WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
wtorek, 24 listopada 2009
liber*soc*lichwa - krótki kurs
MOTTO:
"Najkrócej i najprościej ujmując socjalistyczna gospodarka oparta na lichwie wygląda tak:
Bank Centralny drukuje pusty pieniądz. Pusty pieniądz jest pożyczany po preferencyjnej cenie bankom prywatnym. Banki prywatne pożyczają następnie ten sam pusty pieniądz państwu, ale oczywiście za wyższą cenę. Co roku od pustego pieniądza wydrukowanego w Banku Centralnym i wykreowanego na elektronicznych kontach banków prywatnych, podatnik płaci odsetki. Odsetki trafiają w większości do kieszeni marksizującej oligarchii finansowej. Co roku banki pożyczają coraz więcej pustych pieniędzy państwu, co roku odsetki jakie płaci podatnik są coraz większe. Marksistowska oligarchia finansowa nie musi robić dosłownie nic, wystarczy że trzyma w garście niedemokratyczny Bank Centralny, posiada prawny monopol, pośredniczy w przelewaniu mas pustego pieniądza i liczy zyski z lichwy."
***
Socjalistyczna bankowość tworzy pusty kredyt który pożycza socjalistycznemu rządowi, podatnik płaci od długu odsetki które trafiają do prywatnej kasy kochającej marksizm bankowej oligarchii.
W gospodarce liberalnego socjalizmu produkcja wzrasta średnio o 5% rocznie. W podobny sposób wzrastają ceny, czyli inflacja. W wolnym kraju o gospodarce konkurencyjnej wzrost produkcji przekładałby się na spadek cen towarów i usług, który z kolei oznaczałby wzrost wartości wynagrodzenia każdego ciężko pracującego mieszkańca. W socjalizmie, nadwyżkę produkcji a nawet więcej zagarnia centralnie regulowany sektor bankowości. Dokonuje się tego wpuszczając na rynek pusty pieniądz w formie kredytu, a cały mechanizm jest oparty o zagwarantowany przez socjalistyczne państwo prawny przywilej. Wzrost bogactwa bogaci jedynie marksizującą oligarchię finansową. Zwykły pracownik ma szczęście jeśli wzrost płac pokryje stratę jaką poniósł na skutek inflacji, o globalnej nadwyżce produkcji może zapomnieć.
Co roku także marksistowska oligarchia zadłuża skarb państwa na kwotę wynoszącą średnio również 5% globalnej produkcji (PKB). Z roku na rok dług rządu, czyli tzw. dług publiczny wzrasta. Obecnie jego wartość dochodzi do ok. 50% całej rocznej produkcji. Zadłużenie Polski odziedziczone po komunistycznej dyktaturze PRL jest śmiesznie małe w porównaniu z długiem jaki funduje Polakom oligarchia socjalliberalnej III RP. Długi PRL to mniej niż 30% obecnych należności skarbu państwa. Dla jasności trzeba pokreślić że dług publiczny to dług jaki my podatnicy jesteśmy winni innym państwom i instytucjom finansowym. Gdyby III PR upadła a socjalistyczna oligarchia uciekła z walizkami pieniędzy, to do nas przyszliby wierzyciele z żądaniem zapłaty zaciągniętych na rzecz rządu pożyczek. Co gorsza czas spłaty niektórych zobowiązań sięga 50 lat w przyszłość, co oznacza że nawet dzieci współczesnych dzieci będą musiały spłacać to co przejada obecna postkomunistyczna tyrania.
Poziom zadłużenia, sposób gospodarowania pozyskanymi w taki sposób pieniędzmi jest niczym w porównaniu z finansowym mechanizmem stojących za publicznym długiem i zbudowanej na jego fundamentach machinie wyprowadzania (kradzieży) publicznych pieniędzy pochodzących z podatków. Cała socjalliberalna gospodarka jest ekonomią lichwy, w której marksizujący lichwiarz nie robi nic po za korzystaniem z prawnego monopolu i nastawianiem prywatnej kieszenie pod strumień publicznych pieniędzy. Rdzeniem systemu jest Bank Centralny, który kontroluje pieniądz mimo że sam nie jest przez nikogo kontrolowany. Prawodawstwo socjalistycznego systemu regulowanej bankowości oraz nadzór Banku Centralnego pozwala bankom kreować pusty pieniądz z niczego, banki przy tym nigdy nie mogą zbankrutować i kiedy chcą mogą pożyczać po preferencyjnej cenie pusty świeżo wydrukowany pieniądz z Banku Centralnego. Masa pustego pieniądza wypuszczanego do gospodarki wynosi ok. tyle ile osiąga wzrost produkcji (PKB) oraz wzrost cen (inflacja). Następnie pusty pieniądz, kosztujący tyle ile kosztuje dodanie zer do elektronicznego konta, jest pożyczany przez rząd i inne ośrodki władzy - marksistowskiej oligarchii, np. samorządy i przedsiębiorstwa państwowe. Masa długu zaciąganego rocznie przez państwo osiąga średnio tyle ile wynosi roczny wzrost produkcji. Resztę pustego długu banki muszą upchnąć w sektorze prywatnym. Następnie państwo co roku musi płacić odsetki od zaciągniętego długu w wysokości ok. 5 % rocznie. Zadłużenie cały czas jest zwiększane co oznacza że odsetki płacone co roku oligarchii finansowej też rosną. Ostatecznie odsetki płacone są z pieniędzy podatników.
Wepchnięcie po uszy wspólnej kasy w lichwę nazywane jest zgrabnie długiem publicznym. Znamienne jest że całe tabuny utytułowanych ekonomistów, którzy jeszcze niedawno wychwalali marksizm leninizm i wypisywali bzdury o kapitalistycznym wyzysku, dzisiaj z ogromnym zapałem wmawia wszystkim że dług jest dobry. Według oficjalnej propagandy zadłużanie się, w tym zadłużanie państwa jest dobre, a jak nie ma za co spłacić odsetek od zaciągniętego długu to najlepszym rozwiązaniem jest dalsze (!) zadłużanie się. Koszt lichwy jaki musi dźwigać budżet państwa określany jest eufemistycznie obsługą długu. Co znamienne obsługa długu jest z kolei tzw. sztywną częścią budżetu, czyli tą częścią wydatków które zawsze trzeba ponieść niezależnie od sytuacji gospodarczej kraju. A sztywne wydatki budżetowe i ich zastraszająca wielkość to mantra powtarzana zawsze kiedy wybucha powszechnie niezadowolenie z gigantycznych podatków i znowu trzeba ciemnym socjalistycznym poddanym wytłumaczyć że tak ma być i koniec.
Najkrócej i najprościej ujmując socjalistyczna gospodarka oparta na lichwie wygląda tak: Bank Centralny drukuje pusty pieniądz. Pusty pieniądz jest pożyczany po preferencyjnej cenie bankom prywatnym. Banki prywatne pożyczają następnie ten sam pusty pieniądz państwu, ale oczywiście za wyższą cenę. Co roku od pustego pieniądza wydrukowanego w Banku Centralnym i wykreowanego na elektronicznych kontach banków prywatnych, podatnik płaci odsetki. Odsetki trafiają w większości do kieszeni marksizującej oligarchii finansowej. Co roku banki pożyczają coraz więcej pustych pieniędzy państwu, co roku odsetki jakie płaci podatnik są coraz większe. Marksistowska oligarchia finansowa nie musi robić dosłownie nic, wystarczy że trzyma w garście niedemokratyczny Bank Centralny, posiada prawny monopol, pośredniczy w przelewaniu mas pustego pieniądza i liczy zyski z lichwy.
Cały oszukańczy system jawnej grabieży rodzi jedno pytanie, którego nie wolno na głos zadawać (pytanie retoryczne rzecz jasna): Dlaczego rząd korzysta z pośrednictwa banków prywatnych przy drukowaniu pieniądza? Dlaczego każe płacić podatnikom za pośrednictwo banków prywatnych? Dlaczego, skoro już koniecznie chce kreować pusty pieniądz, nie może tego zrobić sam, bez tworzenie długu publicznego, bez płacenie gigantycznych odsetek, bez rozdymania sztywnych wydatków budżetowych, itd.?
????????????????
republikan (12:50)
Bardzo dobry tekst. Cała prawda o bankowej elicie. Polecam ...
... filmik: http://www.zeitgeistmovie.com/ Możesz go też znaleźć w częściach na youtube. Pozdrawiam ..
+++++++++++
http://republikan.blog.onet.pl/Socjalistyczna-gospodarka-lich,2,ID239446621,n
W gospodarce liberalnego socjalizmu produkcja wzrasta średnio o 5% rocznie. W podobny sposób wzrastają ceny, czyli inflacja. W wolnym kraju o gospodarce konkurencyjnej wzrost produkcji przekładałby się na spadek cen towarów i usług, który z kolei oznaczałby wzrost wartości wynagrodzenia każdego ciężko pracującego mieszkańca. W socjalizmie, nadwyżkę produkcji a nawet więcej zagarnia centralnie regulowany sektor bankowości. Dokonuje się tego wpuszczając na rynek pusty pieniądz w formie kredytu, a cały mechanizm jest oparty o zagwarantowany przez socjalistyczne państwo prawny przywilej. Wzrost bogactwa bogaci jedynie marksizującą oligarchię finansową. Zwykły pracownik ma szczęście jeśli wzrost płac pokryje stratę jaką poniósł na skutek inflacji, o globalnej nadwyżce produkcji może zapomnieć.
Co roku także marksistowska oligarchia zadłuża skarb państwa na kwotę wynoszącą średnio również 5% globalnej produkcji (PKB). Z roku na rok dług rządu, czyli tzw. dług publiczny wzrasta. Obecnie jego wartość dochodzi do ok. 50% całej rocznej produkcji. Zadłużenie Polski odziedziczone po komunistycznej dyktaturze PRL jest śmiesznie małe w porównaniu z długiem jaki funduje Polakom oligarchia socjalliberalnej III RP. Długi PRL to mniej niż 30% obecnych należności skarbu państwa. Dla jasności trzeba pokreślić że dług publiczny to dług jaki my podatnicy jesteśmy winni innym państwom i instytucjom finansowym. Gdyby III PR upadła a socjalistyczna oligarchia uciekła z walizkami pieniędzy, to do nas przyszliby wierzyciele z żądaniem zapłaty zaciągniętych na rzecz rządu pożyczek. Co gorsza czas spłaty niektórych zobowiązań sięga 50 lat w przyszłość, co oznacza że nawet dzieci współczesnych dzieci będą musiały spłacać to co przejada obecna postkomunistyczna tyrania.
Poziom zadłużenia, sposób gospodarowania pozyskanymi w taki sposób pieniędzmi jest niczym w porównaniu z finansowym mechanizmem stojących za publicznym długiem i zbudowanej na jego fundamentach machinie wyprowadzania (kradzieży) publicznych pieniędzy pochodzących z podatków. Cała socjalliberalna gospodarka jest ekonomią lichwy, w której marksizujący lichwiarz nie robi nic po za korzystaniem z prawnego monopolu i nastawianiem prywatnej kieszenie pod strumień publicznych pieniędzy. Rdzeniem systemu jest Bank Centralny, który kontroluje pieniądz mimo że sam nie jest przez nikogo kontrolowany. Prawodawstwo socjalistycznego systemu regulowanej bankowości oraz nadzór Banku Centralnego pozwala bankom kreować pusty pieniądz z niczego, banki przy tym nigdy nie mogą zbankrutować i kiedy chcą mogą pożyczać po preferencyjnej cenie pusty świeżo wydrukowany pieniądz z Banku Centralnego. Masa pustego pieniądza wypuszczanego do gospodarki wynosi ok. tyle ile osiąga wzrost produkcji (PKB) oraz wzrost cen (inflacja). Następnie pusty pieniądz, kosztujący tyle ile kosztuje dodanie zer do elektronicznego konta, jest pożyczany przez rząd i inne ośrodki władzy - marksistowskiej oligarchii, np. samorządy i przedsiębiorstwa państwowe. Masa długu zaciąganego rocznie przez państwo osiąga średnio tyle ile wynosi roczny wzrost produkcji. Resztę pustego długu banki muszą upchnąć w sektorze prywatnym. Następnie państwo co roku musi płacić odsetki od zaciągniętego długu w wysokości ok. 5 % rocznie. Zadłużenie cały czas jest zwiększane co oznacza że odsetki płacone co roku oligarchii finansowej też rosną. Ostatecznie odsetki płacone są z pieniędzy podatników.
Wepchnięcie po uszy wspólnej kasy w lichwę nazywane jest zgrabnie długiem publicznym. Znamienne jest że całe tabuny utytułowanych ekonomistów, którzy jeszcze niedawno wychwalali marksizm leninizm i wypisywali bzdury o kapitalistycznym wyzysku, dzisiaj z ogromnym zapałem wmawia wszystkim że dług jest dobry. Według oficjalnej propagandy zadłużanie się, w tym zadłużanie państwa jest dobre, a jak nie ma za co spłacić odsetek od zaciągniętego długu to najlepszym rozwiązaniem jest dalsze (!) zadłużanie się. Koszt lichwy jaki musi dźwigać budżet państwa określany jest eufemistycznie obsługą długu. Co znamienne obsługa długu jest z kolei tzw. sztywną częścią budżetu, czyli tą częścią wydatków które zawsze trzeba ponieść niezależnie od sytuacji gospodarczej kraju. A sztywne wydatki budżetowe i ich zastraszająca wielkość to mantra powtarzana zawsze kiedy wybucha powszechnie niezadowolenie z gigantycznych podatków i znowu trzeba ciemnym socjalistycznym poddanym wytłumaczyć że tak ma być i koniec.
Najkrócej i najprościej ujmując socjalistyczna gospodarka oparta na lichwie wygląda tak: Bank Centralny drukuje pusty pieniądz. Pusty pieniądz jest pożyczany po preferencyjnej cenie bankom prywatnym. Banki prywatne pożyczają następnie ten sam pusty pieniądz państwu, ale oczywiście za wyższą cenę. Co roku od pustego pieniądza wydrukowanego w Banku Centralnym i wykreowanego na elektronicznych kontach banków prywatnych, podatnik płaci odsetki. Odsetki trafiają w większości do kieszeni marksizującej oligarchii finansowej. Co roku banki pożyczają coraz więcej pustych pieniędzy państwu, co roku odsetki jakie płaci podatnik są coraz większe. Marksistowska oligarchia finansowa nie musi robić dosłownie nic, wystarczy że trzyma w garście niedemokratyczny Bank Centralny, posiada prawny monopol, pośredniczy w przelewaniu mas pustego pieniądza i liczy zyski z lichwy.
Cały oszukańczy system jawnej grabieży rodzi jedno pytanie, którego nie wolno na głos zadawać (pytanie retoryczne rzecz jasna): Dlaczego rząd korzysta z pośrednictwa banków prywatnych przy drukowaniu pieniądza? Dlaczego każe płacić podatnikom za pośrednictwo banków prywatnych? Dlaczego, skoro już koniecznie chce kreować pusty pieniądz, nie może tego zrobić sam, bez tworzenie długu publicznego, bez płacenie gigantycznych odsetek, bez rozdymania sztywnych wydatków budżetowych, itd.?
????????????????
republikan (12:50)
Bardzo dobry tekst. Cała prawda o bankowej elicie. Polecam ...
... filmik: http://www.zeitgeistmovie.com/ Możesz go też znaleźć w częściach na youtube. Pozdrawiam ..
+++++++++++
http://republikan.blog.onet.pl/Socjalistyczna-gospodarka-lich,2,ID239446621,n
PS.
37.Unia Europejska zagrożeniem podstaw materialnych egzystencji Polaków.
38.Rzesza europejska zagrożeniem dla dalszego bytu Polski.
38.Rzesza europejska zagrożeniem dla dalszego bytu Polski.
++++++++
niedziela, 22 listopada 2009
PL: moralny i polityczny AIDS
Mroczny wymiar niepodległości:
ludzie wychowywani do hańby
http://widnokregi.salon24.pl/
Po co niepodległa Polska ludziom, którzy polskości nawet zdefiniować nie potrafią?
http://widnokregi.salon24.pl/
Po co niepodległa Polska ludziom, którzy polskości nawet zdefiniować nie potrafią?
Po co Polska tym, którzy Polakami być przestają – i nawet o tym nie wiedzą?
Im starszy jestem, tym ciemniejsze wydają mi się otchłanie naszych czasów. Przestaję rozumieć świat i ludzi, owładniętych duchową pustką wyjałowioną z wartości innych niż materialne. Pewnie dlatego, gdy ktoś pyta mnie o Polskę, odpowiadam gorzko dwoma powyższymi pytaniami. Po czym wyłuszczam diagnozę: splugawiony honor, porażająca korupcja, zatrważające kunktatorstwo oraz bezgraniczna hipokryzja i skrajny egotyzm – oto kilka z rzeczywistych powodów dławiącego Polskę moralnego i politycznego AIDS.
W istocie powodem każdej z tych bolączek jest kłamstwo. A precyzyjniej: zakłamana tożsamość Polaków (indywidualna oraz zbiorowa), a także wdrukowywana nam niechęć do przeszłości, manifestowana zaburzeniami pamięci narodowej. Co z kolei przynosi koszmarną atrofię myślenia o Polsce jako wspólnocie pokoleń na przestrzeni dziejów.
INTELEKTUALNA DEKAPITACJA
Jakich mamy Polaków, taką mamy Polskę: niewydolne instytucje państwowe, zapaść mentalną na wszystkich szczeblach władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, skorumpowanych policjantów i lekarzy, prokuratorów poddańczo uwikłanych w bieżące rozgrywki polityczne, sędziów orzekających we własnych sprawach i skazujących na pobyt za kratami ludzi, z którymi skonfliktował ich los, albo wręcz wydających wyroki pod dyktando przestępców.
Mamy powszechne intryganctwo oraz serwilizm. Mamy wszechobecny cynizm i amoralność, rozpanoszone wśród rozmaitej maści cwaniaków, zwykłych oszustów, politycznych kombinatorów oraz pospolitych kryminalistów. Mamy rozpleniony nagminnie nepotyzm oraz kolesiostwo. By obrazu dopełnić, dołączmy doń porażający uwiąd intelektualny wśród „elit” i „autorytetów”, niezdolnych do wykrzesania z siebie jakiejkolwiek porywającej idei, a skutkujący kompletnym brakiem poczynań bodaj śladowo skażonych patriotyzmem czy troską o narodową rację stanu – w ich tradycyjnym rozumieniu.
Śp. Maciej Rybiński: „Wierzyliśmy po 1989 roku, że klasa polityczna, elity zaprzątnięte są dbałością o dobro państwa i narodu, że łamią sobie głowę, jak najlepiej i najszybciej dojść do doskonałości, a jeśli się żrą, to w idealistycznym uniesieniu. Zdawało się nam też, że gremia decyzyjne w sprawach państwa pochodzą z wyboru, że przyszłość Polski rozstrzyga się między wybrańcami narodu w parlamencie. A tu się okazało, że idzie o wpływy i pieniądze, a realna władza jest zupełnie gdzie indziej.”
To także przekonująca diagnoza ogólnonarodowej naiwności. Naiwności możliwej, gdyż od 1944 roku z powodzeniem dokonuje się na Polakach intelektualnej dekapitacji. Bohaterów wymordowano bądź zaszczuto, zaś pozostałych od lat wpycha się w bagnisko politycznego oraz etycznego relatywizmu. Co poskutkowało obywatelską degrengoladą, tworząc – w miejsce narodu – zbiorowisko ludzi zamieszkujących to samo terytorium. Ludzi bez wspólnych marzeń, jednakich dążeń i podobnych celów.
WIELKIE OSZUSTWO ?
Od 1989 roku wmawia się Polakom, że żyją w wolnym, demokratycznym kraju. Ludzie, którzy to powtarzają, są głupcami – jeżeli w to, co mówią, wierzą. Lub oszustami – jeżeli nie wierzą. Świadomie czy nieświadomie, łżą. Albowiem system demokratyczny to taki, który zapewnia obywatelom równość szans i możliwości – a w tym znaczeniu Polska demokratyczna nie jest. Jest za to tworem gwarantującym bezkarność bandytom. Jest państwem owiniętym w namiastkę praworządności. To demokracja złudna, nieprawdziwa, zdalnie sterowana.
Nasz kraj nie jest też wolny, albowiem demokracja i wolność bez zdrowego rozsądku to fikcja, a zdrowy rozsądek między Odrą i Bugiem postkomuna wypleniła niemal ze szczętem. Wolność to dobro, które umożliwia posiadanie (czy choćby tylko korzystanie) z innych dóbr – w tym znaczeniu Polska wolna nie jest, w każdym razie nie dla wszystkich. Wśród Polaków dominuje poczucie, że państwo nie wywiązuje się ze swoich podstawowych obowiązków – czy to w zakresie dotyczącym zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, czy opieki zdrowotnej, czy edukacji – i można tak wymieniać niemal bez końca.
Ergo, po kilkunastu latach „transformacji ustrojowej” wyraźnie widać, jak bardzo społeczna mapa poparcia dla przebudowy Polski nie pokrywa się ze społeczną mapą wygranych i przegranych. Co by nie mówić i jakich danych by nie przytaczać, konkurencja i wolny rynek w polskim wydaniu stały się zagrożeniem i przekleństwem, zaś wizja sytego i szczęśliwego społeczeństwa wolnych ludzi zmieniła się w ostatnich dekadach w senny koszmar. Wielu Polakom ich Ojczyzna jawi się jak jakieś jedno wielkie oszustwo.
PAJAC Z GAŁGANÓW
Georges Bernanos utrzymywał, że wolność nie jest przywilejem, lecz zadaniem. W kręgu ludzi świadomych, zaglądających za kulisy zdarzeń rozgrywających się na polskiej scenie politycznej, opinia francuskiego pisarza rodzić musi rozgoryczenie, frustrację oraz poczucie zniechęcenia. Zwłaszcza gdy dodać do tego upiorną świadomość, że ryba zwykle psuje się od głowy.
“Ten król jak pajac z gałganów” – tak, cytując Szekspira, powiedzieć można o Donaldzie Tusku. A to, gdyż wyłącznie garnitury, które ów człowiek przyodziewa, wydają się w nim prawdziwe. Zresztą to samo rzec można o pozostałych reprezentantach polskiej klasy politycznej, pozostających aktualnie u steru Rzeczypospolitej. U ludzi tych – wyjąwszy Prezydenta RP oraz jego sformalizowane zaplecze (a propos: ktoś zwrócił uwagę, jak bardzo Lech Kaczyński w ciągu kilkunastu miesięcy posiwiał?) – świadomość swoistego społecznego uprzywilejowania w żaden sposób nie przekłada się na poczucie służby narodowi oraz odpowiedzialność za państwo.
Gdy Jarosław Kaczyński zawiązywał koalicję z Samoobroną i LPR-em, a wicepremierem i ministrem rolnictwa zostawał Andrzej Lepper, przychylne Platformie media nazwały to skandalem. Teraz, gdy agenci WSI odzyskują wpływy, gdy sekretarzem stanu a nastepnie ministrem zostaje były tajny współpracownik SB, gdy Donald Tusk dopuszcza do władzy ludzi uwikłanych w PRL, mainstreamowe szczekaczki nie protestują, przeciwnie, bez chwili przerwy do dziś akcentują „profesjonalizm” ekipy Tuska. W rzeczy samej, Platforma wykazuje się ponadprzeciętnym profesjonalizmem. Niektórzy zwą to „profesjonalnym rżnięciem głupa”. I nic nie wskazuje na to, by politycy tej opcji jakoś radykalnie zmienili swoje nastawienie czy poglądy.
MAFIA U STERU
Pytanie, czy zakulisowi aktorzy, korzystający z agenturalnych zasobów komunistycznego państwa policyjnego, nie wywierają nieformalnego i nielegalnego wpływu na działania instytucji decydujących o sprawach publicznych, stało się dzisiaj nie tylko pytaniem w pełni uzasadnionym, ale zarazem absolutnie retorycznym. Jak ktoś słusznie zauważył: „Po 1989 roku w Polsce nie tknięto zdegenerowanych środowisk prawniczych i dziennikarskich i dlatego mamy obecnie do czynienia z wykoślawionym pod każdym względem państwem”.
Stąd bez większego ryzyka popełnienia błędu można postawić tezę, iż u podstaw naszych dzisiejszych nieszczęść stoi prawdziwa mafia, kierująca zza kulis Polską. To nieformalna władza, funkcjonująca poza konstytucyjnymi organami państwa, kontrolująca przy pomocy agentury znaczny segment polityczno-gospodarczej egzystencji Polaków. A wszystko dzięki medialnym manipulacjom uwikłanych w swą niechlubną przeszłość dziennikarzy.
Zatem to, co obserwujemy na co dzień, to nie jest autentyczne życie publiczne. To życie przypominające sztukę teatralną, odtwarzaną przez medialne gwiazdy na użytek otumanionej publiczności. Dlatego warunkiem przywrócenia normalności w najszerzej pojętym polskim życiu publicznym – w jego wymiarze gospodarczym, politycznym i społecznym – nadal pozostają lustracja do spółki z dekomunizacją. Tylko takie, konsekwentnie prowadzone działania, umożliwią wypchnięcie reprezentantów środowisk postkomunistycznych z ich uprzywilejowanych pozycji, daleko poza akceptowalny przez Polaków nawias przyzwoitości.
Niestety, w 1989 roku postanowiono, że Polska obejdzie się bez dekomunizacji. Czyli – bez sprawiedliwości. A w państwie, w którym nie istnieje sprawiedliwość, prawo nic nie znaczy, zaś nadzieja na przyszłość brzmi bezpodstawnie. Dlatego to właśnie tam, przy „okrągłym stole”, szukać należy źródeł obecnych polskich bolączek. To dlatego proces tworzenia nowego państwa, tragicznie skażony u podstaw, wciąż beznadziejnie utyka w miejscu. To przez to gospodarką kierują dziś oligarchowie z postkomunistycznego nadania, rządząc przy pomocy służb specjalnych korumpujących klasę polityczną i aparat rządowy, uwikłany w walkę o wpływy, władzę i pieniądze.
ZNIKCZEMNIENIE
Zaiste: gdyby ktoś w 1980 roku powiedział nam, że tak będzie wyglądała niepodległa Polska, nikt by w to nie uwierzył. Dopiero teraz wierzyć zaczynamy, a nasza Ojczyzna jawić się nam poczyna jako kraj, w którym życie gospodarcze, społeczne i polityczne wznoszone jest z cegieł ulepionych z absurdu. Oraz z kłamstwa.
W obliczu owego kłamstwa, które powszednieje tak bardzo, że kłamstwem powoli być przestaje, powiem tak: jeśli przewidywalne konsekwencje naszych czynów przerastają nas, wolno nam odrzucić heroizm. Nie każdy zrodzony jest do bohaterstwa. Ważne, by nasza pospolitość nie oznaczała tego samego, co podłość. Tymczasem między Polakami gnid co niemiara. Nikczemników, wychowanych do hańby. Ludzie ci tak bardzo zamotani są we własną, niegodną przeszłość, że nie są w stanie jej odrzucić – w takim razie musieliby bowiem przekreślić samych siebie.
Tymczasem przeciętny Polak tego nie dostrzega. Przeciętnemu Polakowi spacyfikowano część mózgu odpowiedzialną za krytyczną analizę i wnioskowanie. Karmiony medialną papką rodak obserwuje, co dzieje się dookoła, lecz nie stać go na zastanowienie, co może oznaczać fakt, że dzieje się akurat to. Polaków najwyraźniej odmóżdżono niezwykle skutecznie, skoro postanowili ocalić postkomunistyczną oligarchię oraz jej fagasów, wykreowanych pod okrągłym stołem. To gorzka świadomość. Jak to ujmował przed laty Józef Mackiewicz: „Fatalna fikcja, rozpanoszona u nas, przeżera już nie tylko obyczaje, ale psychikę narodu. Wierzymy i widzimy to tylko, co widzieć chcemy, a nie to, co jest zgodne z rzeczywistością”.
Z drugiej strony, ludzie, którzy swoje pozycje zawdzięczają powszechnej patologii, czynią wszystko, by zablokować i cofnąć reformy zapoczątkowane przez Prawo i Sprawiedliwość. Pod rządami Platformy Obywatelskiej nasz kraj wraca więc do bezpiecznej – z ich perspektywy – przeszłości. Prosto do Rywinlandu. Beata Sawicka: "Tyle mam układów teraz wypracowanych i to wszystko w łeb weźmie, bo nie problem byłby, gdybyśmy my wzięli władzę. Tylko problem jest, jak oni jeszcze raz wezmą władzę i na swoich ludzi powymieniają na kolejne władze".
Nie wzięli. Przeto era okrągłego stołu trwa, a Platforma może kochać Polskę coraz bardziej. Tak mocno, że Polsce aż oddechu brakuje. A Donald Tusk może przekonywać Polaków, komu i za co powinni być wdzięczni – i dlaczego Unii Europejskiej.
SMRÓD POD NIEBIOSA
Reasumując: chorą mamy w Polsce władzę i chore, w części zmanipulowane, a w części zaszczute, społeczeństwo. Stąd brak nam też pomysłu na sensowne urządzenie Polski, nie wspominając o gotowości do budowania stabilnego trzonu ogólnie obowiązujących zasad, na jakich dałoby się oprzeć narodową tożsamość z prawdziwego zdarzenia. W takim kraju naród może jakiś czas trwać, ale samo państwo wcześniej czy później niechybnie naraża się na śmierć.
Przywoływałem wyżej Szekspira i przywołaniem z “Hamleta” swoje refleksje zakończę: “Zbrodnia cuchnie aż ku niebiosom”. Ten smród rozłazi się po mojej Ojczyźnie, choć jej dzisiejsi włodarze udają, że to tylko letni zefirek wieje. Ich poprzednicy zawłaszczyli naszą przeszłość, oni zakłamują teraźniejszość, ich następcy zamierzają ukraść nam przyszłość. Uczciwi jak Michał Boni, a przy tym szczerzy niczym konferencje prasowe Jerzego Urbana, budują swoje dobre samopoczucie na niegodziwości, gwałcąc nasze myśli i sumienia.
Jednak Polska nigdy nie stanie się normalnym krajem, jeśli Polacy nie nazwą minionej niesprawiedliwości po imieniu. Jeśli nie ukarzą katów i nie zadośćuczynią - bodaj symbolicznie - Ofiarom.
Wszystko, z czym mamy aktualnie w Polsce do czynienia, z czym w życiu politycznym i społecznym A.D. 2009 musimy się borykać, przypomina drugą połowę XVIII wieku, nieodparcie przywodząc na myśl ostatnie dekady niepodległej Rzeczypospolitej. Dziś wiemy, że wtedy zmarnowaliśmy jakieś 150 lat. Ile lat, ile pokoleń zmarnujemy tym razem, zanim większość Polaków odzyska podmiotowość?
***
Sprawiedliwość nie ma zapachu, za to niesprawiedliwość cuchnie niemiłosiernie. I to śmierdzące szambo od tylu już lat Polskę po prostu zatapia. Trzeba więc pamiętać i należy przypominać, iż nieświadomość poniżenia jest równie uwłaczająca, co samo poniżenie. I należy pytać: czy Polacy odzyskają w końcu pewność, po której stronie barykady warto i należy trwać?
Pytanie jak znalazł na jedenasty dzień listopada. Ten dzień.
Krzysztof Ligęza
Im starszy jestem, tym ciemniejsze wydają mi się otchłanie naszych czasów. Przestaję rozumieć świat i ludzi, owładniętych duchową pustką wyjałowioną z wartości innych niż materialne. Pewnie dlatego, gdy ktoś pyta mnie o Polskę, odpowiadam gorzko dwoma powyższymi pytaniami. Po czym wyłuszczam diagnozę: splugawiony honor, porażająca korupcja, zatrważające kunktatorstwo oraz bezgraniczna hipokryzja i skrajny egotyzm – oto kilka z rzeczywistych powodów dławiącego Polskę moralnego i politycznego AIDS.
W istocie powodem każdej z tych bolączek jest kłamstwo. A precyzyjniej: zakłamana tożsamość Polaków (indywidualna oraz zbiorowa), a także wdrukowywana nam niechęć do przeszłości, manifestowana zaburzeniami pamięci narodowej. Co z kolei przynosi koszmarną atrofię myślenia o Polsce jako wspólnocie pokoleń na przestrzeni dziejów.
INTELEKTUALNA DEKAPITACJA
Jakich mamy Polaków, taką mamy Polskę: niewydolne instytucje państwowe, zapaść mentalną na wszystkich szczeblach władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, skorumpowanych policjantów i lekarzy, prokuratorów poddańczo uwikłanych w bieżące rozgrywki polityczne, sędziów orzekających we własnych sprawach i skazujących na pobyt za kratami ludzi, z którymi skonfliktował ich los, albo wręcz wydających wyroki pod dyktando przestępców.
Mamy powszechne intryganctwo oraz serwilizm. Mamy wszechobecny cynizm i amoralność, rozpanoszone wśród rozmaitej maści cwaniaków, zwykłych oszustów, politycznych kombinatorów oraz pospolitych kryminalistów. Mamy rozpleniony nagminnie nepotyzm oraz kolesiostwo. By obrazu dopełnić, dołączmy doń porażający uwiąd intelektualny wśród „elit” i „autorytetów”, niezdolnych do wykrzesania z siebie jakiejkolwiek porywającej idei, a skutkujący kompletnym brakiem poczynań bodaj śladowo skażonych patriotyzmem czy troską o narodową rację stanu – w ich tradycyjnym rozumieniu.
Śp. Maciej Rybiński: „Wierzyliśmy po 1989 roku, że klasa polityczna, elity zaprzątnięte są dbałością o dobro państwa i narodu, że łamią sobie głowę, jak najlepiej i najszybciej dojść do doskonałości, a jeśli się żrą, to w idealistycznym uniesieniu. Zdawało się nam też, że gremia decyzyjne w sprawach państwa pochodzą z wyboru, że przyszłość Polski rozstrzyga się między wybrańcami narodu w parlamencie. A tu się okazało, że idzie o wpływy i pieniądze, a realna władza jest zupełnie gdzie indziej.”
To także przekonująca diagnoza ogólnonarodowej naiwności. Naiwności możliwej, gdyż od 1944 roku z powodzeniem dokonuje się na Polakach intelektualnej dekapitacji. Bohaterów wymordowano bądź zaszczuto, zaś pozostałych od lat wpycha się w bagnisko politycznego oraz etycznego relatywizmu. Co poskutkowało obywatelską degrengoladą, tworząc – w miejsce narodu – zbiorowisko ludzi zamieszkujących to samo terytorium. Ludzi bez wspólnych marzeń, jednakich dążeń i podobnych celów.
WIELKIE OSZUSTWO ?
Od 1989 roku wmawia się Polakom, że żyją w wolnym, demokratycznym kraju. Ludzie, którzy to powtarzają, są głupcami – jeżeli w to, co mówią, wierzą. Lub oszustami – jeżeli nie wierzą. Świadomie czy nieświadomie, łżą. Albowiem system demokratyczny to taki, który zapewnia obywatelom równość szans i możliwości – a w tym znaczeniu Polska demokratyczna nie jest. Jest za to tworem gwarantującym bezkarność bandytom. Jest państwem owiniętym w namiastkę praworządności. To demokracja złudna, nieprawdziwa, zdalnie sterowana.
Nasz kraj nie jest też wolny, albowiem demokracja i wolność bez zdrowego rozsądku to fikcja, a zdrowy rozsądek między Odrą i Bugiem postkomuna wypleniła niemal ze szczętem. Wolność to dobro, które umożliwia posiadanie (czy choćby tylko korzystanie) z innych dóbr – w tym znaczeniu Polska wolna nie jest, w każdym razie nie dla wszystkich. Wśród Polaków dominuje poczucie, że państwo nie wywiązuje się ze swoich podstawowych obowiązków – czy to w zakresie dotyczącym zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, czy opieki zdrowotnej, czy edukacji – i można tak wymieniać niemal bez końca.
Ergo, po kilkunastu latach „transformacji ustrojowej” wyraźnie widać, jak bardzo społeczna mapa poparcia dla przebudowy Polski nie pokrywa się ze społeczną mapą wygranych i przegranych. Co by nie mówić i jakich danych by nie przytaczać, konkurencja i wolny rynek w polskim wydaniu stały się zagrożeniem i przekleństwem, zaś wizja sytego i szczęśliwego społeczeństwa wolnych ludzi zmieniła się w ostatnich dekadach w senny koszmar. Wielu Polakom ich Ojczyzna jawi się jak jakieś jedno wielkie oszustwo.
PAJAC Z GAŁGANÓW
Georges Bernanos utrzymywał, że wolność nie jest przywilejem, lecz zadaniem. W kręgu ludzi świadomych, zaglądających za kulisy zdarzeń rozgrywających się na polskiej scenie politycznej, opinia francuskiego pisarza rodzić musi rozgoryczenie, frustrację oraz poczucie zniechęcenia. Zwłaszcza gdy dodać do tego upiorną świadomość, że ryba zwykle psuje się od głowy.
“Ten król jak pajac z gałganów” – tak, cytując Szekspira, powiedzieć można o Donaldzie Tusku. A to, gdyż wyłącznie garnitury, które ów człowiek przyodziewa, wydają się w nim prawdziwe. Zresztą to samo rzec można o pozostałych reprezentantach polskiej klasy politycznej, pozostających aktualnie u steru Rzeczypospolitej. U ludzi tych – wyjąwszy Prezydenta RP oraz jego sformalizowane zaplecze (a propos: ktoś zwrócił uwagę, jak bardzo Lech Kaczyński w ciągu kilkunastu miesięcy posiwiał?) – świadomość swoistego społecznego uprzywilejowania w żaden sposób nie przekłada się na poczucie służby narodowi oraz odpowiedzialność za państwo.
Gdy Jarosław Kaczyński zawiązywał koalicję z Samoobroną i LPR-em, a wicepremierem i ministrem rolnictwa zostawał Andrzej Lepper, przychylne Platformie media nazwały to skandalem. Teraz, gdy agenci WSI odzyskują wpływy, gdy sekretarzem stanu a nastepnie ministrem zostaje były tajny współpracownik SB, gdy Donald Tusk dopuszcza do władzy ludzi uwikłanych w PRL, mainstreamowe szczekaczki nie protestują, przeciwnie, bez chwili przerwy do dziś akcentują „profesjonalizm” ekipy Tuska. W rzeczy samej, Platforma wykazuje się ponadprzeciętnym profesjonalizmem. Niektórzy zwą to „profesjonalnym rżnięciem głupa”. I nic nie wskazuje na to, by politycy tej opcji jakoś radykalnie zmienili swoje nastawienie czy poglądy.
MAFIA U STERU
Pytanie, czy zakulisowi aktorzy, korzystający z agenturalnych zasobów komunistycznego państwa policyjnego, nie wywierają nieformalnego i nielegalnego wpływu na działania instytucji decydujących o sprawach publicznych, stało się dzisiaj nie tylko pytaniem w pełni uzasadnionym, ale zarazem absolutnie retorycznym. Jak ktoś słusznie zauważył: „Po 1989 roku w Polsce nie tknięto zdegenerowanych środowisk prawniczych i dziennikarskich i dlatego mamy obecnie do czynienia z wykoślawionym pod każdym względem państwem”.
Stąd bez większego ryzyka popełnienia błędu można postawić tezę, iż u podstaw naszych dzisiejszych nieszczęść stoi prawdziwa mafia, kierująca zza kulis Polską. To nieformalna władza, funkcjonująca poza konstytucyjnymi organami państwa, kontrolująca przy pomocy agentury znaczny segment polityczno-gospodarczej egzystencji Polaków. A wszystko dzięki medialnym manipulacjom uwikłanych w swą niechlubną przeszłość dziennikarzy.
Zatem to, co obserwujemy na co dzień, to nie jest autentyczne życie publiczne. To życie przypominające sztukę teatralną, odtwarzaną przez medialne gwiazdy na użytek otumanionej publiczności. Dlatego warunkiem przywrócenia normalności w najszerzej pojętym polskim życiu publicznym – w jego wymiarze gospodarczym, politycznym i społecznym – nadal pozostają lustracja do spółki z dekomunizacją. Tylko takie, konsekwentnie prowadzone działania, umożliwią wypchnięcie reprezentantów środowisk postkomunistycznych z ich uprzywilejowanych pozycji, daleko poza akceptowalny przez Polaków nawias przyzwoitości.
Niestety, w 1989 roku postanowiono, że Polska obejdzie się bez dekomunizacji. Czyli – bez sprawiedliwości. A w państwie, w którym nie istnieje sprawiedliwość, prawo nic nie znaczy, zaś nadzieja na przyszłość brzmi bezpodstawnie. Dlatego to właśnie tam, przy „okrągłym stole”, szukać należy źródeł obecnych polskich bolączek. To dlatego proces tworzenia nowego państwa, tragicznie skażony u podstaw, wciąż beznadziejnie utyka w miejscu. To przez to gospodarką kierują dziś oligarchowie z postkomunistycznego nadania, rządząc przy pomocy służb specjalnych korumpujących klasę polityczną i aparat rządowy, uwikłany w walkę o wpływy, władzę i pieniądze.
ZNIKCZEMNIENIE
Zaiste: gdyby ktoś w 1980 roku powiedział nam, że tak będzie wyglądała niepodległa Polska, nikt by w to nie uwierzył. Dopiero teraz wierzyć zaczynamy, a nasza Ojczyzna jawić się nam poczyna jako kraj, w którym życie gospodarcze, społeczne i polityczne wznoszone jest z cegieł ulepionych z absurdu. Oraz z kłamstwa.
W obliczu owego kłamstwa, które powszednieje tak bardzo, że kłamstwem powoli być przestaje, powiem tak: jeśli przewidywalne konsekwencje naszych czynów przerastają nas, wolno nam odrzucić heroizm. Nie każdy zrodzony jest do bohaterstwa. Ważne, by nasza pospolitość nie oznaczała tego samego, co podłość. Tymczasem między Polakami gnid co niemiara. Nikczemników, wychowanych do hańby. Ludzie ci tak bardzo zamotani są we własną, niegodną przeszłość, że nie są w stanie jej odrzucić – w takim razie musieliby bowiem przekreślić samych siebie.
Tymczasem przeciętny Polak tego nie dostrzega. Przeciętnemu Polakowi spacyfikowano część mózgu odpowiedzialną za krytyczną analizę i wnioskowanie. Karmiony medialną papką rodak obserwuje, co dzieje się dookoła, lecz nie stać go na zastanowienie, co może oznaczać fakt, że dzieje się akurat to. Polaków najwyraźniej odmóżdżono niezwykle skutecznie, skoro postanowili ocalić postkomunistyczną oligarchię oraz jej fagasów, wykreowanych pod okrągłym stołem. To gorzka świadomość. Jak to ujmował przed laty Józef Mackiewicz: „Fatalna fikcja, rozpanoszona u nas, przeżera już nie tylko obyczaje, ale psychikę narodu. Wierzymy i widzimy to tylko, co widzieć chcemy, a nie to, co jest zgodne z rzeczywistością”.
Z drugiej strony, ludzie, którzy swoje pozycje zawdzięczają powszechnej patologii, czynią wszystko, by zablokować i cofnąć reformy zapoczątkowane przez Prawo i Sprawiedliwość. Pod rządami Platformy Obywatelskiej nasz kraj wraca więc do bezpiecznej – z ich perspektywy – przeszłości. Prosto do Rywinlandu. Beata Sawicka: "Tyle mam układów teraz wypracowanych i to wszystko w łeb weźmie, bo nie problem byłby, gdybyśmy my wzięli władzę. Tylko problem jest, jak oni jeszcze raz wezmą władzę i na swoich ludzi powymieniają na kolejne władze".
Nie wzięli. Przeto era okrągłego stołu trwa, a Platforma może kochać Polskę coraz bardziej. Tak mocno, że Polsce aż oddechu brakuje. A Donald Tusk może przekonywać Polaków, komu i za co powinni być wdzięczni – i dlaczego Unii Europejskiej.
SMRÓD POD NIEBIOSA
Reasumując: chorą mamy w Polsce władzę i chore, w części zmanipulowane, a w części zaszczute, społeczeństwo. Stąd brak nam też pomysłu na sensowne urządzenie Polski, nie wspominając o gotowości do budowania stabilnego trzonu ogólnie obowiązujących zasad, na jakich dałoby się oprzeć narodową tożsamość z prawdziwego zdarzenia. W takim kraju naród może jakiś czas trwać, ale samo państwo wcześniej czy później niechybnie naraża się na śmierć.
Przywoływałem wyżej Szekspira i przywołaniem z “Hamleta” swoje refleksje zakończę: “Zbrodnia cuchnie aż ku niebiosom”. Ten smród rozłazi się po mojej Ojczyźnie, choć jej dzisiejsi włodarze udają, że to tylko letni zefirek wieje. Ich poprzednicy zawłaszczyli naszą przeszłość, oni zakłamują teraźniejszość, ich następcy zamierzają ukraść nam przyszłość. Uczciwi jak Michał Boni, a przy tym szczerzy niczym konferencje prasowe Jerzego Urbana, budują swoje dobre samopoczucie na niegodziwości, gwałcąc nasze myśli i sumienia.
Jednak Polska nigdy nie stanie się normalnym krajem, jeśli Polacy nie nazwą minionej niesprawiedliwości po imieniu. Jeśli nie ukarzą katów i nie zadośćuczynią - bodaj symbolicznie - Ofiarom.
Wszystko, z czym mamy aktualnie w Polsce do czynienia, z czym w życiu politycznym i społecznym A.D. 2009 musimy się borykać, przypomina drugą połowę XVIII wieku, nieodparcie przywodząc na myśl ostatnie dekady niepodległej Rzeczypospolitej. Dziś wiemy, że wtedy zmarnowaliśmy jakieś 150 lat. Ile lat, ile pokoleń zmarnujemy tym razem, zanim większość Polaków odzyska podmiotowość?
***
Sprawiedliwość nie ma zapachu, za to niesprawiedliwość cuchnie niemiłosiernie. I to śmierdzące szambo od tylu już lat Polskę po prostu zatapia. Trzeba więc pamiętać i należy przypominać, iż nieświadomość poniżenia jest równie uwłaczająca, co samo poniżenie. I należy pytać: czy Polacy odzyskają w końcu pewność, po której stronie barykady warto i należy trwać?
Pytanie jak znalazł na jedenasty dzień listopada. Ten dzień.
Krzysztof Ligęza
Subskrybuj:
Posty (Atom)
