wtorek, 24 sierpnia 2010
l e k c j a * p o l s k i e g o
parada blagierów po Smolensk.ruPan Komorowski powiedział w czasie inauguracji ,że po Smolensku ‘nasze państwo sprostało tej próbie ,sprostaliśmy wszyscy’
Zaiste , mądre i prawdziwe słowa.
Sprostał z pewnością Tusk , oddając śledztwo Putinowi i mając do niego cały czas zupełne zaufanie ,
Sprostał Klich nie zabezpieczając ani lotu ani lotniska w Smoleńsku i pytając po co nam zdjęcia satelitarne?
Sprostał Sikorski , który 2 godziny po katastrofie stwierdził , że to była wina pilotów , a potem naciskając na Hillary Clinton , żeby nie odwiedziła Wawelu
Sprostał też Arabski organizując lot w taki sposób
Sprostała Kopacz ,która kłamała w sejmie , że ziemia w Smoleńsku została przekopana na metr wgłąb
Sprostał Miller latając do Moskwy jako listonosz po kolejne drugorzędne informacje
Sprostał Graś , przepraszając po rosyjsku za to ,że pomylił formacje ,z której pochodziły smoleńskie hieny
Sprostał i sam Komorowski przejmując w pośpiechu kancelarię prezydenta przed stwierdzeniem zgonu Lecha Kaczyńskiego ,wysyłając pijanych ludzi na grób A. Walentynowicz i mówiąc o profanacji miejsca katastrofy jako o nieznaczącym drobiazgu
sprostał na pewno nasz noblista Bolek obwiniając zaraz po katastrofie prezydenta Kaczyńskiego
sprostał niewątpliwie autorytet moralny “profesor” Bartoszewski żaląc się niemieckiej gazecie na tzw. nekrofilię
w całej rozciągłości sprostał też laureat Oscara Pan Andrzej , organizując przy pomocy francuskiej gazety nagonkę przeciw pochówkowi prezydenckiej pary na Wawelu
sprostał na 100% były rektor i były TW Ziejka blokując pochowanie prof. Kurtyki w kościele św. Piotra
Wszyscy sprostali , to jasne .
Bo gdyby nie sprostali to ustąpiliby i przeprosili , a przecież żadnej dymisji nie było…
http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html2010/04/14
Zamilcz, szejnfeldpostIdol J. lansowal dzis nalezycie wlasna malzonke we wlasnym portaliku.Autor: viilo o 16:51
http://b.salon24.pl/170566,wawel-to-nie-prywatna-sprawaZdaje sobie jasno sprawe, ze autorka nawet wsrod antypolskiego lewactwa jest nadal zerem, zerem aspirujacym do salonu michnikowszczyzny. Dlatego wpis ten choc wykorzystuje fragmenty jej tekstu jest jedynie proporcjonalnie czyli zerowo skierowany do niej, jest skierowany do calego polskiego centro-lewactwa, do calej opcji antypolskiej, w tym michnikowszczyzny, towarzyszy czekistow z WSI, ABW, SB, jak rowniez popychadel, figurantow i spienionych komediantow z PO, smierdzieli z PSL, dlugo by wyliczac.
Histeryczny tekst malzonki redaktora Indora J osiagnal apogeum ohydy, hipokryzji, zaklamania, glupoty i falszu i dlatego swietnie nadaje sie do takiej zbiorowej odpowiedzi. Z innych wzgledow zachowam w nim liczbe pojedyncza, mam powody by nie zwracac sie per wy do wszystkich, ale do kazdego z osobna.
Pogrzeb prezydenta będzie wydarzeniem na skalę światową.
Wawel jest miejscem na taka wlasnie skale.
Ten wybór podzieli nas znowu. Tak strasznie, jak podzieliły nas ostatnie lata polskiej polityki.
Durnoto, podzieleni jestesmy od czasow zainstalowania KPP w II RP, a nawet od czasow Targowicy. Nigdy nie bylismy razem i nie bedziemy, brzydzilbym sie stac obok ciebie, moze z jednym wyjatkiem - by zalozyc ci kajdanki.
Od dawna twierdze, ze potrzebny jest polski senator McCarthy i nowa Bereza Kartuska. Antypolska, anyspoleczna i antypanstwowa swolocz, oraz wszelkiej masci agentura powinna miec zakaz uczestnictwa w zyciu publicznym, zakaz pracy w mediach oraz na wszelkich stanowiskach panstwowych. Jezeli nie zastosuje sie dobrowolnie, powinna byc odosobniona, internowana (nie bojmy sie tego slowa), zamykana w wiezieniach, wyrzucana z kraju.
Wawel jest dobrem narodowym.
I wlasnie dlatego, wara ci od niego. Nie twoja sprawa.
Ale tu nie ma żadnego uzasadnienia poza faktem, że spadł samolot.
Brak slow. Skatina? Bydlo?
Wielu z nas zrozumiało, że musimy zacząć żyć ze sobą inaczej,
Masz racje, zgnijesz w koncu za kratami razem z tobie podobnymi, Polska nie jest dla ciebie.
Prawdziwe katharsis dla sumień Polaków.
Bedzie wtedy jak przestaniesz szczekac. Zamilcz szmato z GWna.
http://viilo.blogspot.com/2010/04/zamilcz-szmato.html
ANEKS.( )Otóż nie tylko postawa organizatora budzic moze uzasadnione zaniepokojenie, co do rozwoju wydarzen, ale i sama manifestacja, ktora zostala zaaprobowana przez HGW, mimo iz np.bedzie w srodku nocy.Znany adwokat Stefan Hambur pyta "Czy władze miasta Warszawy wiedzą coś na ten temat? Czy liczą się z możliwością dalszej eskalacji? Czy sprawdzą organizatorów manifestacji pod względem zabezpieczenia manifestacji, odpowiedniego ubezpieczenia na wypadek powstałych szkód, pobić i ewentualnych wypadków śmiertelnych?" (zrodlo)Jesli chodzi o to co juz sie dzialo przed Palacem Prezydenckim, to wylania nam sie z licznych relacji uczestnikow - naprawde nieciekawy obraz.Jeden z opisow "nocnych rozrywek warszafki":"Wczoraj młoda dziewczynka, lat może 17, podchodziła do modlących się, po kolei wrzaskliwym głosem krzycząc: :Masz penisa?", Nie?, to powiedz: penis, penis, kur... penis, takie trudne?" Nie ważne, że nam przeszkadza, że się pakuje, podchodzi non stop przez około 3 godziny do każdego z nas z tym samym tekstem. Oczywiście każde jej zachowanie spotyka się z gromkim aplauzem kolegów z pod Gesslera.... Po chwili upity w belę mężczyzna, około 40 letnia bacząc na miejsce, włazi pod krzyż, depcąc palące się znicze, tratując kwiaty i leżące zdjęcia osób poległych w katastrofie pod Smoleńskiem... Takie wejście wywołuje wśród towarzystwa spod Gesslera wprost euforię radości. ".Warto zapoznac sie z caloscia opisu, ktory naprawde nie pozostawia zludzen, co do poziomu ataku na krzyz, ktory jeszcze dodatkowo spotyka sie z aprobata policji i strazy miejskiej:Na koncu podziele sie odkryciem, ktore mnie uradowalo, bo utwierdzilo w przekonaniu, iz, jakkolwiek by sie to dziwne wydawalo, dla prawdziwego lewicowca (za takiego sie uwazam), w sporze o krzyz - niezaleznie od jego religijnosci - miejsce jest po stronie tej garstki bezbronnych, pozostawionych sobie biednych ludzi, przeciwko calej budzacej odraze elicie, ktora tylko pragnie lud zgnoic i odebrac im, To na czym tak bardzo im zalezy.Moje odkrycie, to arcyciekwy wpis internauty rowniez z Rebelya.pl:"Kropka czy krzyz , gdzie Slawus pisze m.in."Owszem, ten krzyż ma wyjściowo sens polityczny i powiedzmy, propisowski - ale, kuźwa, co z tego? Jest parę osób którym na nim zależy, jest to ważny symbol dla wielu. W imię czego im robić na złość? W imię korwinistycznego prawa własności do chodnika? W imię niemieckiej skrupulatności w stosunku do przypisów (której w innych razach nie ma?). W imię popierania propagandy Donia przeciw propagandzie Kaczora? A co mnie obchodzi propaganda jednego czy drugiego prawicowca? Jak kilku ludziom bardzo na czymś symbolicznym zalezy - z jakiej paki im tego nie dać? "Doskonale rozumiem to nastawienie, a sam widze "spor o krzyz" mniej jako spor polityczny, czy religijny (tak jest prosciej i dla politykow i dla mediow), a bardziej jako "wymeczeni, oddani sprawie, medialnie nieatrakcyjni zwykli ludzie, przeciwko elitom."...Coz wiecej mozna dodac: znak Krzyza byl zgorszeniem juz od momentu smierci Tego, ktory te dwa kawalki drewna swoja Ofiara uswiecil. Ze jest zgorszeniem rowniez dzis, dwa tysiace lat pozniej?Znaczy to tylko i az tyle, ze ta Ofiara miala i wciaz ma sens.I to tyle jesli chodzi o Krzyz.
DZIKIE pola W S I -
"Polskie władze" postanowiły w szczególnie oryginalny sposób uczcić 90 rocznicę Bitwy Warszawskiej. Nie można, bowiem inaczej ocenić pomysłu postawienia na Polach Ossowskich pomnika upamiętniającego poległych bolszewików.
Niechciany pomnik.
czwartek, 12 sierpnia 2010 Karol Ciepielewski
O ile jednak postawa najwyższych czynników Państwowych w ich obecnym kształcie nie powinna nikogo dziwić, o tyle zdumienie musi wywoływać aktywność Burmistrza Wołomina popierającego tę inicjatywę. Zdumiewa mnie również bierność wołomińskiego PiS, które nic w tej sprawie nie ma do powiedzenia. Milczenie to jest tym bardziej wymowne, że na sprzeciw wobec nieoczekiwanego prezentu znanego Przyjaciela Ziemi Wołomińskiej potrafiły się zdobyć nawet lokalne struktury Platformy Obywatelskiej.
Odwracanie kota ogonem, czyli pamięć historyczna według PO.
Pomysł czczenia żołnierzy Armii Czerwonej w wykonaniu PO nie jest w zasadzie niczym nadzwyczajnym. Podejście do Polityki historycznej i do Historii w ogóle PO odziedziczyło, bowiem po swojej poprzedniczce Unii Wolności, która od zarania swych dziejów próbowała napisać historię Polski od nowa. Głównym ideologiem rodzącej się wtedy obłędnej historiozofii był Adam Michnik, a pod strzechy ludowi niosła ją redagowana przez Niego "Gazeta Wyborcza". Fundamentem tej nowej wersji "historii" była absolutna relatywizacja oceny obiektywnie istniejących faktów historycznych i negowanie p o l s k o ś c i, jako w a r t o ś c i. Poczesne miejsce w tej koncepcji miało też kwestionowanie roli Kościoła Katolickiego w dziejach Rzeczypospolitej. Do rangi cnoty podniesiony został natomiast kosmopolityzm i opacznie pojęta polityczna poprawność.
Na efekty nie trzeba było czekać długo. Rychło zaczęliśmy szukać w szeregach Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych antysemitów, zdrajców i wszelkiej maści renegatów. Szybko okazało się też, że komunizm w Polsce nie był wcale taki zły, a postawy ówczesnych ewidentnych kolaborantów nie są moralnie jednoznaczne. Powoli wyłaniał się obraz Polski zacofanej, obskuranckiej i nietolerancyjnej. Obraz Kraju, w którym przez wieki hulał, jakiś dziki i nieokiełznany rasizm krzywdzący, co rusz to kolejnych obcoplemieńców. Ruszyła też wtedy fala ekspiacji. Przepraszaliśmy wszystkich za wszystko. W zasadzie nie udało nam się wówczas przeprosić chyba tylko Szwedów. Zapewne dlatego, że oddziela nas od Nich Bałtyk.
Dobrzy chłopcy żyjący w złych czasach.
Kiedy przegląda się dzieła, co zacniejszych koryfeuszy Nowych Dziejów odnieść można wrażenie, że kołami Historii poruszają jakieś metafizyczne siły, a nie ludzie. Szczególnie ma to miejsce, kiedy mowa o komunizmie. Okazuje się bowiem, że wojny toczył wyłącznie system, a nie jego uczestnicy. W ten sposób powoli zaczyna się rodzić baśń o dobrych chłopcach uczestniczących w złej wojnie. Niestety do narodzin tego mitu przyczynia się również Burmistrz mojego Miasta, który twierdzi, że skoro sowieckich żołnierzy do walki na Polach Ossowa wiódł rozkaz, to musimy im oddawać cześć.
Widać pan Burmistrz i Jego Mocodawcy nigdy nie słyszeli o procesie norymberskim i o stanowisku, jakie wobec tego typu rozkazów zajął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Zapewne też nieznany jest panu Mikulskiemu fakt, że w czasie wojny 1920 r. Armia Czerwona w dużej mierze składała się z zaciągu ochotniczego i że dosłownie kilka miesięcy wcześniej utopiła we krwi własną ojczyznę. Na kpinę zakrawa również publikowana w mediach koncepcja pomnika, który na stanąć w Ossowie. Co mają symbolizować 22 bagnety wystające zza monumentalnego Krzyża prawosławnego? Czy mamy uznawać, że wojna 1920 r. była prawosławną krucjatą? Przecież bolszewicy wręcz zarżnęli Prawosławie na terenie całego swojego imperium, mordując popów i przekształcając cerkwie w najlepszym razie w magazyny zbożowe.
Powaga śmierci.
W cywilizacji łacińskiej pomniki stawia się bohaterom. W 1920 r. w Ossowie bohaterem był wyłącznie Żołnierz Polski i Wszyscy, którzy włączyli się w Jego walkę. Stawianie pomników tym, którzy Żołnierza tego zmusili do wysiłku zbrojnego w obronie Ojczyzny i którzy czynili zamach na Jego życie jest nie tylko aktem wandalizmu historycznego, ale i wyrazem nielojalności wobec Wszystkich Tych, którzy kiedykolwiek o Wolną Polskę walczyli.
Nie możemy na to pozwolić.
Odwracanie kota ogonem, czyli pamięć historyczna według PO.
Pomysł czczenia żołnierzy Armii Czerwonej w wykonaniu PO nie jest w zasadzie niczym nadzwyczajnym. Podejście do Polityki historycznej i do Historii w ogóle PO odziedziczyło, bowiem po swojej poprzedniczce Unii Wolności, która od zarania swych dziejów próbowała napisać historię Polski od nowa. Głównym ideologiem rodzącej się wtedy obłędnej historiozofii był Adam Michnik, a pod strzechy ludowi niosła ją redagowana przez Niego "Gazeta Wyborcza". Fundamentem tej nowej wersji "historii" była absolutna relatywizacja oceny obiektywnie istniejących faktów historycznych i negowanie p o l s k o ś c i, jako w a r t o ś c i. Poczesne miejsce w tej koncepcji miało też kwestionowanie roli Kościoła Katolickiego w dziejach Rzeczypospolitej. Do rangi cnoty podniesiony został natomiast kosmopolityzm i opacznie pojęta polityczna poprawność.
Na efekty nie trzeba było czekać długo. Rychło zaczęliśmy szukać w szeregach Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych antysemitów, zdrajców i wszelkiej maści renegatów. Szybko okazało się też, że komunizm w Polsce nie był wcale taki zły, a postawy ówczesnych ewidentnych kolaborantów nie są moralnie jednoznaczne. Powoli wyłaniał się obraz Polski zacofanej, obskuranckiej i nietolerancyjnej. Obraz Kraju, w którym przez wieki hulał, jakiś dziki i nieokiełznany rasizm krzywdzący, co rusz to kolejnych obcoplemieńców. Ruszyła też wtedy fala ekspiacji. Przepraszaliśmy wszystkich za wszystko. W zasadzie nie udało nam się wówczas przeprosić chyba tylko Szwedów. Zapewne dlatego, że oddziela nas od Nich Bałtyk.
Nie można się dziwić, że nasi sąsiedzi z ukontentowaniem zaczęli przyjmować zmianę polskiego stanowiska wobec historii. Dlatego też Niemcom rychło udało się awansować do roli ofiar II Wojny Światowej, a Rosjaninie znów odkryli, że ich dzieje są wyłącznie historią obrony przed agresją sąsiadów. O ile w przypadku Niemców mogliśmy jeszcze liczyć na jakąś wyrozumiałość, o tyle Rosjanie nie mieli do nas tyle cierpliwości i postanowili organizować swoją pamięć historyczną wokół takich zdarzeń, jak rocznica wyzwolenia Moskwy spod polskiej okupacji w 1612 r. (Święto Państwowe, tzw. Dzień Jedności Narodowej). Zupełną nowością i hitem w rosyjskiej historiografii stało się również dokumentowanie i analizowanie rzekomych zbrodni popełnionych na jeńcach rosyjskich w 1920 r. przez Polaków. Spodziewać się należy, że tegoroczna inicjatywa władz polskich znakomicie ułatwi im to zadanie.
Dobrzy chłopcy żyjący w złych czasach.
Kiedy przegląda się dzieła, co zacniejszych koryfeuszy Nowych Dziejów odnieść można wrażenie, że kołami Historii poruszają jakieś metafizyczne siły, a nie ludzie. Szczególnie ma to miejsce, kiedy mowa o komunizmie. Okazuje się bowiem, że wojny toczył wyłącznie system, a nie jego uczestnicy. W ten sposób powoli zaczyna się rodzić baśń o dobrych chłopcach uczestniczących w złej wojnie. Niestety do narodzin tego mitu przyczynia się również Burmistrz mojego Miasta, który twierdzi, że skoro sowieckich żołnierzy do walki na Polach Ossowa wiódł rozkaz, to musimy im oddawać cześć.
Widać pan Burmistrz i Jego Mocodawcy nigdy nie słyszeli o procesie norymberskim i o stanowisku, jakie wobec tego typu rozkazów zajął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Zapewne też nieznany jest panu Mikulskiemu fakt, że w czasie wojny 1920 r. Armia Czerwona w dużej mierze składała się z zaciągu ochotniczego i że dosłownie kilka miesięcy wcześniej utopiła we krwi własną ojczyznę. Na kpinę zakrawa również publikowana w mediach koncepcja pomnika, który na stanąć w Ossowie. Co mają symbolizować 22 bagnety wystające zza monumentalnego Krzyża prawosławnego? Czy mamy uznawać, że wojna 1920 r. była prawosławną krucjatą? Przecież bolszewicy wręcz zarżnęli Prawosławie na terenie całego swojego imperium, mordując popów i przekształcając cerkwie w najlepszym razie w magazyny zbożowe.
Powaga śmierci.
Bezspornym jest, że nieszczęśnicy, których do Polski wiódł rozkaz i których w tej Polsce pozostawiła kula naszego Żołnierza powinni być pochowani w godny sposób. Taka jest nasza tradycja. Nie można im również odmówić postawienia krzyża na grobie. Bożemu Miłosierdziu należy pozostawić ocenę ich życia i śmierci. Ale nie można im w żadnym razie stawiać p o m n i k a.
W cywilizacji łacińskiej pomniki stawia się bohaterom. W 1920 r. w Ossowie bohaterem był wyłącznie Żołnierz Polski i Wszyscy, którzy włączyli się w Jego walkę. Stawianie pomników tym, którzy Żołnierza tego zmusili do wysiłku zbrojnego w obronie Ojczyzny i którzy czynili zamach na Jego życie jest nie tylko aktem wandalizmu historycznego, ale i wyrazem nielojalności wobec Wszystkich Tych, którzy kiedykolwiek o Wolną Polskę walczyli.
Nie możemy na to pozwolić.
koment.
"Brawo Panie Karolu - Skandal To Mało Powiedziane.
Pyta Pan co oznacza ją 22 bagnety przy takim okazałym , bogatym i granitowym pomniku - co by Mikulski nie mówił ze to mogiła i że jak smarkacz zwala to na burmistrza Zielonki Łossana. Zwykły człowiek widzący te 22 bagnety powie ze to ci niedobrzy Polacy nadziali te 22 sowieckie ciała dzielnych sałdatów.Tak to można czytać. Mikulski mówi ze on nie ma nic wspólnego z tym pomnikiem że to Łossan- to po ciorta robi około kilometra z setek ton żwiru drogę do tego okazałego pomnika. Wstyd Panie Mikulski chowa sie pan za sukienkę dziekanów i donosi pan na Łossana. A tak dosadnio to
niech burmistrz Mikulski dobrze przeczyta pismo od Rady Ochrony Pamięci z dnia 15 lipca 2010 r. R-IV/ 318/AS 2010 - o co prosi go minister Andrzej Kunert naciskany przez Kancelarię Prezydenta. A prosi o rozważenie możliwości w sprawie przygotowania mogiły bolszewików na potrzeby uroczystości wspólne z Rosjanami. Burmistrz Wołomina zadanie wykonuje jak za Bieruta w 300%."ANEKS.Wyborcza i mit Tucholi
Paweł Wroński, w GazWyb zrobił rzecz, w najlepszym przypadku kuriozalną. Starał się zrównać polskich żołnierzy z 1920 r. z ich bolszewickimi przeciwnikami. W jego felietonie czytamy:
"To były okrutne czasy i okrutna wojna, ale nie tylko z jednej, bolszewickiej strony.(...) apewne trudno nam przyjąć do naszej polskiej świadomości opinię, że dla wielu ówczesnych Rosjan wojna z Polską nie była wyłącznie "eksportem rewolucji", ale wojną w obronie ojczyzny zaatakowanej przez Polaków pod Kijowem. Wszak do obrony rodiny wezwał carskich oficerów były głównodowodzący carskiej armii Aleksiej Brusiłow, a ci chętnie zgłaszali się do Tuchaczewskiego, którego przodkowie szli z Paskiewiczem na Warszawę w 1831 roku.
Sześć lat temu wraz z Ireną Lewandowską rozmawiałem z prof. Giennadijem Matwiejewem, autorem zbioru dokumentów na temat jeńców bolszewickich w polskiej niewoli. Dopiero prof. Matwiejew zwrócił mi uwagę m.in. na rozstrzelanie 200-300 bolszewickich jeńców po bitwie pod Mławą. To nie był wybryk, bo wyrok "sądu doraźnego" został zaakceptowany przez gen. Władysława Sikorskiego. (...) Licytowanie się, kto w wojnie 1920 roku był okrutniejszy, zdaje się głupotą piramidalną."
Wroński przytacza jeszcze kilka przykładów polskiego okrucieństwa na wojnie 1920 r. Ponieważ wymienił je bardzo ogólnikowo, skupmy się na opisanym przez niego rozkazie o rozstrzelaniu 300 bolszewickich jeńców pod Mławą. Odsyłam do świetnego artykułu dra Baliszewskiego pt. "Anty-Katyń":
"Polacy bezbronnych jeńców nie mordowali. Poza jednym wyjątkiem. Oto 22 sierpnia dowódca 5. Armii gen. Władysław Sikorski wydał odezwę do żołnierzy bolszewickich z 3. Korpusu Kawalerii: „Każdy przyłapany na rabunku czy walce z bezbronną ludnością będzie na miejscu rozstrzelany". Już dwa dni później, 24 sierpnia, pod Mławą rozstrzelano 200 bojców, którym udowodniono wymordowanie polskich jeńców – całej kompanii z 49. Pułku Piechoty."
Mogę przytoczyć przypadek, którego Wroński nie uwzględnił. Znany polski historyk Władysław Pobóg-Malinowski, w młodości stanął przed sądem wojennym za znęcanie się nad bolszewickimi jeńcami. Jako okoliczność łagodzącą przyjęto przeżycia Poboga w bolszewickiej Rosji przed 1920 r. Było zapewne kilkadziesiąt podobnych casusów - wszak takie rzeczy zawsze się zdarzają na wojnie. Były one ścigane przez sądy jako przestępstwa... A jak wyglądało ogólnie traktowanie Sowietów w polskiej niewoli? Jak bolszewicy traktowali naszych? Jak pisze Baliszewski:
"Bolszewicy jeńców nie brali. W dokumentach wojny 1920 r. zachowały się sowieckie dyrektywy: „W krwi rozgromionej armii polskiej utopić przestępczy rząd Piłsudskiego!”. Zachowały się też polskie wezwania Ligi Antybolszewickiej: „Wszystkie osoby będące świadkami znęcania się bolszewików nad ludźmi, wykłuwania oczu, odrąbywania palców, zdzierania skóry, zakopywania i zamurowywania żywcem itd. [są proszone], aby podały na piśmie opis dokładny tych zbrodni”. Dokładny opis tych zbrodni znajdziemy jeszcze dzisiaj w pamiętnikach i wspomnieniach z tamtych lat, w opracowaniach historycznych. Znajdziemy je u Izaaka Babla, który w swej słynnej książce odwraca wzrok na widok tego, co wyczyniała z polskimi jeńcami Armia Konna. Znajdziemy u gen. Lucjana Żeligowskiego czy u lorda D’Abernona piszącego o 18. bitwie, która odwróciła losy świata. Czy los jeńców bolszewickich był podobny? Gen. Jerzy, a ściślej Jurij Bordziłowski, wówczas dwudziestoletni bolszewik, który do polskiej niewoli trafił już w kwietniu 1920 r., zapisał w swej „Żołnierskiej drodze”: „Nie szykanowano nas, nie znęcano się nad nami”. Co więcej, płacono im nawet żołd w wysokości 10 marek miesięcznie. Jedyne, co wydawało się uciążliwe, to szef kuchni, który uczył ich kultury podczas wydawania posiłku. To cenne wspomnienie, bo zapisane przez człowieka, który z rozkazu Moskwy pełnił w Polsce po wojnie funkcję szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego i wiceministra obrony. Co znamienne, o anty-Katyniu milczą nie tylko gen. Bordziłowski czy marszałek Rokossowski, ale także najbardziej plugawe wydawnictwa powojenne typu „Zmowa grabieżców – awantura Piłsudskiego w 1920 r.” (S. Arski, A. Korta, Z. Safian). Gdyby ktokolwiek, czy to w Moskwie, czy w peerelowskiej Warszawie, słyszał w latach 50. o mordowaniu przez Polaków bolszewickich jeńców, to na ten temat powstałyby liczne doktoraty i habilitacje.
(...) W świetle tych badań, z mniej więcej 110 tys. bolszewickich jeńców, którzy znaleźli się w polskiej niewoli, do końca października 1921 r. odesłaliśmy do Rosji 65 797 żołnierzy. Według polskich badań, w obozach zmarło 16-18 tys. żołnierzy. Umierali na krwawą dyzenterię i grypę hiszpankę, która w tych latach w całej Europie pochłonęła ponad 20 mln ofiar. Umierali, bo często już chorzy trafiali do polskiej niewoli. Umierali, bo ich ubranie najczęściej było niekompletne. Nierzadko nie mieli butów ani płaszczy, a nawet spodni. Umierali, bo ich poziom higieny osobistej pozostawiał wiele do życzenia. Na ogół nikt ich nie zabijał, choć zdarzały się wypadki rażących zaniedbań obowiązków, z całą surowością karane przez władze.
(...) Jednak nigdy Rosja nie podnosiła sprawy rzekomych win polskich w sprawie losu swoich jeńców w polskiej niewoli. Nawet w trakcie rozmów gen. Sikorskiego ze Stalinem w grudniu 1941 r. czy gen. Władysława Andersa w marcu 1942 r., kiedy Polacy próbowali dochodzić prawdy o losie polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, nawet wtedy strona sowiecka nie podjęła tematu jeńców w polskiej niewoli. Anty-Katyń pojawił się nagle na początku lat 90. W rosyjskiej argumentacji ostatnich kilku lat przywoływany jest coraz powszechniej jako uzasadnienie i usprawiedliwienie zbrodni katyńskiej. Oto w XXI wieku, w cywilizowanym świecie uporządkowanym przepisami prawa międzynarodowego, kontrolowanym przez międzynarodowe instytucje narodów zjednoczonych, Rosja – w uzasadnieniu swych wiecznych roszczeń i pretensji i w usprawiedliwieniu swych zbrodni – przywołała pojęcie z kodeksu honorowego Iwana Groźnego czy może Wielkiego Mogoła. Pojęcie sprawiedliwej zemsty – tak jakby istniała także formuła zemsty niesprawiedliwej. Być może rację miał prof. Julian Makowski, wielki polski znawca prawa międzynarodowego, gdy w latach 30., podczas swych wykładów w Hadze, stwierdzał: „Rosja nie należy do społeczności państw cywilizowanych, jako że nie podziela z nimi pojęć społecznych, religijnych, etnicznych i prawnych".
Wroński, odwołując się do mitu o anty-Katyniu popełnia straszne draństwo i występuje jako rosyjski lobbysta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
