WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
poniedziałek, 22 listopada 2010
JMR * w lodziarni, z Mme Lichockom
ZAMIAST WSTĘPU.
Ponieważ sprawy w Polsce mają się nie najlepiej, co ekonomiści już widzą a reszta społeczeństwa odczuje na swoim portfelu za kilka lat warto przypomnieć list otwarty, który wystosowali ekonomiści w listopadzie 2009 roku.Poniżej fragment tego listu:
“Z najwyższym niepokojem odbieramy zapowiedzi Pana rządu dotyczące działań w obszarze finansów publicznych planowanych w 2010 roku. Trudno wśród nich znaleźć prawdziwych reform, które stworzyłyby warunki do pomyślnego rozwoju Polski. Są natomiast działania, które w dłuższym okresie mogą doprowadzić finanse publiczne do załamania. Narażają też całe pokolenia przyszłych emerytów na niskie emerytury i niski poziom życia. Do tych propozycji zaliczamy w szczególności zasilenie budżetu państwa środkami z Funduszu Rezerwy Demograficznej oraz propozycję przesunięcia znacznej części składki z drugiego filara systemu emerytalnego z powrotem do ZUS.”
Wśród osób, które nie tylko podpisały ten list, ale inicjowały jego powstanie jest dr Bogusław Grabowski. Dlatego ze zdziwieniem przeczytałem wywiad z dr Grabowskim w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w którym popiera plany rządu dokonania demontażu systemu emerytalnego. Co więcej, nazywa on obrońców systemu emerytalnego marksistami, zapominając, że razem ze mną był w pierwszej linii obrońców reformy emerytalnej rok temu.Na ten wywiad w tej samej Gazecie odpowiada prof. Marek Góra.
Chętnie bym usłyszał, co się zmieniło w ciągu roku, że dr Grabowski zmienił poglądy o 180 stopni. Oczywiście znam powiedzenie lorda Keynesa, że jak zmieniają się fakty to zmieniają się poglądy. Jednak fakty są takie same, tak jak oceniali je ekonomiści rok temu, czyli mamy rząd który unika reform i chcąc zapewnić sobie popularność dzisiaj pozbawia miliony ludzi szans na emerytury jutro.
***********
ks. Jacek Bałemba SDB
***
Jest mi obojętne, że Prawo i Sprawiedliwość przegrywa wybory. Jarosław Kaczyński i PiS istnieją po to, żeby przechować wartości i odbudować Królestwo Wolnych Polaków – mówi Jarosław Marek Rymkiewicz.
Jest mi obojętne, że Prawo i Sprawiedliwość przegrywa wybory. Jarosław Kaczyński i PiS istnieją po to, żeby przechować wartości i odbudować Królestwo Wolnych Polaków – mówi Jarosław Marek Rymkiewicz.
Joanna Lichocka: Jeśli wierzyć prasie, Jarosław Kaczyński jest skończony. Już nigdy niczego nie wygra.
Jarosław Marek Rymkiewicz: Kaczyński ma przed sobą wszystko do wygrania. Przede wszystkim ma do wygrania niepodległość Polski. Choć ja nie wiem, czy to właśnie on ją wygra. Czeka nas długa, bardzo długa droga do niepodległości – będziemy do niej szli może pięćdziesiąt, a może sto lat. Zapewne niepodległą Polskę wybuduje więc któryś z jego następców. Po walecznym Władysławie Łokietku musi się pojawić (tak chcą dzieje Polski) Kazimierz Wielki. Ale żeby ktoś taki się pojawił, Jarosław Kaczyński – jak Łokietek, książę brzesko-kujawski – musi jeszcze wygrać wiele bitew.
Joanna Lichocka: Dlaczego tak pan w niego wierzy?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Dlatego, że jego partia reprezentuje moje interesy. A to znaczy, że reprezentuje interesy wszystkich Polaków, którzy pragną tego samego, czego ja pragnę – to znaczy tych wszystkich, którzy chcą żyć w niepodległej Polsce. To jest teraz jedyna taka partia w Polsce.
Joanna Lichocka: Jednak Kaczyński nie wygrywa kolejnych wyborów.
Jarosław Marek Rymkiewicz: A to mnie mało obchodzi. To mi jest nawet kompletnie obojętne. Prawo i Sprawiedliwość oraz Jarosław Kaczyński istnieją po to, żeby przechować te wszystkie wartości, które posłużą do zrekonstruowania Królestwa wolnych Polaków. Jak pani widzi, ja Kaczyńskiego traktuję nawet trochę instrumentalnie. Może nawet chciałbym trochę nim manipulować.
Joanna Lichocka: Pan go kocha?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Kocham Ewę, Wawrzka, Anielkę i Ignacego. Anielka i Ignacy to są moje wnuki. Kocham też moje trzy koty i chciałbym, żeby wymienione były tutaj ich imiona – Psotka, Filek i Szarak. No i kocham też Polskę, bo jestem Polakiem o niemiecko-, rusko-, litewsko-, francusko-tatarskich korzeniach. Lecha i Jarosława – tych dwóch chłopców, którzy siedzieli na żoliborskim murku i pijąc wodę z sokiem z saturatora doszli do wniosku, że koniecznie chcą żyć w niepodległej Polsce – podziwiam. Ja też w pewnej chwili doszedłem do wniosku, że mogę żyć tylko w niepodległej Polsce – i zacząłem ją wokół siebie budować.
Joanna Lichocka: Pan rozumie to, co teraz robi Jarosław Kaczyński? Rozumie pan tę taktykę?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Ja wszystko rozumiem. A on to wszystko dobrze przemyślał – strategię i taktykę tych wszystkich Łokietkowych bitew, dzięki którym odzyskamy niepodległość.
Joanna Lichocka: Przemyślane jest usuwanie z partii popularnych polityków?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Jeśli mamy jedną partię, która służy niepodległości Polski, nie może być tak, żeby ktoś, kto działa w tej partii, myślał o własnych korzyściach i powodował się własnymi ambicjami. Jeśli to jest jedyna taka partia w Polsce, to musi ona być silna, spójna i zdolna do skutecznego działania. Kto szkodzi Prawu i Sprawiedliwości, ten szkodzi niepodległości Polski. Dobrze więc byłoby, żeby ludzie, którzy mają na uwadze własne ambicje i własne kariery, a interes Polaków jest dla nich rzeczą drugorzędną, wyszli z Prawa i Sprawiedliwości i poszli sobie gdzieś indziej. Jest tyle partii postkolonialnych – niech tam idą i tam walczą o władzę i wpływy.
Jarosław Marek Rymkiewicz: Kaczyński ma przed sobą wszystko do wygrania. Przede wszystkim ma do wygrania niepodległość Polski. Choć ja nie wiem, czy to właśnie on ją wygra. Czeka nas długa, bardzo długa droga do niepodległości – będziemy do niej szli może pięćdziesiąt, a może sto lat. Zapewne niepodległą Polskę wybuduje więc któryś z jego następców. Po walecznym Władysławie Łokietku musi się pojawić (tak chcą dzieje Polski) Kazimierz Wielki. Ale żeby ktoś taki się pojawił, Jarosław Kaczyński – jak Łokietek, książę brzesko-kujawski – musi jeszcze wygrać wiele bitew.
Joanna Lichocka: Dlaczego tak pan w niego wierzy?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Dlatego, że jego partia reprezentuje moje interesy. A to znaczy, że reprezentuje interesy wszystkich Polaków, którzy pragną tego samego, czego ja pragnę – to znaczy tych wszystkich, którzy chcą żyć w niepodległej Polsce. To jest teraz jedyna taka partia w Polsce.
Joanna Lichocka: Jednak Kaczyński nie wygrywa kolejnych wyborów.
Jarosław Marek Rymkiewicz: A to mnie mało obchodzi. To mi jest nawet kompletnie obojętne. Prawo i Sprawiedliwość oraz Jarosław Kaczyński istnieją po to, żeby przechować te wszystkie wartości, które posłużą do zrekonstruowania Królestwa wolnych Polaków. Jak pani widzi, ja Kaczyńskiego traktuję nawet trochę instrumentalnie. Może nawet chciałbym trochę nim manipulować.
Joanna Lichocka: Pan go kocha?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Kocham Ewę, Wawrzka, Anielkę i Ignacego. Anielka i Ignacy to są moje wnuki. Kocham też moje trzy koty i chciałbym, żeby wymienione były tutaj ich imiona – Psotka, Filek i Szarak. No i kocham też Polskę, bo jestem Polakiem o niemiecko-, rusko-, litewsko-, francusko-tatarskich korzeniach. Lecha i Jarosława – tych dwóch chłopców, którzy siedzieli na żoliborskim murku i pijąc wodę z sokiem z saturatora doszli do wniosku, że koniecznie chcą żyć w niepodległej Polsce – podziwiam. Ja też w pewnej chwili doszedłem do wniosku, że mogę żyć tylko w niepodległej Polsce – i zacząłem ją wokół siebie budować.
Joanna Lichocka: Pan rozumie to, co teraz robi Jarosław Kaczyński? Rozumie pan tę taktykę?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Ja wszystko rozumiem. A on to wszystko dobrze przemyślał – strategię i taktykę tych wszystkich Łokietkowych bitew, dzięki którym odzyskamy niepodległość.
Joanna Lichocka: Przemyślane jest usuwanie z partii popularnych polityków?
Jarosław Marek Rymkiewicz: Jeśli mamy jedną partię, która służy niepodległości Polski, nie może być tak, żeby ktoś, kto działa w tej partii, myślał o własnych korzyściach i powodował się własnymi ambicjami. Jeśli to jest jedyna taka partia w Polsce, to musi ona być silna, spójna i zdolna do skutecznego działania. Kto szkodzi Prawu i Sprawiedliwości, ten szkodzi niepodległości Polski. Dobrze więc byłoby, żeby ludzie, którzy mają na uwadze własne ambicje i własne kariery, a interes Polaków jest dla nich rzeczą drugorzędną, wyszli z Prawa i Sprawiedliwości i poszli sobie gdzieś indziej. Jest tyle partii postkolonialnych – niech tam idą i tam walczą o władzę i wpływy.
rechot stalinka, co im dał Allenstein
Drugi jest Piotr Grzymowicz. Obaj spotkają się w II turze wyborów
Kilka dni temu spytaliśmy Czesława Małkowskiego o seksaferę. Zadaliśmy mu pytanie, czy może zaręczyć, że nie zrobił niczego, co w oczach mieszkańców mogło narazić urząd prezydenta na szwank. - Możemy mówić o "syndromie Billa Clintona", ale o niczym więcej - wyjaśnił Małkowski. - Nie było niczego niezgodnego z prawem, a były amerykański prezydent jeździ teraz po świecie z wykładami.
O co chodziło w tzw. aferze rozporkowej? Clinton najpierw zaprzeczał, że utrzymywał kontakty seksualne z asystentką, a gdy wyszło na jaw, że romans miał miejsce, tłumaczył się, że chodziło tylko o seks oralny i że nie musiał ujawniać prawdy w tak osobistej sprawie.
Małkowski nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego. W liście otwartym, który rozsyłał do mieszkańców określał się seksaferę jako "ohydną i wydumaną". Ta kampania przynosi skutek. Nawet ludzie ze "świecznika" uwierzyli w to, że Małkowski został oczyszczony. - To jak to jest? To prawda, co mówią, że prokuratura wycofała się z zarzutów? - pytał nas jeden z kandydatów na urząd prezydenta.
Sprawdziliśmy. W Białymstoku nadal prowadzone jest śledztwo przeciwko Małkowskiemu. Zostało zapoczątkowane po wybuchu seksafery. W styczniu 2008 roku urzędniczki olsztyńskiego ratusza oskarżyły Czesława Małkowskiego, że molestował je seksualnie, a jedną z nich - kobietę w zaawansowanej ciąży - zgwałcił. Niedługo potem białostoccy śledczy zdecydowali o zatrzymaniu Małkowskiego i przedstawili mu zarzuty.
Ryszard Afeltowicz, obrońca Małkowskiego: - Zarzuty nadal są. Ale jak sądzę, śledztwo idzie w dobrym kierunku dla mojego klienta.
Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku nie chciał przed wyborami komentować wypowiedzi Małkowskiego o seksaferze. - Nie zamierzamy wpisywać się w kalendarz wyborczy byłego prezydenta Olsztyna - tłumaczył. Zapewnił jednak, że żaden z zarzutów przedstawionych Małkowskiemu nie został uchylony. - Termin zakończenia postępowania wyznaczony jest na koniec roku - dodał prokurator.
Wyniki w Olsztynie
Do Miejskiej Komisji Wyborczej spłynęły już wszystkie protokoły z 95 komisji wyborczych działających w Olsztynie.
Według nieoficjalnych danych z MKW z godz. 10 Małkowski zdobył 23046 głosów, obecny prezydent miasta Piotr Grzymowicz 21257, Janusz Cichoń 7905, Jerzy Szmit 5071, Marcin Kulasek 1093, Ryszard Prątkowski 386, a Jan Kucharski 354.
Oznacza to, że na Małkowskiego zagłosowało 39 proc. wyborców. Na Grzymowicza 36 proc. Na Cichonia 13,4 proc. Na Szmita 8,6 proc. Na Kulaska 1,8 proc. Na Kucharskiego i Prątkowskiego po 0,6.
Przez całą noc kolejność kandydatów niemal się nie zmieniła. Od początku prowadził Małkowski, przed Grzymowiczem i Cichoniem. Początkowo przewaga tego pierwszego była nieco większa, ale ostatecznie wynosi obecnie 3 proc. Zmiana nastąpiła jedynie na ostatnim miejscu. Po podliczeniu ostatnich protokołów Ryszard Prątkowski wyprzedził o 26 głosów Jana Kucharskiego, który spadł na ostatnie miejsce.
W wyborach wzięło udział 59112, czyli frekwencja w Olsztynie wyniosła 43,9 proc.
O co chodziło w tzw. aferze rozporkowej? Clinton najpierw zaprzeczał, że utrzymywał kontakty seksualne z asystentką, a gdy wyszło na jaw, że romans miał miejsce, tłumaczył się, że chodziło tylko o seks oralny i że nie musiał ujawniać prawdy w tak osobistej sprawie.
Małkowski nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego. W liście otwartym, który rozsyłał do mieszkańców określał się seksaferę jako "ohydną i wydumaną". Ta kampania przynosi skutek. Nawet ludzie ze "świecznika" uwierzyli w to, że Małkowski został oczyszczony. - To jak to jest? To prawda, co mówią, że prokuratura wycofała się z zarzutów? - pytał nas jeden z kandydatów na urząd prezydenta.
Sprawdziliśmy. W Białymstoku nadal prowadzone jest śledztwo przeciwko Małkowskiemu. Zostało zapoczątkowane po wybuchu seksafery. W styczniu 2008 roku urzędniczki olsztyńskiego ratusza oskarżyły Czesława Małkowskiego, że molestował je seksualnie, a jedną z nich - kobietę w zaawansowanej ciąży - zgwałcił. Niedługo potem białostoccy śledczy zdecydowali o zatrzymaniu Małkowskiego i przedstawili mu zarzuty.
Ryszard Afeltowicz, obrońca Małkowskiego: - Zarzuty nadal są. Ale jak sądzę, śledztwo idzie w dobrym kierunku dla mojego klienta.
Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku nie chciał przed wyborami komentować wypowiedzi Małkowskiego o seksaferze. - Nie zamierzamy wpisywać się w kalendarz wyborczy byłego prezydenta Olsztyna - tłumaczył. Zapewnił jednak, że żaden z zarzutów przedstawionych Małkowskiemu nie został uchylony. - Termin zakończenia postępowania wyznaczony jest na koniec roku - dodał prokurator.
Wyniki w Olsztynie
Do Miejskiej Komisji Wyborczej spłynęły już wszystkie protokoły z 95 komisji wyborczych działających w Olsztynie.
Według nieoficjalnych danych z MKW z godz. 10 Małkowski zdobył 23046 głosów, obecny prezydent miasta Piotr Grzymowicz 21257, Janusz Cichoń 7905, Jerzy Szmit 5071, Marcin Kulasek 1093, Ryszard Prątkowski 386, a Jan Kucharski 354.
Oznacza to, że na Małkowskiego zagłosowało 39 proc. wyborców. Na Grzymowicza 36 proc. Na Cichonia 13,4 proc. Na Szmita 8,6 proc. Na Kulaska 1,8 proc. Na Kucharskiego i Prątkowskiego po 0,6.
Przez całą noc kolejność kandydatów niemal się nie zmieniła. Od początku prowadził Małkowski, przed Grzymowiczem i Cichoniem. Początkowo przewaga tego pierwszego była nieco większa, ale ostatecznie wynosi obecnie 3 proc. Zmiana nastąpiła jedynie na ostatnim miejscu. Po podliczeniu ostatnich protokołów Ryszard Prątkowski wyprzedził o 26 głosów Jana Kucharskiego, który spadł na ostatnie miejsce.
W wyborach wzięło udział 59112, czyli frekwencja w Olsztynie wyniosła 43,9 proc.
******************
NOTA
z epoki przedsocjalismus.
"Tyle tylko, że my, Polacy, narodem zawsze byliśmy znakomitym. Najwspanialszym na świecie. Pisał już o tym pan Norwid do pani Zaleskiej 150 lat przed Euro 2012:
Wszystko, co patriotyzmu i historycznego dotyczy uczucia, tak wielkie jest i wielmożne w narodzie tym, iż zaiste że kapelusz zdejmam przed ulicznikiem warszawskim - ale - ale wszystko to, czego nie od patriotyzmu, czego nie od narodowego, ale czego od społecznego uczucia wymaga się, to jest tak początkujące, małe i prawie nikczemne, że strach wspominać o tym !
CK Norwid
NOTA
z epoki przedsocjalismus.
"Tyle tylko, że my, Polacy, narodem zawsze byliśmy znakomitym. Najwspanialszym na świecie. Pisał już o tym pan Norwid do pani Zaleskiej 150 lat przed Euro 2012:
Wszystko, co patriotyzmu i historycznego dotyczy uczucia, tak wielkie jest i wielmożne w narodzie tym, iż zaiste że kapelusz zdejmam przed ulicznikiem warszawskim - ale - ale wszystko to, czego nie od patriotyzmu, czego nie od narodowego, ale czego od społecznego uczucia wymaga się, to jest tak początkujące, małe i prawie nikczemne, że strach wspominać o tym !
[...]
Jesteśmy żadnym społeczeństwem.
Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.
Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród.
Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten - o! jakże ułomny kaleka jest !
Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne - monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ... Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem..."
Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.
Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród.
Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten - o! jakże ułomny kaleka jest !
Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne - monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ... Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem..."
CK Norwid
Subskrybuj:
Posty (Atom)


