WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
czwartek, 13 maja 2010
głos socpoprawności
| Ost: Polska katastrofa | |
| David Ost | |
| 12.04.2010 | |
| Miałem okazję poznać Lecha Kaczyńskiego, zmarłego prezydenta. Spotkaliśmy się w 1999 roku, w drodze do Ann Arbor na konferencję zorganizowaną w 10. rocznicę okrągłego stołu. Zaskoczyło mnie, że sprawiał wrażenie człowieka nieśmiałego, małomównego, niepewnego siebie. Nie są to cechy, których się spodziewamy u przyszłego prezydenta państwa. Lecz Kaczyński wolał chyba być cichym, skromnym reprezentantem grup marginalizowanych niż wielkim politycznym liderem. Był gwiazdą filmową jako dziecko, potem twardym antykomunistycznym opozycjonistą, w latach 80. został członkiem „Solidarności”. Gdy w 1990 roku inni związkowcy zaangażowali się w politykę, pełnił de facto funkcję przewodniczącego „Solidarności”. Później jednak dał się wciągnąć w politykę, być może pod naciskiem Jarosława Kaczyńskiego – samotnika, który poświęcił całe życie polityce, ale do szczęścia potrzebował wsparcia swojego brata bliźniaka. Jeśli prezydent Kaczyński rzeczywiście wszedł do polityki dla swojego brata, to decyzja ta współgrała z jego charakterem. Przez całe życie przejawiał wrażliwość społeczną. Opiekował się ludźmi, którzy nie zawsze sami umieli sobie pomóc. Równie dobrze mógł być jednym z nich. Gdy poznałem Lecha w 1999 roku, trzymał się z dala od barwnych polityków, którzy wraz z nim przybyli na konferencję. Pamiętam, jak po wieczornej dyskusji panelowej udaliśmy się grupą do baru. Lech szedł sam, jakieś pięć kroków za nami. Gdy grupa wchodziła do środka – Adam Michnik, supergwiazdor i dysydencki teoretyk, Dawid Warszawski, sławny dziennikarz podziemia, i Mieczysław Rakowski, były premier – jeden z nich odwrócił się do Kaczyńskiego i zrobił gest zapraszający do środka. „Mogę?” – nieśmiało zapytał przyszły prezydent. Sympatia Kaczyńskiego wobec maluczkich mogła brać się z faktu, że sam czuł się jednym z nich. Nic więc dziwnego, że gdy już został prezydentem, zdawało się, że niespecjalnie lubi swoją pracę. Jego język ciała mówił, że obowiązki głowy państwa, wizyty zagraniczne czy występy w telewizji sprawiają mu dyskomfort. Z tego powodu nie cieszył się dobrą opinią na Zachodzie: zagranicznym politykom zdawało się, że w ten sposób wysyła im komunikaty, do których nie przyznałby się otwarcie. Kaczyński czuł się nieswojo w kontaktach z członkami rządu, rozluźniając się jedynie w prywatnych rozmowach z ludźmi spoza elity. Pamiętam, jak rozmawialiśmy w 1999 roku w kawiarni w parlamencie. Pamiętam jego szeroki uśmiech i żartobliwość, które natychmiast znikały, gdy tylko którykolwiek członek rządu podchodził, by zamienić z nim parę zdań. Dlaczego ubiegał się o fotel prezydenta? Możliwe, że też w ramach braterskiej przysługi. W sztabie wyborczym, na wieść o zwycięstwie, nowy prezydent swoje pierwsze swoje słowa skierował do brata: „Panie premierze, zadanie wykonane!”. Przez dwa lata, gdy jego brat pełnił funkcję premiera, Lech był cichym prezydentem. Kiedy opozycyjna Platforma Obywatelska wygrała wybory w 2007 roku, prezydent Kaczyński stał się bardziej aktywny, zbyt często w sposób ostry i hałaśliwy. To również zdawało się wynikać z pewnego niedopasowania, z niemożności pełnego wejścia w przydzieloną rolę. Sprawiał wrażenie, że naprawdę nie zależy mu na elitach – nawet gdy sam stał się ich członkiem. To prawda, że poza kilkoma celnymi wetami niewiele uczynił dla zwykłych ludzi w czasie swej prezydentury. Potrafił też być złośliwy i lekceważący dla tych, którzy nie zgadzali się z jego wizją polskości, czego dowiodła jego polityka wobec gejów. A jednak, podobnie jak w przypadku Lecha Wałęsy, było coś zaskakująco radykalnego – populistycznego w najlepszym tego słowa znaczeniu – w objęciu przez kogoś tak nieporadnego w oficjalnych sytuacjach stanowiska prezydenta. Prawdopodobnie przegrałby zaplanowane na jesień tego roku wybory prezydenckie. Introwertyczna osobowość i niezgrabna publiczna prezencja nie wzbudziłyby zaufania wyborców ery medialnej, a jego kłótnie z popularnym premierem zraziły wiele, szczególnie młodych osób. W obecnej sytuacji wybory odbędą się w ciągu dwóch miesięcy i wszystko może się wydarzyć. Główny rywal Kaczyńskiego, marszałek sejmu Bronisław Komorowski, zgodnie z konstytucją pełni obecnie obowiązki prezydenta. Kto będzie jego przeciwnikiem w wyborach? W PiS-ie nie ma „naturalnego” następcy Lecha Kaczyńskiego. Jego brat jest osobowością zbyt zniechęcającą, aby zostać wybranym, drugi pod względem popularności lider partii może jeszcze bardziej zrazić wyborców. Natomiast wiceprezes PiS-u również zginęła w katastrofie samolotowej. Cóż za tragiczna ironia, że wypadek ten zdarzył się w Rosji! Jedyną „dobrą” rzeczą, która może z tego wszystkiego wyniknąć, jest odmrożenie stosunków polsko-rosyjskich, które zaczęły się ocieplać już parę dni wcześniej, gdy premier Donald Tusk i Władimir Putin spotkali się w Katyniu, by uczcić ofiary masakry. Kaczyński miał przylecieć dzisiaj, ponieważ nie chciał się spotkać z Putinem, pragnął natomiast uczcić rocznicę wydarzeń z 1940 roku wyłącznie w gronie Polaków. Putin zadeklarował, że będzie osobiście przewodził oficjalnemu śledztwu mającemu zbadać okoliczności katastrofy. Prawdopodobnie będzie ono jawne dla obserwatorów, zwłaszcza że wszystko wskazuje na to, że Rosjanie faktycznie próbowali zapobiec tragedii: samolot z prezydentem na pokładzie próbował wylądować wbrew zaleceniom rosyjskiej kontroli lotów, która zawracała inne samoloty, jednak nie miała prawa uczynić tego w przypadku polskiego samolotu prezydenckiego. (sic!) Mieszkańcy Moskwy składają kwiaty pod ambasadą RP w Moskwie, polscy politycy i rodziny ofiar przybywają na miejsce wypadku. Możliwe, że odczują niespodziewaną więź z rosyjskimi urzędnikami wspierającymi ich w chwili rozpaczy czy ratownikami wydobywającymi wrak samolotu z lasu. Polacy, którzy nieczęsto mieli do czynienia z opiekuńczą stroną rosyjskiej natury, teraz staną z nią twarzą w twarz. Można wymyślić wiele zaskakujących scenariuszy, ale jakże niewyobrażalne wydaje się to, że w miejscu przerażającej zbrodni wojennej z 1940 roku może dziś rozpocząć się pojednanie. Wstrząsające śmiertelne żniwo tego wypadku jest trudne do wyobrażenia. Dopiero z trzeciego artykułu, jaki przeczytałem, dowiedziałem się o śmierci Izabeli Jarugi-Nowackiej, czołowej feministki w polskim parlamencie. A dopiero w czwartym odkryłem, że zginęła prawdziwie legendarna postać, o czym prasa światowa prawie nie wspomina: osiemdziesięcioletnia Anna Walentynowicz, skromna pracownica Stoczni Gdańskiej, której zwolnienie doprowadziło do powstania „Solidarności” w 1980 roku. Śmierć jej samej spowodowałaby w Polsce ogólnonarodową żałobę. Teraz dowiadujemy się o tym przy okazji, czytając o czlonkach klasy politycznej, którzy zginęli wraz z nią. *David Ost – amerykański politolog, autor m.in. książki Klęska „Solidarności” Tekst ukazał się w magazynie „The Nation”. Przełożyła Agata Tomaszewska. http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Ost-Polska-katastrofa/menu-id-197.html |
1000 letnie Państwo * plucie na "suwerena"
MOTTO.
Katastrofa smoleńska. Widziałem symulacje upadku samolotu z komentarzem jakiegoś ruskiego pilota. W symulacji pokazane było jak samolot idealnie ustawiony z wysuniętym podwoziem schodzi do lądowania… w lesie. Nagle piloci orientują się że to nie pas startowy lecz las i próbują poderwać maszynę, która w pewnym momencie była jedynie 2,5m od ziemi. Udało się podnieść samolot, lecz o katastrofie przesądziła gruba brzoza, którą Tupolew ściął lewym sprzydłem. Nastepnie samolot zapikował i dziobem przywalił niemal pionowo w ziemię rozlatując się na strzępy.
Jeśli maszyna leciała 2,5m od ziemii a udało się ją unieść tylko nieznacznie skoro uderzyła w pniaka (pokazywano to drzewo na zdjęciach) urywając skrzydło, jak mogła zapikować ryjem w ziemię niemal pionowo? Raczej sunęłaby po niej brzuchem, prawdaż? Skoro dobry pilot potrafi posadzić podobnej wielkości maszynę na rzece Hudson bez jednej ofiary śmiertelnej (czy tarcie na wodzie mniejsze jest?), to wyjebany pilot wojskowy Sojuszu Północnoatlantyckiego umiałby chyba w ostateczność jako-tako posadzić ten samolot w lesie? Czy Ferrari Zientarskiego po pocałunku z betonowym filarem przy 200km/h rozpadło się na strzępy? Czy drzewa w lesie amortyzują twardziej niż betonowy filar? A przecież śmiertelność w Ferrari wyniosła 50%! Jechali 100km/h wolniej, prawda, ale strefa zgniotu również była inna i zderzaka Łągiewki Ferrari chyba nie miało. Wyprostujcie, jeśli nadinterpretuję.
Katastrofa smoleńska odsłoniła w całej okazałości nicość IIIRP. Polska nie ma państwa i jeśli ktoś nie czytał bądź niedowierzał red.Pianie, naocznie może się o tym przekonać. Od kuchni obejrzeliśmy jak wyglądało przygotowanie wyjazdu i działania po katastrofie.
Żadnego planu awaryjnego, nieprzygotowane ani opcjonalne lotniska, ani kolumny BMWic, które powinny czekać na swojego prezydenta w 5 miejscach na wypadek, gdyby miał kaprys wylądować akurat tam a nie tu. Po jakiego grzyba co rusz jakaś kancelaria zamawia limuzyny w dziesiątkach, setkach sztuk, skoro prezydent w potrzebie nie ma nic w odwodzie? Kto do kurwy nędznej jeździ tymi brykami?!
Dwa samoloty Made in USSR – oto nasza flota powietrzna dla najważniejszych osób w państwie. Czy 20 lat od “upadku” komuny i 17 lat od wymarszu kałmuckiej sołdateski to zbyt krótki okres, aby zmienić maszyny na nieradzieckie? Nie zburzono Pałacu Stalina (zabytek kurwa, bumage zabytku ma!), nie zwymiotowano ruskiej agentury, nie zdelegalizowano partii komunistycznej zabierając cały majątek jawny i ukryty, nie zmieniono nawet samolotów…
Lech Kaczyński był wielkim orędownikiem II Rzeczypospolitej. Nie ukrywał też fascynacji Józefem Piłsudskim. Teraz śmierć Prezydenta nabiera zaskakującego wymiaru. Odkrył go jeden z internautów.Od początku III Rzeczypospolitej, czyli wyborów 4 czerwca 1989 roku do tragicznej katastrofy prezydenckiego samolotu (10.04.2010) minęło dokładnie 7616 dni. Okazuje się, że ta tajemnicza liczba powtarza się jeszcze raz. 7616 dni to także okres od odzyskania przez Polskę niepodległości (11 listopada 1918 roku) do agresji Związku Radzieckiego 17 września 1939 roku..Za: eFakt.
maj 13, 2010 Loulou 1 KomentarzKatastrofa smoleńska. Widziałem symulacje upadku samolotu z komentarzem jakiegoś ruskiego pilota. W symulacji pokazane było jak samolot idealnie ustawiony z wysuniętym podwoziem schodzi do lądowania… w lesie. Nagle piloci orientują się że to nie pas startowy lecz las i próbują poderwać maszynę, która w pewnym momencie była jedynie 2,5m od ziemi. Udało się podnieść samolot, lecz o katastrofie przesądziła gruba brzoza, którą Tupolew ściął lewym sprzydłem. Nastepnie samolot zapikował i dziobem przywalił niemal pionowo w ziemię rozlatując się na strzępy.
Jeśli maszyna leciała 2,5m od ziemii a udało się ją unieść tylko nieznacznie skoro uderzyła w pniaka (pokazywano to drzewo na zdjęciach) urywając skrzydło, jak mogła zapikować ryjem w ziemię niemal pionowo? Raczej sunęłaby po niej brzuchem, prawdaż? Skoro dobry pilot potrafi posadzić podobnej wielkości maszynę na rzece Hudson bez jednej ofiary śmiertelnej (czy tarcie na wodzie mniejsze jest?), to wyjebany pilot wojskowy Sojuszu Północnoatlantyckiego umiałby chyba w ostateczność jako-tako posadzić ten samolot w lesie? Czy Ferrari Zientarskiego po pocałunku z betonowym filarem przy 200km/h rozpadło się na strzępy? Czy drzewa w lesie amortyzują twardziej niż betonowy filar? A przecież śmiertelność w Ferrari wyniosła 50%! Jechali 100km/h wolniej, prawda, ale strefa zgniotu również była inna i zderzaka Łągiewki Ferrari chyba nie miało. Wyprostujcie, jeśli nadinterpretuję.
Katastrofa smoleńska odsłoniła w całej okazałości nicość IIIRP. Polska nie ma państwa i jeśli ktoś nie czytał bądź niedowierzał red.Pianie, naocznie może się o tym przekonać. Od kuchni obejrzeliśmy jak wyglądało przygotowanie wyjazdu i działania po katastrofie.
Żadnego planu awaryjnego, nieprzygotowane ani opcjonalne lotniska, ani kolumny BMWic, które powinny czekać na swojego prezydenta w 5 miejscach na wypadek, gdyby miał kaprys wylądować akurat tam a nie tu. Po jakiego grzyba co rusz jakaś kancelaria zamawia limuzyny w dziesiątkach, setkach sztuk, skoro prezydent w potrzebie nie ma nic w odwodzie? Kto do kurwy nędznej jeździ tymi brykami?!
Dwa samoloty Made in USSR – oto nasza flota powietrzna dla najważniejszych osób w państwie. Czy 20 lat od “upadku” komuny i 17 lat od wymarszu kałmuckiej sołdateski to zbyt krótki okres, aby zmienić maszyny na nieradzieckie? Nie zburzono Pałacu Stalina (zabytek kurwa, bumage zabytku ma!), nie zwymiotowano ruskiej agentury, nie zdelegalizowano partii komunistycznej zabierając cały majątek jawny i ukryty, nie zmieniono nawet samolotów…
Procedury. Jasne, doprecyzowane, przemyślane i aktualizowane zależnie od zmieniających się okoliczności procedury. Tak działa każda sprawna administracja, każda solidna służba publiczna. Tak działa zdrowe państwo! Czy mamy takie? Czy jakieś procedury przewidują zapakowanie zwierzchnika sił zbrojnych z całą swoją kancelarią, szefa BBNu oraz dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych do jednego samolotu, który leci do Rosji? Czy z procedur i dokumentacji oczywiście jawnej, obywatel IIIRP może po 10 minutach szperania na stronach z końcówką .gov dowiedzieć się kto odpowiada za logistykę tej wyprawy? Czy min.Klich ma coś do powiedzenia w tej sprawie? Czy min.Sikorski chciałby coś powiedzieć? A może prezes RM Donald Tusk chciałby w tej sprawie zabrać głos? Nie???
Biuro Ochrony Rządu. Słyszę, że nie odpowiadało za bezpieczeństwo prezydenta w Smoleńsku, nie opanowało lotniska przed przylotem, że to należało do gospodarza. Że co kurwa!?! Nie pamiętam co za debil to powiedział. Imbecyl najwyraźniej nie widział jak wygląda wizyta zagraniczna prezydenta USA bądź prezydenta/premiera Izraela. Secret Service/Mossad opanowuje teren w promieniu 10mil a do brzegu podpływa atomowy lotniskowiec z flotyllą osłaniającą. Ok, nie mamy lotniskowca, ale żeby kurwa prezydenta RP na wrogim terenie “ochraniał” OMON? Czy to jakiś żart jest czy kpina??
Ongiś przez rondo ONZ w Warszawie często przejeżdzała kolumna aut z VIPem na pokładzie, może wciąż tamtędy jeżdzą chłopcy, nie wiem. Wyglądało to tak: najpierw radiowóz na sygnale, policjanci przeganiający świecącymi lizakami auta z drogi, potem BMWica BOR, potem BMWica VIP, znów BMW BOR i na końcu drugi radiowóz. Ryk syren, dyskoteka, pokazówka jak w filmie o policjantach i złodziejach. U siebie szpan pełną gębą, w Smoleńsku “zabezpiecza gospodarz”.
Śledztwo. Czyste szyderstwo. Sobaki w TV i prasie zapewniają z kamiennymi twarzami, iż nie ma innej możliwości: muszą je prowadzić ruscy. Kiedy cywilny samolocik rozbije się na pokazach w Radomiu, śledztwo prowadzą ruscy. Kiedy rozbija się prezydencka maszyna pod Smoleńskiem – też. Taka karma?Niezupełnie. Dziennik Rzeczpospolita dotarł do umowy z początku lat 90tych, która również i taką ewentualność reguluje i okazuje się, że istniała możliwość powołania polsko-rosyjskiej komisji, dopuszczenia Polaków do całej ewidencji, protokołów, sekcji zwłok itd. Myślę jednak, że nikt z Ministerstwa Sprawiedliwość czy prokuratury wojskowej nawet nie zdawał sobie sprawy że taka możliwość jest! Pilnować wszystkiego? Może i coś kiedyś podpisano ale czy zapracowani urzędnicy mają po nocach przeczesywać archiwa dla sportu na wszelką ewentualność?! Nie wymagajmy zbyt wiele.Chyba że jakieś kurwy wiedziały i liczyły, że się nie wyda. Czy i takie coś mamy brać pod uwagę?
Klich. To jest fenomen. Trzeci garnitur Unii Demokratycznej w pełnej krasie. Taki typowy kur# inteligiencik made in PRL w nylonowych skarpetkach. Pan Bóg w chwilach wolnych od poważnych zajęć robił eksperymenty, zlał nicość z asekuranctwem i dyletanctwem, dodał kilka kropel podłości, dwa podmuchy powiedzenia “pokorne ciele…” i wyszedł Mu Klich, minister OBRONY NARODOWEJ… Typ oczywiście nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Takich ludzi odpowiedzialność nie obowiązuje.
Teraz strona duchowa. Po wypadku - min.Kopacz (kolejny egzemlarz) zapewniała, że teren jest tak przeszukany, że pała mięknie. Po kilku tygodniach okazało się, że na pobojowisku wala się nie tylko połowa aparatury samolotu ale i szczątki ciał, dokumenty, osobiste przedmioty. Na wieść o tym Bronisław Komorowski, Superintendent Polski, orzekł: it`s not a big deal.Nie dość, że doszło do tragedii, że dane nam było zobaczyć w superzoomie bylejakość państwa, że ruski wystrojony w odświętne gumiaki, stojąc w smoleńskim błocie z szyderczym uśmieszkiem, wyciąga do nas rękę “na zgodę”, to jeszcze Marszałek Sejmu i p.o. Prezydenta zdejmuje spodnie, wypina się nam w twarz i pierdzi.
Przez te wszystkie lata po `89 Michnik i szeroka gama michnikoidów zapewniali nas, że jojczenie prawicowych oszołomów to jedynie bicie piany. Nie ma zagrożeń o których mówią chorzy z nienawiści Macierewicze, Michalkiewicze i im podobni. Lustracja jest pieśnią przeszłości i nie ma wpływu na bieżącą sytuację, dekomunizacja to już zupełny anachronizm i zoologiczna nienawiść, patrzmy w przyszłość zamiast grzebać w przeszłości.
JAKIEJ KURWA PRZESZŁOŚCI!?! Przecież ruski przytulił nas w kilka dni!! Gdzie ta
jeb # świetlana przyszłość geopolityczna jest? Zwalił się samolot z elitą i generalicją a cały establishment jak mysz pod miotłą tak schowany, że Putin musiał Donka wyciągać za poły płaszcza i dla kurażu poklepywać po plecach! W kwietniu 2010 poczułem się jak w kronice filmowej z lat 50tych. Przeszłość, dobre sobie.
Wola polityczna. Musi się pojawić, by Polska stała się sprawnym państwem dumnych ludzi. Niebawem ruszymy z dziedzińca do lokali wyborczych. Pokażemy swój gniew.
++++++++++++++
http://www.wpisz24.pl/
Biuro Ochrony Rządu. Słyszę, że nie odpowiadało za bezpieczeństwo prezydenta w Smoleńsku, nie opanowało lotniska przed przylotem, że to należało do gospodarza. Że co kurwa!?! Nie pamiętam co za debil to powiedział. Imbecyl najwyraźniej nie widział jak wygląda wizyta zagraniczna prezydenta USA bądź prezydenta/premiera Izraela. Secret Service/Mossad opanowuje teren w promieniu 10mil a do brzegu podpływa atomowy lotniskowiec z flotyllą osłaniającą. Ok, nie mamy lotniskowca, ale żeby kurwa prezydenta RP na wrogim terenie “ochraniał” OMON? Czy to jakiś żart jest czy kpina??
Ongiś przez rondo ONZ w Warszawie często przejeżdzała kolumna aut z VIPem na pokładzie, może wciąż tamtędy jeżdzą chłopcy, nie wiem. Wyglądało to tak: najpierw radiowóz na sygnale, policjanci przeganiający świecącymi lizakami auta z drogi, potem BMWica BOR, potem BMWica VIP, znów BMW BOR i na końcu drugi radiowóz. Ryk syren, dyskoteka, pokazówka jak w filmie o policjantach i złodziejach. U siebie szpan pełną gębą, w Smoleńsku “zabezpiecza gospodarz”.
Śledztwo. Czyste szyderstwo. Sobaki w TV i prasie zapewniają z kamiennymi twarzami, iż nie ma innej możliwości: muszą je prowadzić ruscy. Kiedy cywilny samolocik rozbije się na pokazach w Radomiu, śledztwo prowadzą ruscy. Kiedy rozbija się prezydencka maszyna pod Smoleńskiem – też. Taka karma?Niezupełnie. Dziennik Rzeczpospolita dotarł do umowy z początku lat 90tych, która również i taką ewentualność reguluje i okazuje się, że istniała możliwość powołania polsko-rosyjskiej komisji, dopuszczenia Polaków do całej ewidencji, protokołów, sekcji zwłok itd. Myślę jednak, że nikt z Ministerstwa Sprawiedliwość czy prokuratury wojskowej nawet nie zdawał sobie sprawy że taka możliwość jest! Pilnować wszystkiego? Może i coś kiedyś podpisano ale czy zapracowani urzędnicy mają po nocach przeczesywać archiwa dla sportu na wszelką ewentualność?! Nie wymagajmy zbyt wiele.Chyba że jakieś kurwy wiedziały i liczyły, że się nie wyda. Czy i takie coś mamy brać pod uwagę?
Klich. To jest fenomen. Trzeci garnitur Unii Demokratycznej w pełnej krasie. Taki typowy kur# inteligiencik made in PRL w nylonowych skarpetkach. Pan Bóg w chwilach wolnych od poważnych zajęć robił eksperymenty, zlał nicość z asekuranctwem i dyletanctwem, dodał kilka kropel podłości, dwa podmuchy powiedzenia “pokorne ciele…” i wyszedł Mu Klich, minister OBRONY NARODOWEJ… Typ oczywiście nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Takich ludzi odpowiedzialność nie obowiązuje.
Teraz strona duchowa. Po wypadku - min.Kopacz (kolejny egzemlarz) zapewniała, że teren jest tak przeszukany, że pała mięknie. Po kilku tygodniach okazało się, że na pobojowisku wala się nie tylko połowa aparatury samolotu ale i szczątki ciał, dokumenty, osobiste przedmioty. Na wieść o tym Bronisław Komorowski, Superintendent Polski, orzekł: it`s not a big deal.Nie dość, że doszło do tragedii, że dane nam było zobaczyć w superzoomie bylejakość państwa, że ruski wystrojony w odświętne gumiaki, stojąc w smoleńskim błocie z szyderczym uśmieszkiem, wyciąga do nas rękę “na zgodę”, to jeszcze Marszałek Sejmu i p.o. Prezydenta zdejmuje spodnie, wypina się nam w twarz i pierdzi.
Przez te wszystkie lata po `89 Michnik i szeroka gama michnikoidów zapewniali nas, że jojczenie prawicowych oszołomów to jedynie bicie piany. Nie ma zagrożeń o których mówią chorzy z nienawiści Macierewicze, Michalkiewicze i im podobni. Lustracja jest pieśnią przeszłości i nie ma wpływu na bieżącą sytuację, dekomunizacja to już zupełny anachronizm i zoologiczna nienawiść, patrzmy w przyszłość zamiast grzebać w przeszłości.
JAKIEJ KURWA PRZESZŁOŚCI!?! Przecież ruski przytulił nas w kilka dni!! Gdzie ta
jeb # świetlana przyszłość geopolityczna jest? Zwalił się samolot z elitą i generalicją a cały establishment jak mysz pod miotłą tak schowany, że Putin musiał Donka wyciągać za poły płaszcza i dla kurażu poklepywać po plecach! W kwietniu 2010 poczułem się jak w kronice filmowej z lat 50tych. Przeszłość, dobre sobie.
Wola polityczna. Musi się pojawić, by Polska stała się sprawnym państwem dumnych ludzi. Niebawem ruszymy z dziedzińca do lokali wyborczych. Pokażemy swój gniew.
++++++++++++++
http://www.wpisz24.pl/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
