o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

poniedziałek, 6 czerwca 2016

PL dopłaca do EU

Biznes

Dopłacamy do Unii

Tomasz Urbaś
W ostatnich pięciu latach dopłaciliśmy do członkostwa w Unii Europejskiej ponad 8 mld zł
Yes, yes, yes! " – krzyknął w 2005 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz po zakończeniu negocjacji dotyczących planu finansowego Unii Europejskiej na lata 2007–2013. Politycy PiS ekscytowali się obiecanymi w Brukseli 91 mld euro (w ówczesnych cenach). Kilka tygodni temu Donald Tusk nie posiadał się ze szczęścia, informując, że zapewnił 106 mld euro dla Polski na lata 2014–2020. Elity są zachwycone. Tymczasem przeciętne płace były i są niskie. Gospodarka się zwija. Polacy, zwłaszcza młodzi, zasilają rosnące szeregi bezrobotnych. Rodzin nie stać na wychowanie dzieci. Nie ma się czemu dziwić – nieoficjalnie Polska jest płatnikiem netto. W latach 2007–2012 dopłaciliśmy do wspólnotowego interesu ok. 2 mld euro, a utracone korzyści sięgnęły całej unijnej pomocy. Jaka jest istota układu z Unią Europejską, tak zadowalającego polityków, a dającego popalić zwykłym Polakom?

Niespełniane obietnice
Unia Europejska jest fenomenalnym mechanizmem obietnic i propagandy. Środki budżetowe Wspólnoty traktatowo stanowią ok. 1 proc. produktu krajowego brutto wszystkich krajów UE przy wydatkach publicznych sięgających średnio połowy PKB (w Polsce ok. 44 proc. PKB). Budżet Unii jest co do zasady zrównoważony. Wydatki mają zatem znikomy realny wpływ na koniunkturę gospodarczą w Unii. Jak zwielokrotnić ich siłę oddziaływania?
Euromagicy w pierwszym kroku mnożą 1 proc. przez PKB, który wynosi łącznie ok. 12,8 bln euro (2012). Otrzymują kwotę rocznego budżetu ok. 128 mld euro. Podzielenie budżetu na 27 państw członkowskich (w 2013 r. dołączy jeszcze Chorwacja) powoduje, że przedmiotem negocjacji są kwoty rzędu miliardów euro, np. dla Polski ok. 15 mld euro rocznie (przy rocznym PKB Polski w 2012 r. ok. 385 mld euro). Jak widać, jakoś blado to wygląda w porównaniu z globalną kwotą 128 mld euro. A wyborca musi być oszołomiony, oślepiony i ogłuszony. Politycy wpadli na pomysł, aby te makroekonomiczne drobiazgi wymnożyć. Co siedem lat ustalają ramy finansowe – na lata 2007–2013 z kwotą ok. 1,035 bln euro, na lata 2014–2020 z kwotą 997 mld euro (spadek jest wynikiem presji na oszczędności). Dla Polski politycy negocjują już nie 15 mld euro, ale siedem razy 15 mld euro, czyli ok. 105 mld euro. Ta suma działa podniecająco, roznieca błysk w oczach Kazimierza Marcinkiewicza czy Donalda Tuska. To dobrze brzmi, pozwala nabrać wyborców i tchnąć w nich optymizm. O ten sztucznie wywołany optymizm chodzi politykom. Gdy jest optymizm, ludzie kupują, przedsiębiorstwa inwestują i gospodarka się rozkręca.
Rzeczywistość skrzeczy
Szczyt się kończy, flesze gasną. Zaczyna się szara rzeczywistość, w której 102 mld Marcinkiewicza czy 106 mld Tuska to tylko obietnica (tu i dalej podaję kwoty w cenach z 2011 r.). W nomenklaturze unijnej są one określane jako środki na zobowiązania i mają charakter górnego pułapu. Jeszcze w dokumencie podsumowującym szczyt pojawia się kolejna kategoria: środki na płatności – niższa mniej więcej o 5 proc. od tej, którą epatuje się opinię publiczną. Ale i to nie koniec powrotu z nieba na ziemię. W ramach siedmioletnich planów finansowych Unia przyjmuje coroczne budżety. A w nich kwoty są już niższe o jakieś 12 proc. od nagłośnionych medialnie środków na zobowiązania.
Rzeczywistość jeszcze bardziej skrzeczy. Środki, które faktycznie otrzymała Polska w latach 2007–2012, są niższe od obiecanych na szczycie o 22 proc.; zamiast ok. 85 mld euro otrzymaliśmy ok. 66 mld euro. W tych danych kryje się tajemnica zwrotu w kampanii propagandowej Donalda Tuska, który zaraz po powrocie z Brukseli ogłosił zamiar gospodarskich wizyt, aby zachęcać do korzystania z unijnej pomocy. Pieprzu tej sytuacji dodaje informacja, że według planu rządu w 2013 r. ma dojść do rzutu na taśmę. O ile w roku 2011 otrzymaliśmy ok. 14 mld euro, a w 2012 ok. 15 mld euro, o tyle w 2013 r. z Unii ma wpłynąć aż 20 mld euro. Ale nawet przy spełnieniu tej życzeniowej prognozy Polska w całej perspektywie 2007–2013 otrzyma ok. 86 mld euro, tj. o 16 proc. mniej, niż szumnie obiecano w trakcie negocjacji. Część brakujących środków wpłynie w pierwszych latach perspektywy finansowej 2014–2020 (realizacja projektów w toku), tak jak na początku obecnej wpływały jeszcze środki z projektów zatwierdzonych w latach 2004–2006. Część przepadnie bezpowrotnie.
Poprzednia
1 2 3 4

Prawda. Mówi Andrzej Rozpłochowski



Rozpłochowski do Frasyniuka

SEE

Hej Władek, przebrała się miarka. Ponieważ należysz do tych, co to lubią publicznie pozować na ludzi prawych, teraz zatroskanych o stan rzekomo zagrożonej w Polsce demokracji i praw obywatelskich, czego jak słucham, to mi się nóż otwiera w kieszeni, opowiedz - w jaki to sposób po przemianach „okrągłego stołu” - z kierowcy miejskiego autobusu stałeś się właścicielem dużej firmy transportowej?
Prawda na ten temat najlepiej charakteryzuje cwaniaczków takich, jak ty. W latach 80. ludzie we Wrocławiu za ciebie się modlili, bo byłeś dla nich ikoną „Solidarności” i ich bohaterem, ale kim ty naprawdę już wtedy byłeś? Bo czy można aż tak skrajnie się zmienić? W to nie wierzę, łatwiej udawać człowieka o dwóch twarzach. 

Pamiętam rok chyba już 1981, kiedy pierwszy raz zjawiłeś się na obradach KKP, czyli władz krajowych NSZZ „Solidarność”. Byłeś nieśmiałym i ugrzecznionym synkiem, który dziwnie od zaraz stał się pupilkiem „Bolka”, czyli Lecha Wałęsy. Nie zdajesz sobie może nawet z tego sprawy, że tak widzieli to ludzie, którzy w tej „krajówce” byli od samego początku. Tworzyliśmy ją i walczyliśmy z komuną, kiedy tobie o takich działaniach jeszcze się nie śniło. Dlatego z prawdziwym zdumieniem reagowałem na to, jak po wprowadzeniu stanu wojennego kreowano twój wizerunek jako wojowniczego przywódcę wrocławskiego podziemia, którego akurat nie internowano. Jak wiemy, innego ulubionego twojego towarzysza działania, Zbigniewa Bujaka, też jakoś nie internowano, dzięki czemu i on znalazł się w podziemiu i rósł z podobną tobie legendą dzielnego opozycjonisty regionu „Mazowsze”. Ale jeszcze wtedy nikt niewtajemniczony nie wiedział, że ta legenda „ukrywa się” np. u… Mieczysława Rakowskiego - jednego z głównych bandytów komunistycznej dyktatury Jaruzelskiego.

Ludzie nie znając prawdziwych kulis wydarzeń, powierzchowne pozory biorą za rzeczywistość i w takich warunkach łatwo jest ich oszukiwać. Kiedyś jak i dzisiaj. Przypomnę, jak nikczemnie Zbigniew Bujak i spółka zagarnęli przed laty dolary nagrody od amerykańskiego senatora, która pośmiertnie przyznana została również bł. księdzu Jerzemu Popiełuszce. Byłem już wówczas na uchodźstwie w Stanach Zjednoczonych i opublikowałem tam na ten temat felieton, który głośnym echem odbił się w kraju i poza jego granicami. I jeszcze jeden wymowny przykład z głębokiej przeszłości, która cieniem kładzie się także na dniu dzisiejszym, ponieważ ci sami ludzie dzisiaj są wśród KOD-owców. Z udostępnionych mi przez IPN archiwów SB i MSW PRL związanych z moją antykomunistyczną działalnością, wyłaniają się bardzo ciekawe obrazy. W roku 1984 zostałem wraz z innymi zwolniony warunkowo z więzienia mokotowskiego, jako jeden ze słynnej 11-tki czołowych więźniów politycznych. I oczywiście zaraz włączyłem się w dalszą jawną i konspiracyjną działalność antykomunistyczną.

Jeżeli mnie pamięć nie myli, to albo jeszcze w roku 1984 lub jednak w 1985, w kraju wybuchła nagle głośna sprawa. Aresztowano niedawno uwolnionych kilku czołowych działaczy opozycji po tym, jak prasa podziemna oraz rozgłośnie zachodnie podały, że osoby te spotkały się potajemnie z TKK, czyli podziemnym kierownictwem „Solidarności” i podpisały imieniem i nazwiskiem wspólny komunikat. Nie mam czasu sprawdzać detali, ale był to Władysław Frasyniuk, Adam Michnik i Bogdan Lis oraz ktoś jeszcze. Hunta Jaruzela i Kiszczaka podeszła do tego z wielkim zadęciem w peerelowskich mediach. Grożono wielkim procesem itd. W tym czasie otrzymałem propozycję, czy jestem gotów powtórzyć to samo, za co teraz z takim rozmachem propagandowym chcą sądzić kolegów.

Odpowiedziałem, że oczywiście tak i tak się stało. Nie pamiętam tylko kulis, od kogo i jak przyszła do mnie ta propozycja. Określonego dnia, u mnie na Śląsku odbyło się konspiracyjne spotkanie TKK ze mną, po którym znowu opublikowano komunikat, podpisany wspólnie przez ukrywających się członków TKK oraz moim imieniem i nazwiskiem. I co się działo po tym fakcie? Czy zostałem podobnie jak tamci z hukiem aresztowany? Nie. Absolutnie nic się nie stało! Władza ani mnie nie usiłowała przesłuchać, ani zatrzymać lub aresztować! Jakby nic nie miało miejsca. Byłem tym wówczas bardzo zaskoczony, gdyż psychicznie przygotowałem się na represje wobec mnie, na nowe aresztowanie. Dopiero po latach, z udostępnionych mi teczek bezpieki i MSW dowiedziałem się, dlaczego tak było. Otóż z Warszawy do prokuratury w Katowicach została przekazana dyrektywa, że owszem, mają zbierać na mnie dalsze materiały, mają otworzyć nowe śledztwo, ale… po cichu, i pod żadnym warunkiem nie wolno mnie oficjalnie wzywać na przesłuchania, zatrzymywać lub więzić, aby… bardziej nie nagłaśniać publicznie mojego nazwiska! Ale przecież właśnie odwrotnie postąpiono z panami opozycjonistami Frasyniukiem, Michnikiem, Lisem i kimś jeszcze. Dlaczego? W mojej opinii, sprawa się wyjaśniła w roku 1989, w związku z haniebnym spektaklem „okrągłego stołu”. Zmuszani przez ekipę Gorbaczowa do pierestrojki, władcy PRL-u przygotowywali grunt pod te wydarzenia. I jak wiemy, znaleźli się w nich… wszyscy bohaterowie ówczesnego głośnego aresztowania.

Władza więc już wcześniej przygotowywała im jak najmocniejszą legendę „niezłomnych opozycjonistów”, z którymi jako tzw. stroną społeczną, będzie zawierała oszukańczy kontrakt tzw. końca komunizmu. A dlaczego mnie miano za wszelką cenę bardziej nie nagłaśniać? Bo było komunistom wiadomo, że od 1980 roku zawsze należałem do tzw. extremy „Solidarności”. Wiedzieli, że dla mnie w procesie „okrągłego stołu” miejsca być nie mogło, bo nigdy bym nie poszedł na zdradę ideałów „Solidarności” i wolnej Polski oraz na zapewnienie komunistom bezkarności i miękkiego lądowania po okresie PRL. Z nimi mogłem rozmawiać tylko o warunkach ich kapitulacji. Dlatego po wypuszczeniu mnie z więzienia, w interesie takiego kontraktu było, aby wokół mojej osoby panowało jak największe milczenie. Nawet za cenę oficjalnego nie reagowania na moją dalszą antykomunistyczną działalność. Takich ludzi jak ja, w Polsce jest z pewnością więcej.

„Największymi bohaterami opozycji” mieli być (i są do dziś) ci, którzy w latach 80. gotowi byli do tego, co zamierzano zrobić i co zrobiono, a owoce tej III RP spożywamy do dnia dzisiejszego. I do dzisiaj też wobec mojej osoby w przestrzeni publicznej panuje największa możliwa cisza. Bez względu na to co robię, jakby mnie dalej w Polsce nie było, choć jestem już od prawie sześciu lat. Pilnuje tego krajowy i zagraniczny układ zamknięty postkomunizmu, czyli liberalnego socjalizmu, którego aktywiści oraz naiwni użyteczni idioci demonstrują dzisiaj na ulicach Polski i zagranicą. W interesie tego układu dążą do obalenia obecnej władzy bez względu na jej plusy i minusy, jak w przeszłości obalili rząd Jana Olszewskiego i pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości. Bez względu na pozory cząstkowe, naprawdę toczy się walka o naszą wolność. I na nowo jest ważne, kto po jakiej stoi dzisiaj stronie. Gdzie jest Władysław Frasyniuk i jemu podobni, już wiemy i wiemy, dlaczego.

Katowice, 5 czerwca 2016
Andrzej Rozpłochowski