o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

czwartek, 4 marca 2010

socPOlska*sp.z nOO* migawki

Ostatnie piętro
Z Marszałkowskiej skręcamy na Hożą. Wchodzimy do "Księgarni Budowlanej" i wsiadamy do windy. Wybieramy przycisk "do góry" i po kilku chwilach wysiadamy na szóstym piętrze. Jeden krok i znajdujemy się w pierwszej sali klubowej "Pod Gwiazdami". Naprzeciw windy kontuar otoczony barowymi stołkami, dwa czterooosobowe stoliki i wyjście na taras.Tam przy kilku stolikach opatulone indwiduua sączą bliżej nieokreślone płyny.
Wybieramy największy z tuzina stolików w drugiej sali i zapadamy w miękkie skórzane fotele. Jest późne popołudnie więć część towarzystwa wybiera bezalkoholowy Zachód Słońca i Radosny Poranek (oba po 14 zl ). Reszta popija kawę po staropolsku, meksykańsku lub Tropicana (wszystkie po 14 zł ). Sącząc jeden z tych specjałów przy lekko przytłumionym świetle wsłuchujemy się w dobrą muzykę.
Przy stoliku obok cztery lalki Barbie chichocząc radośnie popija na przemian Różowego Kociaka (15 zł ), Bezwstydne Ladaco (17 zł) i Waniliową Ladacznice (16 zł).
Jako smakosze piwa zastanawiamy sie nad wyborem płynu chmielowego w cenie 8 złociszy - butelkowe lub z nalewaka. Niestety butelkowy Żywiec, Carlsberg tudzież Okocim często bywa ciepły (szczupłość lodowki). Piwo "z kija" zawsze jest mocno wodniste. Dylemat ten rozstrzyga rzut monetą. Pozostali decydują się na skok z Kangurem (14 zł).
Tymczasem do lalek Barbie dołączyło kilka zestawów Kena. Każdy z Kenów zamówił pierogi domowej roboty i na spółkę litra "Wyborowej". Zajmując się na przemian Kociakami, Ladaco, i Ladacznicami pomieszanymi z Wyborową i pierożkami wzrósł znacząco poziom decybeloidiotyzmow.
Żeby nie zniknąć do końca w skórzanych i kusząco miękkich fotelach uprawialiśmy turystykę aktywną połączona ze zwiedzaniem baru.
Koło 23.30 plastikowe towarzystwo hurtem udało się do toalety a potem wśród chichotów oraz dzikich wrzasków w oczekiwaniu na winde rozpoczęło wychodzenie z lokalu.
Pożegnani zostali wrogim spojrzeniem nadobnej niewiasty sączącej samotnie drinka.
Od razu polepszyła się atmosfera, obsługa i muzyka.
Zamknięcie lokalu nastapiło po zjezdzie ostatniego klienta.Seans spirytystyczny mający na celu wskrzeszenie owego klienta nastąpi w tym samym miejscu w czasie przyszłym niedokonanym.
Bruderschaft
16:48, barmani1 , Apokalipsa wg św Barmana Link Komentarze (6) »
czwartek, 11 maja 2006

Hiszpania w Warszawie
Co robi barman, kiedy ma wolny dzień ? Zazwyczaj odpoczywa śpiąc do późna lub gapiąc się w telewizor. W wersji barmana-intelektualisty odpoczynkiem będzie lektura. Jeśli wersja ta posiada przystawkę „ Erudyta” lekturą będzie dzieło Lenina, „Co robić?” w wersji oryginalnej.
W odmianie barmana-gospodyni domowej zajęciem dnia staną się zakupy, pranie i sprzątanie. W mutacji barmana-kucharza gwoźdź programu to gotowanie. O ile można coś przyrządzić z mleka, masła, jajek i starej papryki.
Najbardziej rozbudowana wariacja barmana to barman-dusza towarzystwa. Dzięki dodatkowi „Interaktywny” model ów korzysta z dobrodziejstw takich zdobyczy techniki jak prasa, radio, telewizja, Internet i telefon. Po żmudnym procesie decyzyjnym zapada werdykt idziemy TAM
Wejście TAM prowadzi przez bramę wjazdową. Trzeba, więc mieć się na baczności i zdolność przyklejania się do ścian by nie wpaść pod samochód. A jak TAM wejdziemy przez niepozorne drzwi zaatakuje nas wszędobylska pani szatniarka. Dzięki półtorazłotowej opłacie pozbędziemy się wierzchnich okryć - acz nie na zawsze – i dane nam będzie zanurzyć się we wnętrze lokalu.
Do wyboru mamy dziewięć czteroosobowych stolików ustawionych centralnie w kuszącym towarzystwie puf. Na drugi rzut pójdą wieloosobowe ławy miękko obite. Każda przy jednym z trzech okien. Ale nie dajmy się zwieść. Najbardziej polecana jest ława tuż obok wejścia. Strategiczne to miejsce oddalone jest w przyzwoitej odległości od baru i pozwala obserwować pozostałą część lokalu. Secesyjna atmosferę lokalu podkreślają czerwone obicia ścian, czarne meble, żyrandole i kinkiety. Jednak minusem jest słabe oświetlenie, choć niewątpliwie to ono tworzy przytulny nastrój. Sympatyczna kelnerka poda nam kartę dań, z której wybrać należy niechrzczone piwo w przyzwoitej cenie 8 złociszy za kufelek. A w weekendy taka przyjemność będzie nas kosztować ledwie 5 dukatów.
Jeśli zmarznięci jesteśmy kawa po staropolsku (12 zł) nas rozgrzeje a skoro nie gustujemy w piwie to grzane wino mile połechce nasze podniebienie. A i mocniejsze trunki z rumem na czele polecić wypada.
Jeśliśmy głodni to śniadanie na początek dobrze nam zrobi – szeroki asortyment jajecznic różnorakich mamy. A potem zastanowimy się nad wyborem miedzy kotletem z kurczaka wraz z surówką i ziemniakami a nieśmiertelnym schabowym (20 zł).
Po sutym posiłku i przepłukaniu gardła pienistym płynem (lub innym z zawartością alkoholu) możemy odpocząć tam gdzie król chodzi piechotą. Chwalimy koedukacje aliści dajemy minus za brak papierowych ręczników.
Sącząc kolejne boskie nektary i ćmiąc papieroska możemy oddać się zajmującej dyspucie z towarzystwem lub zatopić się w dźwiękach muzyki radiowej (minus!).
Nienaganna obsługa tymczasem spełni najdziwniejsze nasze życzenia. Nawet te o zmianie mydła i przykręceniu klimatyzacji.
Ogólna ocena wypada dobrze. Małe niedociągnięcia świetlno-muzyczno-sanitarne nie mogą przysłonić tego, że ten niewielki, miły i tani lokal mieści się w samym centrum stolicy. Do i z ALHAMBRY można dotrzeć jakimkolwiek transportem kursującym przez Rondo De`Gaullea.
Z czystym sumieniem, zatem możemy lenić się do zamknięcia ALHAMBRY w późnych godzinach wieczornych.
Co i mnie dane było uczynić po wielokroć.
Bruderschaft
11:43, barmani1 , Apokalipsa wg św Barmana Link Komentarze (2) »
środa, 05 kwietnia 2006

BORYNA - spelunka na Brackiej
Najciekawsze miejsca często są ukryte. Przechodzi człowiek koło nich nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się wewnątrz.
Tak jest i w tym wypadku. Obok „zagłębia klubowego” na Placu Trzech Krzyży – niewielka uliczka, co Bracka się nazywa.
Szukając klubu można ominąć go pośród sklepów z RTV i zegarmistrza oraz 24 godzinny Kebab. Kierujemy się gwarem dochodzącym zza drzwi i już wchłonięci zostaniemy przez atmosferę „ U Boryny”.
Na parterze jasne wnętrze, kilka stolików, siadamy przy najbliższej wolnej konstrukcji metalowo-drewanianej i zamawiamy za 5,50 nieco tradycyjne „Królewskie”.
Starzy bywalcy z rozrzewnieniem wspomną „łowickie” wzroki obić sciennych, skrzypiące krzesła, kultową – jedyną i zamykaną na kluczyk toaletę oraz równie kultowe barmanki po czterdziestce.
Możemy się udać na pięterko (wczesne rokokoko) i tam wysączyć kilka drinków. Klimatyzacja szwankuje jak niegdyś (tak naprawdę nie działa od lat) a zamiast wiecznie nieczynnego drugiego baru powstała eksluzywna toaleta... W towarzystwie studentów pobliskiego wydziału antropologii, etnicznych dresów, zabłąkanych w drodze do Szpulko-Szparki oraz innych bywalców możemy się oddać błogiemu imprezowaniu w rytm nieśmiertelnych przebojów sprzed lat tudzież radiowych ‘’hitów’’.
Większa ilość dyskutantów wymusza zestawienie stolików. Ale gdzie te czasy, kiedy wszystkie stoły na piętrze zostały zaanektowane i od godziny 14 niemal cztredzieści osób czciło urodziny znajomka...
Jeśli mamy szczęście trafimy na jedną z niezapomnianych promocji np. „Zamów dwa drinki a dostaniesz stringi gratis” lub przy „5 dużym piwie paczka <> dla ciebie”
A na koniec barmanka oznajmi nam rytualnie „Proszę Państwa musimy zamykać". I tabun ludzi wypełznie z lokalu, część energicznie, część przytłoczona ciężarem dyskusji. Wszyscy hurtem pomkną „na kebaba”. A potem ktoś powie „Chodźmy do mnie”. Inni odwiedzą Szpulko-Szparkę a niektórzy nocnym gwiazdolotem udadzą się do domu.
Aż do następnego razu....
Bruderschaft
*************
- special thanx/for
http://barmani.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?142831
- nissan

środa, 3 marca 2010

W E S T E R P L A T T E






Dokument rany

Biało-krwawy,
Krwawo-biały, lniany
Opatrunku, który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż,
Tę pamiątkę,
Ten dług
I ten morał.

- pisała przed wojną Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Pozostaje dla mnie zagadką, czy utwór ten znany jest trzem zawodowym komediantom: Kubie Wojewódzkiemu, Markowi Raczkowskiemu i Krzysztofowi Stelmaszykowi? Czy ci panowie wiedzą, co to ów wielki krwotok, owa rana, ów dług...?

Chyba jednak nie. 25 marca 2008 r., podczas cotygodniowego programu Kuby Wojewódzkiego w TVN, wzmiankowana trójka „szołmenów” zatknęła dwie biało-czerwone chorągiewki w psich odchodach.[i]

Komedianci i przestępcy

W studio TVN dokonano zatem przestępstwa zbezczeszczenia flagi polskiej. Szanująca się telewizja wyrzuciłaby swego pracownika, winnego takiego „incydentu”, na zbitą twarz. Szanująca się publiczność zbojkotowałaby go. Nawet w PRL, nie mówiąc już o normalnie rządzonym kraju, profanator polskich barw narodowych poszedłby za kraty.

Ale przecież dziś mamy demokrację. Dzisiaj to publiczność decyduje. Publiczność przyciągająca tłumy reklamodawców. W tym wypadku publiczność TVN-owska, ukształtowana na obraz i podobieństwo „szołmenów” tej stacji i ich przełożonych. A takim indywiduom, jak się okazało, antypolskie bluźnierstwo wcale nie przeszkadza. W ów marcowy wieczór zgromadzona w studio publika zareagowała aplauzem...

Potem, zamiast wyciagnięcia konsekwencji wobec przestępców, była obrona „prawa do swobodnej wypowiedzi” i „artystycznej prowokacji”. Było udawane, a może nawet autentyczne zdumienie – że „cóż takiego się wydarzyło”...? Był szyderczy rechot z ludzi, którzy – wbrew TVN-owi i jego wojewódzkim czy powiatowym „intelektualistom” – posiadają jeszcze jakieś świętości; którym jedną z tych świętości wesołkowie z telewizyjnej „walterowni” unurzali w psich ekskrementach.

Nasze cmentarze pełne są mogił ludzi, co kiedyś – nie tak dawno - za te barwy przelewali krew. Mogił ludzi – co do tego nie mam wątpliwości – zupełnie innego gatunku, niż Wojewódzki, Raczkowski, Stelmaszyk i ich wielbiciele. Równie dobrze, zamiast profanować flagę, za którą zginęły tysiące, komedianci z TVN mogli (by już pozostać w defekacyjnych klimatach) napaskudzić na czyjś grób. Nie wątpię, że wtedy również nie brakłoby im obrońców, elokwentnie tłumaczących ów postępek potrzebą „artystycznej prowokacji”.

Wojewódzkiemu ów skandal wcale nie zaszkodził. Media doniosły, że jest on dziś jednym z najpopularniejszych prezenterów telewizyjnych. Może to nieładnie zaglądać w cudzą kieszeń, ale jego pensja miesięczna „szołmena” to 160.000 (słownie: sto sześćdziesiąt tysięcy) złotych polskich. Po czterdzieści tysięcy za każdy cotygodniowy „spicz”.[ii] Mniejsza o majątek Jakuba W. Trudno zazdrościć pieniędzy, które cuchną kałem. Ale dobrze wiedzieć, na ile kierownictwo TVN wyceniło trud zbrukania polskiej flagi. Za jaka cenę ludzie gotowi są sprzedać świętości.

„- Przecież nie będzie sprzedawał się za trzydzieści srebrników!” - usłyszałem opinię o Wojewódzkim. Fakt - inflacja...

Odrażający, brudni, źli...

Ledwo ucichł szum, jaki wytworzył wokół siebie Wojewódzki, a w mediach rozpętała się wrzawa wokół scenariusza filmu „Tajemnica Westerplatte”, którego premiera miała upamiętnić zbliżającą się 60. rocznicę napaści Niemiec na Polskę.

W ostatnim czasie światowe kino wojenne przeżywa swój kolejny renesans. Powstają dziesiątki wysokobudżetowych filmów, których twórcy opiewają chwałę przeszłości i męstwo swych rodaków. Oczywiście w awangardzie kroczy tu Ameryka, ze swym filmowym imperium (z obrazów nakręconych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wymieńmy tytułem przykładu „Szeregowca Ryana”, „Pearl Harbour”, „Sztandar chwały”, „Listy z Iwo Jimy” traktujące o różnych epizodach z pół bitewnych II wojny światowej, „Byliśmy żołnierzami” o pierwszej większej bitwie stoczonej przez Amerykanów w Wietnamie, czy znakomity „Helikopter w ogniu” o interwencji w Somalii). Warto wspomnieć również interesujące produkcje rosyjskie (przejmujący realizmem „Karny batalion” o czasach Wojny Ojczyźnianej, czy „9 kompanię” o „internacjonalistycznej misji” w Afganistanie). Czesi zobrazowali wojenne przewagi swych pilotów w „Ciemnoniebieskim świcie”, zamierzają również oddać cześć czeskim obrońcom Tobruku („Tobruk”). Australijczycy przypomnieli heroizm swoich oddziałów w dramacie „Kokoda”, a Japończycy uwiecznili bohaterstwo marynarzy Cesarstwa w „Yamato”...

Tymczasem we współczesnej Polsce, co musi zdumiewać, kino wojenne traktowane jest po macoszemu. Wypada wreszcie powiedzieć głośno niewygodną, dla wielu szokującą prawdę – najwybitniejsze polskie filmy wojenne i historyczne powstały w epoce PRL, pomimo komunistycznej cenzury i nachalnej propagandy. Przez dwie dekady, licząc od momentu odzyskania przez Polskę suwerenności, nie nakręcono ani jednego (!) porządnego obrazu batalistycznego, ilustrującego męstwo żołnierza polskiego na którymkolwiek z frontów II wojny światowej. Trudno powstrzymać się od gorzkiej uwagi, iż dla wielu artystów komunistyczna cenzura stanowiła wygodne alibi, prawdziwy listek figowy skrywający twórczą niemoc.

Okazało się jednak, że milczenie filmowców o przewagach polskiego oręża nie jest jeszcze sytuacja najgorszą. Niejaki Paweł Chochlew, szerzej nieznany sługa X Muzy, postanowił „unieśmiertelnić” obrońców składnicy na Westerplatte. Tyle, że zamierzał uczynić to w sposób nader osobliwy.

Scenariusz „Tajemnicy Westerplatte” wzbudził entuzjazm grona tzw. ekspertów (wśród których figurowało nazwisko m.in. byłej minister kultury Izabeli Cywińskiej). Jak wyjaśniła p. Anna Godzisz , rzeczniczka prasowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej: „Scenariusz zapowiada dobre kino. [...] jego wielką wartością jest jego przesłanie.” [iii] Paweł Chochlew miał otrzymać do swej reżyserskiej dyspozycji pokaźny budżet w wysokości 14 milionów złotych (ktoś okazał zadziwiającą hojność człowiekowi, który jak dotąd samodzielnym reżyserowaniem filmów się nie skalał).

Sielankę zakłóciła wszędobylska prasa. Ujawnione fragmenty scenariusza wywołały szok. Wedle wizji Pawła Chochlewa faktyczny dowódca obrony Westerplatte, kapitan Franciszek Dąbrowski, był typem psychopaty, stale wygrażającym podwładnym pistoletem. Swoją wojnę prowadzić miał z flaszką wódki w dłoni (często chłepcząc gorzałę „z gwinta”). Filmowi żołnierze polscy to istna banda żuli - zapijaczonych, liżących pornograficzne zdjęcia, okładających się nawzajem pięściami, oddających mocz na portret Naczelnego Wodza.[iv]

Na szczęście nie wszyscy podzielili zachwyt eks-ministerki Cywińskiej co do przesłania nowatorskiego scenariusza. Andrzej Nowak, redaktor naczelny „Arcanów”, nie pozostawił suchej nitki na „brutalnych, chamskich i głupich prowokacjach, jakich przykładem może być film o pijanych westerplatczykach.”

Na pytanie dziennikarza „Rzeczpospolitej”, skąd właściwie bierze się u młodych twórców taki zapał w ośmieszaniu symboli narodowych, Nowak punktował celnie:

„ - To pokłosie bardzo mocno propagowanej w ostatnich latach arcykrytycznej postawy wobec polskiej tradycji i mitologii narodowej. Czołowe ośrodki opiniotwórcze III RP z uporem namawiały do podważania, do wobec wszystkiego, co polska tradycja i historia przekazały nam jako powód do narodowej dumy. Wytworzyła się swoista tania moda na prześmiewczość wobec tradycji. Filmy takie jak [...], to jednak jedynie żałosne popłuczyny po nurcie prześmiewczym reprezentowanym przez Mrożka czy Munka [...]. Nie ma w nich ani rzetelności historycznej, ani artyzmu, ani odrobiny rzetelnego namysłu nad tradycją. Jest za to chęć zrobienia kariery na upowszechnianiu zanurzonej w ekskrementach wizji historii Polski.”[v]

Scenariusz Chochlewa wieńczyło odwołanie do słów Jana Pawła II: „Każdy z nas ma swoje Westerplatte.”, co w tym kontekście zabrzmiało jak szyderstwo. Może jednak warto w tym miejscu zadać pytanie – jakie Westerplatte nosi w sobie Paweł Chochlew?

Hołdy biczowników

Przed wyborami prezydenckimi w 2000 r. ujawniono publicznie, że osobnik pełniący obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej pojawił się pod wpływem alkoholu na oficjalnych uroczystościach ku czci polskich oficerów zamordowanych w Charkowie.[vi] Wydawało się, że polityczna kariera tego człowieka właśnie dobiegła końca. Tymczasem demokratyczna większość Polaków okazała zrozumienie dla tej „chwili słabości”, i zapewniła „Olkowi” reelekcję. Był to wyrazisty sygnał, jak potężna część narodu wzięła rozbrat z tradycją (oraz z poczuciem przyzwoitości). Bliski ich sercom okazał się były komunistyczny aparatczyk, słaniający się w pijanym widzie nad mogiłami ofiar czerwonego terroru, do tego wielokrotnie przyłapany na kłamstwach, ale za to „dobrze prezentujący się” w telewizyjnym okienku.

Oczywiście, przemiana świadomości milionów obywateli nie nastąpiła z dnia na dzień. Przedtem były długie lata pracy szemranych „autorytetów”, dysponujących potężnym zapleczem propagandowym. Miało się wrażenie, że rodzime media opanowali przedstawiciele sekty biczowników, bezlitośnie chłoszczący naród polski za domniemane zbrodnie. Niezorientowana publiczność była epatowana „sensacjami” z przeszłości – o „polskich pogromach”, „polskich kolaborantach”, „polskich mordercach”... Nawet ongisiejszą tragedię w kościele Św. Krzyża w Warszawie (1881), kiedy to podczas paniki stratowano szereg osób uczestniczących w nabożeństwie, próbowano przedstawić jako... zbiorowy mord na 30 Żydach.[vii]

Niekiedy nieznajomość historii połączona z chęcią nadskakiwania obcym prowadziła do zdarzeń z pogranicza tragifarsy. Oto w czerwcu 2002 r. tarnowscy radni miejscy zabronili wzniesienia Pomnika Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Słyszało się wtedy opinie, z ust polityków i tzw. zwykłych ludzi, że byłby to „pomnik niezgody”, który by „obrażał uczucia Ukraińców”, tudzież „nadszarpnął nasze dobrosąsiedzkie stosunki z Ukrainą”, że „nie wolno tak jątrzyć”, ani „rozdrapywać starych ran”... Trzy miesiące później ci sami radni Tarnowa pozytywnie zaopiniowali projekt monumentu, upamiętniającego ofiary zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie...[viii]

Wyjątkową oryginalnością zabłysnęli politycy z toruńskiej Platformy Obywatelskiej. Wyartykułowali oni pomysł wzniesienia monumentów ku czci... mistrzów krzyżackich Hermana von Salzy i Hermana Balka. „- Toruń zawsze był fajnym przykładem miasta wielokulturowego. Dlaczego tymi pomnikami tego nie podkreślić?” – entuzjazmował się poseł PO Tomasz Lenz.[ix]

Z kolei podczas wizyty prezydenta Azerbejdżanu w Polsce w 2005 r., odsłonił on uroczyście, wespół z prezydentem Warszawy, tablicę pamiątkową ku czci swoich rodaków, poległych m.in. „na barykadach Powstania Warszawskiego”. Wśród starych warszawiaków zapanowała konsternacja, gdyż zapamiętali oni z Powstania tylko jedną formację azerską – Aserbeidschanische Feld Bataillon I/111 „Dönmec” - podporządkowaną osławionemu Oskarowi Dirlewangerowi, odpowiedzialną m.in. za rzeź ludności cywilnej na ul. Inflackiej.[x]

Nie od rzeczy jest przypomnieć, że w urzędowych planach co najmniej kilku naszych miast figurowała bądź nadal figuruje Ulica Obrońców [sic!] Monte Cassino. Tak oto wyborowe oddziały Hitlera, „Zielone Diabły” z 1st Fallschirmjaeger Division, broniące zawzięcie klasztornego wzgórza przed Polakami i pozostałymi aliantami, doczekały się w naszym kraju uhonorowania![xi]

Korzenie

Przykłady atakowania tradycji, religii i patriotyzmu w mediach można by wymieniać w nieskończoność. Można przywoływać tu postacie polityków, gotowych za worek „eurosów” przehandlować Polskę, i jeszcze pięknie to uzasadnić – że to niby dla jej dobra i pomyślnego rozwoju! Można wspomnieć również telewizyjnych ekspertów, którzy tłumaczyli nam uczenie, że po integracji Polski z Unią Europejską wprawdzie zdrożeje żywność i paliwo, ale za to stanieją bilety lotnicze i wódka, więc statystyczny Polak na tym interesie (tj. anschlussie jego Ojczyzny przez UE) „obiektywnie” zarobi. Dalej, tak zwanych artystów z pomysłami rodem z porno-shopu. I jeszcze pewną firmę odzieżową reklamującą swój asortyment za pomocą szyderstw z dziewictwa. Oraz producenta „energy drinka”, co w swojej reklamie wyśmiewa Świętą Rodzinę... Itd.

„Żeby zniszczyć naród, trzeba najpierw podciąć jego korzenie” – napisał Aleksander Sołżenicyn.[xii] Można odnieść wrażenie, że przywołany na wstępie biało-czerwony sztandar – ów „opatrunek”, „dokument rany”, będący dla nas pamiątką, a zarazem morałem i długiem – coraz częściej staje się krzyczącym wyrzutem sumienia.

„Historia jest zagracona szczątkami narodów, które odwróciły się od Boga i umarły.”[xiii]




[i] http://pl.youtube.com/watch?v=o9i9aOb9NKQ&feature=related (wszystkie cytaty z internetu na podstawie połączeń w dn. 26.X.2008 r.).

[iii] R. Wojciechowska, Tchórze i pijacy z Westerplatte – obrazoburczy film o obrońcach polskości w Gdańsku?, „Polska – Dziennik Bałtycki” z 27.VIII.2008 r., http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/890511.html

[iv] Tamże. Zob. też: Ujawniamy scenariusz filmu o Westerplatte, „Dziennik” z 8.IX.2008 r., http://www.dziennik.pl/kultura/article233738/Ujawniamy_scenariusz_filmu_o_Westerplatte.html, Wyrostkiewicz R.W., Jako pierwsi i jedyni ujawniamy scenariusz „Tajemnicy Westerplatte”, „Najwyższy Czas!” z 10.X.2008 r., http://nczas.com/wazne/jako-jedynie-i-pierwsi-publikujemy-scenariusz-â??tajemnicy-westerplatte%C3%A2??/?show=gallery

[v] Radziejewski B., Żałosne popłuczyny po Mrożku, „Rzeczpospolita” z 27.VIII.2008 r., http://www.rp.pl/artykul/153227,182049_Zalosne_popluczyny_po_Mrozku.html

[vii] Żyndul J., Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937, Warszawa 1994, s. 8. Por. Gontarczyk P., Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, Fakty, Dokumenty, Biała Podlaska – Pruszków 2000, s. 14.

[viii] Solak A., Pomnikowi radni, „Nowa Myśl Polska” z 27.X.2002 r.

[ix] Waloch N., Giedrys G., Albośmy to jacy tacy... Kryżacy, „Gazeta Wyborcza - Duży Format” z 29.I.2008 r., http://wyborcza.pl/1,76842,4877042.html?as=2&ias=2&startsz=x

[x] Gdański J.W., Zapomniani żołnierze Hitlera, Warszawa 2005, s. 182, 218.

[xii] Buchanan P.J., Śmierć Zachodu, tłum. Konik D., Morka J., Przybył J., Wrocław 2005, s. 227.

[xiii] Tamże, s. 259

Cywilizacja” 27/2008

Andrzej Solak

http://www.krzyzowiec.prv.pl/

http://cristeros1.w.interia.pl/crist/cywilizacja/dokument_rany.htm