o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

piątek, 8 maja 2009

-rprl-2010. Odyssea Sikorsky -?-

http://wtemaciemaci.salon24.pl/17023,ugiecie-czasoprzestrzeni-czyli-radka-flucht-nach-vorn
2008-02-04 08:24
Ugięcie czasoprzestrzeni, czyli Radka Flucht nach vorn
Po przeczytaniu z przyjemnością wiadomości o osiągnięciu porozumienia in principio w sprawie instalacji w Polsce części amerykańskiej tarczy antyrakietowej, mam wrażenie, że w lutym 2008 zakończyła się, na dwa lata przed jej rozpoczęciem, kampania prezydencka 2010 roku. Prezydent Sikorski umiejętnie wykorzystał w tej kampanii istotne atrybuty osobiste i polityczne, które posiada, a których pan Donald Tusk, pokonany kandydat, nigdy nie miał.

Po pierwsze, pan prezydent Sikorski ma bardzo dobre wejścia w amerykańskie środowiska decyzyjne i opiniotwórcze, zwłaszcza po stronie republikanów, choć bynajmniej nie tylko. Ponieważ to są kontakty kanałami pozarządowymi, a po części wręcz prywatne, zaś prezydent Sikorski potrafi "trzymać karty przy orderach", Tusk w gruncie rzeczy nie ma pojęcia ani o tym, kogo Sikorski zna w Waszyngtonie, ani co może tam załatwić. Ze względu na dość hermetyczny charakter środowisk, do jakich należy najpierw wejść, żeby potem móc negocjować na wysokim szczeblu z wykorzystaniem osobistych kontaktów, służby wywiadowcze takiej jakości, jaką może uruchomić na kierunku amerykańskim Tusk, mogą prezydentowi Sikorskiemu zasadniczo nagwizdać. Bo choćby przyszło ze wsi tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, żaden spec-analityk krajowy nie jest w stanie ustalić, na przykład, z kim teść Sikorskiego jest w stanie prywatnie umówić go na lunch, ani z kim Sikorski może zagrać w Maryland w golfa kiedy tylko zechce.

Po drugie, prezydent Sikorski już jako licealista wygrał uczniowską olimpiadę jezyka angielskiego, a Tusk nie. Że nie wspomnimy o uzyskaniu następnie dyplomu PPE w Oxfordzie i posługiwaniu się angielskim także i w domu. W następstwie czego, w Ameryce prezydent Sikorski może negocjować z kim zechce bez tłumacza, w cztery oczy, w całkowicie idiomatycznym angielskim, w razie potrzeby z amerykańskimi wtrętami. A Tusk nie może. Tusk bez tłumacza może ewentualnie przyjść do Angeli, ale w USA potrzebuje tłumaczy języka angielskiego, których udział automatycznie usztywnia atmosferę negocjacji, bo każde pytanie i każda odpowiedź musi czekać, aż tłumacz skończy. I żeby przyszło z tej samej wsi tysiąc atletów, a każdy zjadłby tysiąc kotletów, Tusk nie może sprawdzić z żadnego niezależnego od Sikorskiego źródła, o czym była mowa w pokoju, w którym był Sikorski, Condi i dwóch małomównych facetów z Pentagonu. Nigdy nie bylem w tym budynku, ale założę się, że w czasie kiedy minister rozmawiał, świta z MSZ w Warszawie i ambasady RP w Waszyngtonie dostała od Amerykanów w atmosferze pełnej kurtuazji znakomitą kawę i świetne ciasteczka, tyle że w saloniku na innym piętrze.


Po trzecie, prezydent Sikorski po części zawczasu wymanewrował Rosjan, razem ze złowrogimi bredniami Rogozina, że Polska niech lepiej uważa, bo już raz straciła jedną trzecią ludności. Ta jedna metafora jest warta w ustach Rosjanina tysiąca słów. Polska miała w 1939 roku około 35 milionów ludności. Jedna trzecia z tego, to ponad jedenaście milionów. Co oznacza, że do 6 milionów śmiertelnych ofiar II wojny światowej, Rogozin dodał ludność utraconą przez Polskę w wyniku przesunięcia siłą jej granic przez ZSRR. Rozbiorem groził?


Na szczęście, bon mot Rogozina nie przeszkadza, że jego groźba ma tyle mocy wybuchowej, co wilgotny kapiszon, ponieważ jeszcze przed jej wygłoszeniem została zdezawuowana przez Ławrowa, który zmuszony był przyznać przez zaciśnięte zęby, że Rosja nie ma wobec polskiej polityki zagranicznej prawa weta. Rogozin, na zasadzie "pожа кирпича просит" niemal doprasza się, aby udzielić mu dyplomatycznej odpowiedzi, ustnie, po rosyjsku, poprzez trzeciego sekretarza ambasady polskiej do spraw nieistotnych, gdzieś przy kaloryferze w brukselskich kuluarach, albo nad szklanką wódki na bankiecie z okazji rocznicy opuszczenia Moskwy przez wojska polskie:


Że Rosjanie też powinni uważać, bo kiedy ostatni raz uwierzyli wbona fides sojuszu rosyjsko-niemieckiego, to stracili na tym około 23 milionów ludzi, prawie czterokrotnie więcej niż Polska, nie licząc obywateli, których przy okazji z podejrzliwości wyrżnęli sami. Według uznania polskiego dyplomaty można opcjonalnie dodać na końcu "… мать твою!"

Zdecydowanie mści się dziś krótkowzroczność i małostkowość lobby radzieckiego w Warszawie w 2001-2002 roku, oraz profesjonalne niechlujstwo dyplomacji rosyjskiej odpowiedzialnej za kultywację tego lobby. W Jasieniewie zdecydowanie będą musieli kogoś wezwać na dywan i skasować mu premię. Trzeba bowiem było radzieckiemu lobby w Warszawie we właściwym czasie, bez zwłoki, w podskokach, entuzjastycznie, z oklaskami przystać na nominację Sikorskiego na ambasadora RP w kwaterze głównej Unii Europejskiej.

W Brukseli mogli go byli przynajmniej obstawić ludźmi od monitorowania, co robi. Poza tym, Sikorski nie zna francuskiego ani niemieckiego w tym samym stopniu, w jakim zna angielski. Angielski jest drugim albo trzecim (zależnie kogo pytać) językiem dyplomacji EU, ale nie pierwszym. Brak biegłej znajomości francuskiego i niemieckiego miałby taki wpływ na pracę ambasadora w Brukseli, jak ręka w gipsie na sekretarkę. W Brukseli Sikorski musiałby także początkowo popracować nad poszerzeniem kręgu euro-kontaktów, co zajęłoby mu trochę czasu, więc lobby radzieckie w kraju miałoby przez ten czas trochę więcej luzu. Ale nie zrobili tego, i teraz przyjdzie im żałować. Albowiem na niepuszczeniu Radka do Brukseli wyszli jak Zabłocki na mydle.

Bo Radek prywatnie udał sie do USA, gdzie kontakty miał już przedtem, a gdy mu odmówiono Brukseli, spędził trzy lata w konserwatywnym think-tank American Enterprise Institute (AEI) gdzie poważnie je poszerzył i wzmocnił.

Co prawda, działajacą od czerwca 1996 roku w ramach AEI Nową Inicjatywę Atlantycką (NAI), której dyrektorem wykonawczym był w latach 2002-2005, zwinięto po powrocie Radka do Polski w 2005 roku, formalnie włączając ją do szerszego programu badawczego studiów europejskich w AEI, a faktycznie likwidując jako samodzielną jednostkę organizacyjną.

Ale kto (czy to z ciemnoty, czy z niecnoty) czerpie z tego jakąś pociechę, albo wątpi na tej podstawie w siłę przebicia Radka, ten niech poszuka w sieci listy osób, które przy powolaniu NAI objęły tą inicjatywę swoim patronatem, oraz znacznie dłuższej listy członków rady doradców NAI (International Advisory Board). To jest, z grubsza rzecz biorąc, podstawowa i bardzo niepełna lista osób, do których Radek zawsze może zadzwonić, a one podniosą słuchawkę, zamiast powiedzieć sekretarce że ich nie ma.


Zaraz się zaczną rozpaczliwe krzyki z prawa i lewa, że agent, że zdrada, że Żydzi, że masoneria, że cykliści, że judaszowe srebrniki.

Wszystkich PT Krzykaczy zawiadamiam, że mając do wyboru ostatnie trzysta lat dyplomacji brytyjskiej, siłę Ameryki, członkostwo NATO i integrację Polski z Zachodem albo wdzięk spadkobierców Katarzyny Wielkiej i Żelaznego Feliksa, "bliską zagranicę", ropę i gaz tylko przez dziwnych wschodnich macherów, oraz status koncesjonowanego dostawcy swinnoj tuszonki do wszystkich guberni Wszechrosji - ja wiem dobrze, sympatyków której z tych dwóch opcji wolałbym widzieć w pałacu prezydenckim. A trzeciej, neutralnej opcji: ̶ "a ja sobie stoję w kole i wybieram kogo wolę, wszyscy mnie za to lubią i przynoszą mi prezenty"̶ dla Polski nie ma i nigdy nie było.

Krzyki zaraz się staną wręcz rozdzierające, ale nie ma ucieczki od faktów:

̶ Brytyjczycy i Amerykanie nie wymordowali w lesie 21 tysięcy polskich jeńców wojennych z taką sprawnością, że w 68 lat potem nie wszystkich grobów można się doszukać, ani nie zadbali o to, żeby przez pięćdziesiąt lat nie wolno było o tym mówić.
̶ Brytyjczycy i Amerykanie nie nakazali Polakom wybudować na ich własny koszt w Polsce magazynów brytyjskiej i amerykańskiej broni jądrowej, posprzątać po robotnikach, wynieść się za bramę, oddać klucze i zamknąć mordę.

̶ Amerykanie, którzy chcą w Polsce umieścić dziesięć, słownie 10, konwencjonalnie uzbrojonych rakiet, najpierw zapytali, co Polska na to, i czy się zgodzi.

Klaka, rozpaczliwie krzycząca, że zdradziecki Zachód Polskę w Jałcie sprzedał, więc miejsce Polski jest u boku Rosji, bo ona Polski nie sprzedała, zawsze programowo milczy jak grób na temat kto w Jałcie kupił, w dodatku tanio. Zachód nie rozpoczął w 1945 roku III wojny światowej z Rosją o Polskę również dlatego, że mógłby jej nie wygrać. Z tego samego powodu Rosjanie nie rozpoczną takiej wojny z Zachodem teraz.

Tusk, dawniejszy konkurent prezydenta Sikorskiego do prezydentury, ma teraz do w przeżucia w przededniu podróży do Moskwy ciekawy dylemat polityczny: czy lepiej jest wyjść na zdrajcę, czy na idiotę. Niezależnie od tego, który wariant zrealizuje p. Tusk, prezydent Sikorski wyjdzie na męża stanu.
+++++++++++++++++++++++++++++

PS. z bieżączki. Thanx for Uczennice vii Liceum
2009/03/18
Sadurnalia czyli burza w szklance wody
Az tu slychac sardoniczny rechot Sadurskiego kontemplujacego zamieszanie jakie wywolal w SB2024. Poszlo o fragment listy podajacej domniemane, zydowsko brzmiace nazwiska obywateli polskich. Listy, na ktorych nazwisko Rotenschwanz nosi tak Bierut jak i Frasyniuk, a takze 5 innych mniej znanych postaci, listy ktore nijak nie trzymaja sie segregacji rozporkowej (wyjasnienia u Klopotowskiego) i byly bez watpienia tworzone i rozpowszechniane przy aktywnym udziale esbekow i kapepusiow. Dzieki ich trudowi michnikowszczyzna moze dzisiaj plonac swietym oburzeniem. Logika tego oburzenia jest jednak wyjatkowo rozmyta i pokretna. Z tego powodu i cieszy i nie dziwi aktywna obecnosc na tym polu prof. Sadurskiego. Czy listy te sa antysemickie? To zalezy. Ktos kogo te listy oburzaja musi miec dosc podle mniemanie Zydach jako calej nacji. Ktos, kto widzi zlozonosc i zroznicowanie narodu zydowskiego uzna te listy za lokalny polski folklor z domieszką prowokacji w wykonaniu starych SBkow i KPPusiow.
Az sie prosi by sparafrazowac okrzyk znanego z opowiadan dla dzieci Mikolajka: "I kto jest antysemitą ty antysemito!"
Czy Sadurski pozwie mnie do sadu jezeli "ujawnie" jego norweskie pochodzenie i "prawdziwe" nazwisko Niels Fjordsen, albo hiszpanskie - Wojciech Rodriguez Jose Maria Flamenco? Raczej nie, bo bzdura jest wierutna i profesor nie ma powodow by miec zle mniemanie o Norwegach lub Hiszpanach.
Czy nazwanie profesora "czystej krwi Arabem" sprawiloby mu przyjemnosc jako skojarzenie z ogierem?
I czy pozwolilby na to wspoltowarzysz michnikowszczyzny Piotr Stasinski powszechnie znany jako najlepszy ogier w klasie ekonomicznej? A gdyby dodac nazwisko Saddufat?
Czy pomowienie profesora o pochodzenie francuskie i doczepienie nazwiska markiz de Sadur byloby aktem antyfrancuskim?
I w koncu, czy nazwanie profesora Einsteinem polskiego liberalizmu to przejaw antysecostamizmu i co na to Gazeta Wyborcza?
http://viilo.blogspot.com/

sobota, 11 kwietnia 2009

FINIS EUROPAE



Zobaczył ludzi, których zabił
Autor: Redakcja Fronda.pl
W ciągu 26 lat dokonał 48 tysięcy aborcji. Dzięki niezwykłej ingerencji z Nieba, Stojan Adasevic przestał zabijać, a jego historia otwiera oczy tysiącom ludzi.
Może trudno w to uwierzyć, ale od brutalnego mordowania nienarodzonych dzieci do szlachetnej działalności dającej radość rodzicielstwa tysiącom ludzi jest tylko jeden krok. Świadectwa tych, którzy go zrobili są jednak szokujące. To najbardziej znane, które przedstawia od lat amerykański lekarz, dr Bernard Natanson otworzyło na sprawy życia i śmierci już setki tysięcy oczu. Czyj sprzeciw wobec aborcji może budzić większe zainteresowanie niż człowieka, który wykonał ich w życiu kilkanaście tysięcy? Zachodnie, głównie hiszpańskie i amerykańskie, media zainteresowały się ostatnio wyznaniem serbskiego ginekologa, Stojana Adasevicia, który ma na swoich rękach krew - jak sam przyznaje - 48 tysięcy dzieci. Jego historia jest niezwykła nie tylko z powodu tej szokującej liczby.
Najbardziej znany serbski ginekolog zdobył wykształcenie na komunistycznej uczelni i wszedł w zawód z silnym przeświadczeniem, że aborcja jest zwykłym zabiegiem usunięciem tkanki, na pewno zaś nie jest zabiciem człowieka. Jego zdania nie zmieniło nawet wprowadzenie w latach 80-tych XX wieku ultrasonografu, ukazującego człowieczeństwo „płodu”. Adasevic, który potrafił wykonywać do 35 aborcji dziennie opisuje niezwykłe doświadczenie, które odmieniło jego życie: Miał sen, w którym widział pole pełne śmiejących się i bawiących dzieci oraz młodych ludzi, w wieku od 4 do 24 lat. Wszyscy jednak w strachu uciekali przed nim. Na polu stał też mężczyzna, ubrany w czarno-białe szaty, który spoglądał na niego w milczeniu. Sen powtarzał się każdej nocy, a ginekolog budził się w napadzie paniki. Pewnej nocy zapytał człowieka w czarno-białych szatach kim jest. - Nazywam się Tomasz z Akwinu - odpowiedział mężczyzna ze snu. Adasevicowi, zdeklarowanemu ateiście, to nazwisko nic nie mówiło, słyszał je po raz pierwszy w życiu. - Dlaczego nie spytasz mnie, kim są te dzieci - zapytał jednak św. Tomasz i nie czekając odpowiedział: - To ludzie, których zabiłeś w czasie aborcji. Tak niezwykłych znaków nie mógł zignorować i obudził się z postanowieniem, że już nigdy więcej nie wykona aborcji.
To nie było łatwe. Jeszcze tego samego dnia zjawił się u niego kuzyn ze swoją dziewczyną w czwartym miesiącu ciąży, z prośbą, aby dokonał kolejnej - dziewiątej już na tej kobiecie - aborcji. Adasevic się zgodził. Gdy wydobył zmasakrowaną „tkankę” zobaczył, iż mimo rozerwania ciała na części, serce dziecka nadal bije. W tym momencie uświadomił sobie, że zabił człowieka. Po tych przeżyciach Adasevic publicznie oświadczył, że przez 26 lat zabijał ludzi i więcej już tego nie zrobi. Taka deklaracja w komunistycznej Jugosławii nie była jednak jego prywatną sprawą. Był pierwszym lekarzem w tym kraju, który się na to odważył. Rezultatem było obcięcie pensji o połowę i zwolnienie z pracy jego córki. Synowi z kolei odmówiono przyjęcia na studia. Po kilku latach pozostawania na marginesie zawodowym, był bliski rezygnacji ze swojego postanowienia. Wtedy po raz kolejny przyśnił mu się święty Tomasz. - Jesteś moim dobrym przyjacielem, nie poddawaj się - powiedział mu święty.Adasevic zaangażował się w ruch pro-life a nawet udało mu się doprowadzić do dwukrotnego wyemitowania przez jugosłowiańską telewizję filmu „Niemy krzyk” Bernarda Natansona. Wrócił też do wiary swego dzieciństwa, prawosławia. I zaczął studiować dzieła św. Tomasza z Akwinu. W jednym z artykułów napisał: - Pod wpływem Arystotelesa św. Tomasz stwierdził, że życie zaczyna się w czterdziestym dniu po zapłodnieniu, jednak od jego czasów postęp naukowy ujawnił, że życie ludzkie zaczyna się w momencie zapłodnienia. Dziennikarze „La Razon”, którzy poświęcili Adaseviciowi obszerny tekst napisali, że być może święty chciał zadośćuczynić za swą pomyłkę i dlatego ukazał się ginekologowi.