o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

środa, 4 lipca 2012

Blogi Polski II * mefi100 -

Więzienie w Niemczech III

AUTOR: mefi100 -    SEE
Dodany: 2012-07-02

Przede wszystkim o "polskiej" celi.
Przyszedł do celi klawisz i wskazując palcem na mnie powiedział: alle packen. Lub coś co podobnie brzmiało. W każdym bądź razie zrozumiałem, że mam się zbierać, będą mnie przenosić do innego więzienia.

Pożegnałem się z dopiero co poznanymi ludźmi, dałem sobie zakuć ręce od tyłu i poszedłem, prowadzony przez strażnika, w nieznane. Trudno mi było nieść bagaż ze skutymi rękoma i co chwila mi wypadał. Strażnik cierpliwie czekał aż go podniosę i wygodniej ułożę. Ale nie pomagał.

Na zewnątrz już czekał podstawiony autobus do przewozu więźniów. Nie był to jakiś zwykły autobus ale specjalny, odpowiednio przystosowany do takich celów. Z wieloma małymi pomieszczeniami wewnątrz, przeznaczonymi dla transportowanych więźniów. Jedna taka autobusowa cela - jeden więzień. Przed wejściem do pomieszczenia ściągano kajdanki, a drzwi zamykano na klucz. Trudno się więc dziwić, że czułem się wyjątkowo ważnie. Co najmniej jak gwiazda jakiegoś sensacyjnego filmu.

Obserwować można było mijany teren przez wąskie na parę centymetrów i kilkakrotnie dłuższe, okienko. Więc usiadłem i obserwowałem.Ludzie oglądali się za autobusem. Widocznie też czegoś takiego nie widzieli: wyglądające jak pancerne, autobusowe monstrum.

Nie mam bladego pojęcia jak długo jechaliśmy. Może kilka godzin, a może mniej.

Dojechaliśmy na miejsce przed zmrokiem. Wyprowadzano nas z autobusu pojedynczo. Po odprowadzeniu jednego delikwenta do "poczekalni", wracano po następnego. Dopóki nie wyprowadzono wszystkich.

Dwadzieścia osób. Sami Niemcy. Oczywiście oprócz mnie. Czyli dziewiętnastu Niemców i ja jeden Polak. Niezbyt komfortowa sytuacja zważywszy na obiegowy stereotyp, że Niemcy nie lubią Polaków. Więc w "poczekalni", gdy już byliśmy skompletowani, wcale się nie odzywałem. Na kierowane bezpośrednio do mnie pytania odpowiadałem uśmiechem i uniwersalnym "ja".

Obserwowałem uważnie zachowanie Niemców i odniosłem wrażenie, jakby się wybierali gdzieś na piknik, a nie do więzienia: byli rozluźnieni, ożywieni, gadatliwi i weseli. Wielu z nich, samo się zgłosiło do aresztu celem odbycia kary. Mieli z sobą torby pełne jedzenia i picia. Brakowało tylko alkoholu. Ale głowy bym nie dał. Brakował też żywych kur biegających wokoło oraz świń, kóz i krów na postronku. Po prostu fiesta! Ja wręcz przeciwnie: siedziałem spięty czekając aż mnie "zdemaskują".

Administracja więzienia zrobiła przydziały nowo przybyłych. Mi dostała się cela z dwoma, a jakże!, Niemcami. Kto był w Polskim więzieniu ten wie w jakich warunkach musi dać sobie radę polski pensjonariusz: parę merów powierzchni na kilka osób, to wszystko na co może liczyć. Tutaj to była rozpusta. W trzech błąkaliśmy się w celi o powierzchni ponad pięćdziesięciu metrów. Plus łazienka - dodatkowo przynajmniej piętnaście metrów przestrzeni.

Siedzieliśmy razem, ja i dwóch Niemców, około trzech dni . W czasie tych trzech dni wiele sobie nie pogadaliśmy: tzn. oni mówili, ja się szeroko uśmiechałem i od czasu do czasu dodawałem swoje "ja". Niemcy wyglądali nawet na zadowolonych taką formą konwersacji: oni gadali godzinami zwierzając się ze swoich tajemnic, ja się cały czas uśmiechałem, od czasu do czasu kiwając głową w geście zrozumienia. Ale nie językowego tylko takiego głębszego, duchowego. I mogli być na sto procent pewni, że nikomu nie zdradzę ich sekretów. Choćbym nawet chciał. Po paru dniach w celi z Niemcami miałem już dosyć ciągłego uśmiechania się. Twarz jednak może boleć!

Codziennie wychodziłem zrobić trochę "rundek" wokół boiska. Niemcy na dłuższą metę byli męczący. Zwłaszcza, że nie znałem języka. Dowiedziałem się, że w tym więzieniu jest typowo Polska cela. Moim pragnieniem stało się, żeby tam się dostać. Na boisku do piłki nożnej słyszałem pokrzykiwania w języku polskim. Nasi!
Strażnikami w Niemieckich więzieniach były przeważnie kobiety. Zauważyły w końcu, że jestem jakby trochę markotny. Spytały wprost czy wolałbym siedzieć razem z Polakami. Odpowiedziałem twierdząco. Powiedziały mi więc, że mogę spodziewać się w każdej chwili przenosin. Mam być gotowy.

Więc czekałem niecierpliwie, można by powiedzieć, że siedziałem "na walizkach". Wiadomości szybko się roznoszą po więzieniu. Lokatorzy "polskiej" celi też się dowiedzieli, że będą mieli "nowego".

Kiedy byłem na spacerze podszedł do mnie jeden z osadzonych. Polak. Wypytywał mnie się o różne sprawy np. czy gram w piłkę nożną i czy "biorę fajans?" Co to jest piłka wiedziałem ale ,,fajans?" Za cholerę. Mimo to odpowiedziałem: tak. Wydawało mi się, że tego ode mnie się oczekuje, a nie chciałem podpaść zanim się wprowadziłem do nowej celi. Dowiem się wszystkiego w swoim czasie.
No i wreszcie przyszedł oczekiwany dzień. Znowu "alle packen" i wypad. Zabrałem swój skromny dobytek i poszedłem w nowe miejsce. Było późne popołudnie. Wieczorem już żałowałem tych przenosin.

"Polska" cela była podobna do poprzedniej. I wymiarami i rozplanowaniem. Jedna większa "hala" i łazienka. Czterech lokatorów już było. Najstarszy Piotr miał 23 lata, a najmłodszy "Młody" 20 lat.Przy oknie stały ciasno cztery łóżka. Pozostałych dwóch też miało niewiele powyżej 20 lat. Ja ze swoją 30 (przekroczoną) byłem "dziadkiem".

Jedno wolne łóżko stało samotnie z dala od pozostałych. Na całą długość celi. Nie miałem więc wielkiego wyboru. Do niego skierowałem swe pierwsze kroki aby położyć materac który przyniosłem z sobą. Potem podszedłem do nich aby się przywitać.

Uśmiechali się pod nosem i kazali usiąść. Potem nastąpiła seria pytań. Chcieli mnie wybadać: jakim jestem człowiekiem i czy łatwo będzie im mną kierować itp. Przesłuchanie trwało długo. Cały czas byłem spięty i się pilnowałem. Wiedziałem, że wystarczy jedno głupie słowo aby mieć przechlapane do końca pobytu. Jeden z nich zagadał:

- Rano przychodzą klawisze i przynoszą śniadanie. Musisz już być gotowy i na nogach aby je szybko odebrać.Inaczej zamkną klapę (drzwi) i wszyscy będą głodni i źli.

Widząc moją niewyraźną minę dodał:

- Każdy "nowy" ma to w swoich obowiązkach. Nie jesteś jakimś wyjątkiem.

Trochę się uspokoiłem. Nie chciałem być frajerem. Tacy mają w więzieniu przerąbane. Ale po chwili znowu się spiąłem.

- Pozostałe posiłki też musisz przynieść. Po za tym w celi ma być błysk. To też należy do twoich obowiązków.

Byłem pewny, że to nie prawda. Co robić? Jeśli raz pozwolę się wykorzystać to będą po mnie jechać już do końca. Miałem trudny orzech do zgryzienia. Tamci choć młodsi wyglądali na ludzi bez skrupułów.
W nocy nie mogłem zasnąć. Myślałem o tym co zrobić dalej. Godzić się na wszystko czy zbuntować? Ale jeśli się zbuntuję to z jakimi konsekwencjami? Czy zostanę tylko pobity czy gorzej?

Cała moja dotychczasowa wiedza na temat życia w prawdziwym więzieniu pochodziła z takich między innymi pism jak "Detektyw" czy "Kobra". Łatwo się czytało, trudniej się było do rad dostosować. W rzeczywistości było inaczej. Znacznie trudniej.

Na razie muszę się martwić tym by nie zaspać rano. I odebrać dla wszystkich posiłek. Jutro będę się martwił co dalej - jak by powiedziała Scarlett O'Hara.

Całą noc nie spałem. Bałem się, że zasnę i nie zdążę odebrać na czas śniadania. Poza tym tyle myśli kołatało mi się po głowie, że nie byłbym nawet w stanie zasnąć.
Było jeszcze całkowicie ciemno gdy usłyszałem jak do celi zbliża się wózek ze śniadaniem. Po chwili szczęknęły zasuwy zamków od drzwi. Byłem gotowy. Do celi weszło bez słowa trzech strażników. Założyłem kapcie i już miałem podbiec do drzwi gdy z ciemności rozległ się agresywny głos:

- Co k..wa "nowy" nie słyszysz? Rusz d...ę i za......aj po żarcie. Dajesz szybciusio!

Coś we mnie pękło. Zapomniałem, że mam odebrać śniadanie. Trzymałem właśnie w rękach jakiś fajansowy dzbanek na herbatę. Bez zastanowienia walnąłem tym dzbankiem w stół. Z całej siły. Rozpadł się na części, a mi w ręku zostało tylko uszko, z jakąś ostrą krawędzią. Gdzieś zniknął strach, a pojawiła się złość. Bez słowa, spokojnie podszedłem do łóżka na którym leżał malkontent. Przyłożyłem mu ostrze do szyi i wyszeptałem:

- Jakieś zastrzeżenia?

Nie wiem co zobaczył w moich oczach ale rozłożył ręce w geście bezbronności i powiedział:

- Spokojnie stary. Nie zrób głupstwa...

Niemieccy klawisze nie zareagowali. Jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. Ktoś z więźniów wstał ze swojego łóżka i odebrał za mnie śniadanie. Klapa się zamknęła za strażnikami, emocje zaczęły opadać.

Wróciłem do swojego łóżka. Wystraszony tym co zaszło. Dopiero teraz, pod kołdrą, do mnie dotarło co zrobiłem. Zaciągnąłem tę kołdrę aż po same uszy i czekałem.

Była już późna godzina, słońce zaglądało przez okno do celi. Wszyscy nadal byli w swoich łóżkach. Ja bałem się nawet poruszyć i czekałem z trwogą na to co nastąpi. A nie miałem wątpliwości, że nastąpi. Około dziesiątej podniósł się Piotr, szef celi. Przeciągnął się i powiedział znudzonym głosem:

- Co to k..wa z rana było za zamieszanie? Nie mogłem spać.

- To ten "nowy" fikał - odezwały się oburzone głosy.

Piotr się podniósł wyżej:

- Słuchaj p......ny ulungu. Do Ciebie mówię. Jeszcze raz taki numer, a sam ci wyrwę głowę z dupy razem z kręgosłupem. Zrozumiałeś?

Skwapliwie pokiwałem głową szczęśliwy, że tak to się skończyło.
Ale ciężkie dni dopiero mnie czekały.

APPENDIX.

Nieco wyjaśnień.

wyjaśnienia
Dodany: 2012-06-30 14:38 


   Chciałem pisać o rzeczach teraz mało dla mnie ważnych, aby nie rozdrapywać ran, które i tak nie mają żadnych szans na zagojenie. Poza tym gdy się już uzyska odpowiedź na jakieś pytanie to powstają inne. I to w większej ilości.
    Zacząłem pisać całkiem niedawno w ramach rehabilitacji. Ponieważ mam duże problemy z koordynacją ruchową wydawało mi się to niezłym ćwiczeniem. Swoje wypociny zacząłem umieszczać na blogach. Pisałem o moich perypetiach sądowych. Nikogo to raczej nie interesowało. Czemu się nie dziwię.
   Obecnie moja sytuacja zdrowotna przedstawia się fatalnie. Kiedyś negatywne zmiany były widoczne w skali roku, teraz jest gorzej z każdym dniem. Nie skarżę się tylko stwierdzam fakt.
   Zamieszczam poniższą notkę tylko w celach wyjaśniających, aby niektóre moje zachowania były zrozumiałe dla czytających. Nie mam sił wyjaśniać niektórych posunięć sądu. Tym bardziej, że sam ich nie rozumiem. To znaczy rozumiem, ale podchodziłoby to moje wyjaśnienie pod tzw. teorie spiskowe.


   Pod koniec roku 2010 zdrowie zaczęło mi się pogarszać dramatycznie. Postanowiłem więc przyśpieszyć sprawy. Pomysł? Telewizja. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Rozesłałem maile po wszystkich programach interwencyjnych. Oczywiście TV. Bo mają dużą oglądalność. Chociaż nie cierpię rozgłosu to innego wyjścia nie widziałem.

   Odezwało się parę programów w tym program Pani Jaworowicz. Ktoś z jej biura dzwonił do mnie nawet kilka razy. Zapraszał do osobistej wizyty w Warszawie, poznania się, rozmowy z prawnikami. Pewnie bym z tego zaproszenia skorzystał, ale bałem się, że nie dojadę. Wybrałem inną tv publiczną. Obiecali, że do mnie sami się pofatygują. Wyraziłem aprobatę. Ustaliliśmy wstępnie kształt nagrania.

   Przyjechało po mnie dwóch panów. Busem. Zabrali mnie tym busem z sobą. Już wiele dni wcześniej umówili się na rozmowę z prokuratorem, w mojej sprawie. Zarezerwowali nawet do celów wywiadu salę sądową. Tą samą gdzie byłem sądzony. W prokuraturze i w sądzie istny pokaz mody: telewizja przyjechała! Każdy był dla mnie miły. Aż by się chciało takich rzeczy na co dzień. Dobrze jednak pamiętałem jak było wcześniej.

   Jeden z Panów z TV był redaktorem i miał ze mną przeprowadzić wywiad, a drugi kamerzystą. Obaj byli bardzo kontaktowi. Operator kamery był 10 lat młodszy ode mnie i pochodził z tej samej miejscowości co i ja. Dogadaliśmy się, że ganialiśmy po tych samych podwórkach. Oczywiście jak byliśmy dziećmi. Potem był wywiad.

   Sala na której go udzielałem ożywiła wspomnienia. Ja gadałem, kamerzysta filmował, a redaktor nic nie mówił. Miał dograć swoje kwestie później, gdy materiał będzie już pocięty. Gdy się wygadałem, panowie wyrazili swoje ubolewanie nad tym co mi się przydarzyło. Opowiedzieli też o swoich perypetiach z Sądami. Kto ich nie ma?

   Następnie pojechaliśmy do B. Chcieli też zrobić wywiad z nią - kobietą, która mnie wrobiła. Oczywiście się nie zgodziła. Otworzył starszy syn i nie zgodził się na wpuszczenie do mieszkania ekipy TV. Panowi pocałowali klamkę.

   W między czasie wyjaśniono mi jak to będzie wyglądało dalej. Ostatnie, podsumowujące minuty będą na żywo. Zgodziłem się na swoją tam obecność pod pewnymi warunkami: będą prawnicy, którzy są obeznani z moją sprawą i mi pomagają z dobrej woli. Też tacy są:). Nie tylko na swoją znajomość problemu i prawa, ale też z tego względu, że po prostu mam trudności z mową

   Zgodzili się na to. Ze swej strony prosili tylko abym się streszczał ze względu na konstrukcję programu: końcowa część była na żywo, więc nie wskazanym by było rozwlekanie oczywistych spraw. Oni obiecali nie mówić pewnych rzeczy, a ja innych. Żeby nie przedłużać.

   Nadszedł dzień emisji. Leciały wcześniej spoty reklamowe tego programu więc sąsiedzi już wiedzieli. W mieście tej kobiety także pełna mobilizacja. Dzwonił kolega by mnie o tym poinformować.
  Spokojnie czekałem na określoną godzinę, po czym udałem się na miejsce spotkania. Czekało tam już kilka wozów transmisyjnych. Zostałem przestawiony prezenterce programu.  Dowiedziałem się przy okazji, że życzliwi mi prawnicy nie dotarli na miejsce, ale bym się tym nie przejmował. Będą za to inni, którzy mi chcą pomóc. Jeszcze bardziej życzliwi.

   Nie robiłem z tego afery. Nic się nie stało.

   Puszczają w telewizji nagraną wcześniej część programu. Czekamy. Wreszcie nasza kolej. Na żywo. Prowadząca program robi wprowadzenie:

- Marian S. został co prawda pokrzywdzony, ale to po części jego wina. Przez dziesięć lat od wyroku nie zrobił nic aby to zmienić (w domyśle: obudził się rychło wczas).

   Jestem zdumiony tym co słyszę. Dowiaduję się poza tym, że ci "życzliwi" mi prawnicy reprezentują Sąd z którym od lat walczę. Na domiar złego nie mają pojęcia o prawie cywilnym. Na co dzień zajmują się karnym.

   Prowadząca podtyka mi pod nos mikrofon i o coś się mnie pyta. Za bardzo nie wiem o co jej chodzi. Wiem już, że zostałem wmanewrowany. Tylko o tym myślę. "Ku.wa, ku.wa, ku.wa" - powtarzam jak mantrę w myślach. Po chwili dociera do mnie sens jej słów. Powtarza natarczywie jedno pytanie: "Czy teraz bym postąpił inaczej?"

- Nie. Nie postąpił bym inaczej.

- Jak to? - pyta nieco zdziwiona i jakby nadąsana. Widocznie nie takiej odpowiedzi oczekiwała.

   Potem rozmawia z tymi "życzliwymi" prawnikami. Jeden jest młodszy, drugi dużo starszy. Obaj może znają się na prawie karnym, ale na sprawach rodzinnych miej niż ja. Ale kto by mi tam wierzył. Przecież prawnicy lepiej się znają niż ja, dyletant. Są uśmiechnięci, gładko ogoleni i na luzie. Sprawiają wrażenie, że wiedzą o czym mówią:

- Pan S. miał wiele możliwości, które dawał mu Sąd. Ale z nich nie skorzystał. Miał na to aż 5 lat. I nic. Teraz, gdy jest już za późno, nagle się obudził. Sąd dawał mu propozycję rat na badania DNA. Nie chciał skorzystać.

  Sądy NIGDY oraz nikomu nie składają takich propozycji.

   Dalsza część rozmowy z tymi prawnikami:

- Odszkodowanie? Jakie odszkodowanie? Sąd nie ma sobie nic do zarzucenia. Im prędzej Pan S. to zrozumie, tym lepiej będzie dla niego.

   Starszy prawnik dodaje:

- Zaznajomiłem się dokładnie z aktami w tej sprawie i mogę państwa zapewnić, że Sąd zrobił wszystko by wyrok był uczciwy. Poza tym z akt jasno wynika, że Pan S. przyznał się do winy, a teraz nagle się z tego wycofuje.

   Z akt sprawy: "Sąd Rejonowy pominął wówczas istotne sprzeczności znajdujące się w materiale dowodowym jak np. to, że w sprawie znalazł się wówczas dowód przeczący twierdzeniom powódki iż strony współżyły w okresie koncepcyjnym. Już ta okoliczność poddawała w poważne wątpliwości ówczesne stanowisko powódki." i dalej "zeznania świadków (jej) w zasadzie nic nie wniosły do postępowania, potwierdziły jedynie fakt kilkukrotnego spotkania się stron, Żaden ze świadków nie zeznał, że pozwany spotykał się z powódką w okresie koncepcyjnym oraz, że wówczas dochodziło między nimi do współżycia intymnego. Zeznania te raczej potwierdzały stanowisko powoda. Oceniając materiał dowodowy, nie można nie zgodzić się ze skarżącym, że postępowanie to dotknięte było błędami proceduralnymi mogącymi mieć wpływ na treść orzeczenia. Materiał dowodowy nie dostarczył jednoznacznych podstaw do przyjęcia ojcostwa pozwanego."

   Pani prowadząca:

- No, niech Pan powie, że to w dużej części Pana wina. No niech Pan powie!

   Powiedziałbym jej, ale to co akurat chciałem powiedzieć raczej nie nadawało się do telewizji.

   Koniec programu. Powiedziałem starszemu prawnikowi, sędziemu karnemu w SO, już poza kamerami, że jest kłamcą i szują. Tylko się uśmiechnął, a ja wiedziałem, że zyskałem nowego wroga i jak będzie miał okazję to się mi się "odwdzięczy." Po roku taka okazja się nadarzyła.

   Potem oglądałem ten program już na "spokojnie." Czy zostały fakty zmanipulowane? A czy szklanka, której zawartość składa się w 99,9% źródlanej wody, a "tylko" 0,01% to trucizna to nadal szklanka czystej wody?

   Z ostatniej chwili.

- Dzień dobry Panie Marianie. Niedawno widziałam Pana w telewizji.

 - Jak to niedawno? Przecież program był dwa lata temu.

- No, niby tak. Ale pokazywali fragment programu przy okazji przyznawania nagród.

- Jakich nagród?

- Tych dawanych przez prawników itp. dla najlepszych dziennikarzy. No i ten co robił program o Panu dostał tę nagrodę. Pieniężną. Nie wiem ile, ale na pewno nie mało.

   Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych pomyślałbym tak: "To ukryta łapówka za wybielenie sprawców mojego nieszczęścia." Ale nawet mi to nie przyszło do głowy.
Tagi: sądy polska 

Blogi Polski * Antymedyczny

Szkółka Biblijna dla katolików i nie tylko (2): Jebnięcie Moreli czyli Upadek Człowieka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM    SEE
Fundament wiary. Czyli wszystko to o co chciałeś zapytać księdza ale ten nie był zdolny do tego aby ci dać odpowiedź.


Chcesz wiedzieć czym był owoc zerwany przez pierwszych ludzi w raju?

Czy było to jabłko?
Owszem było to jabłko, ponieważ Jabłko czyli Jebko - oznacza każdy owoc z drzewa. I wnioskując z pierwotnego jego brzmienia - Jebko - oznacza coś co upadło, uderzyło i wydało odgłos.
A więc Jebut! Jebło jebko o ziemię. 

Dojrzałe jabłko, bo tylko dojrzały owoc upada i daje nam znać że jest dojrzały i gotowy do spożycia. 

Informuje nas o czasie właściwego użycia.




Powie ktoś za Newtonem: GRAWITACJA! 
 

Ja mówię: WIĘCEJ!

Do dzisiaj słowo "jebło" przeszło wiele przeobrażeń i zaliczane jest do kręgu języka wulgarnego - przekleństwa. Mówi się że coś jebło, to znaczy właśnie że coś uderzyło, upadło.
  Proszę nie bać się takiego słownictwa. Jeżeli chcemy jako Polacy podnieść się z martwych musimy oczyścić nie tylko siebie ale również język który używamy a który pozwolilśmy zohydzić sobie. 

Myślisz czytelniku że ja opowiadam jakieś chore kawałki? To czytaj dalej a przekonasz się że prawdę mówię.

 Wiemy więc już że w istocie owocem rajskim było jabłko.
Ponieważ słowa te są synonimami.
W biblijnej próbie odpowiedzi na nurtujące każdego człowieka pytanie chodzi więc zwyczajnie o owoc. 

Ale o jaki owoc?
 Wciąż właściwie nic nie wiemy, prócz tego że mówiąc o jabłku rajskim mówimy po prostu o owocu. To jednak jeszcze nie wyjaśnia nam tego co jest istotą tej histori biblijnej. Prawda, bo to zaledwie początek wprowadzenia poczyniony po to aby uświadomić czytelnikowi że powierzchownie traktowana na ogół wiedza z Biblii nie jest żadnym wymysłem czy bajką opowiadaną dla ogłupienia ludzi ale głębokim przekazem prawdy o życiu.
 
Już samo postawienie pytania skąd jest zło dowodezi uniwersalności Biblii.

  
Szukajmy więc dalej odpowiedzi.
Jeśli pozostać w dalszym ciągu przy owocach to zadziwiającym jest że akurat w języku polkskim znajdujemyu bliższy w konotacji jezykowej
owoc Moreli.

Dlaczego akurat Morela? 
Ciekawe jest że właśnie owocom jednego z drzew, tego o chyba najbardziej delikatnym miąższu ze wszystkich nasi przodkowie nadali nazwę Morela. Dlaczego?
O tym potem, a teraz o istocie Biblijnej historii o grzechu pierworodnym.


Nad pytaniem czym był owoc zerwany w raju przez pierwszych ludzi głowią się, troją i dwoją, wciąż i na nowo różne autorytety. Rosną kolejne tak samo niejasne teorie na temat tego co przekazuje biblia, rosną kolejne pokolenia które nie mogą znaleźć odpowiedzi, którą mają podaną pod sam nos. Dokładnie tak samo jak pierwsi rodzice którzy dopuścili się w swojej niewiedzy grzechu.
  
Dlaczego więc nie sięgają po tak prostą odpowiedź? Ponieważ ich wiara nie daje owocu. Brak owocu wiary jest tożsamy z brakiem owocu poznania. Pomimo objawienia przyniesionego przed 2 tysiące laty przez Zbawiciela ludzie wciąż walczą z marami które nie pozwalają im wyraźnie dojrzeć i wydać owoc poznania dobrego i złego. 
Biblijna próba odpowiedzi na pytanie skąd wzięło się zło jest poszukiwaniem drogi powrotnej do Boga. Która to droga została już poznana przez Jezusa. A więc wiemy dzięki Jezusowi czym był ten Owoc który doprowadził ludzi do nudnego żywota.  

Nuda czyli stan niezadowolenia, stan niepełności, stan nienasycenia, a za tym inne wszeteczności - często złośliwość i szukanie ofiary, aż do żądzy krwii włącznie.

Nuda wszak oznacza nagość. A w oczach Boga wszystko jest nagie. 
Dlaczego więc ludzie schowali się przed Bogiem i jak mówi nam Biblia odrzekli Bogu że są nadzy? Przecież przed Bogiem nie da się nic ukryć. Więc jak mogli się czuć nadzy? Przed czym czuli wstyd?
Właśnie dlatego ukryli się przed Bogiem ponieważ zgrzeszyli. 
To jest typowy paradoks, a raczej pseudoparadoks zawarty w Biblii. 
Tylko umysły ludzi upadłych nie mających ducha prawdy widzą w tym sprzeczność i nie są w stanie dojrzeć jak zbudowany jest świat a za tym czym jest prawdziwa Mądrość. 
To jest mądrość starająca się jak najdokładniej oddać sens rzeczywistości w jakiej znalazł się człowiek.

A sprawa jest oczywista, i odpowiedź na nią znajdujemy w samej Biblii.


Owocem który został zerwany ze środka ogrodu eden, z drzewa poznania dobrego i złego była Moralność. Co więcej Moralność wciąz jest tym samym biblijnym owocem który oddziela nas od Boga.


Konsekwencją tego czynu - dzieła - działania - postępowania - procesu - była utrata zdolności rozpoznawania tego co dobre a co złe.
Zerwanie owocu czyli strata. Ułomność. Człowiek. zdegradowany. Cofnięty w rozwoju.
Stąd właśnie ludzie nie mogą pojąć słów zawartych w Biblii, ponieważ nie mają owocu poznania.

Moralność jest określeniem pojemnym, w skład którego wchodzi wiele różnych czynników.
Od rodzaju pokarmu po postępowanie wobec siebie i bliźnich.


To moralność jest owocem i drzewem poznania dobrego i złego. 

Jeśli chcesz mieć społecznośc z Bogiem, musisz pozwolić swojemu drzewu dojrzeć i wydać owoce. 

Ukrywanie się człowieka przed Bogiem jest więc trwaniem w grzechu i niedojrzałością duchową.
 
Moralność to duch ciała. 
Jaka moralność taki duch. 
Jakie nasze ciała taka łaska. 
 
Wszystko ma tu sens i jest racjonalne. 
Cała mądrość biblijna jest racjonalna. 

  Ogród edenu to stan w którym człowiek napełniony był Duchem Bożym, Duchem Świętym i przez to miał społeczność z Bogiem - co w kościele katolickim jest wyrażane w formie komunii. Komunia to właśnie społeczność. 

 Jezus jest nowym adamem który odkupił winy pierwszego. Jak to zrobił? Po prostu dojrzał moralnie. Wypełnił Zakon, czyli Prawo. Miał owoc, zachowywał owoc. 
Po angielskui słowo Saviour oznacza zbawcę, ale to słowo w formie Save używane jest jako określenie czynności Zachowywania czegoś. Znamy określenie "zachowywanie przykazań". 



Zbawienie mamy więc w zachowywaniu Prawa, czyli w jego wypełnianiu.



 Pokazał nam i powiedział czym jest doskonała Moralność - stan jedności z Bogiem. Ogród Edenu był i symbolizuje stan jedności z Bogiem. 

Abyśmy byli Jedno. My i Ojciec. 

"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." (Mt 5,48)

EDEN - JEDEN - JEDNOŚĆ - SPOŁECZNOŚĆ Z BOGIEM
OGRÓD - GARDA - TARCZA - ZBROJA - OCHRONA - ODGRODZENIE OD ZŁA 



 Widzimy już więc dalczego Morela byłaby bliższym prawdy owocem biblijnym.
Teraz przyjrzyjmy się Moralności od strony językowej, czy też raczej należałoby mówić od strony mowy. Która jak zwykle jest bardzo pomieszana ale można w niej odnaleźć ślady wiodące do celu.
 
 

Moralność i Morela mają to samą podstawę Mor.
Co więc oznacza to mor? Inaczej mówimy też Mór - czyli umieranie, a więc Śmierć.
Mówimy np. Pomór. Coś pomarło. 
I dalej umarlak. Mówimy o Zmorze inaczaej też Marze. Mara jest Nieczysta.
Nieczystość to niemoralność.
Mara to coś co zakłóca czystość odbioru rzeczywistości.
Topimy też Marzannę. Mamy więc Morze, ten twór - żywioł, który wszystko zmorze, pochłonie. 
Symbol otchłani.
A po łacinie morze to Mare. Mamy więc znowu naszą marę. 
  Co ciekawe z języka łacińskiego pochodzi też określenie Amor.
 
 
Amorek.
Prawda że ten bobasek jest taki niewinny, słodziutki?
A że zatruwa to co z tego przecież taki slodziutki.  
Tego samego amorka widzimy w obrazach przedstawiających biblijną scenę zerwania owocu. To ten amorek podaje owoc Ewie. 


Mamy też Marność, Marnotrawstwo, Markotność.
A kto z nas nie zna słów: Czary Mary? Czary to są właśnie Mary. Złudzeniai oszustwa. 
Ale uwaga, to nie wszystko, mamy jeszcze tak niewinne określenia jak Marzenia. 
Tak tak, to jest ten sam źródłosłów. I dlatego o marzeniach mówi się podobnie jak o czarach i marach jako o sztuczkach szatana. Zresztą bardzo słusznie. 


A teraz wróćmy do etymologi słowa morela.
Zobaczymy że wywodzi się z tego samego pnia - Amare.
 morela, ‘aprykoza’ (u Reja i inne), z średniow. łacin, amare/him, menda, merillus, niem. Marillen (od gorzkawego smaku, łac, amarns, ‘gorzki’); zowią ją i niarunką, merunką. Od łac. amaricare może i dawne moryczyć, ‘uprzykrzać’, dosyć rzadkie. 

Zobaczmy jak jest to ciekawie połączone i pomieszane.
Morela przecież jest owocem przyjemnym, delikatnym, słodkim.
Tymczasem etymologia mowi nam o czymś prtzeciwnym, o gorzkości. Jak połączyć ze sobą te sprzeczności?
Ponieważ miąższ owocu jest przyjemny ale w środku kryje się gorycz.

Czy więc już rozumiemy dlaczego Morela ma kontoracje do Moralności i Moru?
To co nas kusi jest zawsze powierzchownie słodkie i powabne, lecz w środku kiedy dotrzemy do niego okazuje się gorzkie.
Najpierw jest słodkie, łasi się, a potem przynosi nam zgubę. 
A to jest przecież dokładny schemat działania szatana.

 "Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy do złego ani sam nikogo nie kusi. Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć"  Jk 1,13.15


Najpierw kusi a potem zabiera do piekła. 
Nie bez przyczyny mówi się że gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

Taka nauka płynie właśnie z obserwacji owocu Moreli. Że to co słodkie, daje początkowo rozkosz, prowadzi do zguby, kończy się źle.

W objawieniu św. Jana mamy podobny obrazek.
Jan zjada książeczkę która była słodka w jego ustach ale w jego brzuchu zamieniła się w gorycz.



W tym miejscu objawiona jest nam kolejna prawda.



Znowu jest to prawda najprostsza z możliwych.
Dlatego mówimy o świętej prostocie.
Sancte simplicitas!
której wielu nawet mieniących się najzagorzalszymi bojownikami o wolność i prawdę nie chcą dojrzeć ponieważ tak naprawdę nie trwają w moralności i nie prowdzą walki ze swoimi słabościami lecz chcą je zachowywać.
Naturalne jest więc że nie widzą belki w swoim oku i walą w innych.
Nie wiedzą że nie można służyć dwóm panom.


Zbyt dużo przyjemności, słodyczy rodzi gorycz, rodzi mór, rodzi grzech, rodzi śmierć.
 
 
 
 
 
Babilon. Czyli Babie łono.

 
 
 
 
   To Ewa pierwsza dała się skusić złu.
 
Dlaczego więc to Ewa w Raju dała się skusić przez Szatana?

Po prostu, zupełnie prozaicznie, tak jak zaczyna się proziacznie i niewinnie każde zło, tak jak to jest i dzisiaj i wiecznie.

Nasze babcie, mamusie bezmyślnie dogadzają sobie i nam ciasteczkami, cukiereczkami, torcikami, wypiekami i innymi delikatesami. To nasze mamusie kochają się w kawiarniach i cukierniach, to one uwielbiają kawusię i ciasteczko. 
 
Uważają że nie ma w tym nic złego. Uważają że to jest bardzo dobre. 
 
I te delikatesy nas niszczą, pobudzają nas niezdrowo, sprowadzają mary, prowadzą 
do niemoralności i dają w efekcie gorycz. Choroby i straszną śmierć zamiast życia wiecznego, i spokojnego odejścia do domu Ojca we właściwej godzinie. A nie nagłego przerwania życia. Tragedii.
 
 
 
 
 
 

Pamiętacie co mówi Dobry Bóg do Ewy?

Dlatego za swój grzech będzie rodzić w bólach.
 
Myślicie że to są żarty? A może myślicie że inaczej być nie może?
 
Nie wierzycie Bogu?
 
To szukajcie kobiet które nie plamią się obrzydlistwem a dowiecie się od nich że ich poród przebiegał praktycznie bezboleśnie, szybko i sprawnie.A dzieci rodzą się silne i zdrowe. 
 
W odróżnieniu od kobiet które sobie dogadzają, gdzie poród jest bolesny, wymaga pomocy chirurgicznej, przeciąga się, męczy, dzieci rodzą się słabe, z wadami, przed czasem. Takie kobiety mają  depresję poporodową, schizofrenię i wiele innych dolegliwości typowo kobiecych. Oczywiście gdyby miały rozum to by wiedziały czym jest to spowodowane.
Ale że zło zostało przez nie zaproszone to znajdują sobie setne wymówki.
 
A czarownicy w białych kitlach znajdą zawsze jakieś nowe mary uczone łgarstwo aby uspokoić sumienie.
A to genetyczna sprawa (poważne bluźnierstwo przeciwko Bogu) a to znowu taka uroda (znowu bluźnierstwo).
 
A to znowu że Bóg tak chciał. Co samo w sobie woła o pomstę do nieba. 
 
 
Pamiętacie co robi szatan aby przekonać Ewę? Tak dokładnie to samo co robią jego pomocnicy w białych kitlach i inni czarownicy których coraz więcej wyszło z ziemi. 
Bóg powiedział Adamowi i Ewie - Umrzecie jeśli nie posłuchacie. A szatan sączy Ewie wątpliwości w sumienie.
   I Ewa słucha szatana.
 
 
 
 
 
 
 
 
.
 
Znacie to mądre przysłowie mówi że przez żołądek do serca męzczyzny? Tak właśnie jest. 
 
 
 
Słodzenie sobie życia prowadzi do cukrzycy.
A jak cukrzyca nazywa się po łacinie?
DIABETES. Mówi się u nas o diabetykach.
Prawda jakie ładne określenie - DIABETES.  
Z czym nam się to kojarzy?
Tak tak z Diabłem.
Bo źródłosłów jest ten sam. Diabetes znaczy przepuszczać. 
 
I tym samym jest Diabeł. Dopuszczaniem zła.
 
 


"Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy do złego ani sam nikogo nie kusi. Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć"  Jk 1,13.15



  
 
 
 
 Kto ma rozum niech odczyta moje słowa prawdy właściwie i skorzysta z tych pereł. 
 
 
 
Z węglowodanów robi się spirytus który odurza, otumania, sprowadza delirium, czyli rzeczone już mary. Z cukru robi się alkohol każdy, do bimbru potrzebny jest cukier.

Co oprócz cukru potrzebne jest do wyprodukowania wina? Drożdże!

Tak dzieje się właśnie z organizmem każdego kto spożywa słodkości, w jego organizmie rozwijają się drożdże (Candida albicans) które ze spożywanych węglowodanów produkują alkohol. I taki człowiek jest jak otumaniony, i nie wie dlaczego.


Cukier i wszystkie słodkości, bułeczki, chałeczki, cukiereczki są powodem waszej słabości, waszej ułomności i uleganiu złemu. Słodycz powoduje że nie jesteście w stanie dojrzeć i zobaczyć owocu poznania.

Morzą was wasze mary. Diabły pętają wasze ręce. Szaran mieszka waszej duszy. 

 
 
 
 
 
 
 

 Czym jest dojrzenie do owocu Moralności?

Dojrzenie jest
Z Mar Twych Wstaniem
Powstanie z niewoli twoich mar, które cię wiążą.
Nakładasz sam sobie kajdany a pretensje masz do całego świata.
 Człowiek który nie narodził się na nowo z ducha nie ma poznania prawdy żyje jakby nie żył, jest w stanie śmierci. Jego dusza umiera za życia i staje się siedliskiem duchów nieczystych. 


  




Obudź się teraz! Nie zwlekaj.
Póki masz jeszcze czas.
Dojrzyj!

Powstań Ze Swych Mar. Dojrzyj!
Odpędź wszystkie złudzenia, odrzuć wszelką wątpliwość, każdą marność.

 Oblecz się w nowe czyste szaty. 
Stań przed Bogiem czysty abyś został przyjęty.

I nie próbuj kombinować - łatać starej szaty, bo nowe łaty zniszczą stare i twój stan będzie jeszcze gorszy.
"Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki."

Uzbrój się w zbroję - Gardę Edenu.
Powstań Mocarzem.

Zmartwychwstań!

Naródź się na nowo. Naródź się z Ducha.

A wtedy ujrzysz upragniony kRaj - naród.

Czy wstanie orężny hufiec nasz?
Czy Duch będzie nam hetmanił?
 "Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;"