o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

niedziela, 16 stycznia 2011

mówi Żona generała Polish Air Forces


Nazywam się Ewa Błasik. W przeddzień Święta Niepodległości pęka mi serce, gdy widzę, jak mój generał jest wyszydzany, choć jest godzien honorów. Dopóki starczy życia i sił, będę Go bronić.

Sponiewierany mundur Generała.


fot. M. Borawskifot. M. Borawski
Czas na zegarku gen. Błasika ocalałym z katastrofy zatrzymał się 
na godz. 8.38fot. M. Borawski

Z Ewą Błasik, żoną śp. gen. broni pilota Andrzeja Błasika, Dowódcy Sił Powietrznych RP, który zginął na pokładzie rządowego Tu-154M nieopodal Katynia,
 rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler.


Pamięta Pani pierwszą, lipcową, rozmowę z "Naszym Dziennikiem"? Mówiła Pani wtedy, że traktuje wojsko jak rodzinę. Dziś została Pani z niej wyłączona, bo podjęła Pani walkę o honor swojego męża, generała Andrzeja Błasika.
- To prawda. Wojsko się zamknęło, odwróciło się ode mnie. Rzecznik generała broni Lecha Majewskiego poinformował mnie wprost, że on z tą panią, czyli ze mną, nie chce mieć nic wspólnego. W dzień Wszystkich Świętych łaskawie wpuszczono mnie na teren dowództwa Sił Powietrznych w obecności brata mojego zmarłego Męża i jego żony. Chcieliśmy złożyć wieniec pod pomnikiem upamiętniającym Męża, który tam stoi. Notabene budowany był nocą, ze strachu przed nowym dowódcą Sił Powietrznych, który z pewnością nie pozwoliłby na jakąkolwiek pamięć o moim Mężu, co zresztą było uwidocznione w dniu Święta Lotnictwa, gdy nie przywołał pamięci mojego Męża z imienia i nazwiska. W czasie oddawania hołdu mojemu Mężowi zobaczyliśmy przez okno, że w korytarzu budynku dowództwa Sił Powietrznych poniewiera się mundur mojego Męża. Prosił mnie o ten mundur pan generał Krzysztof Załęski, kiedy jeszcze był na swoim stanowisku, abym przekazała go do Sali Tradycji. Ten mundur chyba - w mniemaniu ludzi pana generała Majewskiego - jest niegodny, aby został wniesiony na Salę Tradycji, tylko przez ponad pół roku stoi zakurzony przed tą salą. Wszystko chyba po to, by mojego Męża do końca upokorzyć. Tak zachowuje się dowództwo Sił Powietrznych?! Nie wiem, jakie są cele, chciałabym, żeby pan minister Bogdan Klich zabrał w tej sprawie głos, bo to przecież on nad grobem mojego Męża zapewniał, że nie pozwoli, aby szargano jego dobre imię. Później, na spotkaniu poświęconym pamięci mojego Męża w dowództwie Sił Powietrznych, z jego ust padło stwierdzenie, że najprawdopodobniej mój Mąż, jeżeli w ogóle był w tym kokpicie, to był takim piorunochronem między załogą a panem prezydentem Kaczyńskim i wszystkimi na pokładzie. Tę wypowiedź słyszałam zarówno ja, jak i moje dzieci. 

Bogdan Klich dziś milczy. Powinien to publicznie powtórzyć.
- Dlatego dziś oczekuję jakiegoś wsparcia przede wszystkim ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej. Muszę przypomnieć także, że pan minister Radosław Sikorski zapewniał mojego Męża, gdy proponował mu objęcie stanowiska komendanta w Wyższej Oficerskiej Szkole Orląt, że ministerstwo nigdy o nim nie zapomni. Sama to słyszałam, byłam przy tej rozmowie. Niestety, wszyscy zapomnieli. Dziś, w przeddzień Święta Niepodległości, serce mi pęka, gdy widzę, jak mój generał jest wyszydzany i jak gardzi się nim, choć powinno nagradzać pośmiertnie. Czym to się różni od metod KGB? Tak wygląda prawo w Polsce? To jest bezprawie! Mam wrażenie, że to są zagrywki polityczne. Ludzie, którzy doprowadzili nasze lotnictwo do stanu zapaści przez dwadzieścia ostatnich lat w wolnej Polsce, dziś decydują o jego kształcie. Jest to dla mnie nie do pomyślenia. Sama jestem wnuczką Stanisława Buczyły, żołnierza Marszałka Piłsudskiego, wspaniałego człowieka, który walczył z bolszewikami w 1920 roku. On zupełnie inaczej uczył mnie, czym jest dewiza "Bóg, Honor, Ojczyzna". O Cudzie nad Wisłą opowiadał mi, recytując swoje wiersze.

Wie Pani, co dzieje się z telefonem Pani Męża, generała Andrzeja Błasika? 


- Nie mam pojęcia, nie wiem nawet, czy jego telefon znajduje się w prokuraturze. Nie rozumiem, dlaczego przez cały dzień po katastrofie telefon Męża nie był wyłączony, tylko cały czas zajęty. Robi się wszystko, by Męża dziś upokorzyć. Wszyscy wiedzieli, że świetnie sprawdzał się w strukturach NATO-wskich, że wszelkie zadania mu powierzane wykonywał jak najlepiej i pociągał za sobą innych. Jego kandydatura brana była pod uwagę - jak już mówiłam - na stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Dziś w świat idzie przekaz, że był szaleńcem! Cenili go zarówno prezydent Lech Kaczyński, minister Aleksander Szczygło, jak i były minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński. Gdyby żyli, na pewno nie pozwoliliby na lincz mojego Męża. Oni znali jego wartość. Z pewnością broniłby także generała Błasika jego przyjaciel, wspaniały pilot generał Jacek Bartoszcze, lecz nie żyje, zginął 5 lat temu w katastrofie awionetki. Nie żyje w sumie już czterech generałów z promocji mojego męża. Nie mogę się pogodzić z tym, że nie żyją już prawie wszyscy wspaniali uczniowie mojego Męża, którzy zginęli w CASIE. Dlatego jestem bardzo zainteresowana rzetelnym wyjaśnieniem tych katastrof, bo one nie powinny się zdarzyć.

Wiele rzeczy nie powinno się wydarzyć. Na pewno Edmund Klich nie powinien wypowiadać się na temat Pani Męża przed zakończeniem śledztwa.
- Te wszystkie wystąpienia pana Edmunda Klicha powinny być od razu ucięte przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Śledztwo cały czas trwa, dlaczego więc rzuca się mojego Męża na pożarcie? Czy ktoś się zastanawia, jak ja mogę się czuć, słysząc najgorsze rzeczy na temat mojego Męża? Nikomu jednak to nie przeszkadza. Nie ma już mojego Męża, nie ma jego dobrego imienia, bo zrównali go z ziemią, a ja już nie mam sił, stojąc nad jego grobem, słyszeć za moimi plecami, tak jak w dniu Wszystkich Świętych, odzywki typu: "szaleniec", "siedział za sterami", "to on naciskał na pilotów" etc. Mąż nie może się już bronić, ale dopóki ja żyję, nie mam zamiaru milczeć i będę za wszelką cenę bronić jego dobrego imienia i dochodzić prawdy. 25 lat oddałam Polsce, oddałam lotnictwu. Nie mogłam realizować się jako ja, Ewa Błasik, bo skupiłam się na tym, by niczego mojemu Mężowi nie zabrakło, by miał komfortowe warunki, by był dobrym obrońcą naszych granic, aby się przede wszystkim nie zabił i nie zrobił krzywdy nikomu innemu. Jestem w tej chwili zupełnie sama, opuszczona przez wszystkich.

Na pewno bardzo bolesna była dla Pani publikacja tygodnika "Wprost"...
- Po ukazaniu się artykułu tygodnika "Wprost" przed samym Dniem Zadusznym osobiście poprosiłam prokuraturę o pomoc i interwencję w sprawie przecieków z akt śledztwa. Rodziny ofiar mają prawo bronić swoich bliskich w taki sposób, w jaki uważają za stosowne. Nie mam do nich o to pretensji, o te ich wszystkie subiektywne opinie, wypowiadane przez wdowy po lotnikach z załogi Tu-154M. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, a tym bardziej wybaczyć i usprawiedliwiać dziennikarzy, którzy ten - jak im się wydaje - "sensacyjny artykuł" tygodnika "Wprost" celowo i z zimną krwią zamieścili tuż przed Dniem Zadusznym. Jakim trzeba być bezdusznym, wyrachowanym człowiekiem - mówię tutaj o panu redaktorze Tomaszu Lisie - aby wydać pozwolenie na publikację tego artykułu i nie poczuwać się jeszcze do żadnej winy. W mojej świadomości szacunek i cisza przed świętem takim ludziom, jak mój śp. Mąż, też się należy. Tak bardzo pragnęłam w tych dniach, stojąc nad jego grobem i grobami innych wspaniałych poległych przyjaciół, mieć chociaż chwilę spokoju od linczujących - zupełnie nie wiem za co i dlaczego - mojego tragicznie zmarłego, ukochanego Męża.

Dziennikarze przekroczyli, Pani zdaniem, kolejną i tak już bardzo cienką granicę przyzwoitości?
- Niestety. To, co uczynili dziennikarze "Wprost", można całkiem spokojnie porównać do zachowania tych "specjalistów" od mediów, którzy po katastrofie CASY usiłowali wyciągać z kostnicy zwłoki poległych pilotów po to tylko, aby na drugi dzień zamieścić te zdjęcia na czołówkach swoich gazet. Dokąd ten oszalały, zepsuty i wyzuty ze wszelkich uczuć i wartości świat mediów zmierza? Ten artykuł po raz kolejny wyprowadził mnie z równowagi, jeżeli o to chodziło panu redaktorowi Lisowi, to gratuluję sukcesu. Taki każdy, bezpodstawny atak na mojego śp. Męża powoduje, iż na nowo otwierają się moje niezabliźnione rany po utracie tak cudownego człowieka, jakim był mój Mąż. I żaden zmanipulowany artykuł nie jest w stanie zakwestionować i zniszczyć dorobku życia wspaniałej osobowości mojego generała. Mój Mąż nie był człowiekiem żadnego układu politycznego, nigdy nie dbał o stanowiska, zawsze był przede wszystkim świetnym pilotem i dowódcą walczącym jak lew o dobro swoich podwładnych.

"Wprost" wyprodukowało tezę, jakoby generał Błasik był sadystą zmuszającym pilotów do morderczych obozów kondycyjnych.
- Tak się składa, iż byłam w lutym tego roku razem z Mężem w ośrodku kondycyjnym dla pilotów na Groniku w Zakopanem. W tym czasie byli tam, jak się okazało, członkowie załogi tupolewa, który rozbił się 10 kwietnia w Smoleńsku. W ośrodku odwiedził nas wtedy pan wiceminister obrony narodowej Marcin Idzik i nie sądzę, aby miał jakieś uwagi do programu szkolenia pilotów, jaki zaakceptował mój Mąż. Wiem jednak, że sami piloci ze specpułku, zamiast uczestniczyć w obozach przetrwania, nabierać kondycji, by być wysportowanym i sprawnym pilotem pod każdym względem, woleli wybierać spotkania towarzyskie suto zakrapiane alkoholem. Oczywiście każdy ma prawo do swobodnego wypowiadania się o swoim dowódcy, ale rzeczywiście Mąż chyba był dla pilotów za dobry, skoro ci go dziś atakują.

Był blisko tych osób, interesował się ich sprawami rodzinnymi, problemami?
- Oczywiście. Mężowi bardzo zależało na bliskim kontakcie ze wszystkimi podwładnymi, dlatego tak wiele spotkań z nimi odbywał, jeździł po różnych jednostkach - bo nie chciał być i na pewno mu się to udało - takim generałem tylko zza biurka, który gdzieś tam siedzi w wysokim sztabie i jedynie wydaje rozkazy czy jakieś decyzje. Starał się być bardzo blisko ludzi i często z nimi o wszystkim rozmawiał. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił w Dowództwie Sił Powietrznych po objęciu dowodzenia, było podłączenie bezpośredniego telefonu do wszystkich dowódców. Chciał mieć bliski kontakt ze wszystkimi podwładnymi, na każdym szczeblu. Pragnął łączyć się z nimi bezpośrednio, bez żadnych pośredników. Tak samo było z pilotami ze specpułku.

Dziennikarze "Wprost" widzą to jednak inaczej: Pani Mąż miał być w konflikcie z załogą Tu-154M.
- Dla mnie dowodzenie przez "Wprost", że był w konflikcie z tymi pilotami, jest czystą manipulacją i daje tylko pożywkę Rosjanom, którzy piszą potem o moim Mężu, że był skandalistą i szaleńcem. Manipulacja tygodnika "Wprost" uderza we mnie, w moją rodzinę i w autorytet mojego Męża. A generał Błasik miał wielki autorytet. Piloci, ci z prawdziwego zdarzenia, cieszyli się, że mają wreszcie prawdziwego Dowódcę Sił Powietrznych, z którym mogą robić wszystko i przede wszystkim mówić prawdę. Mąż nie tworzył dystansu, szanował każdego człowieka, bez znaczenia, jaki miał stopień w wojsku czy jak ważną funkcję pełnił w państwie. Mowa tu zarówno o szeregowych pilotach, jak również generałach, nie wspominając o wszystkich ministrach i prezydentach. Mąż był człowiekiem z klasą, na wysokim poziomie.

Pamięta Pani sytuacje świadczące o bliskich relacjach z załogą tupolewa?
- Oczywiście. Chyba najwymowniejszym dowodem jest fakt, że ta sama załoga w styczniu br. poleciała tym samym tupolewem 101 z misją charytatywną na Haiti. Samolot popsuł się w Puerto Rico na Dominikanie, gdzie piloci nocowali. Następnego dnia okazało się, że autopilot w jednym kanale jest niesprawny, załodze jednak udało się naprawić tę awarię. Mąż bardzo przeżywał ten ich wylot i awarię i był z nich bardzo dumny. Pamiętam, jak mówił: "Zobacz, jakich mam chłopaków, dali sobie radę z awarią. Piloci z lotnictwa cywilnego sami nie próbowaliby naprawiać awarii, tylko od razu wołaliby serwis". Gdy załoga wróciła z Haiti, Mąż osobiście witał ich w nocy na Okęciu, a później spotkał się z nimi 4 lutego w Sali Tradycji. Osobiście też prosił ministra obrony narodowej o wynagrodzenie tej załogi wraz z ostatnim dowódcą specpułku, wspaniałym człowiekiem płk. Ryszardem Raczyńskim, który był z załogą na Haiti.

Pani Mąż dbał o bezpieczeństwo swoich pilotów?
- Bardzo, za wszelką cenę. Wszelkimi sposobami starał się osiągnąć najwyższy poziom tego bezpieczeństwa. Kiedyś byliśmy z Mężem w towarzystwie innych ważnych oficerów w bazie wojskowej na Florydzie. Akurat trwała tam jakaś akcja ratunkowa jednego żołnierza. Mąż był pod wrażeniem, powiedział: "Zobaczcie, jak mobilizują tu wszystkie siły, by ratować jedno życie, a u nas żołnierze tak nie byli szkoleni". Mój Mąż, szczególnie po tym, co przeszedł - sam bowiem mógł zginąć w różnych katastrofach, m.in. w słynnej defiladzie nad Warszawą 11 listopada 1998 roku - był bardzo wyczulony, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo i o komfort psychiczny pilotów. Zawsze bardzo stanowczo bronił również ich stanowiska. Mam na to wszelkie dowody i świadków, którzy jeszcze żyją. Dlatego absolutnie nie można insynuować, że on kazał pilotowi Tu-154M lądować we mgle. Taka teza jest równoznaczna z tym, że może w tym momencie drugim pilotem był w tupolewie na przykład minister Aleksander Szczygło, a nawigatorem wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński, który przecież też miał wiele wspólnego z Siłami Zbrojnymi i lotnictwem, bo był ministrem obrony narodowej. To jest po prostu paranoja. To jest ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej.

Generał Błasik nie pracował jednak sam w Dowództwie Sił Powietrznych. Wielu ludzi mu podlegało. Dziś powinni zabrać głos w jego obronie...
- Oczywiście, przecież nie wszyscy zginęli w katastrofie smoleńskiej, dlaczego dziś nie chcą tego zrobić? Wydaje mi się, że skoro milczą, sami muszą mieć coś na sumieniu. W momencie, kiedy Mąż został Dowódcą Sił Powietrznych, stworzono specjalne stanowisko dla tzw. ambasadora Sił Powietrznych w Sztabie Generalnym, pana generała broni Lecha Majewskiego, obecnego Dowódcy Sił Powietrznych. To właśnie pan generał Majewski był przez ostatnie trzy lata asystentem Sztabu Generalnego i nadzorował wszystkie dokumenty, które przechodziły przez jego ręce, a wcześniej zajmował bardzo wysokie stanowiska. Dlaczego dziś chowa głowę w piasek, dlaczego nie jest zapraszany do TVN 24? Przecież on i inni generałowie nadzorowali Siły Powietrzne i mieliby tu dużo do powiedzenia. Wydaje mi się też, że Ministerstwo Obrony Narodowej powinno zabrać głos w mediach, bo opinii publicznej należy się odpowiedź, jak wygląda prawda o polskim lotnictwie.

Ma Pani na myśli zaniedbania, do jakich dopuszczono w ostatnich latach w Siłach Powietrznych?
- Tak. Na temat tych zaniedbań w lotnictwie najwięcej miałby do powiedzenia pan generał dywizji Leszek Cwojdziński, który był głównie szefem szkolenia. Ci dwaj panowie: Majewski i Cwojdziński, powinni dziś zabierać publicznie głos, a milczą. Na dodatek nie tylko sami milczą, lecz wręcz nie pozwalają innym na jakąkolwiek obronę merytoryczną mojego Męża. Wojsko jest zastraszane do tego stopnia, że grozi się im usunięciem ze stanowiska, jeżeli staną w obronie mojego Męża. Może pan redaktor Lis nie dotarł jeszcze do takich informacji, ale w każdym razie tu leży odpowiedź na pytanie, dlaczego generała Błasika broni dziś tylko jego żona.

Może wielu ludziom jest dziś na rękę, by za wszelką cenę zrobić kozła ofiarnego z Pani Męża jako osoby odpowiedzialnej za katastrofę smoleńską?
- Tak myślę. Nie żyje, nie może się bronić, więc jest dziś chłopcem do bicia, ale to chyba nie tędy droga do prawdy. Muszę podkreślić, że sama wcześniej przez kilka lat pracowałam w dowództwie Sił Powietrznych, właśnie w ruchu lotniczym. To wszystko więc, co mówię o lotnictwie, to nie są informacje przekazywane mi przez Męża, ja świetnie znam to środowisko, bo bardzo kochałam to, co mój Mąż robił, i żyłam tym wszystkim. Pewne rzeczy musiałam wiedzieć, bo zależało mi na bezpieczeństwie mojego Męża i przyjaciół. Dziś zależy mi na tym, by prawda o polskim lotnictwie wyszła na jaw, bo pieniądze na lotnictwo są pieniędzmi podatników. Mam nadzieję, że katastrofa smoleńska ukaże wszystkie zaniedbania w lotnictwie, i to nie tylko na szczeblu dowództwa Sił Powietrznych, lecz we wszystkich instytucjach odpowiadających za Siły Zbrojne.

Mieliśmy całą serię katastrof w lotnictwie, ich przyczyn do dziś nie wyjaśniono.
- Lotnictwo najprawdopodobniej miało dawniej więcej pieniędzy. Mój Mąż akurat zebrał żniwo, jeżeli chodzi o te katastrofy. Związane to było z wcześniejszymi zaniedbaniami, z brakiem środków na szkolenia, samoloty. To wszystko składa się na to, co się stało. Dziś rozliczenia trzeba zacząć od góry, od posłów, którzy nie uchwalali w Sejmie budżetu dla MON, przez co nie mogło ono dać pieniędzy Dowództwu Sił Powietrznych na konieczne zmiany. To oni mówili, że pieniądze trzeba zabrać lotnikom, bo są ważniejsze potrzeby. Mój Mąż mówił w 2009 roku, że jeszcze na paliwo mu wystarcza, ale nie wie, co będzie w 2010 roku. Potwierdzali to wszyscy generałowie, z którymi rozmawiałam. Zaniepokojeni budżetem MON byli również śp. pan prezydent Lech Kaczyński i śp. pan minister Aleksander Szczygło.

Dlaczego tej sytuacji, Pani zdaniem, nie można było zmienić?
- Myślę, że to brak odpowiedzialności poszczególnych ekip rządzących, brak podjęcia słusznych decyzji. Nie rozumiem, dlaczego przez tyle lat oszczędzali na pilotach, zabierali im wszystko. Winni też są tu szefowie Sztabów Generalnych, mam na myśli pana generała Tadeusza Wileckiego i generała Czesława Piątasa. W Sztabie Generalnym i w MON są właśnie tacy podpowiadacze, niewłaściwi doradcy. Pan sekretarz stanu generał minister Piątas nigdy nie widział różnicy - z całym szacunkiem dla panów czołgistów - między nimi a lotnikami i z nienawiścią odnosił się do pilotów. Jak tylko mógł, za wszelką cenę chciał zabierać im wszelkie dodatki żywnościowe, o które mój Mąż tak bardzo walczył. To wszystko się zemściło. Jedynym prawdziwym szefem Sztabu Generalnego był wspaniały, moim zdaniem, bardzo mądry, inteligentny i wysoce szanowany na całym świecie gen. Franciszek Gągor, który mówił mi, że nie wyobraża sobie, żeby mój Mąż po jego odejściu nie zastąpił go i nie został szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Zastanawiała się Pani nad powodem, dla którego generał Błasik, tak ceniony za życia, jest tak poniewierany po śmierci?
- Mój Mąż był szanowany w świecie i powierzano mu do zrealizowania wszelkie najtrudniejsze zadania. Trzeba przypomnieć, że były minister obrony narodowej pan Jerzy Szmajdziński powierzył mu w 2003 roku wykonanie najtrudniejszego i największego w historii ćwiczenia NATO-wskiego - NATO Air Meet. Mój mąż sprawdził się doskonale. Za to ćwiczenie pan minister obrony narodowej wysłał go na studia do Stanów Zjednoczonych, a po powrocie dostał z rąk jego i ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pierwszą gwiazdkę. Dziś nie ma już ministra Szmajdzińskiego. Chcę więc zapytać pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, czy nominując mojego Męża na generała, odznaczał faktycznie szaleńca i skandalistę, jak piszą dziś o nim Rosjanie? A jeżeli nie, to czy mógłby zareagować na to wszystko, co się dzieje obecnie wokół Męża i przerwać niekończący się lincz na nim? To jest nie do pomyślenia, żeby w kraju, dla którego mój Mąż poświęcił całe swoje życie, a w efekcie oddał je, bo zginął tragicznie, cały jego dorobek i wysiłek został tak zmarnowany. Chciałam też zapewnić opinię publiczną, że mój Mąż na krótko przed śmiercią był w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej na corocznych badaniach. Wiem, że miał bardzo dobre wyniki badań, był w pełni poczytalny, przy zdrowych zmysłach. Niech w końcu ktoś zabierze głos i przerwie te wszystkie spekulacje, oskarżenia, oszczerstwa, kalumnie rzucane na mojego Męża, bo ja nie jestem w stanie już tego wszystkiego znieść!

Czarę goryczy przelała chyba wiadomość, że rosyjscy prokuratorzy zamówili szereg ekspertyz, które mają - w domyśle - potwierdzić, że szef Sił Powietrznych RP siedział na fotelu drugiego pilota...
- Od początku bardzo mi się to wszystko nie podoba. Absolutnie nie wierzę stronie rosyjskiej i MAK, nie zdziwiłabym się, gdyby teraz, po tych moich wystąpieniach, ślady DNA męża podrzucili do wraku kabiny. To wszystkim byłoby im na rękę, by mojego Męża do końca ośmieszyć na arenie międzynarodowej. Jako żona pilota przez 25 lat i po rozmowach z wdowami po pilotach, doskonale wiem, że ten system, który panuje w Rosji, szczególnie winnych robił z ludzi, którzy nie żyją. W tamtym kraju życie nigdy nie było szanowane.

Jak po siedmiu miesiącach ocenia Pani śledztwo?
- Czekam na wyniki śledztwa, mimo wszystko mam zaufanie do polskiej prokuratury. Wierzę, że rzetelnie wyjaśni ona przyczyny katastrofy. Po rozmowie z panem pułkownikiem Ireneuszem Szelągiem bardzo się uspokoiłam i wierzę, że wszelka prawda zostanie ujawniona opinii publicznej i całemu światu. Myślę, iż wiele zawinili Rosjanie. Dla mnie ten lot był absolutnie lotem wojskowym i tam powinny być stosowane wszystkie procedury wojskowe. Powinien być wydany zakaz tego lądowania. Jak można w kraju takim jak Rosja, która uważa się za mocarstwo, nie dbać o bezpieczeństwo lotu, którym leci prezydent innego państwa? To jest w ogóle nie do pomyślenia. Prezydent Lech Kaczyński był niechciany na ziemi rosyjskiej, dlatego to śledztwo powinno być nadzorowane przez światowe komisje. Bardzo wymowny staje się teraz fakt, że przed śmiercią mojego Męża podchorążowie ze Szkoły Orląt w Dęblinie w obecności rzetelnego i obiektywnego dziennikarza z TVP 1 wręczyli mojemu Mężowi replikę szabli generała Władysława Sikorskiego, którą miał, gdy zginął na Gibraltarze...
W 1963 roku, w roku moich narodzin, dziadek wystawił krzyż przed swoim domem. Od dawna mam wewnętrzne wrażenie, że ten właśnie święty krzyż dźwigam na swoich barkach. Zawsze czułam, że jestem z powołania żoną oficera. Dlatego z wielką godnością wysyłałam Męża na ten lot do Katynia, dla mnie to było coś niezwykłego, byłam dumna, że prezydent zaprosił go na pokład samolotu. Mój Mąż nigdy przecież tam nie był, leciał tam z dumą i wiarą, że godnie upamiętni w Katyniu wymordowanych polskich oficerów.

Chciałaby Pani przekazać coś dziennikarzom za pośrednictwem "Naszego Dziennika"?
- Proszę o zachowanie spokoju, o zachowanie jakiejś godności i przede wszystkim rozsądku. Wszyscy pragniemy poznać prawdę o katastrofie smoleńskiej i chcemy, żeby już nigdy taka straszna katastrofa w naszym wspaniałym kraju się nie powtórzyła. Rozumiem wszystkie strony, ale proszę też zrozumieć i mnie. Ja naprawdę niczego innego nie pragnę, jak tylko wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn tych dwóch katastrof: CASY i Tu-154M.

W Polsce są jednak jeszcze odważni ludzie. W czwartek, w dniu Święta Niepodległości, w Dęblinie Pani mężowi zostanie nadane honorowe obywatelstwo tego miasta.
- Oczywiście. Mam nadzieję, że społeczeństwo polskie nie da się otumanić i zmanipulować do końca. Są tacy, którzy - jak widać - nie boją się dobrze mówić o Mężu pomimo takiej nagonki na niego. Wiem, że jeszcze przyjdą czasy - jeśli nie pod rządami obecnie sprawujących władzę, to pod rządami innych - że uszanowany zostanie wysiłek życia mojego Męża i zostanie odbudowany jego honor. Jest to dla mnie szczególnie ważne, że właśnie Dęblin, gdzie mieści się sławna Szkoła Orląt, nadaje honorowe obywatelstwo Mężowi.

Dziękuję za rozmowę.


"Nasz Dziennik" apeluje do wszystkich pilotów, którzy znali gen. Andrzeja Błasika, cenili jego profesjonalizm i oddanie sprawom Polski, aby za naszym pośrednictwem dali świadectwo prawdzie o Dowódcy Sił Powietrznych, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

piątek, 14 stycznia 2011

G ł o s Polski.

CYTATA.







2010-12-26 | Ostatnia aktualizacja: 12:33 | Komentarze: 314
Kardynał Nycz: Nie słucham Radia Maryja
Kardynał Nycz: Nie słucham Radia Maryja Fot. Tomasz Gzell / Polska Agencja Prasowa
"Radio Maryja, w całości jako takie, nie jest problemem dla Kościoła. Problemem są pewne audycje i wypowiedzi zbyt daleko ingerujące w politykę" - mówi w rozmowie z portalem Onet.pl kardynał Kazimierz Nycz. Hierarcha dodaje, że w ogóle mało słucha rozgłośni radiowych, a radia o. Tadeusza Rydzyka już wcale.











+++++++++


Rafał Broda komentarze użytkownika

  • @Aleksander Ścios

    Witam Pana,

    Wprawdzie nie rozumiem dokładnie intencji wpisu Solidarny 2010, bo brzmi on dość dwuznacznie, ale podzielam wątpliwości, czy błędem jest opublikowanie przez Rosjan raportu, który potwierdza postawioną przez nich (zapewne jeszcze przed 10 kwietnia) tezę. Dla ludzi myślących nic nie jest tutaj zaskoczeniem, ale to jest przecież dokument dla wspólników i dla ludzi, którymi można manipulować, czasem dla takich, którzy potrzebują dodatkowego impulsu, by "pozostawać na ścieżce" wytyczonej interpretacji.

    Jeśli szukałbym błędu, to w tej sytuacji uznałbym za taki błąd podanie informacji o 0.6 promila u ś.p. gen. Błasika. Tutaj ujawniono wyraźnie, że intencją nie jest podanie raportu o wysokiej wiarygodności, ale jest nią raczej maksymalne upokorzenie Polaków. Ta informacja o promilach nie ma żadnego znaczenia dla ich wersji katastrofy, w żadnej mierze nie czyni tej wersji bardziej prawdopodobną. Podanie jej pobudza do zadania pytania, o co tutaj chodziło? A jeśli prowokuje takie pytanie, to jest z ich punktu widzenia błędem. Dramat polega na tym, że znów pytanie to będą sobie zadawać tylko ludzie myślący, którzy mają jasny pogląd na sprawę.

    Jest jednak zastawiana niebezpieczna pułapka dla "sondażowej" opinii publicznej. Można oczekiwać drobnej, a może wielkiej, awantury Rosja-Polska, po której zawiśnie końcowa interpretacja, że było wiele przyczyn po stronie polskiej, ale były też po rosyjskiej. Na powszechne przyjęcie takiej kompromisowej interpretacji i wygaśnięcie wersji o zamachu liczą jego sprawcy. Cały czas jest czynna ogromna machina budująca podwaliny pod takie zakończenie sprawy. W istocie J.Miller nawet dzisiaj całkiem bezpodstawnie wykluczył wersję zamachu, przyznając, że raport MAK zawiera prawdę, ale niecałą prawdę, a ta reszta będzie w polskim raporcie. Bo, jeśli był zamach, to jakie znaczenie ma bałagan organizacyjny, słabe wyszkolenie pilotów, naciski w kabinie pilotów, i sto innych spraw - które na okrągło powtarzają te wszystkie Klichy, Hypkie, Łuczaki, Osieckie, cały TVN, GW i te cyngle z różnymi nickami na forach internetowych.

    Wiem, że są też powody do optymizmu, bo rośnie liczba Polaków świadomych tego, co się stało. Zachowanie Rosjan po 10 kwietnia daje bardzo mało miejsca dla wiary, że może to była tragiczna katastrofa.
    Istotne jest pytanie, co mamy czynić oczekując na wybory i zmianę sytuacji. Uważam, że trzeba pilnie śledzić scenę publiczną, zapamiętywać zachowania ludzi, spisywać słowa i czyny, nazwiska i nicki.
    My nie osiągniemy niczego w świecie zewnętrznym dopóki nie uporamy się z tym, co niszczy nas i hamuje od wewnątrz. Jest dzisiaj wyjątkowy czas prawdy i czas na ujawnianie tego, kim kto jest.
    Przepraszam, że tak długo i pozdrawiam.
    (  PODKRESLENIA: nissan )
    ALEKSANDER ŚCIOSBŁĄD 
prof. dr hab.  Rafał  Broda 
Instytut Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego PAN
++++++++++++++++++++++++
ANEKSY.
I.
Kraj    Łażący_Łazarz   http://www.niepoprawni.pl/blog/164/mak-w-dupie
W kraju wielkie aje waje, bo MAK opublikował raport cała winę za katastrofę przypisujący Polakom. Skandal? Guzik. A co byście chcieli, żeby raport był „wyważony” ze wskazaniem winy operatorów wieży, bo chlali albo popełnili błąd w sztuce? Czy Polskę by to zadowoliło jakby kozłom ofiarnym zrobiono proces pokazowy? Czy to by oznaczało, że raport jest obiektywny i stwierdza prawdziwe przyczyny katastrofy? Nie bądźmy śmieszni byłoby jeszcze gorzej.


Ludzie!!! Dziennikarze, politycy, komentatorzy i obywatele!!!

Czyście sobie wszyscy rozum amputowali?!!

Przecież tu zupełnie nie oto chodzi.

Pamiętajmy do cholery o meritum, a ono jest następujące:

Rząd Polski wespół z rządem obcego mocarstwa (Rosji) przy aktywnym działaniu Premiera Tuska i Ambasadora Federacji Rosyjskiej prowadził przez kilka miesięcy grę, spisek, przeciwko własnemu Prezydentowi. Spisek, który się zakończył nagłą śmiercią Prezydenta RP i 95 innych, osób (w tym Pierwszej damy, Byłego Prezydenta RP, szefów kancelarii RP, Szefów BBN, szefów Sił Zbrojnych RP, kandydata opozycji na urząd prezydenta, ministrów, parlamentarzystów, wybitnych działaczy i osób zasłużonych dla Polski). To jawna zdrada. Tak jawna, ze nawet nie wiem, czy potrzebny jest tutaj Trybunał Stanu (zdrada jednak to, co innego niż tylko naruszenie Konstytucji).

Następnie Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski dokonuje zamachu stanu, przejmując obowiązki Prezydenta RP na podstawie doniesień medialnych (co przyznaje w wąskim gronie) i na podstawie noty dyplomatycznej Prezydenta Rosji, stwierdzającej śmierć Prezydenta RP. Do czego już przyznaje się jawnie? Kurde, czy nie rozumiecie, nota Miedwiediewa tworzy fakt prawny w Polsce i doprowadza do przetasowania na fotelu Głowy Państwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami. To jawne złamanie Konstytucji. Pierwszy raz bowiem słyszę, by nota dyplomatyczna obcego państwa tworzyła w innym fakt prawny, od którego wywodzone są działania związane z zarządzaniem tym Państwem i wszelkie działania międzynarodowe (związane ze zmianą na stanowisku Prezydenta). Furda Konstytucja RP, furda ustawa o Aktach Stanu Cywilnego, która stanowi, że śmierć obywatela polskiego musi być potwierdzona urzędowym aktem zgonu (z zachowaniem wszystkich procedur) lub wyrokiem sądu polskiego, by można z niej wywodzić konsekwencje prawne. Pies trącał polskie prawo, nota Miedwiediewa ważniejsza. Nikt przy tym nie pyta, na jakiej podstawie wydana, nikt się nie zastanawia, że wydana przed identyfikacją zwłok przez rodzinę, sekcją i badaniami DNA. Prezydent RP, bowiem to nie jest zwykły obywatel, trzeba mieć więcej niż pewność, że nie żyje, chociażby po to by wykluczyć np. podrzucenie ciała sobowtóra przez obce służby. Furda tam. Szczęściem w tej notce nie został Jarosław Kaczyński uznany przez Miedwiediewa, jako jedyny winny katastrofie, jako ten, który wydał rozkaz jakiemuś kamikaze rozpieprzenia samolotu z jego bratem. Fart szefa PiS. Bo podchodząc konsekwentnie, jeśli nota Miedwiediewa stanowi w Polsce prawo, to takie stwierdzenie powinno zastąpić wyrok Sądu Polskiego, a Jarosław Kaczyński powinien gnić w kryminale na lata (nie wiem na ile, bo to tez powinien stwierdzić Miedwiediew). Nie absurd?

A przecież przejęcie władzy w Polsce to cos więcej chyba niż zapuszkowanie jednego, choćby znamienitego posła. W ten sposób nie ulega wątpliwości, że Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski dokonał zamachu stanu, za który powinien być aresztowany postanowieniem prokuratury i sądzony przez sąd powszechny (nie Trybunał Stanu, bo Marszałek Sejmu, tak jak każdy zwykły poseł do TS się nie kwalifikuje).

Mamy, więc doprowadzenie do śmierci Prezydenta RP, przez zdrajcę Premiera wespół z Rosją, oraz wykonanie zamachu stanu przez zdrajcę Marszałka Sejmu dzięki Rosji i aprobacie służb podległych Premierowi. Tu także Trybunał Stanu dla Tuska za zaniechanie.

Idźmy dalej. Śledztwo smoleńskie i badanie przyczyn katastrofy zostaje przekazane przez Premiera Donalda Tuska na mocy tzw. Konwencji Chicagowskiej. Premier RP przy tym nie wykonuje obowiązku wykonania uprawnień wynikających z podpisanej miedzy Polską a Rosja w 1993 roku umowy międzynarodowej dotyczącej właśnie takich wypadków. Umowy, która uprawniała Polskę do uczestniczenia w śledztwie i badaniu przyczyn katastrofy wspólnie z Rosjanami, na równych prawach. Premier lekką rączką lekceważy ta umowę i woluntarystycznie odstępuje od jej zastosowania (przy pełnym aprobacie Rosji). Sęk w tym, że jest to jawne pogwałcenie prawa i Konstytucji RP przez Premiera. Umowy bilateralne to nie folwark, nie podlegają swobodnemu uznaniu przez Rząd. Umowy podpisują rządy, ale w Polsce muszą być one ratyfikowane przez Sejm i po ratyfikacji stanowią bezwzględne prawo (publikowane w Dzienniku Ustaw), do którego stosowania jest zobowiązany każdy polski urzędnik. Nawet Premier. Ba, zwłaszcza Premier. Tusk, zatem przekazując Rosji śledztwo, oraz zdając się na wszelkie inne jej działania wyjaśniające w oparciu o inną, nieadekwatna do sytuacji konwencję, złamał prawo, Konstytucję i powinien za to odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Zwłaszcza, że zrobił to wbrew żywotnemu interesowi Polski, a wiec wbrew Polskiej Racji Stanu. Należy przy tym zaznaczyć, że dokonał tego przy aprobacie rosyjskiej, a więc jest podejrzenie kolejnego spisku i aprobacie nowego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP, który przecież powinien stać na straży przestrzegania Konstytucji RP. Tym bardziej jest to podejrzane, że dokonał tego zdrajca spiskujący wcześniej z obcym rządem i doprowadzający do śmierci Prezydenta swojego kraju, przy akceptacji zamachowcy i zdrajcy, który uzyskał pełną władzę prezydencka dzięki błyskawicznej pomocy (nota dyplomatyczna 3 godziny po katastrofie) od Prezydenta Rosji.

Tłumaczę to, byście mieli właściwy ogląd sprawy, że taki a nie inny Raport MAK jest naturalną konsekwencją zarządzania Polską przez zdrajców. Rosja może teraz robić wszystko, ponieważ trzyma ich w szachu, wystarczyłaby jedna notka międzynarodowa, jeden dokument ze strony Putina, jedno nagranie czy jakiekolwiek inne (łatwe do przeprowadzenia) działanie by całą tą klikę PO z Tuskiem i Komorowskim obalić.

Zamiast złorzeczyć na raporcik należy po prostu zrobić wszystko, by doprowadzić, ten rząd do upadku, aresztować i skazać Tuska za zdradę - w szybkim procesie, bo dowody są porażające. Następnie w oparciu o zeznanie Tuska, Arabskiego at consortes (którzy, będą współpracować by dostać 25 lat nie dożywocie i mieć ochronę przed własnym samobójstwem w celi) należy aresztować zdrajcę na urzędzie Prezydenta i umiędzynarodowić informację, że do zamachu doprowadzili Rosjanie przy pomocy swojej agentury, aby uzyskać pełna kontrolę nad Państwem Polskim.

Wtedy jednostronny raport babuszki Anodiny (którą od razu ośmieszył bloger Rolex, przypominając, że Rosjanie nie mieli jak stwierdzić alkoholu w ciele Generała Błasika, gdyż owo ciało zostało zidentyfikowane dopiero ponad tydzień od katastrofy za pomocą testów DNA) będzie tylko uwiarygodnieniem polskiej tezy.

Przestańmy oglądać się na Rosję i przejmować się ich kłamstwami. Zamiast tego informujmy, organizujmy i buntujmy społeczeństwo Polskie przeciwko władzy zdrajców. Nie jest to łatwe, ale to jedyna droga, bo chyba nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uświadomić sobie jak skończy kraj zarządzany przez zdrajców. Działajmy ostro, a przy okazji zamieniajmy kłamstwa wrogów na nasze zwycięstwa. Lekceważmy to, co mało ważne, a bierzmy się za to co najistotniejsze.

Bo nie oto chodzi by raport MAK mieć „wyważony”, ale by mieć MAK w d**.

ŁŁ

II.





















Figa z MAKiem Anodiny i Towarzysz Generał.

Główne założenia raportu MAK nie powinny nikogo zaskoczyc. Od samego początku było wiadomo, że komitet gen. Anodiny oskarży o wszystko nieżyjących, czyli ludzi, którzy nie mogą się bronic. Taka już bowiem natura tej sowiecko-mafijnej instytytucji: zawsze wykazuje ona błąd pilota, w powszechnej opinii uchodzi też za totalnie skorumpowaną bandę, wbrew rosyjskiemu prawu uzurpującą sobie rolę quasiministerstwa lotnictwa. Ale cóż, gen. Andodina zadowalała przecież gen. Primakowa, by zdobyc sobie taką pozycję. To zobowiązuje. Zainteresowanym tematem MAK polecam:

artykuł "Caryca rosyjskiej awiacji" z "Gazety Polskiej"

oraz odcinek Superwizjera TVN poświęcony tej mafijnej instytucji.

Dwie rzeczy mnie jednak zaszokowały podczas konferencji MAK. Pierwszą jest ustalenie, że wysokościomierz w Tupolewie mylił się aż o 180 m. DLACZEGO? W TVN 24, lamer, który napisał badziewną książkę "Ostatni Lot. Spojrzenie z Polski" twierdził, że piloci przypadkowo go tak przestawili w ostatniej chwili próbując wyłączyc sygnał TAWS. Jak dziennikarka TVN spytała się go czy te przełączniki są obok siebie, lamer odpowiedział: "Nie wiem". :)

Druga szokująca sprawa to oczywiście ustalenia o tym, że gen. Błasik miał we krwi 0,6 promila alkoholu. Jak oni to ustalili biorąc pod uwagę, że sekcje zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej zostały ewidentnie spieprzone? We wszystkich protokołach z sekcji wpisano mechanicznie "przyczyna śmierci: obrażenia wielonarządowe". Mylono tkankę miękką z włosami (sic!). Gubiono materiał: np. próbkę ciała prezydenta (więcej o szokujących błędach sowieckich patologów w tym artykule). Beata Gosiewska twierdzi np. że w dokumentacji dotyczącej zwłok jej męża pomylono wagę ciała o 20 kg i wpisano do karty choroby, których Przemysław Gosiewski nigdy nie przechodził. Biorąc pod uwagę wszystkie te historię, po prostu nie wierzę w to, że przeprowadzono rzetelną sekcję zwłok gen. Błasika, zwłaszcza, że nie ma dokumentacji tej sekcji. MAKowi zdarzało się w przeszłości pisac bzdety o pijanych pilotach, którzy rozbijali samoloty, ale później okazywało się, że te alkoholowe historie były po prostu brudnymi, sowieckimi insynuacjami MAK. 

Ciało gen. Błasika wróciło do Polski 23 kwietnia, w ostatniej grupie zwłok. Te ciała były ponoc najbardziej zmasakrowane i najtrudniej je było zidentyfikowac. Proces identyfikacji trwał długo i w tym czasie w organizmie, mógł zdaniem ekspertów powstac alkohol endogenny. Wyniki późnej sekcji nie były więc miarodajne.

Ale zmieńmy wątek, bo płk Edmund Klich powiedział coś niezwykle ciekawego. Wiem, wiem on lubi chlapac jęzorem bez namysłu i to w ogóle tragikomiczna postac, ale czasem warto go wysłuchac. Albowiem mówiąc o sytuacji na wieży Siewiernego, naciskach na kontrolerach itp.: 

Edmund Klich zwraca uwagę na nieuzwględnioną przez MAK komendę, która padła z wieży: „Towarzyszu generale, podchodzić. Wszystko wyłączone”. – Z tych słów wynika, że jakiś generał brał udział w tych rozmowach i procesie podejmowania decyzji – mówi Wirtualnej Polsce pułkownik.

Pytanie: kim był Towarzysz Generał? I co zostało wyłączone? I dlaczego Towarzysz Generał mógł podchodzic dopiero, gdy wszystko zostało wyłączone?
21:38foxmulder2 , Polityka Polska
Link Komentarze (7) »

W kraju wielkie aje waje, bo MAK opublikował raport cała winę za katastrofę przypisujący Polakom. Skandal? Guzik. A co byście chcieli, żeby raport był „wyważony” ze wskazaniem winy operatorów wieży, bo chlali albo popełnili błąd w sztuce? Czy Polskę by to zadowoliło jakby kozłom ofiarnym zrobiono proces pokazowy? Czy to by oznaczało, że raport jest obiektywny i stwierdza prawdziwe przyczyny katastrofy? Nie bądźmy śmieszni byłoby jeszcze gorzej.
Ludzie!!! Dziennikarze, politycy, komentatorzy i obywatele!!!
Czyście sobie wszyscy rozum amputowali?!!
Przecież tu zupełnie nie oto chodzi.
Pamiętajmy do cholery o meritum, a ono jest następujące:
Rząd Polski wespół z rządem obcego mocarstwa (Rosji) przy aktywnym działaniu Premiera Tuska i Ambasadora Federacji Rosyjskiej prowadził przez kilka miesięcy grę, spisek, przeciwko własnemu Prezydentowi. Spisek, który się zakończył nagłą śmiercią Prezydenta RP i 95 innych, osób (w tym Pierwszej damy, Byłego Prezydenta RP, szefów kancelarii RP, Szefów BBN, szefów Sił Zbrojnych RP, kandydata opozycji na urząd prezydenta, ministrów, parlamentarzystów, wybitnych działaczy i osób zasłużonych dla Polski). To jawna zdrada. Tak jawna, ze nawet nie wiem, czy potrzebny jest tutaj Trybunał Stanu (zdrada jednak to, co innego niż tylko naruszenie Konstytucji).
Następnie Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski dokonuje zamachu stanu, przejmując obowiązki Prezydenta RP na podstawie doniesień medialnych (co przyznaje w wąskim gronie) i na podstawie noty dyplomatycznej Prezydenta Rosji, stwierdzającej śmierć Prezydenta RP. Do czego już przyznaje się jawnie? Kurde, czy nie rozumiecie, nota Miedwiediewa tworzy fakt prawny w Polsce i doprowadza do przetasowania na fotelu Głowy Państwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami. To jawne złamanie Konstytucji. Pierwszy raz bowiem słyszę, by nota dyplomatyczna obcego państwa tworzyła w innym fakt prawny, od którego wywodzone są działania związane z zarządzaniem tym Państwem i wszelkie działania międzynarodowe (związane ze zmianą na stanowisku Prezydenta). Furda Konstytucja RP, furda ustawa o Aktach Stanu Cywilnego, która stanowi, że śmierć obywatela polskiego musi być potwierdzona urzędowym aktem zgonu (z zachowaniem wszystkich procedur) lub wyrokiem sądu polskiego, by można z niej wywodzić konsekwencje prawne. Pies trącał polskie prawo, nota Miedwiediewa ważniejsza. Nikt przy tym nie pyta, na jakiej podstawie wydana, nikt się nie zastanawia, że wydana przed identyfikacją zwłok przez rodzinę, sekcją i badaniami DNA. Prezydent RP, bowiem to nie jest zwykły obywatel, trzeba mieć więcej niż pewność, że nie żyje, chociażby po to by wykluczyć np. podrzucenie ciała sobowtóra przez obce służby. Furda tam. Szczęściem w tej notce nie został Jarosław Kaczyński uznany przez Miedwiediewa, jako jedyny winny katastrofie, jako ten, który wydał rozkaz jakiemuś kamikaze rozpieprzenia samolotu z jego bratem. Fart szefa PiS. Bo podchodząc konsekwentnie, jeśli nota Miedwiediewa stanowi w Polsce prawo, to takie stwierdzenie powinno zastąpić wyrok Sądu Polskiego, a Jarosław Kaczyński powinien gnić w kryminale na lata (nie wiem na ile, bo to tez powinien stwierdzić Miedwiediew). Nie absurd?
A przecież przejęcie władzy w Polsce to cos więcej chyba niż zapuszkowanie jednego, choćby znamienitego posła. W ten sposób nie ulega wątpliwości, że Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski dokonał zamachu stanu, za który powinien być aresztowany postanowieniem prokuratury i sądzony przez sąd powszechny (nie Trybunał Stanu, bo Marszałek Sejmu, tak jak każdy zwykły poseł do TS się nie kwalifikuje).
Mamy, więc doprowadzenie do śmierci Prezydenta RP, przez zdrajcę Premiera wespół z Rosją, oraz wykonanie zamachu stanu przez zdrajcę Marszałka Sejmu dzięki Rosji i aprobacie służb podległych Premierowi. Tu także Trybunał Stanu dla Tuska za zaniechanie.
Idźmy dalej. Śledztwo smoleńskie i badanie przyczyn katastrofy zostaje przekazane przez Premiera Donalda Tuska na mocy tzw. Konwencji Chicagowskiej. Premier RP przy tym nie wykonuje obowiązku wykonania uprawnień wynikających z podpisanej miedzy Polską a Rosja w 1993 roku umowy międzynarodowej dotyczącej właśnie takich wypadków. Umowy, która uprawniała Polskę do uczestniczenia w śledztwie i badaniu przyczyn katastrofy wspólnie z Rosjanami, na równych prawach. Premier lekką rączką lekceważy ta umowę i woluntarystycznie odstępuje od jej zastosowania (przy pełnym aprobacie Rosji). Sęk w tym, że jest to jawne pogwałcenie prawa i Konstytucji RP przez Premiera. Umowy bilateralne to nie folwark, nie podlegają swobodnemu uznaniu przez Rząd. Umowy podpisują rządy, ale w Polsce muszą być one ratyfikowane przez Sejm i po ratyfikacji stanowią bezwzględne prawo (publikowane w Dzienniku Ustaw), do którego stosowania jest zobowiązany każdy polski urzędnik. Nawet Premier. Ba, zwłaszcza Premier. Tusk, zatem przekazując Rosji śledztwo, oraz zdając się na wszelkie inne jej działania wyjaśniające w oparciu o inną, nieadekwatna do sytuacji konwencję, złamał prawo, Konstytucję i powinien za to odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Zwłaszcza, że zrobił to wbrew żywotnemu interesowi Polski, a wiec wbrew Polskiej Racji Stanu. Należy przy tym zaznaczyć, że dokonał tego przy aprobacie rosyjskiej, a więc jest podejrzenie kolejnego spisku i aprobacie nowego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP, który przecież powinien stać na straży przestrzegania Konstytucji RP. Tym bardziej jest to podejrzane, że dokonał tego zdrajca spiskujący wcześniej z obcym rządem i doprowadzający do śmierci Prezydenta swojego kraju, przy akceptacji zamachowcy i zdrajcy, który uzyskał pełną władzę prezydencka dzięki błyskawicznej pomocy (nota dyplomatyczna 3 godziny po katastrofie) od Prezydenta Rosji.
Tłumaczę to, byście mieli właściwy ogląd sprawy, że taki a nie inny Raport MAK jest naturalną konsekwencją zarządzania Polską przez zdrajców. Rosja może teraz robić wszystko, ponieważ trzyma ich w szachu, wystarczyłaby jedna notka międzynarodowa, jeden dokument ze strony Putina, jedno nagranie czy jakiekolwiek inne (łatwe do przeprowadzenia) działanie by całą tą klikę PO z Tuskiem i Komorowskim obalić.
Zamiast złorzeczyć na raporcik należy po prostu zrobić wszystko, by doprowadzić, ten rząd do upadku, aresztować i skazać Tuska za zdradę - w szybkim procesie, bo dowody są porażające. Następnie w oparciu o zeznanie Tuska, Arabskiego at consortes (którzy, będą współpracować by dostać 25 lat nie dożywocie i mieć ochronę przed własnym samobójstwem w celi) należy aresztować zdrajcę na urzędzie Prezydenta i umiędzynarodowić informację, że do zamachu doprowadzili Rosjanie przy pomocy swojej agentury, aby uzyskać pełna kontrolę nad Państwem Polskim.
Wtedy jednostronny raport babuszki Anodiny (którą od razu ośmieszył bloger Rolex, przypominając, że Rosjanie nie mieli jak stwierdzić alkoholu w ciele Generała Błasika, gdyż owo ciało zostało zidentyfikowane dopiero ponad tydzień od katastrofy za pomocą testów DNA) będzie tylko uwiarygodnieniem polskiej tezy.
Przestańmy oglądać się na Rosję i przejmować się ich kłamstwami. Zamiast tego informujmy, organizujmy i buntujmy społeczeństwo Polskie przeciwko władzy zdrajców. Nie jest to łatwe, ale to jedyna droga, bo chyba nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uświadomić sobie jak skończy kraj zarządzany przez zdrajców. Działajmy ostro, a przy okazji zamieniajmy kłamstwa wrogów na nasze zwycięstwa. Lekceważmy to, co mało ważne, a bierzmy się za to co najistotniejsze.
Bo nie oto chodzi by raport MAK mieć „wyważony”, ale by mieć MAK w dupie.
ŁŁ
Ps. Takie własnie kluczowe kwestie będziemy nagłaśniać i konsolidowac społeczeństwo w Ekranie (http://www.projektekran.pl/)
II.