o * H e r o i z m i e

Isten, a*ldd meg a Magyart
Patron strony

Zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu.* * *

Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków * * *


* "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie." - Adam Jerzy książę Czartoryski, w. XIX.


*************************

WPŁATY POLSKI do EU 2014 :
17 mld 700 mln 683 tys. zł.
1 mld 492 mln / mies
40 mln d z i e n n i e

50%
Dlaczego uważasz, że t a c y nie mieliby cię okłamywać?

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL, iż udają katolików

Ks. Stanisław Małkowski

* * * * * * * * *

środa, 3 marca 2010

W E S T E R P L A T T E






Dokument rany

Biało-krwawy,
Krwawo-biały, lniany
Opatrunku, który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż,
Tę pamiątkę,
Ten dług
I ten morał.

- pisała przed wojną Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Pozostaje dla mnie zagadką, czy utwór ten znany jest trzem zawodowym komediantom: Kubie Wojewódzkiemu, Markowi Raczkowskiemu i Krzysztofowi Stelmaszykowi? Czy ci panowie wiedzą, co to ów wielki krwotok, owa rana, ów dług...?

Chyba jednak nie. 25 marca 2008 r., podczas cotygodniowego programu Kuby Wojewódzkiego w TVN, wzmiankowana trójka „szołmenów” zatknęła dwie biało-czerwone chorągiewki w psich odchodach.[i]

Komedianci i przestępcy

W studio TVN dokonano zatem przestępstwa zbezczeszczenia flagi polskiej. Szanująca się telewizja wyrzuciłaby swego pracownika, winnego takiego „incydentu”, na zbitą twarz. Szanująca się publiczność zbojkotowałaby go. Nawet w PRL, nie mówiąc już o normalnie rządzonym kraju, profanator polskich barw narodowych poszedłby za kraty.

Ale przecież dziś mamy demokrację. Dzisiaj to publiczność decyduje. Publiczność przyciągająca tłumy reklamodawców. W tym wypadku publiczność TVN-owska, ukształtowana na obraz i podobieństwo „szołmenów” tej stacji i ich przełożonych. A takim indywiduom, jak się okazało, antypolskie bluźnierstwo wcale nie przeszkadza. W ów marcowy wieczór zgromadzona w studio publika zareagowała aplauzem...

Potem, zamiast wyciagnięcia konsekwencji wobec przestępców, była obrona „prawa do swobodnej wypowiedzi” i „artystycznej prowokacji”. Było udawane, a może nawet autentyczne zdumienie – że „cóż takiego się wydarzyło”...? Był szyderczy rechot z ludzi, którzy – wbrew TVN-owi i jego wojewódzkim czy powiatowym „intelektualistom” – posiadają jeszcze jakieś świętości; którym jedną z tych świętości wesołkowie z telewizyjnej „walterowni” unurzali w psich ekskrementach.

Nasze cmentarze pełne są mogił ludzi, co kiedyś – nie tak dawno - za te barwy przelewali krew. Mogił ludzi – co do tego nie mam wątpliwości – zupełnie innego gatunku, niż Wojewódzki, Raczkowski, Stelmaszyk i ich wielbiciele. Równie dobrze, zamiast profanować flagę, za którą zginęły tysiące, komedianci z TVN mogli (by już pozostać w defekacyjnych klimatach) napaskudzić na czyjś grób. Nie wątpię, że wtedy również nie brakłoby im obrońców, elokwentnie tłumaczących ów postępek potrzebą „artystycznej prowokacji”.

Wojewódzkiemu ów skandal wcale nie zaszkodził. Media doniosły, że jest on dziś jednym z najpopularniejszych prezenterów telewizyjnych. Może to nieładnie zaglądać w cudzą kieszeń, ale jego pensja miesięczna „szołmena” to 160.000 (słownie: sto sześćdziesiąt tysięcy) złotych polskich. Po czterdzieści tysięcy za każdy cotygodniowy „spicz”.[ii] Mniejsza o majątek Jakuba W. Trudno zazdrościć pieniędzy, które cuchną kałem. Ale dobrze wiedzieć, na ile kierownictwo TVN wyceniło trud zbrukania polskiej flagi. Za jaka cenę ludzie gotowi są sprzedać świętości.

„- Przecież nie będzie sprzedawał się za trzydzieści srebrników!” - usłyszałem opinię o Wojewódzkim. Fakt - inflacja...

Odrażający, brudni, źli...

Ledwo ucichł szum, jaki wytworzył wokół siebie Wojewódzki, a w mediach rozpętała się wrzawa wokół scenariusza filmu „Tajemnica Westerplatte”, którego premiera miała upamiętnić zbliżającą się 60. rocznicę napaści Niemiec na Polskę.

W ostatnim czasie światowe kino wojenne przeżywa swój kolejny renesans. Powstają dziesiątki wysokobudżetowych filmów, których twórcy opiewają chwałę przeszłości i męstwo swych rodaków. Oczywiście w awangardzie kroczy tu Ameryka, ze swym filmowym imperium (z obrazów nakręconych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wymieńmy tytułem przykładu „Szeregowca Ryana”, „Pearl Harbour”, „Sztandar chwały”, „Listy z Iwo Jimy” traktujące o różnych epizodach z pół bitewnych II wojny światowej, „Byliśmy żołnierzami” o pierwszej większej bitwie stoczonej przez Amerykanów w Wietnamie, czy znakomity „Helikopter w ogniu” o interwencji w Somalii). Warto wspomnieć również interesujące produkcje rosyjskie (przejmujący realizmem „Karny batalion” o czasach Wojny Ojczyźnianej, czy „9 kompanię” o „internacjonalistycznej misji” w Afganistanie). Czesi zobrazowali wojenne przewagi swych pilotów w „Ciemnoniebieskim świcie”, zamierzają również oddać cześć czeskim obrońcom Tobruku („Tobruk”). Australijczycy przypomnieli heroizm swoich oddziałów w dramacie „Kokoda”, a Japończycy uwiecznili bohaterstwo marynarzy Cesarstwa w „Yamato”...

Tymczasem we współczesnej Polsce, co musi zdumiewać, kino wojenne traktowane jest po macoszemu. Wypada wreszcie powiedzieć głośno niewygodną, dla wielu szokującą prawdę – najwybitniejsze polskie filmy wojenne i historyczne powstały w epoce PRL, pomimo komunistycznej cenzury i nachalnej propagandy. Przez dwie dekady, licząc od momentu odzyskania przez Polskę suwerenności, nie nakręcono ani jednego (!) porządnego obrazu batalistycznego, ilustrującego męstwo żołnierza polskiego na którymkolwiek z frontów II wojny światowej. Trudno powstrzymać się od gorzkiej uwagi, iż dla wielu artystów komunistyczna cenzura stanowiła wygodne alibi, prawdziwy listek figowy skrywający twórczą niemoc.

Okazało się jednak, że milczenie filmowców o przewagach polskiego oręża nie jest jeszcze sytuacja najgorszą. Niejaki Paweł Chochlew, szerzej nieznany sługa X Muzy, postanowił „unieśmiertelnić” obrońców składnicy na Westerplatte. Tyle, że zamierzał uczynić to w sposób nader osobliwy.

Scenariusz „Tajemnicy Westerplatte” wzbudził entuzjazm grona tzw. ekspertów (wśród których figurowało nazwisko m.in. byłej minister kultury Izabeli Cywińskiej). Jak wyjaśniła p. Anna Godzisz , rzeczniczka prasowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej: „Scenariusz zapowiada dobre kino. [...] jego wielką wartością jest jego przesłanie.” [iii] Paweł Chochlew miał otrzymać do swej reżyserskiej dyspozycji pokaźny budżet w wysokości 14 milionów złotych (ktoś okazał zadziwiającą hojność człowiekowi, który jak dotąd samodzielnym reżyserowaniem filmów się nie skalał).

Sielankę zakłóciła wszędobylska prasa. Ujawnione fragmenty scenariusza wywołały szok. Wedle wizji Pawła Chochlewa faktyczny dowódca obrony Westerplatte, kapitan Franciszek Dąbrowski, był typem psychopaty, stale wygrażającym podwładnym pistoletem. Swoją wojnę prowadzić miał z flaszką wódki w dłoni (często chłepcząc gorzałę „z gwinta”). Filmowi żołnierze polscy to istna banda żuli - zapijaczonych, liżących pornograficzne zdjęcia, okładających się nawzajem pięściami, oddających mocz na portret Naczelnego Wodza.[iv]

Na szczęście nie wszyscy podzielili zachwyt eks-ministerki Cywińskiej co do przesłania nowatorskiego scenariusza. Andrzej Nowak, redaktor naczelny „Arcanów”, nie pozostawił suchej nitki na „brutalnych, chamskich i głupich prowokacjach, jakich przykładem może być film o pijanych westerplatczykach.”

Na pytanie dziennikarza „Rzeczpospolitej”, skąd właściwie bierze się u młodych twórców taki zapał w ośmieszaniu symboli narodowych, Nowak punktował celnie:

„ - To pokłosie bardzo mocno propagowanej w ostatnich latach arcykrytycznej postawy wobec polskiej tradycji i mitologii narodowej. Czołowe ośrodki opiniotwórcze III RP z uporem namawiały do podważania, do wobec wszystkiego, co polska tradycja i historia przekazały nam jako powód do narodowej dumy. Wytworzyła się swoista tania moda na prześmiewczość wobec tradycji. Filmy takie jak [...], to jednak jedynie żałosne popłuczyny po nurcie prześmiewczym reprezentowanym przez Mrożka czy Munka [...]. Nie ma w nich ani rzetelności historycznej, ani artyzmu, ani odrobiny rzetelnego namysłu nad tradycją. Jest za to chęć zrobienia kariery na upowszechnianiu zanurzonej w ekskrementach wizji historii Polski.”[v]

Scenariusz Chochlewa wieńczyło odwołanie do słów Jana Pawła II: „Każdy z nas ma swoje Westerplatte.”, co w tym kontekście zabrzmiało jak szyderstwo. Może jednak warto w tym miejscu zadać pytanie – jakie Westerplatte nosi w sobie Paweł Chochlew?

Hołdy biczowników

Przed wyborami prezydenckimi w 2000 r. ujawniono publicznie, że osobnik pełniący obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej pojawił się pod wpływem alkoholu na oficjalnych uroczystościach ku czci polskich oficerów zamordowanych w Charkowie.[vi] Wydawało się, że polityczna kariera tego człowieka właśnie dobiegła końca. Tymczasem demokratyczna większość Polaków okazała zrozumienie dla tej „chwili słabości”, i zapewniła „Olkowi” reelekcję. Był to wyrazisty sygnał, jak potężna część narodu wzięła rozbrat z tradycją (oraz z poczuciem przyzwoitości). Bliski ich sercom okazał się były komunistyczny aparatczyk, słaniający się w pijanym widzie nad mogiłami ofiar czerwonego terroru, do tego wielokrotnie przyłapany na kłamstwach, ale za to „dobrze prezentujący się” w telewizyjnym okienku.

Oczywiście, przemiana świadomości milionów obywateli nie nastąpiła z dnia na dzień. Przedtem były długie lata pracy szemranych „autorytetów”, dysponujących potężnym zapleczem propagandowym. Miało się wrażenie, że rodzime media opanowali przedstawiciele sekty biczowników, bezlitośnie chłoszczący naród polski za domniemane zbrodnie. Niezorientowana publiczność była epatowana „sensacjami” z przeszłości – o „polskich pogromach”, „polskich kolaborantach”, „polskich mordercach”... Nawet ongisiejszą tragedię w kościele Św. Krzyża w Warszawie (1881), kiedy to podczas paniki stratowano szereg osób uczestniczących w nabożeństwie, próbowano przedstawić jako... zbiorowy mord na 30 Żydach.[vii]

Niekiedy nieznajomość historii połączona z chęcią nadskakiwania obcym prowadziła do zdarzeń z pogranicza tragifarsy. Oto w czerwcu 2002 r. tarnowscy radni miejscy zabronili wzniesienia Pomnika Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Słyszało się wtedy opinie, z ust polityków i tzw. zwykłych ludzi, że byłby to „pomnik niezgody”, który by „obrażał uczucia Ukraińców”, tudzież „nadszarpnął nasze dobrosąsiedzkie stosunki z Ukrainą”, że „nie wolno tak jątrzyć”, ani „rozdrapywać starych ran”... Trzy miesiące później ci sami radni Tarnowa pozytywnie zaopiniowali projekt monumentu, upamiętniającego ofiary zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie...[viii]

Wyjątkową oryginalnością zabłysnęli politycy z toruńskiej Platformy Obywatelskiej. Wyartykułowali oni pomysł wzniesienia monumentów ku czci... mistrzów krzyżackich Hermana von Salzy i Hermana Balka. „- Toruń zawsze był fajnym przykładem miasta wielokulturowego. Dlaczego tymi pomnikami tego nie podkreślić?” – entuzjazmował się poseł PO Tomasz Lenz.[ix]

Z kolei podczas wizyty prezydenta Azerbejdżanu w Polsce w 2005 r., odsłonił on uroczyście, wespół z prezydentem Warszawy, tablicę pamiątkową ku czci swoich rodaków, poległych m.in. „na barykadach Powstania Warszawskiego”. Wśród starych warszawiaków zapanowała konsternacja, gdyż zapamiętali oni z Powstania tylko jedną formację azerską – Aserbeidschanische Feld Bataillon I/111 „Dönmec” - podporządkowaną osławionemu Oskarowi Dirlewangerowi, odpowiedzialną m.in. za rzeź ludności cywilnej na ul. Inflackiej.[x]

Nie od rzeczy jest przypomnieć, że w urzędowych planach co najmniej kilku naszych miast figurowała bądź nadal figuruje Ulica Obrońców [sic!] Monte Cassino. Tak oto wyborowe oddziały Hitlera, „Zielone Diabły” z 1st Fallschirmjaeger Division, broniące zawzięcie klasztornego wzgórza przed Polakami i pozostałymi aliantami, doczekały się w naszym kraju uhonorowania![xi]

Korzenie

Przykłady atakowania tradycji, religii i patriotyzmu w mediach można by wymieniać w nieskończoność. Można przywoływać tu postacie polityków, gotowych za worek „eurosów” przehandlować Polskę, i jeszcze pięknie to uzasadnić – że to niby dla jej dobra i pomyślnego rozwoju! Można wspomnieć również telewizyjnych ekspertów, którzy tłumaczyli nam uczenie, że po integracji Polski z Unią Europejską wprawdzie zdrożeje żywność i paliwo, ale za to stanieją bilety lotnicze i wódka, więc statystyczny Polak na tym interesie (tj. anschlussie jego Ojczyzny przez UE) „obiektywnie” zarobi. Dalej, tak zwanych artystów z pomysłami rodem z porno-shopu. I jeszcze pewną firmę odzieżową reklamującą swój asortyment za pomocą szyderstw z dziewictwa. Oraz producenta „energy drinka”, co w swojej reklamie wyśmiewa Świętą Rodzinę... Itd.

„Żeby zniszczyć naród, trzeba najpierw podciąć jego korzenie” – napisał Aleksander Sołżenicyn.[xii] Można odnieść wrażenie, że przywołany na wstępie biało-czerwony sztandar – ów „opatrunek”, „dokument rany”, będący dla nas pamiątką, a zarazem morałem i długiem – coraz częściej staje się krzyczącym wyrzutem sumienia.

„Historia jest zagracona szczątkami narodów, które odwróciły się od Boga i umarły.”[xiii]




[i] http://pl.youtube.com/watch?v=o9i9aOb9NKQ&feature=related (wszystkie cytaty z internetu na podstawie połączeń w dn. 26.X.2008 r.).

[iii] R. Wojciechowska, Tchórze i pijacy z Westerplatte – obrazoburczy film o obrońcach polskości w Gdańsku?, „Polska – Dziennik Bałtycki” z 27.VIII.2008 r., http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/890511.html

[iv] Tamże. Zob. też: Ujawniamy scenariusz filmu o Westerplatte, „Dziennik” z 8.IX.2008 r., http://www.dziennik.pl/kultura/article233738/Ujawniamy_scenariusz_filmu_o_Westerplatte.html, Wyrostkiewicz R.W., Jako pierwsi i jedyni ujawniamy scenariusz „Tajemnicy Westerplatte”, „Najwyższy Czas!” z 10.X.2008 r., http://nczas.com/wazne/jako-jedynie-i-pierwsi-publikujemy-scenariusz-â??tajemnicy-westerplatte%C3%A2??/?show=gallery

[v] Radziejewski B., Żałosne popłuczyny po Mrożku, „Rzeczpospolita” z 27.VIII.2008 r., http://www.rp.pl/artykul/153227,182049_Zalosne_popluczyny_po_Mrozku.html

[vii] Żyndul J., Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937, Warszawa 1994, s. 8. Por. Gontarczyk P., Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, Fakty, Dokumenty, Biała Podlaska – Pruszków 2000, s. 14.

[viii] Solak A., Pomnikowi radni, „Nowa Myśl Polska” z 27.X.2002 r.

[ix] Waloch N., Giedrys G., Albośmy to jacy tacy... Kryżacy, „Gazeta Wyborcza - Duży Format” z 29.I.2008 r., http://wyborcza.pl/1,76842,4877042.html?as=2&ias=2&startsz=x

[x] Gdański J.W., Zapomniani żołnierze Hitlera, Warszawa 2005, s. 182, 218.

[xii] Buchanan P.J., Śmierć Zachodu, tłum. Konik D., Morka J., Przybył J., Wrocław 2005, s. 227.

[xiii] Tamże, s. 259

Cywilizacja” 27/2008

Andrzej Solak

http://www.krzyzowiec.prv.pl/

http://cristeros1.w.interia.pl/crist/cywilizacja/dokument_rany.htm



UWAGA. 4 III, W-wa * St. REMUSZKO

DZIAŁ image

Otrzymałam następujące pismo od red. Stanisława Remuszki z prośbą o upubliczenie. Uważam, że sprawa jest ważna dla nas wszystkich:

Wszystkich P.T. Zainteresowanych – a zwłaszcza Koleżanki i Kolegów dziennikarzy – uprzejmie zapraszam na pierwszą rozprawę mego procesu przeciwko TVP za nadawanie programów pełnych wulgaryzmów w porze chronionej, która rozpocznie sięwe czwartek 4 marca 2010 o 9:00 ranow sali nr 206 warszawskiego Sądu Okręgowego przy al. Solidarności 127. W odpowiedzi na pozewTelewizja wyjaśniła, że, krótko mówiąc, nie rozumie mojej urazy, bo ohydne przekleństwa, padające z ekranu w TVP2 NIE BYŁY SKIEROWANE DO MNIE. Podpisał pismo mec. Krzysztof Foland z Biura Prawnego TVP SA.

*

Powód: Warszawa, 5 listopada 2009

Stanisław Remuszko

Dunikowskiego 8

02-784 Warszawa

Pozwany:

Telewizja Polska SA

Woronicza 17

02-625 Warszawa

Sąd Okręgowy

w Warszawie

Al. Solidarności 127

00-898 Warszawa

P o z e w

(skrót)

O godzinie 20:00 - w porze największej oglądalności i w tzw. czasie chronionym - Telewizja Polska nadała program zawierający sceny pełne najdrastyczniejszych wulgaryzmów. Plugawe przekleństwa padały z ekranu kilkadziesiąt razy (zapis jednej tylko minuty -załączam na mojej stronie).

To postępowanie telewizji naruszyło moje dobra osobiste - zwłaszcza moją godność i mój domowy mir.

Postępowanie pozwanego było również bezpośrednim złamaniem obowiązującej ustawy o radiofonii i telewizji.

Wnoszę o zasądzenie od pozwanego tytułem zadośćuczynienia symbolicznej złotówki dla mnie oraz stu tysięcy złotych dla Fundacji Dzieciom “Zdążyć z Pomocą”, Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, (KRS 0000037904).

Jako ważny materiał dowodowy, dokumentujący tło i okoliczności tej skandalicznej historii, załączam książkę "Wariacje obywatelskiej", gdzie cała sprawa jest z detalami opisana na stronach 11-58. Z respektem i dobrymi życzeniami

Stanisław Remuszko

* * *

Moje samotne boje o elementarną kulturę w telewizji trwają od pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Skarżyłem się na ohydnie bluzgających z ekranu konkretnych piosenkarzy, gwiazdorów i artystów (Owsiak, Staszewski, jakieś zespoły) i na programowych decydentów, pisałem felietony, listy i artykuły, nagrywałem, zawiadamiałem prokuraturę i zeznawałem, nachodziłem konstytucyjne organa mojego państwa (KRRiT, RPO), prywatnie nękałem znanych (sobie) posłów i senatorów – lecz wszystko na nic. Krajowa Rada w osobach pań Waniek i Kruk ostatecznie umyła ręce, Rzecznik Praw Obywatelskich doktor Janusz Kochanowski na skargi obywateli nie odpowiadał w ogóle (sic!), telewizyjni bonzowie zaś (Dworak, Wildstein, Miszczak) uznali, że ze swoimi językowymi pretensjami po prostu nie idę z duchem czasu.

Jedyne, co mi się udało, to zebrać grono ludzi posiadających w tej sprawie podobne poglądy. Oni są wyliczenitutaj – z imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania. Są wśród nich postacie arcysławne – że alfabetycznie wymienię tylko, dla przykładu, Leszka Balcerowicza, Jarosława Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego, Jana Miodkaczy Tadeusza Sznuka– ale przede wszystkim jest kilka setek osób absolutnie mi nie znanych, którzy nie obawiali się powierzyć mi swych prywatnych danych osobowych po to, by móc publicznie zaprotestować na mojej www przeciwko bezkarnemu telewizyjnemu schamianiu narodu.

Cytuję za „Wariacjami obywatelskimi”, str. 21:

W zgodnej opinii psychologów i socjologów nie ulega wątpliwości, iż zbrodnia, przemoc i przekleństwa na telewizyjnych ekranach przyczyniają się do brutalizacji realnego społecznego życia, a zwłaszcza jego młodzieżowych subkultur. Dramatycznym wyrazem tej brutalizacji są potem potworne czyny młodych ludzi, ze smakiem i szczegółami relacjonowane przez żądne sensacji media.

Nie chcę przez to powiedzieć, że pan prezes Miazek odpowiada za torturowanie maturzysty porwanego w Lasku Bielańskim, a pan przewodniczący Sulik za bestialskie zamordowanie młodej kobiety przez trójkę innych maturzystów. Ale też jest logicznie oczywiste, że ci, którzy mają prawny i etyczny obowiązek czuwania nad przestrzeganiem obowiązujących przepisów, i dopuszczają zarazem do bezkarnego łamania tego prawa – ponoszą, by tak rzec, część moralnej odpowiedzialności za późniejsze – dalekie i pośrednie – społeczne złe skutki własnego zaniechania.

Cytowane wyżej słowa napisałem do KRRiT 18 października 1997 roku. Cytowany wyżej pozew złożyłem 5 listopada 2009 roku. A 10 lutego 2010 roku siedemnastoletni bandyta zadźgał nożem na śmierć warszawskiego policjanta dlatego, że ten wcześniej zwrócił mu uwagę, aby nie przeklinał na autobusowym przystanku...

No więc powiem wprost: być może nie doszłoby do tej zbrodni, gdyby panie i panowie Zoll, Wildstein, Waniek, Sulik, Miszczak, Miazek, Kruk, Kochanowski, Dworak i inni zrobili w swoim czasie to, co do nich elementarnie należało. Tak uważam.

Stanisław Remuszko

@ Grzegorz Kopański (Józefów), Radosław Żurawski vel Grajewski (Łódź), Andrzej Tarasek (Piekary Śląskie), Janusz Waliszewski (Pleszew), Anna Drzewiecka, Krystyna i Adam Ferchowie, Agnieszka Pliszkiewicz, Wiktor Wrzos i Andrzej Zalewski(Warszawa). Szanowni Państwo, dzień dobry! Uprzejmie przypominam, że Państwo własnoręcznie podpisali się pod protestem przeciwko telewizyjnemu seansowi, który jest przedmiotem niniejszego procesu. Mnie również zabolało, że, jako obywatele, zostaliśmy wówczas zlekceważeni (eufemizm) przez adresatów (KRRiT i RPO) – ale teraz pojawiła się szansa na precedensowe rozstrzygnięcie problemu. Uprzejmie zapraszam Państwa do sali nr206 warszawskiego Sądu Okręgowego weczwartek 4 marca 2010 o godzinie 9:00.Owszem, to nie jest zbyt chrześcijańska pora, ale czego nie robi się ze szczerego patriotyzmu :-)

http://www.remuszko.pl/chamstwo