały,Jęk dzieci, płacze matek. "
Tak mistrz doskonałyWydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały,Przypominając sobie ze łzami boleściRzeź Pragi, którą znały z pieśni i z powieści.
------------ http://warszawiarnia.blox.pl/2005/11/Rzez-Pragi.html
************
II.
Była rzeź…
Rok 1612 na trwałe osadził się w świadomości historycznej naszych wschodnich sąsiadów. Należy on bez wątpienia do tych paru wydarzeń, wspominanych w niemal wszystkich zarysach dziejów Rosji, na równi z 1812 r., rewolucją październikową i Wielką Wojną Ojczyźnianą z lat 1941–1945. Były zresztą krwawe rządy Polaków w Moskwie, sprawowane w latach 1610–1612, traktowane jako historyczne usprawiedliwienie późniejszej rzezi Pragi i zdobycia Warszawy przez Suworowa w 1794 r. Podobnie zresztą i dziś rosyjskie mass media, wspominając o Katyniu (jako dziele NKWD), nie omieszkają za każdym razem podkreślić, iż był to swoisty odwet za 60–80 tys. jeńców sowieckich, którzy mieli po r. 1920 umrzeć w polskiej niewoli.
Aleksander Puszkin w wierszu Oszczercom Rosji nazywa postępowanie Suworowa słusznym odwetem za spalenie Moskwy. Ponieważ poeta uznał dziejowy rachunek za wyrównany, przeto „wspaniałomyślnie” nie domagał się już zniszczenia Warszawy. Nieco wcześniej zaś pisał: „Bywało, żeście świętowali sromotę Kremla, carów pęta. I myśmy wszak niemowlęta o gruzy Pragi rozbijali”.
Podobną myśl znajdujemy w zdecydowanie antypolskim poemacie Wasyla Żukowskiego Sława rosyjska (1831 r.). Również on traktuje rzeź Pragi jako zemstę za krzywdy wyrządzone Rosjanom przez Polaków m.in. w okresie smuty. Sławi też bohaterstwo prostego kupca Kuźmy Minina i kniazia Dymitra Pożarskiego, którzy z powodzeniem stawili wówczas czoło „podstępnym, wrażym Lachom”. Najdalej chyba poszedł Gawrił R. Dierżawin. W swej odzie Na zdobycie Warszawy (1794 r.) wzywał „wielkiego męża Pożarskiego”, by powstał z grobu oglądać niewolę stolicy Rzeczypospolitej i tryumf Rosji nad „niesforną Polską”.
Rzeź Pragi do dziś dnia jest zresztą tuszowana w rosyjskich podręcznikach historii. W jednym z ostatnich (Moskwa 2000 r., dla klasy X, pióra Buganowa i Zyrianowa) z wielkim zdziwieniem przeczytałem, iż po wzięciu szturmem Pragi „humanitarny (?) stosunek rosyjskiego generała (Suworowa) do pokonanych” doprowadził do rychłej kapitulacji lewobrzeżnej Warszawy. Ponieważ Suworow nie mógł się pogodzić z polityką represji i kontrybucji stosowaną wobec Polaków przez Katarzynę II, popadł w niełaskę i został odwołany do Petersburga.
Wydarzeniom z 1612 r. poświęcił całą tragedię (Moskwa wyzwolona, 1798 r.) Michał Chieraskow. Polakom, ukazanym w roli zdecydowanie czarnych charakterów, przeciwstawia głęboko patriotycznych, walecznych, wielkodusznych i rycerskich Rosjan. Stanisławowi Żółkiewskiemu, poległemu dopiero w 1620 r. z rąk tureckich, każe zginąć już w 1612 r. Przed śmiercią zaś miał wygłosić długi monolog, przepowiadający upadek Rzeczypospolitej. Jan Orłowski pisze, iż myślą przewodnią tragedii Chieraskowa jest teza, że „to nie zaborcze dążenia Rosji”, ale narodowe wady i grzechy samych Polaków „doprowadziły ich do zguby”. Będzie to powtarzać cała niemal rosyjska literatura piękna, publicystyka i historiografia.( )
----------------- www.iskry.com.pl/fragmenty/polacy-kreml.rtf
Władimir Putin zafundował rodakom nowe święto. Rewolucji bolszewickiej już nie czczą oficjalnie, więc wymyślili Dzień Jedności Narodowej. Dzisiaj zatem Rosja po raz pierwszy świętuje rocznicę wygnania z Kremla w 1612 r. polskiej załogi.
My zaś możemy po raz dwieście jedenasty obchodzić dzisiaj inną rocznicę, związaną z polsko-rosyjskimi dziejami. Rzeź Pragi z 1794 roku to wymordowanie w ciągu kilku godzin przez wojska rosyjskie pod dowództwem Aleksandra Wasiljewicza Suworowa ok. 20 tysięcy bezbronnych mieszkańców. Zbrodnia ta odbiła się szerokim echem po całej ówczesnej Europie. Warszawa ma jak widać szczęście do zwycięzców, których nie zadawala sukces militarny - potrzebują jeszcze upokorzyć i ukarać Miasto.
Po klęsce Tadeusza Kościuszki pod Maciejowicami ostatnim punktem oporu stała się stolica. Aleksander Suworow, główny dowódca rosyjski, zdawał sobie doskonale sprawę, że w sytuacji, w jakiej znalazło się powstanie, zdobycie i złamanie stolicy będzie końcem walk. Warszawa stała się już nie tylko punktem ważnym wojskowo, ale - przede wszystkim - propagandowo. Słabo przygotowana do obrony Warszawa nie mogła się długo bronić. Do walki przystąpili żołnierze armii litewskiej oraz ci, którzy ocaleli spod Maciejowic, a także milicja miejska (warszawska i praska). Łącznie siły obrońców nie przekraczały 20 tysięcy ludzi.
Suworow rozpoczął szturm ostrzałem artyleryjskim już 3 listopada. Był to zabieg mający na celu zmylenie obrońców – uśpienie ich czujności przez stworzenie wrażenia, że wróg przygotowuje się do długotrwałego oblężenia.
Zabieg się powiódł – nikt z dowództwa Warszawy nie spodziewał się, że następnego dnia rozpocznie się zmasowany atak, który w ciągu kilku zaledwie godzin złamie opór. Rosjanie zajęli pozycje o godzinie 3 nad ranem 4 listopada 1794 roku, a już o 5 rozpoczęli szturm; walki trały do 9 rano..
Sam Suworow tak opisał szturm i rzeź Pragi w raporcie do carycy Katarzyny:
Po przezwyciężeniu wszystkich trudności i przełamaniu zaciekłej obrony nieprzyjaciela nasze wojska, przełamawszy trzy linie umocnień, wdarły się na Pragę. Straszny był przelew krwi, place zasłane były trupami, ostatnia i najstraszniejsza rzeź dokonała się na brzegu Wisły w oczach ludu warszawskiego. Na ten straszny widok zadrżeli Polacy. Nasza artyleria polowa przybyła na brzeg i działała tak skutecznie, że zburzyła wiele domów. [...] Po świście pocisków i łoskocie bomb rozległ się jęk i lament z wszystkich stron miasta. Uderzono w dzwon na trwogę. Ten dźwięk ponury, zlewając się z lamentem płaczących, napełniał powietrze przenikliwy jękiem. Na Pradze ulice i place zasłane były ciałami zabitych, krew lała się strumieniem, zaczerwienione wody Wisły niosły ciała tych, którzy szukając ratunku utonęli w jej nurtach. Widząc swa straszną hańbę zadrżała wiarołomna stolica.
Powstanie Kościuszkowskie upadło, trzeci rozbiór wymazał Polskę z mapy na 123 lata.A jak mickiewiczowski Jankiel opowiedział tę historię?
"I wnet pękła ze świstem struna złowróżąca;Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmąca,Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów.Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów,Takt marszu, wojna, atak, szturm, słychać wystrzały,Jęk dzieci, płacze matek. "
Tak mistrz doskonałyWydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały,Przypominając sobie ze łzami boleściRzeź Pragi, którą znały z pieśni i z powieści.
------------ http://warszawiarnia.blox.pl/2005/11/Rzez-Pragi.html
************
II.
Była rzeź…
Rok 1612 na trwałe osadził się w świadomości historycznej naszych wschodnich sąsiadów. Należy on bez wątpienia do tych paru wydarzeń, wspominanych w niemal wszystkich zarysach dziejów Rosji, na równi z 1812 r., rewolucją październikową i Wielką Wojną Ojczyźnianą z lat 1941–1945. Były zresztą krwawe rządy Polaków w Moskwie, sprawowane w latach 1610–1612, traktowane jako historyczne usprawiedliwienie późniejszej rzezi Pragi i zdobycia Warszawy przez Suworowa w 1794 r. Podobnie zresztą i dziś rosyjskie mass media, wspominając o Katyniu (jako dziele NKWD), nie omieszkają za każdym razem podkreślić, iż był to swoisty odwet za 60–80 tys. jeńców sowieckich, którzy mieli po r. 1920 umrzeć w polskiej niewoli.
Aleksander Puszkin w wierszu Oszczercom Rosji nazywa postępowanie Suworowa słusznym odwetem za spalenie Moskwy. Ponieważ poeta uznał dziejowy rachunek za wyrównany, przeto „wspaniałomyślnie” nie domagał się już zniszczenia Warszawy. Nieco wcześniej zaś pisał: „Bywało, żeście świętowali sromotę Kremla, carów pęta. I myśmy wszak niemowlęta o gruzy Pragi rozbijali”.
Podobną myśl znajdujemy w zdecydowanie antypolskim poemacie Wasyla Żukowskiego Sława rosyjska (1831 r.). Również on traktuje rzeź Pragi jako zemstę za krzywdy wyrządzone Rosjanom przez Polaków m.in. w okresie smuty. Sławi też bohaterstwo prostego kupca Kuźmy Minina i kniazia Dymitra Pożarskiego, którzy z powodzeniem stawili wówczas czoło „podstępnym, wrażym Lachom”. Najdalej chyba poszedł Gawrił R. Dierżawin. W swej odzie Na zdobycie Warszawy (1794 r.) wzywał „wielkiego męża Pożarskiego”, by powstał z grobu oglądać niewolę stolicy Rzeczypospolitej i tryumf Rosji nad „niesforną Polską”.
Rzeź Pragi do dziś dnia jest zresztą tuszowana w rosyjskich podręcznikach historii. W jednym z ostatnich (Moskwa 2000 r., dla klasy X, pióra Buganowa i Zyrianowa) z wielkim zdziwieniem przeczytałem, iż po wzięciu szturmem Pragi „humanitarny (?) stosunek rosyjskiego generała (Suworowa) do pokonanych” doprowadził do rychłej kapitulacji lewobrzeżnej Warszawy. Ponieważ Suworow nie mógł się pogodzić z polityką represji i kontrybucji stosowaną wobec Polaków przez Katarzynę II, popadł w niełaskę i został odwołany do Petersburga.
Wydarzeniom z 1612 r. poświęcił całą tragedię (Moskwa wyzwolona, 1798 r.) Michał Chieraskow. Polakom, ukazanym w roli zdecydowanie czarnych charakterów, przeciwstawia głęboko patriotycznych, walecznych, wielkodusznych i rycerskich Rosjan. Stanisławowi Żółkiewskiemu, poległemu dopiero w 1620 r. z rąk tureckich, każe zginąć już w 1612 r. Przed śmiercią zaś miał wygłosić długi monolog, przepowiadający upadek Rzeczypospolitej. Jan Orłowski pisze, iż myślą przewodnią tragedii Chieraskowa jest teza, że „to nie zaborcze dążenia Rosji”, ale narodowe wady i grzechy samych Polaków „doprowadziły ich do zguby”. Będzie to powtarzać cała niemal rosyjska literatura piękna, publicystyka i historiografia.( )
----------------- www.iskry.com.pl/fragmenty/polacy-kreml.rtf
Subskrybuj:
Posty (Atom)
