o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

poniedziałek, 6 lipca 2009

Remember 6 lipca **.Bunt Lewicowych Eserów

Na tropach bohaterów opowieści Józefa Mackiewicza

„Krasnyj pomieszczik” (Mickuńskie impresje)

Ciąg dalszy. Początek w nr nr 7, 8, 9 br.

Określenie polskie: „wojna domowa” jest starym i bardziej trafnym niż w obcych językach: „wojna cywilna”, albo w rosyjskim: „grażdanskaja”, albo w niemieckim: „Burgekrieg”. Walczą bowiem z sobą nie tylko członkowie jednego narodu, ale często i jednej rodziny, jednego właśnie domu. Taką sytuację wywołał w Europie Wschodniej przewrót bolszewicki. […]

Początek, jak często w życiu, bywa niewinny. Zaczęło się od walki na poglądy, wieczorami pod lampą naftową, przy herbacie najczęściej z konfiturami. Skończyło się na walce na śmierć i życie (Józef Mackiewicz „Mój szwagier – szef GPU”).

Tak właśnie było – opowiada dziś Halina Radkiewicz, mieszkanka Mickun, emerytowana nauczycielka. W pamiętnym 1919, w styczniu, w mickuńskim dworze Pilarów von Pilchau, rozegrał się rodzinny dramat.

Roman Pilar naonczas najczęściej przebywał w Wilnie na partyjnej robocie. Pewnego razu wpadł do Mickun, radosny jak skowronek na wiosnę. Ludziom ze służby oznajmił, że oto od tej chwili będą wolni, szczęśliwi i bogaci, będą mieli dużo ziemi. A skąd tę ziemię weźmiemy? – zapytała jedna z dworskich dziewczyn (Brońcia się nazywała). Pilar przyobiecał nieodwołalnie, że „od mojego dziada, ojca odbierzemy”.

Takiego rodzaju deklaracja oczywiście nie mogła przypaść do gustu młodszym braciom Romana. Pod dachem rodzinnego domu Pilarów wywiązała się strzelanina. Do Romusia strzelało dwóch braci, któryś z nich zranił go w rękę. Który? Józef? Ignacy?

Potem ktoś wyskoczył ze dworu, zaprzągł konia i duchem popędził do Wilna. Po pewnym czasie przyjechał z Wilna chirurg – Polak (zdaje się ze szpitala św. Jakuba).

Wszystko w rodzinie…

Matka młodych Pilarów, Helena Pilarowa nigdy o tym z nikim nie rozmawiała. Młodzi – takoż nie. Na zasadzie: „wszystko w rodzinie”. Zresztą ci dwaj młodsi bracia Romusia błyskawicznie z Mickun się ulotnili. Do wojska poszli, „do Piłsudskiego”. Po latach jedna z kuzynek Pilarów powie, że o idee im poszło w tej strzelaninie, w co, naturalnie, nikt ze służby nigdy by nie uwierzył. Jakie tam idee, tu o ziemię chodziło, o ojcowski majątek. Romuś chciał dobrze – mówiono – a ci dwaj, wiadomo: „biełyje”, pany…

Który z nich jednak do Romusia strzelał? Zagadkę wydaje się rozwiązywać fotografia ze zbiorów rodzinnych Pilarów, przedstawiająca trzech braci Pilarów jako gimnazjalistów. Pośrodku – najstarszy, Roman Pilar (obok niego, w ciemnej sukni – matka młodych Pilarów, Helena). Gimnazjaliście z prawej, bratu Romana (najprawdopodobniej jest to Ignacy) ktoś „na krzyż” przekreślił twarz. Kto i dlaczego to zrobił? Ktoś chciał go na zawsze skreślić z pamięci. Może Roman, do którego rodzony brat strzelał i zranił go, a może jednak matka, Helena Pilarowa („Bo ona bardzo Romusia kochała, całe życie czekała na jego powrót” – opowiadają dziś starzy mieszkańcy Mickun).

Na cmentarzu w Mickunach, w miejscu pochówku rodziny Pilarów zachował się nagrobek młodszego brata Romana, Józefa (ur. w 1904, zm. w 1920). Natomiast nie ma śladu po Ignacym. (Jest tu, obok Józefa, pochowany inny Ignacy, najprawdopodobniej stryj młodych Pilarów, urodzony w 1859; data śmierci nie jest oznaczona).

Gdzie jest pochowany i w jakich zmarł okolicznościach drugi brat Romana (ten z przekreśloną na fotografii twarzą?). Mogła o tym wiedzieć Helena Pilarowa. Hipotetycznie – mogła, ale czy naprawdę wiedziała?

Józef, młodszy brat Romana, zmarł w wieku szesnastu lat. Czy zginął w wojnie polsko-bolszewickiej? Rok 1920 na to by wskazywał…

Józef Mackiewicz pisze:

Stary [Aleksander Pilar] był ponoć patriotą, takoż dwaj młodsi synowie, z których jeden zginął w wojnie z bolszewikami, bodaj już jako oficer polski.

O ile brat Romana, Józef, w tej wojnie nawet zginął, to na pewno, będąc w wieku szesnastu lat, nie mógł być w randze oficera.

Pozostaje Ignacy. Czy walczył razem z Józefem? Tego już chyba nie dowiemy się nigdy.

W tym to właśnie czasie Henio [syn Stanisława Filiberta Fleury], w randze kapitana wojsk polskich zginął pod Hrubieszowem lubelskim. Na jakim odcinku walczyli bracia Pilara, nie wiem. (Józef Mackiewicz).

W tym to właśnie czasie ich starszy brat Romuś, Roman Pilar („towarzysz Romuald”) będzie nadal, jak i jego wuj, Feliks Dzierżyński, wiernie służył swojej partii w budowaniu nowego „lepszego ładu społecznego, dla dobra robotników i chłopów”.

Urodziny Dzierżyńskiego na łamach „Gazety Wyborczej”

129 rocznicę urodzin Żelaznego Feliksa (przypadała 11 września br.) upamiętniła warszawska „Gazeta Wyborcza” (felieton Wacława Radziwinowicza pt. „Urodziny Dzierżyńskiego”, „G.W.” 12 września 2006). Niektóre interesujące „opusy” tej publikacji mam ochotę tu pocytować, wobec innych odpowiednio się ustosunkować.

„Bóg jest dla mnie wszystkim. Gdybym kiedyś doszedł do wniosku, że Boga nie ma, natychmiast puściłbym sobie kulę w łeb” – zapewniał [Feliks Dzierżyński] w młodości brata. Jako podrostek nie tylko sam modlił się żarliwie, ale zmuszał do tego rodzinę. […]

„Marzyłem o tym, by zdobyć czapkę niewidkę. Przy jej pomocy mógłbym wytępić wszystkich Moskali” – pisał [Dzierżyński] w pamiętnikach, wspominając swą młodość.

Cień na dobrą pamięć o założycielu Czeka rzuca tylko jedno podejrzenie. O zbytnią sympatię do katolików i Polaków. Towarzysze bolszewicy zarzucali mu, że masowo rozstrzeliwując prawosławnych duchownych, nie pozwalał likwidować „ksendzów”. – Czemu akurat ich traktujesz ulgowo? – pytali go w kierownictwie partii.

Historycy przypominają, że kiedy Dzierżyński po rewolucji jeździł pociągiem pancernym Koleją Transsyberyjską i rozstrzeliwał wszystkich, którzy wyglądali mu na kontrrewolucjonistów, oszczędzał Polaków. Ułaskawiał ponoć każdego, kto potrafił wyrecytować „Litwo, ojczyzno moja…” albo po polsku odmówić „Ojcze nasz”.

Swój felieton Wacław Radziwinowicz zaczyna (pomijam pierwszy akapit) tak:

129 lat temu, 11 września 1877 r. w rodzinnym majątku Dzierżynowo [sic!] urodził się Feliks Dzierżyński, ojciec [sic!] czerwonego terroru.

Feliks Dzierżyński urodził się nie w Dzierżynowie, ale w Oziembłowie, i to nie on był ojcem czerwonego terroru.

Ojcem CzeKi i czerwonego terroru był Lenin

„Właściwym ojcem CzeKi był Lenin” – pisze polski znawca przedmiotu prof. Jerzy S. Łątka w swym „Krwawym Apostole”. I to jemu przede wszystkim – „jako głównemu ideologowi nowego porządku – instytucja ta zawdzięcza takie a nie inne oblicze”. Polityczno-etyczne poglądy Lenina wyczerpująco prezentuje cytat z 45. tomu jego Dzieł: „Zadaniem sądu nie jest zapobieganie terrorowi… Sąd powinien terror uzasadnić w sposób pryncypialny, bez fałszu i upiększeń… tylko… rewolucyjne sumienie może decydować o jego stosowaniu…”

Lenin uważał masowy terror za absolutnie niezbędną metodę budowy socjalistycznego społeczeństwa. Lenin – według świadectwa Nadieżdy Krupskiej – przede wszystkim obawiał się „miękkości swych towarzyszy partyjnych”.

Oburzyła go decyzja II Zjazdu Rad, który na wniosek Kamieniewa zniósł karę śmierci. Kara śmierci została przywrócona dekretem Rady Komisarzy Ludowych z dnia 21 lutego 1918. Ten właśnie dekret dawał WCzK prawo do bezpośredniego rozprawiania się z „aktywnymi kontrrewolucjonistami”. Kryterium „aktywny kontrrewolucjonista” wystarczało do rozprawienia się z każdym niewygodnym obywatelem. Dekret uważał za takowych „agentów nieprzyjaciela, spekulantów, bandytów, chuliganów, agitatorów kontrrewolucyjnych, szpiegów niemieckich”. Wszyscy oni „winni być rozstrzeliwani na miejscu”, to znaczy – bez śledztwa i bez procesu.

W oficjalnych biografiach Lenin przedstawiany jest jedynie jako ideolog polityczny, twórca państwowy i przywódca moralny komunistycznej idei. Zastosowane przez „nową Rosję” środki represji przypisywane są głównie Feliksowi Dzierżyńskiemu. Tymczasem…

Warto w tej sprawie przytoczyć opinię wybitnego angielskiego historyka, Paula Johnsona z wydanej jego w 1989 roku „Historii świata (od roku 1917)”:

„Należy zrezygnować z opinii, że Lenin był przeciwny powstawaniu i rozwojowi CzeKi: wszystkie posiadane przez nas dokumenty świadczą o czymś wręcz przeciwnym. To właśnie Lenin, a nie kto inny, naszkicował wszystkie najważniejsze dekrety, Dzierżyński był jedynie tworem Lenina. I nie kto inny jak właśnie Lenin natchnął CzeKę duchem terroru; już od stycznia 1918 roku ciągle namawiał innych bolszewików, w tym wielu członków Sownarkomu, by zignorowali wątpliwości i uczucia humanitarne. Przeniósłszy dla większego bezpieczeństwa rząd z Piotrogrodu do Moskwy i umieściwszy Sownarkom na Kremlu, Lenin polecił Dzierżyńskiemu założyć kwaterę CzeKi poza obrębem Sownarkomu. Przejęto wielki gmach towarzystwa ubezpieczeniowego na placu Łubianka i zbudowano w nim „więzienie wewnętrzne” dla podejrzanych politycznie. Od tego momentu CzeKa stała się niezależnym ministerstwem podlegającym bezpośrednio Leninowi, który nie zostawił urzędnikom żadnych wątpliwości co do swoich wymagań. W styczniu 1918 roku, na trzy miesiące przed rozpoczęciem wojny domowej, poleca [Lenin] „natychmiastowe rozstrzelanie jednego z każdej dziesiątki skazanych za próżniactwo”.

Tydzień później Lenin publicznie ponagla CzeKę:

„Dopóki nie zastosujemy wobec spekulantów terroru – rozstrzelania na miejscu – nic z tego nie wyjdzie”. W parę dni później żąda „aresztowania i rozstrzelania łapowników, kanciarzy itp.”, konsekwencją każdego naruszenia dekretu musi być „najsurowsza kara”. Dnia 22 lutego autoryzuje proklamację CzeKi do rad terenowych nakazującą „wyszukiwać, aresztować i rozstrzeliwać na miejscu wszelkiej maści wrogów, spekulantów itd.”. Następnie dołącza do tego dekretu swoje osobiste instrukcje. W sierpniu 1918 roku wysyła do rady w Niżnim Nowgorodzie telegram następującej treści: „Należy wytężyć wszystkie siły, mianować trójkę dyktatorów […], wprowadzić natychmiast masowy terror, rozstrzelać i wywieźć setki prostytutek, które rozpijają żołnierzy, byłych oficerów itp. Ani chwili zwłoki”.

Zaniepokojony nasileniem chłopskiego powstania w regionie Penzy, Lenin 9 sierpnia 1918 roku telegrafuje do gubernialnego komitetu wykonawczego z następującym żądaniem: „Zastosować masowy bezlitosny terror wobec kułaków, popów i białogwardzistów, niepewnych zamknąć w obozie koncentracyjnym poza miastem”. (Obóz koncentracyjny – terminu tego po raz pierwszy użył Trocki).

„W ideologii i praktyce budowniczych nowego ładu moralnego należało zwalczać nie tylko te osoby, których działania stanowiły jakieś rzeczywiste, czy też iluzoryczne zagrożenie dla nowej władzy. Także z powodu tzw. przynależności klasowej. W marcu 1922 roku Lenin pisze artykuł „O znaczeniu wojującego materializmu”, w którym za „bezwzględny obowiązek” komunisty uznaje „walkę z reakcją filozoficzną i z przesądami filozoficznymi tak zwanych „oświeconych sfer”. W liście do Dzierżyńskiego z dnia 19 maja Lenin przekłada terminy filozoficzne na język potoczny: inteligentów, profesorów i pisarzy nazywa jawnymi kontrrewolucjonistami, poplecznikami Ententy, szpiegami, demoralizatorami młodzieży […]. Od pierwszego dnia rewolucji Lenin właśnie w inteligencji, która nie chciała bezkrytycznie podporządkować się „osobistemu autorytetowi jednego człowieka” i jednej partii – upatruje głównego wroga nowej władzy. Zwalczano nie tylko tę część inteligencji, która zajęła rzeczywiście opozycyjną postawę wobec nowej władzy, ale prześladowano także tych, którzy wobec zmian zajęli stanowisko neutralne. […] Wielu inteligentów aresztowanych zostało tylko z tego powodu, że przed rewolucją… pomagali rewolucjonistom. Brzmi to jak ironiczny dowcip, ale przesłanki takiego postępowania stanowiło następujące rozumowanie: skoro oni są tacy dobrzy, że wówczas pomagali prześladowanym, to kto może zagwarantować, że i teraz nie będą tego robić?

Lenin ustala nowe zasady bolszewickiego dekalogu: „nie wolno nie aresztować”, „przestępstwem jest nie aresztować” – ludzi, którzy zdolni są pomagać spiskowcom.” (Jerzy S. Łątka).

W wyniku WCzK zajmowała się wszystkimi, którzy „umyślnie albo nieumyślnie” działali na szkodę władzy sowieckiej i przeszkadzali jej choćby „pobłażliwością”.

W 1922 Lenin zażąda włączenia do kodeksu karnego artykułu, przewidującego surowe kary dla tych, którzy „obiektywnie wspomagają lub mogą wspomagać” światową burżuazję. Pojęcie „pomocy obiektywnej”, „nieumyślnej” oznaczało, że państwo, władza wybierało sobie wrogów, określało, kto jest wrogiem.

W świetle tego, o czym wyżej, można przyjąć zasadę obrony Feliksa Dzierżyńskiego. Był on tylko wykonawcą woli swego wodza. A jednak, a mimo to… Wykonywał on tę wolę nazbyt gorliwie. Dzierżyński święcie wierzył w swoją rewolucję, wymarzoną w więziennej samotności. Był przekonany, że Historia upoważniła bolszewików do wielkiej misji, do zrobienia wielkich dziejowych porządków. Toteż bez wahań podjął rolę wielkiego rewolucyjnego inkwizytora.

„Nazywają mnie krwawym psem rewolucji – i słusznie, bo jestem do niej przykuty łańcuchem i gotowy bronić jej zębami” – powiedział o sobie Feliks Edmundowicz.

„Renegat”

„Już za młodu Dzierżyński miał wśród towarzyszy opinię renegata, ponieważ był fanatycznie przekonany, że naród polski zdobyć może wolność tylko wspólnie z proletariatem rosyjskim” – pisał Borys Lewickyj, emigracyjny historyk ukraiński. Profesor polski Jerzy S. Łątka „rzecz tę” ujmuje inaczej:

„Dziś, po latach, bardzo łatwo nam ferować opinie i wydawać moralne osądy. Historia przyznała rację wszystkim tym, którzy nie składali narodu na ołtarzu internacjonalizmu. Ale – gdyby postawiono Dzierżyńskiego przed Nadzwyczajnym Trybunałem – miałby on prawo do obrony, przynajmniej do wyjaśnienia motywów swego postępowania. Tym bardziej, że wyrósł on w patriotycznej, polskiej atmosferze, a w gimnazjum wstąpił do konspiracyjnego kółka, którego główny cel stanowiło „studiowanie polskiej literatury i historii”. Nie można oceniać postawy „renegata” Dzierżyńskiego bez kontekstu historycznego – pisze dalej Jerzy S. Łątka. Na przełomie XIX i XX wieku poglądy Dzierżyńskiego nie były czymś wyjątkowym w polskim ruchu rewolucyjnym. Esdekiem z wyboru (a więc internacjonalistą) stał się też młody Wacław Solski, mimo że jego starszy brat działał w PPS, która mocno akcentowała konieczność odbudowy państwa polskiego. U schyłku swego życia, na pytanie, dlaczego stanął po stronie najbardziej radykalnej idei, Wacław Solski odpowiedział:

„Dlatego, że była najbardziej ogólnoludzka. Od początku należałem do kółek prowadzonych przez socjaldemokrację, która miała wizję uniwersalną, a nie polską. Można by to określić krócej i trochę wulgarnie: PPS zajmowała się Polską. Mój brat prowadził ze mną ostre spory. Zarzucałem mu, że pepesowcy myślą tylko o Polsce. Tak zresztą było. W politycznych sprawach PPS troszczyła się tylko o Polskę, a socjaldemokracja – o cały świat. Dla mnie to było rozstrzygające, bo już wtedy byłem wrogiem różnych łatwych patriotyzmów. Powiedzmy szowinizmów, które w PPS były. W SDKPiL tego nie było. Nie jest prawdą, że w SDKPiL mówiono o orle polskim, że to gęś. To były dowcipy pod naszym adresem. Ale nastawienie mieliśmy ogólnoświatowe. Na tych pogadankach i posiedzeniach, którymi kierowali esdecy, mówiło się bardzo dużo o sprawach teoretycznych, to znaczy o kapitalizmie, Marksie i tak dalej”.

Z podobnych pobudek również Dzierżyński (a za nim i jego siostrzeniec, Roman Pilar) znalazł się w szeregach esdeków. Dzierżyński wierzył bowiem, że „od kapitalizmu do socjalizmu nie będzie okresu przejściowego, a więc nie są potrzebne państwa niepodległe, bo w socjalizmie nie będzie państwa”. Dlatego konsekwentnie opowiadał się przeciwko prawu narodów do samostanowienia. „Był w tej kwestii konsekwentny i uczciwy, w rezultacie bardziej papieski niż sam Lenin, który problem narodowościowy traktował jako broń polityczną. Jeśli sytuacja tego wymagała, formalnie roztaczał wizję narodowych państw. Pozbawiony zmysłu realizmu politycznego Dzierżyński swym radykalizmem odstraszał wielu rewolucjonistów. Toteż sam Lenin przywoływał go do porządku”. (Jerzy S. Łątka).

Józef Piłsudski o Leninie, Dzierżyńskim i SDKPiL

Wacław Jędrzejewicz – polityk, żołnierz Legionów i POW w swej książce „Józef Piłsudski (1867-1935) Życiorys”, powołując się na rozmowy Józefa Piłsudskiego z Bogusławem Miedzińskim na przełomie lat 1919-1920, w temacie Lenina, Dzierżyńskiego i SDKPiL pisze:

„Piłsudski uważał, że nie należy przeceniać Trockiego, ówczesnego komisarza wojny, który jest raczej typem zawodowego agitatora i wierzy, że rewolucję i wojnę można wygrać przemówieniami i dialektyką. Co innego Lenin, który wciągnął do sztabu doświadczonych wojskowych i zorganizował kułak, którym wypędził Kiereńskiego. Lenin jest człowiekiem przebiegłym i – mimo swego marksizmu – niezwykle elastycznym, umie zawierać kompromisy, umie cofać się, czekać’’.

Dalej Piłsudski, mówiąc o Leninie, podkreślił, że „wybrał on terror jako narzędzie opanowania stosunków wewnętrznych, co jest dla mas rosyjskich najbardziej skutecznym środkiem. I wybrał do wykonania tego bezwzględnego fanatyka, jakim jest Dzierżyński, może dlatego, że jako Polakowi łatwiej mu będzie mordować Moskali”.

Dzierżyński, pozbawiony zmysłu realizmu politycznego, ufny w „uczciwość” swego wodza, nie był w stanie dostrzec tego, co w lot uchwycił jego krajan, Józef Piłsudski. „Lenin – mówił Piłsudski – jako marksista nie ma nic wspólnego z typem marksisty z Socjal-Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) lub z lewicy PPS, człowiekiem bez temperamentu, bez fantazji, przypominającym kujona szkolnego lub talmudystę żydowskiego. Dialektyka nie jest dla nich metodą, lecz wiedzą i sztuką samą przez się. Lenin jest zupełnie inny. Jest skrajnym oportunistą, każdy kompromis, każda szacherka są dopuszczalne i wskazane. Zawrze każdą umowę, każdy sojusz i złamie z chwilą, gdy mu to będzie na rękę, i do tego oskarży partnera, że to on go perfidnie oszukał’’.

W podobny sposób pisze nasz współczesny, Jerzy S. Łątka:

„Przed październikowym przewrotem kwestie narodowościowe służyły [Leninowi] do zdobycia władzy politycznej. Lenin uważał słusznie mniejszości narodowe imperium rosyjskiego za sojuszników w walce z caratem. W 1915 roku Lenin zachwala zdradę, mówiąc, że kto pisze przeciw rozpadowi Rosji, ten trzyma się burżuazyjnego, a nie proletariackiego punktu widzenia. Po zdobyciu władzy Lenin zmienia stanowisko. Staje się szermierzem scentralizowanego, silnego państwa, bo „jest to olbrzymi historyczny krok naprzód do przyszłej socjalistycznej jedności całego świata”.

Powstała w listopadzie 1918 Polska stanowiła przeszkodę w połączeniu się rewolucji rosyjskiej z rewolucją niemiecką i blokowała „eksport” tej rewolucji na Zachód. Przeto – „ta dziwna wojna” (określenie Józefa Mackiewicza) bolszewików z Polską była nieunikniona.

Wojnę z bolszewikami wygrał Piłsudski.

Piłsudski i Dzierżyński… W młodości – ideowo bliscy sobie ludzie. Praktycznie ich drogi rozeszły się w 1917. W 1918 stali się sobie politycznymi wrogami. Piłsudski, mimo gorzkiej pigułki pod postacią Polski, jaką nieraz przyszło mu połykać, służył „tej Polsce” wiernie do końca swego życia. Warto tu raz jeszcze przywołać wypowiedź Wacława Jędrzejewicza:

„W jednej z rozmów ze Śliwińskim mówił [Piłsudski] o sobie jako socjaliście. Wtedy ukształtowała się w jego głowie idea służenia Polsce. „Tej idei pozostałem wierny na zawsze. I dzisiaj, choć nieraz mówię o „durnej Polsce”, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę”.

Przed wojną 1914-1918 socjalizm, według Piłsudskiego, był najdalszą metą postępu społecznego. Potem zaczął przegrywać. W Rosji stał się nową formą niewolnictwa, w Anglii nie stworzył nic nowego, co by wpłynęło na losy świata.

W dzieciństwie zastanawiał się, czy jest ktoś na świecie, dla kogo mógłby umrzeć. Mógłby to zrobić jedynie dla matki. Dziś spokojnie by umarł dla dobra swych dzieci.

Mówiąc o Polsce Piłsudski stwierdził, że Polacy mają instynkt wolności i że w Polsce nie można rządzić terrorem. „Ja mogłem sobie na to pozwolić i korzystałem z tego, bo Polaków chciałem czegoś nauczyć. Ale instynktu wolności nie można zabijać”.

Negatywne cechy Polaków widział w warcholstwie, które nie zna granic, lecz zatrzyma się przed morderstwem. To może zrobić jednostka. Instynkt zniszczenia jest obcy Polakom. „Takich artystów jak w Polsce, nigdzie nie ma”.

O sobie Piłsudski powiedział Śliwińskiemu:

„Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz po śmierci stanę przed Bogiem i będę go prosił, aby nie posyłał Polsce wielkich ludzi… Co naród polski daje wielkim ludziom? Gdyby nie ja, rzecz wątpliwa, czy powstałaby Polska. A gdyby powstała, czy utrzymałaby się przy życiu? Ja wiem, com dla Polski uczynił’’.

Piłsudski nie składał szumnych deklaracji, nie umierał dla ojczyzny. Dzierżyński dla rewolucji (bolszewickiej – naturalnie) umarłby z radością.

„Rozstrzelajcie mnie!”

– jest to śródtytuł książki Jerzego S. Łątki „Krwawy Apostoł”, w której opisuje on podłoże konfliktu lewicowych eserowców z bolszewikami, w którym kluczową rolę odegrał także nasz rodak.

Burza od dawna wisiała w powietrzu. Obu stron nie zadowalał w pełni ten sojusz. Bolszewicy chcieli mieć władzę niepodzielną, nie zamierzali zbytnio się liczyć ze słabszym partnerem. Bania pękła na początku lipca 1918. Na Zjeździe Rad lewicowi eserowcy wystąpili z własnym programem. Domagali się natychmiastowego zaniechania konfiskaty chłopskiego zboża, reorganizacji Armii Czerwonej, rozwiązania CzeKi, zawarcia pokoju z Legionem Czechosłowackim oraz rozpoczęcia wojny partyzanckiej przeciwko Niemcom. (Przede wszystkim lewicowi eserowcy mieli największe zastrzeżenia do podpisanego z Niemcami pokoju brzeskiego, nie do końca też uznawali celowość stosowanych przez bolszewików represji w tak szerokiej skali).

6 lipca 1918, w czasie obrad na Zjeździe, zdesperowane dyktatorskimi zapędami Lenina kierownictwo partii lewicowych socjalrewolucjonistów podjęło próbę zamachu stanu i usunięcia bolszewików z rządu. Nie grali w ciemno. Mieli gorące poparcie chłopów, pewnego odsetka oficerów Armii Czerwonej i – co najważniejsze – kilku funkcjonariuszy z wierchuszki CzeKi.

Wydarzenia rozwijały się błyskawicznie. Konny pułk czekistów pod komendą Popowa opanował siedzibę CzeKi na Łubiance, napastnicy nie omieszkali także zdobyć kasę Nadzwyczajnej Komisji.

Powstańcze oddziały zajęły kilka ważnych obiektów w mieście oraz opanowały gmach Poczty Głównej, co umożliwiło eserowcom rozesłanie po całej Rosji informacji o przejęciu władzy. Powstania wybuchły także w Jarosławiu, Wołogdzie, Rewińsku, a także w innych miastach Rosji. Sprzyjający eserowcom dowódcy rozpoczęli marsz na Moskwę. Do Berlina wysłano depeszę informującą o kontynuowaniu wojny z Niemcami. Przywódczyni eserowców, Maria Spiridonowa, udała się na obradujący w tym czasie V Ogólnorosyjski Zjazd Rad, by tam obwieścić, że rząd Lenina został obalony i władza należy do nich.

„Organizatorzy puczu postanowili przekreślić też zawarty przez bolszewików pokój z Niemcami. Jego głównym konstruktorem był ambasador Niemiec, baron Wilhelm von Mirbach. On również gorąco orędował na rzecz finansowej pomocy bolszewikom przez Niemcy. Nie skończyła się ona w dniu przewrotu. 10 listopada bolszewicy otrzymali 15 mln marek. W jakimś tam stopniu również i te pieniądze pomogły bolszewikom utrzymać się przy władzy. Być może, iż pomoc ta przyspieszyła podpisanie pokoju brzeskiego z Niemcami, czemu eserowcy się sprzeciwiali. Po jego zawarciu Mirbach apelował do swego rządu o dalsze 40 mln marek dla bolszewików. Czy bolszewicy otrzymali dokładnie taką kwotę i czy na tym się pomoc skończyła – nie wiadomo’’. (Jerzy S. Łątka).

6 lipca 1918, z polecenia samego KC partii eserowskiej, czekista Jakow Blumkin razem z towarzyszącym mu Nikołajem Andrejewem, legitymując się sfałszowanym podpisem Dzierżyńskiego, udali się do ambasady niemieckiej i na jej terenie Blumkin dokonał zamachu na ambasadora, hrabiego Mirbacha.

Mord ten zbulwersował Lenina. Niezwłocznie zlecił on Feliksowi Dzierżyńskiemu przeprowadzić śledztwo.

Nie mniej od Lenina, wstrząśnięty zdradą „swoich”, Dzierżyński zabrał się do śledztwa z właściwym mu zaangażowaniem. Z mety udał się do ambasady niemieckiej, gdzie pokazano mu zaświadczenie, wypisane na blankiecie urzędowym CzeKi, upoważniające Blumkina i Andrejewa do rozmowy z Mirbachem w imieniu Dzierżyńskiego. (Jak się później wyjaśniło, bumagę tę wypisał eserowiec Piotr Aleksandrowicz, zastępca Dzierżyńskiego).

Dzierżyński nie tracił czasu. Niezwłocznie, w obstawie złożonej tylko z trzech chwackich czekistów, udał się do siedziby lewicowych eserowców, aby aresztować winnych. Tu jednak został zatrzymany i rozbrojony. Na tę wiadomość Lenin rozkazał otoczyć wiernymi sobie oddziałami Armii Czerwonej budynek Teatru Wielkiego, w którym toczyły się obrady zjazdu i aresztować całą eserowską frakcję, wraz z ich przywódczynią Spiridonową. Lenin uprzedził, że jeśli choć jeden włos spadnie z głowy Dzierżyńskiego, rozkaże rozstrzelać tysiąc eserowców.

Mimo szantażu Lenina, Dzierżyński miał realną szansę zostać męczennikiem rewolucji – pisze autor „Krwawego Apostoła”. Po zatrzymaniu przez eserowców, Feliks Edmundowicz zachowywał się tak, jakby śmierć z ręki frakcyjnego przeciwnika była jego głównym celem. Popowa, dowódcę oddziału, który go rozbroił, Dzierżyński wyzwał od najpodlejszych sukinsynów i groził, że on go – Popowa – rozstrzela jego własnym rewolwerem. A gdy się dowiedział, że jako zakładnika zatrzymano przywódczynię buntu, Spiridonową, krzyknął: „Radzę wam natychmiast mnie rozstrzelać, bo będę pierwszym przeciwko jej uwolnieniu!”.

Z takim „okazem”, skazańcem na gwałt domagającym się własnej śmierci, spiskowcy widać do tej pory nie mieli do czynienia. Skonsternowani zachowaniem się Żelaznego Feliksa, nie mogli podjąć decyzji. I to go uratowało.

W tym samym czasie niezwykle trudnego zadania unieszkodliwienia „kolegów po fachu” podjął się inny czekista, wierny Dzierżyńskiemu, jego bliski współpracownik, Jakub Peters. Peters uciekł się do fortelu: przekazał spiskowcom – rzekomo w imieniu Popowa – dokonania obławy celem „zarekwirowania broni” w odległej dzielnicy Moskwy. Pozostali w budynku na Wielkiej Łubiance eserowcy zostali natychmiast otoczeni przez oddziały Armii Czerwonej i ostrzelani przez broń maszynową oraz artylerię. W południe, 7 lipca zostali rozbici.

Jakim cudem Dzierżyński przez cały czas oblężenia, nie przeniósł się (z własnej chęci) w zaświaty, trudno dziś dociec. Historyk sowiecki, Aleksander Chackiewicz utrzymuje, że żołnierze, pod których strażą był Dzierżyński i jego trzech czekistów, „zwolnili aresztowanych, przeszli wraz z nimi do innego pomieszczenia, dali im broń i razem zaczęli oczekiwać nadejścia jednostek sowieckich”.

Pisze Jerzy S. Łątka:

„Po zdobyciu gniazda zbuntowanych czekistów przez wierne bolszewikom oddziały, Dzierżyński wyszedł na ulicę przez rozwaloną ogniem ścianę domu i podążył na Kreml. […] Zdradę dotychczasowych sojuszników przeżył bardzo głęboko”.

Pisze Aleksander Chackiewicz:

„Niezwykle podniecony [Dzierżyński] spacerował po sali konferencyjnej. […] – Dlaczego mnie nie rozstrzelali? – krzyknął nagle. – Szkoda, tak byłoby lepiej dla rewolucji.

Był niepocieszony.

Tegoż samego dnia Dzierżyński zwrócił się do Rady Komisarzy Ludowych z prośbą o zwolnienie go z obowiązków przewodniczącego CzeKi.

„Wobec tego – motywował swoją decyzję o dymisji – że jestem jednym z głównych świadków w sprawie zabójstwa niemieckiego posła, hrabiego Mirbacha, uważam za niemożliwe pozostanie dłużej we Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją w charakterze jej przewodniczącego, podobnie jak i w ogóle branie jakiegokolwiek udziału w jej pracy. Proszę Radę Komisarzy Ludowych o zwolnienie mnie z pracy w Komisji”.

Prośba Niezłomnego Rycerza Rewolucji została uwzględniona. W WCzK dokonano czystki. Po dokładnym zbadaniu i wyjaśnieniu wszystkich okoliczności zamachu na Mirbacha, sześć tygodni później, 22 sierpnia 1918, decyzją rządu bolszewickiego, Feliks Dzierżyński został ponownie powołany na to samo stanowisko.

(Cdn.) http://www.magwil.lt/archiwum/2006/mww10/pazdzn-8.htm

Alwida A. Bajor