o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

czwartek, 10 listopada 2011

zdekomunizovana Republika Czeska * bez rudzielców

PO PSLDUP INFLATION


Česká republika

Mocna korona kłuje w oczy Polaków


Podczas gdy złoty z dnia na dzień traci na wartości, czeski pieniądz zaczyna aspirować do miana bezpiecznej przystani. Za sprawą mocnej korony czeskie piwo może niedługo stać się synonimem luksusu.


14 września kurs korony czeskiej względem polskiego złotego osiągnął rekordowo wysoki poziom 17,976 groszy. Oznacza to, że na sto koron czeskich trzeba było wydać 17,98 zł. Waluta naszych południowych sąsiadów przez lata utrzymywała w miarę stabilny kurs rzędu 12-14 groszy. Ale od upadku banku Lehman Brothers korona zaczęła szybko zyskiwać wobec złotego i obecnie jest o jedną trzecią droższa niż trzy lata temu.

Jak to możliwe?!


Mieszkańców Polski przekonanym, że żyją na stabilnej i szczęśliwej „zielonej wyspie” mocna korona musi szczególnie kłuć w oczy. No bo jak to możliwe, że „najszybciej rozwijający się kraj Europy”, mający „zdrową gospodarkę”, „stabilne finanse publiczne” i mądry rząd ma walutę słabszą od jakiegoś niewielkiego państewka, które w dodatku nawet nie aspiruje do „elitarnej” strefy euro?

Dziwią się też ekonomiści. Gospodarka Czech rośnie znacznie wolniej niż polska. W drugim kwartale dynamika PKB wyniosła zaledwie 0,2% kdk i 2,4% w ujęciu rocznym. Polska mogła się pochwalić wzrostem o 1,1% kdk i 4,5% rdr. Po Szwecji i krajach bałtyckich był to najwyższy wzrost w Europie. Ponadto gospodarka Czech jest silnie uzależniona od eksportu do państw strefy euro i kryzys w tym regionie może naszych południowych sąsiadów kosztować więcej niż Polskę.

Do inwestowania w Czechach nie zachęcają też bardzo niskie stopy procentowe. Czeski bank centralny ustalił stawkę referencyjną na zaledwie 0,75% wobec 4,5% w Polsce i 1,5% w strefie euro. Mimo że to Narodowy Bank Polski w tym roku dokonał czterech podwyżek stóp, to złoty osłabił się względem euro. Cena wspólnotowej waluty od początku roku wzrosła z ok. 3,90 zł do 4,40 zł. Tymczasem wartość euro pozostawała stabilna w przedziale 24,0-24,6 koron.



Teoretycznie na rzecz Polski i złotego powinna przemawiać stabilna sytuacja polityczna – proeuropejski i prorynkowy (przynajmniej w deklaracjach) rząd dysponujący stabilną większością w parlamencie oraz partia rządząca ciesząca się ogromnym (przynajmniej sondażowym) poparciem społeczeństwa. Ale inwestorzy wolą powierzać pieniądze skłóconej politycznie Pradze, gdzie eurosceptyczny prezydent Vaclav Klaus bezpardonowo karci i poucza rząd, gdy ten przebąkuje cokolwiek w kwestii przyjęcia euro. Oficjalnie Czechy nie tylko nie ustaliły daty akcesji, ale wprost mówią, że nie są zainteresowane członkostwem w EMU, łożeniem na utrzymanie greckich emerytów i ratowaniem niemieckich i francuskich banków.

Zadłużenie, głupcze!


Ta może niezbyt „proeuropejska” polityka podoba się jednak inwestorom, którzy są gotowi pożyczyć czeskiemu rządowi na 3% rocznie w przypadku obligacji 10-letnich, czyli tylko o 1,1pkt. proc. więcej niż Niemcom. Resort ministra Rostowskiego za taką pożyczkę musi wypłacić blisko 6% odsetek rocznie.

Przyczyną lepszego postrzegania Czech może być wyższy poziom rozwoju gospodarczego naszych południowych sąsiadów, gdzie PKB per capita wynosi 18,9 tys. USD i jest o połowę wyższy niż w Polsce. Niskiej inflacji (1,7%) towarzyszy umiarkowane bezrobocie (8,2%) – oba te wskaźniki nad Wełtawą wypadają korzystniej niż nad Wisłą i Odrą.

Zobacz też: Kalkulator walutowy


Lecz moim zdaniem kluczowe znaczenie ma kwestia stanu finansów publicznych. Na koniec 2010 roku zadłużenie czeskiego państwa wyniosło 38,5% PKB, podczas gdy w Polsce sięgnęło 55% (dane Eurostatu według jednolitej metodologii unijnej ESA 95). W ciągu trzech lat zadłużenie Czech zwiększyło się o 40%, a długi Polski wzrosły niemal o połowę. W obu krajach relacja długu publicznego do PKB podskoczyła o ok. 10 punktów procentowych, lecz to w Polsce znalazła się blisko niebezpiecznej granicy 60%.

Ponadto Czesi lepiej kontrolowali swój budżet. Deficyty w relacji do PKB w ostatnich dwóch latach wyniosły odpowiednio 5,9% i 4,7% wobec 7,3% i 7,9% w Polsce. Co więcej, czeski rząd nie udawał, że wszystko jest pod kontrolą i zaczął poważną debatę nad zrównoważeniem budżetu. Komisja Europejska prognozuje, że w tym i przyszłym roku czeski deficyt spadnie do ok. 4% PKB. Polskie Ministerstwo Finansów planuje zbicie przyszłorocznego deficytu poniżej 3%, ale w te zapowiedzi nie wierzy nawet premier Donald Tusk. Eksperci sądzą, że przy sprzyjających okolicznościach Polska zejdzie z deficytem do ok. 4%, co i tak nie pozwoli na redukcję długu w stosunku do PKB.

Zagraniczni inwestorzy mogą się także obawiać o kondycję polskiego sektora bankowego, który w czasach boomu hojnie rozdawał kredyty hipoteczne denominowane we franku. Teraz niektóre polskie banki mogą mieć problem z zabezpieczeniem lub refinansowaniem tych transakcji. Ponadto Polska jako kraj jest bardziej zadłużona za granicą niż Czechy. Łączne zagraniczne zadłużenie prywatne i publiczne w Polsce stanowi 74% PKB wobec 49,6% w przypadku naszych południowych sąsiadów.

Czechy drugą Szwajcarią?


Porównanie notowań złotego i korony pokazuje, w jakim stopniu decyzje polityków wpływają na nasze życie. Deprecjacja polskiej waluty wobec korony sprawia, że coraz mniej Polaków stać na czeskie piwo, natomiast Czesi mogą się przekonać do robienia zakupów w Polsce, korzystając z siły własnej waluty.

Od razu nasuwa się analogia do Szwajcarii, gdzie Helweci korzystając z rekordowo mocnego franka masowo zaopatrywali się w tańszych niemieckich marketach. I nie tylko dlatego Republika Czeska w mediach finansowych zaczęła być określana mianem „bezpiecznej przystani”. Moim zdaniem określenie to jest nieco na wyrost (przynajmniej na razie), ale pokazuje rosnącą różnicę, jaka zaczyna nas dzielić od naszych południowych sąsiadów.

Krzysztof Kolany
********************************************************
Informace o úřadu1. Oficiální názevKancelář prezidenta republiky4. Kontaktní spojení
Pražský hrad  
11908 Praha 1


Telefon 

224 371 111 
234 301 111 



Fax 

224 373 300 



E-mail: 



Internetová stránka: 


5. Případné platby můžete poukázat (bankovní spojení) neuvedeno


11. sieroty PO Polsce

S i e r o t y

ZACHOWAJ ARTYKUŁ
Jutro Dzień Zaduszny i niezwykle jestem ciekawy, czy my jako sieroty zapalimy znicz
na grobie Polski.

Zastanawiam się również ilu z nas wie kiedy i gdzie ona została pochowana.
Trochę może podpowiem i podam ku ogólnej orientacji, że pogrzeb odbył się 9 października i wcale nie odbył się na Powązkach.
Była to uroczystość cicha, pozbawiona splendoru właściwego przy takich okazjach.
Nie było na pogrzebie księdza, który chyba nawet nie zdążył udzielić ostatniego namaszczenia.
Byliśmy za to my wszyscy uczestnikami tego niezwykłego, choć można rzec, że nie pierwszego w dziejach wydarzenia.
To my byliśmy żałobnikami, patrzącymi ponurym wzrokiem na akt pochówku dokonany przez rzeszę niemal 50% uprawnionych do głosowania w wyborach grabarzy.
Grabarzy, którzy uzyskali licencję na wykonywanie tej profesji poprzez swoją wyborcza absencję.
Idioci jednak nie spostrzegli, że prawo do tego fachu wygasa tuż po pogrzebie, bowiem zlecenie było jednorazowe i kontrakt nie przewiduje ponownych zleceń w przyszłości.

   Kiedy Jarosław Kaczyński po raz pierwszy wspomniał, że Polska jest rosyjsko-niemieckim kondominium, to googlarka się aż przegrzewała kierując ciekawskich na strony słowników wyjaśniających rzeczony termin.
Potrafię zrozumieć ową ciekawość, ale zważywszy, że tylko 30% polskiego społeczeństwa rozumie tekst pisany, to mam prawo podejrzewać, że i tak ta pogoń za wiedzą zakończyła się fiaskiem, gdyż gdyby było inaczej, to frekwencja wyborcza byłaby znacznie wyższa, co miałoby skuteczne przełożenie na wygraną PiS w wyborach, a co za tym idzie, na możliwość rozpoczęcia tworzenia struktur nadających status państwa naszemu krajowi.
Wśród dociekliwych byli może i tacy, którym sama definicja nie wystarczyła na zrozumienie w jakiej sytuacji znajduje się Polska i postanowili oni przekonać się metodą bardziej poznawczą na istnienie tego zjawiska.
Otóż prognozy dla niedowiarków są znakomite, bo już wkrótce posiądą on niezbite dowody na to, że takie kondominium istnieje.
Odczujemy to wszyscy na własnej skórze, która zapłonie nieznośnym świądem na kilka dekad.
Już nawet wielce szanowna pani Merkel zdaje sobie sprawę, że godziny UE są policzone.
Wzmianka o referendum w Grecji, którego tematem ma być przyjęcie pakietu pomocowego i programu drastycznych oszczędności, a niektóre media nazywają to wręcz planem ratowania euro, doprowadziła do bessy na wszystkich giełdach światowych.
Rozpoczyna się listopad, a greckie referendum ma być rozpisane dopiero w styczniu 2012 roku.
Co się do tego czasu będzie wyrabiać na giełdach?
Ja nie wiem, ale może są jacyś jasnowidze, którzy potrafią odpowiedzieć na to niby proste pytanie.
Agonia strefy euro nie trwa od dzisiaj i tylko jakiś bardzo niepoprawny optymista może przypuszczać, iż kolos na glinianych nogach (czyt.UE) przetrwa.
Czy ktoś z nas potrafi sobie wyobrazić pozycję Polski w Europie po upadku UE?
Nie mamy praktycznie żadnego przemysłu.
Nie posiadamy banków z rodzimym kapitałem.
Nie posiadamy armii.
Nord Stream uniemożliwia właściwą eksploatację polskich portów.
Ale mamy za to jedno, o co postarała się tuskowa ekipa, a mianowicie mamy długi, których kwoty jedynie astronomowie potrafią odczytać, jednak czy to wzmocni naszą pozycję na Starym Kontynencie?
Po anihilacji jak to się mówi w putinowskim żargonie polskiego prezydenta wraz z małżonką oraz czołowych polityków i urzędników państwowych pod Smoleńskiem, już w pierwszą sobotę po tym zdarzeniu, Putin podpisał w Austrii umowy dotyczące gazociągu South Stream, który storpeduje wcześniejszą ideę dywersyfikacji dostaw gazu do Europy pod kryptonimem Nabucco, która jak się okazuje, była tylko kolokwialnie mówiąc ściemą.
W tym momencie Gazprom staje się dilerem ruskiej heroiny uzależniającej Europę (czyt. gazu) i to dilerem posiadającym wyłączność na ten strategiczny towar w regionie.
No ale czy przypadkiem niejaki Shröder nie jest jednym z udziałowców w jakże ważnym dla Niemców projekcie-Nord Stream?
Czyż takim samym udziałowcem nie jest niemiecki potentat gazowy E-On?
Czyż mieniony E-On nie ma także udziałów w South Stream?
Jeżeli odpowiedź na te pytania brzmi twierdząco, a brzmi, to jasnym się staje kto w Europie będzie rozdawał karty, gdy już UE będzie nieboszczką.
Na arenie pozostaną Rosja, Niemcy i Francja, gdzie ta ostatnia może nie ma aż tak znaczących powiązań z Gazpromem, choć nie można tego jednoznacznie stwierdzić, to żabojady będą miały libijską ropę, która też ich umocni na europejskiej scenie.
Jedyna przeszkodą w doskonałym planie Putina okazał się polski gaz łupkowy, którego eksploatacja i sprzedaż na rynku europejskim, mogłaby zamienić wszystkie rosyjsko-niemieckie plany w niwecz, a sam Nord Stream w jeden wielki wychodek nikomu niepotrzebny, ale wychodek, który pochłonął olbrzymie pieniądze.
Po wspomnianej wcześniej anihilacji, Putinowi i jego europejskim sojusznikom już nic nie stoi na przeszkodzie.
Polski gaz będzie eksploatowany, a i owszem, ale nie będzie on miał prawa być sprzedawany na rynku europejskim, a sami Amerykanie, którzy go będą eksploatować, z powodzeniem sprzedadzą go gdzieś w świecie i to z dużym zyskiem, bowiem "nasz" rząd sprzeda im ten surowiec za grosze.
Co Polska będzie z tego miała?
Po prostu nic.
Kilku hochsztaplerów z kręgu Bieleckiego, którego Tusk szykuje na ministra gospodarki, stanie się krezusami, a wiedzieć trzeba, że gaz łupkowy i jego wydobycie, będzie podlegać bezpośrednio pod właśnie resort gospodarki.
Ci sami ludzie, te same scenariusze, te same gwoździe do trumny dla Polski.
Tow. Putin oprócz tego kim jest, a żeby to określić musiałbym użyć słów niecenzuralnych, to jest także wytrawnym politykiem, który postanowił zadbać o to, ażeby odbudować rosyjskie imperium i bynajmniej nie imperium z epoki carów, czy ZSRR, ale nowe-imperium Euroazji oparte na osi Berlin-Paryż-Moskwa.
Niektórzy twierdzą, a wręcz zachłystują się dywagacjami na temat, iż Rosja posiada wielkie problemy demograficzne mogące doprowadzić wręcz do upadku tego państwa.
Żaden upadek Rosji nie grozi, bowiem Putin doskonale sobie zdaje sprawę z tego faktu i potrafi zadziałać zapobiegawczo temu zjawisku, które jednak nie zbierze efektów tak szybko, jakby się komuś mogło wydawać i stąd też swoje plany postanowił on urzeczywistnić teraz, bowiem skutki niżu demograficznego, nie będą odczuwalne dla Rosji w tym pokoleniu.
W momencie zawiązania się unii Eurazji, państwa Europy środkowo-wschodniej, zostaną zupełnie zdegradowane z Polska niestety na czele.
Putin Polsce nie popuści, gdyż jej nienawidzi.
Do tego ażeby pozbawić nas części terytorium, to dzisiaj nie muszą nas najeżdżać ani Rosja, ani też Niemcy.
Zostanie to przeprowadzone za pomocą instrumentów ekonomicznych, a o samym fakcie takich operacji, przeciętny Kowalski nie będzie nic wiedział, gdyż już powstają ustawy pozwalające utajniać pewne posunięcia rządu, a wiedzieć nam trzeba, że polskie lasy to 30% naszej powierzchni.
Już w poprzedniej kadencji próbowano te lasy sprywatyzować.
Teraz będzie to można zrobić, nic nikomu nie mówiąc, a wówczas zwykłe grzybobranie dla wspomnianego Kowalskiego, może się skończyć w bardzo nieoczekiwany sposób.
Niebawem bo 11 listopada będzie organizowany Marsz Niepodległości.
Ja osobiście uważam, że taki marsz już się odbył i odbył się on 9 października, a w marszu tym niestety, ale P.O."Polacy" zrobili wielką kupę na swoja niepodległość, czyniąc z niego marsz żałobny.
Proszę poczciwego Polaka o to, ażeby jutro zapalił świeczkę i za Polskę, która nas osierociła, ale którą to my zabiliśmy.

ANEKS.
(   )
Po liście Migalskiego szybko się okazało, że nie jest on osamotniony w swoich knowaniach, bowiem niebawem na polską scenę polityczną z hukiem wjechała PJN i z takim samym hukiem zresztą zjechała z owej sceny.
Czy Ziobrę należy postrzegać jako takiego samego naiwniaka jakim okazali się Migalski i spółka?
Nie sądzę, gdyż Ziobro posiada w sobie pewien potencjał polityczny i to chyba większy niż wszyscy uczestnicy rokoszu pod szyldem PJN razem wzięci.
Skąd więc bezmyślność emanująca z tego dobrze zapowiadającego się polityka?
Bo wszak jedynie bezmyślnością nazwać można postępek Ziobry, który niczym nie odbiega od idiotyzmów prezentowanych niegdyś przez Migalskiego.
Może bierze się to stąd, iż pan Ziobro zdaje sobie sprawę, że poziomem jednak od rzeczonego Migalskiego odbiega i zdążyła się w nim wykształcić pewna buta uwidaczniająca się podczas wywiadu udzielonego Katarzynie Gójskiej-Hejke na łamach Niezależnej.
Słuchając tego wywiadu, odniosłem wrażenie, że Ziobro raptem wczoraj wylądował z księżyca i jest dość mocno oderwany od rzeczywistości, którą zastał na ziemi.
Wspomina on między innymi o tym, że PiS już bodaj po raz szósty przegrywa wybory, stąd też jego list do prezesa Kaczyńskiego.
Czy nie jest to aby zarzut pod adresem Kaczyńskiego?
Przy tej okazji zapytam, a gdzie pan był panie Ziobro podczas tych wszystkich przegranych?

Potem pan Ziobro był łaskaw zasugerować w wywiadzie, że "nawet w Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego były dyskusje na temat możliwości wyborów, które były fikcją oczywiście".
Wydaję mi się, że tu pan Ziobro zupełnie się pogubił, albo co bardziej prawdopodobne, perfidnie powiela sugestie o pezetpeerowskim betonie cechującym struktury PiS.
Jakimi słowami Ziobro by się teraz nie tłumaczył ze swoich kontrowersyjnych, wcześniejszych wywiadów i jeszcze bardziej kontrowersyjnego listu, to Kowalski zdążył już sobie zakodować, że w PiS nastąpił rozłam.
Zapewne utwierdzenie w takim przekonaniu Kowalskiego miał na celu pan Ziobro oraz ci, którzy wraz z nim za tym stoją.

PiS bez Kaczyńskiego przestałoby istnieć, ale PiS bez Ziobry z pewnością przetrwa, a kto wie, czy po ewentualnym wykluczeniu Ziobry z szeregów tej partii, nie poprawiłoby jej kondycji.

Jednego jestem pewny.
Gra Ziobry jest bardzo dobrze przemyślana i wyliczona na osłabienie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego.
Co Ziobro chce osiągnąć?
Tego jeszcze nie wiem.

Swojego czasu Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS po ewentualnej przegranej w wyborach przetrwa, ale zadał przy tym pytanie, czy przetrwa również Polska?
Tu jest pies pogrzebany drogi czytelniku.
Najbliższe cztery lata, przyniosą wielkie zmiany nie tylko w Polsce, ale również w Europie i całym świecie.
Zmieni się globalny układ sił .
Najprawdopodobniej UE w tym czasie się rozpadnie, a Putin zrealizuje swój projekt Eurazji z osią Moskwa-Berlin-Paryż.
Krach, który w tym czasie rozbije nasz kraj do reszty, może spowodować upadek tuskowego rządu.
Może w tym Ziobro widzi szansę dla siebie i może gorąco liczy na wykluczenie z PiS?
Wizerunek męczennika skrzywdzonego przez J.Kaczyńskiego może ma pomóc w zbiciu politycznego kapitału, kiedy to już powstanie PJN BIS pod wodzą pana Ziobro?

Moim skromnym zdaniem, to pan Ziobro skończy jak czekiści z PJN.
Szkoda, bo mógłby jeszcze kiedyś coś znaczyć.

PS. Tylko idiota w zaistniałej sytuacji nie wykluczyłby Ziobry z szeregów PiS i ja bardzo mocno liczę na rozsądek członków komisji dyscyplinarnej, która niebawem ma orzec swoje stanowisko w stosunku do poczynań pana renegata Ziobro.
http://moher.nowyekran.pl/post/36084,sieroty