WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
sobota, 4 września 2010
" CZYŃ -lub -GIŃ ", PL-DE-RU, paraliż tuskoidalny.
Relacja Mirki z dnia 4 września z godziny 00.18
Zostało nas 8 osób modlących. Kilka osłaniających. 6 osób dyskutuje z przeciwnikami krzyża. Tamtych jest ponad 20 osób. W „Geslerze” się nie mieszczą kolejni. Teraz jest Hyde Park. Rozmawiają z przeciwnikami krzyża: Burski, Darek Wernicki. Wielu pijanych, zataczających się, krzyczących. Jakiś podpity zaczepia kobiety modlące. Ci z naszej „ochrony” zwracają mu uwagę. Są modlący z Wrocławia. Ktoś przyniósł na modlitwy figurki Niepokalanej. Stoi teraz na stoliku.
wobroniekrzyza | Wrzesień 4, 2010 at 10:28 pm | URL: http://wp.me/p12zcG-dh
" Znalazłem w internecie rozmowę z Tadeuszem Mazowieckim. Opowiada były premier jak na rocznicowym zjeździe "Solidarności" słyszał słowa Jarosława Kaczyńskiego, że jego brat Lech był w sierpniu 1980 roku łącznikiem między ekspertami a robotnikami. Powiedział głośno, że to nieprawda, a siedząca obok Henryka Krzywonos odpowiedziała: "Ja zaraz mu odpowiem". A gdy po słynnym już wystąpieniu wróciła, siedzący po drugiej stronie abp Tadeusz Gocłowski skonstatował: "Pani Henryko, teraz już wiem, po co Pan Bóg stworzył kobietę"."
Brukselski dom wariatów
(Wystąpienie Carla Beddermanna wygłoszone w dniu 5 maja 2003 roku podczas spotkania z mieszkańcami Piotrkowa Trybunalskiego)
Gdy w Dolnej Saksonii rządziła lewica tamtejszy rząd wszczął wobec mnie sprawę dyscyplinarną. Obecnie lokalna władza się tam zmieniła i teraz rządzi prawica. To co robię w Polsce nie zachwyca ich, niemniej zawieszona została sprawa dyscyplinarna.
O Niemcach...
Wszyscy Niemcy są prounijni, gdyż mają z Unii Europejskiej najwięcej korzyści. Jednak przeciętny Niemiec nie wie wcale, co dzieje się w Polsce. Ludzie myślą, że Polacy są mądrzy i że wiedzą, dlaczego chcą być członkami Unii. Taka jest u nas w Niemczech sytuacja. Ale jak wygląda to oszustwo, polegające na tym, że najpierw obiecali Wam 10 miliardów euro rocznie, po czym suma ta znacznie się zredukowała, tak że wejście do Unii musicie teraz sami sobie sfinansować - to tego nikt już u nas nie wie. O tym wiedzą jedynie stratedzy z Brukseli. Mój były szef, a obecny kanclerz Niemiec, Schroeder, w czasie gdy był premierem w Dolnej Saksonii twierdził wyraźnie, że Unia to instrument poprawy niemieckiego eksportu.W Niemczech, podobnie jak w Polsce, cały czas trąbią o tym, że jest wielka i wspaniała idea zjednoczenia Europy. Jest tylko drobna różnica: dla nas, dla Niemców ta Unia jest korzystna, dla Was natomiast - stanowi śmiertelne zagrożenie.
O wampirze, który potrzebuje świeżej krwi...
Żałuję, że nie ma na tej sali - jak sądzę - zbyt wielu euroentuzjastów. Bo najbardziej śmieszy mnie, gdy polski euroentuzjasta próbuje tłumaczyć mi jak funkcjonuje Unia Europejska. Ja, który byłem niemieckim urzędnikiem przez 25 lat wiem to bardzo dobrze, znam te wszystkie plany i strategie. Uważam, że każdy Polak powinien wiedzieć, jak ta Unia dzisiaj wygląda.Unia miała szansę stać się czymś w rodzaju Stanów Zjednoczonych w Europie, ale jakieś 50 lat temu. Teraz Unia jest jak kukła. Nowi kandydaci mają być czymś w rodzaju świeżej krwi, której ten stary wampir potrzebuje, by jeszcze kilka lat pożyć.
Unia Europejska "Piętnastki" nie jest żadnym wysokim ideałem, braterskim związkiem krajów europejskich, jak to zwykła sama o sobie mówić i jak jest przedstawiana przez polski rząd. Przypomina ona raczej przymusowy cech kupiecki, w którym każdy próbuje zapewnić sobie korzyści kosztem innych. Nie minęły jeszcze 3 lata, jak całe kierownictwo Unii musiało ustąpić z powodu dowiedzionej mu korupcji. Jeżeli czasami słyszę, że Unia pomoże wyeliminować korupcję w Polsce to jest to tak, jakby wampirowi Drakuli dać na przechowanie krew. Tak to wygląda... Dziwi mnie to, jak wolno docierają do świadomości Polaków reguły funkcjonowania Unii, choć mogłoby się wydawać, że jakieś doświadczenia Polacy powinni już mieć.
Zaczęło się od tego, że warunkiem zawarcia umowy o zamiarze przyłączenia się do Unii stało się zniesienie przez Polskę większości dawnych ceł, wprowadzonych jako obrona przeciwko dumpingowemu importowi. Zbyt pospieszna prywatyzacja zakładów państwowych i wolny dopływ kapitału zagranicznego doprowadziły już teraz do nieprawdopodobnego, szkodzącego interesom kraju stanu. Kiedy przyjechałem do Polski przed dwoma laty, nie przyszło mi nawet przez myśl, by opowiadać się przeciwko przystąpieniu Polski do UE. W międzyczasie musiałem jednak zmienić swoje poglądy. Nie doceniłem rozmiaru podłości i tego, że jesteście oszukiwani przez Zachód i jego egoistyczne plany.
Jak już wcześniej wspomniałem, miałem wrażenie, że Polacy wiedzą dlaczego chcą być członkiem Unii. Pierwsze otrzeźwienie przyszło jednak w Brukseli i w Berlinie, gdzie zostałem skierowany na szkolenie. Muszę tu wspomnieć, że wdrażanie standardów unijnych w dziedzinie ochrony środowiska kosztuje np. w Turyngii 200 miliardów euro. Jest to niewyobrażalna kwota. Zapytaliśmy tam w Brukseli, jak ta biedna Polska ma to finansować jeżeli Unia da jej tylko grosik. Odpowiedź brzmiała: "Nie chodzi wcale o to. Inwestorzy, którzy mieliby zamiar inwestować w Polsce muszą tam spotkać takie same warunki konkurencji jak u nas. Nie chodzi o to, by Polska miała czystą wodę, czy czyste powietrze, ale o to, by warunki konkurencji były takie same. To jest najważniejsze". To była dla mnie pierwsza niespodzianka. Później powiedziałem im, że pieniądze, które zarabiają unijni eksperci i urzędnicy, lepiej byłoby przeznaczyć na inwestycje. Po tym stwierdzeniu francuski ambasador unijny w Polsce, który koordynował różne projekty ekologiczne zdecydował, że trzeba mnie wyrzucić, gdyż wyidealizowany obraz Unii nie toleruje takich wizji jakie ja przedstawiam. Dziś mogę temu panu podziękować, to była dobra decyzja, gdyż teraz mogę odważnie i swobodnie mówić o tym wszystkim, jak to naprawdę funkcjonuje.
O złej Unii brukselskiej...
Aby zrozumieć obecną sytuację Polski w związku z planowanym wstąpieniem do Unii należy rozróżnić dwie sprawy. Po pierwsze - europejską ideę zbliżania się narodów europejskich i po drugie - Unię brukselską. Ta pierwsza idea jest dobra, druga natomiast nie. Jest ona nie tylko niedobra, ale wręcz szkodliwa, zagraża egzystencji narodów, a szczególnie Polski. Jako instrument globalizacji prowadzi ona do zapędzenia Polski i innych krajów kandydackich w kolonialną zależność od Zachodu. Unia jest perfidna ponieważ sprytnie wykorzystuje łatwowierność i prostoduszność Wschodu, a swój kolonialny cel tuszuje wspólną ideą wielkiego domu europejskiego. Aby to wszystko zrozumieć trzeba przyjrzeć się krótko historii UE. Gdy w 1951 roku zawierano traktat o Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali, a w 1957 traktat o utworzeniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej rodziło się to jeszcze pod wpływem szoku wywołanego katastrofą II wojny światowej. Przyświecało temu to, by stworzyć coś lepszego niż Liga Narodów po I wojnie. Kołami napędowymi tych układów była Francja i Niemcy. Francja zamierzała w ten sposób zapewnić sobie dostęp do niemieckiego potencjału przemysłowego, Niemcy obciążone mroczną przeszłością, chciały odzyskać dostęp do światowych salonów. Znaczną rolę odgrywało zagrożenie ze strony Rosji Sowieckiej. Obok wspólnego wysiłku obronnego w ramach NATO, dzięki EWG miała zostać wzmocniona siła gospodarcza Europy. Początkowo wspólnota koncentrowała się tylko na dwóch sprawach: na wspólnej polityce rolnej i na redukcji ceł wewnętrznych i innych przeszkód handlowych. Nic więcej. Nikt wówczas nie mówił, że Europa to będzie "wspólny dom", "jedna rodzina" itp. Ówczesny układ był rozsądny i wszystkim gwarantował korzyści.O polityce rolnej Unii i pośle Kalinowskim...
W pierwszym zakresie tzn. w polityce rolnej nic się właściwie do dzisiaj nie zmieniło. Również po trzech dużych rozszerzeniach Unii płynie do rolnictwa, co prawda już nie 80 czy 70 procent wszystkich środków unijnych, ale, było nie było, połowa. Jak dawniej, ta sama gra, na początku której pompuje się miliardy w nadprodukcję żywności, aby następnie z miliardowym dofinansowaniem po dumpingowych cenach pozbyć się jej na rynku światowym. Następnie wydaje się kolejne miliardy w celu usunięcia powstałej nadprodukcji. Korzyści z tego systemu, dla którego w międzyczasie na Zachodzie zadomowiło się określenie "brukselski rolniczy dom wariatów", czerpią nieliczne wielkie zakłady przemysłowe produkcji rolnej i powiązany z nimi biznes rolniczy.Ten "brukselski rolniczy dom wariatów" jest teraz pod silnym obstrzałem opinii publicznej, która domaga się jego reformy. Podczas gdy, w związku z coraz to nowymi skandalami związanymi z produkcją żywności, ludzie na Zachodzie zaczynają się budzić, w Polsce chce się ten chory system wprowadzać.
Miałem okazję rozmawiać o tych tematach z byłym ministrem rolnictwa p. Jarosławem Kalinowskim. Niedawno, gdy premier Miller wyrzucił go z koalicji pytałem go dlaczego nie postępuje tak jak ja: najpierw byłem Szawłem a teraz stałem się Pawłem. Mówiłem do niego: "Pan to wszystko wie, jak to funkcjonuje, jak dają obietnice, a później robią odwrotnie". On odpowiedział, że to on negocjował warunki, że ludzie mu wierzą, więc nie może zrobić teraz skrętu o 180 stopni. Ja jednak miałem wrażenie, że Kalinowski jest w wielkim strachu. Powiedziałem mu wówczas: "Pan mógł być bohaterem narodowym". Potem uświadomiłem sobie, że dalsza rozmowa z nim nie ma sensu. Jakiś czas potem był on u prezydenta i po tej wizycie ogłosił, że PSL też jest prounijny. Mam wrażenie, że Kalinowski nie jest swobodny, choć - mam nadzieję - zmieni jeszcze zapatrywania.
O unijnych standardach ...
W czasie, gdy w polityce rolnej nie zmieniło się nic, w drugim zakresie działalności Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, czyli w zakresie redukcji przeszkód w handlu, zmieniło się wszystko. Światowy rozwój gospodarczy pod wpływem Stanów Zjednoczonych wyprzedził ten cel unijny. Wolny handel światowy, wymiana towarów i usług stały się w tak dużym stopniu zliberalizowane, że wysiłki Unii w latach 60-tych, 70-tych i jeszcze w 80-tych straciły na ważności. Jak zareagowała na to Unia? Dokładnie tak jak można było oczekiwać po tak gigantycznym, biurokratycznym stworze, tak jak reagowałyby wszystkie wielkie biurokracje, gdy obsuwa im się grunt pod nogami... Wymyślono nowe cele i zadania, dzięki którym wciąż można dalej działać w tym samym stylu, jak do tej pory. Tym nowym celem stało się stworzenie wspólnych standardów dla całej Europy.Dosłownie we wszystkich dziedzinach próbuje stworzyć się jednolitość. Wszystko jedno czy chodzi tu o gospodarkę, finanse, technikę, naukę, kulturę, sprawy socjalne, bezpieczeństwo wewnętrzne czy zewnętrzne - komisja w Brukseli wszędzie macza palce. Wygląda to następująco: najpierw w uroczystym i nadętym tonie ogłasza się dlaczego zdecydowano się w jakiejś nowej dziedzinie stworzyć ogólnoeuropejskie reguły. Twierdzi się, że dotychczas istniejące były nie wystarczające, gdyż były stare lub niejednolite. Za każdym razem, obojętne czy chodzi tu o krzywiznę ogórków, krzywiznę rur wydechowych w pojazdach mechanicznych, występuje ta sama nadętość, te same wielkie i doniosłe słowa o Europie, dla pozycji której ważne jest - jak się twierdzi - ujednolicenie wszelkich standardów. Następnie wnika się w szczegóły. Tysiące za tysiącami nowych przepisów i nowych reguł sypią się rok rocznie na administracje i ludność "Piętnastki" w sposób groteskowy i bezsensowny. A wszystko to w imię "wielkiej, jednolitej Europy".
O kupowaniu polityków i "pośle Apokalipsy" ...
Dlaczego my, na Zachodzie pozwalamy sobie na te wszystkie bzdury? Są tego dwa powody. Po pierwsze - ogólny letarg i brak zainteresowania sprawami Europy. Można to porównać z sytuacją w Polsce przed dwudziestu laty, gdy mówiono o wspaniałym związku narodów bloku socjalistycznego, a ludzie puszczali to mimo uszu. Przypomnę: nikt nie słucha tej brukselskiej propagandy, ludzie zajęci są czymś innym, także z powodu kryzysu gospodarczego na Zachodzie.Drugi powód akceptacji Unii na Zachodzie jest bardziej istotny. Otóż system brukselski kupuje sobie sprzymierzeńców wśród zachodnich polityków tak samo, jak teraz w Polsce wśród polityków polskich. Chodzi tu głównie o wysokie stanowiska w komisji brukselskiej. Będą one obsadzane przez wysłużonych polityków z zasobów krajowych. Przykładem są chociażby Guenter Verheigen i Frantz Fischler. Obaj są wysłużonymi politykami, którzy teraz, opłacani znacznie wyżej niż dotąd, kontynuują swoje kariery w Brukseli.
Weźmy np. Verheigena, który wygląda jak "poseł Apokalipsy". On był kiedyś posłem niemieckiej partii liberalnej FDP. Jak władze tej partii nie pozwoliły mu zostać komisarzem w Brukseli wówczas zmienił ugrupowanie i teraz należy do lewicy. To oni przysłali go do Brukseli, gdzie teraz sobie siedzi zgrywając dobrego wujka. Jeszcze rok temu w "Süeddeutsche Zeitung" Verheigen mówił, że pieniądze, które Niemcy muszą płacić w kontekście rozszerzenia Unii zwrócą się dzięki zwiększonemu eksportowi. Dodał, że taniej nie można by uzyskać spokoju na niemieckiej granicy wschodniej. Tak właśnie mówił jeszcze niedawno sądząc zapewne, że nikt tego nie przeczyta.
Teraz z Brukseli bardzo ostrożnie obserwuje on sytuację w Polsce, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że proporcje poparcia dla UE rozkładają się mniej więcej po połowie. Podkreśla nawet, że Polska, jak najbardziej krnąbrne dziecko, leży mu szczególnie na sercu. Nie dziwię się - jeżeli referendum będzie "na nie", Verheigen może szybko stracić posadę.
O Kościele ...
Dziwię się, jak Polacy łatwo dają się nabrać na tę prymitywną propagandę z Brukseli.Przykro mi, że w tej sprawie milczy polski Kościół. Jakiś czas temu wysłałem długi list do Prymasa Glempa. Do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi. W jego kancelarii ciągle odpowiadają mi, że codziennie przychodzi wiele podobnych listów. Przedwczoraj byłem na Wawelu. 3 maja słyszałem tam księdza Pieronka. Akurat jego. Mówił w tym stylu: "Ojciec Święty powiedział na Krakowie, że Polska musi znaleźć odpowiednie miejsce w strukturach europejskich". Owszem, ma rację, jednak Ojciec Święty nigdy nie powiedział, że tym "odpowiednim miejscem" ma być akurat brukselska Unia Europejska, ta kukła. Zawsze więc przekręcają słowa. Z kolei rano w radio słyszałem, jak premier Miller mówił mniej więcej tak: dziękujemy biskupom za ich stanowisko; co prawda nie jest ono ani na tak, ani na nie, jednak pamiętajmy, że prymas Glemp jest za Unią, a także sam papież.
Myślę, że jest najwyższy czas na to, by Watykan, Ojciec Święty wyraźnie stwierdził co myśli o Unii. Może nie konkretnie, by głosować na "tak", czy na "nie", ale np. żeby wyjaśnić, że miejsce Polski w strukturach wspólnoty europejskiej to kwestia przyszłości, i że nie należy tego rozumieć tak, jak to przedstawił biskup Pieronek.
O naiwnych Polakach ...
Biedni Polacy, szkoda mi Was. Byliście już wiele razy uciskani i wyzyskiwani przez obce wojska, ale nigdy dotąd nie musieliście, tak jak dziś, jeszcze do tego śpiewać, tańczyć i podskakiwać z radości, dawać się okłamywać przez własnych rodaków twierdzących, że ten oto wyzysk nie jest żadnym wyzyskiem, ale pierwszym krokiem do raju. To Wy pierwsi zdołaliście rozpoznać i zniszczyć solidarnie wielki komunistyczny szwindel rodem z Kremla. Czy rzeczywiście nie potraficie dostrzec podobieństwa pomiędzy ówczesnymi kłamstwami, a tymi dzisiejszymi, czynionymi przez przebranych w unijne szaty postkomunistów? Czy naprawdę wystarczy tylko trąbić głośno i wystarczająco długo tę prymitywną, prounijną demagogię żebyście zaślepieni i naiwni uwierzyli tym samym ludziom, którzy wtedy daremnie próbowali zachwycić Was Moskwą i RWPG, a dzisiaj pieją z zachwytu nad Brukselą i Unią Europejską? W tym ostatnim momencie próbuję otworzyć Wam oczy na to, co Was w tej Unii czeka. W tej Unii, która przez cały czas trwania procesu akcesyjnego oszukiwała Was i wodziła za nos.O współpracy Polski ze Stanami Zjednoczonymi ...
Ciągnąć tę amerykańską kartę to nie jest zły pomysł. Macie w USA 10 milionów rodaków. Polonia jest silna, ma wpływy, stosunki są dobre. Dlatego myślę, że nie jest źle. W Berlinie czy w Brukseli trąbią teraz, że Polacy są nieobliczalni, że to Unia jest racją stanu, a nie Irak. Inni znów twierdzą, że tych 200 żołnierzy, których Polska wysłała do Iraku to jest Monte Cassino, Somosierra, że Polacy zawsze muszą gdzieś tam walczyć...Obserwuję to wszystko z wielką uwagą i jestem pewny, że jeżeli dalej będzie to szło w tym kierunku, będziecie mieli kłopot w Unii, jednak twierdzę, że na dłuższą metę ta amerykańska karta wróży Wam nieźle.
Ja wiem, że prezes Polonii Moskal nie jest ulubieńcem obecnego rządu. Skandalem trzeba nazwać to, że minister Cimoszewicz nie chciał się z nim spotkać, bo on jest antyunijny. Powtarzam: Polska jako sojusznik Stanów ma wielką szansę. Amerykanie mają wpływy, Amerykanie mają kapitał, nawet w sprawach rolnictwa można z kontaktów z USA odnieść więcej korzyści niż z Brukselą.
Carl Beddermann
Opracował: Paweł Sztąberek
(7 maja 2003)
(tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji Strony Prokapitalistycznej;
fotografię autora zaczerpnięto z internetowego serwisu Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej
im. ks. Piotra Skargi - za zgodą serwisu www.piotrskarga.pl/index.php3 )
Skomentuj ten artykuł
1939. FRONT WSCHODNI.
Wkroczenie Sowietów do Polski 17 września 1939 roku
17 września 1939 roku na wycieńczoną walką z Niemcami Polskę spadł cios ze wschodu. Bronione przez skromne siły Korpusu Ochrony Pogranicza kresy wschodnie szybko ulegają przeważającej sile najeźdźcy. Rozkaz Naczelnego Wodza brzmi: Jeśli możliwe, unikać walki z Sowietami.
Przedwojenne pakty
Podstawą międzywojennych stosunków polsko-sowieckich był pakt o nieagresji podpisany 25 lipca 1932 roku. Początkowo wyznaczony został na 5 lat, lecz następnie zainteresowane strony przedłużyły go do 31 grudnia 1945 roku. Przywódcy Polski i ZSRR zobowiązali się wówczas do nie podejmowania żadnych agresywnych działań wobec drugiego kraju, zarówno samodzielnie, jak i wraz z innymi państwami. Poza tym uzgodniły, że nie wezmą udziału w porozumieniach wrogich drugiej stronie. [1, s. 15]
Literatura:
Brzeszczyński S., 17 września w Moskwie, [w:] „Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej”, nr 89, Londyn 1978
Davies N. , Boże igrzysko, wyd. Znak, Kraków 2006
Documents on German Foreign Policy, vol. 7, s. 204 [przemówienie Hitlera do oficerów niemieckich z dn. 22.08.1939]
Grzelak Cz., Kresy w czerwieni, wyd. Neriton, Warszawa 1998
Łojek J., Agresja 17 września 1939, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
Times, artykuł „Soviet Aims and Plans”, s. 5, wyd. z dn. 19 września 1939
Zmowa. IV rozbiór Polski, oprac. A.L. Szcześniaka, wyd. ALFA, Warszawa 1990
Przypisy:
1 - Grzelak Cz., Kresy w czerwieni, wyd. Neriton, Warszawa 1998
2 – Łojek J., Agresja 17 września 1939, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
3 - Zmowa. IV rozbiór Polski, oprac. A.L. Szcześniaka, wyd. ALFA, Warszawa 1990
4 – Davies N. , Boże igrzysko, wyd. Znak, Kraków 2006
http://www.tnn.pl/pm,3402.html
Przedwojenne pakty
Podstawą międzywojennych stosunków polsko-sowieckich był pakt o nieagresji podpisany 25 lipca 1932 roku. Początkowo wyznaczony został na 5 lat, lecz następnie zainteresowane strony przedłużyły go do 31 grudnia 1945 roku. Przywódcy Polski i ZSRR zobowiązali się wówczas do nie podejmowania żadnych agresywnych działań wobec drugiego kraju, zarówno samodzielnie, jak i wraz z innymi państwami. Poza tym uzgodniły, że nie wezmą udziału w porozumieniach wrogich drugiej stronie. [1, s. 15]
Półtora roku później, 26 stycznia 1934, Polska zawarła także pakt o nieagresji z III Rzeszą. Pomimo, że Hitler niespełna dwa tygodnie po przejęciu władzy w 1933 roku stanowczo skrytykował ówczesną granicę niemiecko-polską jako krzywdzącą dla jego państwa, zadeklarowano niestosowanie przemocy pomiędzy obydwoma krajami przez 10 lat. [1, s. 17]
Wcześniej doszło także do zawarcia traktatów pomiędzy Niemcami a ZSRR. Najpierw w 1922 roku wznowiono stosunki dyplomatyczne, a później – 16 maja 1926 roku podpisano porozumienie gwarantujące wzajemną neutralność w przypadku jakiegokolwiek ewentualnego konfliktu. Nawiązana została również współpraca wojskowa. [1, s. 14] Obydwa traktaty zostały zawarte przez ZSRR jeszcze przed dojściem do władzy po przeciwnej stronie Adolfa Hitlera. Od 1933 roku stosunki między dwoma mocarstwami znacznie się pogorszyły – przez rozbieżność ideologii nazistowskiej i komunistycznej.
Dyplomatyczna gra Stalina
Jednak wydarzenia późniejsze, m.in. oddanie w 1938 roku przez państwa zachodnie 20 procent terytorium Czechosłowacji we władanie III Rzeszy bez wiedzy i zgody Ligi Narodów, a także pośrednie przyłączenie się do tych działań Polski (przejęcie części Śląska Zaolziańskiego), spowodowały niepokój Kremla. Rok 1939 (do września) był więc ze strony Stalina czasem gry dyplomatycznej – prowadzone były rozmowy zarówno z Wielką Brytanią oraz Francją, jak i Niemcami. Przywódca ZSRR starał się wybadać, po której stronie w przypadku wojny lepiej byłoby się opowiedzieć. [2, s. 69] Dbał także o pozory w kontaktach z Polską. Jeszcze w listopadzie 1938 roku władze polskie i sowieckie wydały komunikat potwierdzający ważność wcześniej zawartych traktatów. Dodatkowo zadeklarowano poszerzenie kontaktów gospodarczych. [1, s. 16]
Pomimo tego, podczas rozmów dyplomatycznych z przywódcami państw „zachodnich” w sierpniu 1939 roku wymogi Stalina były wysokie. Historycy podejrzewają nawet, że z premedytacją wysunął żądania nie do spełnienia przez drugą stronę, aby móc zerwać negocjacje i porozumieć się z III Rzeszą. [1, s. 40] Domagał się, aby Armia Czerwona mogła w przypadku wojny przemaszerować przez terytorium Rzeczypospolitej (i Rumunii), niezależnie od tego, czy zaatakowana zostanie Polska, czy jakiekolwiek inne państwo „zachodniej” koalicji. Ponadto, nawet w przypadku zgody rządu polskiego na takie rozwiązanie, jak twierdził ówczesny szef MSZ Józef Beck, nie byłoby żadnej gwarancji, że Rosjanie „wszedłszy na nasze ziemie wschodnie, wezmą rzeczywiście udział w wojnie”. [1, s. 40] Polska stanowczo odmówiła, a wraz z nią Wielka Brytania, która nie chciała podejmować decyzji niezgodnej z wolą swojego sojusznika. [1, s. 40] Nastąpiło zerwanie rozmów.
W tym samym czasie Rosjanie prowadzili już pertraktacje ze stroną niemiecką. W południe 23 sierpnia do Moskwy przyleciał szef niemieckiego MSZ Joachim von Ribbentrop mający szerokie pełnomocnictwa od Hitlera. Negocjacje, przerywane bankietami, trwały od godz. 17 do późnej nocy. W tym czasie podpisano mający obowiązywać przez 10 lat pakt o nieagresji oraz dołączony do niego tajny protokół. [1, s. 42]
Pakt Ribbentrop-Mołotow
Pierwszy dokument zawierał powszechne w ówczesnych latach zapewnienia o powstrzymaniu się od działań wrogich drugiej stronie oraz nie popieraniu państw trzecich, które znalazłyby się w sytuacji konfliktu z jedną ze stron podpisujących porozumienie. I chociaż było zjawiskiem dziwnym, aby nie posiadające w tamtym momencie wspólnej granicy państwa podpisywały pakt o nieagresji, rząd polski wydawał się nim zbytnio nie przejmować. [2, s. 35]
Większe znaczenie miał dołączony do paktu tajny protokół. Został on w pełni opublikowany w Stanach Zjednoczonych w 1948 roku (tekst poznano wskutek przejęcia archiwów niemieckiego MSZ w 1945 roku), ale już dużo wcześniej pojawiły się przesłanki świadczące o jego istnieniu. Prawdopodobne jest, że rządy francuski oraz amerykański dowiedzieli się o nim już kilkanaście godzin po jego zawarciu. Natomiast brytyjski „Times” w wydaniu z 19 września 1939 twierdził, że ZSRR atak na Polskę uzgodnił już 23 sierpnia w Moskwie. [2, s. 36]
Tajny protokół dotyczył przede wszystkim „przemian terytorialnych”. Polska miała zostać całkowicie podzielona między ZSRR oraz III Rzeszę. Granica przebiegałaby „przez linię rzek Pisa, Narew, Wisła i San”. Przedmiotem podziału oprócz Polski stały się również Finlandia, Estonia, Łotwa oraz Litwa. [2, s. 36] Po powrocie Ribbentropa do Berlina Hitler natychmiast wydał rozkaz wymarszu wojsk. Natomiast jeszcze dzień przed zawarciem porozumienia, wygłosił przemówienie do grupy wyższych oficerów niemieckich, w którym stwierdził, że „Polska znalazła się w sytuacji, w jakiej chciałem ją widzieć. (…) Skutek [dla niej] będzie straszliwy”. [2, s. 34] Kilka dni później, 1 września, rozpoczęła się niemiecka inwazja na Polskę.
Odwlekanie najazdu
Wojska nazistowskie zaatakowały z trzech stron. Natomiast po drugiej stronie, 2 września Nikołaj Szaronow (ambasador ZSRR w Polsce) zapytał Józefa Becka, dlaczego Polska nie stara się o dostarczenie sprzętu wojskowego od ZSRR. Było to jednak pytanie wyłącznie retoryczne, jako że tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany 23 sierpnia zobowiązywał strony do nie wspierania państw trzecich w przypadku wybuchu wojny z udziałem jednego z sygnatariuszy porozumienia. Mimo wszystko rząd Polski zwrócił się do Moskwy z pytaniem, czy jest możliwa dostawa materiału wojennego. Mołotow, szef rosyjskiego MSZ, stwierdził, że takiej możliwości nie ma. [3, s. 48]
Wojska nazistowskie zaatakowały z trzech stron. Natomiast po drugiej stronie, 2 września Nikołaj Szaronow (ambasador ZSRR w Polsce) zapytał Józefa Becka, dlaczego Polska nie stara się o dostarczenie sprzętu wojskowego od ZSRR. Było to jednak pytanie wyłącznie retoryczne, jako że tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany 23 sierpnia zobowiązywał strony do nie wspierania państw trzecich w przypadku wybuchu wojny z udziałem jednego z sygnatariuszy porozumienia. Mimo wszystko rząd Polski zwrócił się do Moskwy z pytaniem, czy jest możliwa dostawa materiału wojennego. Mołotow, szef rosyjskiego MSZ, stwierdził, że takiej możliwości nie ma. [3, s. 48]
3 września wojnę Niemcom wypowiedziały Francja oraz Wielka Brytania (ale początkowo tylko na papierze). W tej sytuacji Hitler zaczął naciskać na Kreml, aby rychło podjęto decyzję o wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski. [3, s. 48] Stalin zwlekał, tłumacząc to niewystarczającym przygotowaniem wojska. Jednak prawdopodobnie planował on po prostu przyłączenie się do wojny w momencie, gdy Niemcy rozprawią się z Polską wyłącznie własnymi siłami. Nie chciał także poprzez jawny udział w walkach narażać się zbytnio państwom „zachodnim”. [2, s. 56]
Tymczasem polskie władze już 4 września wydały rozkaz przeniesienia Kwatery Głównej oraz poszczególnych ministerstw poza Warszawę. Początkowo ewakuowano się do Lublina i w okolice, następnie dalej na wschód – do Łucka na Wołyniu, Brześcia nad Bugiem, Dubna, Krzemieńca, i w konsekwencji (przed ostateczną kapitulacją) w rejon Pokucia, do Kołomyi, Kosowa, Kut oraz Śniatynia. Tak wczesna ewakuacja z Warszawy rządu i prezydenta mogła zostać uznana przez ludność za pozostawienie jej samemu sobie. Dlatego też w ocenie niektórych historyków była błędem. [2, s. 57]
Mobilizacja
Za wschodnią granicą zaś w dniach 7 - 9 września ogłoszono częściową mobilizację Armii Czerwonej oraz koncentrację sił nad granicą z Polską. Do rządu RP jednak nadal nie docierało zagrożenie jawiące się ze strony ZSRR. A sam Stalin wciąż zwlekał z rozpoczęciem ataku pomimo ponagleń Hitlera. Rząd radziecki chciał bowiem zgarnąć łupy, ale wina miała spaść wyłącznie na stronę niemiecką. [2, s. 60] Takiej taktyki nie można było jednak przedłużać w nieskończoność. III Rzesza w końcu zawiadomiła ZSRR, że jeśli druga strona nie włączy się w porę do działań wojennych, już niedługo będzie trzeba rozstrzygnąć w jakiś sposób los wschodnich terenów Polski, do których zbliżają się wojska niemieckie. Zasugerowano nawet założenie państewek buforowych – polskiego, białoruskiego, ukraińskiego. Taka kolej rzeczy godziłaby jednoznacznie w ustalony 23 sierpnia podział Europy Środkowej na „strefę wpływów” niemiecką i rosyjską. ZSRR musiał więc zredukować swoje plany i przyspieszyć atak. Należało jeszcze tylko znaleźć uzasadnienie. Zdecydowano się na „przyjście z pomocą uciskanym bratnim narodom białoruskim i ukraińskim”, którym zagrażać miało „obce mocarstwo”. Mocarstwem tym, wbrew temu, co myślała część ludności rosyjskiej, nie były jednak Niemcy, lecz Polska. [2, s. 59] Początkowo zastrzeżenia do takiego powodu napaści miała strona niemiecka, ale Stalin postarał się o dobranie odpowiednich słów, które Hitler mógł w końcu zaakceptować. [2, s. 60]
12 września Polskę opuścił ambasador ZSRR [2, s. 64], a 14 września władze RP ewakuowały się jeszcze dalej od Warszawy. [2, s. 69] 16 września cała Europa przygotowywała się już do ataku Armii Czerwonej na Polskę, uzgadniano komunikat Francji oraz Wielkiej Brytanii w przypadku urzeczywistnienia się planów ZSRR. 17 września rosyjskie MSZ wezwało polskiego ambasadora w Moskwie i oświadczyło, że „skoro Rzeczpospolita Polska przestała istnieć” to wszystkie umowy między obydwoma krajami wygasły, a ZSRR podjął środki zmierzające do ochrony mieszkańców zachodniej Białorusi i Ukrainy. [4, s. 901]
17 września
Celem operacji Armii Czerwonej było błyskawiczne uderzenie zmierzające do rozbicia Wojska Polskiego i zajęcia terenów na wschód od linii rzek: Pisy, Narwi, Wisły i Sanu. [1, s. 202] Wojska radzieckie w dniu 17 września liczyły ok. 467 tys. żołnierzy i ok. 5 tys. 500 pancernych wozów bojowych. A z każdym następnym dniem siły ZSRR zmobilizowane do walki z Polską wzrastały. [1, s. 208] Całość wojsk polskich liczyła tego dnia jeszcze ok. 650 tys. żołnierzy, ale większość z nich toczyła wówczas walki z Niemcami (prawdopodobnie ok. 450 tys.). Pozostali znajdowali się w ośrodkach zapasowych lub szpitalach, a dla większości z nich brakowało broni i ogólnego wyposażenia. [1, s. 192-193] Pierwszą decyzją Naczelnego Wodza Marszałka Rydza-Śmigłego był rozkaz stawiania oporu najeźdźcom, lecz w miarę upływu godzin z uwagi na nadchodzące niekorzystne meldunki z frontu postanowiono o wycofywaniu się w kierunku Rumunii oraz Węgier. Walczyć miano tylko w przypadku natarcia strony radzieckiej lub próby rozbrojenia polskich oddziałów. [1, s. 220]
Celem operacji Armii Czerwonej było błyskawiczne uderzenie zmierzające do rozbicia Wojska Polskiego i zajęcia terenów na wschód od linii rzek: Pisy, Narwi, Wisły i Sanu. [1, s. 202] Wojska radzieckie w dniu 17 września liczyły ok. 467 tys. żołnierzy i ok. 5 tys. 500 pancernych wozów bojowych. A z każdym następnym dniem siły ZSRR zmobilizowane do walki z Polską wzrastały. [1, s. 208] Całość wojsk polskich liczyła tego dnia jeszcze ok. 650 tys. żołnierzy, ale większość z nich toczyła wówczas walki z Niemcami (prawdopodobnie ok. 450 tys.). Pozostali znajdowali się w ośrodkach zapasowych lub szpitalach, a dla większości z nich brakowało broni i ogólnego wyposażenia. [1, s. 192-193] Pierwszą decyzją Naczelnego Wodza Marszałka Rydza-Śmigłego był rozkaz stawiania oporu najeźdźcom, lecz w miarę upływu godzin z uwagi na nadchodzące niekorzystne meldunki z frontu postanowiono o wycofywaniu się w kierunku Rumunii oraz Węgier. Walczyć miano tylko w przypadku natarcia strony radzieckiej lub próby rozbrojenia polskich oddziałów. [1, s. 220]
Armia Czerwona uderzyła z dwóch stron tworząc Front Białoruski oraz Front Ukraiński. O ile wojska radzieckie uczestniczące w bitwach na Froncie Białoruskim od początku nie kamuflowały swoich działań, tj. wystąpienia przeciwko Polsce, o tyle z Frontu Ukraińskiego dochodziły do władz polskich meldunki o unikaniu walki z oddziałami polskimi i wręcz przyjacielskim zachowaniu – „czołgiści jechali przy otwartych włazach, uśmiechali się, a oficerowie niejednokrotnie stwierdzali, że idą na Germańca!”. [1, s. 217] Sprzeczne sygnały z frontów utrudniały sytuację polskiego dowództwa.
Uderzenie ze wschodu
A walki trwały rzeczywiście. Pierwszym zadaniem Sowietów, pograniczników i pododdziałów Armii Czerwonej, było zniszczenie polskich strażnic Korpusu Ochrony Pogranicza. Zaczęły one płonąć jeszcze przed świtem 17 września. [1, s. 228] I chociaż pojedyncze przykłady obrony granic polskich świadczą o zaciętości walk, to w większości przypadków zdołano stawić wyłącznie krótkotrwały opór. Siły nieprzyjaciela znacznie bowiem przewyższały możliwości obrony. [1, s. 251]
Podczas pierwszych trzech dni natarcia, ZSRR zdobyło m.in. Wilno, przemierzyło północno-wschodnie Polesie, dotarło do Tarnopola i Lwowa. W tym ostatnim mieście doszło nawet do incydentalnej walki niemiecko-sowieckiej (naziści wkroczyli do Lwowa nieco wcześniej), za co później strona niemiecka przeprosiła swojego wschodniego sojusznika. [1, s. 314] Rosjanom udało się także częściowo odciąć Polaków od granicy z Rumunią i Węgrami. Pomimo, że Armii Czerwonej dokuczał brak zaopatrzenia w paliwo, transportu, słabe środki łączności oraz błędy w dowodzeniu, to udało im się posunąć w głąb terytorium Polski o ok. 170 km w linii prostej. [1, s. 329] Część historyków uważa, że wobec takiego obrotu sprawy obronę Rzeczypospolitej można było przygotować lepiej (w wielu miejscach obrony nie było wcale).
Chlubną sławą zasłynęło w tamtych dniach Grodno. Miasto to broniło się zaciekle w dniach 20 – 22 września. Żołnierze Armii Czerwonej napotkali tam niespotykany wówczas opór wojsk polskich oraz mieszkańców. Kiedy w końcu udało im się przełamać linię obrony, brutalnie zemścili się na przeciwnikach – rozstrzelali ok. 300 mieszkańców i obrońców miasta. [1, s. 352] Tymczasem we wsi Kodziowce rozegrał się bój między ułanami polskimi a regularnym oddziałem Armii Czerwonej, tzn. konie walczyły z czołgami. Była to jedna z największych tego typu bitew polskich ułanów podczas ówczesnej wojny, co ważniejsze – została wygrana (choć w obliczu postępującej wojny trudno nazywać zwycięstwem pojedyncze sukcesy). Zadanie swoje, czyli ochronę Zgrupowania Kawalerii gen. Przeździeckiego, wypełnili w całości. Nie pozwolili również zrealizować wojskom radzieckim założeń taktycznych. [1, s. 363]
Jednak bronić się było coraz trudniej, czerwonoarmistów z dnia na dzień przybywało. Dodatkowo wzmocniła się operacyjna i taktyczna współpraca wojsk radzieckich i niemieckich. Walki toczyły się jeszcze w rejonie Puszczy Augustowskiej, pomiędzy Białymstokiem i Włodawą (z udziałem Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” pod dowództwem gen. Kleeberga), a także na południowo-zachodnim Polesiu, Lubelszczyźnie oraz w okolicach Lwowa. Natomiast do granicy z Węgrami i Rumunią zmierzało w celu ewakuacji tysiące polskich żołnierzy. [1, s. 414] Po 27 września tylko nielicznym oddziałom udało się przetrwać i dalej stawiać opór Armii Czerwonej.
Układ niemiecko-sowiecki
Wszystko zdawało się być już przesądzone. W nocy z 28 na 29 września III Rzesza oraz Związek Radziecki uzupełniły tajny protokół z 23 sierpnia. Dokument nazwany „Niemiecko-sowiecki układ o granicy i przyjaźni” zawierał zadanie „przywrócenia pokoju i porządku” na obszarze „byłego państwa polskiego”. Dołączono także mapę z nową linią graniczną, tzw. linią demarkacyjną. Następnie, 4 października, sporządzono jej dokładny opis. Protokoły podpisali – Ribbentrop i Mołotow, zaś mapę – Ribbentrop i Stalin. [1, s. 417]
Wszystko zdawało się być już przesądzone. W nocy z 28 na 29 września III Rzesza oraz Związek Radziecki uzupełniły tajny protokół z 23 sierpnia. Dokument nazwany „Niemiecko-sowiecki układ o granicy i przyjaźni” zawierał zadanie „przywrócenia pokoju i porządku” na obszarze „byłego państwa polskiego”. Dołączono także mapę z nową linią graniczną, tzw. linią demarkacyjną. Następnie, 4 października, sporządzono jej dokładny opis. Protokoły podpisali – Ribbentrop i Mołotow, zaś mapę – Ribbentrop i Stalin. [1, s. 417]
Podział Rzeczypospolitej
W wyniku działań wojennych we wrześniu 1939 roku Niemcy uzyskały 189 tys. km2, czyli 48,45% terytorium II RP zamieszkanego przez ok. 22 mln obywateli (w większości Polaków), zaś Rosjanie 201 tys. km2, co daje 51,55% całości przedwojennych ziem polskich, wraz z ludnością sięgającą ok. 13,5 mln (głównie narodowości polskiej, ukraińskiej, żydowskiej oraz białoruskiej). [2, s. 37] Związkowi Radzieckiemu jako łup przypadły przedwojenne polskie województwa: wileńskie, nowogródzkie, białostockie, poleskie, wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie oraz lwowskie. Obiecaną wcześniej Lubelszczyznę Stalin postanowił wymienić na Litwę.
opracował Przemysław Sławiński
Literatura:
Brzeszczyński S., 17 września w Moskwie, [w:] „Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej”, nr 89, Londyn 1978
Davies N. , Boże igrzysko, wyd. Znak, Kraków 2006
Documents on German Foreign Policy, vol. 7, s. 204 [przemówienie Hitlera do oficerów niemieckich z dn. 22.08.1939]
Grzelak Cz., Kresy w czerwieni, wyd. Neriton, Warszawa 1998
Łojek J., Agresja 17 września 1939, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
Times, artykuł „Soviet Aims and Plans”, s. 5, wyd. z dn. 19 września 1939
Zmowa. IV rozbiór Polski, oprac. A.L. Szcześniaka, wyd. ALFA, Warszawa 1990
Przypisy:
1 - Grzelak Cz., Kresy w czerwieni, wyd. Neriton, Warszawa 1998
2 – Łojek J., Agresja 17 września 1939, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
3 - Zmowa. IV rozbiór Polski, oprac. A.L. Szcześniaka, wyd. ALFA, Warszawa 1990
4 – Davies N. , Boże igrzysko, wyd. Znak, Kraków 2006
http://www.tnn.pl/pm,3402.html
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



