o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

sobota, 25 grudnia 2010

dla ks. Jacka Bałemby


O godz. 20.00 rozpoczęła się Wigilia na Krakowskim Przedmieściu. Nikt z Obrońców tam w Warszawie nie jest sam. A jest ich ponad 40 osób. Atmosfera wśród studentów UŚpK jest radosna, świąteczna, podniosła.
Są dwa Krzyże, jeden duży drewniany, ten montowany co dnia i drugi z figurą Pana Jezusa, z różańcem podarowanym przez jedną z internetowych obrończyń Krzyża, ustawiony przy rozłożonym świątecznym stole w ten sposób, że zajmuje przy nim centralne miejsce i jest głównym „gościem”.
Hortensja podeszła z opłatkiem do policjantów, ale ci odmówili twierdząc, że nie mogą. Jakież to proste….. Nie mogę, nie chcę i kłopot z głowy, nie trzeba się dzielić, po prostu służbowo i tyle…. Dziś jest też na Krakowskim choinka, a na niej szarfa z trzema wymownymi słowami „Wiara, Nadzieja, Miłość”. Jest też ustawiona szopka.
Zaraz po 20.00 było dzielenie się opłatkiem, składanie życzeń, przemawiał Darek Wernicki. Z płyty słuchano kolęd śpiewanych przez dzieci. Tuż przed 21.00 zadzwonił Ojciec Jerzy, który zresztą dziś dzwonił dwa razy z błogosławieństwem, bał się, że nie zdąży, gdyż o 22.00 już odprawia jedną z Pasterek pod samą granicą.
O 21.00 był Apel Jasnogórski z Częstochowy, po Apelu odmówiono jeden dziesiątek różańca świętego – tajemnicę III radosną „Narodzenie Pana Jezusa”. Znów wybrzmiały kolędy – tym razem śpiewane przez samych studentów tego Uniwersytetu Świętości, śpiewali oni „Do szopy hej pasterze” oraz „Mędrcy świata”.
Później znów zadzwonił Ojciec Jerzy udzielając drugi raz błogosławieństwa. Niektórzy z Obrońców twierdzą, że to ich najpiękniejsza Wigilia w życiu, Wigilia pełna atmosfery miłości, przyjaźni, serdeczności, słychać, że jest tam wspaniale, że wszyscy czują się potrzebni, kochani, że stanowią jakąś jedność, rodzinę, że są sobie nawzajem potrzebni i że razem mogą dużo więcej. Cieszę się za nich. Są dziś tacy szczęśliwi …. Pamiętają o każdym, słyszałam, jak składali życzenia przechodniom, odkrzykiwali serdeczne słowa do obcych przechodzących ludzi. Mi też je złożyli …. Po prostu jest to święta noc oczekiwania na Cud Narodzenia, pełna u nich cudów i świętości oraz miłości do bliźniego. Nikt z Nich nie czuje dziś odrzucenia, samotności …. Wszyscy są radośni, serdeczni, mili. I niech tak będzie u Nich zawsze.

++++++++++++++++++
ANEKS.

Z księdzem Stanisławem Małkowskim rozmawiają Tomasz Sommer i Rafał Pazio.
Rozmawiamy z Księdzem także w kontekście Bożego Narodzenia. Czy Ksiądz rozpatruje obecną sytuację polityczną w Polsce w odniesieniu do wydarzeń związanych z historią Zbawienia?
Ksiądz Jerzy Popiełuszko mawiał, że dramat ewangeliczny trwa, tylko zmieniają się twarze i nazwiska. W roli Heroda widziałbym prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wiązałbym to ze współczesną rzezią niewiniątek. Dziś taką rzezią jest in vitro czy zamach smoleński.
Trudno określać niewiniątkami tych, którzy zginęli w Smoleńsku.
W tym wypadku były to niewiniątka.
Bardzo mocne słowa związane ze Smoleńskiem. W kilku wypowiedziach Ksiądz mówi o zamachu, o drugim Katyniu. Skąd u Księdza taka pewność i przekonanie?
Jestem przekonany, że był to zamach przygotowywany przez kilka miesięcy, zaplanowany i precyzyjnie przeprowadzony przy współudziale trzech czynników: wewnętrznego i zewnętrznych – wschodniego i zachodniego. Zamach, z którego korzyści wyprowadzono w sposób błyskawiczny, w taki, który wskazuje, że działanie Platformy Obywatelskiej było zaplanowane, przygotowane i przewidywane.
A jaki argument Księdza ostatecznie przekonuje?
Bardzo wiele faktów świadczy o matactwie obu czynników – rosyjskiego i polskiego – oraz o braku zainteresowania ważnych czynników zachodnich. Jeżeli zastosujemy taką prostą łacińską zasadę, że „ten uczynił, komu przyniosło korzyść”, w oczywisty sposób zniszczenie tych ludzi przynosi korzyść sojuszowi rosyjsko-niemieckiemu oraz międzynarodowej masonerii, która dąży do zniszczenia Polski katolickiej. Ci, którzy zginęli, w jakiejś mierze byli rzecznikami Polski suwerennej. Ich pragnienie, aby zaznaczyć swoją obecność w Katyniu i upomnieć się o pamięć i prawdę, nadaje szczególną rangę ich ofierze.
Według Księdza, znajdujemy się w dramatycznej sytuacji. Przed 1989 rokiem mieliśmy przyjaciół na Zachodzie, przeciw ZSRS. Dziś zostaliśmy sami.
Motywacje tych przyjaciół były różne. Wydaje mi się, że ci wszyscy przywódcy zachodni, łącznie z czołówką europejskiej masonerii, traktowali Polskę albo życzliwie i przyjaźnie, albo instrumentalnie po to, żeby dokonać transformacji systemu komunistycznego. Chodziło o rozkład Związku Sowieckiego. W tej chwili Polska nie jest im do niczego potrzebna. Wręcz przeciwnie – jest przeszkodą na drodze do budowania systemu globalistycznego, superpaństwa światowego i systemu socjalistycznej Unii Europejskiej.
Ksiądz przewodniczył modlitwom pod krzyżem stojącym przy Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Pojawiło się takie zdanie, że gdyby żył ks. Jerzy Popiełuszko, też by tam stał z ludźmi.
Chyba ksiądz Tadeusz Zaleski coś takiego napisał.
Czy to oznacza, że dobry patriota to martwy patriota?
W dalszym ciągu zbiera się tam grupa kilkudziesięciu osób. Modlitwy prowadzi ks. Jacek Bałemba, salezjanin, który przyjeżdża z Łomianek. Zwykle też koncelebruję Mszę świętą w katedrze, odprawianą 10. dnia każdego miesiąca.
A dlaczego Ksiądz w ogóle włączył się w ten ruch, który oceniany jest dwuznacznie?
Dla mnie ta sprawa jest jednoznaczna. Sprawa obrony krzyża w miejscu publicznym, w tym właśnie miejscu, postawionego po to, żeby uczcić pamięć tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. A przecież krzyż to znak wiary w zwycięstwo dobra nad złem mocą ofiary Chrystusa. Krzyż to znak obrony Polski. Ksiądz Jerzy Popiełuszko trzymał krzyż w ręku na zakończenie każdej Mszy świętej za Ojczyznę. Widział w krzyżu znak ocalenia Polski. Robił tak również ks. Ignacy Skorupka. Z krzyżem w ręku szedł przeciwko bolszewikom i zginął. Tu znów mamy znak obrony obecności i królowania Chrystusa w życiu społecznym. Krzyż w miejscach publicznych jest znakiem obecności Chrystusa w życiu społecznym. Mnie bardzo zależy na tym, żeby przez intronizację Jezusa na króla Polski potwierdzić obecność Chrystusa w życiu społecznym w naszej Ojczyźnie. Dlatego tak ważny jest krzyż w miejscu publicznym, upamiętniający zamach na przedstawicieli polskiej elity patriotycznej. Siły polityczne, które mogłyby bronić Polski, są niewystarczające, żeby obalić władzę Platformy, która dąży do systemu totalitarnego w naszej Ojczyźnie. Opozycja polityczna jest zbyt słaba, żeby można było w niej pokładać całą nadzieje. Dlatego trzeba się odwołać do władzy najwyższej, a jest nią Chrystus Król.
Kto ma dokonać intronizacji?
Zgodnie z informacją przekazaną Rozalii, Celakównie intronizacji ma dokonać władza kościelna i państwowa. Jedna i druga tego nie chce. Poza tym w przypadku Platformy byłby to znak obłudy.
Więc kto? PiS? Przecież to Lech Kaczyński podpisał traktat lizboński, a Jarosław Kaczyński głosował „za”. To był akt przeciw suwerenności.
Lech Kaczyński podpisał, ale sądząc po następujących wydarzeniach, w ocenie przeciwników Polski jego ustępstwa były niewystarczające.
Gdyby nie podpisał traktatu, można by powiedzieć, że bronił Polski.
Václav Klaus też podpisał, chociaż w trochę lepszym stylu.
Czyli cała ta klasa polityczna podobnie postępuje.
Tak, ale trzeba rozróżnić ludzi o postawie agenturalnej, antypaństwowej, antynarodowej i ludzi, którzy pewnej słabości w ważnych kwestiach ulegli, ale troski o dobro Polski, narodu i państwa odmówić im nie można. Gotowi są w pewnej mierze Polski bronić. Zdaję sobie sprawę, że wielu polityków opozycyjnych formacji budzi kontrowersje. Często ufamy ludziom, którym ufać nie należało. Często otaczamy się ludźmi, wobec których nie mamy rozeznania. Każdemu może się zdarzyć, że się poparzy. Dziś nie ma innej alternatywy jak PiS i PO. Dlatego zerkam na PiS. Są pewni ludzie, z którymi wiążę nadzieję co do ich postawy.
A jak Ksiądz podchodzi do postawy hierarchów Kościoła wobec takich wypowiedzi? Podnoszona była kwestia, że Ksiądz nie powinien formułować wypowiedzi politycznych.
Postawy polskich biskupów są zróżnicowane. Są biskupi, którzy chcą bronić krzyża, także tego krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Są biskupi, którzy z przyczyn politycznych, gdyż są politycznie związani z władzami, nie chcą zaogniać stosunków z państwem takim, jakie jest, rządzonym przez Platformę. Przy czym Platforma może dać Kościołowi pewne doraźne korzyści w zamian za spokój w sprawach zasadniczych.
Jakie korzyści?
Nawet towarzyskie. Są biskupi, którzy lubią kontakty przyjacielskie i towarzyskie z przedstawicielami władzy. A przy tym przedstawiciele władzy w sensie materialnym czy politycznym mogą Kościołowi okazać swoją przychylność. Ale do czasu. Kiedy zniszczą opozycję, władza weźmie się za Kościół.
Ksiądz ma od początku lat 80 XX. wieku problemy z hierarchią…
Nawet bardziej dotkliwe teraz niż wtedy. Miałem większe możliwości głoszenia kazań, homilii, rekolekcji w latach 80. niż teraz.
Z czego to wynika?
Z tego, że byli wtedy księża, którzy nie akceptowali systemu komunistycznego, którzy wspierali takiego pionka jak ja, zapraszali mnie, umożliwiali głoszenie kazań czy rekolekcji. Mówili „ksiądz ryzykuje, ja ryzykuję, ale tak trzeba”. Tu chodziło o Polskę i prawdę. Tych księży nie było wielu, ale byli – i to znaczący. Miałem w nich oparcie, tak jak ksiądz Jerzy Popiełuszko miał oparcie w prałacie Teofilu Boguckim. Po 1989 roku było jednak coraz gorzej. Ze strony Kościoła pojawiła się zgoda na demokrację. Pojawił się także szantaż, że Kościół nie powinien się mieszać do polityki. Wielu duchownych ten szantaż potraktowało poważnie. Pozostawiono ludziom dowolność wyboru takich czy innych władz, a gdy ludzie źle wybrali, wzruszano ramionami. Kościół uznał, że z wybranymi przez Polaków politykami trzeba się jakoś układać. Uznano, że na walce Kościół straci. Kiedyś komunę traktowano jako pewną całość, którą trzeba pokonać. Gdy przyszła tzw. demokracja, wtedy wielu duchownych uznało, że nowy ustrój ma swoje reguły, którym trzeba się podporządkować.
Ale Księdza poglądy również powinny pasować do tego modelu demokracji.
Tu mamy pewną niekonsekwencję. Moje poglądy są uważane za antydemokratyczne. Niektórzy przedstawiciele Kościoła ulegają demokratycznemu dogmatowi, który jest dyktaturą relatywizmu. A Kościół potępia dyktaturę relatywizmu. Nie dostrzega się, że ludzie wybierają w demokratycznym głosowaniu rzeczników kłamstwa. Motywy decyzji demokratycznych bywają żenujące.
Ostatnio biskup Sławomir Żarski powiedział, że III RP została zbudowana na antywartościach, i musiał pożegnać się z funkcją ordynariusza polowego.
Można było powiedzieć o III Rzeczpospolitej jeszcze mocniej.
Ale jak się okazuje, nawet taka zdawkowa wypowiedź zaszkodziła biskupowi.
Właśnie.
A jak Ksiądz zareagował na obecność Wojciecha Jaruzelskiego u prezydenta Bronisława Komorowskiego?
Jeden wart drugiego. Komorowski to nowy Jaruzelski.
Ale Komorowski był opozycjonistą.
Może kiedyś był. Dobry człowiek może się zepsuć, a zły człowiek może się nawrócić. Trzeba się przyjrzeć tej przeszłości. Wielu ją miało. Zdarza się, że ktoś miał chlubną przeszłość, a dziś zachowuje się w sposób niechlubny. Bywa też odwrotnie. Bronisław Komorowski popiera in vitro, popiera aborcję w pewnych przypadkach, popiera WSI, które należy określić, jako organizację przestępczą. Chcę podkreślić także jego udział w zamachu smoleńskim.
W jaki sposób?
Szczucie, głoszenie pogardy i nienawiści wobec ludzi, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Były takie powiedzenia, które mogły zostać uznane za zapowiedź tego działania. Przygotowanie przemówienia, które miało być wygłoszone po katastrofie, przed katastrofą.
Teraz trudno to sprawdzić.
Ale chciałem jeszcze zwrócić uwagę na tę skwapliwość. Natychmiastowe skorzystanie z okazji do zajmowania stanowisk tych, którzy zginęli, rozpoczynając od samego siebie. To musiało być przygotowane, to nie było spontaniczne.
Gdyby szybko nie przejmował stanowisk, pojawiłyby się inne głosy krytyczne.
Nie jest to człowiek bystry i błyskotliwy. A w tym przypadku okazał się bardzo prędki.
Jakoś został prezydentem.
Ma umiejętność zagarniania władzy, którą wykorzystuje wiadomo w jaki sposób. Pierwszą decyzją było usunięcie krzyża.
Z drugiej strony jest człowiekiem o poglądach tradycyjnych. Z całą rodziną pojawia się na niedzielnych Mszach świętych.
To nie ma dla mnie żadnego znaczenia. W czasach, kiedy Pan Jezus chodził po ziemi, najpobożniejszymi ludźmi byli faryzeusze i uczeni w piśmie. I co z tej ich pobożności wyniknęło? Zabili pana Jezusa.
Pojawiła się informacja, że Księdza dotyczy zakaz głoszenia kazań jeszcze z okresu stanu wojennego.
Nigdy takiego zakazu nie było. Zakaz dotyczył księży rektorów i proboszczów, żeby po zamachu na ks. Jerzego Popiełuszkę nie umożliwiali mi głoszenia słowa w kościołach i kaplicach. Ja takiego dokumentu nie otrzymałem.
Dziś przedstawiciele hierarchów tłumaczą, że Ksiądz wypowiada się tak, jakby stan wojenny trwał.
Uważam, że stan wojenny trwa, tylko w innej formie. Jednocześnie uważam, że nie przekonam hierarchów.
Czy nie jest tak, że Ksiądz, jak to się mówi współcześnie, stanowi wizerunkowy problem Kościoła w Polsce?
Wytworzyła się taka atmosfera, że nikt mnie nie chciał i groziło mi bezrobocie. Pojawiło się przekonanie, że mam zakaz, co nie ma poparcia w dokumentach ani w konkretnych decyzjach.
Czy Ksiądz nie czuje się osamotniony w swojej walce?
Mamy wyraźną polityczną poprawność w Kościele. A dla polityki Platformy Obywatelskiej tacy księża jak ja są przeszkodą. Moje nadzieje zwracają się ku Panu Jezusowi. Obecni politycy opozycji, na przykład politycy PiS, mogą być tylko narzędziem, żeby zrealizować intronizację Chrystusa na króla Polski. Chyba że dojdzie do całkowitej zmiany w polskiej polityce. Ale takie przewidywanie nie do mnie należy i przekracza moje możliwości.
Czy jakieś święta Bożego Narodzenia szczególnie Ksiądz zapamiętał?
Dla mnie wszystkie są podobne. Uczestniczę w liturgii, sakramencie spowiedzi, raduję się z nawróceń. Są tacy, którzy chcą z pasterzami i królami złożyć hołd Chrystusowi, ale są też tacy, którzy naśladują Heroda.
Powiedział Ksiądz, że w Polsce, w przestrzeni duchowej, toczy się bój z szatanem. Czy dojdzie do jakiegoś przełomu?
Mam taką nadzieję. Znaki czasu odbieram jako światło nadziei. Czas przyspiesza i znaków jest coraz więcej. Jeśli zostaną właściwie zrozumiane, jeśli ludzkie sumienia się obudzą, to sprawy Polski nabiorą właściwego sensu i pójdą w dobrą stronę.
Dziękujemy za rozmowę.

środa, 22 grudnia 2010

UBEKISTAN ZA GRANICĄ

Nieoceniony KaNo przybliżył nam na swoim blogu, a właściwie dokonał prezentacji fragmentów zapisu ścieżki audio amerykańskiego (German Marshall Fund of the United States) przemówienia człowieka, którego Polacy uznali godnym następca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
http://fotoszop.salon24.pl/
Rzecz jasna, w pierwszym odruchu zdumienia, zwracamy uwagę bardziej na styl niż na sens wypowiedzi, jako że styl to człowiek, i w tym konkretnym przypadku otrzymujemy swoisty „cios” wiedzy, a dla tych, którzy postaci obecnego najwyższego urzędnika Rzeczpospolitej wcześniej nie poznali, „cios” silny.
Niemniej, pozwolę sobie pozostawić na boku ów specyficzny styl, a skupię się na przekazie politycznym, który się pod tym stylem kryje.
Musimy pamiętać, że dla zgromadzonego tam, to znaczy w German Marshall Fund of the United States audytorium, osoba referująca zagadnienia polityczne reprezentowała (jako głowa państwa) państwo polskie jako całość, a biorąc pod uwagę środowisko polityczne, z którego Komorowski się wywodzi, rzeczywistą linię polskiej polityki zagranicznej, tak prezydenckiej jak i rządowej.
W „bigosie” myśli znalazło się kilka istotnych elementów doktryny, którą pozwolę sobie nazwać „doktryną Komorowskiego”.
Cały długi passus poświęcony prezydenckiej wizji polskiej historii, na miarę zdolności umysłowych prezydenta Komorowskiego, sprowadzał się do jednej myśli dotyczącej wizji Unii Europejskiej, której Polska jest członkiem.
Otóż, wedle „doktryny Komorowskiego” Unia Europejska w obecnym kształcie wymaga reform i najważniejsza z reform polega na odebraniu poszczególnym jej członkom prawa wetowania postanowień większości.
Jest to zdecydowane zerwanie z koncepcjami reprezentowanymi przez takich polityków i takie osobistości jak: Jan Paweł II, Vaclav Klaus, Lech Kaczyński, Margaret Thatcher, a więc koncepcji Europy narodów i państw, na rzecz koncepcji federalistycznej, w której konkretne rozwiązania zostają podejmowane w oparciu o jeden ośrodek decyzyjny, bez prawa wyłączenia się z zakresu jego obowiązywania przez rządy poszczególnych krajów.
Prezydent Komorowski włącza się w ten sposób w „niemiecko-francuski” nurt federalistyczny, który dąży do stworzenia w Unii superpaństwa.
Passus o Rosji, przeciągach i Islandii wydaje się nie mieć sensu, ale musimy założyć, że kryje się za nim jakaś myśl.
Ja osobiście czytam ten ciąg dźwięków tak: Istniej Rosja, która jest państwem o niewielkim potencjale gospodarczym i w tym sensie jej ewentualne członkostwo w strukturach europejskich nie będzie związane z zagrożeniem jej dominacją nad członkami Unii o mniejszym demograficznym i ekonomicznym potencjale. Rosję można uznać za kraj nieeuropejski, ale skoro uznajemy za kraj europejski Islandię, to i Rosję możemy.
Tę część wypowiedzi uznaję za wsparcie wyrażone na łamach „Die Welt” „doktryny Putina”, który zaproponował połączenie potencjałów Rosji i Europy w celu stworzenia tandemu UE-Rosja (technologie-surowce).
Taki wspólny europejski dom od Sachalinu po Coba da Roca, bo nie sądzę, żeby Wielka Brytania mieściła się w tym projekcie.
Pewnie zaniepokojenie może wzbudzać „przesunięcie” Rosji nad „Morze Chińskie”, przez co rozumiemy Morze Południowochińskie, powstaje bowiem pytanie kosztem jakich organizmów państwowych takie przesunięcie miałoby się dokonać? Chin, Wietnamu, Singapuru, Tajlandii?
Być może jednak mamy tu jedynie przykład nieznajomości mapy, czym prezydent Komorowski doskonale wpisuje się w tradycję amerykańską.
Kolejny passus dotyczy tego, że z jednej strony w Europie cierpimy na kryzys zaufania, o czym szczególnie dobrze wie, jakiś znany prezydentowi, a nie znany nam Roman (sic!), z drugiej strony ten kryzys zaufania nie ma oparcia w realnym świecie, bo nie istnieją w Europie zagrożenia (nikt na nikogo nie czyha).
Polska, jako kraj graniczny nie ma powodów do obaw, bo Rosjanie i tak nie uznają Polski za kraj „zagraniczny”. „Kura” jak zechciał amerykańskim słuchaczom przypomnieć prezydent Komorowski, to nie „ptak” i z punktu widzenia Rosji znajdował się, znajduje i znajdować będzie we „wnętrzu” rosyjskiej strefy wpływów. „Warto, żeby Amerykanie o tym wiedzieli”
To ostanie zdanie odbieram jako przekaz od prezydenta Miedwiediewa dokonany za pośrednictwem Komorowskiego.
Po tym przypomnieniu, i podkreśleniu pozycji Polski względem Rosji następuje krótka analiza stosunków polsko-amerykańskich.
Polacy, jak zaświadcza prezydent, są proamerykańscy, ale o ile w stosunkach polsko-rosyjskich zgrzytów nie ma, o tyle w stosunkach polsko-amerykańskich są i powodują, że sympatię większej części Polaków dla Amerykanów „trafił szlag”.
Tym problemem jest sprawa wiz – powiedzmy jest.
Sprawa więzień CIA w Polsce. Tu warto się na chwilę zatrzymać. Otóż, wedle mojej wiedzy sprawa więzień CIA w Polsce jest dementowana tak przez rząd polski i rząd amerykański. Gdyby tajne więzienia CIA w Polsce miałyby się okazać faktem, to po pierwsze może to skierować na nasz kraj odwet świata islamu, po drugie, gdyby były, a były tajne, to ujawnienie tego faktu publicznie jest wymierzone we wzajemne stosunki polsko-amerykańskie.
Są jeszcze sprawy „obiektywne” (rozumiem że poprzednie były w jakiś sposób subiektywne) i należą do nich: Iran, Irak i Afganistan.
To rozumiem tak, że sympatię Polaków USA tracą również wtedy, jeśli usiłują umacniać swoją pozycję na Bliskim Wschodzie.
Polska – wedle „doktryny Komorowskiego” nie ma w tym rejonie żadnych interesów politycznych i gospodarczych (sic!). Może pojechać z Amerykanami na jakieś polowanie (rozumiem, że na bambusa), ale jedynie wtedy, jeśli w domu jest porządek.
Czyli – jeśli nikt nie będzie podważał stanu braku zagrożeń, a więc stanu, w którym „kura nie ptica”.
Odczytuje to jako kolejny fragment przesłania Kremla, który zgadza się na wsparcie amerykańskiej wojny na Bliskim Wschodzie, w zamian za uznanie rosyjskich interesów w Polsce, będącej częścią rosyjskiej strefy wpływów, i kontynentalnej Europie, jako pola projektu rosyjsko-niemieckiego.
Przy czym, ta deklaracja pomocy jest obarczona pewną nieufnością wobec rzeczywistych geopolitycznych planów amerykańskich, a więc, jak to cytuje pan prezydent amerykańskiemu audytorium w języku oryginału:"dowieriaj no prowieriaj" , słowem: za pomocą z jednej strony musi iść rzeczywista zgoda drugiej i wycofanie się z prób utrzymania nad Europą amerykańskiej kurateli.
Ponieważ tuż przed wyjazdem do USA odbyły się konsultacje Komorowskiego z prezydentem Niemiec w Warszawie, Tuska z Merkel w Berlinie i pozaprotokolarne Tuska z Miedwiediewem w Warszawie wnoszę, że prezydent Komorowski sondował w Waszyngtonie pewien szerszy pomysł, którego Polska zawsze była przeciwnikiem, a teraz – poprzez fakt, że to jej władze referują go Amerykanom, została orędownikiem.
Ostatni passus jest szczególnie ciekawy, jeśli umieścimy go w kontekście całości. Komorowski wspomina, jak to będąc w więzieniu w latach siedemdziesiątych, i odsiadując bardzo aktywny w kontakty międzyludzkie wyrok (biorąc pod uwagę czas jego trwania, to jest miesiąc) spotykał się z oczekiwaniami współwięźniów, że uwięzionego demokratę ktoś odbije, a więc, że jest tam (hen hen) jakaś siła, która potrafi uwięzionych wyzwolić z ich smutnego położenia.
I przechodzi do opisu stanu wiedzy osadzonego Polaka-kryminalisty, który w przypadku odbicia z więzienia ma zamiar porwać auto i uciec nim do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Oczywiście przywołanie tego przykładu jest nieprzypadkowe. Polacy mogą sobie kojarzyć Amerykę z wolnością, ale geopolityka jasno wskazuje, że pomiędzy Polską a wolnością jest Ocean Atlantycki, a realnych szans na jakiekolwiek przeciwstawienie się realności więzienia nie ma.
Słowem: wszelkie rojenia o amerykańskich gwarancjach wolności dla Polski mogą rodzić się tylko w ciasnej głowie polskiego tępaka.
Nie wiem, jak Państwo odczytali to szczególne exposee w sprawie nowej polskiej polityki zagranicznej. Przestrzegałbym jednak przed sprowadzaniem tego wystąpienia jedynie do luźno związanych ze sobą komunałów osoby o, nazwijmy to delikatnie, niezbyt skomplikowanej osobowości, jeśli intelekt uznalibyśmy za ważny osobowości element.
Nagły wyjazd prezydenta Komorowskiego do USA, w terminach nie pozwalających na jakiekolwiek przygotowania polskiego stanowiska, był – bo nie wyobrażamy sobie, by nie był, szeroko konsultowany w trójkącie Niemcy-Polska-Rosja (Medwiediew-Komorowski, Tusk-Merkel, Putin-Tusk, Putin-Merkel)
Może być traktowany jako perspektywa nowego ładu, w którym Rosjanie odpuszczają Bliski Wschód (czytaj: przestają zbroić państwa wrogie Ameryce), a Amerykanie Europę, w której Niemcy mają nadzieję na zrealizowanie swoich marzeń o należnej im według nich pozycji, w czym ma im pomóc Rosja pułkownika Putina.
Smoleńsk w tym kontekście nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Pozdrawiam


TO BYŁO WSPANIAŁE PRZEMÓWIENIE, NIKT NIE MIAŁ SZANSY ZASNĄĆ
DrukujEmail
Wpisał: KaNo   
18.12.2010.
To było wspaniałe przemówienie, nikt nie miał szansy zasnąć.
Fragmenty wykładu mgr. Bronisława Komorowskiego w German Marshall Fund of the United States wygłoszonego do przybyłych tam ambasadorów, senatorów, kongresmenów i przedstawicieli mediów. Wykład transmitowała na żywo amerykańska stacja kablowa C-SPN-3.
Po krótkim przywitaniu:
„Szanowni Państwo”
                        wykładowca zagłębił się w historię Polski:
„Mało kto o tym wie, że w Polsce w XVIII wieku istniał mechanizm ustrojowy, który gwarantował każdemu obywatelowi prawo uczestniczenia w wyborach. To się wtedy źle skończyło. Skończyło się anarchizacją, państwo było za słabe. Mało kto o tym wie, że w Polsce wszyscy wybierali króla. Mało kto o tym wie, że polski sejmy czy polski parlament działa na zasadzie obowiązkowej zgody wszystkich. To było słynne liberum veto. Myśmy w XVIII wieku to praktykowali co nie zawsze wychodziło na zdrowie. Ale dzisiaj patrzymy na Unię Europejską i patrzymy, Panie Boże, przecież tam jest librum veto. Obowiązkowa zgoda wszystkich z wszystkimi.
Żeby było jasne, ja tu rozmawiałem z Panią [tłumaczką - KaNo]. Ja jestem z wykształcenia historykiem, więc na wszelki wypadek powiem, jak to naprawdę w praktyce wyglądało. Były w polskim sejmie trzy fazy dochodzenia do decyzji politycznych. Pierwsza faza to była faza zgłaszania poglądów. Każdy mógł sobie zgłosić, jaki chciał. Druga faza to była faza ucierania poglądów. Nie wiem, jak to pani tłumaczka przetłumaczy na angielski, ale ucieranie to jest coś jak w wielkim tyglu, jeżeli trze się, aż się zrobi jednolita masa. Ucierano poglądy przez długotrwała dyskusję. Ale jeśli to nie pomogło i niech choćby jedna osoba niezdecydowana albo przeciwna, to mogła wstać na sali parlamentu polskiego, krzyknąć liberum veto i czym prędzej uciec. Zrywała w ten sposób sejm. Więc polska szlachta wymyśliła trzecią fazę działania. To była faza bigosowania. Jak pani tłumaczka to przetłumaczy, nie wiem. Bigos to szczególne, specyficzne danie. Kapusta siekana i siekane mięso długotrwale gotowane. No więc trzecia faza - siekanie, bigosowaniepolegało na to, że krewka szlachta chwytała za szable i takiego, który psuł ustrój państwa, który psuł prawo, po prostu brała na szable, nim zdążył uciec. Wszystko działało do roku 1562, kiedy pierwszemu posłowi polskiemu udało się nie tylko krzyknąć liberum veto, ale uciec, nim się szlachta zorientowała, nim wzięła za szable pan Siciński, starosta upicki uciekł na Litwę. I to był początek kryzysu. Nie wiem, jak sobie z tym poradzi Unia Europejska, ale tam jest liberum veto i od czasu do czasu trzeba brać się za bigosowanie.”
Obszerne fragmenty wykładu i odpowiedzi na pytania poświęcone były geografii:
„W naszym miejscu Europy, jak ktoś pamięta mapę Europy, nie wiem czy w Ameryce ktoś pamięta, jak wygląda mapa Europy, czy nie? Nie jestem tego pewien. My jesteśmy w takim miejscu między Rosją a Niemcami. To jest takie miejsce, w którym proszę Państwa bez względu nawet jak się ktoś integruje, jak powstaje wspólny dom europejski, wspólny dom natowski, to jest takie miejsce, gdzie ciągle są jakieś przeciągi. I bez względu na to, gdzie ktoś na jakimś piętrze otworzy drzwi albo okno, to od przeciągu, my Polacy, zawsze mieliśmy katar. No tak po prostu zawsze było.”
„Proszę Państwa wielka Rosja ma od Bałtyku po morze Chińskie ma tylko trzy razy wyższy produkt krajowy brutto niż Polska.”
„Od tej pory będę ściśle obserwował i się zastanawiał, gdzie jest Islandia. Islandia w tym sensie czy jest częścią Europy. Intuicyjnie zawsze sądziłem, że tak. W sensie kulturowym, mentalnościowym itd. Geograficznie to jest pewnie inaczej, na mapach gdzieś tam zawsze oddzielana. Kulturowo na pewno tak. A jak już jest 6 tysięcy Polaków, to już kawał Europy macie na pewno.”
Oczywiście wykładowca poświęcił dużo czasu Europie i Polsce:
„Dzisiaj Europa nie cierpi z powodu deficytu bezpieczeństwa, bo nikt na nikogo w Europie nie czyha. No może prawie nikt na prawie nikogo. Ale cierpi Europa w sposób ewidentny, słuchaj Roman [osoba o nieustalonej tożsamości - KaNo] to do Ciebie będzie, na deficyt zaufania.”
„No można mówić w imię strasznej historii, no to schowajmy się gdzieś pod łóżko i siedźmy cicho i nie róbmy nic bo nam świat grozi. W życiu, w polityce jak w życiu trzeba być jednocześnie optymistą i realistą. Trzeba być romantykiem w dążeniu do wielkich, odległych nawet celów, a jednocześnie pragmatykiem w stawianiu sobie celów cząstkowych i szukaniu rozwiązań konkretnych problemów. Ja uważam, że tylko romantycy zdolni do realizmu osiągają jakieś efekty. Tak jak tylko romantycy, powiem więcej, wariaci z mojego pokolenia mogli rwać z motyką na księżyc.”
„W tradycji rosyjskiej jest takie powiedzenie, które mówi wszystko, nie wiem jak pani tłumaczka to przetłumaczy. Było powiedzenie, które sobie w Polsce powtarzamy często, Rosjanie wszyscy znają, warto żeby Amerykanie o nim wiedzieli "kurica nie ptica Polsza nie zagranica". Przetłumaczyłaś, tak?”
„Proszę państwa Polska jest krajem dziwnym, nietypowym ale można o nas mówić różne rzeczy, ale tu w Ameryce wszyscy powinni o tym wiedzieć, że Polska jest krajem narodu proamerykańskiego. Jak wiecie państwo to się wcale tak często nie zdarza. W Polsce Amerykę się lubi. Tylko problem polega na tym i te nieszczęsne wizy, i te wycieki, i te więzienia CIA, oprócz obiektywnych spraw jak Iran, Irak czy Afganistan, spowodowały, że jedną trzecią tego wielkiego potencjału sympatii dla Ameryki już szlag trafił.”
„Co tu dużo gadać. W sprawie wiz to dzisiaj Pułaski i Kościuszko musieliby wypełniać kwestionariusz wizowy, gdyby chcieli do Stanów Zjednoczonych przyjechać.”
Pod koniec w bardzo płynny sposób przeszedł do bardziej osobistych doświadczeń:
„My możemy od czasu do czasu w imię zasady "za naszą i waszą" wolność jechać nawet daleko od Polski. My nie mamy żadnych interesów ani w Iraku, ani w Afganistanie. Nie mamy żadnych interesów politycznych, nie mamy żadnych interesów gospodarczych. Możemy jechać w imię wspólnoty wynikającej z poczucia, że razem odpowiadamy za wolność innych ludzi. Ale jak się idzie na polowanie, daleko w głęboki las no to trzeba wiedzieć, że własny dom jest zabezpieczony. Że własna kobieta, że własne dzieci, że własna chałupa są bezpieczne.”
„Jest takie stare rosyjskie powiedzenia "dowieriaj no prowieriaj" to znaczy dowierzaj, wierz, ufaj ale sprawdzaj. Trochę tak jak w relacjach małżeńskich - wierz ale sprawdzaj.”
„Potrzeba odnawiania to trochę tak jak w małżeństwie. Co jakiś czas dobrze się z własną żoną umówić na randkę.”
„Proszę państwa, żeby nie przedłużać, ja tu mam napisany bardzo mądry referat, ale wolę rozmawiać w ten sposób.”
„Siedziałem sobie kiedyś w więzieniu, to były lata siedemdziesiąte, jako polityczny więzień, ale siedziałem ze zwykłymi kryminalistami. Siedziałem między innymi z Jankiem Szelągiem dwumetrowego wzrostu bandytą. Zwykłym bandytą, który siedział za zabójstwo. No i oni do nas tak z ciekawością na nas patrzyli, co my za jedni. Mówili do nas wtedy per student. I on tak w pewnej chwili, a tu aresztują kogoś, kogoś wprowadzają, były duże aresztowania w Warszawie wtedy, to był chyba rok siedemdziesiąty siódmy, albo ósmy, już nie pamiętam, mówi "ty student" mówi, a brodę miał dotąd taką, mówi "ty student, sprawa jest poważna bo widzę, że ciągle waszych aresztują". Kiedy zobaczył, że jeszcze na dziedziniec wjechał samochód pancerny policyjny, milicyjny to w ogóle był cały podniecony, mówi "ty student sprawa jest bardzo powazna, powiedz student czy może wasi przyjdą was odbić?" Proszę Państwa, to było kompletnie niemożliwe. No ale jak ja miałem się przyznać takiemu bandycie, że to w ogóle nierealne. Jak mam wyglądać na poważnego rewolucjonistę to trzeba przynajmniej podtrzymać jego nadzieję, że jakaś akcja zbrojna będzie, albo coś. No więc mówię "no wiesz słuchaj, wszystko się może zdarzyć". I tu padła deklaracja ze strony Janka Szeląga, zwykłego bandyty, który bardzo wiele, mało wiedział o świecie, a dużo o życiu, która tłumaczy najlepiej skąd się bierze polska sympatia do Ameryki. Bo on mówi "ty student jak przyjdą wasi was odbić, to ty pamiętaj - my wszyscy za wolnością. Tylko pamiętaj student, jak przyjdą was odbic to najpierw klawisza w łeb" - klawisz to strażnik więzienny - "najpierw klawisza w łeb, potem porywamy samochód i do Ameryki". On nawet biedak nie wiedział, on nie wiedział, że po drodze, że jest Ocean Atlantycki, ale wiedział jedno, wiedział, że mu Ameryka kojarzy się z wolnością.”
...
Podziękowanie gospodarza:
„To było wspaniałe przemówienie, nikt nie miał szansy zasnąć.”
Dnia dziewiątego grudnia roku pańskiego 2010
  Literatura multimedialna

Ponieważ słowo pisane nigdy nie odda słowa żywego – bonus dla najwytrwalszych:
Bigos w historii (podkład muzyczny Krzesimir Dębski) 
Ballada o zwykłym szelągu (podkład muzyczny Wały Jagiellońskie)
 Zdjęcia z wizyty można obejrzeć w ukrytej przez administrację poprzedniej notce:
 PS
Przyznam się bez bicia, że przedstawiłem tylko jedną stronę medalu: humor przaśno-rubaszny. Ale jest też i druga strona, nie wiem czy zamierzona: czysty humor abstrakcyjny. Ten występuje obficie w tłumaczeniu angielskim. Można sobie tego posłuchać pod podanym wyżejlinkiem. Nie chcąc testować poczucia „abstrakcji” u czytelników, podam jedynie krótki przykład. „Bigosowanie” zostało przetłumaczone na „stewig”, czyli “duszenie” w znaczeniu długiego gotowania. W ten sposób obecni na sali dostojni goście nie znający piękna języka polskiego usłyszeli:
„To była faza „duszenia”. Nie wiem jak to będzie przetłumaczone przez tłumacza, ale to jest jak „duszenie”. To jest typowe dla Polski, mamy kapustę i mięso i potem je „dusimy” przez długi, długi czas. To jest trzecia faza – „duszenie”.
Mogli się jedynie domyślać głębi tego wykładu, widząc w jak sugestywny sposób szacowny prelegent prezentował mieszanie w wielkiej misie, siekanie kapusty i krojenie mięsa (od około osiemnastej min. prezentacji).
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2786&Itemid=59