sobota, 19 czerwca 2010
20.VI - r e z u l t a t - 10.IV
Borat Komorajew i jego partia mogą nam tu zrobic Kazachstan. Ich stosunek do wolności słowa jest iście środkowoazjatycki. Pamiętacie kampanię nienawiści wobec IPN rozkręcaną przez tych ludzi, po publikacji książki o TW "Bolku"? Albo bezprecedensowe ataki na Pawła Zyzaka, gostka który tylko (a może aż?) napisał magisterkę o Wałęsie? Albo słowa Rafała Grupińskiego "Pan Filip Rdesiński już za kilka miesięcy nie będzie w radiu pracował"? Jakie to standardy? Zachodnich demokracji czy też Kazachstanu?
Borata Kamorajewa otacza wianuszek panów w zielonych mundurach mających nieciekawą przeszłośc, a czasem nawet prokuratorskie zarzuty. Generał Dukaczewski mówi, że otworzy szampana, jeśli wygra Borat Komorajew. Przypominam: WSI to ludzie za którymi na setki kilometrów ciągnie się sowiecko-aferalny smród. Ludzie oskarżeni o sprzedawanie broni terrorystom, handel narkotykami, gigantyczne oszustwa finansowe (FOZZ), rozkręcenie mafii paliwowej, inwigilację demokratycznych polityków (np. Radka Sikorskiego). Borat Komorajew kumpluje się z tymi ludźmi od co najmniej 20 lat. Dzielnie ich wspiera oraz wspólnie z nimi buduje nam Kazachstan.
środa, 26 maja 2010
bliźniacza katastrofa
( )
Historia lubi się powtarzać?
19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem.
Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:
1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,
2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,
3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,
4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.
Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na... zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.
Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych Rządu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.
(lm, wg) http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/
