WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
piątek, 12 grudnia 2008
mother of sin: balcerek
Przeczytajcie sobie o prawdziwej twarzy Waszego specjalisty od schładzania: W najbardziej wpływowych mediach po 1989 r. konsekwentnie lansowano mit Leszka Balcerowicza jako swoistego tytana nowatorskiej myśli ekonomicznej. "Tytana" upowszechniającego jedynie słuszne poglądy na temat polskiej gospodarki, wbrew wrzaskowi różnych "populistycznych" dyletantów. W rzeczywistości Balcerowicz był przez wszystkie lata po 1989 r. jedynie posłusznym narzędziem w rękach sterujących nim zagranicznych globalistów typu George Soros. Z ogromnym oddaniem i konformizmem służył ich działaniom zmierzającym do opanowania kluczowych dziedzin polskiej gospodarki, przemysłu, bankowości. Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem ojca, dyrektora PGR-u. Już w młodości Leszek Balcerowicz dał szczególnie wymowny dowód umiejętności przystosowywania się do silniejszych, do tych, którzy dzierżyli władzę. Wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to w czasie, gdy partia ta była szczególnie mocno skompromitowana - w 1969 roku. Gdy odliczymy trwający rok obowiązkowy staż kandydacki, okazuje się, że Balcerowicz zgłosił się do PZPR tuż po bezwzględnym moczarowskim stłumieniu ruchów studenckich i tzw. kampanii antysyjonistycznej oraz po interwencji w Czechosłowacji. Miał wtedy 22 lata. Trudno więc tłumaczyć niedojrzałością jego decyzję wstąpienia do partii komunistycznej, którą podejmowali wówczas tylko najgorsi karierowicze. Ciekawe, jak tłumaczy ten pomarcowy zaciąg Balcerowicza do partii Bronisław Geremek, który przez lata był jego najbliższym współpracownikiem w Unii Wolności. Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w SGPiS pod kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Sam Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo doktrynerskie poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej instytucji, za to prawdziwej szkole konformizmu - w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego czołowego ekonomistę, wywodzącego się spośród opozycji solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem 1989 roku nikt go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie wzięto ani do 20-osobowego składu solidarnościowego w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej przy Okrągłym Stole, ani do wspierającego go grona ekspertów (!!!). Próżno więc szukać jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim. 'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa 1989. Wykonawca planu Sorosa Swą przyspieszoną karierę w 1989 r.,
----------------------awans na wicepremiera i ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika - "ekonomisty" Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800 dni", Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. ------------------------
Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza". W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, wspomnianego już zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą
-----------przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej gospodarczym celom Zachodu. Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu.----------------
Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.
Rzecznik terapii szokowej
Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach, tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej. ---------------------Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem: ----------------"Cud gospodarczy w Polsce?". -------------Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń". ---------------------
Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców. Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach. Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego. Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju". Skorzystała stara nomenklatura Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego - Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie. Profesor Łukasz Czuma tak pisał o mechanizmie tych manipulacji w I tomie "Encyklopedii Białych Plam": "(...) jeśli ktoś z zagranicy wymienił 1 mln dolarów na złotówki, które następnie włożył na wysoki procent - np. na 150 proc. rocznie - do banku w Polsce, to przy stałym kursie wymiennym dolara do złotówki zyskiwał w ciągu roku 1,5 mln i mógł wywieźć z Polski 2,5 mln dolarów (...) nieprecyzyjne prawodawstwo, uchwalone przez Sejm 'kontraktowy', pozwoliło na takie operacje na podstawie działania m.in. tzw. oscylatora". Ocenia się, że z ówczesnej Polski wyparowały w owym czasie miliardy dolarów. Balcerowicza obciąża fakt, że nie zastopowano na czas różnych tego typu manipulacji.
Fachowcy z "Czerwonej oberży"
Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR. Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak. Zdecydowana większość tych marksistowskich "fachowców" skupionych wokół Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, która przez lata była potocznie nazywana wielce zasłużonym mianem "Czerwonej oberży". Była bowiem jako uczelnia prawdziwą "czerwoną kuźnią kadr", jak wspomniał Adam Glapiński w książce "Lewy czerwcowy". Nieprzypadkowo tak świetny obserwator anomalii życia gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał na jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych jego błędów, skrajną tolerancję wobec starej komunistycznej nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września 1990 r. Kisiel stwierdził: "(...) sądziłem, że nasza reforma zacznie się od usunięcia tej właśnie nomenklatury: ludzi, którzy na drodze do kapitalizmu mogą być jedynie zawalidrogami. (...) Balcerowicz mógł te osoby usunąć metodą rewolucyjną, zaraz w styczniu, za jednym zamachem-dekretem. Tymczasem nie uczynił tego i nomenklatura nadal istnieje" (cyt. za: "Testament Kisiela", Poznań 1992, s. 53). Kisiel nie docenił podstawowej przyczyny utrzymania ludzi z "Czerwonej oberży" na kluczowych stanowiskach wokół Balcerowicza. Ten teoretyk, niemający zielonego pojęcia o praktyce funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo uzależniony od swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce usłużni wobec Balcerowicza, ale nie bezinteresownie. Zajmując kierownicze stanowiska, wykorzystywali dostęp do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i "kolesiów" w ówczesnych "przełomowych" czasach. Jeszcze w maju 1995 r. Lech Kaczyński jako szef NIK tak mówił o różnych przejawach zdominowania węzłowych punktów gospodarki przez ludzi starej partyjnej nomenklatury: "Banki i Ministerstwo Finansów - gdzie do dziś w lwiej części kierownicze stanowiska zajmują ludzie dawnego systemu, na przykład prezes Pekao SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski - przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego. To tylko niektóre przykłady. To wszystko - jeśli można tak powiedzieć - 'zawodnicy z jednej drużyny'. Tych ludzi nigdy nie wymieniono, mimo że od 1989 roku minęło 6 lat" (z wywiadu L. Kaczyńskiego dla "Gazety Wyborczej" z 29 maja 1995 r.). Balcerowicza obciąża fakt, że w czasie swego panowania nad resortem finansów wyraźnie nie zrobił niczego, aby wymienić różnych PZPR-owskich prominentów na młodych zdolnych fachowców spoza układów. Ani przez chwilę nie pomyślano też o wykorzystaniu w celu reformowania polskich finansów licznych wybitnych polonijnych fachowców od gospodarki i bankowości.
Serwilizm wobec Zachodu
Związki Balcerowicza z komunistami były gorąco wspierane przez najbardziej wpływowe zachodnie kręgi gospodarcze. Nader wymowne pod tym względem było zachowanie amerykańskiego protektora Balcerowicza - Jeffreya Sachsa. W wywiadzie dla komunistycznej "Polityki" z 6 stycznia 1990 r. Sachs wystąpił z jednoznacznym gorącym poparciem dla byłego członka Biura Politycznego KC PZPR prof. Władysława Baki, wówczas prezesa Narodowego Banku Polskiego. Określił go jako prawdziwego gwaranta "twardej, prowadzonej żelazną ręką polityki kredytowej". Jak akcentował J. Sachs: "Odkąd prezesem NBP został profesor Baka, są coraz liczniejsze dowody, iż NBP staje się prawdziwym bankiem centralnym. Przedsiębiorstwa gorączkowo poszukują kredytów w bankach komercyjnych, te zwracają się do NBP, a Baka mówi - nie". Dodajmy, że w tym samym czasie "dziwnym trafem" różne zarządzane przez komunistów spółki mogły liczyć na szybkie kredyty. A do tego doszła i taka "gratka", jak wynegocjonowana przez M.F. Rakowskiego "pożyczka moskiewska". Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy moralno-wolnościowe. Stąd na przykład wynikało ogromne poparcie prezydenta G. Busha (ojca obecnego prezydenta USA) dla kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta Polski w lipcu 1989 roku. (Bush przebywał w Polsce na tydzień przed wyborem Jaruzelskiego i skutecznie naciskał na kierownictwo OKP w sprawie uratowania jego kandydatury).
Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu. Pisał o tym w kwietniu 1991 r. na łamach "Ładu" Witold Gadomski, skądinąd jeden z czołowych liberałów (!) w polskim środowisku ekonomicznym (później poseł KLD, redaktor naczelny "Gazety Bankowej", a wreszcie współpracownik "Gazety Wyborczej"): "Sprzyjająca dla Polski koniunktura międzynarodowa, która pojawiła się na wiosnę 1989 roku i trwała mniej więcej przez rok, pozwalała myśleć o uregulowaniu zadłużenia naszego kraju. Potrzebna była do tego dobra wola naszych wierzycieli i organizacji międzynarodowych (Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. (...) Polska, jak wszyscy dłużnicy, chciałaby traktować swój dług w kategoriach politycznych. Ma przy tym większe niż inne kraje ku temu powody. Przede wszystkim dług nasz został zaciągnięty przez państwo niesuwerenne - PRL, którym rządziła wąska grupa ludzi posłusznych ZSRR. Polska pierwsza pozbyła się komunistycznych rządów, przyczyniając się do rozpadu całego systemu. Daliśmy w ten sposób Zachodowi prezent, oszczędzając mu miliardy dolarów, wydawanych wcześniej na obronę przed komunistami. Argumenty te miały szanse trafić do przekonania polityków zachodnich, a musimy pamiętać, że większość naszego długu została przejęta przez rządy, prywatnym bankom jesteśmy winni niewielką część z 50 miliardów. Niestety, koniunktura szybko minęła". A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy anulowania polskich długów piszę szerzej w książce "Zagrożenia dla Polski i polskości", Warszawa 1998, t. II, s. 26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof. S. Kurowskiego, S. Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S. Albinowskiego). Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity w grudniu 1990 r., po druzgocącej przegranej jego szefa T. Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Zaledwie w kilka dni po tej klęsce, bo już 19 grudnia 1990 r., amerykański ambasador w Warszawie Thomas W. Simmons ostentacyjnie poprosił o oficjalne spotkanie z Balcerowiczem. Miało to najwyraźniej za cel wyeksponowanie amerykańskiego poparcia dla jego osoby. Simmons, jako ambasador w Warszawie, cieszył się ogromnym poparciem prezydenta G. Busha. Zdzisław Najder odnotował w swych wspomnieniach skandaliczne wprost zalecenie prezydenta G. Busha, gdy zwracając się do polskiej delegacji w Białym Domu, przykazywał: "I słuchajcie, co nasz ambasador mówi, że macie robić". Zaczęły się mnożyć również naciski innego typu. Z błyskawiczną pomocą pospieszył Balcerowiczowi wciąż serwilistycznie wykonujący amerykańskie polecenia Jan Nowak-Jeziorański, "kurier z Waszyngtonu". Wykorzystując kompletną niewiedzę Wałęsy w sprawach gospodarczych, straszył go i innych polityków polskich, jakim to niebywałym nieszczęściem dla Polski stanie się rzekomo odejście Balcerowicza. W wywiadach udzielanych prasie Nowak posuwał się do wszelkiego rodzaju szantażów. Dosłownie robił wszystko, co tylko możliwe, by zastraszyć Polaków w kraju groźbą utraty wszelkich szans na pomoc od Zachodu w przypadku odsunięcia Balcerowicza od władzy nad polską gospodarką. Na przykład w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 21 grudnia 1990 r. Nowak-Jeziorański stwierdził, że: "Nie da się utrzymać pomocy z zagranicy bez utrzymania Balcerowicza". Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich. Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun. Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza "800 dni".
Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu? Bałagan w Ministerstwie Finansów i bankowości Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu". Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej. Przypomnijmy tu tak zapomniany dziś fakt, że w 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalości systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
komentarze (5) http://rewident.salon24.pl/55271,index.html
W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej instytucji, za to prawdziwej szkole konformizmu - w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego czołowego ekonomistę, wywodzącego się spośród opozycji solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem 1989 roku nikt go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie wzięto ani do 20-osobowego składu solidarnościowego w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej przy Okrągłym Stole, ani do wspierającego go grona ekspertów (!!!). Próżno więc szukać jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim. 'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa 1989. Wykonawca planu Sorosa Swą przyspieszoną karierę w 1989 r.,
----------------------awans na wicepremiera i ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika - "ekonomisty" Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800 dni", Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. ------------------------
Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza". W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, wspomnianego już zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą
-----------przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej gospodarczym celom Zachodu. Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu.----------------
Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.
Rzecznik terapii szokowej
Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach, tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej. ---------------------Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem: ----------------"Cud gospodarczy w Polsce?". -------------Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń". ---------------------
Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców. Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach. Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego. Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju". Skorzystała stara nomenklatura Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego - Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie. Profesor Łukasz Czuma tak pisał o mechanizmie tych manipulacji w I tomie "Encyklopedii Białych Plam": "(...) jeśli ktoś z zagranicy wymienił 1 mln dolarów na złotówki, które następnie włożył na wysoki procent - np. na 150 proc. rocznie - do banku w Polsce, to przy stałym kursie wymiennym dolara do złotówki zyskiwał w ciągu roku 1,5 mln i mógł wywieźć z Polski 2,5 mln dolarów (...) nieprecyzyjne prawodawstwo, uchwalone przez Sejm 'kontraktowy', pozwoliło na takie operacje na podstawie działania m.in. tzw. oscylatora". Ocenia się, że z ówczesnej Polski wyparowały w owym czasie miliardy dolarów. Balcerowicza obciąża fakt, że nie zastopowano na czas różnych tego typu manipulacji.
Fachowcy z "Czerwonej oberży"
Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR. Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak. Zdecydowana większość tych marksistowskich "fachowców" skupionych wokół Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, która przez lata była potocznie nazywana wielce zasłużonym mianem "Czerwonej oberży". Była bowiem jako uczelnia prawdziwą "czerwoną kuźnią kadr", jak wspomniał Adam Glapiński w książce "Lewy czerwcowy". Nieprzypadkowo tak świetny obserwator anomalii życia gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał na jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych jego błędów, skrajną tolerancję wobec starej komunistycznej nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września 1990 r. Kisiel stwierdził: "(...) sądziłem, że nasza reforma zacznie się od usunięcia tej właśnie nomenklatury: ludzi, którzy na drodze do kapitalizmu mogą być jedynie zawalidrogami. (...) Balcerowicz mógł te osoby usunąć metodą rewolucyjną, zaraz w styczniu, za jednym zamachem-dekretem. Tymczasem nie uczynił tego i nomenklatura nadal istnieje" (cyt. za: "Testament Kisiela", Poznań 1992, s. 53). Kisiel nie docenił podstawowej przyczyny utrzymania ludzi z "Czerwonej oberży" na kluczowych stanowiskach wokół Balcerowicza. Ten teoretyk, niemający zielonego pojęcia o praktyce funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo uzależniony od swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce usłużni wobec Balcerowicza, ale nie bezinteresownie. Zajmując kierownicze stanowiska, wykorzystywali dostęp do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i "kolesiów" w ówczesnych "przełomowych" czasach. Jeszcze w maju 1995 r. Lech Kaczyński jako szef NIK tak mówił o różnych przejawach zdominowania węzłowych punktów gospodarki przez ludzi starej partyjnej nomenklatury: "Banki i Ministerstwo Finansów - gdzie do dziś w lwiej części kierownicze stanowiska zajmują ludzie dawnego systemu, na przykład prezes Pekao SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski - przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego. To tylko niektóre przykłady. To wszystko - jeśli można tak powiedzieć - 'zawodnicy z jednej drużyny'. Tych ludzi nigdy nie wymieniono, mimo że od 1989 roku minęło 6 lat" (z wywiadu L. Kaczyńskiego dla "Gazety Wyborczej" z 29 maja 1995 r.). Balcerowicza obciąża fakt, że w czasie swego panowania nad resortem finansów wyraźnie nie zrobił niczego, aby wymienić różnych PZPR-owskich prominentów na młodych zdolnych fachowców spoza układów. Ani przez chwilę nie pomyślano też o wykorzystaniu w celu reformowania polskich finansów licznych wybitnych polonijnych fachowców od gospodarki i bankowości.
Serwilizm wobec Zachodu
Związki Balcerowicza z komunistami były gorąco wspierane przez najbardziej wpływowe zachodnie kręgi gospodarcze. Nader wymowne pod tym względem było zachowanie amerykańskiego protektora Balcerowicza - Jeffreya Sachsa. W wywiadzie dla komunistycznej "Polityki" z 6 stycznia 1990 r. Sachs wystąpił z jednoznacznym gorącym poparciem dla byłego członka Biura Politycznego KC PZPR prof. Władysława Baki, wówczas prezesa Narodowego Banku Polskiego. Określił go jako prawdziwego gwaranta "twardej, prowadzonej żelazną ręką polityki kredytowej". Jak akcentował J. Sachs: "Odkąd prezesem NBP został profesor Baka, są coraz liczniejsze dowody, iż NBP staje się prawdziwym bankiem centralnym. Przedsiębiorstwa gorączkowo poszukują kredytów w bankach komercyjnych, te zwracają się do NBP, a Baka mówi - nie". Dodajmy, że w tym samym czasie "dziwnym trafem" różne zarządzane przez komunistów spółki mogły liczyć na szybkie kredyty. A do tego doszła i taka "gratka", jak wynegocjonowana przez M.F. Rakowskiego "pożyczka moskiewska". Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy moralno-wolnościowe. Stąd na przykład wynikało ogromne poparcie prezydenta G. Busha (ojca obecnego prezydenta USA) dla kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta Polski w lipcu 1989 roku. (Bush przebywał w Polsce na tydzień przed wyborem Jaruzelskiego i skutecznie naciskał na kierownictwo OKP w sprawie uratowania jego kandydatury).
Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu. Pisał o tym w kwietniu 1991 r. na łamach "Ładu" Witold Gadomski, skądinąd jeden z czołowych liberałów (!) w polskim środowisku ekonomicznym (później poseł KLD, redaktor naczelny "Gazety Bankowej", a wreszcie współpracownik "Gazety Wyborczej"): "Sprzyjająca dla Polski koniunktura międzynarodowa, która pojawiła się na wiosnę 1989 roku i trwała mniej więcej przez rok, pozwalała myśleć o uregulowaniu zadłużenia naszego kraju. Potrzebna była do tego dobra wola naszych wierzycieli i organizacji międzynarodowych (Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. (...) Polska, jak wszyscy dłużnicy, chciałaby traktować swój dług w kategoriach politycznych. Ma przy tym większe niż inne kraje ku temu powody. Przede wszystkim dług nasz został zaciągnięty przez państwo niesuwerenne - PRL, którym rządziła wąska grupa ludzi posłusznych ZSRR. Polska pierwsza pozbyła się komunistycznych rządów, przyczyniając się do rozpadu całego systemu. Daliśmy w ten sposób Zachodowi prezent, oszczędzając mu miliardy dolarów, wydawanych wcześniej na obronę przed komunistami. Argumenty te miały szanse trafić do przekonania polityków zachodnich, a musimy pamiętać, że większość naszego długu została przejęta przez rządy, prywatnym bankom jesteśmy winni niewielką część z 50 miliardów. Niestety, koniunktura szybko minęła". A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy anulowania polskich długów piszę szerzej w książce "Zagrożenia dla Polski i polskości", Warszawa 1998, t. II, s. 26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof. S. Kurowskiego, S. Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S. Albinowskiego). Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity w grudniu 1990 r., po druzgocącej przegranej jego szefa T. Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Zaledwie w kilka dni po tej klęsce, bo już 19 grudnia 1990 r., amerykański ambasador w Warszawie Thomas W. Simmons ostentacyjnie poprosił o oficjalne spotkanie z Balcerowiczem. Miało to najwyraźniej za cel wyeksponowanie amerykańskiego poparcia dla jego osoby. Simmons, jako ambasador w Warszawie, cieszył się ogromnym poparciem prezydenta G. Busha. Zdzisław Najder odnotował w swych wspomnieniach skandaliczne wprost zalecenie prezydenta G. Busha, gdy zwracając się do polskiej delegacji w Białym Domu, przykazywał: "I słuchajcie, co nasz ambasador mówi, że macie robić". Zaczęły się mnożyć również naciski innego typu. Z błyskawiczną pomocą pospieszył Balcerowiczowi wciąż serwilistycznie wykonujący amerykańskie polecenia Jan Nowak-Jeziorański, "kurier z Waszyngtonu". Wykorzystując kompletną niewiedzę Wałęsy w sprawach gospodarczych, straszył go i innych polityków polskich, jakim to niebywałym nieszczęściem dla Polski stanie się rzekomo odejście Balcerowicza. W wywiadach udzielanych prasie Nowak posuwał się do wszelkiego rodzaju szantażów. Dosłownie robił wszystko, co tylko możliwe, by zastraszyć Polaków w kraju groźbą utraty wszelkich szans na pomoc od Zachodu w przypadku odsunięcia Balcerowicza od władzy nad polską gospodarką. Na przykład w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 21 grudnia 1990 r. Nowak-Jeziorański stwierdził, że: "Nie da się utrzymać pomocy z zagranicy bez utrzymania Balcerowicza". Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich. Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun. Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza "800 dni".
Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu? Bałagan w Ministerstwie Finansów i bankowości Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu". Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej. Przypomnijmy tu tak zapomniany dziś fakt, że w 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalości systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
komentarze (5) http://rewident.salon24.pl/55271,index.html
czwartek, 11 grudnia 2008
POLSKA. ZA MUREM.
Gry więzienne Cz.II
Inicjacja
Marek Kamiński
Marek Kamiński (ur.1962) jest profesorem na Wydziale Nauk Politycznych i w Instytucie Matematycznych Nauk Behawioralnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine. Między 1982 a 1989 rokiem kierował podziemnymi wydawnictwami Stop i Książnica Literacka. W marcu 1985 roku został aresztowany przez SB. Student socjologii i matematyki stał się więźniem politycznym próbującym odnaleźć się w dziwacznym i groźnym świecie. Książka Gry więzienne (której fragmenty obok zamieszczamy) opisuje próbę zrozumienia tego świata. Z powodzeniem może służyć jako podręcznik socjologii, ale stanowi też wciągającą lekturę. Książka spotkała się ze świetnym przyjęciem. Jej angielska wersja otrzymała nagrodę European Academy of Sociology dla najlepszej książki socjologicznej wydanej w 2004 roku.W Polsce Gry więzienne ukazały się nakładem Oficyny Naukowej, której dziękujemy za zezwolenie na przedruk fragmentów. Pierwsza wersja rozdziału Inicjacja ukazała się w „Studiach Socjologicznych”. Więcej informacji o książce znajduje się na tej stronie.
--------------------------
W sytuacji uwięzienia, jak w ognisku soczewki skupiają się i ujawniają z całą jaskrawością mechanizmy funkcjonowania społeczności, kreowania hierarchii, obyczajów, przesądów, magii, a wreszcie elitarnych tajnych stowarzyszeń, do których wstęp mają tylko wybrani - ci którzy posiedli tajniki ekskluzywnej wiedzy i przebyli swoistą „iter perfectionis” - procedury inicjacji (o czym obok mowa). [L.R.]
Inicjacja
Marek Kamiński
Marek Kamiński (ur.1962) jest profesorem na Wydziale Nauk Politycznych i w Instytucie Matematycznych Nauk Behawioralnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine. Między 1982 a 1989 rokiem kierował podziemnymi wydawnictwami Stop i Książnica Literacka. W marcu 1985 roku został aresztowany przez SB. Student socjologii i matematyki stał się więźniem politycznym próbującym odnaleźć się w dziwacznym i groźnym świecie. Książka Gry więzienne (której fragmenty obok zamieszczamy) opisuje próbę zrozumienia tego świata. Z powodzeniem może służyć jako podręcznik socjologii, ale stanowi też wciągającą lekturę. Książka spotkała się ze świetnym przyjęciem. Jej angielska wersja otrzymała nagrodę European Academy of Sociology dla najlepszej książki socjologicznej wydanej w 2004 roku.W Polsce Gry więzienne ukazały się nakładem Oficyny Naukowej, której dziękujemy za zezwolenie na przedruk fragmentów. Pierwsza wersja rozdziału Inicjacja ukazała się w „Studiach Socjologicznych”. Więcej informacji o książce znajduje się na tej stronie.
--------------------------
W sytuacji uwięzienia, jak w ognisku soczewki skupiają się i ujawniają z całą jaskrawością mechanizmy funkcjonowania społeczności, kreowania hierarchii, obyczajów, przesądów, magii, a wreszcie elitarnych tajnych stowarzyszeń, do których wstęp mają tylko wybrani - ci którzy posiedli tajniki ekskluzywnej wiedzy i przebyli swoistą „iter perfectionis” - procedury inicjacji (o czym obok mowa). [L.R.]
****************
POLSKA, WIĘZIENIE, LATA 80. GRY.
3. Gierki
Bezpośrednio po wyrażeniu chęci grypsowania lub po pomyślnym przejściu wstępnych testów świeżak zostaje zaakceptowany jako kandydat na grypsującego. Wkracza wówczas w etap mniej lub bardziej wyrafinowanych testów sprawdzających przede wszystkim jego spryt, a czasem też i siłę charakteru.[1] Ameryka, przejściowy okres obserwacji i prób, trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Nazwa „Ameryka” odzwierciedla zarówno traumatyczne doświadczenia polskich emigrantów w nowym otoczeniu, jak i wisielcze więzienne poczucie humoru, przeciwstawiające Ziemię Obiecaną niskiemu statusowi świeżaka. W polskich więzieniach Ameryka jest ważniejszą składową prizonizacji niż socjalizacja wymuszana przez personel.
Gry i sytuacje decyzyjne są starannie aranżowane, analizowane i oceniane przez starszyznę celi. Oceny dokonywane przez starszyznę celi bezpośrednio po każdej ważniejszej interakcji stanowią podstawę decyzji, czy można już świeżaka zaakceptować jako grypsującego in spe, uczynić frajerem, czy też należy kontynuować próby. Kandydat nie zawsze jest świadom, że jest testowany. W przypadku gierek fakt uczestniczenia w próbie jest zazwyczaj albo powszechnie znany, albo można się go łatwo domyślić z kontekstu sytuacji. Trudniej zauważyć prawdziwą naturę różnych ukrytych gier i testów wyłaniających się w naturalny sposób podczas codziennych interakcji
Gierki odbywają się późnym wieczorem lub w nocy, po zamknięciu celi. Grypsujący przygotowują scenę wydarzeń w tajemnicy przed świeżakiem, koordynują swoje działania i przydzielają przyszłe role. Wykorzystywane przez nich akcesoria zawierają platerki, kubany, fikoły, koce i inne elementy wyposażenia celi. Lokalne grube ryby starają się trzymać w cieniu, co w razie ewentualnego wypadku gwarantuje im bezpieczeństwo. Czasem tylko angażują się w mniej ważne testy aby zamanifestować swoją aktywność. Najważniejsze role przypadają świeżakowi i szeregowcom grypsowania.
Legendy więzienne głoszą, że gierki wywodzą się z wszechstronnych egzaminów dyplomowych w przedwojennych polskich i rosyjskich podziemnych uniwersytetach złodziejskich. Sytuacje przypominające gierki można znaleźć w opisach życia w sowieckich gułagach.[2] Premiowane są siła charakteru, refleks, przytomność umysłu, gotowość do działania i umiejętność pomijania nieistotnych faktów. Jeśli świeżak radzi sobie szczególnie dobrze, jego Ameryka może zostać skrócona i szybko dołącza do grypsujących. Słabe wyniki owocują dłuższym okresem testów i bardziej brutalnym ich przebiegiem.
Gierki przypominają zarówno doświadczenia z psychologii społecznej jak i sztuczne sytuacje decyzyjne eksperymentalnej teorii gier. Celem deklarowanym przez starszyznę jest posortowanie świeżaków według typów charakteru i lotności umysłu. Inne, nienazwane wypłaty odgrywają istotną rolę poprzez motywowanie starszyzny do wymyślania i przeprowadzania gierek. Testujący jest wynagradzany za odegraną rolę prestiżem oraz rozmaitymi dobrami cenionymi w więzieniu, które często odbiera świeżakowi. Świeżak jest oblewany wodą, starannie obtłukiwany, podpiekany, faszerowany pastą do zębów i popiołem. Przemoc pojawia się jednak rzadko. Znacznie częstsza jest groźba użycia przemocy lub pomysłowość. Komentowanie wyników wcześniejszych gierek jest jednym z ulubionych tematów rozmów w celi. Wszystkie te korzyści sprawiają, że umiejętność wymyślania i aranżowania gierek jest cennym atutem każdego grypsującego.
Lista przedstawiona poniżej zawiera najbardziej popularne gierki. Istnieją one w wielu wariantach i noszą rozmaite nazwy (patrz rys. 10).
Bolek i Lolek: Testujący i świeżak siedzą naprzeciw siebie na fikołach. Testujący unieruchamia kolana świeżaka między własnymi kolanami. Pokazuje mu prawą pięść, mówiąc „to jest Bolek” oraz lewą, mówiąc „to jest Lolek”. Następnie uderza świeżaka tuż nad kolanem, w bardzo wrażliwe miejsce, i pyta: „Kto cię uderzył?”. Odpowiedzi „Bolek” i „Lolek” powodują następne uderzenie i powtórzenie pytania. Gra kończy się po podaniu oczekiwanej odpowiedzi: „ty”.
Burza: Świeżak, czasem śpiący, zostaje zawinięty w koc i unieruchomiony przez kilku grypsujących. Pomysłodawca opowiada historyjkę: „Nadchodzi burza-uderza pierwszy grzmot-zaczyna padać-burza z piorunami!” Grypsujący uderzają ofiarę kubanem raz, polewają ją wodą, następnie uderzają ją kubanami kilkakrotnie itd. Spodziewaną reakcją jest „Wypogadza się!”
Celowy: Świeżak wybiera ustami zapałkę. Jeśli wybierze długą zapałkę, zostaje „celowym,” czyli więźniem obarczonym przez administrację mało istotną funkcją składania meldunków podczas apeli. W przeciwnym przypadku dotychczasowy celowy zachowuje swoją funkcję. Oczy świeżaka zostają przewiązane platerką. Wówczas jeden z więźniów szybko ściąga spodnie, wkłada sobie zapałki między pośladki i podtyka je świeżakowi pod usta. Tępy świeżak całuje go w zadek. Sprytny świeżak sprawdza najpierw podtykane mu przedmioty ręką lub dyskretnie poluzowuje platerkę zakrywającą mu oczy, by móc kontrolować rozwój sytuacji. Gra ta jest rzadko spotykana i raczej stosowana jako preludium do potencjalnej degradacji, ponieważ jej negatywny wynik może prowadzić do pójścia do wora lub przecwelenia.
Dentysta: Świeżak ma być poddany operacji czyszczenia zębów! Siedzi na fikole z zamkniętymi oczyma a kiedy otwiera szeroko usta, ląduje w nich zawartość popiółki. Oczekiwanie: nie zamykaj oczu całkowicie i monitoruj rozwój sytuacji.
Dziad: Więzień-ochotnik z oczyma przewiązanymi platerką próbuje złapać i rozpoznać któregoś z pozostałych współlokatorów. Ci w tym czasie popychają go i szturchają. Złapany i rozpoznany więzień zostaje „dziadem”. W rzeczywistości ochotnik inicjujący grę widzi przez platerkę zawiązaną w odpowiedni sposób przez jego wspólnika. Po krótkiej chwili kręcenia się w kółko łapie zatem świeżaka i identyfikuje go. Świeżak zostaje „dziadem”, a następnie zostaje bezkarnie obity przez współwięźniów. Oczekiwanie: pilnowanie ochotnika podczas przygotowań i trzymanie fasonu w przypadku zaliczenia oklepu.
RYSUNEK 10. Gierki.
Zgodnie z ruchem wskazówek zegara, patrząc od okna: widoki, dziad, rowerek, więzienny fiat, płetwonurek, zapachy.
Rysunek wykonany przez Mirka Andrzejewskiego w 2003 r.
Pilot Boeinga lub Dźwig: Świeżak z oczami przewiązanymi platerką siada na fikołku. Mówi mu się, że zostanie podniesiony do sufitu przez dwóch grypsujących. W rzeczywistości grypsujący jedynie kołyszą stołkiem tuż nad podłogą, co stwarza wrażenie unoszenia. W pewnym momencie zwiększają oni amplitudę kołysania i świeżak spada na wyłożoną kocami podłogę. Jego reakcja jest dokładnie obserwowana. W wariancie tej gry świeżak będący „pod sufitem” ma za zadanie skoczyć podobnie, jak w następnym Płetwonurku.
Płetwonurek: Świeżak siedzi na górnym piętrze pryczy i ma „zanurkować” skacząc „na głowę” do kubana z wodą postawionego na podłodze. W rzeczywistości nurek jest bezpieczny. Podczas zawiązywania mu oczu platerką wyznaczeni wcześniej grypsujący szybko rozpościerają ochronny koc pomiędzy pryczami. Oczekiwana jest odwaga w obliczu niebezpiecznej próby.
Rowerek: Między palce u nóg śpiącego świeżaka wkłada się kawałki gazety, które zostają następnie podpalone. Świeżak odruchowo zaczyna „pedałować”, a po chwili budzi się. Oczekiwanie: przytomność umysłu i lojalność.
Spowiedź: Świeżak zostaje zasłonięty kocem. Zza koca padają pytania: „Czy będziesz kradł?” Odpowiedź „Nie” skutkuje anonimowo wymierzoną blacha w czoło jako pokutą. Oczekiwana odpowiedź: „Będę!” Lista pytań może być długa i wymyślona na poczekaniu.
Tramwaj: Świeżak leżący na górnym piętrze pryczy zostaje znienacka zapytany przez leżącego pod nim grypsującego: „Masz bilet?”. Spodziewana jest odpowiedź „mam”. Jakakolwiek inna odpowiedź powoduje reakcję: „Jedziesz na gapę? Wynocha z mojego tramwaju ” i silne kopnięcie z dołu, które wyrzuca świeżaka z posłania na podłogę. Gierka ta bywa formą represji wobec świeżaka za przesiadywanie na górnych piętrach prycz lub nawet za sam fakt posiadania takiego miejsca. Grypsujący starają się zazwyczaj rezerwować dla siebie górne prycze lub odbierać je stojącym niżej w hierarchii. Niekiedy najwyższy poziom może być mniej atrakcyjny, np. gdy latem powietrze pod sufitem celi jest bardziej rozgrzane niż na dole.
Widoki: Świeżak stoi przed oknem, widząc poprzez kraty i matowe szyby fragment świata „wolnościowego”. Ma opisać, co widzi. Odpowiedzi typu „widzę samochód”, „człowieka”, „drzewo” itp. nagradzane są wypłaceniem marchewy w zadek albo blachy w czoło. Spodziewaną odpowiedzią jest „widzę wolność”.
Więzienny Fiat: Świeżak zostaje wrzucony pod łóżko, a dwóch więźniów dociska go stołkami do ściany. Kierujący testem wydaje polecenia: „Wrzucić jedynkę!”, „Wrzucić dwójkę!” itd., co prowadzi do stopniowego zwiększania nacisku. Oczekiwaną reakcją jest „Wrzućcie luz!”
Zapachy: Świeżak z oczami zawiązanymi platerką ma za zadanie po zapachu rozpoznać przedmioty podsuwane mu pod nos. Rozpoznaje chleb i margarynę, po czym gdy jest gotowy do kolejnego głębokiego wdechu, testujący wyciska mu w nos pastę do zębów. Oczekiwanie: ostrożność podczas wciągania powietrza.
W Rowerku, Pilocie Boeinga czy Płetwonurku obserwowuje się reakcję świeżaka w obliczu niebezpieczeństwa lub niezwykłej sytuacji. Gry te mają strukturę podobną do „Selekcji” (rys. 8). Szczególna twardość niesie ze sobą dodatkowe korzyści. Mój znajomy, również student z ksywką Student, skoczył z łóżka na podłogę zanim otrzymał sygnał od testujących i zanim rozciągnęli oni asekurujący koc. W efekcie doznał lekkiego urazu kręgosłupa. Lekarzowi powiedział, że „spadł z łóżka”. Ta demonstracja lojalności wobec współwięźniów natychmiast zakończyła Amerykę studenta Studenta z wynikiem pozytywnym.
Inne gierki mają strukturę podobną do prostej gry „Ukryta Strategia” (patrz rys. 11). W Bolku i Lolku, Tramwaju, Fiacie Więziennym, Burzy czy Widokach tortura kończy się, gdy świeżak wykrzyknie magiczne hasło, którego można się jakoś domyślić z kontekstu gry. Sytuacja takiej gry pośrednio sugeruje świeżakowi pewien zbiór dostępnych strategii. Rzeczywisty zbiór strategii jest obszerniejszy i zawiera w sobie „prawidłową” odpowiedź lub spodziewaną reakcję. „Tępy” świeżak wybiera opcję A lub B mieszczącą się w zasugerowanym mu zestawie, podczas gdy inteligentny świeżak wybiera najwłaściwszą opcję C. I znów dla w pełni poinformowanego świeżaka test nie stanowi żadnego problemu.
RYSUNEK 11. Gra „Ukryta strategia”.
A, B – zbiory zasugerowanych strategii odpowiedzi (lub działań); C – poprawna czy też oczekiwana odpowiedź (lub działanie). Tępy świeżak wybiera A albo B, a sprytny świeżak wybiera C.
Wreszcie gierki takie jak Dziad, Celowy czy Zapachy sprawdzają spryt i ostrożność. Najlepszym dla świeżaka wynikiem jest wymyślenie pomysłowej strategii odwracającej role i wystawiającej przeprowadzającego gierkę na śmiech. Na przykład w Celowym poinformowany świeżak może niepostrzeżenie ukryć w ustach igłę i boleśnie ukłuć nadstawiony mu do pocałunku zadek. Taka imponująca demonstracja umiejętności powoduje natychmiastowe zakończenie okresu prób. [3]
Źródłem łotrzykowskiego seksapilu gierek jest ich pomysłowość, a także nieprzewidywalność tworzonych sytuacji i wymyślanych strategii. W innych gierkach świeżak jest wieszany na tygrysówie, odgrywa astronoma, idzie do fotografa, bawi się w przeciąganie liny, płynie łódką, idzie z chłopem przez wieś. Ja sam przeszedłem przez około tuzin różnych gierek. Ominął mnie obowiązkowy wcześniej Płetwonurek, gdyż po wypadku mojego znajomego wykonywanie tego testu zostało na Białołęce zawieszone. Wyniki moich prób były mieszane. Nie od rzeczy jest przedstawienie relacji z testu zakończonego moim wielkim triumfem i zbalansowanie jej opisem żałosnej porażki.
Pierwsza moja gierka, Fiat, poszła marnie. Nie rozumiałem, co się dzieje i dlaczego moi koleżkowie, których przed chwilą douczałem angielskiego, nagle złapali mnie pod pachy i wrzucili pod jabłone. Darłem się pod kojem przez kilka ładnych minut dociskany metalowymi fikołami do ściany, a biegi zmieniały się aż furczało. Wreszcie przy kolejnej trójce i przy trzeszczących kościach, wpadłem na jakiś pomysł. Prawą ręką dociśniętą do ciała wymacałem w tylnej kieszeni spodni ebonitowy grzebyk. Przy komendzie „Czwórka!” udało mi się go złamać, co wywołało głośne trzaśnięcie, po czym sam zaryczałem jak najgłośniej. W załodze Fiata zapanowała konsternacja. Po chwili kierowcy niechętnie „wrzucili luz” i pozwolili mi się wygrzebać spod koja. Przyciskając strategicznie prawą rękę do ciała, powlokłem się ponuro na stołek przy oknie. Przez resztę dnia miałem spokój, ale kości bolały mnie przez tydzień.
Przy grze w Dziada miałem już więcej doświadczenia. Podczas przygotowań zorientowałem się, że Hiszpan zawiązał ochotnikowi Melonowi platerkę tak, że ten mógł łatwo zidentyfikować złapaną osobę. Poprawiłem ją zatem. Hiszpan ponownie pod pozorem małej korekty nieco ją zsunął. Ponownie ją poprawiłem, zablokowałem Hiszpanowi dostęp do Melona i zarządziłem „zaczynamy!”. Melon chcąc czy nie chcąc zmuszony został grać prawdziwego Dziada, a Hiszpanowi nie udało się w trakcie gry poluzować platerki koleżce. Dziad dostał trochę anemicznego oklepu od celi, jednak nie narzekał i nie miał do mnie pretensji. Po zakończeniu zabawy jak prawdziwy gentleman pospieszył z gratulacjami i uścisnął moją dłoń.
4. Testy niejawne[4]
Świeżak jest często poddawany próbom nie wiedząc wcale, że jego zachowanie jest dokładnie obserwowane. Przecwelanie jest pierwszym takim testem. Inne testy są organizowane w oparciu o sytuacje dnia codziennego. Na przykład agresywnie zachowujący się grypsujący może kazać mu zabawić celę i dać wybór między naśladowaniem psa i kota. Ktoś może mu pierdnąć w twarz. Jeśli wąski korytarz między piętrowymi łóżkami jest zajęty przez innych więźniów, świeżak pragnący przejść pod okno może napotkać sugestię skorzystania z objazdu wiodącego pod łóżkiem. Próby te mają prostą strukturę i proste rozwiązania. Reakcją optymalną jest odmowa wykonania jakichkolwiek poniżających czynności i stawienie czoła agresji bez względu na wyobrażone konsekwencje. Również i tu pomysłowa reakcja, jak np. zaintonowanie antykomunistycznej piosenki w odpowiedzi na żądanie śpiewu, może zostać dodatkowo wynagrodzona.
Wiele gier konfrontacyjnych motywowana jest chęcią redystrybucji najprostszych dóbr więziennych. Świeżak przynosi ze sobą sporo cennych przedmiotów, takich jak nowe spodnie, buty, koszulę, skarpety, witaminy, pastę do zębów, jedzenie czy przemycone w tajemnicy przed personelem pieniądze. Niektóre z tych dóbr mogą zostać dyskretnie skradzione i natychmiast przekazane do innej celi za pośrednictwem sieci grypsujących. Inne, jak spodnie czy buty, można zdobyć tylko drogą pomysłowej kradzieży w nocy lub wymuszenia „zamiany” na marny więzienny łach. Broniąc swoich spodni nie dospałem kilku nocy, tak aby jako pierwszy móc odebrać kostkę wystawioną na noc za klapę i nie pozwolić Mańkowi na ich „przymierzenie”. Mechanizmy „zamiany” są niezwykle pomysłowe. Grypsujący może przymierzyć więzienne buty świeżaka i obwieścić, że leżą na nim jak ulał. „Oj, chyba zrobim machniom na glany.” Kradzież, wymuszona zamiana lub żądanie wykonywania przez świeżaka nieprzyjemnych lub poniżających czynności, prowadzą do konfrontacji. Prawie każdy świeżak staje wielokrotnie w podobnych sytuacjach. Jeśli dokona właściwego wyboru, podnosi to jego szansę na rychłe dopuszczenie do grona grypsujących. Dodatkowo zachowuje też swoją własność i godność. A wynik jest, jak to podczas Ameryki, zaskakujący. Każda próba obrony swojej własności kończy się natychmiastowym zaprzestaniem agresji przez grypsującego i oznajmieniem, że „on tylko dla zbytków” chciał się wymieniać, a jak świeżakowi się pomysł nie podoba, to nie ma problemu.
Niemal wszystkie gry konfrontacji między starym więźniem i świeżakiem posiadają strukturę przypominającą jednostronną grę „Konfrontacja”.[5] W oryginalnej wersji „Konfrontacji” gracze jednocześnie dokonują wyboru między dwoma strategiami: walką (W) lub kapitulacją (K). Najkorzystniejszym dla gracza wynikiem jest zwycięstwo. Dochodzi do niego wówczas gdy on podejmie walkę a przeciwnik skapituluje. Jest to sytuacja korzystniejsza od obustronnej kapitulacji, zaś ta od poddania się przeciwnikowi podejmującemu walkę. Najgorszym wynikiem jest destruktywny, wyniszczający pojedynek. W więzieniu podobne preferencje przypisywane są mięczakom, którzy boją się obrażeń fizycznych i kapitulują przed twardym przeciwnikiem. Kapitulacja zadaje śmiertelny cios reputacji więźnia. Kod więzienny przykłada niesłychanie wielką wagę do okazywania siły charakteru w każdych okolicznościach i za wszelką cenę. Tak więc dla twardego świeżaka kolejność dwóch ostatnich wyników jest odwrotna, czyli przedkłada on walkę nad kapitulację. Sytuację taką reprezentuje gra „Jednostronna konfrontacja” (patrz rys. 12).
RYSUNEK 12. Gra „Jednostronna konfrontacja”.
Gra według stanu wiedzy świeżaka. I – zainicjowanie konfrontacji; SQ – status quo; W – walka; K – kapitulacja. Prywatna wiedza świeżaka: jest mięczakiem lub twardzielem. Prywatna wiedza agresora: GT i GM, tzn. dodatkowy ruch po wybraniu walki przez świeżaka. Świeżak wierzy, że gra kończy się wmomencie, gdy wybierze K lub W; jeśli wyborem jest W, dochodzi do walki, której wynik jest losowy, a wypłaty szacowane na −1, −1 dla twardziela oraz −1, −2 dla mięczaka. Podgry GT i GM są rozwinięte na rysunku 13.
W grze bierze udział Agresor, czyli agresywny grypsujący inicjujący konfrontację, oraz Świeżak. Agresor nie wie czy ma do czynienia ze Świeżakiem mięczakiem czy twardzielem. Wykonuje więc pierwszy agresywny ruch i czeka na reakcję Świeżaka. Świeżak z kolei nie jest świadom, że Agresor ma do dyspozycji dodatkowy ruch, i przypisuje mu standardowe preferencje typu „twardego”, tj. zamiast akcji GT zaznaczonej w nawiasie przy wypłatach Agresora postrzega wypłatę (–1,–1), zaś zamiast akcji GM – wypłatę (–1,–2 ). Gra z rysunku 12 przedstawia zatem jedynie subiektywne wyobrażenia Świeżaka. Reakcja w tej wyobrażonej grze zależy od typu charakteru Świeżaka. Mięczak kapituluje, podczas gdy twardziel walczy. Kapitulacja jest dominującą strategią Świeżaka słabego zaś walka dominującą strategią Świeżaka twardego.
Jeśli Świeżak podejmie walkę, wbrew jego oczekiwaniom nie prowadzi ona do krwawej jatki. Po podjęciu walki Świeżak ze zdumieniem dowiaduje się, że Agresor może bez uszczerbku dla swojego honoru wycofać się z konfrontacji, tzn. może ogłosić, że Świeżak przeszedł próbę. Rzeczywista gra, inna niż to się początkowo wydawało Świeżakowi, nie kończy się po jego ruchu: Agresor ma wybór co robić dalej (patrz rysunek 13). W tej grze mamy do czynienia z „Pseudokonfrontacją”. Po wybraniu walki przez Świeżaka, akcja Z (ogłoś, że Świeżak Zaliczył test) Agresora dominuje nad D (walcz Dalej).
Świeżak wierzy zatem początkowo, że gra w „Jednostronną konfrontację”, podczas gdy Agresor wie że prawdziwą grą jest „Pseudokonfrontacja”. Gracze mają następujące słabo dominujące strategie w grach, które wydaje im się, że grają:
Agresor: W, Z po W Świeżaka;
Świeżak: miękki – K; twardy – W.
RYSUNEK 13. Gra „Pseudokonfrontacja”.
Gra według stanu wiedzy agresora. I – zainicjowanie konfrontacji; SQ – status quo; W – walka; K – kapitulacja; Z – „ogłoś, że świeżak zaliczył test”; D – „walcz dalej”.
Prywatna wiedza świeżaka: jest mięczakiem lub twardzielem.
I tak właśnie kończy się typowa gra: kapitulacją Świeżaka-mięczaka lub ogłoszeniem przez Agresora, że Świeżak-twardziel zaliczył próbę. Miękki świeżak unika konfrontacji nie zdając sobie sprawy, że wcale by do niej nie doszło, gdyby tylko wyraził wolę walki. [6] Dodatkowa akcja Z Agresora ma kluczowe znaczenie dla jego motywacji do rozpoczęcia gry. Akcja Z, czyli „ogłosić, że Świeżak zaliczył próbę”, różni się od „poddania się” tym, że postać prawdziwej gry jest powszechnie znana starszyźnie celi. Gdyby Świeżak nie zaakceptował wycofania się Agresora i próbował dalej walczyć, szybko potwierdzą oni, że była to tylko próba. Gotowość starszyzny do reinterpretacji gry rozwiązuje problem stojący przed społecznością grypsujących: jak wykorzystać świeżaka nie ryzykując przy tym utraty prestiżu lub odniesienia obrażeń, jeśli okaże się on twardy. Istnienie ukrytego ruchu zapewnia więc pomysłowe zabezpieczenie całej starszyzny przed twardymi świeżakami. Przy braku skutecznych kar ze strony władz więzienia za wszczynanie bijatyk zabezpieczenie takie dostarcza zabijakom więziennym wystarczającą motywację do inicjowania testów.
Podobnie jak przy wcześniejszych grach, wartość diagnostyczną testu obniżają problemy informacyjne. Jeśli Świeżak jest poinformowany, tj. gdy akcje GT i GM są mu znane i wie, że prawdziwą grą jest „Pseudokonfrontacja”, wówczas mamy do czynienia z trywialna równowagą w strategiach słabo dominujących, tzn:
Agresor: W, Z po W Świeżaka;
Świeżak: zawsze W.
Poinformowany Świeżak zawsze jest gotów walczyć niezależnie od swego charakteru, wiedząc, że do prawdziwej walki i tak nie dojdzie.
5. Uniwersytet więzienny
Dotarcie przez świeżaka do tego etapu oznacza, że został on już zaakceptowany jako przyszły grypsujący. Ostatnim etapem jego drogi jest tajne szkolenie zwane nocną bajerą lub uniwersytetem więziennym.[7] Na tym etapie powinien już dobrze znać podstawowe obyczaje i słownictwo. Celem szkolenia jest nauczenie go wszystkich norm tajnych, tajnej gramatyki języka, znaczenie różnych testów, a także logikę sankcji i mobilności międzykastowej.
Podczas odbywających się późną nocą szkoleń zmieniający się zespół instruktorów przekazuje kandydatom tajną wiedzę o grypsowaniu. Świeżacy gromadzą się na łóżku instruktora i spędzają kilka godzin ucząc się, recytując formułki i odpowiadając na pytania. Po paru dniach świeżak jest niemal nieprzytomny z niewyspania. Instruktorzy natomiast zmieniają się i nie zarywają więcej niż jednej nocy tygodniowo.
Instruktorzy pracują pro bono a ich uczucia dumy z postępów wychowanka przypominają do pewnego stopnia uczucia promotorów naukowych. Poświęcają również więcej czasu bardziej rozgarniętym studentom. Szkolenia prowadzone na stodołach, gdzie osiągnięcia dydaktyczne instruktora mogą wpływać na jego status i mogą być obserwowane przez innych grypsujących, wydają się być wszechstronniejsze, niż w małych celach. Instruktor ma jednak silną motywację do solidnej pracy niezależnie od wielkości i składu celi. Jego reputacja może ucierpieć, jeśli pozwoli na promocję intelektualnego wałkonia. Z drugiej strony, lojalność sprytnego i twardego wychowanka dostarcza mu dodatkowej ochrony w sytuacji potencjalnych kłopotów.
Nacisk na pełne opanowanie przez świeżaka ducha i litery tajnej wiedzy jest bardzo silny. Na typową bajerę składa się od pięćdziesięciu do stu godzin wykładów i egzaminów. Zakres materiału jest olbrzymi i wstępna edukacja obejmuje jedynie podstawy. Nawet najpilniejsze szlifowanie tajnego języka w czasie długiego wyroku może nie wystarczyć, aby opanować go perfekcyjnie. W każdym momencie więziennej kariery grypsujący może zetknąć się z nieznanym sobie terminem lub znaleźć się w trudnej do zinterpretowania sytuacji.
Ostateczny egzamin jest często rozłożony w czasie. Pytania są powtarzane dotąd, aż wyeliminowane zostaną wszystkie błędy. Nawet gdy instruktor obudzi kandydata w środku nocy, ten musi odpowiedzieć prawidłowo na jego pytanie. Mniej inteligentni świeżacy są zazwyczaj eliminowani na wstępnych etapach poprzez przecwelanie, gierki lub inne testy. Praktycznie każdy kandydat przystępujący do szkolenia posiada wystarczający potencjał intelektualny aby je ukończyć. Ponieważ posiada również silną motywację do ciężkiej pracy, wcześniej czy później zostanie zaakceptowany jako regularny grypsujący.
Tajny trening wyposaża grypsującego w narzędzie umożliwiające wysyłanie wiarygodnego sygnału jego przynależności kastowej. Stanowi ubezpieczenie grypsującego i jego kapitał subkulturowy na wypadek przeniesienia do nowego więzienia lub celi. Pozwala również innym więźniom szybko oszacować poziom jego ogólnej wiedzy więziennej. Jego humor i inteligencja znajdują ujście w swawolnej zabawie z terminami subkultury. Nic dziwnego, że grypsujący często zakochują się do nieprzytomności w ich sekretnym kodzie a jego mistrzowskie opanowanie staje się ich życiową pasją. Niektóre zachowania wynoszą na wolność, niektórych norm przestrzegają w każdych okolicznościach i dla zabawy lub całkiem poważnie zmuszają żony lub kochanki do nauczenia się ich. Autor tych słów nie jest wyjątkiem.
Następne rozdziały opisują, czego dokładnie świeżak uczy się podczas nocnej bajery.
[1] Przez większość gierek opisanych dalej przeszedłem w celi 6. Inne gierki zostały zrekonstruowane podczas bajery herbacianej i rozmów w celach 7-13. Opisy pojedynczych gierek można znaleźć w publikacjach Geresza (1986), Gluzy (1987), Michalskiego i Morawskiego (1971), Stępniaka (1993), Stwory (1993) i Trębickiego (1988).
[2] Bukowski 1984: 218, Herling-Grudziński 1989: 31.
[3] Stwora 1993.
[4] Przez testy niejawne przeszedłem w celach 6, zaś obserwowałem ich przeprowadzanie na innych więźniach w celach 8 i 13.
[5] Popularną angielską nazwą tej gry jest „Chicken”.
[6] Kolejną ilustracją powszechności tego wzorca jest scena z filmu „Symetria” Konrada Niewolskiego. Świeżak po wejściu do celi zostaje powiadomiony przez lokalnego osiłka, że ten chciałby z nim wieczorem się poboksować. Czeka przestraszony na walkę, jednak w momencie próby decyduje się na jej podjęcie. Wówczas osiłek oznajmia mu śmiejąc się, że to tylko próba.
[7] Słowo „bajera” posiada w więzieniu wiele znaczeń. Patrz Słownik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
