o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UBEKISTAN P.O.ZA GRANICĄ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UBEKISTAN P.O.ZA GRANICĄ. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2010

UBEKISTAN ZA GRANICĄ

Nieoceniony KaNo przybliżył nam na swoim blogu, a właściwie dokonał prezentacji fragmentów zapisu ścieżki audio amerykańskiego (German Marshall Fund of the United States) przemówienia człowieka, którego Polacy uznali godnym następca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
http://fotoszop.salon24.pl/
Rzecz jasna, w pierwszym odruchu zdumienia, zwracamy uwagę bardziej na styl niż na sens wypowiedzi, jako że styl to człowiek, i w tym konkretnym przypadku otrzymujemy swoisty „cios” wiedzy, a dla tych, którzy postaci obecnego najwyższego urzędnika Rzeczpospolitej wcześniej nie poznali, „cios” silny.
Niemniej, pozwolę sobie pozostawić na boku ów specyficzny styl, a skupię się na przekazie politycznym, który się pod tym stylem kryje.
Musimy pamiętać, że dla zgromadzonego tam, to znaczy w German Marshall Fund of the United States audytorium, osoba referująca zagadnienia polityczne reprezentowała (jako głowa państwa) państwo polskie jako całość, a biorąc pod uwagę środowisko polityczne, z którego Komorowski się wywodzi, rzeczywistą linię polskiej polityki zagranicznej, tak prezydenckiej jak i rządowej.
W „bigosie” myśli znalazło się kilka istotnych elementów doktryny, którą pozwolę sobie nazwać „doktryną Komorowskiego”.
Cały długi passus poświęcony prezydenckiej wizji polskiej historii, na miarę zdolności umysłowych prezydenta Komorowskiego, sprowadzał się do jednej myśli dotyczącej wizji Unii Europejskiej, której Polska jest członkiem.
Otóż, wedle „doktryny Komorowskiego” Unia Europejska w obecnym kształcie wymaga reform i najważniejsza z reform polega na odebraniu poszczególnym jej członkom prawa wetowania postanowień większości.
Jest to zdecydowane zerwanie z koncepcjami reprezentowanymi przez takich polityków i takie osobistości jak: Jan Paweł II, Vaclav Klaus, Lech Kaczyński, Margaret Thatcher, a więc koncepcji Europy narodów i państw, na rzecz koncepcji federalistycznej, w której konkretne rozwiązania zostają podejmowane w oparciu o jeden ośrodek decyzyjny, bez prawa wyłączenia się z zakresu jego obowiązywania przez rządy poszczególnych krajów.
Prezydent Komorowski włącza się w ten sposób w „niemiecko-francuski” nurt federalistyczny, który dąży do stworzenia w Unii superpaństwa.
Passus o Rosji, przeciągach i Islandii wydaje się nie mieć sensu, ale musimy założyć, że kryje się za nim jakaś myśl.
Ja osobiście czytam ten ciąg dźwięków tak: Istniej Rosja, która jest państwem o niewielkim potencjale gospodarczym i w tym sensie jej ewentualne członkostwo w strukturach europejskich nie będzie związane z zagrożeniem jej dominacją nad członkami Unii o mniejszym demograficznym i ekonomicznym potencjale. Rosję można uznać za kraj nieeuropejski, ale skoro uznajemy za kraj europejski Islandię, to i Rosję możemy.
Tę część wypowiedzi uznaję za wsparcie wyrażone na łamach „Die Welt” „doktryny Putina”, który zaproponował połączenie potencjałów Rosji i Europy w celu stworzenia tandemu UE-Rosja (technologie-surowce).
Taki wspólny europejski dom od Sachalinu po Coba da Roca, bo nie sądzę, żeby Wielka Brytania mieściła się w tym projekcie.
Pewnie zaniepokojenie może wzbudzać „przesunięcie” Rosji nad „Morze Chińskie”, przez co rozumiemy Morze Południowochińskie, powstaje bowiem pytanie kosztem jakich organizmów państwowych takie przesunięcie miałoby się dokonać? Chin, Wietnamu, Singapuru, Tajlandii?
Być może jednak mamy tu jedynie przykład nieznajomości mapy, czym prezydent Komorowski doskonale wpisuje się w tradycję amerykańską.
Kolejny passus dotyczy tego, że z jednej strony w Europie cierpimy na kryzys zaufania, o czym szczególnie dobrze wie, jakiś znany prezydentowi, a nie znany nam Roman (sic!), z drugiej strony ten kryzys zaufania nie ma oparcia w realnym świecie, bo nie istnieją w Europie zagrożenia (nikt na nikogo nie czyha).
Polska, jako kraj graniczny nie ma powodów do obaw, bo Rosjanie i tak nie uznają Polski za kraj „zagraniczny”. „Kura” jak zechciał amerykańskim słuchaczom przypomnieć prezydent Komorowski, to nie „ptak” i z punktu widzenia Rosji znajdował się, znajduje i znajdować będzie we „wnętrzu” rosyjskiej strefy wpływów. „Warto, żeby Amerykanie o tym wiedzieli”
To ostanie zdanie odbieram jako przekaz od prezydenta Miedwiediewa dokonany za pośrednictwem Komorowskiego.
Po tym przypomnieniu, i podkreśleniu pozycji Polski względem Rosji następuje krótka analiza stosunków polsko-amerykańskich.
Polacy, jak zaświadcza prezydent, są proamerykańscy, ale o ile w stosunkach polsko-rosyjskich zgrzytów nie ma, o tyle w stosunkach polsko-amerykańskich są i powodują, że sympatię większej części Polaków dla Amerykanów „trafił szlag”.
Tym problemem jest sprawa wiz – powiedzmy jest.
Sprawa więzień CIA w Polsce. Tu warto się na chwilę zatrzymać. Otóż, wedle mojej wiedzy sprawa więzień CIA w Polsce jest dementowana tak przez rząd polski i rząd amerykański. Gdyby tajne więzienia CIA w Polsce miałyby się okazać faktem, to po pierwsze może to skierować na nasz kraj odwet świata islamu, po drugie, gdyby były, a były tajne, to ujawnienie tego faktu publicznie jest wymierzone we wzajemne stosunki polsko-amerykańskie.
Są jeszcze sprawy „obiektywne” (rozumiem że poprzednie były w jakiś sposób subiektywne) i należą do nich: Iran, Irak i Afganistan.
To rozumiem tak, że sympatię Polaków USA tracą również wtedy, jeśli usiłują umacniać swoją pozycję na Bliskim Wschodzie.
Polska – wedle „doktryny Komorowskiego” nie ma w tym rejonie żadnych interesów politycznych i gospodarczych (sic!). Może pojechać z Amerykanami na jakieś polowanie (rozumiem, że na bambusa), ale jedynie wtedy, jeśli w domu jest porządek.
Czyli – jeśli nikt nie będzie podważał stanu braku zagrożeń, a więc stanu, w którym „kura nie ptica”.
Odczytuje to jako kolejny fragment przesłania Kremla, który zgadza się na wsparcie amerykańskiej wojny na Bliskim Wschodzie, w zamian za uznanie rosyjskich interesów w Polsce, będącej częścią rosyjskiej strefy wpływów, i kontynentalnej Europie, jako pola projektu rosyjsko-niemieckiego.
Przy czym, ta deklaracja pomocy jest obarczona pewną nieufnością wobec rzeczywistych geopolitycznych planów amerykańskich, a więc, jak to cytuje pan prezydent amerykańskiemu audytorium w języku oryginału:"dowieriaj no prowieriaj" , słowem: za pomocą z jednej strony musi iść rzeczywista zgoda drugiej i wycofanie się z prób utrzymania nad Europą amerykańskiej kurateli.
Ponieważ tuż przed wyjazdem do USA odbyły się konsultacje Komorowskiego z prezydentem Niemiec w Warszawie, Tuska z Merkel w Berlinie i pozaprotokolarne Tuska z Miedwiediewem w Warszawie wnoszę, że prezydent Komorowski sondował w Waszyngtonie pewien szerszy pomysł, którego Polska zawsze była przeciwnikiem, a teraz – poprzez fakt, że to jej władze referują go Amerykanom, została orędownikiem.
Ostatni passus jest szczególnie ciekawy, jeśli umieścimy go w kontekście całości. Komorowski wspomina, jak to będąc w więzieniu w latach siedemdziesiątych, i odsiadując bardzo aktywny w kontakty międzyludzkie wyrok (biorąc pod uwagę czas jego trwania, to jest miesiąc) spotykał się z oczekiwaniami współwięźniów, że uwięzionego demokratę ktoś odbije, a więc, że jest tam (hen hen) jakaś siła, która potrafi uwięzionych wyzwolić z ich smutnego położenia.
I przechodzi do opisu stanu wiedzy osadzonego Polaka-kryminalisty, który w przypadku odbicia z więzienia ma zamiar porwać auto i uciec nim do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Oczywiście przywołanie tego przykładu jest nieprzypadkowe. Polacy mogą sobie kojarzyć Amerykę z wolnością, ale geopolityka jasno wskazuje, że pomiędzy Polską a wolnością jest Ocean Atlantycki, a realnych szans na jakiekolwiek przeciwstawienie się realności więzienia nie ma.
Słowem: wszelkie rojenia o amerykańskich gwarancjach wolności dla Polski mogą rodzić się tylko w ciasnej głowie polskiego tępaka.
Nie wiem, jak Państwo odczytali to szczególne exposee w sprawie nowej polskiej polityki zagranicznej. Przestrzegałbym jednak przed sprowadzaniem tego wystąpienia jedynie do luźno związanych ze sobą komunałów osoby o, nazwijmy to delikatnie, niezbyt skomplikowanej osobowości, jeśli intelekt uznalibyśmy za ważny osobowości element.
Nagły wyjazd prezydenta Komorowskiego do USA, w terminach nie pozwalających na jakiekolwiek przygotowania polskiego stanowiska, był – bo nie wyobrażamy sobie, by nie był, szeroko konsultowany w trójkącie Niemcy-Polska-Rosja (Medwiediew-Komorowski, Tusk-Merkel, Putin-Tusk, Putin-Merkel)
Może być traktowany jako perspektywa nowego ładu, w którym Rosjanie odpuszczają Bliski Wschód (czytaj: przestają zbroić państwa wrogie Ameryce), a Amerykanie Europę, w której Niemcy mają nadzieję na zrealizowanie swoich marzeń o należnej im według nich pozycji, w czym ma im pomóc Rosja pułkownika Putina.
Smoleńsk w tym kontekście nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Pozdrawiam


TO BYŁO WSPANIAŁE PRZEMÓWIENIE, NIKT NIE MIAŁ SZANSY ZASNĄĆ
DrukujEmail
Wpisał: KaNo   
18.12.2010.
To było wspaniałe przemówienie, nikt nie miał szansy zasnąć.
Fragmenty wykładu mgr. Bronisława Komorowskiego w German Marshall Fund of the United States wygłoszonego do przybyłych tam ambasadorów, senatorów, kongresmenów i przedstawicieli mediów. Wykład transmitowała na żywo amerykańska stacja kablowa C-SPN-3.
Po krótkim przywitaniu:
„Szanowni Państwo”
                        wykładowca zagłębił się w historię Polski:
„Mało kto o tym wie, że w Polsce w XVIII wieku istniał mechanizm ustrojowy, który gwarantował każdemu obywatelowi prawo uczestniczenia w wyborach. To się wtedy źle skończyło. Skończyło się anarchizacją, państwo było za słabe. Mało kto o tym wie, że w Polsce wszyscy wybierali króla. Mało kto o tym wie, że polski sejmy czy polski parlament działa na zasadzie obowiązkowej zgody wszystkich. To było słynne liberum veto. Myśmy w XVIII wieku to praktykowali co nie zawsze wychodziło na zdrowie. Ale dzisiaj patrzymy na Unię Europejską i patrzymy, Panie Boże, przecież tam jest librum veto. Obowiązkowa zgoda wszystkich z wszystkimi.
Żeby było jasne, ja tu rozmawiałem z Panią [tłumaczką - KaNo]. Ja jestem z wykształcenia historykiem, więc na wszelki wypadek powiem, jak to naprawdę w praktyce wyglądało. Były w polskim sejmie trzy fazy dochodzenia do decyzji politycznych. Pierwsza faza to była faza zgłaszania poglądów. Każdy mógł sobie zgłosić, jaki chciał. Druga faza to była faza ucierania poglądów. Nie wiem, jak to pani tłumaczka przetłumaczy na angielski, ale ucieranie to jest coś jak w wielkim tyglu, jeżeli trze się, aż się zrobi jednolita masa. Ucierano poglądy przez długotrwała dyskusję. Ale jeśli to nie pomogło i niech choćby jedna osoba niezdecydowana albo przeciwna, to mogła wstać na sali parlamentu polskiego, krzyknąć liberum veto i czym prędzej uciec. Zrywała w ten sposób sejm. Więc polska szlachta wymyśliła trzecią fazę działania. To była faza bigosowania. Jak pani tłumaczka to przetłumaczy, nie wiem. Bigos to szczególne, specyficzne danie. Kapusta siekana i siekane mięso długotrwale gotowane. No więc trzecia faza - siekanie, bigosowaniepolegało na to, że krewka szlachta chwytała za szable i takiego, który psuł ustrój państwa, który psuł prawo, po prostu brała na szable, nim zdążył uciec. Wszystko działało do roku 1562, kiedy pierwszemu posłowi polskiemu udało się nie tylko krzyknąć liberum veto, ale uciec, nim się szlachta zorientowała, nim wzięła za szable pan Siciński, starosta upicki uciekł na Litwę. I to był początek kryzysu. Nie wiem, jak sobie z tym poradzi Unia Europejska, ale tam jest liberum veto i od czasu do czasu trzeba brać się za bigosowanie.”
Obszerne fragmenty wykładu i odpowiedzi na pytania poświęcone były geografii:
„W naszym miejscu Europy, jak ktoś pamięta mapę Europy, nie wiem czy w Ameryce ktoś pamięta, jak wygląda mapa Europy, czy nie? Nie jestem tego pewien. My jesteśmy w takim miejscu między Rosją a Niemcami. To jest takie miejsce, w którym proszę Państwa bez względu nawet jak się ktoś integruje, jak powstaje wspólny dom europejski, wspólny dom natowski, to jest takie miejsce, gdzie ciągle są jakieś przeciągi. I bez względu na to, gdzie ktoś na jakimś piętrze otworzy drzwi albo okno, to od przeciągu, my Polacy, zawsze mieliśmy katar. No tak po prostu zawsze było.”
„Proszę Państwa wielka Rosja ma od Bałtyku po morze Chińskie ma tylko trzy razy wyższy produkt krajowy brutto niż Polska.”
„Od tej pory będę ściśle obserwował i się zastanawiał, gdzie jest Islandia. Islandia w tym sensie czy jest częścią Europy. Intuicyjnie zawsze sądziłem, że tak. W sensie kulturowym, mentalnościowym itd. Geograficznie to jest pewnie inaczej, na mapach gdzieś tam zawsze oddzielana. Kulturowo na pewno tak. A jak już jest 6 tysięcy Polaków, to już kawał Europy macie na pewno.”
Oczywiście wykładowca poświęcił dużo czasu Europie i Polsce:
„Dzisiaj Europa nie cierpi z powodu deficytu bezpieczeństwa, bo nikt na nikogo w Europie nie czyha. No może prawie nikt na prawie nikogo. Ale cierpi Europa w sposób ewidentny, słuchaj Roman [osoba o nieustalonej tożsamości - KaNo] to do Ciebie będzie, na deficyt zaufania.”
„No można mówić w imię strasznej historii, no to schowajmy się gdzieś pod łóżko i siedźmy cicho i nie róbmy nic bo nam świat grozi. W życiu, w polityce jak w życiu trzeba być jednocześnie optymistą i realistą. Trzeba być romantykiem w dążeniu do wielkich, odległych nawet celów, a jednocześnie pragmatykiem w stawianiu sobie celów cząstkowych i szukaniu rozwiązań konkretnych problemów. Ja uważam, że tylko romantycy zdolni do realizmu osiągają jakieś efekty. Tak jak tylko romantycy, powiem więcej, wariaci z mojego pokolenia mogli rwać z motyką na księżyc.”
„W tradycji rosyjskiej jest takie powiedzenie, które mówi wszystko, nie wiem jak pani tłumaczka to przetłumaczy. Było powiedzenie, które sobie w Polsce powtarzamy często, Rosjanie wszyscy znają, warto żeby Amerykanie o nim wiedzieli "kurica nie ptica Polsza nie zagranica". Przetłumaczyłaś, tak?”
„Proszę państwa Polska jest krajem dziwnym, nietypowym ale można o nas mówić różne rzeczy, ale tu w Ameryce wszyscy powinni o tym wiedzieć, że Polska jest krajem narodu proamerykańskiego. Jak wiecie państwo to się wcale tak często nie zdarza. W Polsce Amerykę się lubi. Tylko problem polega na tym i te nieszczęsne wizy, i te wycieki, i te więzienia CIA, oprócz obiektywnych spraw jak Iran, Irak czy Afganistan, spowodowały, że jedną trzecią tego wielkiego potencjału sympatii dla Ameryki już szlag trafił.”
„Co tu dużo gadać. W sprawie wiz to dzisiaj Pułaski i Kościuszko musieliby wypełniać kwestionariusz wizowy, gdyby chcieli do Stanów Zjednoczonych przyjechać.”
Pod koniec w bardzo płynny sposób przeszedł do bardziej osobistych doświadczeń:
„My możemy od czasu do czasu w imię zasady "za naszą i waszą" wolność jechać nawet daleko od Polski. My nie mamy żadnych interesów ani w Iraku, ani w Afganistanie. Nie mamy żadnych interesów politycznych, nie mamy żadnych interesów gospodarczych. Możemy jechać w imię wspólnoty wynikającej z poczucia, że razem odpowiadamy za wolność innych ludzi. Ale jak się idzie na polowanie, daleko w głęboki las no to trzeba wiedzieć, że własny dom jest zabezpieczony. Że własna kobieta, że własne dzieci, że własna chałupa są bezpieczne.”
„Jest takie stare rosyjskie powiedzenia "dowieriaj no prowieriaj" to znaczy dowierzaj, wierz, ufaj ale sprawdzaj. Trochę tak jak w relacjach małżeńskich - wierz ale sprawdzaj.”
„Potrzeba odnawiania to trochę tak jak w małżeństwie. Co jakiś czas dobrze się z własną żoną umówić na randkę.”
„Proszę państwa, żeby nie przedłużać, ja tu mam napisany bardzo mądry referat, ale wolę rozmawiać w ten sposób.”
„Siedziałem sobie kiedyś w więzieniu, to były lata siedemdziesiąte, jako polityczny więzień, ale siedziałem ze zwykłymi kryminalistami. Siedziałem między innymi z Jankiem Szelągiem dwumetrowego wzrostu bandytą. Zwykłym bandytą, który siedział za zabójstwo. No i oni do nas tak z ciekawością na nas patrzyli, co my za jedni. Mówili do nas wtedy per student. I on tak w pewnej chwili, a tu aresztują kogoś, kogoś wprowadzają, były duże aresztowania w Warszawie wtedy, to był chyba rok siedemdziesiąty siódmy, albo ósmy, już nie pamiętam, mówi "ty student" mówi, a brodę miał dotąd taką, mówi "ty student, sprawa jest poważna bo widzę, że ciągle waszych aresztują". Kiedy zobaczył, że jeszcze na dziedziniec wjechał samochód pancerny policyjny, milicyjny to w ogóle był cały podniecony, mówi "ty student sprawa jest bardzo powazna, powiedz student czy może wasi przyjdą was odbić?" Proszę Państwa, to było kompletnie niemożliwe. No ale jak ja miałem się przyznać takiemu bandycie, że to w ogóle nierealne. Jak mam wyglądać na poważnego rewolucjonistę to trzeba przynajmniej podtrzymać jego nadzieję, że jakaś akcja zbrojna będzie, albo coś. No więc mówię "no wiesz słuchaj, wszystko się może zdarzyć". I tu padła deklaracja ze strony Janka Szeląga, zwykłego bandyty, który bardzo wiele, mało wiedział o świecie, a dużo o życiu, która tłumaczy najlepiej skąd się bierze polska sympatia do Ameryki. Bo on mówi "ty student jak przyjdą wasi was odbić, to ty pamiętaj - my wszyscy za wolnością. Tylko pamiętaj student, jak przyjdą was odbic to najpierw klawisza w łeb" - klawisz to strażnik więzienny - "najpierw klawisza w łeb, potem porywamy samochód i do Ameryki". On nawet biedak nie wiedział, on nie wiedział, że po drodze, że jest Ocean Atlantycki, ale wiedział jedno, wiedział, że mu Ameryka kojarzy się z wolnością.”
...
Podziękowanie gospodarza:
„To było wspaniałe przemówienie, nikt nie miał szansy zasnąć.”
Dnia dziewiątego grudnia roku pańskiego 2010
  Literatura multimedialna

Ponieważ słowo pisane nigdy nie odda słowa żywego – bonus dla najwytrwalszych:
Bigos w historii (podkład muzyczny Krzesimir Dębski) 
Ballada o zwykłym szelągu (podkład muzyczny Wały Jagiellońskie)
 Zdjęcia z wizyty można obejrzeć w ukrytej przez administrację poprzedniej notce:
 PS
Przyznam się bez bicia, że przedstawiłem tylko jedną stronę medalu: humor przaśno-rubaszny. Ale jest też i druga strona, nie wiem czy zamierzona: czysty humor abstrakcyjny. Ten występuje obficie w tłumaczeniu angielskim. Można sobie tego posłuchać pod podanym wyżejlinkiem. Nie chcąc testować poczucia „abstrakcji” u czytelników, podam jedynie krótki przykład. „Bigosowanie” zostało przetłumaczone na „stewig”, czyli “duszenie” w znaczeniu długiego gotowania. W ten sposób obecni na sali dostojni goście nie znający piękna języka polskiego usłyszeli:
„To była faza „duszenia”. Nie wiem jak to będzie przetłumaczone przez tłumacza, ale to jest jak „duszenie”. To jest typowe dla Polski, mamy kapustę i mięso i potem je „dusimy” przez długi, długi czas. To jest trzecia faza – „duszenie”.
Mogli się jedynie domyślać głębi tego wykładu, widząc w jak sugestywny sposób szacowny prelegent prezentował mieszanie w wielkiej misie, siekanie kapusty i krojenie mięsa (od około osiemnastej min. prezentacji).
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2786&Itemid=59