o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

czwartek, 29 lipca 2010

b. Polska firma S t a r a c h o w i c e

Historia pewnej fabryki
(Jak oszukano 20 tysięcy pracowników FSC w Starachowicach)

Przed wojną
W umowie podpisanej w dniu 12 października 1920r. pomiędzy Ministerstwem Spraw Wojskowych a Zarządem Towarzystwa Starachowickich Zakładów Górniczych zdecydowano o powstaniu w Starachowicach zakładów mechanicznych. Miał to być samodzielny zakład zbrojeniowy z oddziałami zdolnymi do produkcji dział i amunicji artyleryjskiej. We Francji i Anglii zakupiono licencje na produkcję dział i pocisków, a w czeskiej "Skodzie" wyposażenie wydziału produkującego haubice 100 mm. Duża pomoc państwa, które zdecydowało o rozbudowie przemysłu w tzw. trójkącie bezpieczeństwa w widłach Wisły i Sanu spowodowało, że zakład po pewnych problemach w 1924 roku zaczął się dynamicznie rozwijać. Integralną częścią zakładów była huta, która dostarczała stali do produkcji dział i kopalnie rudy żelaza, którą przetapiano w wielkim piecu. Rozwój sytuacji politycznej i wzrost napięcia w Europie przyczynił się do rozwoju zakładu. W roku budżetowym 1934/35 rząd przyznał firmie kredyty i złożył ogromne zamówienia na działa i broń. Zakłady Starachowickie były jednym z ważniejszych przedsiębiorstw Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Wojna.
Wybuch wojny w 1939r. spowodował przerwanie rozwoju zakładu. Niemieckie władze okupacyjne przejęły zakład i przekazały go koncernowi Herman Göring Werke, który wznowił produkcję zbrojeniową. Produkowano miedzy innymi granaty artyleryjskie, lufy do dział, części do łodzi podwodnych i myśliwców Mesershmit. Wobec pracowników zakładu okupant stosował terror i przemoc. Na porządku dziennym było bicie, aresztowania i rozstrzeliwanie. Pomimo tych szykana w zakładzie potajemnie produkowano części do pistoletów maszynowych KIS, które przekazywano do działających w górach Świętokrzyskich oddziałów partyzanckich, których dowódcą był Jan Piwnik "Ponury". W drugiej połowie 1944r. Niemcy zdecydowali o wywiezieniu do Rzeszy maszyn i urządzeń a także części załogi. Potrzebowali do tego celu około 4000 wagonów.

Po wojnie.

Po przejściu frontu już w marcu 1945r. zakład został przejęty przez państwo. Produkowano tu hamulce dla kolei i narzędzia rolnicze. Decyzją ministra przemysłu i handlu z dnia 12.01.1948r. w zakładzie uruchomiono produkcję samochodów ciężarowych STAR. Zakład otrzymał nazwę Fabryka Samochodów Ciężarowych im. Feliksa Dzierżyńskiego. Pierwsze wyprodukowane w Starachowicach samochody miały nazwę STAR 20. Później był STAR 21, 28 i 29. W 1979r. rozpoczęto produkcję STARA 266 i 244. Starachowickie STAR-y były samochodami w które wyposażona był polska armiia. W szczytowym okresie rozwoju w FSC pracowało 18 tysięcy osób a w raz z filiami liczba pracowników dochodziła do 23 tysięcy. W roku 1981 do zakładowej Solidarności" należało ponad 13 tysięcy osób (w Starachowicach). W stanie wojennym za działalność związkową internowano i aresztowano wielu pracowników FSC.

Demokracja.
Zmiany ustrojowe, które rozpoczęły się w 1989r. bardzo niekorzystnie odbiły się na starachowickiej Fabryce Samochodów Ciężarowych. Jedynym pozytywnym przejawem zmieniającej się rzeczywistości było usunięcie stojącego przed zakładowym biurowcem pomnika Feliksa Dzierżyńskiego i jego nazwiska z nazwy firmy. Zakład zaczął borykać się z problemem sprzedaży wyprodukowanych samochodów. W roku 1991 na zakładowych parkingach stały setki niesprzedanych ciężarówek. Zaczęło brakować pieniędzy na dalszą produkcję. I wtedy rząd, który był właścicielem FSC (tak jak i większości polskich przedsiębiorstw) zaczął myśleć o likwidacji zakładu. Premierem był wtedy Jan Krzysztof Bielecki a Janusz Lewandowski był ministrem przekształceń własnościowych. W prasie zaczęły pojawiać się nieprzychylne fabryce wypowiedzi z tą "że zakład zarośnie trawą", która tak bardzo zbulwersowały pracowników. Nad fabryką zawisła groźba likwidacji a w związku z tym pojawiło się widmo bezrobocia dla tysięcy pracowników firmy. Zakładowa "Solidarność", która miała informacje, że w sądzie już są złożone dokumenty na podstawie, których zostanie ogłoszona upadłość podjęła walkę o przedsiębiorstwo. Zorganizowano strajk okupacyjny, który przeszedł do historii jako najdłuższy strajk w powojennej Polsce. Trwał 33 dni. Podczas strajku prowadzone były rozmowy komitetu strajkowego z najwyższymi władzami Polski. Przyniosło to pozytywny efekt, gdyż rząd dzielił zakładowi dotacji finansowych i zobowiązał się do szukania rynków zbytu dla wyprodukowanych samochodów. Pozwoliło to na wznowienie produkcji, ale kłopoty zakładu, który w 1991r. przekształcony został w spółkę skarbu państwa STAR S.A., wkrótce znów się pojawiły.
Wielki przekręt.
W Polsce trwał proces prywatyzacji (dzisiaj zwanej złodziejską prywatyzacją). Objęła ona również starachowicką fabrykę. Rząd wyemitował akcje przedsiębiorstwa, którymi zainteresowała się między innymi firma Sobiesław ZASADA CENTRUM S.A. Rozpoczęła on za pośrednictwem firmy Elineks skup akcji od właścicieli fabryki, którymi zostali posiadacze jej długów. Wkrótce firma Zasady stała się właścicielem pakietu 28% akcji firmy. Jednak głównym właścicielem STAR-a był Skarb Państwa, który miał jeszcze 45,6% akcji. Pomniejsi akcjonariusze to: Agencja Rozwoju Przemysłu, która posiadała 8,8%, Polski Bank Rozwoju (PBR) 1,5%, inni akcjonariusze mieli w sumie 15,9% akcji. Prywatyzacja STARA miała doprowadzić do jego oddłużenia i pozyskania inwestora strategicznego, który miał zapewnić środki finansowe na odtworzenie majątku i zdolności produkcyjnych.
W tym miejscu trzeba wspomnieć, że od roku 1991 w FSC a później w STAR S.A. trwały zwolnienia pracowników. Załoga topniała w oczach i pod koniec roku 1999 w zakładzie pracowało zaledwie 1200 osób. W roku 1997 na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy miała zapaść decyzja o podwyższeniu kapitału akcyjnego w spółce, ale została ona zablokowana przez przedstawiciela rządu ministra Andrzeja. Śmietanko.
Podwyższeniem kapitału akcyjnego STARA zainteresowane były: firma Sobiesław ZASADA CENTRUM S.A. która zadeklarowała gotowość do powiększenie kapitału STARA o 30,5 mln. zł., (w sześciu ratach) a także konsorcjum bankowe (PBR), które było gotowe wpłacić 35,6 mln zł. (w gotówce) oraz POLMOT. Przedstawiciele rządu w wyraźny sposób forowali firmę Sobiesław ZASADA CENTRUM S.A., której jednym z akcjonariuszy był sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Andrzej Pęczak. Działania rządu spotkały się ze sprzeciwem "Solidarności", która uważała, że Sobiesław ZASADA Centrum S.A. nie jest właściwym inwestorem, gdyż nie przedstawił wiarygodnego programu naprawy STARA.
W zorganizowanym 26.05.1997r. wśród załogi referendum 1180 pracowników opowiedziało się przeciw Zasadzie a tylko 132 osoby było za. O ile "Solidarność" i większość pracowników firmy był przeciwko Zasadzie to Związek Zawodowy "Metalowcy", którego przewodniczącym był obecny prezydent Starachowic Sylwester Kwiecień i Związek Zawodowy Inżynierów i Techników poparli Zasadę w piśmie, jakie obydwa związki skierowały w dniu 21.05.1997r. do premiera Cimoszewicza. ZZ "Metalowcy" i ZZ IiT oraz ministerstwo prowadziły również działania, aby odwołać dyrektora przedsiębiorstwa Witolda Celebańskiego, który sprzyjał konsorcjum bankowemu PBR i firmie Iveco, która była zainteresowana wejściem do STARA. Odwołanie dyrektora nie było łatwe i powiodło się dopiero za trzecim podejściem. "Solidarność" widząc, co się dzieje skierowała pismo do Najwyższej Izby Kontroli w którym domagała się sprawdzenia prywatyzacji STARA lecz NIK żadnych działań nie podjęła stwierdzając, że nie ma ku temu podstaw.
Nic nie stało już na przeszkodzie i Sobiesław ZASADA CENTRUM S.A. stał się wkrótce właścicielem większościowego pakietu (65,58%) akcji STARA. (Jest zdumiewające, że wybrany został inwestor, który zaoferował mniej korzystne dla Skarbu Państwa warunki). Jak wspomniano wcześniej plany Zasady wobec STARA były mało konkretne i jak pokazała przyszłość nigdy nie zostały wcielone w życie. Nic nie wyszło z wejścia do zakładu niemieckiej firmy Mercedes, nie nawiązano bliższej współpracy z Hyunadiem. Nie wybudowano nowoczesnej lakierni z kataforeza ani nie wdrożono do produkcji transporterów opancerzonych. Przed przejęciem zakładu przez Zasadę firma zaczęła przynosić zyski, zwiększyło się zatrudnienie, wzrosła produkcja, załoga co roku otrzymywała podwyżki płac a w 1997 roku 14-tą pensję. Z chwilą przejęcia STAR-a przez Zasadę sytuacja w zakładzie znów zaczęła się pogarszać. Doszło nawet do tego, że zaczęło brakować pieniędzy na płace dla załogi. Wyjściem z tej niedobrej sytuacji miało być wydzielenie z firmy spółek córek, które miały mieć dużą swobodę działania a tym samym miały się stać bardziej elastycznym podmiotem gospodarczym zdolnym do przetrwana w warunkach gospodarki rynkowej. Takich spółek powstało kilka min. STARPLAST, METALSTAR, UNISTAR, REMSTAR i inne.

Akcje.
W kwietniu 1988 roku Skarb Państwa zdecydował o wydaniu obecnym i były pracownikom FSC - STARA akcji zakładu należnych im się na podstawie ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw. Do odbioru akcji uprawnionych było około 20 tysięcy ludzi. Ilość akcji przypadających na danego pracownika (byłego i obecnego) uzależniona było od tego ile lat w zakładzie przepracował. Maksymalnie można było otrzymać 32 akcje. Wartość nominalna jednej akcji wynosiła 10 zł. Zainteresowanie akcjami było ogromne. Ludzie przyjeżdżali po ich odbiór z najodleglejszych części Polski, ale większość akcji przypadła mieszkańcom Starachowic i okolic. Podczas wydawania akcji tłumy napierały a budynek w którym akcje wydawano. Doszło nawet do tego, że emeryci wyłamali drzwi wejściowe i powybijali szyby. Każdy uważał, że staje się właścicielem akcji, których cena miała rosnąć. Niestety jak pokazała najbliższa przyszłość nadzieje te były złudne.

S. Zasada sprzedaje zakład.
W tym czasie zakład pogrążał się coraz bardziej. Nowy właściciel, a więc ZASADA CENTRUM, nie inwestował w firmę i nie kwapił się z wpłaceniem pieniędzy, dzięki którym "kupił" zakład. Jako ciekawostkę podam, że w kilka dni po tym jak Zasada przejął zakład sprawił on całej załodze "prezent" - każdy z pracowników otrzymał pokaźnych rozmiarów jego książkę pt. "Moje rajdy". I to było właściwie wszystko co załoga STARA dostał od "inwestora" Zasady. W listopadzie 1988 w jednej z hal fabryki rozpoczęto montaż samochodów ciężarowych MAN. Była to oczywista konkurencja dla STARA, ale nikt się tym nie interesował. W roku 1999 zarząd firmy poinformował załogę i związki zawodowe, że prowadzone są poważne rozmowy o wejściu do STARA niemieckiego koncernu MAN. Wkrótce zapadła decyzja o podziału zakładu na dwie części z których jedna - STAR TRUCKS - miała zostać sprzedana MAN-owi, a druga - Inwest STAR - miała funkcjonować jako oddzielny zakład Zasady. MAN, któremu sprzedano kilka hal produkcyjnych przejął również 907 pracowników. Pozostałych 400 pracowników pozostało w Inwest STAR-ze a część z nich miało znaleźć zatrudnienie w spółkach córkach. Inwest STAR jak i jego spółki córki miały (tak przynajmniej zapewniano pracowników) produkować dla MAN-a co gwarantowało ich przyszłość. O tym, że były to obietnice bez pokrycia przekonano się wkrótce. Spółki padały jedna po drugiej a pracownicy szli na bruk. W tym czasie wyprzedawano maszyny, urządzenia, place i hale. Ale pieniądze ze sprzedaży gdzieś się rozpływały. Jest pewne, że nie szły one na inwestowanie w zakład. W niecały rok po podziale zakładu padła ostatnia spółka. Obecnie w halach w których miała być produkcja panuje cisza. Nie ma maszyn, nie ma ludzi, nie ma produkcji. MAN który kupił znaczną część STARA po początkowych problemach (realne było zamknięcie zakładu) zupełnie zmienił profil produkcji. Obecnie w firmie, która nosi nazwę MAN STAR Trucks & Buses Sp. z o.o. produkuje się wiązki elektryczne do wszystkich typów samochodów MAN i korpusy autobusowe. W jednym z wydziałów obrabiane są części do ciężarówek produkowanych w Niemczech. Z końcem 2007 roku definitywnie zakończono montaż samochodów STAR, które były symbolem Starachowic. Ale to jeszcze nie koniec historii starachowickiej fabryki. Chociaż wydawało się, że MAN na dobre osiadł w Starachowicach to w październiku br. znaczna część zakładu, bo jego największy wydział, w którym montuje się wiązki elektryczne został sprzedany fińskiej firmie PKC Group, która z dniem 1 stycznia 2009 przekształci go w samodzielny zakład, którego będzie właścicielem. Planuje się także sprzedaż wydziału obróbki mechanicznej a także wydziału utrzymania ruchu. Powtarza się sytuacja z przed dziesięciu lat, gdy zakład był dzielony na spółki. Czym to się skończyło wiadomo. Jakby tego było mało z końcem 2008 zatrudnienie w firmie spadnie o około 300 osób.
Nie ma winnych.
Wróćmy jednak do akcji, które wydano 20 tysiącom ludzi. Jak by na to nie patrzeć to ludzie ci zostali po prostu oszukani, tak przez Zasadę jak i przez Skarb Państwa, który im te akcje wydał. Ludzie mają tego świadomość, dlatego co jakiś czas pojawiają się na ten temat informacje w lokalnej prasie, ale myślę, że jest to spowodowane tym, że lokalni politycy na niezadowoleniu społecznym chcą coś dla siebie ugrać. W zasadzie nikt poważnie nie zajął się tą sprawą. Wprawdzie usiłowali to zrobić emeryci ze Związku Emerytów i Rencistów NSZZ "Solidarność", ale efekty ich działań są mizerne, żeby nie powiedzieć żadne. W ubiegłym roku na wiadomość o aresztowaniu A. Pęczaka emeryci wystosowali doniesienie do prokuratury o popełnieniu przez Pęczaka przestępstwa przy prywatyzacji zakładu licząc na to, że prokuratura prowadząc przeciw niemu śledztwo niejako przy okazji zajmie się i sprawą STARA. Niestety ich nadzieje szybko się rozwiały po otrzymaniu pisma, które pozwolę sobie zacytować " Na podstawie art. 305 § 4 kpk zawiadamiam jako żądającego wszczęcia postępowania przygotowawczego, że w dniu 30 czerwca 2006 roku Prokuratura Okręgowa w Kielcach umorzyła śledztwo nr V Ds. 18/05/Sp w sprawie działania na szkodę Zakładów Starachowickich "STAR" S.A. w Starachowicach w okresie od kwietnia do grudnia 1997 roku w zakresie podejmowania decyzji w procesie dalszej prywatyzacji Zakładów Starachowickich "STAR" w Starachowicach - tj. o przestępstwo z art. 585 § 1 ksh - wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera ustawowych znamion czynu zabronionego. Prokurator Prokuratury Okręgowej Mgr. Renata Orłowska".
Kto za tym naprawdę stoi?
To, że Sobiesław Zasada odpowiedzialny jest za to, co się stało ze STAR-em, jak również za to, że akcje, które posiada 20 tysięcy pracowników STAR-a nie mają jakiekolwiek wartości nie podlega dyskusji, ale wydaje mi się, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Myślę, że jakaś komisja Sejmowa powinna zająć się wyjaśnieniem roli, jaką odegrał Sobiesław Zasada w zniszczeniu polskiego przemysłu motoryzacyjnego samochodów ciężarowych. Należałoby wyjaśnić skąd jakiś rajdowiec miał pieniądze na to, aby kupić STARA, Jelcza, Autosana, dwa zakłady w Tczewie, Głowno i SHL w Kielcach. Należałoby zadać pytanie czy nie stały za nim zagraniczne koncerny, które dążyły do przejęcia polskiego rynku i wyeliminowania konkurencji. Jak wiadomo Zakłady w Tczewie kupili od Zasady Amerykanie, STARA kupili Niemcy a kielecką SHL Włosi. Należałoby również wyjaśnić powiązania rajdowca z najwyższymi dygnitarzami ówczesnej SLD, którzy tak jak A. Pęczak i A. Śmietanko osobiście byli zainteresowani tym, aby Zasadzie dobrze się powodziło. Na zakończenie dodam jeszcze, że istnieją uzasadnione podejrzenia, że Zasada nie wpłacił ostatniej raty za kupno STARA a jest to suma niebagatelna, bo 2,5 mln. zł.
Jan Seweryn
http://www.solidarnosc.starachowice.pl/?kategoria=historiapf

pochyła SOC równia


Artykuł - NARÓD TCHÓRZY.

( ) Tyrania elity.
Ograniczenie dostępu do broni to moralna krucjata przeciwko ciemnym, barbarzyńskim obywatelom. Dowodzi tego nie tylko nieefektywność kontroli w dostępie do broni w zapobieganiu przestępstwom, ale także fakt, że kontrole te koncentrują się na ograniczaniu działań przestrzegających prawa, zamiast na łapaniu i karaniu winnych, oraz odraza, z jaką zwolennicy kontroli dostępu do broni pałają do posiadaczy broni i ich narzędzia – NRA (National Rifle Association). Posiadacze broni są zwyczajowo przedstawiani jako niewykształceni, paranoiczni wieśniacy, zafascynowani w i skłonni do przemocy, czyli dokładnie taki typ osoby, która jest przeciwnikiem liberalnych programów politycznych, i która powinna stać się obiektem moralnej i społecznej „re-edukacji” według liberalnej polityki społecznej. Typowym przykładem takiej bigoterii jest znana charakterystyka posiadaczy broni, przedstawiona przez gubernatora stanu Nowy York Mario Cuomo, jako „myśliwych, którzy piją piwo, nie głosują, kłamią swoim żonom mówiąc, gdzie byli cały weekend.” Podobnymi złośliwościami zalewa się NRA, która nazywana jest „najlepszym przyjacielem sprzedawców narkotyków," wyśmiewana na obrazkach satyrycznych jako domagająca się prawa noszenia przez dzieci broni do szkoły i generalnie optująca za nadanym przez Boga prawem do rozwalania każdego na życzenie.
Ten stereotyp jest oczywiście fałszywy. Kryminolog i prawnik konstytucyjny Don B. Kates, Jr. i była działacz HCI Dr. Patricia Harris zauważają, że „badania konsekwentnie wykazują, że przeciętny posiadacz broni jest lepiej wykształcony i posiada lepszy zawód, niż człowiek jej nie posiadający. Dalsze badania wykazuję, że posiadacze broni w mniejszym stopniu aprobują brutalność policji, brutalność wobec inaczej myślących, itp.”
Konserwatyści muszą zrozumieć, że antypatia, którą liberałowie czują do posiadaczy broni w głównej mierze wywodzi się z ich etatystycznego utopizmu. Ten umysłowy nawyk nigdzie nie był zbadany lepiej niż w „Państwie” Platona. Platon argumentuje, że idealnie sprawiedliwe społeczeństwo to takie, w którym nieuzbrojeni ludzie cnotliwie zajmując się własnymi sprawami, wykonując przydzielone im funkcje, w czasie, gdy rząd królów-filozofów, będąc ponad prawem i strzeżony przez uzbrojonych gwardzistów, niekwestionowany w swej lojalności do państwa, konstruuje, wdraża i udoskonala stworzone w ten sposób społeczeństwo, wspierany i zachęcany przez mity, które jednocześnie ukrywają i usprawiedliwiają tę totalitarną manipulację.


Rozbrojone życie.
Gdy felietonista Carl Rowan nawołuje do kontroli dostępu do broni i używa pistoletu w obronie własnego domu, gdy gubernator stanu Maryland Donald Schaefer rok po roku chce wprowadzenia zakazu posiadania samopowtarzalnych „broni szturmowych”, których jedynym celem, jak się nam wmawia, jest zabijanie ludzi, sam jest eskortowany przez policję państwową wyposażoną w samopowtarzalne pistolety 9mm z magazynkami o dużej pojemności, to nie mamy tu do czynienia ze zwykłą hipokryzją. Tak działa umysłowy nawyk wytworzony u wszystkich nadrzędnych istot, które wzięły na swoje barki straszliwy ciężar cywilizowania mas, i które rozumieją, podobnie jak nasz Kongres, że prawo jest dla innych.
Liberalna elita wie, że są królami-filozofami. Oni wiedzą, że ludziom po prostu nie można zaufać; że są niezdolni do sprawiedliwego i słusznego samostanowienia; że zostawione samemu sobie, ich społeczeństwo będzie rasistowskie, seksistowskie, homofobiczne i niesprawiedliwe – a liberalna elita wie jak takie rzeczy naprawiać. Pomogą nam żyć dobrym i sprawiedliwym życiem, nawet jeśli będą musieli nas okłamywać i zmuszać nas do tego. I nienawidzą tych, którzy stają im na drodze.

Prywatne posiadanie broni palnej ochładza ten utopijny zapał. Posiadać broń palną to stwierdzać, że wolność i swoboda to nie dary od państwa. To rezerwowanie sobie ostatecznej decyzji, czy państwo narusza wolność i swobodę, to pozostawanie w gotowości do obrony tej wolności z czymś więcej niż samymi słowami, to pozostawanie poza zasięgiem totalitarnych zapędów państwa.

Doświadczenie Florydy.
Elitarny brak zaufania do ludzi, który jest podstawą ruchu na rzecz kontroli dostępu do broni, pięknie ilustruje kampania HCI przeciwko prawu do noszenia ukrytej broni na Florydzie. Do 1987 prawo do wydawania pozwoleń na noszenie ukrytej broni było regulowane na poziomie hrabstw. Prawo było niejasne, i w rezultacie, było obiektem sprzecznych interpretacji i politycznych manipulacji. Pozwolenia wydawano głównie pracownikom ochrony oraz nielicznym uprzywilejowanym z politycznymi koneksjami. Pozwolenia były ważne jedynie w hrabstwie, w którym zostały wydane.
Ale w 1987 roku Floryda uchwaliła jednolite prawo do noszenia ukrytej broni, które nakazuje władzom hrabstwa wydawanie pozwolenie każdemu, kto spełni określone obiektywne kryteria. Prawo wymaga, aby pozwolenie zostało wydane każdemu starającemu się, który jest mieszkańcem, ma przynajmniej 21 lat, żadnej kryminalnej przeszłości, nie miał przypadków nadużywania alkoholu i narkotyków, nie przechodził choroby umysłowej, i przedstawi dowód pomyślnego ukończenia kursu bezpiecznego obchodzenia się z bronią organizowanego przez NRA czy innego, konkurującego instruktora. Petent musi zostawić odciski palców, których władze użyją do sprawdzenia rejestrów. Zezwolenie lub odmowa musi być wydana w ciągu 90 dni, jest ważne w całym stanie i trzeba go odnawiać co 3 lata, co zapewnia władzy regularny sposób oceniania, czy udzielenie pozwolenie jest wciąż zasadne.
HCI i media z prawdziwą pasją sprzeciwiały się uchwaleniu tego prawa. Prawo to, mówili, będzie powodowało, że obywatele będą strzelać do siebie nawzajem podczas codziennych sporów dotyczących przekraczania terenu, niegrzecznego zachowania, czy innych afrontów. Uknuto terminy „Floryda, the Gunshine State” i „Dodge City East” sugerujące, że stan i ci, którzy popierają uchwalenie tego prawa, zachęcają jednostki, aby działały jak sędzia, ława przysięgłych i kat w społeczeństwie rodem z „Życzenia Śmierci”.
Żadna inna kampania HCI nie demonstruje jaśniej elitarnych wierzeń będących kanwą kampanii mającej na celu wykorzenienie prawa do posiadania broni. Biorąc pod uwagę wymagania stawiane posiadaczom pozwoleń, tylko HCI i media mogły wierzyć, że typowi, przestrzegający prawa obywatele są wrzącymi kotłami zabójczego szału, gotowymi zabijać w odwecie za dowolny afront, chętnymi do odnajdywania i natychmiastowego rozstrzeliwania łamiących prawo. Tylko brak natychmiastowego dostępu do broni powstrzymywał ich i zapobiegał rozlewowi krwi na ulicach. Są tak mentalnie i moralnie wybrakowani, że pomyliliby pozwolenie na noszenie broni do samoobrony z państwowo sankcjonowaną licencją do zabijania na życzenie.
Czy te gwałtowne przewidywania spełniły się? Mimo że Miami i hrabstwo Dade ma poważne problemy z handlem narkotykami,
- współczynnik zabójstw na Florydzie spadł po uchwaleniu tego prawa, podobnie jak w Oregonie, po przyjęciu tam podobnej legislacji. Ponadto, istnieje kilka udokumentowanych przypadków, gdzie świeżo upieczeni posiadacze pozwoleń użyli własnej broni w samoobronie. Dane z Departamentu Stanu Florydy pokazują, że od zapoczątkowania programu w 1987 do czerwca 1993 wydano 160823 pozwolenia i tylko 530, czyli 0,33% starających się otrzymało odmowę z powodu niespełnienia wymogów, co wskazuje, że prawo jest korzystne dla tych, dla których miało być korzystne – przestrzegających prawa. Tylko 16 pozwoleń, mniej niż jedna setna procenta, zostało cofniętych na skutek popełnienia przestępstwa z bronią po wydaniu zezwolenia.
( )
http://www.miasik.net/articles/snyder.html